Gość: dagmara
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
08.04.10, 01:07
Witam.Mam 35 lat, na migrene cierpie od liceum. Przed urodzeniem
dziecka moje migreny polegały przede wszystkim na bardzo silnym bólu
głowy, światło i dźwiękowstręcie. Niestety po urodzeniu dziecka
migreny nie tylko mi się nasiliły, ale przybrały ostry charakter.
Czyli: oprócz wyżej wymienionych objawów dosżły mdłosci , wymioty,
mrowienie, częściowy paraliż twarzy i reszty ciała, zaburzenia
widzenia i mówienia. w tej chwili w skali 1 do 10 mam 10. Tu juz nie
pomaga zamknięcie się w ciemnym pomieszczeniu. Biorę leki. Zanim mi
je przypisano lądowałam oczywiście w szpitalu w stanie całkowitego
wycieńczenia, bo w końcu ile godzin można wymiotowac bez przerwy,
nawet jak juz dawno nie ma się czym.
Teraz pomaga mi Sumamigren albo Cinie czyli tryptany. Raz w
miesiącu , w okresie okołomiesiączkowym , dostaje kilkudniowego
ataku migren. Mam klasyczną migrenę menstruacyjną. Leki są
skuteczne, jeśli sie je odpowidnio wcześnie weźmie powstrzymuja
atak, aczkolwiek maja skutki uboczne, czyje się po nich sennośc i
zmęczenie, ale co zrobic nie ma wyjścia.
Tak więc, jakoś funkcjonuje, dziekując Bogu , że te leki sa bo bez
nich nie mogłabym normalnie życ.
Jest jednak inny problem. Zdarza mi się powiedzieć ludziom
zasadniczo zaufanym - znajomym , przyjaciołom, że cierpię na
migreny. Najczęściej mówię to w sytuacji gdy musze np odmówic
wypicia alkoholu czy wtedy gdy wiem że powinnam się położyc i
odpocząc a nie balować cała noc. Mówię wtedy , że z powodu migren
muszę prowadzic dość regularny tryb życia i pewnych rzeczy unikac. I
wtedy najczęściej spotykam się nie ze zrozumieniem, ale z
szyderstwem; no i co właściwie robic? uświadamiać? ale jak się
przebic przez zatrważającą ignorancję i uleganie stereotypom typu "
choroba arystokratów" i "rozpieszczonych panienek", co jest
kompletną bzdurą , o czym wie każdy kto cierpi na tę straszną
chorobę , próbując mimo wszystko normalnie życ i pracować