Gość: Marta
IP: *.drano-cafe.silesianet.pl
09.11.01, 13:16
Powszechnie uważa się,że "kobiecą" bronią jest odmową współżycia seksualnego w
stałym związku. Takie postępowanie ma być najsilniejszym narzedziem
manipulacji... Tymczasem w moim małżeństwie dzieje sie od 25!! lat odwrotnie.
To mąż traktuje zblizenia jako "nagrodę" za "grzeczność" za jego zdaniem "
nieposłuszeństwo" karze długimi okresami abstynencji, nieraz
kilkunastotygodniowymi. Współżycie podejmuje po wielu "aktach skruchy" i
przepraszaniu go , czesto naprawdę nie wiem za co. Jestem kobietą b.
atrakcyjna, zadbaną, podobam sie mężczyznom i nie mam pruderyjnego podejścia do
seksu.
Taka sytuacja upokarza mnie, pozbawia wiary w siebie i radości życia, wreszcie
nasuwa chęć nawiązania innych, satysfakcjonujących mnie emocjonalnie i
fizycznie kontaktów...
Mąż nie ma innej kobiety. Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, czy ma sam małe
potrzeby seksualne i takie postepowanie jest ucieczka od kontaktów fizycznych,
czy tez znajduje inne sposoby rozładowania napięcia seksualnego. Kiedyś, wiele
lat temu, przypadkowo, ku mojemu zdumieniu i rozpaczy "nakryłam " go na
uprawianiu masturbacji. Moje zdziwienie było tym wieksze, ze w tym czasie nasze
stosunki były poprawne, atmosfera w domu pogodna i jak najbardziej sprzyjająca
podejmowaniu tzw normalnego współżycia...Mąż nie chce rozmawiać na ten temat,
zresztą nie lubi tak zwanych rozmów psychologicznych, jak nazywa je
pogardliwie. Oboje mamy wyższe wykształcenie i wykonujemy odpowiedzialne i
ogólnie szanowane zawody. Zawiedziona i upokorzona...Marta