Dodaj do ulubionych

GUAM: Między WNP a Zachodem

25.05.06, 13:50
Sława!

www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060525/publicystyka/publicystyka_a_8.html
Szanse nowej organizacji Gruzji, Ukrainy, Azerbejdżanu i Mołdawii zależą od
tego, czy Zachód zaakceptuje strategię energetyczną Rosji

Między WNP a Zachodem


Powstałą we wtorek Organizację na rzecz Demokracji i Rozwoju - GUAM na
upartego można byłoby uznać za przykład oddolnej inicjatywy geopolitycznej,
której celem jest zmiana sytuacji strategicznej w regionie.


Oto grupa państw - Gruzja, Ukraina, Azerbejdżan i Mołdawia - uznały, że warto
zjednoczyć wysiłki, powołać wspólną strukturę i nadać jej statut organizacji
międzynarodowej, aby razem zabiegać o integrację z NATO i strukturami
europejskimi, wybierając jednocześnie demokratyczny model rozwoju. Bliższy
standardom europejskim aniżeli postsowieckim.

WNP DO PODZIAŁU
W rzeczywistości sprawa jest o wiele bardziej złożona. Restaurowany GUAM -
(powstał on już w październiku 1997 r. w Strasburgu, ale dopiero teraz nabrał
nowego kształtu organizacyjnego i zyskał nowy status) - jest reakcją na
politykę Rosji, coraz bardziej mocarstwową, bezwzględną i zadufaną w sobie.
Politykę, której znakiem firmowym była bezpośrednia interwencja Moskwy w
wybory prezydenckie na Ukrainie (co - upraszczając - skończyło się
pomarańczową rewolucją), a ostatnio: coraz szerzej stosowany szantaż
energetyczny i ekonomiczny wobec nazbyt niezależnych partnerów, aby zmusić
ich do posłuszeństwa.

Patrząc z tej perspektywy, trudno odmówić racji komentatorom, którzy dość
zgodnie uznali powstanie GUAM za początek rozpadu WNP i podziału tej
struktury na dwa wyraźne bloki: prorosyjski (z udziałem państw Azji
Środkowej, Armenii i Białorusi) oraz prozachodni, tworzony przez kraje GUAM.

Wspólnota - twierdzą oni - od początku była strukturą dość amorficzną, której
głównym zadaniem (zrealizowanym) było w istocie ucywilizowanie procesu
rozpadu ZSRR. Dla Rosjan - dodają - miała ona jeszcze to znaczenie, że w
jakiś sposób leczyła rosyjskie kompleksy; że tworząc nadzieje na ponowną
integrację republik dawnego Związku Radzieckiego, czyniła proces jego rozpadu
bardziej strawnym pod względem psychologicznym. Nigdy natomiast nie była
strukturą wewnętrznie spójną. Mogła być pożyteczna, gdy - grając na
nastrojach rosyjskich - udawało się wytargować niższe ceny na gaz i ropę albo
korzystne rozwiązania w handlu zagranicznym. Natychmiast jednak przestawała
być taką, gdy Moskwa uznała, że pora skończyć z polityką subsydiowania
gospodarek "bratnich" państw i - faktycznie - zażądała od nich uznania swojej
roli jako politycznego hegemona na całym obszarze postsowieckim. Wówczas
musiało dojść do pęknięcia.

PUTIN ZMIENIA STRATEGIĘ
Powstanie GUAM można uznać za kolejne ogniwo walki o geopolityczną przebudowę
na obszarze postsowieckim. Według opinii Aleksieja Millera, rosyjskiego
eksperta wykładającego na Uniwersytecie w Budapeszcie, od pierwszych lat po
rozpadzie ZSRR między Rosją a USA - i w ogóle szeroko rozumianym Zachodem -
toczy się walka o wpływy w państwach poradzieckich. I jest to gra o sumie
zerowej. Przy czym - jak twierdzi Miller - od samego początku, przynajmniej w
takich państwach, jak Ukraina, Gruzja czy Mołdawia, Rosja dysponuje o wiele
słabszymi kartami.

Stąd jej porażki. I na Ukrainie, gdy usiłowała przeforsować swojego kandydata
na prezydenta, zupełnie nie licząc się z opinią samych Ukraińców. I w
Mołdawii, gdy w tzw. memorandum Kozaka Moskwa zaproponowała własny plan
uregulowania problemu separatystycznej Republiki Naddniestrzańskiej, w którym
tak naprawdę chodziło jedynie o to, aby przedłużyć do roku 2020 obecność
wojsk rosyjskich w regionie, a spowodowało, że władze Mołdawii natychmiast
zrezygnowały z mediacji Moskwy i zwróciły się o pomoc do Europy.

Teraz - dowodzi Miller - doszedł jeszcze jeden czynnik, który w istocie
przyspieszył rozgrywkę: Rosja tak bardzo uwierzyła w siłę swoich
petrodolarów, że postanowiła zmienić strategię i hierarchię celów swojej
polityki. - Problemem - twierdzi rosyjski ekspert - nie jest już dla niej
wzrost nastrojów antymoskiewskich na Ukrainie. O wiele ważniejsza dla Putina
jest wizja Rosji jako globalnego supermocarstwa energetycznego, realizując
którą mogłaby odzyskać dawną pozycję światowego gracza. Dlatego stawia teraz
wszystko na jedną kartę: energetyczną ekspansję. I mówi o tym wprost, bez
ogródek. Celem nadrzędnym jest przejęcie pełnej kontroli nad złożami ropy i
gazu, a także nad szlakami tranzytowymi, bo wówczas można będzie dyktować
swoje warunki. - Zachód - mówią moskiewscy politycy - i tak będzie musiał
kupić rosyjski gaz, a jeśli zacznie stawiać warunki, wówczas postraszy się go
skierowaniem dostaw do Chin czy Indii. Wtedy też można będzie narzucić własne
reguły gry, już nie tylko w Europie Wschodniej, ale na znacznie szerszej,
światowej scenie...

SZANSE DLA GUAM
I to jest właściwie sedno obecnej, globalnej strategii Rosji. Dlatego, choć
powstanie GUAM już określono jako przedsięwzięcie antyrosyjskie, to bardziej
od samego przymiotnika Moskwę niepokoi obecność w tej grupie Azerbejdżanu. Bo
tylko to, z jej punktu widzenia, godzi w fundamenty nowej, energetycznej
strategii Putina. Reszta tak na prawdę nie bardzo go teraz obchodzi.

Rosja może się pomylić, ale wszystko zależy od zachowania pozostałych
głównych graczy - USA i Europy. Pół biedy z Ameryką, która - jak się wydaje -
zaczęła już weryfikować swoje dotychczasowe oceny Putina i jego polityki, o
czym świadczy coraz bardziej krytyczny ton wypowiedzi amerykańskich polityków.

O wiele mniej jednoznaczna jest natomiast polityka europejska. Z jednej
strony - w Unii Europejskiej brak jest konsensusu w sprawie dalszego jej
rozszerzenia (co praktycznie przekreśla nadzieje Kijowa czy Kiszyniowa na
szybkie powtórzenie modelu zastosowanegoprzez UE wobec państw Europy
Środkowej), a z drugiej - stara Europa nie chce uznać państw
wschodnioeuropejskich za strefę wpływów rosyjskich, choć jednocześnie robi
wszystko, aby nie stała się ona polem konfrontacji z Rosją.

GUAM jest w pewnym sensie wypadkową tych procesów. Jego szanse na przyszłość
zależeć będą od tego, który z nich weźmie górę. A także od tego, czy i na ile
projekt ten wpisuje się w strategię głównych graczy, na których wsparcie
członkowie GUAM liczą, a na ile była to inicjatywa oddolna, mająca skłonić
Amerykę i Europę do bardziej zdecydowanych działań. Wpisanie jej w generalną
rywalizację o dominację energetyczną - jak to czyni Moskwa - niesie z sobą
pewne ryzyko, ale jednocześnie daje nadzieje, że GUAM rzeczywiście pożegluje
w stronę Europy, a nie Azji. Gra toczy się o naprawdę wysoką stawkę.

SŁAWOMIR POPOWSKI, Publicysta "Rzeczpospolitej"

Forum Słowiańskie
gg 1728585
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka