witomir
06.10.04, 13:18
Jak informuje „Gazeta Współczesna”, na nic zdały się protesty okolicznych
mieszkańców przeciwko lokalizacji NATO-wskiego radaru w gminie Szypliszki na
Suwalszczyźnie.
O sprawie pisaliśmy kilka miesięcy temu. Na górze Rejmona koło Przejmy
Wielkiej, tuż obok malowniczego jeziora Szelment Wielki, Ministerstwo Obrony
Narodowej wraz z NATO-wskimi „sojusznikami” postanowiło wybudować stację
radarową. Prace planuje się rozpocząć w roku 2005, a zakończyć dwa lata
później.
Szelment Wielki to jedno z najbardziej malowniczych jezior na Suwalszczyźnie,
stanowiących sporą atrakcję turystyczną. Z roku na rok przyjeżdża tu więcej
turystów, powstają nowe kwatery agroturystyczne, umożliwiając mieszkańcom
ubogiego regionu zarobienie paru groszy. I właśnie w takim miejscu NATO
postanowiło wybudować swój radar, a polscy decydenci pomagają w tym z
zapałem, ignorując wszelkie głosy protestu.
Gdy tylko miejscowa ludność dowiedziała się o planach budowy radaru, zaczęła
protestować. Obawiają się zeszpecenia krajobrazu, odpływu turystów,
szkodliwego promieniowania itp. Po prostu nie chcą w swoim regionie takiej
inwestycji. Tymczasem MON przekonuje, że inwestycja nie jest szkodliwa i
zostanie tak wkomponowana w krajobraz, że nie zeszpeci okolicy. Nie wątpimy w
to ani trochę, a wręcz sądzimy, że z radarem Suwalszczyzna będzie piękniejsza
niż bez niego, co tam polska przyroda w porównaniu z geniuszem amerykańskich
projektantów...
Mieszkańcy protestowali przeciw takiej inwestycji. Wspierał ich poseł
niezrzeszony, Józef Laskowski, który twierdzi, że można wybrać inną, mniej
cenną krajobrazowo lokalizację dla takiego obiektu. Jednak ani władze gminy,
ani włodarze powiatowi nie skierowali oficjalnego protestu do wojewody, nie
czując się stroną w sporze. Efekt jest taki, że jeśli decyzja o lokalizacji
uprawomocni się do połowy października bez żadnych sprzeciwów, to wojewoda
podlaski zatwierdzi decyzję o budowie radaru. Wojskowi są pewni, że obiekt
powstanie właśnie w tym miejscu.
Kilkanaście lat po opuszczeniu Polski przez wojska sowieckie, mamy
kolejnego „nadzorcę”, który robi co chce i jak chce, nie licząc się z nikim i
z niczym.