Dodaj do ulubionych

sceny miłosne (?)

18.02.06, 22:05
witam wszystkich sedecznie! Ponieważ wiem, że większość osób tutaj jest
piszacych, to może coś podpowiecie?
Poległam!
Piszę właśnie fragment "łóżkowy". Piszę i pisze i wykreślam...
To dość istotny kawałek, wiec nie moge ominąć. Ale kiedy czytam to co
napisałam to... blech! Jakiś takie okropnie pretensjonalne mi sie wydaje, aż
sama nie moge tego czytać!
A wy jak sobie radzicie z takimi fragmentami? Chodzi o to, żeby nie
było "falujacych piersi i drżących ust", ale tez nie wulgarnie.
A moze czytaliście taki opis, który was zachwycił?
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • master_of_magic Re: sceny miłosne (?) 19.02.06, 12:08
      Powiem szczerze, że nie opisuję samego aktu. Wolę napisać o namiętnym pocałunku
      i przejściu obojga do sypialni, a potem opisać wspólną poranną kawę. Dla mnie
      szczęście o poranku, kilka gestów i uśmiechów to o wiele ważniejsze dla
      czytelnika rzeczy, niż sam akt miłosny. Pewnie też jest to u mnie forma
      ucieczki - chyba nie bardzo umiałbym dobrze opisać coś tak intymnego... No ale
      ja jestem facetem :)
      • master_of_magic Re: sceny miłosne (?) 19.02.06, 12:15
        A, wrzucę przykładowy fragment :)
        "Hotelowe łóżko jest bajecznie duże, w sam raz do kilkugodzinnej gimnastyki we
        dwoje, do której oboje od początku do końca bardzo się przykładamy.

        Poranek o smaku kawy i grzanek prosto z hotelowego barku wpędza mnie w
        doskonały nastrój. Palimy papierosy, rozmawiamy, śmiejemy się i daje się
        wyczuć, że nić porozumienia między nami staje się coraz bardziej solidna."
        • primadonna5 Re: sceny miłosne (?) 19.02.06, 13:29
          Witam,
          to prawda, że opisanie samego aktu jest trudne. Bardzo ciężko nie popaść w
          pretensjonalność lub wulgaryzm. Dlatego ciekawiło mnie jak wy sobie radzicie?
          Dodam, ze moja hmm... powieść to raczej właśnie "wrażenie" niż "zdarzenia", a
          sam - za przeproszeniem - stosunek jest dość istotny.
          No to ja też wrzucę ten kawałek, który napisałam. Wszelka krytyka jest wskazana
          i mnie nie urazi.
          No i dalej proszę, moze ktoś coś podrzuci?

          A oto mój "blech":

          Kiedy Piotr w nią wchodzi, Weronikę wypełnia ulga. Ukojenie, to najlepsze
          słowo, myśli. Rzeczywistość wyznacza granica ciała; poza nim nic nie istnieje.
          Świat przestaje istnieć. Zapach, smak, gorące oddechy. Weronika obraca na
          języku kropelkę potu spływającą z Piotra. Słona i gorzka, smakuje Weronika,
          gorąca. Cały jest mokry. Oparty na łokciu lekko przesuwa opuszkiem palca między
          piersiami, opuszcza go niżej, dołącza drugi, po chwili pieści już Weronikę całą
          dłonią, sutki, brzuch, uda, wilgotne włoski. Ciało Weroniki poddając się
          zmysłowym pieszczotom staje się gładkie, jak jedwab. Zmysłowy dotyk Piotra
          zostawia za sobą smugę jedwabiu. Weronika uśmiecha się, nie przypomina sobie,
          żeby kiedykolwiek była tak piękna i miękka; żeby cała była jedwabiem. Jak
          pachnie jedwab, myśli wtulając nos w ramię Piotra. Nie wie. Ale wie jak pachnie
          on. Rozchyla nozdrza jak pies i wącha. On pachnie sobą, ulotniła się gdzieś
          subtelna woń modnych męskich perfum, które ulatniały się nad nim jeszcze w
          kawiarni. Zapach mężczyzny, myśli Weronika. Ostry, drażniący. Przyjemny.
          Słyszy bijące tuż przy uchu serce Piotra. Bum – bum – buuum... Niepokojąco na
          chwilę milknie, Weronika tężeje że strachu - a może to tylko ja nie słyszę,
          zastanawia się. Serce zatrzymuje się w pół uderzenia, żeby zacząć od nowa, w
          zmienionym rytmie – bum- buuum - bum... Weronika mimowolnie poddaje się muzyce
          wewnętrznych organów; wstrzymując oddech dostraja swoje serce do jego zmiennego
          rytmu i biją już razem na dwa głosy, czasem milknie ona, czasem on; dwa ciała,
          jedna pieśń nadziei i rozpaczy. Bum – bum – buuuum... Gdyby on teraz umarł –
          umarłaby razem z nim.
          Piotr rusza się coraz gwałtowniej, jego ruchy stają się pewniejsze, mocniejsze,
          czasami aż boli, kiedy uderza w nabrzmiałą szyjkę macicy. Weronika zamyka oczy,
          żeby z ruchów Piotra odczytać jego historię. Cierpienie, nienawiść, strach,
          nadzieja. Wchodzi mocno, głęboko. Jakby chciał wejść cały, zniknąć. Nie bój
          się, zaklina w duchu Weronika rozchyla szerzej nogi, mocniej!, chce krzyknąć,
          ale Piotr rozumie. W ciszy wchodzi jeszcze mocniej. Kiedyś rozkładała nogi,
          żeby oni szybciej kończyli. Teraz jest inaczej. Gdyby miała taką moc, to
          zatrzymałaby go w sobie na zawsze, zamknęła w środku i chroniła przed światem.
          Weronikę ogarnia nagła fala czułości tak wielka, że chce jej się płakać. Czy
          mogłaby go uratować, właśnie tak? Zbawić?
          Jak pięknie, myśli.
          Nagle lodowacieje. Sutki twardnieją, ramiona okrywa gęsia skórka. Gwałtowna
          panika wyrywa ją ze wspólnego rytmu. Buuuuuuuuuuum.... To niemożliwe, myśli,
          niemożliwe, żebym tego nie pamiętała. Amnezja. Kochała się już z nim przecież
          wcześniej, musiałaby pamiętać, że jest tak pięknie, musiałaby pamiętać, że chce
          go całego mieć w sobie, przecież to ni przyszło dziś, dziś nic się nie
          zmieniło...
          Amnezja.
          Choroba psychiczna.
          Piotr niczego nie widzi, ani zimnego potu ani wyczuwalnych już drgawek ani nie
          słyszy jak Weronice dzwonią zęby. A może widzi, tylko nie umie przestać? A może
          nie słucha?
          Piotr krzyczy w tym samym momencie, kiedy Weronika zapada się w ciemność.
          Ciepła sperma wlewa się do środka, ale tam jest dla niej za mało miejsca więc
          wycieka oblepiając gorące uda. Weronika nie ma dość sił, żeby zawrócić. Jakby
          była na skraju przepaści.
          Może tylko się zapaść.

          Pozdrawiam :)

          • rekwizytornia Re: sceny miłosne (?) 19.02.06, 16:13
            Hmmm. Akurat należę do osób, które czytając lub pisząc sceny "tenteges" - płaczą
            ze śmiechu. No bawi mnie to niemiłosiernie i niezmiennie.
            Co do Twojego fragmentu... Jest dla mnie miejscami zbyt anatomiczny. Już nie
            erotyka, coś na pograniczu pornografii.

            "Oparty na łokciu lekko przesuwa opuszkiem palca między piersiami, opuszcza go
            niżej, dołącza drugi, po chwili pieści już Weronikę całą dłonią, sutki, brzuch,
            uda, wilgotne włoski."

            Wyrzuciłabym te "sutki, brzuch...". Po prostu "...pieści już Weronikę całą
            dłonią." Niech się czytelnik domyśla, gdzie. Jeden lubi ogórki, drugi -
            ogrodnika córki ;-) Czy jakoś tak.

            "Rozchyla nozdrza jak pies i wącha."

            Psuje nastrój takie porównanie.

            "Weronika mimowolnie poddaje się muzyce wewnętrznych organów;"

            Wiem, chodzi o instrument, ale skojarzenie z organami wewnętrznymi przeważa. Za
            bardzo trzeba się wczytać, żeby wyłapać, o co chodzi. Nie może być po prostu
            "wewnętrzna muzyka"?

            "czasami aż boli, kiedy uderza w nabrzmiałą szyjkę macicy."

            A fuj. Od razu nasuwa się na myśl cytologia i takie tam inne ginekologiczne.
            Wystarczy przecież samo "czasami aż boli". Jak śpiewał Freddie Mercury, "pain is
            so close to pleasure". Pal licho, dlaczego, ważne, że rozkosz i ból się ze sobą
            mieszają.

            "Wchodzi mocno, głęboko. Jakby chciał wejść cały, zniknąć. Nie bój się, zaklina
            w duchu Weronika rozchyla szerzej nogi, mocniej!, chce krzyknąć, ale Piotr
            rozumie. W ciszy wchodzi jeszcze mocniej."

            O, i to dla mnie jest już pornografia dla wielbicieli kobiet drących się z
            rozkoszy jak opętane.

            "Sutki twardnieją, ramiona okrywa gęsia skórka."

            Hmmm, dopiero teraz twardnieją? Dopiero teraz gęsia skórka? Coś za późno.

            "Buuuuuuuuuuum...."

            Baaaaaaam ;-) Piotr spadł z łóżka czy Weronika zabuczała? Wyrzuć to, niepotrzebne.

            "Amnezja. Choroba psychiczna."

            Hmmm, amnezja chyba nie jest chorobą psychiczną. Forma, w jaką to ujęłaś,
            sugeruje znak równości.

            "Ciepła sperma wlewa się do środka, ale tam jest dla niej za mało miejsca więc
            wycieka oblepiając gorące uda."

            Znów porno.

            Tyle ode mnie. Idź raczej w stronę "niedosłowności", opisowości WRAżEń, jakich
            doznaje Weronika. Zostaw te sutki, macice, rozkraczone nogi i inne organy.
            Najważniejsze dzieje się w głowie ;-)

            Pozdrawiam
            • primadonna5 Re: sceny miłosne (?) 19.02.06, 18:11
              dziękuję rekwizytornio za uwagi.
              No niestey wiem, że pisanie o seksie ociera się o porno i to mnie martwi.
              Dodam, że "domyślanie się" i niedopowiedzenia nie bardzo wchodza w rachubę,
              ponieważ cała książka - choc temat ładny - to napisana jest w wielu
              miejscach "biologicznie" i tak ma zostać.
              Czytelników pewnie zbyt wielu by nie miała, ale cóż... ;)
              Tak więc nadal szukam inspiracji...
              Pozdrawiam
              • rekwizytornia Re: sceny miłosne (?) 19.02.06, 19:57
                Ha! Skoro ma być biologicznie - to w takim razie zostaw to, co ja bym
                wykreśliła, a resztę napisz w ten sam sposób. Bo dla mnie Twój fragment był
                erotyczny, miejscami pornograficzny, a powinno być odwrotnie!

                Pytanie brzmi: czy ten biologizm ma być w duchu współczesnej prozy polskiej
                (patrz powieścidło pewnej anglistki o narkotykach i - pardon my French - dzikim
                pierdoleniu pod wpływem wspomagaczy; no nie da się tego nazwać inaczej), a może
                w bliższym mi duchu Jagny Borynowej? Wszak ona biologiczna była ;-)
              • azm2 Re: sceny miłosne (?) 20.02.06, 12:56
                Ciepła sperma wlewa się do środka, ale tam jest dla niej za mało miejsca więc
                wycieka oblepiając gorące uda."
                Ile tej spermy było? Pół litra, czy więcej ? :-))))
                • rekwizytornia Re: sceny miłosne (?) 20.02.06, 21:27
                  Raczej całe wiadro...
          • daga120290 Re: sceny miłosne (?) 04.06.14, 21:28
            Ojjjj. Stary temat, ale jakoś wpadł mi w oko :) Zbyt wiele powtórzeń;)
        • poslonek Re: sceny miłosne (?) 20.02.06, 13:32
          Dlaczego wpędza? To słowo mocno kojarzy się z działaniem pod przymusem, na
          siłę, nie chcianym itp., a tu przecież tak nie było.
    • jo.nka Re: sceny miłosne (?) 05.06.14, 08:35
      Najlepsze sceny łóżkowe jakie czytałam, a czytałam ich sporo pisze polski autor - A. J. Gabryel
      Niby pisze o tym samym - o seksie, a jednak każda scena jest niepowtarzalna również językowo.
    • ekstaza_w_masle Re: sceny miłosne (?) 05.06.14, 15:11
      Wyobraź sobie, że piszesz o krojeniu marchewki i jedziesz! ;)
      Sceny erotyczne są jak każde inne. Znajdź niebanalne metafory, pokaż jak ta akurat konkretna osoba patrzy na seks.
      Wypełnianie spermą i drżenie jest dość banalne i powoduje dywagacje jak kolegów, którzy niestety nie mają prawdopodobnie zbyt dużo doświadczenia w tej kwestii. Nie mówię o seksie w ogole, co bardziej o kwestii pojemności różnych części ciała. ;)
      Jeżeli to jest subiektywne, to niech będzie takie, że żadna inna postać tak by tego nie opowiedziała. I nie przejmuj się kategoriami typu wulgarność i kicz w trakcie pisania. W Synie Cyrku był chyba taki fragment. Tak wulgarny i kiczowaty, że aż w swoim charakterze ciekawy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka