isanda
22.10.03, 19:05
kochani, droga millefiori i wszyscy, ktorych tu czytam
wszyscy tu jestescie na prawde madrzy i ciesze sie, ze tu trafilam, przez
ostatnie pare dni nauczylam sie od was wiele. Ostatnio zyje w glebokiej
depresji z powodu tytulu moje "dziela". Teoretycznie wiem, ze tytul ma byc
tym dla ksiazki, czym jest szyld dla np.szewca - a wiem powinien by
obiecujacy, chwytliwy, zwracajacy uwage, zwiezly, zgrabny, intrygujacy.
Bez przechwalania sie - wymyslilam juz pare dokladnie takich tytulow, lecz
niestety wystarczy jedno klikniecie na klawiaturze komputera, zeby sie
dowiedziec, ze ktos juz to wymyslil przede mna. Millefiori pisze, ze
powinnam sie cieszyc, ze mamy internet i nie musze spedzac calego zycia na
wertowaniu fiszek w bibliotekach. Ale moze wtedy bylo latwiej? Po prostu nie
wiedzielismy wszystkiego o wszystkim w jednym ulamku sekundy i dwaj geniusze
mogli odkryc Ameryke dwa razy nic o sobie nie wiedzac. Co robic?