Dodaj do ulubionych

Zakochałem się w koledze

12.05.02, 17:40
Od czego zacząć. Od początku. 10 lat temu na pewnym kursie zobaczyłem chłopaka
i serce mi szybciej zabiło. Okazało się po wakacjach ze znaleźliśmy się na
studiach na tym samym kierunku. Przez pierwsze lata studiów zajęty byłem walka
o przetrwanie . Nie zabiegałem o bliższą znajomość. Z reszta jak to miałem
zrobić. Był typem z papierosem , pewnym siebie a poza tym w innej grupie.
Ciągle jednak przyglądałem się mu. Niepokoiła mnie jednak jego zmienność w
lojalności do kolegów, znajomości.
Pod koniec studiów na pewnej imprezie podszedł do mnie i powiedział ze będzie
miał dziecko. Doznałem szoku.
Jakby odszedł ode mnie ktoś bliski. Starałem się go pocieszyć . Mówiłem ze
pewnie będą razem a to tylko kwestia czasu. Jednak intrygowało mnie dlaczego
nie chce się ożenić. I denerwowało to co mówił o tej dziewczynie , która kiedyś
kochał i która nie zasługiwała na takie słowa. Po studiach wybraliśmy się nad
morze . Męczyłem się tym ze nie mogę być bliżej niego. Liczył się tylko czas
spędzony z nim. W miarę jak go bliżej poznawałem coraz bardziej byłem
przerażony. Okazywało się ze nie obce są mu agencje towarzyskie etc. Byłem
zazdrosny o każdego kto jest bliżej niego niż ja. Na sylwestra 97/98
pojechaliśmy paczką w góry. Kiedy okazało się ze Robert, a tak mu było na imię,
bawi się wyśmienicie z pewną dziewczyna, która po kilku godzinach siedziała mu
na kolanach poszedłem do pokoju. Z gór przyjechałem załamany w gruncie rzeczy
zdałem sobie sprawę ze jesteśmy z dwóch światów. Mimo, że cieszyliśmy i
śmialiśmy się z tych samych rzeczy i ze podobnie odbieraliśmy świat.
Wyjeżdżając z gór powiedziałem mu, że musimy porozmawiać. Latem 98 pojechaliśmy
paczka nad morze. Mięliśmy pokój dla dwóch - powiedziałem mu. Powiedział ze nic
z tego nie będzie ze mam zapomnieć. Bo on woli panie dominujące, ich stopy.
Kolejny szok. Nie uwierzyłem myślałem ze chce mnie zniechęcić. Ja nie mogłem
zapomnieć. Ale dochodziłem tez do wniosku ze jedynym lekarstwem na to żeby nie
popaść w obłęd jest izolacja od niego. Na to byłem za słaby. Odnosiłem tez
wrażenie ze poniekąd wykorzystuje mnie zabierając z sobą na łódkę w góry -
obniża koszty. A ja się cały czas męczyłem wierząc ze to chociaż przyjaźń.
Latem 99 zakochał się w kobiecie starszej od niego o kilka lat z dwójka
nieślubnych dzieci. Ostrzegałem go ze nie jest w porządku wciąganie tej
kobiety w jego gierki - na początku nie chciała mieć z nim nic wspólnego.
Pojechałem z nim w góry chciał odreagować odrzucenie. Myślałem ze dlatego
chciał żebym z nim jechał, ze uważa mnie za przyjaciela. Ale ja nie istniałem .
Myślami był gdzieś indziej . Meczem się jak diabli. W nocy przed wyjazdem
zachował się b. po chamsku w stosunku do mnie. Dawał dobre rady jak żyć, "nie
wzdychaj - mówił", jak się ma chuja to trzeba nim ruszać. Zabolało.
Postanowiłem przystopować znajomość. Robert zamieszkał z kobieta , dziecku (nie
swojemu) sprezentował komputer, nosił dzieci na rękach itd.
W 2000 roku latem zmieniłem prace . Nie byłem pewien wyboru. Chciałem
porozmawiać z nim . On nie miał dla mnie czasu. Zadzwonił w listopadzie udawał
ze dzwonił ale nie mógł się dodzwonić. Podejrzewałem ze cos zmienia się u niego
w pracy i sad uje możliwość wyjść awaryjnych lub przezywa kryzys. Przed Bożym
Narodzeniem 2000 zrezygnowałem z nowej pracy (delegacja) i wróciłem do domu.
Kontakty ożyły. Okazało się ze Robert wyprowadził się od tej kobiety. Kupił
sobie mieszkanie. Spotykał się z nią z doskoku (gnojek) - zrobił prawie dziwkę
z niej. Trochę byłem zazdrosny, ale mogłem z tym żyć. Sprzeczaliśmy się od
czasu do czasu, godząc się po jakimś czasie. Kontaktom sprzyjała nowa praca
wśród jego dawnych znajomych. Przez kilka miesięcy pracowaliśmy w jednym
budynku listopadzie miał 30 urodziny , zdał tez ważny egzamin zawodowy.
Umówiliśmy się ze trzeba to opić . Wyznaczyliśmy piątek na dzień kiedy się mamy
spotkać. W środku tygodnia wysyła sms że w sobotę nie da rady. I ze może wezmę
urlop i spotkamy się w tygodniu lub w następna sobotę. Odpisałem ze może lepiej
zrezygnujmy z planowania. Zadzwonił chyba w czwartek potraktowałem go chłodno.
Rozmowa trwała krótko. Powiedział, że jak mi przejdzie to mam zadzwonić , a
piątek może być aktualny. Nie dzwoniłem. W piątek przed zakończeniem pracy
zadzwonił do pracy. Spytał kiedy będziesz? Nie mogłem odmówić. Jednak on nie
był przygotowany na moja wizytę to ja kupiłem pól litra i sok on tylko cztery
piwa i trochę jedzenia – kupił to dopiero jak przyjechałem. Jakby nie chciał
żebym się zasiedział. Od słowa do słowa i wyszło szydło z worka . Powiedział ze
spotkał się bo zależało mu na darmowym oprogramowaniu wartym 20000 zł które
mogłem mu załatwić, ze brzydzi się tym co robią geje i ze może mi dąć na piśmie
ze nigdy nic nie będzie miedzy nami. Żebym sobie przypomniał jakim jest
gnojkiem. Uznaliśmy ze to nasze ostatnie spotkanie. Spytałem czy mam wyjść -
powiedział ze za jakiś czas. Poprosiłem żeby dal telefon zadzwoniłem do domu i
ściągnąłem brata żeby zabrał mnie autem do domu. Popłakałem się. Kiedy
wychodziłem przez dłuższy czas trzymał mnie za rękę a ja wyszarpywałem ja .
Trzasnąłem drzwiami. Wiem ze żyłem złudzeniami. Ale przez najlepsze lata życia
kochałem tylko jedna osobę, która okazała się draniem. Szkoda zmarnowanego
czasu. Gdyby tak można było zresetowac zycie Tak wszystko kotłuje się we mnie
od jakiegoś czasu. Jestem nieszczęśliwym człowiekiem i samotność zaczyna
doskwierać. Znajomości się rozluźniły, żony dzieci. I te pytania kiedy się
ożenisz, staja się nie do zniesienia. Spotkałem się z kilkoma ludźmi poznanymi
w necie skończyło się na objazdach . Myślą trochę innymi kategoriami niż ja, a
może wszystkich porównuje do Roberta. Sam już nie wiem czego chce. Chciałbym
pozna kogoś normalnego. Normalnego człowieka , który najpierw jest człowiekiem
a skłonności homo są na 2 miejscu. Zdarzało mi się spotykać ludzi którym się to
mieszało. Z przerażeniem zadawałem sobie pytanie. Jestem taki sam? Nie, nie
jestem. Może nie jestem gejem . A jeśli tak, to jakim skoro innym od tych
których spotkałem?

