sephorah
21.10.03, 18:05
Migrene odziedziczylam po Matce, a moze po Babce...W kazdym razie mam ja w
genach..brrr.Po raz pierwszy w zyciu poznalam jej zasadniczy ”smak” w wieku
lat dziesieciu-gdy sie zbytnio naslonecznilam podczas pierwszego dnia
przebywania na plazy...Pamietam tez upiorny dzien, gdy zawladnela mna podczas
pewnych ferii zimowych, gdy zaszalalam na sankach bardziej niz zwykle...A
potem-gdy pojawily sie u mnie pierwsze miesiaczki-migrena zaczela mnie
nawiedzac dosc regularnie..Dzis mam lat 30 i co miesiac wykreslam z
kalendarza 3-4 dni...Zaczyna sie najczesciej w nocy we snie..Bol wzmaga sie,
ale nie na tyle, bym sie obudzila. Swiadomosc dobija sie do mnie i nakazuje
mi zwlec sie z lozka i wziac tabletke..Ale sen wynikajacy ze zmeczenia jest
chyba zbyt mocny, bym mogla to uczynic..Spie wiec dalej i dziwie sie , ze bol
nie mija...Nagle staje sie on nie do zniesienia i budzi mnie!...Teraz
naprawde dziwie sie, ze jednak nie wzielam tabletki..Proba wstania..Zawroty
glowy..Kazdy krok-tetni pol glowy..Wymiotuje...Zapach perfum-odrzuca mnie.
Sasiedzi smaza mieso-umieram...Zaslaniam zaslony...Dzwoni telefon-dzwiek
rozsadza mi glowe. Wyraznie czuje siekiere tkwiaca w mojej czaszce. A gdzies
nad uchem wkreca mi sie gwozdz.Goraco mi..Rozbieram sie prawie do
naga..Otwieram okno....Dlaczego ta tabletka nie pomaga??? Aha, przeciez przed
chwila wymiotowalam...Biore nastepna......
Najpiekniejszy jest dzien po ustapieniu migreny. Ile we mnie radosci
zycia..wrecz euforii!!! Co z tego, kiedy za okolo 3 tygodnie wroci do mnie-
jakze wierna...