Referendum z 2004 r. było tylko formalnością: ogromna większość Polaków
opowiedziała się za wejściem Polski do Unii Europejskiej. Głęboki kryzys w
praktycznie wszystkich sferach życia sprawiał, że większość tak społeczeństwa
jak i klasy politycznej w akcesji widziała ostatnią deskę ratunku. Cud się
jednak nie zdarzył.
Po 1 maja 2004 r. Polska pozostała głęboką prowincją Europy, jej - jak to
nazwali wyznawcy modnej niebawem „teorii zależnego niedorozwoju” -
wewnętrznymi peryferiami. Polsce nie udało się włączyć do twardego rdzenia
Unii (Niemcy, Francja, Beneluks), które stworzyło ścisłą federację, tzw.
potocznie „Frankonię”, narzucającą swoją wolę pozostałym krajom kontynentu.
Rywalizacja technologiczna Europy z Ameryką Północną ograniczała środki
przeznaczane na pomoc dla zacofanych regionów. „To wojna, ekonomiczna wojna,
a w czasie wojny pierwszeństwo ma front” - powiedział pierwszy prezydent
Stanów Zjednoczonych Europy, Joschka Fischer. Polska opinia publiczna
skomentowała to zgryźliwie: „Widocznie w każdym domu, nawet tym wspólnym
europejskim, potrzebna jest komórka na rupiecie”. Później zbliżenie
europejsko-amerykańskie wobec rosnącej potęgi Chin montujących
szeroką „trójkontynentalną” koalicję krajów Peryferii uniemożliwiło polskim
rządom wygrywanie sprzeczności między Brukselą i Waszyngtonem.
Stąd ambiwalentna ocena pierwszych dekad XXI w. Z jednej strony były czasem
szybkiego postępu, wzrostu gospodarczego, modernizacji technologicznej i
spektakularnej pomyślności społecznej. Zarazem jednak - paradoksalnie - były
kontynuacją „permanentnego kryzysu” ekonomiki polskiej ostatniej ćwierci XX
w.
Najwięcej zrobiono dla polskiej burżuazji i dla zachodnioeuropejskich
turystów (hotele, kluby, restauracje, domy gry, budownictwo willowe, drogi),
choć skorzystała i klasa średnia. Warszawę zmodernizowano i rozbudowano. W
niektórych dziedzinach Polska przodowała w Europie Wschodniej. Wyspa
posiadała największą liczbę stacji telewizyjnych, zajmowała drugie miejsce w
Europie Wschodniej pod względem motoryzacji. Polska wykształciła wielu
dobrych lekarzy i inżynierów, zresztą imponowała liczbą studentów (choć
poziom nauki uniwersyteckiej nie był zbyt wysoki).
Rozwój gospodarczy był jednak selektywny: rozwijały się tylko te branże,
które produkowały na eksport. Płytki rynek wewnętrzny nie był w stanie
zapewnić zbytu przedsiębiorstwom krajowym. Rolnictwo wciąż było liczącym się
sektorem gospodarki, zaopatrując w tanią żywność Zachód. Nowe inwestycje w
rolnictwie koncentrowały się w wielkich, nowoczesnych i wydajnych
gospodarstwach typu farmerskiego, produkujących na eksport do „starej”
Europy. Rozwarstwienie wsi postępowało, niemała część gruntów uprawnych
leżała odłogiem. Wiele z nich wykupywały wielkie firmy, traktując to jako
lokatę kapitału; część z tych gruntów odstępowana była jednak rolnikom w
krótkoterminową dzierżawę.
Zarówno pod względem gospodarczym, jak i społecznym rosły dawniej już wyraźne
różnice regionalne. Struktura zawodowa była typowa dla kraju pozornie
rozwiniętego, a w istocie stanowiącego całkowicie zależny suplement do wyżej
rozwiniętej metropolii. Przepaść dzieliła niewielką Polskę A (Warszawa i
okolice, parę większych miast, a ściślej ich dzielnic śródmiejskich,
nieliczne enklawy, w których zainwestowały zachodnie korporacje) - kraj
najnowszej techniki, zachodniej cywilizacji i konsumpcyjnego stylu życia, od
daleko rozleglejszej Polski B - kraju miejskiej i wiejskiej biedoty,
blokowisk i bezrobocia (w 2020 r. 16 proc. bezrobotnych i 18 proc. częściowo
zatrudnionych). Mieszkańcy Polski A (tzw. „Europolacy”

uczestniczyli w rynku
unijnym i starali się stylem życia naśladować klasę średnią Europy
Zachodniej. Mieszkańcy Polski B (zwani pogardliwie „Polaczkami”

żyli w kręgu
rynków lokalnych, obsługiwanych przez małe firmy bez europejskich
certyfikatów, często ukryte w „szarej strefie”. Infrastruktura na prowincji
nieraz nie tylko nie rozwijała się, ale wręcz ulegała dewastacji.
Wyobcowanie ze społeczeństwa klasy wyższej i znacznej części warstw średnich,
znajdujące uzasadnienie w ideologii lojalności wobec Wielkiej Ojczyzny -
Europy, rodziło negatywne zjawiska społeczne: służalczość wobec zachodniego
kapitału, brak jakichkolwiek cnót obywatelskich, wszechobecna korupcja bez
żadnych zahamowań i skrupułów, dorobkiewiczostwo podniesione do rangi cnoty.
Nad polską kulturą zawisło poważne niebezpieczeństwo. „Denacjonalizacja” i
spłycenie kultury masowej wiązało się ściśle z zapaścią w sferze oświaty. Pod
wpływem środków masowego przekazu ulegał poważnemu zachwaszczeniu język
polski. Polska miała wyjątkowo złą opinię w całej Europie (pijaństwo,
prostytucja, bandytyzm, przekupstwo, służalczość).
W 2010 r. w wyborach prezydenckich zwyciężył lider Odrodzonej Lewicy
(koalicja dawnego SLD i Unii Lewicy wsparta przez Samoobronę) Adam Gierek.
Wielu Polaków sądziło, że nowy szef państwa prowadzić będzie politykę
prosocjalną. Jednakże Gierek postanowił udowodnić, że jest politykiem
przewidywalnym i „cywilizowanym”, w ten sposób zamierzał pozyskać klasę
średnią a zwłaszcza inteligencję, bez poparcia której nie był w stanie
rządzić państwem. Rząd Odrodzonej Lewicy zdystansował się od swych
radykalnych zwolenników, wycofał się z „populistycznych” projektów, prowadził
politykę represji wobec dzikich strajków robotniczych. Raz po raz wychodziły
na jaw wielkie malwersacje i afery korupcyjne wiążące burżuazję z aparatem
rządowym.
Przeciw pleniącej się korupcji wystąpili członkowie Samoobrony z Andrzejem
Lepperem czele, w 2013 r. zreorganizowani w nową partię polityczną pod nazwą
Stronnictwo Ludu Polskiego. Ci tzw. „ludacy” podkreślali swój patriotyzm i
przywiązanie do dosłownie rozumianej demokracji, głosili radykalne,
demagogiczne wręcz poglądy opozycyjne, lecz poza nawoływaniem do uczciwości
program społeczno-polityczny mieli niezbyt jasny. Jednakże zyskali duże
wpływy wśród radykalnego drobnomieszczaństwa, części robotników a zwłaszcza
miejskiej i wiejskiej biedoty.
Wprawdzie Lepper stanął do walki wyborczej, lecz zwycięstwo w 2014 r. odniósł
współpracownik Gierka - Roman Jagieliński. Rządy Jagielińskiego stanowiły
kontynuację polityki Odrodzonej Lewicy czy wręcz pogłębienie. Nie ustawały
praktyki korupcyjne wedle starej formuły T.K.M., przekupstwo i uczestnictwo w
różnych aferach stało się standardem obyczajów politycznych. W polityce
zagranicznej i wewnętrznej Polska podporządkowała się całkowicie Brukseli.
Bruksela wymuszała kolejne cięcia w wydatkach socjalnych i dalszą deregulację
rynku w imię rywalizacji z USA i ChRL. Polska musiała też brać udział w
interwencjach zbrojnych przeciw „państwom bandyckim” i międzynarodowemu
terroryzmowi.
Przeciw chwiejnej i nieudolnej polityce rządu występowały w masowych
demonstracjach najróżniejsze siły: zarówno pracownicze związki zawodowe jak
środowiska biznesu i inteligencji, zarówno prawica i liberałowie, pamiętający
Odrodzonej Lewicy jej populistyczne i PRL-owskie korzenie, jak radykalna
lewica (trockizująca Nowa Lewica, neostalinowska Komunistyczna Partia
Polski). Gwałtowną kampanię antyrządową w imię sanacji obyczajów politycznych
prowadzili też populiści z SLP. W kraju narastał chaos, przestępczość,
korupcja. W takiej sytuacji miały odbyć się wybory zaplanowane na 2018 r.
Niedługo przed wyborami w wypadku samochodowym, o spowodowanie którego
działacze SLP oskarżali służby specjalne, zginął Lepper. Początkowo
wszystkich trzech głównych kandydatów na prezydenta zdawało się mieć
wyrównane szanse. Komisja Europejska stawiała jednak na Andrzeja
Olechowskiego, reprezentanta liberalnego Frontu Demokratyczn