PS. Po tym incydencie odezwał się po 4 miesiącach przesyłając maila. Pisał że
przestraszył się tego co do niego czuję i chciał mnie raz na zawsze zrazić do
siebie. Jednak to co mówił wtedy o swoich intencjach nie było prawdą. Zaprosił
mnie z koleżeńskiej sympatii, i nic prócz tej do mnie nie czuje. Pisał też, że
jeżeli nie jestem w stanie wyzwolić się z tego „zauroczenia” to będzie lepiej
żebyśmy się nie kontaktowali zbyt często. Jednak , że zawsze mogę na niego
liczyć w potrzebie. Odpisałem mu mailem. Odreagowując złość. Dość ostrym.
Później złagodziłem to. Nie potrafię mu już zaufać. Kontaktujemy się tylko w
interesach, udając że się nic nie stało.
Chociaż ostatnio gdy dzwonił , był bardzo miły, jak zawsze kiedy przechodzi
kryzys. Ale ja już nie dam się tak łatwo nabrać na tę „dobroć”. Jest jeden, a
jakby ich kilku było – ma taką skomplikowaną osobowość.
Postanowiłem szukać samemu „kogoś na życie” . Byłem dwa razy w knajpce
dla gejów. Ale czułem się trochę obco, nie wierze że spotkać tam mogę kogoś dla
siebie. Nie mówiąc , że o mało nie dostałem zawału zanim zadzwoniłem do drzwi.
I jak tu dalej żyć?





Obserwuj wątek
    • nessuna Re: Zresetowac zycie... 12.05.02, 20:15
      Podobalo mi sie to, co napisales o checi zresetowania zycia. Tez bym tak
      chciala. Kilka rzeczy w zyciu przegapilam, do kilku spraw dojrzalam chyba
      troche pozno. Moze jeszcze nie za pozno, a moze przeciwnie, tylko sama sie
      łudze. Nie mam sklonnosci homoseksualnych, szukam mezczyzny, ale tez kiepsko mi
      to wychodzi. Kilka zauroczen i coraz bardziej dotkliwe poczucie pustki.
      Chwialmi wierze, ze sie odmieni, chwilami popadam w rozpacz. Znajomi w
      wiekszosci w parach, zaczynaja przychodzic na swiat dzieciaki, a moje zycie
      wlasciwie w rozsypce. Chcialabym cofnac czas o jakies 3 lata (to wersja
      minimalistyczna), ale "to se ne vrati" - tak chyba mowia sasiedzi z poludnia,
      ale co do pisowni, to nie jestem pewna.
      Pozdrawiam.
    • chryso Re: Zakochałem się w koledze 12.05.02, 21:09
      Cieszę się że mnie rozumiesz :-))Nessuno
      • ad12 Re: Zakochałem się w koledze 12.05.02, 22:31
        chryso napisał(a):

        > Cieszę się że mnie rozumiesz :-))Nessuno

        Cholera masz ciezkie zycie !!:)) Glowa do gory spotkasz tego jedynego!
    • nancyboy Re: Zakochałem się w koledze 13.05.02, 09:39
      Tez kiedys podkochiwalem sie w koledze. Nigdy mu o tym nie powiedzialem. Potem
      poznalem jego dziewczyne i... domek z kart runal. Cierpialem. Nie zaluje jednak
      tego okresu, fascynacji druga osoba. Nie nalezy tego jednak mylic z miloscia.
      Milosc nastepuje po wielu miesiacach przebywania z kims dzien w dzien, po tym,
      jak sie kogos dobrze pozna.
      Nie szukaj "kogos na zycie" w knajpce dla gejow. Przejrzyj najpierw ogloszenia
      towarzyskie w jakims portalu dla gejow. Sam umiesc swoje. Wiele osob szuka
      swojego ksiecia, lecz nie zagladaja oni do lokali.

      Powodzenia.
      • tassman w koledze 13.05.02, 12:23
        Cytuję:"sam juz nie wiem czego chcę". Ten cytat jest podsumowaniem twojego postu.
        Szukasz samego siebie ale chyba z nudów. Niby to zakochałeś sie w jakims cymbale
        którego chcesz obdarzyc swoja przyjaźnią-o której nie masz pojęcia.
        Gdzie mozna spotkac takich kolesi jak TY?
        Czytałem twój post jakbym czytał wypociny jakiegoś przedszkolaka -ciagłe
        skarżenie się jak ci jest xle, jak to on nie odwzajemnia twoich zalotów ( a niby
        dlaczego ma to robić?), jak to ty chcesz (sam nie wiesz czego...) a on cie olewa.
        I dobrze robi -bo zachowujesz się tak że tylko mozna cie olać bez żadnych
        skrupułów.....
        Pełzaj dalej niczym robal u jego stóp...

        tassman:)

    • chryso Re: Zakochałem się w koledze 13.05.02, 12:48
      Forum GW odkryłem wczoraj. Jedno rzuciło mi sie w oczy. Zawsze kiedy poruszana
      jest tematyka homoseksualna, można liczyć na tassmana. Coś w tym musi być.
      Pozwolę sobie zostawić jego "wypowiedź" bez komentarza. I nie zamierzam także w
      przyszłości komentować jego prostackich wypocin.
      • skylight Re: Zakochałem się w koledze 13.05.02, 14:21
        Przeczytałam Twój post uważnie i stwierdziłam, ze niestety sam skazałeś się na
        taki los. Sam widziałeś jakie ma preferencje Twoj kolega, później powiedziałeś
        mu o swoich uczuciach, w sumie nie wiem po co, bo skoro widziałeś, że wyjawia
        zainteresowanie płcią przeciwną- od razu powinieneś dać sobie spokój a Ty
        podświadomie liczyłeś, że po Twoich słowach zmieni preferencje i zacznie się z
        Tobą umawiać, ale inaczej niż kumpel z kumplem. Przykro mi to stwierdzić, ale
        wykazałeś się dużą dozą naiwności. Przecież on nigdy nie dawał Ci żadnej nawet
        najmniejszej nadziei, a Ty przez tyle lat pakowałeś się w coś - co z góry było
        skazane na niepowodzenie. Ale widocznie tak było Ci pisane w życiu, byś się
        tego nauczył. Niektórzy ludzie potrzebują konkretnej nauczki od życia, bo
        inaczej nie potrafią się uczyć i wyciągać wniosków na podstawie błędów innych
        osób. Nie traktuj tego w taki sposób, iż zmarnowałeś najlepsze lata swojego
        życia, bo tyle właśnie lat musiało Ci minąć, byś mógł wyciągnąć z tego
        konkretne wnioski, a jeśli nie wyciągnołeś - to uważaj, bo sytuacja może się
        powtórzyć (oby nie).
        Staraj się zawsze wyczuć preferencje drugiej osoby, by nie narazić się na
        niepotrzebną śmieszność i odrzucenie. Nie zawsze możemy mówić komuś, co czujemy
        do danej osoby - nie wszyscy to potrafią zrozumieć. Nie wszyscy poza tym
        akceptują świat homoseksualny i głównie dlatego powinieneś szczególnie uważać.
        Życzę powodzenia i rozwagi w podejmowaniu decyzji,a na drugi raz "pomyśl zanim
        pomyślisz" - bardzo się czasami przydaje. Ale nie ma tego złego... więc musisz
        to potraktować jak dobrą szkołę !
        Pozdrawiam.
    • chryso Re: Zakochałem się w koledze 13.05.02, 18:06
      Nie zawsze Skylight gdy wchodzą w grę uczucia zachowujemy się racjonalnie.
      Często rozum śpi, ale gdyby było inaczej, czyż takie zjawisko jak „zakochanie
      się” miałoby prawo bytu?
      Co do jego preferencji , to przez cały okres studiów nie afiszował się żadna
      dziewczyną przynajmniej ja o tym
      nie wiedziałem. Jak się pozniej okazalo to miał dziewczyne. Poza tym ,
      powiedział mi kiedys ze ma powazne problemy. A kiedy wiedzialem ze się nie
      ozeni z ta dziewczyna , zacząłem wysnuwac zbyt daleko idace wnioski Dochodzily
      jeszcze jego słowa typu . „jak się boisz spac sam w łożku zawsze możesz przyjsc
      do mnie „ ,, ty mój przyjacielu” i to uczucie akceptowalności a czsami adoracji
      z jego strony zanim mu powiedziałem. To wszystko nakrecalo spirale. Chociaz
      musze przyznac ze zadnych bardziej oczywistych gestow z jego strony nie było. I
      jeszcze jedno. On nie odwrocil się ode mnie po tym jak mu powiedzialem, ale
      chyba nie zdawal sobie sprawy ze będzie trudno być mi dla niego tylko b. dobrym
      kolega. Chociaz jego osoba interesowala mnie od samego poczatku, to tak
      naprawde mocne uczucie zrodzilo się dopiero pod koniec studiow, kiedy mielismy
      kilka lat wspolnych za soba. Wtedy dopiero zblizylismy się do siebie na polu
      towarzyskim. A o tym, ze do niego czuje cos wiecej niż sympatie,
      powiedzialem mu dopiero jakies 4 lata temu, kiedy już sam chcialem w koncu
      uzyskac jasna odpowiedz z jego strony. Uzyskalem i nie moglem się z tym
      pogodzic. Dla jasnosci. Dochodze do siebie, zaczynam widziec w nim sporo wad.
      Przestal być takim idealem, jakim mi się kiedys wydawal. A jednak, kiedy
      dzwoni skruszony, ewidentnie w depresji (Przez swój fetyszyzm, wie chyba, ze
      tak naprawde będzie tez zawsze sam. Chyba nigdy nie starczy mu „jedna para
      stop” na cale zycie. To jest mi go wtedy zal ... i jakos tak dobrze mi się z
      nim rozmawia ...ze zapomniec o nim do konca jest trudno. Ale radze sobie.
      Chwilami jest ciezko, ale jest znacznie lepiej niż np. 3 lata temu. Napisalem o
      tym problemie w Forum, bo wydala mi się ta historia ciekawą. Ciekaw tez byłem
      reakcji ludzi. I za zainteresowanie dziekuje.
      • skylight Re: Zakochałem się w koledze 15.05.02, 08:56
        chryso napisał(a):

        > Nie zawsze Skylight gdy wchodzą w grę uczucia zachowujemy się racjonalnie.
        > Często rozum śpi, ale gdyby było inaczej, czyż takie zjawisko jak „zakoch
        > anie się” miałoby prawo bytu?

        Oczywiście, że tak - przecież nie tylko posiadamy uczucia (serce) ale i rozum. I
        na tym to wszystko polega, by istaniała pomiędzy nimi równowaga. A po to chyba
        Pan Bóg dał nam rozum byśmy chodząc za głosem serca potrafili myśleć i wyciągać
        wnioski czy obralismy dobrą drogę. Oczywiście, że nie jest to łatwe ale...no cóż,
        przecież takie jest życie, które polega m.in. na odpowiednich wyborach. Czasami
        refleksja przychodzi dla nas troche późno, lecz życie ciągle trwa i zawsze jest
        czas by to wszystko przemyśleć i wyciągnąć odpowiednie wnioski. Takie życie -
        niestety, ale chyba przynudnawo by było gdyby wszystko układało się po naszej
        myśli... Więc życzę wszystkiego najleprzego, bo nie sztuką jest popaść w
        tarapaty, ale wydostać się z nich. Głowa do góry !
        • elena2 Re: Zakochałem się w koledze 02.06.02, 15:33
          Przeczytalam wszytko powyzsze i mam takie generalne pytanie, co do gejow. Na co
          liczy taki gej zakochujacy sie w facecie hetero? Rozumiem zauroczenia, serce
          nie sluga itd., ale w jaki sposob mozna przez lata tkwic w uczuciu, ktore nie
          ma szansy na realizacje? Na co on liczy: ze jego obiekt nawroci sie na
          homoseksualizm? To sie chyba niezmiernie rzadko zdarza. Dla mnie to jest po
          prostu niezrozumiale, nie potrafilabym uwielbiac latami kogos, kto mnie olewa.
          Po prostu milosc potrzebuje wzajemnosci.
          Mialam kiedys w swoim otoczeniu podobny przypadek: facet przez 7 lat durzyl sie
          w innym, hetero. Ten drugi znalazl sobie kobiete, i kolejna, w koncu ozenil
          sie. Ten pierwszy: zawod, rozpacz i zazdrosc. Na co on liczyl, ze kolega zmieni
          orientacje? Za co obrzucal te dziewczyne niewybrednymi inwektywami? Ze zabrala
          mu "jego milosc", ktora przeciez nigdy nie byla jego? Drodzy geje, czemu nie
          szukacie sobie partnerow wsrod gejow??
          • chryso Re: Zakochałem się w koledze 04.06.02, 20:44
            No coz Eleno serce nie sluga, a moze byl on atrakcyjny wlasnie dlatego
            ze "byl normalny" tzn. nieprzegiety poza tym odbieralem drobne sygnaly (byla to
            nadinterpretacja z mojej strony - wiem to teraz) ze jest inny. Nie wiedzialem
            ze az tak. To tyle poza tym - milosc jest slepa. Czasami juz tak jest ze wydaje
            sie nam ze ten albo zaden. Kto to czul to zrozumie. Uczucia to nie towar, to
            nie pomidory w sklepie - kiedy mozna powiedziec ten jest zielony a tamten
            lepszy bo czerwony. I wybrac tego czerwonego. Wiem tak kazalby postepowac
            rozsadek, ale czesto to bardzo trudne. Pozdrawiam
    • matti3 Re: Zakochałem się w koledze 04.06.02, 23:18
      Czuje to samo co ty stary.
      Tez sie zakochalem w hetero i on mnie nie chce. A czasami daje takie znaki ze
      ja je zle odbieram i robie sobie nadzieje.
      Trzymaj sie, wiem jak ci ciezko, mi tez! Tylko nie dochodz do skrajnosci tak
      jak ja, mam za soba ciezkie przejscia i rozne glupie rzeczy przychodza mi na
      mysl.
      • flora28 Re: Zakochałem się w koledze 13.06.02, 13:14
        Sa tacy ludzie, ktorzy - mimo, ze nie czuja pociagu homoseksualnego - bawia sie
        uczuciami innych ludzi, gejow czy lesbijek pewnie tez. Taka ludzka wstretna
        natura: sprawdzaja, czy sa i na ile sa atrakcyjni, poza tym, podoba im sie taka
        bezwarunkowa, wieloletnia czesto adoracja, mimo, ze ona nigdy nie wywola z ich
        strony szlachetnego uczucia milosci czy nawet przyjazni. moj byly facet
        opowiadaal o zakochanym w nim geju. wiedzial, ze nigdy nie odwzajemni jego
        uczucia, a jednak pozwolil mu miec nadzieje, i nawet poszedl z nim do lozka.
        czlwoiek to tylko czlowiek, lubi sie podobac, lubi sprawdzac, gdzie sa granice,
        czasami lubi byc bezwzgledny i okrutny. znajdz czlowieka, ktorego pokochas zi
        ktory cie pokocha, zaslugujesz na to.
        powodzenia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka