zyta2003
28.02.11, 00:53
Skonczylam niedawno czytac ksiazke, ktora bez czytania "omowila" cala Ameryka, z tym forum i mna wlacznie. Chodzi mi o "Battle Hymn of the Tiger Mother" Amy Chua, czyli o chinskim wychowaniu.
Oprocz podanym na okladce spisie rzeczy zakazanych corkom autorki, ktory wywolal taki odzew, ksiazka zawiera wiecej informacji, przy czytaniu ktorych noz sie w kieszeni otwiera, albo wlosy staja deba. Co za przerazajace babsko ta autorka. To okreslenie brzmi niewiarygodnie i kontrastowo. Przeciez autorka i cala jej rodzina sa gifted. To znaczy nie tylko sa utalentowani, ale obdarzeni przez los we wszystko co najlepsze. Amy Chua pochodzi z jakiejs starej zasluzonej rodziny chinskiej, co to przodkowie zapisali sie w historii. Jej rodzice przyjechali do Chin nie przeszmuglowani za 20tys. dolarow, bez znajomosci jezyka, do pracy dla chinskiej mafii, ale na zaproszenie uczelni. Jej kariera zawodowa kreci sie miedzy Wall Street, Columbia, Yale i podobnie prestizowymi uczelniami, ma wspanialego, dobrego, cierpliwego meza - amerykanskiego Zyda, ktory robi taka sama kariere naukowa na Yale, maja dwie sliczne, wielce utalentowane muzycznie i we wszelkich mozliwych kierunkach corki (obecnie kilkunastoletnie), sama pani profesor jest sliczna, ma na pewno dobrze powyz. 40 lat, a wyglada oczywiscie jak kazda Chinka - na kazdym zdjeciu jak rowiesnica corek. Zapewne nie sa milionerami, ale sa zamozni, maja piekny dom, mozliwosc wspanialych podrozy...etc...
No i mama postanowila zapewnic corkom wspaniala przyszlosc. Wybrala: beda najlepsze z najlepszych artystek muzycznych. I zabrala sie do roboty w wieku w wieku corek dwa i trzy lata. Ona musi byc pierwsza, na tym zgnilym zachodzie to czasem zaczynaj w wieku 4,5 lat, ale to nie dla niej. Dlaczego maja byc artystki muzyczne, nie wyjasnia, jakos tak samo wyszlo, ze zajela sie ksztalceniem w tym kierunku. I tu zaczyna sie horror. Ta baba jest tak bezwzgledna, nie liczaca sie z uczuciami corek, z ich potrzebami emocjonalnym... Nie liczy sie z mezem, ktory oponuje, w pogardzie ma tesciowa, ktora zupelnie inaczej chowala swoje dzieci w tym jej meza, ktorego wychowala na wspanialego, wartosciowego czlowieka. Jest stanowcza, nie ulega na 1 mm swoim malutkim, a potem nieco wiekszym corkom, nie slucha meza, nawet chinskich, bezwezglwednych na chinska miare rodzicow, zachodniej tesciowej. Ona wie najlepiej, i juz. Dlatego w tym domu sa ciagle awantury, wrzaski, placze, kary, ona to opisuje, ale zawsze postawi na swoim .. Mlodsza corka, ktora gra na skrzypcach, jest zdolna i ma oczywiscie sukcesy, ale nienawidzi tych skrzypiec coraz bardziej, tego rygoru. Jednak gdy ma ok. 9 lat na pytanie nauczyciela, czy lubi grac oczywiscie odpowiada, ze lubi. Mama najpierw wstrzymala oddech, a potem juz byla zadowolona, nie przyszlo jej do glowy, ze corka tak mowi, bo sie jej boi? Nieco pozniej ta mlodsza corka juz jest w ogromnym konflikcie z matka, rzuca jej ciagle, ze ja nienawidzi, ze nienawidzi skrzypiec, robi publiczne awantury, odmawia, obcina sobie " w zeby" wlosy, bo mama uwaza, ze nie ma czasu na fryzjera. Biedne dziecko! Ale mamuska zawsze mowi: no coz przyzwyczajona jestem do tego, ze ona zawsze stawia sie, ale ja to dla jej dobra znosze. Nie mysli, jak lamie psychike dziecka, jaki urzadzila jej los?
Opisze jedno wydarzenie, owa corka wraz z cala rodzina pojechala na przesluchanie do jakiejs slawy. W hotelu przed przesluchaniem cwiczyla pod czujnym okiem matki 5 godz., po przesluchaniu slynny nauczyciel poprosil o ponowne przyjscie nastepnego dnia. Zblizala sie 5-ta ppol., mala pyta: to idziemy na dinner? Matka wyjasnia, ze zamowila stolik na 9-ta, wiec teraz bedzie 4 godz. cwiczyc.... itd. Awantura trwala wlasnie te 4 godz. w pokoju hotelowym. Na migi, bez wrzaskow? Te dzieci nie mialy w swoim zyciu jednego dnia wolnego, dlatego nigdy nie spedzily z babka calego dnia. Poniewaz za niesubordynacje, ze nie chca np. cwiczyc X godz. tylko np. X-1 nie ma ich czym ukarac ( bo nie ma im co zakazac) odmawia im posilkow!!
Samo upublicznienie tej ksiazki, w tak trudnym dla dziewczat okresie, kiedy mlodsza tak strasznie walczy o swoja niezaleznosc swiadczy, ze matka z nikim sie nie liczy. Corki wiedza o ksiazce, podobno znaja kazde jej slowo, cos tam krytykuja, ale w ogolnosci upublicznienie im nie przeszkadza.(?) W tym przypadku mamuska przyznaje wyjatkowo racje corkom. A moze sama by pomyslala, zeby uszanowac ten trudny wiek dzieci, bo nie wiadomo jak to sie moze odbic na ich osobowisci, zwlaszcza, ze sama przyznaje, ze dziewczyny stwierdzaja, ze widac w ksiazce, ze nie sa rowno traktowane. Widza, ze nie sa jednakowe, jedna szara m yszka, co to zagrala na malej sali w Carnegii Hall, a druga jak bohaterka interesujacej powiesci- walczy.
Edytkus, kiedys wspomnialas, ze przy tych ich zdolnosciach Azjaci jednak nie graja pierwszych skrzypiec w naukach. Probowalam wtedy ich tlumaczyc, ale ty mialas racje. Wygrywaja tam, gdzie liczy sie nadludzka pracowitosc, stad ci odtworcy w muzyce, czy tez nadreprezentacja w dobrych szkolach, ale gdy trzeba inwencji (gdzie ich nazwiska wsrod tworcow najnowszej techniki elektronicznej - chociazby) to jednak wygrywaja ci, ktorym wolno bylo rozwijac sie w sposob naturalny, a nie w drylu ciezkiego obozu pracy.
Autorka, jak mantra powtarza Western Parents to i to - -oczywiscie niby nie ocenia, tylko porownuje - ze wskazaniem zwyciezcy: chinskie metody.
Mysle sobie, ze gdyby jakis Western Parent napisal taka ksiazke przeciwko chinskim metodom, to rozwinelaby sie dyskusja, ze ma uprzedzenia etniczne i nalezy szanowac roznice kulturowe. Nie mowiac o tym, ze pani profesor w ferworze opowiadania informuje, ze azjatyccy studenci sa przez nia lepiej traktowani.
Gdyby jakis tatus z "redneckowskiej" rodziny kazal dziecku, niezaleznie od szkoly, przez wszystkie dni jego dziecinstwa i mlodosci pomagac w prowadzonym przez niego warsztacie po kilka godzin dziennie, bo to przeciez bedzie jego przyszlosc - to chyba zainteresowalaby sie nim agencja od dzieci. Chinskiej uczonej wszystko wolno. Czym roznia sie w swojej ciezkiej pracy te dziewczynki, od przyslowiowych dzieci hinduskich co po 10 godz. dziennie tkaja dywan?
Dokad zmierza swiat? Jaka jest w ogolnosci roznica w jakosci zycia spolecznstwa, ktore wyslucha koncertu 14-letniej Sophie Chun- Rubenfeld cwiczacej X godzin dziennie, w porownan z bialasem, ktory cwiczy X-1, a moze nawet w jakis dzien tylko 1h i jest pochwalony za A minus, a czasem nawet za B plus?
Dotyczy to nie tylko muzykow, ale tenisistow, i wszelkich innych indywidualnych sportowcow. Bo ci od sportow zespolowych, to jednak maja czas na troszeczke, a czasami bardzo duzo zycia.
W kazdym razie bardzo radze przeczytac ksiazke, jest w bibliotekach, a na Amazonie na pewno za kilka dol.