pisam
09.02.10, 11:54
No, właśnie. Czy, na jakich zasadach i czy w Polsce jest to sensowne?
Na Zachodzie - mimo, że większość spraw przechodzi tam przez agenta
literackiego,- w większości umów są odpowiednie &. Trzy kolejne propozycje
Autor musi przedstawić najpierw najpierw "swojemu Wydawcy" i dopiero gdy ich
warunki będą niesatysfakcjonujące Autora, może on podpisać umowę z innym
Wydawcą, pod warunkiem, że jego warunki będą lepsze od "naszego". Z tym, że
zwyczajowy pierwszy propozycję otrzymuje "nasz W", a dopiero później rozsyłamy
ją do innych ( aby było wszystko jasne, nie czekając na odpowiedź pierwszego.
Nie podpisujemy jednak umowy z nowym, dopóki nie poznamy decyzji "naszego". To
oczywiście wielki skrót, ale mniej więcej na tym jest to oparte.