emigrant_ka
31.05.08, 01:45
Witam:)))
Bedac dzis rano w polskim sklepie [przy Potter - Dempster], bylam swiadkiem
dziwnego zdarzenia. Pani z dzieckiem robila zakupy wedlin , dzieciak[ok
2-letni] wpatrzony w wystawione wyroby zaczal krzyczec "Ham, Ham..." wiec
Pani{matka?] poprosila sprzedawczynie o plasterek szynki dla dziecka
i.....wiecie co sprzedawczyni zrobila?!?!?!??! ukroila plasterek szynki,
zwazyla, wlozyla do torebki, naklejajac cene i podala tej pani.....Mnie
zamurowalo, ta Pania chyba tez, bo zapytala, czy to jest jakis zart..? Pani
sprzedawczyni odpowiedziala , ze nie.
Rzadko robie zakupy w polskich sklepach [za daleko mieszkam] , ciekawa jestem
czy to postepowanie sprzedawczyni bylo normalne? Czy to jakies jej
widzimisie...? Mialam ochote poprosic o szefa sklepu, ale bardzo sie
spieszylam i nie mialam czasu na dyskusje.
W USA istnieje cos takiego jak free simple, moze czas, aby polskie sklepy to
zrozumialy, jesli chca miec klientow.
Wyszlam z tego sklepu naprawde zdegustowana.
emigrant_ka