ignorant11 21.07.03, 19:05 Sława! A tu wiele o Bułgarii: wiem.onet.pl/wiem/fts.html?q=Bu%B3garia&szukaj.x=23&szukaj.y=2 Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
ignorant11 BUŁGARZY 07.08.03, 03:54 BUŁGARZY Nowa encyklopedia powszechna PWN © Wydawnictwo Naukowe PWN SA BUŁGARZY, naród słow. zamieszkujący Bułgarię (ok. 7,7 mln, 1989), a także Grecję, Turcję, Rumunię i Macedonię; język bułgarski; B. ukształtowali się we wczesnym średniowieczu z 3 grup: Traków, Słowian i tur. ludu Bułgarów; od IX w. chrześcijanie, obecnie gł. prawosławni, częściowo muzułmanie (Pomacy); od XIV do XIX w. pod panowaniem tur. — silny nacisk kultury islamu; tradycyjne zajęcia: uprawa zbóż, ogrodnictwo, pasterstwo; bogate rzemiosło i sztuka lud. (tkactwo, haft, kobiernictwo, garncarstwo); tradycje zadrugi i pobratymstwa; bogaty folklor słowny, muzyka i taniec (tzw. choro). WIĘCEJ: encyklopedia.pwn.pl/10566_1.html Odpowiedz Link
ignorant11 Prześladowania muzułmanów w komunistycznej Bułgari 26.09.03, 13:02 Prześladowania muzułmanów w komunistycznej Bułgarii Imam Mohamed Hasan Hadżijew w dżamii (meczecie) w miasteczku Benkowski fot. Magdalena Grochowska Malina Tomowa, autorka scenariusza filmu ?Płoń, płoń, płomyczku? fot. Magdalena Grochowska Magdalena Grochowska 24-09-2003, ostatnia aktualizacja 24-09-2003 19:22 Opowieść Magdaleny Grochowskiej o przymusowej asymilacji Turków i Pomaków, bułgarskojęzycznych muzułmanów, dokonanej w komunistycznej Bułgarii, i o jej trwających do dziś skutkach "...jeśli ktoś upadł, jeśli kogoś zakuwają w kajdany, to ja jestem winny" Mehmed Karahiuseinow O szóstej upał gęstnieje i w barze koło cerkwi mężczyźni zastygają w bezruchu. Dzielnica Gledka leży na wzgórzu, widać stąd blokowiska Kyrdżali na tle łagodnej linii Rodop. Dziury w asfalcie, wirujący kurz, tatuaże bezczynnych taksówkarzy i cały placyk tchną smutkiem. Za murem okalającym cerkiew uderza świeża zieleń trawników. Ojciec Bojan Saryjew już czeka. Każda rozmowa w Sofii zahaczała o tę postać. Saryjew kichnie, a prasa zaraz o tym donosi - powiedział z przekąsem pewien profesor. Biznesmen, z entuzjazmem: ochrzcił już 30 tys. bułgarskich muzułmanów. Dziennikarz: mętna figura, był współpracownikiem służby bezpieczeństwa. Archiwistka: nieważne, kim był, ważna jest jego misja. Wysoki, w rozpiętej niedbale sutannie, z kucykiem jasnych włosów. - Chcę odzyskać dla chrześcijaństwa ludzi, których oderwano od niego siłą. Oni żyją w duchowej schizofrenii: są wytworem europejskiej kultury, a tkwią w obcej, azjatyckiej religii. W prawosławiu odnajdą spokój ducha. - Muzułmanie mówili mi, że odnajdują spokój ducha w islamie. Boga można chyba spotkać w każdej religii? Nagle ulatuje z niego uprzejmość; przechodzi na "ty". - Mówisz jak Europejka, jakbyś nic nie zrozumiała... Ty swoim sercem nie możesz odczuć, o co w tej misji chodzi. Wyrosłaś w innym świecie, a ja mówię o konkretnej sytuacji w Rodopach. Półksiężyc i Krzyż W Instytucie Bułgarskim w Warszawie otwarto tego lata wystawę fotograficzną "Półksiężyc i Krzyż. Więzi sąsiedzkie w Rodopach Centralnych". Autorki, Magdalena Gyłybowa i Bogusława Marszalik, studentki etnologii i antropologii kulturowej, badały poczucie tożsamości mieszkańców Rodop. Piszą: w Rodopach Centralnych "od czasów niewoli tureckiej (XIV w.) żyją obok siebie Bułgarzy i Turcy (...). Od XVI w. obraz struktury demograficznej skomplikował się dodatkowo wskutek pojawienia się grupy Pomaków (...), tj. bułgarskojęzycznych muzułmanów. Proces islamizacji tego regionu zapoczątkowały jednostkowe konwersje w XVI w. Przybrał on na sile w drugiej połowie XVII w., aż do wygaśnięcia w XVIII w. (...) Ich tożsamość kulturowa i etniczna nie jest do końca ustalona. Stanowią więc oni przedmiot rywalizacji między różnymi (...) narodami". Mówi Ibrahim Jałymow, w Wyższym Instytucie Islamu w Sofii wykłada historię muzułmanów w Bułgarii: - Turcy bułgarscy mają bardzo wyraźną narodową świadomość; mówią: jestem Turkiem. Pomacy się wahają. Ci w Rodopach Zachodnich uważają, że są muzułmanami i Turkami, choć prawie nie znają tureckiego. W Centralnych - w okolicach Smolianu - uważają się za muzułmanów i Bułgarów. We Wschodnich - w okolicach Kyrdżali - twierdzą, że nie są ani Bułgarami, ani Turkami, tylko Pomakami. Każda władza wykorzystywała to wahanie. Ojciec Saryjew wychodzi z błędnego założenia, że Pomacy byli zislamizowani przemocą. Dziś większość bułgarskich historyków pisze, że Pomacy przyjęli islam dobrowolnie. Przypuszczam, że jeśli "nawracają się" teraz na prawosławie, to pod naciskiem. Jest w kraju grupa, która próbuje podtrzymywać skrajny bułgarski nacjonalizm, wykorzystując religię i Saryjewa. Bułgaria liczy ponad 7,5 mln mieszkańców. Turków jest 740 tys., Pomaków - 220 tys. Bojan Saryjew, chrześcijanin w pierwszym pokoleniu, pochodzi z rodziny pomackiej. Unieważnić poniżenie Jeden regał w Państwowym Archiwum w Smolianie, Rodopy Centralne, zawiera granatowe teczki, których w czasach komunizmu strzegły żelazne szafy i kraty. Tylko zaufani funkcjonariusze partyjni mieli do nich dostęp. Sięgam po pierwszą z brzegu. Gmina Łyki. Prośby o przywrócenie bułgarskich (niektórzy piszą - słowiańskich) nazwisk mieszkańcom wsi Borowo. Proces rozpoczęto 6 stycznia 1970 r., zakończono 8 listopada 1971 r.. "Do przewodniczącego rady gminnej Łyki od rodziny...". Ahmed Bezramow Ahmedow, Pomak urodzony w 1909 r., będzie się odtąd nazywał Władimir Todorow Dimitrow. Jego żona Hasibe będzie Marijką. Bajram Ahmedow Bajramow - Boris Borisow Mamełow. Imię Mehmed zastąpi Wasił. Salih - Saszo. Rajne - Minka. Safe - Sofka. I tak dalej. Zamiast podpisu - często tylko odcisk palca. Czerwone ptaszki przy nazwisku oznaczają, że sprawę zakończono. Tysiące podań Pomaków z okręgu Smolian. Każda kartka to los człowieka. W procesie przymusowej asymilacji następni po Pomakach będą w 1984 r. Turcy. Odpowiedz Link
ignorant11 Prześladowania muzułmanów w komunistycznej Bu(2) 26.09.03, 13:03 Na początku lat 90., kiedy już mogli wrócić do muzułmańskich nazwisk, przyjechała do archiwum pomacka wieś - wszyscy mieszkańcy. Zażądali rozmowy z dyrektorem. Nie opuszczą budynku - zagrozili - dopóki nie dostaną swoich podań z powrotem. Chcieli je zniszczyć. I unieważnić wstyd i poniżenie, jakiego doznali. Litera bez dźwięku Co czuje człowiek, któremu przemocą zmieniają nazwisko? Ibrahim Jałymow, Turek, w lutym 1985 r. nadano mu w Sofii imię Iłko: - Nie ma cię, przestajesz istnieć. Znika twoja tożsamość. Pomak Hasan Hadżijew, ortopeda w Madanie niedaleko Smolianu, po urodzeniu w 1960 r. zarejestrowany - zgodnie z ówczesną dyrektywą partii - jako Bułgar Asen Hadżiłostofow: - Przez wiele lat czułem rozdwojenie, byłem w konflikcie z samym sobą. Bo powstała sprzeczność między etykietą a treścią. Jakby wodę nazwać coca- colą... Choć nigdzie w Koranie nie jest powiedziane, jakie masz nosić imię. Koran mówi tylko: wybierajcie piękne imiona. Swetła Dijewa, nauczycielka w Madanie, zachowała bułgarskie nazwisko i nie chce zdradzić tamtego, które nosiła jako pomacka dziewczyna do 1971 r.: - Zostało ze mnie pół człowieka. Potrzebowałam dziesięcioleci, żeby stanąć na nogi. Potem już nigdy nie można odzyskać wewnętrznego spokoju. Gdy ich pytam, niektórzy płaczą. - W języku arabskim są takie litery, których się nie czyta, jeśli obok nie stoi głoska dźwięczna - opowiada Hajri Pulew, rejonowy imam (duchowny) w Madanie. - Zmienią ci nazwisko, jesteś literą bez dźwięku. Pani jest w chuście Babcia Swetły Dijewej mieszkała we wsi Arda niedaleko granicy greckiej. W 1912 r., gdy wojna bałkańska przyniosła Rodopom wyzwolenie z niewoli tureckiej, bułgarska władza nakazała zamienić meczet w Ardzie na cerkiew. Żołnierze pogranicznicy zawiesili na minarecie dzwon. Zdzierali kobietom z głów białe i czerwone chusty, którymi zakrywały twarze przed obcymi. Zakazali rytualnych pochówków. Spędzili mieszkańców do cerkwi, ochrzcili. Wtedy część ludzi zbiegła do Grecji. Umarło we wsi dziecko - siedmiu mężczyzn pochowało je zgodnie z rytuałem, bez trumny. Rozstrzelano wszystkich. Był wśród nich dziadek Swetły. Od 1912 r. zmieniano Pomakom nazwiska na bułgarskie, to znów na stare muzułmańskie, 12 razy. W zależności od interesów i kaprysu władzy. W 1971 r. sekretarz partii w Ardzie, chrześcijanin, ogłosił we wsi zmianę nazwisk. Ojciec Swetły pracował w lesie, dojeżdżał autobusem do Mogilicy. Codziennie czekali na niego na ostatnim przystanku, by wręczyć mu papiery z nowym nazwiskiem, ale on wysiadał wcześniej. Przestał wracać do domu na noc. Matka Swetły i jej siostry nikomu nie otwierały drzwi. Aż któregoś dnia znalazły na progu urzędowy papier z nowym nazwiskiem. Porządkowi pilnowali, by kobietom w chustach nie sprzedawano chleba. Bez nowych dokumentów nie wypłacano pieniędzy z kasy oszczędnościowej. Po feriach Swetła jechała autobusem do gimnazjum w Smolianie. Wsiadł milicjant. - Jak się nazywasz? - pytał każdego pasażera. W szkole czekał już na nią plik świadectw z poprzednich lat na nazwisko Dijewa. Wchodzili do domów, szukali Koranu. Rodzice Hasana Hadżijewa, we wsi pod granicą grecką, ukrywali księgę pod podłogą. Szli przez wieś i liczyli barany w zagrodach. Przed świętem Bajram, na które muzułmanie zabijają barana, znów liczyli zwierzęta - święto do 1989 r. było zakazane. Sprawdzali w szafkach, czy ktoś nie przechowuje "nielegalnego" mięsa. - Najwspanialszy zapach z dzieciństwa - pieczenie barana - opowiada Hasan. - Któregoś roku matka powiedziała, że ten zapach, ulatując przez komin, nas zdradzi. I barana nie upiekła. Odpowiedz Link
ignorant11 Prześladowania muzułmanów w komunistycznej Bu(3) 26.09.03, 13:04 Prześladowania muzułmanów w komunistycznej Bułgarii (3) Imam Mohamed Hasan Hadżijew w dżamii (meczecie) w miasteczku Benkowski fot. Magdalena Grochowska Malina Tomowa, autorka scenariusza filmu ?Płoń, płoń, płomyczku? fot. Magdalena Grochowska Rodzice Hasana już rok wcześniej umieszczali zwierzę w kryjówce, na Bajram szli w góry, tam je zabijali i świętowali. Raz matkę rozbolał ząb, Hasan wiózł ją autobusem do dentysty w miasteczku Rudozem. Kierowca zagroził jej: - Zatrzymam autobus, jeśli nie zdejmiesz chusty. Hasan uprosił go... dojechali. W przychodni pielęgniarka powiedziała: - Pani jest w chuście, nie przyjmiemy pani. - I wtedy matka zdjęła chustę - wspomina Hasan. - Jej włosy były całkiem siwe. Nigdy nie zapomnę wyrazu jej twarzy. Z systemem nie wygrasz Przy starym meczecie w Madanie jest łąka. Letif Mekow, bezrobotny kierowca, rozgarnia trawę, odsłania pionowe tablice i kamienne słupki. To nowe groby. - W 1971 r. wandale poprzewracali kamienie nagrobne. Ludzie zbierali je i kryli w piwnicach - opowiada. - W biały dzień podjechał traktor pod meczet, zarzucili liny na minaret, szarpnęli traktorem. Minaret nie drgnął. Przyprowadzili drugi traktor. Widziałem upadający minaret. To jest straszniejszy obraz niż widok umierającego człowieka. Moja rodzina uciekła wtedy w okolice Silistry nad Dunajem, na drugi koniec Bułgarii. Zamieszkaliśmy w tureckiej wsi, wtedy władza nie ruszała jeszcze Turków. Rodzice pracowali w rolnictwie, klepaliśmy biedę. Cztery lata później znaleźli nas i wróciliśmy z nowymi nazwiskami. W Madanie niektórzy już przywykli... Sprzeciwiać się nie ma sensu, mówili, nikt nie wygra z systemem. No bo co można było zrobić gołymi rękami? Lecz w Pazardżiku, w Rodopach Zachodnich, podczas zamieszek zabito dwóch partyjnych; dwóch muzułmanów skazano na śmierć. Wieś Kornica ustanowiła własne władze; pięciu zabitych. Czterystu ludzi ruszyło w proteście przez Rodopy; zatrzymani pod Samokowem, jeden zabity. Podczas poprzedniego etapu zmiany nazwisk Pomaków z okolic Błagoewgradu w Rodopach Zachodnich (1964 r.) mieszkańcy Ribnowa zablokowali drogi do wsi, odcięli druty telefoniczne, wypędzili nauczycieli chrześcijan i rozwinęli turecką flagę. Obcych witali gradem kamieni. Wreszcie przybył generał z przesłaniem od I sekretarza partii Todora Żiwkowa: to nie jest wcale polityka partii, to lokalna władza dopuściła się nadużycia, zmiany nazwisk nie będzie. Buntownicy krzyczeli: "Niech żyje towarzysz Todor Żiwkow!". Proces bułgaryzacji na kilka lat wstrzymano. Etnolog z Uniwersytetu Sofijskiego Ewgenia Iwanowa w latach 1996-2000 prowadziła w okręgu Smolian badania procesu przymusowej asymilacji Pomaków. Mówi, że ów wypróbowany w Rodopach mechanizm rozbijania jedności między poszczególnymi regionami, w których proces zachodził lub nie, mechanizm myślenia "to dotyczy innych", perfekcyjnie zadziałał w czasie bułgaryzacji Turków w połowie lat 80. Ukryć, że jestem obrzezany O szóstej upał gęstnieje i pełna twarz ojca Bojana Saryjewa pokrywa się potem. - Zmieniłem nazwisko dobrowolnie, jeszcze w 1970 r. - gdy opowiada, podchodzą dzieci i całują go w rękę. Błogosławi je mechanicznym gestem. - Z powodu arabskiego nazwiska miałem kompleksy. Pomacy zawsze byli obywatelami drugiej kategorii. Zresztą ja się czułem Bułgarem. Rysuje swoje dzieciństwo z początku lat 60. jako pasmo upokorzeń. Rodopy Wschodnie, okolice Iwajłowgradu pod granicą turecką. Jego ojciec pasie owce. Dzieci zbierają liście tytoniu. Raz w roku, gdy ojciec sprzedaje tytoń, przywozi dzieciom puszkę chałwy. W szkole, w innej wsi z ludnością mieszaną, Bojan patrzy na buty syna nauczyciela, potem na własne bose stopy twarde jak kopyta. Bibliotekarka mówi: - Nie ma sensu, żebyś czytał książki. Wy, Pomacy, i tak będziecie paśli owce. Choćby się miał zaprzedać diabłu, nie zostanie owczarzem! Idzie do szkoły milicyjnej, odtąd jest na utrzymaniu państwa. We wspólnej łaźni myje się w majtkach, by koledzy nie zauważyli, że jest obrzezany. Powiedziano im w szkole, że organizatorem buntów w Rodopach Zachodnich jest turecki wywiadowca poruszający się samochodem Volkswagen i że Pomacy chcą autonomicznej republiki. - Miałem silne komunistyczne przekonania - mówi Saryjew. - Socjalizm dał biednym szansę awansu. Ja wyszedłem z półbarbarzyńskich warunków i skończyłem prawo administracyjne w Sofii. Sami burzyliśmy, sami niszczyliśmy Otwierają kopalnie cynku i ołowiu, przetwórnie rudy i zakłady spożywcze; są lata 60. Tysiące ludzi znajduje pracę. Madan, Rudozem, Złatograd, Kyrdżali - kwitną. Turcy z okręgu Kyrdżali uprawiają tytoń dla wielkich rynków Związku Radzieckiego. Ich domy z tamtego okresu są czteropiętrowe. Zamykają kopalnie; lata 90. Załamuje się radziecki rynek. Na Zachodzie nie chcą tytoniu z Rodop, jest podrzędnej jakości. Lepsze gatunki nie wyrosną na kamienistych górskich zboczach. Czteropiętrowe domy pustoszeją, rodziny wyjechały za pracą. Ludzie uczą się tureckiego, chcą stąd uciec. Bezrobocie w Rodopach sięga dziś według Sofii 30 proc., według miejscowych - 80. Jada się głównie kartofle z własnej działki. Córka Letifa Mekowa, bezrobotnego kierowcy, ma wyższe wykształcenie. Szczęściara - znalazła w Madanie pracę sprzedawczyni. W miasteczku działają tylko dwie szwalnie i parę kawiarń. Jej koleżanki wyjeżdżają latem na niziny do pracy przy papryce i pomidorach. Za sześć lewów dziennie, czyli 15 zł. Hasan Hadżijew ze szpitala w Madanie: - W poprzednim ustroju dawali nam szanse na lepszy byt, ale mówili: zajmiesz stanowisko, jeśli zaprzesz się siebie. Dopuścimy cię do władzy, jeśli podepczesz wiarę ojców. Twoje dziecko będzie studiować, jeśli udowodnisz swoją lojalność. Kto burzył minarety? Grzebał w szafkach? Zdzierał chustki? Niszczył cmentarze? Partia przeprowadziła swój plan również rękami bułgarskich muzułmanów. Odpowiedz Link
ignorant11 Prześladowania muzułmanów w komunistycznej Bu(4) 26.09.03, 13:05 Prześladowania muzułmanów w komunistycznej Bułgarii (4) Imam Mohamed Hasan Hadżijew w dżamii (meczecie) w miasteczku Benkowski fot. Magdalena Grochowska Malina Tomowa, autorka scenariusza filmu ?Płoń, płoń, płomyczku? fot. Magdalena Grochowska W przeciwieństwie do funkcjonariuszy chrześcijan, funkcjonariusze muzułmanie mieli osobistą motywację - pisze Ewgenia Iwanowa. Zrobić karierę; wtopić się wreszcie w społeczeństwo; zmyć wstyd dziadów - uważanych za zdrajców prawosławia. Zagroziła bezpieczeństwu państw a Film fabularny "Gori, gori, ogyncze" (Płoń, płoń, płomyczku) - pierwszą poważną wypowiedź o przymusowej asymilacji Pomaków - telewizja pokazała w 1995 r. Po dwóch odcinkach wybuchł skandal, projekcję wstrzymano. Młodziutka sofijka Marina przyjeżdża w latach 60. do rodopskiej wsi jako nauczycielka rosyjskiego. Jest świadkiem brutalnej walki z chustą, religią, nazwiskiem. Na jej oczach powstaje nowa rzeczywistość - z prądem, autobusem i socjalistyczną moralnością. Autorka scenariusza Malina Tomowa jest poetką i redaktorką w "Literaturen Westnik". Jako 18-latka wyjechała w 1970 r. do wsi Mugła w Rodopach; była tam nauczycielką przez rok. W Sofii opowiadała znajomym - studentom, literatom - o wydarzeniach w Rodopach. - Przesadzasz! - i zmieniali temat. W 1978 r. napisała scenariusz, bo już nie mogła znieść obojętności i milczenia w sprawie Pomaków. W kawiarni uniwersyteckiej w Sofii Malina otwiera grubą teczkę wycinków prasowych i dokumentów. "Zwracam się do Pani jako dawna uczennica klasy V (...). Więc tak nas Pani widzi w swych wspomnieniach: zacofanych, dzikich, w szarawarach. Wstydzę się, że była Pani moją nauczycielką. (...) Z dawnej V klasy siedem osób ma wyższe wykształcenie (...). Fikcja artystyczna nie może być realizowana kosztem ranienia nas. Niech Pani publicznie przeprosi...". Mieszkańcy Mugły i kilku innych wsi manifestowali przeciwko dalszej emisji filmu; nieśli transparent: "Kto śmie odrywać nas od Bułgarii?". Radni Smolianu ogłosili, że podadzą autorów do sądu, ponieważ film obraża obywateli i służy obcym interesom. Sejmowa komisja bezpieczeństwa narodowego stwierdziła, że film stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa, gdyż rozdmuchuje konflikty etniczne. Brukowce pisały, że Tomowa ma zaburzenia psychiczne i dlatego rzeczywistość w jej filmie jest tak zdeformowana. Odezwali się też dawni żołnierze, którzy pełnili w Rodopach służbę w tamtym czasie; tak właśnie było, potwierdzali. Inteligencja z Madanu napisała list otwarty w obronie Maliny. Ówczesny prezydent Żeliu Żelew, demokrata i dawny opozycjonista, bronił autorów filmu na konferencji prasowej. Również ojciec Bojan Saryjew zwołał dziennikarzy. Powiedział: film jest prowokacją "określonych politycznych kół w Bułgarii i za granicą" z niechęcią odnoszących się do faktu, że młodzi Pomacy masowo przyjmują prawosławie i pragną ostatecznego powrotu do bułgarskiej tradycji. Określone koła to według Saryjewa środowisko polityczne prezydenta Żelewa oraz fundacja Otworeno Obsztestwo (Otwarte Społeczeństwo; odpowiednik polskiej Fundacji Stefana Batorego), która współfinansowała film, a - jak duchownemu wiadomo - zasilają ją amerykańskie dolary. Społeczny Komitet Obrony Interesów Narodowych w Kyrdżali ogłosił zdrajcami ojczyzny Żelewa, Tomową i Antoninę Żeliazkową, konsultanta filmu i doradcę prezydenta w sprawach etnicznych. Malina siedziała na podłodze w swoim mieszkaniu, pośród zmiętych gazetowych płacht, i czytała wiersze Krynickiego, bo poezja ją uspokajała. Dzwonił telefon, padały słowa: zdrajca! kłamca! zginiesz! Drżała o swoje córki. Znajomi mówili: to za świeże, nie trzeba było tego dotykać. Kto jej za to zapłacił?! - Nasz film obudził nieczyste sumienia - mówi Malina. - Nie ferujemy wyroków; pomackich funkcjonariuszy pokazujemy jako ofiary wplątane w ten proces. Rozumiem reakcje ludzi - straszne upokorzenie wyrzuca się ze świadomości. Przeżyli je i byli w tym samotni, a teraz znów ktoś im je przypomina. Ale piekielną machinę, jaka ruszyła po filmie, uruchomiła nie ludność Mugły, tylko dawna partyjna klika. Krótko przed emisją wybory wygrali postkomuniści. Oni nadal chcą, by sprawę Pomaków okryć milczeniem. Wiem, że ten film miał sens; choćby dlatego, że młodzież dowiedziała się o istnieniu w Bułgarii Pomaków. W 2001 r. telewizja pokazała film "Technołogijata na złoto" (Technologia zła) Tatjany Waksberk. Ten przejmujący dokument poświęcony przymusowej asymilacji Turków w latach 1984-85 cytuje niepublikowane dotąd dyrektywy partii i służby bezpieczeństwa, wymienia po nazwisku wykonawców procesu oraz oskarża turecką inteligencję o współdziałanie w zbrodni. Autorkę gwałtownie zaatakowała współrządząca turecka partia Ruch Praw i Swobód (DPS). Mówi Stojko Stojanow, konsultant filmu, dziennikarz w Kyrdżali: - Film kończy się wnioskiem: tureccy współwykonawcy tego procesu, agenci bezpieki, po upadku komunizmu weszli do establishmentu, do kierownictwa DPS. Ta właśnie minuta tekstu w filmie wywołała wściekłość partii, która chce się zdystansować wobec własnej przeszłości. Ale przecież w tureckich wsiach, w których na siłę zmieniano nazwiska, nie było Bułgarów! Sekretarz partii komunistycznej, partii ludowej, związków zawodowych - to byli Turcy. W 2002 r. Ewgenia Iwanowa wydała z pomocą fundacji Otworeno Obsztestwo książkę „Otchwyrlenite »priobszteni «” (Odrzuceni „włączeni”, efekt swych badań w Rodopach. - To pierwszy naukowiec, który tak wnikliwie wszedł w tę problematykę i pokazał jej psychologiczną prawdę - uważa Hasan Hadżijew z Madanu. Kiedy w Smolianie powołałam się na tę książkę, archiwistka powiedziała: - Autorka zantagonizowała Bułgarów i Pomaków, moi bułgarscy przyjaciele pytają, kto jej za to zapłacił... Mój punkt widzenia jest narodowy, bułgarski: o tym, co było, trzeba zapomnieć. Ewgenia Iwanowa mówi, że skoro rany tak łatwo się otwierają, to znaczy, że trzeba je oczyścić i leczyć. Odpowiedz Link
ignorant11 Prześladowania muzułmanów w komunistycznej Bu(5) 26.09.03, 13:06 Prześladowania muzułmanów w komunistycznej Bułgarii (5) Imam Mohamed Hasan Hadżijew w dżamii (meczecie) w miasteczku Benkowski fot. Magdalena Grochowska Malina Tomowa, autorka scenariusza filmu ?Płoń, płoń, płomyczku? fot. Magdalena Grochowska Niech sobie idą do Azji Turecki imam Mohamed Hasan wyśpiewuje czwartą tego dnia modlitwę. Gardłowe, urywane frazy płyną z minaretu w stronę Kyrdżali i w stronę Smolianu, i ku greckim szczytom, które pokazał mi machnięciem ręki. Miał nadzieję, że o szóstej ktoś przyjdzie na modlitwę. - Za komunizmu skakali przez ogrodzenie, żeby dostać się do meczetu - opowiada, mieszając bułgarską gwarę z tureckimi słowami. - A za demokracji odeszli od religii. Przychodzą na Bajram i w piątki. Jak wyglądało to tureckie miasteczko Benkowski przed wielkim exodusem Turków z Bułgarii w 1989 r.? Teraz jest jak wymarłe. Mieszkało tu 17 tys. ludzi, została jedna trzecia. Wiele domów ma wybite szyby, stoją puste. Zaczęło się w 1945 r. Przywódca komunistów Georgi Dymitrow: "Chcemy wyprzeć Turcję z Europy, niech sobie idzie do Azji". 1951 r.: Turcja przyjmuje ponad 150 tys. wysiedleńców z Bułgarii. Do lat 60. panuje pozorny liberalizm zgodnie z partyjną koncepcją dobrowolnej asymilacji - niech mają swoje szkoły, gazety, teatry, niech studiują, szybciej się wtopią w społeczeństwo. Zmiana taktyki, bo Turcy formują inteligencję i przyjmują socjalizm, ale nie odcinają się od tożsamości. Popełniliśmy błąd, mówi partia, ułatwiliśmy rozwój tureckiego nacjonalizmu. Rok 1967, posiedzenie Biura Politycznego partii: "Każdy hodża [nauczyciel i duchowny muzułmański - M.G.] musi być człowiekiem służby bezpieczeństwa. Musimy wejść do meczetów". Na mocy rzekomego łączenia rodzin (liczą się również praprzodkowie) do 1978 r. kolejnych 130 tys. Turków opuści kraj. Próba generalna zmiany nazwisk odbyła się w 1975 r. Trzy tureckie wsie w Rodopach uznano za pomackie i wręczono im nowe dokumenty. Na zebraniach partyjnych mówiono, że mniejszość turecka żąda autonomii, że to piąta kolumna Turcji. "Nie ma żartów! Muszą zrozumieć, że nie jesteśmy wsią bez psów" - obwieścił Żiwkow kierownictwu partii w maju 1984 r. Imam prowadzi mnie do meczetu; wkładam chustę, zdejmuję sandały. Ściany i kolumny ozdabia piękna niebieska ceramika. Siadamy na dywanach. Opowiada: - Był 26 grudnia 1984. Pracowałem na budowie. O piątej przyjechali żołnierze. Zebrało się dużo ludzi, krzyczeli, że nazwisk nie zmienią. Padły strzały. Potem sfałszowano akty zgonu - ludzie zmarli niby na zapalenie płuc. Wśród trojga zabitych była kobieta z dzieckiem na plecach - Aisze i półtoraroczna Tiurkian. W miejscu, gdzie upadły, zbudowano cokół, z którego tryska kryształowa woda. Świat przyjmie to spokojnie Kyrdżali, ten sam grudzień. Nenko Stanew jest uczniem gimnazjum (dziś pracuje w urzędzie miasta). Na ulicach pełno milicji wezwanej z kraju oraz żandarmeria - specjalne oddziały podległe MSW utworzone dla "celów" procesu (ale o tym Nenko dowie się po latach). Patrzy przez okno. Wypędzają ludzi z domu, każą podpisywać papiery. Nenko słyszy drżący, starczy głos Turka: - Ale dlaczego przyszliście z psem? (u wierzących muzułmanów pies nie może wejść do domu). W szkole, w niezręcznej ciszy, tureccy nauczyciele przedstawiają się uczniom nowym nazwiskiem. Szumen, północno-wschodnia Bułgaria. Połowa miasta to Turcy, mówią: zmiana nazwisk dotyczy tylko Rodop. Wasyl Wasilew jest kierownikiem literackim w teatrze (teraz prowadzi interesy w Sofii); występuje tu również grupa aktorów Turków. Wiosną 1985 r. zostają aresztowani. - Przez dwa tygodnie trzymano ich na miejskim stadionie. Tam było parę tysięcy ludzi - mówi Wasyl. Sofia, Antonina Żeliazkowa pracuje w Instytucie Bałkanistyki Bułgarskiej Akademii Nauk (dziś jest dyrektorką Międzynarodowego Centrum Studiów nad Mniejszościami). Ma kilku kolegów - tureckich profesorów. Używa ich starych imion. - To dla mnie niebezpieczne - upominają ją. Dyrektor Instytutu interweniuje w Komitecie Centralnym partii: - Przecież oni mają publikacje naukowe podpisane starym nazwiskiem! Na próżno. Żeliazkowa rozmawia z członkiem Rady Państwa, Turkiem, który jako jeden z pierwszych zmienił nazwisko z Szukri Tahirow na Orlin Zagorow. - Partia wszystko przemyślała... - Ale cały świat się obróci przeciwko nam! - Nasi dyplomaci pracują, żeby świat przyjął to spokojnie. Sofia, Todor Żiwkow na posiedzeniu kierownictwa partii, 30 marca 1985 r.: "Nie rozwiązaliśmy jeszcze problemu z Turkami, ale uczyniliśmy zdecydowany krok. Minie 15, 20 lat i o wszystkim zapomną...". Belene w północnej Bułgarii, obóz internowania na niedostępnej wyspie na Dunaju, przewinie się przez niego pięć tysięcy ludzi. Ismaił Daudow, instruktor nauki jazdy, jeden z 280 przywiezionych z okręgu Kyrdżali, przesiedzi jako "wróg narodu" i "szpieg" półtora roku. - Pierwszy barak, dla kryminalistów, był bliżej brzegu - opowiada. - Nas trzymali w głębi wyspy. Do 1959 r. było tam więzienie dla politycznych. Straszny mróz, budynek bez ogrzewania. Przez trzy miesiące nie myliśmy się, nie zmienialiśmy bielizny. Przyjechał jakiś generał, wtedy zaprowadzili nas do łaźni. Po przesłuchaniach ludzie sikali krwią. Z każdego z nas chcieli zrobić agenta... Do marca nikt w Bułgarii o nas nie wiedział, dopiero jak radio macedońskie doniosło o Belene, dopuścili do nas rodziny. Moja córka miała półtora roku, nie pozwoliła się przytulić... Odpowiedz Link
ignorant11 Prześladowania muzułmanów w komunistycznej Bu(6) 26.09.03, 13:07 Do niczego ich nie zmuszałem Pytam Saryjewa: - Ojciec był wtedy oficerem milicji w Krumowgradzie w Rodopach Wschodnich... - Ja byłem przeciwny zmianie nazwisk Turkom i Cyganom. Myśmy tylko pilnowali porządku. Tam nie było zabitych. Oni nie zmieniali nazwisk dobrowolnie, ale to nie ja ich zmuszałem. Proces przeprowadziła turecka nomenklatura. Byłem za nisko w hierarchii, żeby o czymkolwiek decydować. Nie wiedziałem nawet, że w Razgradzie, Szumenie, Momcziłgradzie byli zabici... - Czy ojciec był współpracownikiem służby bezpieczeństwa? - Nigdy. W swojej autobiografii pisze: "Kiedy dwóch się spotyka, jeden zawsze jest agentem tajnych służb". Twierdzi, że komunizm go rozczarował. W 1986 r. wystąpi z milicji, będzie podlewał tytoń. Przyjmie chrzest, weźmie cerkiewny ślub, a w 1990 r. otrzyma święcenia. Jacy Turcy? To Bułgarzy! Uczeni mieli pełne ręce roboty. Kilka lat wcześniej szukali "bułgarskich korzeni etnicznych" w historii Pomaków, teraz - u Turków. - W Bułgarskiej Akademii Nauk zebrano pracowników siedmiu instytutów humanistycznych - opowiada Ewgenia Iwanowa, wówczas badacz w Instytucie Kultury. - Powiedziano: musicie naukowo udowodnić, że Turcy to Bułgarzy. Ibrahim Jałymow od 1971 r. pracował w Instytucie Współczesnych Teorii Społecznych przy prezydium BAN. - Ten Instytut przygotowywał dla partii całe teoretyczne uzasadnienie jej polityki - mówi Antonina Żeliazkowa - większość jego uczonych była specjalistami od ateizacji. - Uważa się - tłumaczy Jałymow - że Instytut uczestniczył w formułowaniu procesu asymilacji. Było inaczej: dwóch naszych dyrektorów to ludzie odsunięci wcześniej od kierownictwa partii. Partia nie miała zaufania do Instytutu i nie dawała nam zamówień specjalnych. Mnie nie obarczono żadnymi zadaniami związanymi z tym procesem. Choć inteligencja turecka pewną winę ponosi. Często nie miała wyjścia... Skoro dołączyłeś do choro, musisz tańczyć. Choro to zespołowy ludowy taniec bułgarski. Poeta idzie zmazać wstyd Idzie poeta zboczem Witoszy, dźwiga bańkę z naftą. Ma 39 lat, nazywa się Mehmed Karahiuseinow. Na co dzień włącza i wyłącza światło w sofijskim kinie. Maluje portrety. Niedawno napisał taki wiersz: "...Jeśli kogoś przepełnia nienawiść,/ jeśli łajdak zostaje pomazańcem,/ jeśli ktoś nikogo nie kocha,/ jeśli istnieje obłudnik,/ jeśli nikczemnik pełznie w górę,/ ja, ja, ja jestem winny!". Jest 1 lutego 1985 r. Poeta idzie zmazać wstyd. Jego ojciec Hasan Karahiuseinow, który jest znanym poetą i członkiem Związku Pisarzy Bułgarskich, teraz nazywa się Asen Sewarski - z własnej woli. Pojechał w rodzinne strony koło Razgradu agitować Turków, by zmienili nazwiska. Podpisał deklarację poparcia procesu asymilacji. Idzie poeta, dźwiga bańkę z naftą, żeby zmazać wstyd. Podpala zapałkę. Płonie. Szeri, jego żona, myśli: i jak teraz będzie słuchał muzyki, skoro spaliły mu się uszy? Poeta jest w śpiączce przez trzy miesiące. Przyszedł ojciec do sali reanimacyjnej, wziął w swoją dłoń rękę syna i podpisał urzędowy papier. Teraz poeta nazywa się Metody Karachanow. Operacja za operacją, razem 18. Uszył sobie kapelusz z dużym rondem, żeby nie straszyć ludzi, maluje i pisze. "Na próg śmierci przybywamy w okamgnieniu,/ a tak wolno wracamy". Odpowiedz Link
ignorant11 Prześladowania muzułmanów w komunistycznej Bu(7) 26.09.03, 13:08 Brakuje mu powietrza, bo poparzył też płuca. "...Stoję na balkonie/ jak zamarła pieśń". Umiera 3 maja 1990 r. w Sofii. Dwa miesiące później rodzi się jego syn Aspar. Pół roku później umiera na raka ojciec. Aspar znaczy biały koń. To była brudna robota Proces przymusowej asymilacji nazwano "odrodzeniowym". Kto się odradzał? Jednolity bułgarski naród. Według dokumentów partyjnych to "naturalny proces przezwyciężania różnic etnicznych"; "przywracanie bułgarskiej świadomości narodowej", "przywracanie prawdy historycznej", "ostateczne przyłączenie"... Następnymi przyłączonymi mieli być Żydzi, Ormianie i Grecy. Wymuszony exodus Turków w 1989 r. nazwano "wielką wycieczką". Obie groteskowe nazwy weszły do powszechnego języka. Kalin D., archeolog z Uniwersytetu Sofijskiego, mówi, że przeciętny Bułgar myśli o Turkach jak o obcym ciele. - Imperium otomańskie upadło, a tu zostali jacyś Turcy. Zwykli Bułgarzy wiedzieli, że ten proces to brudna robota, ale nie mieliby nic przeciwko wysiedleniom, o ile tę brudną robotę wykona partia, służba bezpieczeństwa i milicja. Nenko Stanew z Kyrdżali: - Zwykły Turek wie, że zwykły Bułgar nie miał z tym nic wspólnego, my milcząco nie akceptowaliśmy tego. - Ogromna większość społeczeństwa była obojętna - mówi Ewgenia Iwanowa. Słowo "komszułuk" oznacza furtkę między sąsiednimi podwórkami. Jest używane jako symbol bułgarskiej tolerancji. Furtki były zwykle otwarte, o ile w lokalne stosunki nie mieszały się państwowe i partyjne interesy. Zatrzymajcie się! Opamiętajcie się! Kiedy Turek Miumiun ze wsi pod Kyrdżali zrozumiał, że nie ma już dla niego miejsca w Bułgarii, zaprowadził swoją krowę do zaprzyjaźnionego Bułgara. Było lato 1989 r. Tytoń stał na polu niezebrany. Ciągnęły ku granicy z Turcją samochody, a na bagażnikach piecyki, telewizory, lodówki, łóżka, dziecięce wózki, garnki, pierzyny... Jechały też taksówki, bo nie każda rodzina turecka dostała pozwolenie na wyjazd samochodem. Taksówkarze z Kyrdżali brali za kurs do punktu granicznego w Swilengradzie nawet 5 tys. lewów - za 130 km. Średnia pensja wynosiła 200 lewów. Dafina Małamowa, córka Bułgara, który dostał krowę, pomyślała: jacy musimy być źli, skoro nasi sąsiedzi porzucają domy i wyjeżdżają! W maju 1989 r. Todor Żiwkow obwieścił w telewizji: bułgarscy muzułmanie mogą jechać, dokąd chcą. W tym samym czasie na posiedzeniach Biura Politycznego KC BPK mówił: musimy wysiedlić od 200 do 300 tys. Turków, inaczej Bułgaria zamieni się w Cypr. Partia inspiruje agresywną kampanię antyturecką. Uczniowie, studenci, twórcy, robotnicy, instytuty naukowe i urzędy ślą deklaracje poparcia dla oficjalnej polityki. Naczelnicy milicji w Szumenie i Płowdiwie konkurują, który z nich ma dłuższą listę wypędzonych. Ewgenia Iwanowa: - Jedni chcieli wyjechać, innych władze zmusiły. Młodzi mieli tu zwykle przyjaciół i woleli zostać. Ale patriarcha mówił "jedziemy" - dla młodych to był dramat. Nieformalne, nowo powstałe organizacje demokratyczne protestują. Antonina Żeliazkowa pisze list później czytany w Deutsche Welle: "Zatrzymajcie się! Opamiętajcie się! Zwróćcie nazwiska, język, kulturę, prawa człowieka tureckiej mniejszości...". Wolna Europa czyta esej "Nazwisko" znanej poetki Błagi Dimitrowej, późniejszej wiceprezydent: "Na nazwisku każdego z nas spoczywa osobista odpowiedzialność za naszych skrzywdzonych współbraci". Partia wzywa do "patriotycznego czynu" przeciwko opozycji. Maszeruje pochód od sofijskiego pałacu kultury, bulwarem Patriarchy Ewtimija - obok tureckiej ambasady - i Bulwarem Lewskiego (wtedy Tołbuchina) - koło domu Dimitrowej. Na drzwiach jej mieszkania malują żółty półksiężyc. Na wizerunkach Żelewa - turecki fez. 20 tys. gardeł wrzeszczy: "Zdrajcy ojczyzny, wynocha z Bułgarii!", "Precz z demagogicznymi tezami o jawności i demokracji!". Pod ambasadą krzyczą: "Turcy do Turcji!". Podobne demonstracje organizowane są w Płowdiwie, Szumenie, Starej Zagorze, Warnie, Burgas... Żeliu Żelew: - Uczestnicy twierdzą dziś, że dowożono ich siłą, że nie wiedzieli... Wielu zmuszono. Ale byli i tacy, którzy przyszli sami, bo myśleli tak, jak głosiły hasła na transparentach. Przecież ogromna część inteligencji popierała reżim! Do 21 sierpnia, kiedy to Turcja zamknęła granicę, opuściło Bułgarię 350 tys. Turków. Pomacy paszportów nie dostali. Odpowiedz Link
ignorant11 Prześladowania muzułmanów w komunistycznej Bu(8) 26.09.03, 13:09 Chcemy swoich nazwisk! Domy, samochody, meble sprzedawali za bezcen. - Żeby nie było spekulacji z domami - zastrzegł Żiwkow kierownictwu partii - musimy je wziąć za darmo. W Chaskowie buldożery zrównały z ziemią całą turecką dzielnicę. Ismaił Daudow, więzień Belene, którego w 1989 r. wydalono do Szwecji, miał w Kyrdżali kamienicę. Rozebrano ją. Kiedy wrócił rok później, za odszkodowanie mógł kupić stół. Kobieta z okolic Silistry kupiła od Turczynki szafę. Znalazła w środku kartkę: "Wrócimy i was wyrżniemy". Ktoś zapytał kobietę: - Ile zapłaciłaś za tę szafę? - Grosze - nie kryła satysfakcji - przecież i tak by jej ze sobą nie zabrała. - Po upadku reżimu Bułgarzy bali się odwetu Turków - mówi Antonina Żeliazkowa. - Dlatego nie chcieli, by zwracać im ich prawa, i łatwo poddali się nacjonalistycznym hasłom. W grudniu 1989 r. wychodzi rozporządzenie o przywróceniu nazwisk bułgarskim muzułmanom. Kolumny taksówek jadą ulicami Kyrdżali, trąbiąc na znak protestu. Przyłączają się ciężarówki, autobusy, tłumy. Przez parę dni demonstranci zgromadzeni przed domem kultury krzyczą: "Bułgaria dla Bułgarów! Turcy do Turcji!". "Dla Żelewa fez! Dla nas Bułgaria!". Turcy na placu Deweti Septemwri skandują: "Chcemy swoich nazwisk! Demokracja!". - Bałem się wojny domowej - opowiada Nenko Stanew. - Połączenia telefoniczne z Kyrdżali były przerwane. Objawiły się nagle skrajne nacjonalistyczne partyjki. Te wydarzenia inspirowali komuniści i służby bezpieczeństwa. Ewgenia Iwanowa: - Do Sofii przyjeżdżały autobusy demonstrantów z Kyrdżali, Szumenu... Niekoniecznie partyjni funkcyjni; również ci, którzy wzbogacili się na Turkach. Kiedy potem Turcy wracali, dochodziło do konfliktów: ty mi to wziąłeś... przecież ty mi to sprzedałeś... Wyszedł przepis, że trzeba im zwrócić wszystko, ale wielu nie mogło już odzyskać mienia. Te napięcia wracają w czasie wyborów, zawsze się gra tą kartą. Wróciło ich około 100 tys. Pewien człowiek, za stary na powrót, co roku przysyła wnuka do swojej wsi. - Patrz dobrze - napomina go - czy czereśnia na podwórku rośnie. Czy każdy jest winny, jak piszą poeci? Kalin D., archeolog z Sofii, był w tamtych latach uczniem. - Ja nie mogę czuć się bez winy, bo moje państwo nigdy nie wyjaśniło tego problemu, do dziś nie osądziło nikogo. Nawet nie o to chodzi, żeby dziesięciu czy stu ludzi wtrącić do więzienia. Wychodzą dziś książki, które dowodzą, że to był patriotyczny czyn - to jest wstrętne! I dużo ludzi w to wierzy. Państwo nie zaangażowało się, żeby powiedzieć prawdę. Owszem, poprzedni premier i prezydenci przepraszali Turków, ale to nie wystarcza. Umyli sobie ręce Odzyskali prawo do nauki języka w szkołach. Na początku lat 90. uczyło się tureckiego 90 tys. młodzieży, teraz 36 tys. Wolą angielski. Mają dziesięć minut wiadomości w ogólnokrajowej telewizji i godzinę pieśni tureckich w radiu. Wolą oglądać turecką telewizję przez satelitę. Odzyskali nazwiska, ale wielu powróciło do bułgarskich. Tureckie nie jest najlepszą wizytówką, gdy szuka się pracy na Zachodzie. Odbudowali meczety, założyli szkoły religijne. Wyższy Instytut Islamu, sponsorowany przez Turcję i kraje arabskie, kształci w Sofii duchownych i nauczycieli islamu, Turków i Pomaków. Ale komunizm ich zateizował. Ibrahim Jałymow mówi, że pomimo swobód kultura turecka słabo się rozwija. Mają także partię współrządzącą: dwóch ministrów, siedmiu wiceministrów i dwudziestu parlamentarzystów. Co robi DPS dla swojego elektoratu, dla Rodop i dla ukarania winnych "procesu odrodzeniowego"? Poseł DPS Ahmed Jusein, zastępca przewodniczącego parlamentarnej komisji praw człowieka, wymienia: ulgi podatkowe dla inwestorów na terenach o wysokim bezrobociu... państwowy skup tytoniu od wytwórców... książka wydana właśnie z inicjatywy partii - zbiór dokumentów dotyczących "procesu odrodzeniowego"... Antonina Żeliazkowa: - Wątpię w to, że DPS wyraża interesy tureckiej mniejszości. Wprawdzie minister rolnictwa próbuje jej pomagać, ale realnie nie zrobiono dla niej nic, podobnie dla Pomaków. DPS po wyborach traci zainteresowanie elektoratem, zajmuje się głównie polityką wysokiego szczebla. Zaś ich książka o "procesie odrodzeniowym" nie zawiera najbardziej interesujących dokumentów, jest tendencyjna, wydana po to, żeby umyli sobie ręce. Odpowiedz Link
ignorant11 Prześladowania muzułmanów w komunistycznej Bu(9) 26.09.03, 13:10 - Oni jadą do tureckiej wsi, przemawiają po turecku i grają narodową kartą, a ludzie im wierzą - mówi Kalin D. - Gdyby wiedzieli, że ich posłowie noszą krawaty za 300 dolarów, nie głosowaliby na nich. - Inwestorów brak, Rodopy się wyludniają - mówi Hasan Hadżijew z Madanu. - Ludzie wciąż tłumią w sobie kompleksy. Ja ich nie mam. Wiem, że o mojej wartości stanowi to, jakim jestem człowiekiem i lekarzem, a nie nazwisko. Dzwony biją tylko w niedzielę Nowy meczet, który Pomacy oddali właśnie do użytku w centrum Madanu, jest największą świątynią muzułmańską w Bułgarii. Ma ściany jak białe koronki; żyrandol jak chmurę z kryształów; smukły minaret góruje ponad miastem. O Madanie mówi się: Mekka Pomaków. Na piętrze działa jedyna w Bułgarii szkoła kształcąca hafizów - tych, którzy znają cały Koran na pamięć po arabsku. Dziesięciu chłopców z różnych stron kraju mieszka w bocznym skrzydle, mają praczkę i kucharza. Kurs trwa do czterech lat, przed południem uczą się w państwowej szkole. Nie płacą. - Po co im taki duży meczet? - irytują się Bułgarzy w Smolianie, gdzie większość mieszkańców to chrześcijanie. Prawosławny duchowny Georgi Atanasow: - Tu się wtrącają obce siły. Przyjeżdżają emisariusze z Arabii Saudyjskiej, próbują im narzucić fanatyczną odmianę islamu. Płacą im, kształcą ich, zakładają fundacje, otwierają im drobny biznes... Atanasow chrzci w Smolianie około 25 Pomaków rocznie. Imam Hajri Pulew z Madanu nie ma trzydziestki. Średnią szkołę religijną skończył w Stambule na koszt tamtejszych organizacji religijnych, teologię islamską studiował w Sofii. Mówi: - Turcy i Arabowie rzeczywiście interesują się bułgarskimi muzułmanami. Wspierają finansowo budowę meczetów. Ale nikomu nie płacą za wiarę, nie dają pieniędzy na otwarcie przedsiębiorstw! Gdyby tak było, to młodzi nie uciekaliby stąd do pracy na budowach Sofii i Płowdiwu. We wsi Nedelino pod Kyrdżali ojciec Bojan Saryjew zbudował ogromną cerkiew. Finansowo wsparła go Fundacja "Przyszłość dla Bułgarii" Eleny Kostowej, żony Iwana Kostowa, poprzedniego premiera z partii demokratów. W dzielnicy Gledka w Kyrdżali Saryjew tworzy monastyr - centrum misyjne. Nie wie, ilu ochrzcił dotychczas; całe rody. - Idę przez wieś i opowiadam o Bogu. Im już obrzydło życie bez tożsamości... Chrzczę, buduję, wysyłam do seminariów, załatwiam stypendia, ale brakuje mi księży, ja nie mogę być wszędzie. Chcę nawracać i budować cerkwie w całych Rodopach. To misja dana mi od Boga. Letif Mekow mówi, że to kontynuacja "procesu odrodzeniowego". Pięć razy dziennie płynie z minaretów nad Rodopami modlitwa imamów. Pewien lekarz ze Smolianu powiedział, że śpiew przeszkadza ludziom, trzeba go zabronić; przecież dzwony w cerkwiach biją tylko w niedzielę. *** Korzystałam z książek: „Otchwyrlenite »priobszteni « ili procesa, nareczen »Wyzroditelen « (1912-1989)” Ewgenii Iwanowej, „Istorija na turskata obsztnost w Byłgarija” Ibrahima Jałymowa, „Głasyt na wikasztija w pustinjata” Bojana Saryjewa, „Istorijata za »wyzroditełnija proces «; dokumenti ot archiwa na Politbiuro i CK na BKP” oraz filmów „Gori, gori, ogyncze” Rumjany Petkowej i Maliny Tomowej i „Technołogijata na złoto” Tatjany Waksberk. Dziękuję Pani Sylwii Borysowej za cenne wskazówki, jakie otrzymałam od Niej podczas zbierania materiałów do reportażu, oraz Pani Hannie Karpińskiej, tłumaczce, za konsultację językową Odpowiedz Link
ignorant11 Czy Bułgaria prześladowała muzułmanów? 02.11.03, 20:26 Sława! Czy Bułgaria prześladowała muzułmanów? Iwanczo Gyłybow 29-10-2003, ostatnia aktualizacja 29-10-2003 18:36 Po artykule Magdaleny Grochowskiej o prześladowaniach muzułmanów w komunistycznej Bułgarii "Dołączyłeś do choro, musisz tańczyć" ("Gazeta Środkowoeuropejska" z 24 września) otrzymaliśmy list od bułgarskiego dziennikarza mieszkającego w Polsce. 5 stycznia 1990 r. przyjechałem z Warszawy do Sofii. Przed gmachem Zgromadzenia Narodowego trwał milczący wiec bułgarskich Turków walczących o przywrócenie ich prawdziwych imion, które reżim komunistyczny odebrał im w 1984. W tym samym czasie z całego kraju ruszyli na stolicę "patrioci" - autobusami i taksówkami, kto jak mógł, z flagami Bułgarii. Nieśli transparenty głoszące hasła obrony "czystej i świętej Republiki", bułgarskiego języka, a tych, którzy odważyli się publicznie wystąpić w obronie Turków, obrzucali wyzwiskami i lżyli. To były tzw. wystąpienia antytureckie, inspirowane przez partię komunistyczną. W tej konfrontacji dwóch różnych światów ostatecznie zwyciężyła Bułgaria, dobro i prawda wzięły górę, a "tamtych" tyle widziano. Od tego czasu minęło 13 lat. W sąsiedztwie toczyły się wojny, czystki etniczne, panowała nienawiść i okrucieństwo. W Bułgarii było spokojnie. Przez te lata moja Ojczyzna zdała egzamin z tolerancji i człowieczeństwa celująco. Wydarzenia jak w styczniu 1990 r. więcej się nie powtórzyły. Jednak już w połowie lat. 90. stało się jasne, że niemała część moich rodaków, muzułmanów i niemuzułmanów, nadal nie potrafi i nie chce rozmawiać na temat wzajemnych relacji. Wstrząsem dla wielu z nas był gwałtowny atak nacjonalistów na pierwszą uczciwą próbę rozrachunku - film Maliny Tomowej "Płoń, płoń, ogieńku". W nie mniejszym stopniu wstrząsnęła mną w tych dniach reakcja grupy Bułgarów mieszkających w Polsce na artykuł Magdaleny Grochowskiej. Podniosły się głosy, że "Gazeta Wyborcza" "znów wtrąciła się w nie swoje sprawy", a tak w ogóle "jak piszą o Bułgarii, wyciągają same złe rzeczy". I jest dziś w środowisku polskich Bułgarów wielkie poruszenie, obraza, podejrzenia i poszukiwanie zdrajcy we własnych szeregach. Odniosłem wrażenie, że już sam fakt opublikowania tekstu wzbudza sprzeciw, tak jakby zapomnienie miało być lekarstwem na wstydliwą stronę historii naszego narodu. Tymczasem słusznie się szczycąc chlubną przeszłością, jesteśmy zobowiązani brać na siebie odpowiedzialność za całe dziedzictwo, także jego część haniebną. Autorka artykułu cytuje fragment pięknego wiersza naszego rodaka, poety Mehmeda Karahiuseinowa: "...jeśli ktoś upadł, jeśli kogoś zakuwają w kajdany, to ja jestem winny". Czyż nie nosimy tej winy my wszyscy? Iwanczo Gyłybow Pozdrawiam i zapraszam na: Forum Słowiańskie nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ: www.pajacyk.pl Ignorant +++ Odpowiedz Link
kustosz.m Re: Bułgaria w 85 26.09.03, 14:11 Bylem miedzy innymi w Szumenie wlasnie w 85 latem. Czyli na swiezo po opisanej akcji i w jednym z jej centrow. Lecz temat absolutnie nie istnial. No moze pytanie o kogos bylo ucinane "alez to Turek". Czarna dziura. Odpowiedz Link
oleg3 Re: Bułgaria w 85 26.09.03, 14:29 Uwaga historyczana - podobne metody zastosowali królowie katoliccy wobec morysków. Zrobiono z nich przymusowo chrześcian, a po fiasku chrystianizacji wypędzono. Uwaga sportowa - Sulejmanow, genialny ciężarowiec, wcześniej nosił nazwisko tureckie; ostatecznie święcił trumfy jako Sulejmanoglu obywatel turecki. Odpowiedz Link
ignorant11 Trudny romans Bułgarów z carem 18.10.03, 07:24 Sława! Trudny romans Bułgarów z carem Mariusz Zawadzki 15-10-2003, ostatnia aktualizacja 15-10-2003 15:18 Po 800 dniach rządu Symeona II Bułgarzy, w życiu których właśnie miało się coś polepszyć, nie wierzą, że były car będzie ich mężem opatrznościowym. Im więcej się po nim spodziewali, tym surowiej go teraz oceniają W zeszłym roku wzrost gospodarczy Bułgarii wyniósł 4.8 proc. - jak na pogrążoną w recesji Europę jest to rezultat imponujący. Od lipca 2001, kiedy Symeon Sakskoburgotski objął urząd, bezrobocie spadło z 19 do 13 proc. Rośnie eksport, rozwija się turystyka, a inflacja utrzymuje się na poziomie 3 proc. rocznie. Jedyne wskaźniki, które w Bułgarii spadają to wskaźniki popularności premiera. Od 70 proc. poparcia na starcie do 30 proc. dziś. Podczas kampanii wyborczej Symeon ogłosił, że za 800 dni Bułgarzy zaczną odczuwać poprawę warunków życia. - Tak jest w każdej firmie - tłumaczył. - Przez pierwszy rok analizuje się sytuację, w drugim wprowadza zmiany, a w trzecim widać ich pierwsze owoce. Po wyborach gazety skwapliwie zaczęły wsteczne odliczanie. Kilka dni temu minęło mityczne 800 dni. W komentarzach prasowych dominuje irytacja: cudu nie ma, jest rozczarowanie. Plakaty uliczne krzyczą "800 dni. 800 kłamstw. Dosyć tego!", a Symeon jest przedstawiany na ulotkach z rogami i ogonkiem jako diabełek. - Osiągnęliśmy dobre rezultaty w ekonomii - mówił w telewizyjnym wystąpieniu premier. - Zredukowaliśmy ogromny deficyt budżetowy, zmniejszyliśmy bezrobocie. W drugiej połowie kadencji będziemy walczyć z bezrobociem, poprawimy sytuację emerytów i stworzymy warunki dla powrotu tysięcy młodych, którzy wyemigrowali za chlebem. Dlaczego Bułgarzy tego nie dostrzegają? - Ludzie wiązali obietnice Symeona nie z abstrakcyjnymi dla nich liczbami, ale z konkretami - wyjaśnia Krasimir Krumow, publicysta dziennika "Monitor". - Przed wyborami Symeona traktowali jak zbawiciela. Tym głębsze jest teraz ich rozczarowanie. Emerytury i renty nie wzrosły, średnia pensja wynosi 280 lewa (150 dolarów). Na własnej skórze prawie nikt tych 5 proc. wzrostu nie poczuł. Iskasz seksa? Rzeczywistość w Bułgarii jest przygnębiająca. Nie ma tygodnia bez strzelaniny lub bomby w centrum Sofii. Biznesmeni jeżdżą ulicami miasta pancernymi mercedesami i bmw z ciemnymi szybami. Goście wchodzący do drogich restauracji przechodzą regularną rewizję z użyciem wykrywacza metalu. Mimo tych środków ostrożności zwykle co kilka tygodni z listy najbogatszych Bułgarów wypada jakieś nazwisko - w kwietniu zastrzelono nr 1, Ilja Pawłowa, który wcześniej przyjmował w swojej rezydencji prezydenta Putina. Serie z kałasznikowów i ładunki wybuchowe demokratycznie dosięgają milionerów i płotki. Kiedy w środę 30 serii karabinowych przeczesało zatłoczoną restaurację Pszczoła, zginął tylko jej właściciel. Cel ataku, mafioso Nikołaj Cwietin, tym razem wyszedł z opresji bez szwanku. Turysta spacerujący wieczorem Witoszką, głównym bulwarem Sofii, jest zmuszony dziesiątki razy stawić czoła natrętnemu pytaniu: "Iskasz seksa?". Trudno opędzić się od nastoletnich Cyganek, dla których prostytucja stała się sposobem na życie. Przyglądając się autom jeżdżącym po ulicach, łatwo zaobserwować jeden z głównych problemów społecznych Bułgarii. Jeżdżą tam najnowsze modele mercedesów, audi i bmw oraz łady, moskwicze i 15-letnie, sprowadzone z Niemiec, golfy. Uderza brak aut klasy średniej. Dramatyczne rozwarstwienie społeczeństwa, składającego się z grupki krezusów i klepiącej biedy reszty, pojawiło się zaraz po upadku komunizmu i trwa do dziś. Wymiar sprawiedliwości jest skorumpowany i nieskuteczny. Prokuratorzy z niejasnych powodów umarzają sprawy, są odwoływani, przywracani, a oskarżenia często rozchodzą się po kościach. Tak było latem z dochodzeniem przeciw najpopularniejszemu w kraju raperowi, Vanko 1, który dorabiał jako handlarz narkotyków i sutener na wielką skalę. Bezradność i niewiara w sprawiedliwość są powszechne (co ciekawe, według opublikowanego ostatnio raportu Transparency International, korupcja w Bułgarii jest mniejsza niż w Polsce). Kilka dni temu w bagażniku syna ambasadora Hiszpanii znaleziono prawie 2 kg marihuany. - Jaka jest szansa, że sprawa trafi do sądu? 1:1000? No niech będzie, że jestem optymistą! - ironizuje internauta, komentując artykuł prasowy na ten temat. Cudu nie było Czy Symeon rzeczywiście obiecywał cud? Prof. Weselin Basakow, socjolog z Bułgarskiej Akademii Nauk, jest innego zdania. - 800 dni jest dziś demonizowane. Niestety Bułgarzy zawsze szukają przyczyny na zewnątrz. Dziś jest winny Symeon, wczoraj poprzedni premier Kostew, jutro ktoś inny. Nigdy "ja". Premier nie zapowiadał: siedźcie sobie z założonymi rękami, a ja zrobię, że za 800 dni będzie dobrze. Mówił, że będą stworzone warunki, w których aktywność ludzka, przedsiębiorczość, będą przynosić pomyślność. W opinii Basakowa dzisiejsze narzekania to dowód, że socjalizm siedzi jeszcze głęboko w odruchach i w umysłach ludzi. Dominuje postawa: nam pomogą, a my będziemy siedzieć i czekać. Ci którzy nic nie zrobili, teraz mówią: okłamali nas. Powszechny jest lęk przed przyszłością. Ludzie po 40. czują się zbędni, czują się obco w nowych warunkach, załamują ręce i mówią: pora na młodszych. Koleżanka Basakowa, profesor Rumiana Stoilowa z Akademii Nauk, przekonuje jednak, że to właśnie obecny premier jest winien grzechu zaniechania. - Symeon nie rządzi, tylko udaje że rządzi. 5 proc. wzrostu gospodarczego nie jest żadnym osiągnięciem, wynika tylko z tego, że kilka lat temu kraj sięgnął dna. Gospodarka rozwija się jeszcze siłą rozpędu, nadanego przez gabinet Kostewa - mówi. - Prywatyzacja i reformy strukturalne utknęły. [Symeon - red.] Miał przez swoje kontakty ściągnąć obcy kapitał - tymczasem kontynuowane są tylko inwestycje, które zaczęły się kilka lat temu. - Trzeba pamiętać, że kiedy Symeon mówił o 800 dniach, byliśmy przed 11 września - oponuje Basakow. - Ta data odwróciła koniunkturę na świecie i skorygowała wszelkie plany. Góra dla króla Media krytykują arogancję, "królewskie" maniery premiera, jego archaiczny język (Symeon kilkadziesiąt lat spędził na Zachodzie) i nieskrywaną niechęć do dziennikarzy. - Elity go wyszydzają, to fakt - mówi prof. Bosakow. - Ale Bułgarzy lubią, kiedy ktoś jest tajemniczy, opanowany, władczy. Dziennikarze są sfrustrowani, że nie chce z nimi rozmawiać. Dla normalnego człowieka, to że Symeon czegoś nie powiedział albo powiedział w trochę archaicznym języku, nie jest ważne. Zwykłych ludzi irytuje co innego. - Bułgarzy lubią zaglądać sobie wzajemnie do kieszeni - wyjaśnia Krasimir Krumow. Przed dwoma laty Symeon pisał w swym manifeście wyborczym: "Z bólem patrzę, jak marzenia Bułgarii zostały zastąpione biedą i desperacją. Uwzględniając europejskie standardy, nie jest moralne i politycznie akceptowalne, że naród boryka się z biedą, a wielu polityków żyje w niewytłumaczalnym dostatku." Tymczasem premier i jego siostra, księżna Maria Luiza, odzyskali od państwa majątek wartości 169 milionów dolarów, głównie są to posiadłości ziemskie znacjonalizowane po wojnie przez komunistów. Oprócz pazerności krytycy zarzucają szefowi rządu, że podczas gdy inni byli właściciele czekają na wyroki w ciągnących się latami procesach, on dostaje wszystko od ręki. Oburzenie osiągnęło apogeum latem tego roku, kiedy pojawiły się doniesienia, że prawnicy Symeona chcą reprywatyzować Musałę, najwyższy szczyt na Bałkanach, który od 1930 roku był własnością rodziny carskiej, a w 1947 roku został upaństwowiony. Wybuchła publiczna debata, czy oddawanie szczytu, dobra ogólnonarodowego, jest moralne. W sierpniu prawnicy premiera oświadczyli, że choć Musała prawnie mu się należy, nie będzie występował o jej zwrot. Ludzi irytują też trzydziestolatkowie, wykształceni w Londynie eksperci ekon Odpowiedz Link
ignorant11 Re: Trudny romans Bułgarów z carem 18.10.03, 07:26 Ludzi irytują też trzydziestolatkowie, wykształceni w Londynie eksperci ekonomiczni, których Symeon zaprosił, aby zostali ministrami jego rządu. Z utrzymaniem wskaźników ekonomicznych radzą sobie nieźle, gorzej z kreowaniem własnego wizerunku. Powszechnie narzeka się na ich arogancję. - Ludzie nie widzą zmian, bo nie chcą ich widzieć - przekonywał niedawno wiceminister finansów Krasimir Katew. - Za dużo narzekają, za dużo czytają brukowych pism. Zamiast tego powinni myśleć pozytywnie. Do Europy duuuuży krok Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Bułgaria wejdzie do Unii w roku 2007. Minister ds. integracji europejskiej, Meglena Kunewa, jest przekonana, że negocjacje z UE zakończą się w roku 2004. Z większą rezerwą podchodzi do tego komisarz ds. rozszerzenia UE, Gunter Verheugen, który tydzień temu stwierdził, że choć rozmowy idą sprawnie, nie ma gwarancji, że uda się je sfinalizować za rok. Kością niezgody pozostaje poradziecka elektrownia atomowa w Kozłoduju, która zaspokaja ponad 40 proc. zapotrzebowania kraju na energię. UE wymogła na rządzie bułgarskim zamknięcie w 2006 roku dwóch starszych (z czterech) reaktorów. Jednak bułgarski NSA podważył decyzję rządu, a prezydent Georgij Pyrwanow nalega na przesunięcie terminu wyłączenia reaktorów o kilka lat. Do NATO Bułgarzy mają wstąpić już w przyszłym roku. W konflikcie z Irakiem okazali się wzorowym sojusznikiem Amerykanów. Dzisiaj prawie 500 żołnierzy bułgarskich pilnuje porządku w polskiej strefie stabilizacyjnej w Karbali. Dwa tygodnie temu uroczyście obchodzono w Sofii stulecie stosunków dyplomatycznych między USA i Bułgarią. Sielankę zakłócił premier, ogłaszając, że na swojego doradcę ds. bezpieczeństwa państwa zamierza powołać wieloletniego agenta komunistycznej bezpieki, generała Brigo Asparukowa. Ambasador USA w Sofii w bardzo ostrych słowach przestrzegł Bułgarów, że z generałem Asparukowem droga do NATO może się wydłużyć. Symeon upierał się, że doradców będzie dobierał sobie sam i nie zamierza "demonizować ludzi" ze względu na ich przeszłość. Na głosy oburzenia od NATO-wskich sojuszników zdziwiony Asparukow odpowiada, że kiedy jako szef wywiadu w latach 1991-96 bywał w Londynie i innych stolicach zachodnich, nikt nie zgłaszał wobec niego wotum nieufności. Dlaczego premier forsuje generała? Czy tylko dlatego, że jest dobrym fachowcem? W prasie pojawiły się spekulacje o powiązaniach Symeona z dawnym wywiadem. Przypomniano, że w prokuraturze od lat ciągnie się sprawa zaginionej "teczki" bankiera Atanasa Tilewa vel "Rumiancewa", agenta bułgarskiego wywiadu, a przy okazji dobrego przyjaciela Symeona i Asparukowa. Generała oskarża się, że zniszczył ją w 1993 roku, kiedy był szefem wywiadu. W archiwach nie ma dokumentacji inwigilacji rodziny carskiej. Czy to możliwe, żeby jej nie było ? - pytają podejrzliwi dziennikarze. Po ostatnich wyborach sprawa teczek utknęła, bo Asparukow został posłem z ramienia socjalistów i chronił go immunitet. Jednak kilka dni temu zrzekł się mandatu, aby objąć nowe stanowisko. Przy okazji afery Asparukowa okazało się, że zarówno postkomuniści i konserwatyści są przeciwni Symeonowi. Nic dziwnego, 800 dni temu pojawił się jak meteoryt i zdobył większość w parlamencie. Krytycy zarzucają Symeonowi, że rozbił budujący z trudem się ład polityczny. - Przeciwnie, on go zdynamizował, zachwiał skostniałym systemem dwupartyjnym - mówi Basakow. - Obie partie, postkomuniści i antykomuniści, pozornie odmienne, są biegunami tej samej istoty, komunizmu. Ruch Symeona rozbił ten statyczny, zamrożony od 10 lat układ, który nie radził sobie z transformacją. Pozdrawiam i zapraszam na: Forum Słowiańskie Ignorant Odpowiedz Link