Dodaj do ulubionych

Zgniłe pomarańcze

03.08.06, 17:16
W cieniu eksplozji na Bliskim Wschodzie znalazły się wydarzenia w zupełnie
innym regionie świata, które - z geopolitycznego czy historycznego punktu
widzenia - okażą się pewnie znacznie ważniejsze.

Ukraińska „pomarańczowa rewolucja” dogorywa. Jej heros, Wiktor Juszczenko,
musi podzielić się władzą z przeciwnikami, których – jak się wydawało –
rozgromił ostatecznie, sięgając jesienią roku 2004 po prezydenturę.

Kłopoty Juszczenki oznaczają klęskę Stanów Zjednoczonych. Do niedawna,
narzucała się wręcz ocena, że administracja Busha to, co straciła na niezbyt
udanych oficjalnych interwencjach w Iraku i Afganistanie, z nawiązką wyrównała
sobie działaniami pokątnymi. Do amerykańskiej strefy wpływów przenosiły się,
jedno po drugim, państwa wywodzące się z rozpadu ZSRR. Najciekawsze, iż
przesunięcia te nie wymagały użycia przez Biały Dom jakiejś znaczącej siły
finansowej czy militarnej. Dokonywały się bowiem w efekcie wewnętrznych
przewrotów, określanych na wyrost jako rewolucje, których nazwy brzmiały tak,
jakby układał je ogrodnik państwa Bushów. Rewolucja róż w Gruzji, pomarańczy
na Ukrainie, tulipanów w Kirgistanie... Wtajemniczeni przepowiadali, że ta
barwna sekwencja zakończy się naprawdę efektownie: zmiatającą reżim Putina,
rosyjską rewolucją brzozową.

Wszystkie te rewolucje – albo, jak kto woli, pucze uliczno-pałacowe –
odpowiadały do znudzenia przewidywalnemu scenariuszowi. W każdym kraju
proradzieckim, znajdowała się formacja opozycyjna, która – podejmując grę o
władzę – ogłaszała siebie ucieleśnieniem wolności, demokracji i praw
człowieka. Bez trudu przychodziło jej wynaleźć mniej lub bardziej realne
nieprawości obozu rządzącego, które znakomicie uwiarygodniały jej
męczeńsko-bohaterską retorykę. Domniemanych następców Tomasza Jeffersona w
egzotycznych regionach stepowych czy wysokogórskich, z entuzjazmem witały
amerykańskie ośrodki globalnej perswazji. Ich wsparcie było dla opozycjonistów
bezcenne również dlatego, że dzięki niemu mogli obiecywać rosnącym rzeszom
swoim zwolenników: jesteśmy ludźmi Zachodu, a wobec tego, jak tylko zaczniemy
rządzić, zapewnimy wam bogactwo, które można podziwiać na wystawach w
Berlinie, Rzymie czy nawet Warszawie.

Ponieważ jednak nie samą tęsknotą do Arkadii z hipermarketu żyje człowiek,
rewolucjom owoców lub kwiatów należało jeszcze udzielić pomocy bardziej
wymiernej. Kosztowała ona, jednakże, znacznie mniej niż choćby jedna doba
okupacji Iraku. Kadrom rodzimych rewolucjonistów ich amerykańscy opiekunowie
przysyłali w sukurs lotną brygadę międzynarodową, która po raz pierwszy
zaznaczyła swoją obecność podczas rozruchów w Serbii, zakończonych obaleniem
Slobodana Milosevica. Tworzący ją komandosi wolności z – nazwanej tak przez
sekretarza Rumsfelda – nowej Europy połączyli plany swoich karier politycznych
z upowszechnianiem demokracji na amerykańską modłę w krajach poradzieckiego
Wschodu. Oprócz recytowania abecadła ekonomii według Miltona Friedmana, umieli
oni koordynować wystąpienia demonstrantów, rzucać odpowiednie hasła na wiecach
i przewodzić szturmom na reprezentacyjne gmachy.

Profesjonaliści z importu niewiele by zwojowali, gdyby rzucane przez nich
iskry nie padały na sprzyjające podłoże. Tam jednak, gdzie kaleki kapitalizm
nałożył się na gnijące szczątki realnego socjalizmu, istniało aż nadto powodów
do niezadowolenia. Liderzy rewolucyjni bez trudu znajdowali więc zarówno
chętnych do wychodzenia na ulice, jak również ufnych wyborców. Stare reżimy
natomiast okazywały się wobec nich bezbronne. Ich wojskowe i policyjne
zaplecze prędko dawało się skaperować zwycięskiej stronie. Nic więc dziwnego,
że Kuczma i Szewardnadze upadli prawie bez oporu.

Scenariusz rewolucji, sprawdzający się doskonale aż do zdobycia władzy przez
jego pozytywnych bohaterów, wkrótce po nim, jednakże, się rozsypywał. Musiało
to nastąpić, między innymi z tego względu, że jego amerykańscy pomysłodawcy
zaskakująco słabo znali warunki, w których miał on być realizowany. Zdaje się,
iż Amerykanom poważnie szkodzi skłonność do wiary we własne kłamstwa. Bush dał
Putinowi świetną okazję do ciętej repliki, zalecając mu Irak jako godny
naśladowania wzorzec kwitnącej demokracji. Ta żenująca wpadka jest zapewne
skrajnym, lecz charakterystycznym objawem stylu myślenia, stosowanego w Białym
Domu i jego okolicach. Fakty oraz ich skomplikowane zwykle związki zastępuje
się tam wygodnymi etykietkami.

Juszczenkę uznano zatem w Waszyngtonie – i to nie tylko w propagandowych
ujęciach dla maluczkich, ale i w ocenach prezydenckiego trustu mózgów – za
prozachodniego liberała. Tymczasem ten elastyczny gracz, który zanim obalił
Kuczmę, był w jego klanie przez pewien czas poważnie brany pod uwagę jako
następca tronu, zachował się po swojemu, czyli sprytnie. W decydującej
rozgrywce z poprzednim władcą Ukrainy, skorzystał z amerykańskiego poparcia,
wiedząc iż bez niego daleko nie zajedzie. Potem jednak dużo mówił o swoim
oddaniu dla przyjaciół zza oceanu, ale raczej niewiele dla nich robił.
Spotkawszy się na pogrzebie Jana Pawła II, Juszczenko i Bush zmajstrowali
oświadczenie, iż wspólnie zamierzają wyzwolić Kubę i Białoruś spod panoszących
się tam dyktatur. Na przekór tej gromkiej deklaracji, później się raczej nie
słyszało, żeby Fidelowi Castro, a nawet Aleksandrowi Łukaszence, najbliższemu
sąsiadowi Ukrainy, jakoś poważniej zagrażali wysłani stamtąd rycerze wolności.

Przyznajmy, że Amerykanie słabo zachęcali Juszczenkę do bardziej wydajnej
współpracy. Obecny prezydent Ukrainy – jeśli w ogóle wierzyć jego deklaracjom
z okresu walki przeciw obozowi Kuczmy i Janukowycza – myślał o w miarę szybkim
wprowadzeniu swego kraju do NATO i Unii Europejskiej. Spełnienie
któregokolwiek z tych planów okazało się mało realne. Ukraina w
transatlantyckim pakcie wojskowym konfliktowałaby europejskich sojuszników USA
z Rosją. Wkraczając do jednolitej przestrzeni gospodarczej starego kontynentu,
stałaby się zaś kolosalnym, również finansowym utrapieniem dla jej głównych
podmiotów. Wydawało się pewne, że Berlin, Paryż czy Madryt, które i tak miały
zadawnione porachunki z administracją Busha, postarają się utrzymać za
drzwiami jej nowego pupila z Kijowa.

Orientacja prozachodnia na Ukrainie, gdyby spróbowano ją przenieść ze słów do
czynów, nie obyłaby się bez reformatorskiego huraganu. Żeby zaryzykować daleko
idące posunięcia w polityce gospodarczej i społecznej, Juszczenko musiałby
otrzymać – tym razem już kosztowną – pomoc od swego amerykańskiego alianta.
Niezależnie od jej dobrych czy złych chęci, ekipie Busha dolegały jednak
kłopoty z pustą kasą, którą opróżniły operacje wojskowe w Azji Środkowej i nad
Zatoką Perską. Możliwe, iż wizjonerski – a przy tym cieszący się powszechnym
zaufaniem – mąż stanu, znajdując się na miejscu George’a W. Busha, oceniłby,
iż bazy wojskowe U.S. Army na wschód od Kijowa i nawet Charkowa warte są
odsunięcia na dalszy plan buchalterskich kalkulacji. Ale to tylko luźne
fantazje, bo wielomiliardowy strumień z USA na Ukrainę nie popłynął.

Sędziwy Zbigniew Brzeziński doświadcza dziś zapewne jednego z największych
rozczarowań swego życia. Jego wizja osaczenia Rosji przez prozachodni kordon
sanitarny, składający się z jej dawnych zdobyczy imperialnych, którego główne
ogniwo stanowiłaby właśnie Ukraina, znalazła się o włos od realizacji tylko po
to, żeby po chwili się załamać. Patrząc szerzej, rozciąganie się amerykańskiej
hegemonii na cały glob okazuje się trudniejsze, niż się o tym na ogół myślało
w ciągu ostatnich lat.

Jacek Zychowicz
Obserwuj wątek
    • ignorant11 Re: Zgniłe pomarańcze 03.08.06, 22:25
      Sława!

      To oczywiste,ze owoce fermentuja, ale pomarańcze napewno nie gnija.

      Pomarańcze sfermentowane daja świetne wino, tak lubiane nie tylko przez
      Hiszpanow...
      smile))

      Ale do adremu: demokracj na Ukrainie wcale nie załamala sie, a moniony wlasnie
      kryzys jest typowy nawet dla dojrzalych demokracji, bo bardzo podobny
      scenariusz przebiegal w Niemczech czy Polsce. A przeciez nikt rozsadny nie
      wiesci upadku demokracji po obu stronach Odry...
      smile))

      Nie znam ostatecznej wersji Uniwersału Juszczenki, ale wstepne wiadomosci sa
      bardzo pomyslne.
      Janukowycz za teke premiera musiał zrezygnować ze swoich najwazniejszych
      postulatów: federalizacji oraz dwujęzycznosci.

      Uwersał gwarantuje prozachodnia skierowana na euroatlantycka integracje
      orientacje Ukrainy.

      A sprawowanie władzy przez Janukowycza obróci sie przeciwko niemu.

      Bo premierzy w systemie gabinetowym zgrywaja się bardzo szybko, dzieki czemu
      Janukowycz moze juz bardzo zuzyty i osłabiony startowac do wyborów
      prezydenckich.

      Zatem byłoby to ostatnim akoredem stronnictwa prorosyjskiego na Ukrainie.

      Zreszta trzeba zauważyc,że to Janukowycz jest bardziej prorosyjski niż jego
      zaplecze czyli Klan Doniecki, który wyraxnie szuka biznesu za zachodzie...

      Warto sie przyjrzec czy donieccy nie szykuja juz nastepcy Janukowycza.



      Forum Słowiańskie
      gg 1728585
    • ignorant11 Na wschód przesuną się tylko akcenty ukraińskiej p 04.08.06, 17:14
      Sława!

      Na wschód przesuną się tylko akcenty ukraińskiej polityki zagranicznej
      serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,3527026.html




      ZOBACZ TAKŻE


      • Janukowycz: Moskwa to strategiczny partner (04-08-06, 13:05)
      • Janukowycz wraca do Kijowa (04-08-06, 01:00)







      Rozmawiał Marcin Wojciechowski 04-08-2006, ostatnia aktualizacja 03-08-2006
      19:13

      W Donbasie, skąd wywodzi się Janukowycz, panuje quasi-dyktatura. Ale nowy
      premier jest zbyt trzeźwym politykiem, by narzucić ją całej Ukrainie - mówi
      znany filozof prof. Myrosław Popowycz*


      Marcin Wojciechowski: Czy należy rozpaczać, że czarny charakter z czasów
      pomarańczowej rewolucji Wiktor Janukowycz znowu zostanie premierem?

      Prof. Myrosław Popowycz*: Rozpaczać nie należy, ale nie ma także powodów do
      radości. Zawiązana wczoraj koalicja jest konsekwencją podziału w obozie
      pomarańczowych. Po dymisji rządu Julii Tymoszenko niespełna rok temu następnego
      gabinetu nie udałoby się powołać bez pomocy Partii Regionów Janukowycza. W
      zamian zyskała ona amnestię za sfałszowanie wyborów prezydenckich przed
      pomarańczową rewolucją i mogła śmiało poczynać sobie w polityce.

      To wtedy trzeba szukać korzeni obecnej koalicji. Moim zdaniem pójście rok temu
      na współpracę z Janukowyczem było kapitulacją Juszczenki. Teraz ponosi on jej
      konsekwencje, np. ostry spadek własnych notowań i jego Naszej Ukrainy.

      Dlaczego Juszczenko nie rozpisał nowych wyborów, ale nominował na premiera
      swego dawnego śmiertelnego rywala?

      - Miał świadomość, że powtórka wyborów niewiele zmieni, a jego partia może na
      tym najwyżej stracić. Nie miał innego wyjścia niż zgodzić się na premiera
      Janukowycza.

      Na nowych wyborach zyskałyby Partia Regionów i Blok Julii Tymoszenko, ale
      prawdopodobnie żadna z tych sił nie byłaby w stanie rządzić samodzielnie. Z
      punktu widzenia Juszczenki lepszym wyjściem było więc wejście do koalicji z
      Janukowyczem, skoro wcześniej nie udało się jej zbudować z Julią.

      Co się teraz zmieni? Janukowycz ma opinię polityka prorosyjskiego i
      antyzachodniego.

      - To uproszczenia. On jest przede wszystkim twardo stojącym na nogach
      cwaniakiem. Moskwa może się przeliczyć, myśląc, że Kijów zwróci się teraz w jej
      stronę. Oczywiście w sferze symbolicznych gestów, języka tak, ale w
      rzeczywistości nasza polityka zagraniczna pozostanie niezmienna albo przesuną
      się w niej tylko akcenty.

      Z jednej strony będzie nad tym czuwał prezydent Juszczenko, do którego
      konstytucyjnie należy ta sfera. Z drugiej strony wywodzący się z przemysłu
      ciężkiego ludzie Janukowycza potrzebują Europy jak powietrza - przede wszystkim
      tamtejszych rynków zbytu dla naszej stali, węgla, produktów chemicznych itd. W
      Rosji tego się nie sprzeda, bo ma ona swój przemysł ciężki.

      Oczywiście Janukowycz będzie zabiegał o tanie surowce z Rosji i wykonywał
      rozmaite gesty w tym celu, ale nie zrobi tego za wszelką cenę.

      A co w polityce wewnętrznej? Czy demokratyczne zdobycze pomarańczowej rewolucji
      są zagrożone?

      - W skali całego kraju nie. Partia Janukowycza wywodzi się z Donbasu i tam jest
      najsilniejsza. W tym regionie od dawna panuje quasi-dyktatura oplatająca
      biznes, lokalnych polityków i przestępców. Janukowycz bardzo chętnie
      rozszerzyłby ten sposób rządzenia na cały kraj, ale wie, że to niemożliwe.

      Raz już się zresztą na tym sparzył podczas pomarańczowej rewolucji. Wolność
      słowa w mediach, pluralizm i inne zdobycze rewolucji raczej nie będą zagrożone.

      Czy Partia Regionów może przejść taką ewolucję jak np. polscy postkomuniści i
      stać się partią akceptującą demokratyczne reguły gry?

      - Nie sądzę, żeby Janukowycz podjął taki wysiłek sam z siebie. Ale mogą go do
      tego zmusić okoliczności. Nie może się opierać wyłącznie na poparciu wschodu
      kraju. Musi wykonać także jakieś gesty wobec zachodu i centrum. Myślę, że może
      w tym celu starać się kreować na polityka szanującego zasady demokratyczne.

      Prezydent Juszczenko twierdzi, że jednym z powodów nominacji na premiera
      Janukowycza jest możliwość zasypania podziału między wschodem i zachodem kraju.
      Czy to się uda?

      - Na razie jestem sceptyczny. Nominacja Janukowycza może sprawić, że wschód
      poczuje się silniejszy i zacznie stawiać nowe żądania, albo zachowywać się
      nonszalancko wobec reszty kraju. Na zachodzie i w centrum ludzie są na razie
      bardzo przybici nominacją Janukowycza na premiera. Ale może z czasem ten
      nastrój smutku opadnie i uda się zasypać podziały.

      A co z Julią Tymoszenko? Czy nie jest ona wielką przegraną po utworzeniu nowego
      rządu?

      - Tylko pozornie. Jej notowania rosną. Oczywiście do kolejnych wyborów
      parlamentarnych jest jeszcze ponad trzy i pół roku, do prezydenckich - trzy
      lata, ale Julia zyskała wizerunek polityka, który nie zmienia sojuszy. Jej
      partia będzie ewoluowała w stronę socjaldemokracji, chce wstąpić do
      międzynarodówki socjaldemokratycznej.

      Lewicowy program będzie się coraz bardziej podobał Ukraińcom, więc jest szansa,
      że gwiazda Julii jeszcze zabłyśnie, tym bardziej że stanie ona teraz na czele
      opozycji. Natomiast Juszczenko i Nasza Ukraina będą powoli ustępować miejsca
      innym siłom. Wejście do koalicji z Partią Regionów może kosztować ich klęskę w
      czasie następnych wyborów.


      *Prof. Myrosław Popowycz jest dyrektorem Instytutu Filozofii Akademii Nauk
      Ukrainy



      Forum Słowiańskie
      gg 1728585
      • witomir Groteskowość polskich władz 05.08.06, 12:31
        www.abc.com.pl/serwis/mp/2005/1060.htm
        Akt prawny opublikowany przez Dom Wydawniczy ABC

        UCHWAŁA
        SEJMU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ

        z dnia 23 listopada 2005 r.

        w sprawie uczczenia przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej pierwszej rocznicy
        "pomarańczowej rewolucji"

        (M.P. z dnia 29 listopada 2005 r.)


        Rok po pamiętnych wydarzeniach, które przejdą do historii jako "pomarańczowa
        rewolucja", Sejm Rzeczypospolitej Polskiej łączy się duchowo z dzielnym Narodem
        Ukraińskim.

        To w tamtych dniach, gdy na Placu Niepodległości w Kijowie gromadziły się tłumy
        mieszkańców, Naród Ukraiński zademonstrował ówczesnej władzy i całemu światu
        niezłomną wolę walki o praworządność, demokrację i uczciwość w życiu publicznym.
        Ten zryw będzie się zawsze Polakom kojarzyć z bliskim nam Sierpniem 1980 roku, a
        także z pokojowymi przemianami rozpoczętymi w roku 1989 oraz naszymi ówczesnymi
        marzeniami o wartościach europejskich. Wspominając wydarzenia na Ukrainie z
        uznaniem przyjmujemy zaangażowanie społeczności międzynarodowej i postawę
        wszystkich ludzi dobrej woli z wielu państw świata, którzy biorąc udział jako
        obserwatorzy w ukraińskich wyborach przyczynili się do zwycięstwa prawdy i
        demokracji.
        Sejm Rzeczypospolitej Polskiej wyraża satysfakcję, iż polskie poparcie dla
        ukraińskiej rewolucji, przyczyniło się również do poprawy stosunków sąsiedzkich
        między naszymi państwami i stworzyło szansę na wspólne budowanie lepszej
        przyszłości naszych narodów.
        Ustanowione dekretem prezydenta Wiktora Juszczenki święto państwowe przypadające
        na dzień 22 listopada jako Dzień Wolności, na zawsze upamiętniać będzie tamte
        wydarzenia.
        Sejm Rzeczypospolitej Polskiej życzy Narodowi Ukraińskiemu w pierwszą rocznicę
        "pomarańczowej rewolucji" wytrwałości w budowaniu niepodległego, praworządnego i
        demokratycznego państwa oraz pomyślnego rozwoju gospodarczego Ukrainy.
        • ignorant11 ?????????? 05.08.06, 13:51
          Sława!

          Nie widze nic "groteskowego".

          Gest sympatyczny, który bedzie dobrze przyjety na Ukrainie i nie tylko.

          Dobrze,ze przypmoniał zwyciestwo prawa nad niewola, korupcja i prawdy nad
          fałszem.

          Pozatem moze zachęcic innych do nalsdownictwa, o oby zachecił...

          Zdobycze pomarańczowej rewolucji sa trwałe i slaby zalezny rzad Janukowicza nie
          jest w stanie odwrócic biegu dziejów.

          Forum Słowiańskie
          gg 1728585
          • asta7 Re: ?????????? 11.08.06, 01:17
            ignorancie,jednak groteska.Zamiast poprawiac nasze
            ustawodawstwo,gospodarke,stosunki z UE ,to czcimy jak to ujęłam juz w zeszłym
            roku "zgniłą pomarańczke".Z Ukraina tylko stosunki gospodarcze,ale
            rocznice ?.Totalny cyrk.Teraz czekam ,az Ukraina uczci rocznicę "zrywu
            solidarnościowego",bez którego dalej byłaby tylko zapleczem ZSRR.
            • ignorant11 Re: ?????????? 11.08.06, 09:57
              asta7 napisała:

              > ignorancie,jednak groteska.Zamiast poprawiac nasze
              > ustawodawstwo,gospodarke,stosunki z UE ,to czcimy jak to ujęłam juz w zeszłym
              > roku "zgniłą pomarańczke".Z Ukraina tylko stosunki gospodarcze,ale
              > rocznice ?.Totalny cyrk.Teraz czekam ,az Ukraina uczci rocznicę "zrywu
              > solidarnościowego",bez którego dalej byłaby tylko zapleczem ZSRR.


              Sława!


              To są gesty.

              A przyznać musisz,że mamy dzieki temu inna UKraine.

              Forum Słowiańskie
              gg 1728585

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka