Dodaj do ulubionych

Polska-Węgry

19.11.03, 02:59
Sława!
Orlen i MOL - współdziałać, choć niekoniecznie się łączyć
http://www1.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,1782373.html

Andrzej Kublik, dama 19-11-2003, ostatnia aktualizacja 18-11-2003 22:10

Orlen i MOL są skazane na współpracę, jeśli nie chcą zostać tanio przejęte i
pozbawione szans na rozwój przez którąś z rosyjskich kompanii naftowych

Już w czwartek w trakcie wizyty w Polsce premiera Węgier Petera Medgyessyego
może dojść do podpisania listu intencyjnego w sprawie współpracy między
Orlenem a węgierskim MOL-em. W resorcie skarbu dowiedzieliśmy się
nieoficjalnie, że list będzie bardzo lakoniczny - stwierdzi, że firmy dają
sobie trzy miesiące na nawiązanie ściślejszej współpracy.

Warto być silnym

Według obrazowego porównania amerykańskiej rządowej Administracji Informacji
Energetycznej teraz w krajach naszego regionu rocznie sprzedaje się w sumie
połowę tej ilości paliw co w Hiszpanii. To niewątpliwie rynek z przyszłością.
Wzrost gospodarczy państw Europy Środkowej, szczególnie po ich wejściu do UE,
wiązać się przecież będzie z rozwojem motoryzacji. Dziś na zachodzie
kontynentu na tysiąc mieszkańców przypada nawet dwa razy więcej samochodów
niż tu. Z pewnością będzie się to zmieniać, a to zapowiada wzrost zużycia
paliw w skali nieznanej w Europie Zachodniej, gdzie samochodów przybywa coraz
mniej, za to starszej konstrukcji pojazdy zastępuje się nowymi, spalającymi
mniej paliwa.

Kto na tym zyska? Orlen i MOL są w regionie największymi graczami, kontrolują
rodzime rynki. Potencjał wzrostu środkowoeuropejskiego rynku ma więc dla nich
oczywiste zalety, ale i poważne wady - kusi bowiem wielkie zagraniczne
koncerny. Jeśli przejmą Orlen czy MOL, to zapewne nie po to, by je rozwijać,
lecz by znaleźć nowe możliwości sprzedaży paliw produkowanych przez siebie.

Wyzwanie ze Wschodu

Tuż za granicą czają się rosyjskie kompanie naftowe mające dostęp do
gigantycznych pól z tanią ropą. Na eksporcie surowca zarabiają krocie od 1999
r., kiedy ceny ropy na świecie gwałtownie poszły w górę. Nie wiadomo jednak,
ile lat jeszcze potrwa hossa, a poza tym możliwości eksportu ropy z Rosji
właściwie się wyczerpują - rosyjskie rurociągi i terminale eksportowe
wykorzystują już w pełni swoje moce.

W tej sytuacji największą bolączką dla rosyjskich kompanii naftowych jest
zacofanie ich rodzimej motoryzacji. Samochodów w Rosji jest mało i w
większości są to pojazdy starej konstrukcji, spalające paliwo jakości gorszej
niż w Europie Zachodniej. W efekcie rafinerie nie wykorzystują swoich mocy
przerobowych i powściągliwie inwestuje w ich modernizację. To zmniejsza
dochody kompanii naftowych i uzależnia ich dochody od wahań na światowym
rynku paliw, którego nie kontrolują. Jeśli sytuacja w Iraku się ustabilizuje
i z tamtejszych złóż znów w świat popłynie strumień ropy, której eksploatacja
jest najtańsza w świecie, dla Rosjan skończy się manna dolarów z eksportu.

Koncerny naftowe zza naszej wschodniej granicy nie mogą zatem zaniedbać
rozwoju swoich rafinerii, choć nie mają wielkich możliwości, by je
wykorzystać na rodzimym rynku. Dlatego właśnie w Europie Środkowej z obawą
spogląda się na zainteresowanie inwestorów z Rosji. Chcą faktycznie wystąpić
w roli inwestorów, którzy będą rozwijać tutejsze rafinerie? Czy też, mówiąc o
rafineriach, w rzeczywistości planują przejęcie rynków w Europie Środkowej,
aby zapewnić własnym zakładom zbyt i rozwój?

Jukos: czarna dziura przyszłości

W ostatnich tygodniach dla koncernów z Europy Środkowej niepewność związana z
ekspansji ze Wschodu znacznie wzrosła. W czerwcu w Rosji podniosła się fala
ataków na Jukos, największą z tamtejszych kompanii naftowych. Aresztowano
wielu kluczowych akcjonariuszy, w tym prezesa Michaiła Chodorkowskiego. Nikt
nie potrafi teraz powiedzieć, co się stanie z firmą.

Pod znakiem zapytania stoi nie tylko los Jukosu, ale także całej rosyjskiej
branży naftowej. Na przykład w zeszłym tygodniu na rok odłożono omawianą od
kilku miesięcy decyzję o podziale rafinerii i złóż koncernu Sławnieft, który
na początku roku kupiły kompanie TNK (od tego czasu powiązana już z
brytyjskim BP) i Sibnieft (która jest w trakcie fuzji z Jukosem). Nie wiadomo
więc, jakim majątkiem za rok będą dysponowały te firmy. Dla nas zamrożenie
podziału Sławnieftu oznacza zaś, że nie wiadomo, kto stanie się właścicielem
wielkiej, pracującej na pół gwizdka rafinerii ropy naftowej tuż za naszą
granicą, w Mozyrzu na Białorusi.

Rosyjscy analitycy idą jeszcze dalej i zastanawiają się, czy wydarzenia wokół
Jukosu nie zakończą się jakąś formą renacjonalizacji koncernu, a następnie
połączeniem go z innymi w nowego giganta, jednak już nie prywatnego, lecz
kontrolowanego przez Kreml. W grę wchodzi również scenariusz pozostawienia
koncernom samodzielności, a jednocześnie ścisłej koordynacji ich działalności
przez państwo.

Wydarzenia wokół Jukosu muszą budzić zainteresowanie Orlenu i MOL-a. Obie
firmy - a zwłaszcza węgierską - łączą bowiem liczne umowy właśnie z Jukosem.
Jego niepewny los oznacza, że nie wiadomo, czy majątek tego koncernu w
Europie Środkowej, jego kontrakty i porozumienia nie przejdą w ręce innych
firm. Być może nic się nie zmieni, ale jest równie możliwe, że Orlen i MOL
staną w obliczu nieoczekiwanej konkurencji, zmiany kontraktów, zamrażania
wcześniejszych planów.

Orlen - słabe flanki

PKN Orlen, który ma rafinerię w środku Polski (w Płocku), nie ma zapewnionych
odpowiednio tanich dostaw paliw dla swoich stacji benzynowych na Dolnym
Śląsku. Aby zapewnić sobie ekonomiczne dostawy, potrzebuje zwycięstwa w
przetargu na czeskie rafinerie należące do firmy Unipetrol. Ułatwić mogłoby
to wsparcie MOL-a. Eksport paliw z Czech do Polski zmniejszyłby zaś
konkurencję dla stacji benzynowych na Morawach, które należą do słowackiego
Slovnaftu kontrolowanego przez MOL-a. Orlen mógłby być również zainteresowany
dostawami paliw ze Slovnaftu do swoich stacji na Podkarpaciu.

Co w zamian? Wsparcie Orlenu dla ochrony interesów MOL-a z kierunku
rumuńskiego. Polska i węgierska firma chcą zostać inwestorem strategicznym
koncernu Petrom, jednej z największych firm branży paliwowej na Rumunii. Co
by się stało, gdyby Petrom został przejęty przez konkurenta MOL-a? Wtedy
Węgrzy mają rosnącą konkurencję na rodzimym rynku ze strony firmy
sprowadzającej paliwa z Rumunii. Jednocześnie ich rozwój na rumuńskim,
perspektywicznym rynku zostaje zablokowany.

Podobnie Orlen - jeśli nie zapewni sobie tanich w transporcie paliw dla
stacji na południu Polski, skazany jest na marginalizację i wypieranie z
rynku przez paliwa sprowadzane z niemieckiej rafinerii Leuna i Schwedt oraz
zakładów naszych południowych sąsiadów czy wreszcie z jednej z największych w
Europie rafinerii w Lipiecku na Ukrainie (własność rosyjskiego TNK).

Czemu się aż tak wiązać?

Taki scenariusz zakłada jednak spore zaangażowanie finansowe ze strony
Orlenu. Jest to możliwe, gdyż polska firma ma wysokie zyski, stosunkowo
niewielkie zadłużenie - w porównaniu z wartością giełdową trzykrotnie
mniejsze niż MOL - oraz warte nawet 800 mln dol. udziały w Polkomtelu,
operatorze sieci telefonii komórkowej.

MOL w ostatnich latach prowadził przemyślaną ekspansję w sąsiednich krajach i
został inwestorem strategicznym słowackiego Slovnaftu oraz chorwackiego
koncernu INA. Ta ekspansja wymagała jednak od Węgrów zaciągnięcia poważnych
długów (np. 25 proc. akcji INA kosztowało ponad 500 mln dol.) oraz zobowiązań
na poczet dalszych inwestycji w przejmowanych firmach.

Można się więc zastanawiać nad sensem wiązania kapitałowego Orlenu z MOL-em.
Do rozważania jest wstrzymanie się z decyzjami, które do tego prowadzą, a za
to podpisanie umowy o współdziałaniu w ekspansji na rynki Czech i Rumunii
oraz współpracy na Słowacji. Być może przed ślubem dla firm z Polski i Węgier
korzystniej byłoby sprawdzić, ja
Obserwuj wątek
    • ignorant11 MO(r)Len środkowoeuropejski? 23.11.03, 11:54

      • ignorant11 Re: MO(r)Len środkowoeuropejski? 23.11.03, 11:57

    • ignorant11 Z fuzją na Orlen (1) 23.11.03, 12:40

      • ignorant11 Re: Z fuzją na Orlen (dok) 23.11.03, 12:45

        Firmy paliwowe szukają dostępu do własnych źródeł ropy, by uniezależnić się od
        koniunktury. Do niedawna droga, którą wybrali Węgrzy, czyli związanie się z
        jednym z rosyjskich partnerów, wydawała się jedynym wyjściem z sytuacji.
        Ale ostatnio pojawiła się alternatywa umożliwiająca wyrwanie się z rosyjskiego
        uścisku. Ropę można byłoby pompować do Polski przez rurociąg Odessa - Brody
        ("Newsweek" 44/2003) z pól naftowych w Kazachstanie należących do amerykańskich
        koncernów, albo tą samą drogą lub tankowcami przez port w Gdańsku sprowadzać ją
        z Arabii Saudyjskiej. Można byłoby - bo na razie Ukraina nie uruchomiła
        rurociągu. - Nie jesteśmy skazani tylko na Rosjan - mówi Ewa Paszyc, ekspert
        Ośrodka Studiów Wschodnich.
        Rząd podchodzi ostrożnie do saudyjskich propozycji. Najpierw chce przeprowadzić
        transakcję z Węgrami. Problem w tym, że po jej zakończeniu zarówno polscy, jak
        i węgierscy politycy nie będą mieli wiele do powiedzenia w kwestii nowego
        koncernu.





        Pozdrawiam i zapraszam na:
        Forum Słowiańskie
        nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
        www.pajacyk.pl
        Ignorant
        +++
        Pozdrawiam i zapraszam na:
        Forum Słowiańskie
        nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
        www.pajacyk.pl
        Ignorant
        +++

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka