witomir
07.04.04, 14:13
Żyjemy w czasach, gdy dążenia imperialistyczne Stanów Zjednoczonych są już
chyba zupełnie czytelne i oczywiste dla większości obywateli globalnej
wioski. Zakładanie baz wojskowych przez imperialną armię w coraz to nowych
zakątkach świata wydaje się zatem zwykłym następstwem tego procesu. Podobnie
nikogo nie powinna dziwić oferta rządu polskiego, by — raptem w dekadę po
wycofaniu się stąd wojsk sowieckich — do naszego kraju sprowadzić jednostki
wojskowe Stanów Zjednoczonych. Politykom z Warszawy nie przeszkadzają w tym
regulacje prawne, uniemożliwiające takie działanie, tym bardziej nikt nie
przejmuje się nieopłacalnością tego przedsięwzięcia czy też jego negatywnym
wpływem na środowisko naturalne i zagrożeniem dla zdrowia ludzi,
zamieszkujących okolice potencjalnych baz.
Co więcej, tradycyjnie już im większa absurdalność w posunięciach rodzimych
politykierów, tym aktywniej media starają się zapewniać o korzyściach z tego
płynących.
Polityka, strategia i ich ekonomia
Dla polityki i strategii Stanów Zjednoczonych i stojących za nimi koncernów,
nowe bazy wojskowe w środkowej Europie mają znaczenie przekładające się na
kilka płaszczyzn. Dla armii są to kolejne przyczółki, służące otaczaniu globu
militarna siecią. Są one elementem zastraszania (terroryzm globalny), a tym
samym wywierania nacisków politycznych. Bazy osaczają militarnie także
państwa najbardziej niepokorne wobec polityki USA. Dla samej armii bazy za
granicą Stanów Zjednoczonych posiadają ten sam walor, co umiejscawianie
fabryk w krajach III Świata. Chodzi o oszczędności płynące z taniości
lokalnego rynku (zaopatrzenie baz w żywność), tanią siłę roboczą (prace
cywilne na rzecz armii), przerzucenie kosztów związanych z zanieczyszczeniem
środowiska na kraje, w których bazy są ulokowane. Długa jest lista tego typu
materialnych korzyści. Warto też dodać, że na samym zaopatrzeniu wojsk w
bazach zagranicznych amerykański budżet wojskowy oszczędza w skali roku od 5
do 10 miliardów dolarów, z kolei brak konieczności partycypowania w kosztach
związanych z zanieczyszczeniem środowiska daleko przekracza tę sumę.
Ekspansjonizm militarny oraz będące jego konsekwencją coraz to nowe wojny
wywoływane przez USA pokrywają się w pełni ze strategią koncernów
zbrojeniowych rodem z Ameryki. Nieustający od kilku lat wzrost budżetu
wojskowego1) to stale zwiększające się źródło wpływów dla korporacji w
postaci zamówień na sprzęt wojskowy (od kilku dekad nie pojawiło się większe
zamówienie na uzbrojenie, którego koszt końcowy nie został znacznie
przekroczony w stosunku do kosztu wstępnego). Zyski generowane są także przy
okazji... strat ponoszonych przez wojska USA podczas prowadzonych wojen, a są
to straty znacznie większe od tych, które podawane są do oficjalnych
wiadomości2). Przerzucanie wojsk USA do kolejnych państw idzie w parze z
równoległą promocją sprzętu wojskowego produkowanego przez amerykańskie
koncerny. Dla przykładu Czesi odrzucili pomysł utworzenia baz u siebie, a na
samolot wielozadaniowy dla lotnictwa wybrali szwedzko-brytyjskiego
Grippena3). Jak wiadomo, inaczej postąpili Polacy, wybierając F-16 Lockheeda
Martina i zapraszając amerykańskich żółdaków do siebie.
Patrząc pod kątem militarnym, amerykańskie bazy w Polsce nie mają większego
znaczenia. Nie przestraszą one ani Rosji, ani nawet Białorusi, tym bardziej,
że „oko supermocarstwa” i tak spogląda raczej w stronę Kaukazu i Bliskiego
Wschodu. Dlatego też ze strategicznego punktu widzenia, dla Amerykanów
większą rolę będą miały bazy w Rumunii i Bułgarii. Lecz nie należy
bagatelizować możliwości rozmieszczenia niektórych jednostek USAF i US Army w
Polsce. To, co skłania Amerykanów do przerzucenia części jednostek do Polski,
to nie aspekt militarny, lecz polityczny. Nie będzie to jednak (jak sugerują
media) działanie wymierzone przeciw Rosji czy Białorusi, lecz przeciw
dominującym krajom Unii Europejskiej, czyli Niemcom i Francji, z którymi USA
toczą od kilkunastu miesięcy wojnę o sfery wpływów na świecie. Bazy w Polsce,
czy innych postsocjalistycznych krajach pretendujących do UE, będą kolejnym
gwoździem wbijanym przez USA w spójność tzw. zjednoczonej Europy. Podkreśli
to z pewnością magazynowanie lub utrzymywanie w pogotowiu na terenie tych
krajów sił lądowych posiadających taktyczną broń jądrową. Znajduje się ona na
wyposażeniu artylerii dalekiego zasięgu w ciężkich dywizjach lądowych US
Army4), a użycie takich ładunków w razie konfliktu jest uzasadniona przez
nową strategię militarną USA.
W takim ujęciu bazy amerykańskie w Polsce mogą nabrać zupełnie nowego
politycznego wymiaru, w ramach, którego Polacy znowu zostaną potraktowani
jako narzędzia (politycy polscy jako marionetki), a nasz kraj jako
potencjalny poligon lub, co gorsza, arena nowego konfliktu.
Prawo czy „chcieć to znaczy móc”?
Do tej pory sprawy pobytu na terenie kraju wojsk obcych regulowała ustawa z
1999 roku. W jej myśl w Polsce może przebywać do 1 tys. obcych żołnierzy
przez okres 3 miesięcy. Odnosi się to głównie do ćwiczeń, jakie wojska NATO-
wskie realizują na naszych poligonach. Jednak już na początku tego roku
większość klubów parlamentarnych opowiedziała się za projektem zmieniającym
zasady pobytu i przemieszczania się na terenie kraju wojsk obcych. W
nowelizacji tej stwierdzono m.in., że jeśli pobyt obcych jednostek wojskowych
wynika ze współpracy w ramach ćwiczeń, akcji humanitarnych czy
antyterrorystycznych, te ograniczenia nie będą obowiązywały. Tym samym
została utworzona „prawna furtka” dla sprowadzenia do Polski wojsk
amerykańskich.
Gdzie, kto i skąd ?
Doniesienia na temat tego, jakie jednostki zostaną przeniesione z Niemiec i
do jakich konkretnie polskich miejscowości, nie są wolne od propagandowego
nastawienia. Chodzi tutaj o mamienie „zyskiem z baz” regionów kraju
szczególnie dotkniętych bezrobociem. Tego typu „medialną politykę zwalczania
bezrobocia” bazami amerykańskimi prowadzi między innymi Wprost. W
tekście „Lotniskowiec Polska” — Piotra Kudzia i Grzegorza Pawelczyka z 2
marca 2003 dowiadujemy się, że pod Białą Podlaskę ma zostać przeniesiona
lotnicza baza z Ramstein, co związane będzie z inwestycją rzędu 6 miliardów
dolarów.
Podobnie w innych mediach główną uwagę kieruje się na tę bazę lotniczą, gdzie
stacjonują dwa skrzydła lotnictwa transportowego USAF. Z tym, że Amerykanie
tej bazy akurat nie zamierzają przenieść. Co więcej, przenoszenie baz nie ma
służyć napędzaniu koniunktury gospodarczej w kraju, gdzie są przewidywane
bazy, lecz by zaoszczędzić. Dlatego amerykańskie bazy przeniesione zostaną do
tych polskich jednostek, które posiadają najlepiej rozwiniętą (za polskie
pieniądze) infrastrukturę.
W chwili obecnej w Niemczech, skąd mają być przerzucane bazy do Polski i na
Bałkany, stacjonuje blisko 71 tysięcy żołnierzy5). Są to głównie wojska
lądowe w postaci V Korpusu (w tym dwie ciężkie dywizje) i jednostek wsparcia
oraz dwie główne bazy lotnicze. Wspomniana baza w Ramstein, gdzie stacjonuje
453 i 86 skrzydło lotnictwa transportowego, oraz w Spangdahlem (pod Trier),
gdzie rozlokowane jest 52 skrzydło lotnictwa bojowego. I to raczej ta
ostatnia wchodzi w rachubę, jeśli idzie o dyslokację do Polski. Jednostka ta
ma na wyposażeniu około 30 samolotów F-16, 8-16 sztuk F-15, 16 samolotów
szturmowych A-10 i ostatnio także 10-12 samolotów o zmniejszonej
wykrywalności F-117. Łącznie jest to około 4 tysięcy żołnierzy. Skrzydło to
byłoby rozlokowane głównie na terenie Wielkopolski. Podstawowa baza
znalazłaby się najprawdopodobniej w Powidzu, natomiast lotniska rezerwowe w
Krzesinach, ewentualnie Mirosławicach i Łasku (pod Łodzią). W przypadku baz
wojsk lądowych w grę wchodziłyby miejscowości, w których jeszcze nie tak
dawno stacjonował