Dodaj do ulubionych

Orzeczenie FTK

08.07.09, 12:22
W ogólnej wrzawie politycznej całkiwem niepostrzeżenie przemknęło
orzeczenie Federalnego Trybunału Konstytucyjnego Niemiec w sprawie
Traktatu Lizbońskiego. Wbrew pozorom jest to sprawa warta uważnej
lektury gdyż FTK powiedział, choc innymi słowy to co w Polsce czy
Czechach mówią od dłuższego czasu Kaczyński czy Klaus... Niestety
czeski trybunał Konstytucyjny nie znalazł w sobie tyle politycznej
odwagi i intelektualnej mocy by pójść tą drogą co FTK. Do polskiego
TK nikt przytomny nawet nie próbował nawet Traktatu tam kierować...,
świadomy jego hm.... wartości...
Lewiźnie "europejskiej", która wrzaskiem Cohn-Bandyty na Klausa
wyłożyła swoje "europejskie" Credo, starczyło to do pełnej
satysfakcji. Jednak FTK, choć prawnymi słowy wyłożył to co Klaus i
Kaczor cierpliwie wkładają ludzim do głowy...
Poniżej przystępna analiza Hambury orzeczenia FTK:

www.rp.pl/artykul/9133,330326_Hambura__Niemcy_bronia_suwerennosci.html
Niemcy pokazują, jak bronić suwerenności
Stefan Hambura 07-07-2009, ostatnia aktualizacja 07-07-2009 07:42
Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego Niemiec blokuje przekształcanie
Unii w federację i potwierdza, że Unia Europejska to porozumienie
suwerennych państw narodowych – pisze prawnik


autor zdjęcia: Rafał Guz
źródło: Fotorzepa
+zobacz więcejSkomentuj na blogu

Niemiecki Federalny Trybunał Konstytucyjny (FTK) wydał 30 czerwca
2009 r. wyrok w sprawie traktatu z Lizbony. Warto zapamiętać tę
datę. FTK stwierdził, że Unia Europejska to związek suwerennych
państw, a nie federacja. Jeżeli Niemcy chciałyby się stać częścią
federacji europejskiej, to zgodnie z artykułem 146 niemieckiej
konstytucji (Grundgesetz) naród musiałby zdecydować o tym w
referendum po napisaniu nowej niemieckiej konstytucji, która by na
to zezwalała.


Powrót państwa narodowego

Decyzja Trybunału w Karlsruhe ma fundamentalne znaczenie dla
przyszłości UE i na długo zablokuje jej dalszą ewolucję. Orzeczenie
precyzyjnie definiuje zależności: Unia Europejska, państwa narodowe
i narodowe parlamenty.

Przy okazji orzeczenia w sprawie traktatu z Lizbony FTK dokonał
swoistej nacjonalizacji Unii Europejskiej, wzmacniając pozycję
niemieckiego parlamentu i niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego
Według FTK Parlament Europejski nie jest parlamentem, gdyż ma braki
w zakresie definicji równości podczas wyborów. Wszelkie decyzje
rozszerzające lub zmieniające kompetencje UE muszą uzyskać
potwierdzenie ustawowe Bundestagu (ewentualnie Bundesratu), aby
obowiązywały w Niemczech.

Trybunał powiedział więc traktatowi lizbońskiemu: „tak, ale”. Czyli
jest on zgodny z konstytucją Niemiec, o ile rozstrzygnięcia
zapadające według nowych reguł przegłosuje każdorazowo w ustawie
niemiecki parlament.

Trybunał Konstytucyjny dokonał także nowej wykładni definicji UE, co
jej wolno i jak daleko może się posunąć integracja europejska, aby
istota niemieckiej państwowości nie została naruszona. Do tego
wszystkiego FTK podkreśla na przyszłość zarówno swoją kompetencję w
badaniu ewentualnych naruszeń, jak i swoją niezależność od Trybunału
Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich w Luksemburgu zwanego
potocznie ETS.


„Nie” dla państwa europejskiego

Krótko mówiąc, przy okazji orzeczenia w sprawie traktatu z Lizbony
FTK dokonał swoistej nacjonalizacji Unii Europejskiej, wzmacniając
pozycję niemieckiego parlamentu i niemieckiego Trybunału
Konstytucyjnego.

Jeżeli tak zinterpretowany traktat lizboński zostanie przez Niemcy
ratyfikowany, wszystkie pozostałe państwa będą się musiały
dostosowywać do rozstrzygnięć niemieckiego parlamentu, który
ustawowo będzie kontrolował decyzje przedstawiciela Niemiec w Radzie
Unii. Dodajmy do tego, że takie rozstrzygnięcia – jako podejmowane w
trybie ustawy przez niemiecki parlament – mogą być zaskarżane do FTK
i przezeń kontrolowane.

Mechanizm ten gwarantuje zachowanie niemieckiej suwerenności (i
każdego z państw, które by poszły tym samym śladem), ale zasadniczo
wydłuży proces podejmowania decyzji. W efekcie traktat lizboński,
który miał się przyczynić do integracji UE, może – na skutek
interpretacji FTK – stać się barierą na drodze przekształcania się
Unii w federację państw europejskich.

Nie ma wątpliwości, że taki był właśnie cel FTK, co wprost zostało
powiedziane w orzeczeniu.

Wyrok z 30 czerwca 2009 r. nie jest wewnętrzną sprawą niemiecką,
dotyczy wszystkich państw członkowskich, także Polski. Inaczej mogą
sądzić tylko ludzie niekompetentni, nieznający dotychczasowego
procesu integracji europejskiej i znaczenia orzeczeń FTK, jak np. w
sprawach „Solange I”, „Solange II”, „Maastricht”.

FTK zachował się bardzo przebiegle, a jego orzeczenie jest niezwykle
precyzyjne. Z jednej strony stwierdził, że ustawa zezwalająca
Republice Federalnej Niemiec na ratyfikację traktatu z Lizbony jest
zgodna z niemiecką ustawą zasadniczą. Z drugiej zaś orzekł, że
ustawa o rozszerzeniu oraz wzmocnieniu praw Bundestagu i Bundesratu
w sprawach UE narusza art. 38 ust. 1 w związku z art. 23 ust. 1
ustawy zasadniczej. I dlatego właśnie ratyfikacja traktatu z Lizbony
w Niemczech została wstrzymana przez FTK do czasu odpowiedniego
ustawowego zagwarantowania praw Bundestagu i Bundesratu.

W tym kontekście warto spojrzeć bliżej na zapisy artykułów
niemieckiej konstytucji, które – według FTK – zostały naruszone.

Artykuł 38 ust. 1: „Posłowie do niemieckiego Bundestagu zostają
wybrani w wyborach powszechnych, bezpośrednich, wolnych, równych i
tajnych. Są przedstawicielami całego narodu, nie są związani
poleceniami i instrukcjami i podlegają tylko swojemu sumieniu”.
Artykuł ten ma podobne zapisy jak art. 96 i 104 ust. 1 Konstytucji
Rzeczypospolitej Polskiej.

Artykuł 23 ust. 1: „Dla urzeczywistnienia zjednoczonej Europy
Republika Federalna Niemiec współdziała w rozwoju Unii Europejskiej,
która zobowiązana jest przestrzegać zasad demokracji, państwa prawa,
socjalnych i federalnych i zasady subsydiarności oraz zapewnia
porównywalną z niniejszą ustawą zasadniczą ochronę praw
podstawowych. Republika Federalna Niemiec może ponadto przekazać
prawa zwierzchnie ustawą po uzyskaniu zgody Bundesratu. Do
umocowania Unii Europejskiej, jak również do zmian jej traktatowych
podstaw i porównywalnych uregulowań, w których wyniku ta ustawa
zasadnicza ulega w swojej treści zmianie lub uzupełnieniu lub takie
zmiany albo uzupełnienia zostaną umożliwione, stosuje się art. 79
ust. 2 i 3”.

Zapisy tego artykułu mają podobne zadanie do spełnienia jak zapisy
art. 90 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Zarówno w
niemieckiej, jak i polskiej konstytucji jest to punkt oddziaływania
na siebie dwóch porządków: narodowego i unijnego.

Powyższe porównanie zapisów konstytucyjnych pokazuje, że regulacje w
Niemczech i Polsce są podobne. Udowadnia to zatem potrzebę działania
także w Polsce.


Szansa dla Polski

FTK w Karlsruhe nie ma zaufania do Parlamentu Europejskiego. Ciekawe
są jego wyliczenia dotyczące liczby reprezentowanych wyborców przez
poszczególnych członków Parlamentu Europejskiego w zależności od
reprezentowanego państwa członkowskiego po zmianach wynikających z
traktatu z Lizbony. Tak więc na członka Parlamentu Europejskiego
reprezentującego Francję lub Niemcy przypada 857 000 obywateli
unijnych. Natomiast na członka reprezentującego Luksemburg 83 000
obywateli unijnych, a więc około dziesięć razy mniej aniżeli w
przypadku Francji i Niemiec.

To przykład naruszenia zasady równości w wyborach do Parlamentu
Europejskiego. Zasada równości w wyborach powszechnych obowiązuje
zarówno w Niemczech (art. 38 ust. 1 niemieckiej konstytucji), jak
Obserwuj wątek
    • eliot Re: Orzeczenie FTK (2) 08.07.09, 13:04
      To przykład naruszenia zasady równości w wyborach do Parlamentu
      Europejskiego. Zasada równości w wyborach powszechnych obowiązuje
      zarówno w Niemczech (art. 38 ust. 1 niemieckiej konstytucji), jak i
      w Polsce (art. 96 ust. 2 polskiej konstytucji).

      FTK stwierdza, że równość wszystkich obywateli przy wykonywaniu
      prawa wyborczego jest jedną z istotnych podstaw porządku
      państwowego. W Polsce nie ma w tej materii różnicy.

      Ten wyrok powinien być zatem również wyzwaniem dla polskich posłów.
      Rezygnując z wakacji, powinni oni przygotować taką samą ustawę, nad
      którą pracuje niemiecki parlament, gwarantując sobie swoje prawa w
      UE.

      Autor prowadzi kancelarię adwokacką w Berlinie, jest współautorem
      pierwszych w Polsce komentarzy do traktatów europejskich

      Rzeczpospolita
    • eliot Re: Orzeczenie FTK 10.07.09, 12:46
      A tu jeszcze komentarz Krasnodębskiego:

      www.rp.pl/artykul/9133,331865_Krasnodebski__Niemcy_traktuja_konstytucje_powaznie.html
      Niemcy traktują swoją konstytucję poważnie
      Zdzisław Krasnodębski 10-07-2009, ostatnia aktualizacja 10-07-2009
      07:24
      Nie ma znaczenia, jaki procent praw pochodzi z Unii: 70 procent czy
      120 procent, gdyż mają one moc obowiązującą w Republice Federalnej
      tylko dlatego, że to reprezentanci niemieckiego narodu uznają te
      prawa – pisze filozof społeczny


      źródło: Fotorzepa
      +zobacz więcejCzy pamiętamy jeszcze bajkę o bardzo złym prezydencie,
      który nie chce podpisać traktatu lizbońskiego? To oczywiście tylko
      jedna z obszernego zbioru bajek tworzonych przez nadwornych
      bajkopisarzy rządowych, rozpowszechnianych przez usłużnych
      dziennikarzy prywatnych mediów i bogato ilustrowanych prostackimi
      happeningami.

      Jeszcze niedawno niemal każda rozmowa w mediach o polityce kończyła
      się sakramentalnym przypomnieniem, że prezydent wstrzymuje przyjęcie
      tak potrzebnego Polsce i Europie traktatu. Ostatnio miało to nawet
      odbierać szanse Jerzemu Buzkowi, który w roli przewodniczącego w
      Parlamencie Europejskim ma się stać prawdziwym Buzkiem-zdrojem
      leczącym ciężkie polskie kompleksy.

      Pomijano przy tym nie tylko to, że traktat lizboński jest w
      istotnych punktach mniej korzystny dla Polski niż nicejski, że
      przyjęliśmy go pod naciskiem europejskich potęg i po ciężkich
      negocjacjach, lecz także to, że został odrzucony przez Irlandczyków
      w demokratycznym, wolnym referendum. A gwałcenie suwerennej woli
      nawet małych narodów ani nie leży w interesie Polski, ani nie jest
      zgodne z deklarowanymi przez Europejczyków zasadami.

      I oto w zeszłym tygodniu niemiecki Trybunał Konstytucyjny uznał, że
      wprawdzie traktat lizboński może być na gruncie obowiązującej
      konstytucji ratyfikowany, ale że powinien być uzupełniony stosowną
      ustawą, aby utwierdzić i wzmocnić rolę parlamentu, a tym samym prawa
      suwerennego narodu, którego ów parlament jest reprezentantem.


      Granice integracji

      Co więcej Trybunał wyznaczył granice dalszej integracji. Zgodnie z
      tym orzeczeniem wraz z traktatem lizbońskim integracja europejska
      dotarła do swych granic. Budowa europejskiego superpaństwa jest na
      gruncie obowiązującej konstytucji w Niemczech niedopuszczalna.
      Trybunał podzielił więc zdanie tych, którzy wnieśli skargę, choć
      uznał, że nie stosuje się ona jeszcze do obecnego traktatu.

      Sprawa jest poważna, bo nie chodzi o Trybunał pośledniego państewka
      nowej Europy, lecz o wielki kraj samego rdzenia Europy, najbardziej
      rdzenny z rdzennych. Gdyby podobne wątpliwości miał trybunał
      konstytucyjny jakiegoś mniej znaczącego kraju, po prostu wezwano by
      sędziów, by jeszcze raz przemyśleli swoje stanowisko. Trochę by ich
      mniej lub bardziej przyjacielsko postrofowano, trochę by im
      poobiecywano, i sprawa zostałaby rozwiązana.

      Podobnie skłoniono przecież Irlandczyków do powtórnego referendum,
      choć nikt nie ośmielił się zmuszać Francuzów (gdy odrzucili traktat
      konstytucyjny), by głosowali ponownie. W tym wypadku uznano, że
      trzeba przepakować konstytucję w nową formę i zrezygnować z
      niektórych zbyt śmiałych zapisów.

      Dlaczego niemiecki Trybunał wydał to salomonowe orzeczenie? Otóż
      dlatego, że traktuje poważnie konstytucję swego kraju. Ta zaś
      stanowi, że to nikt inny, lecz „świadomy swojej odpowiedzialności
      przed Bogiem i ludzkością” naród niemiecki (das Deutsche Volk) nadał
      sobie prawo zasadnicze.

      To naród niemiecki jest suwerenem swej republiki. Może on oczywiście
      zawierać międzynarodowe traktaty, może scedować część – ale tylko
      część – swoich uprawnień na Unię Europejską, lecz to on pozostaje
      podmiotem tego procesu.

      Nie ma znaczenia, jaki procent praw pochodzi z Unii, czy 70 procent
      czy 120 procent, gdyż mają one moc obowiązującą w Republice
      Federalnej tylko dlatego, że to reprezentanci niemieckiego narodu
      zebrani w niemieckim parlamencie uznają te prawa. To niemiecki
      parlament nadaje im moc, a zadaniem Trybunału Konstytucyjnego jest
      stać na straży, by nie naruszały one prawa zasadniczego.

      W Polsce twierdzi się, że suwerenność to anachroniczna idea,
      niemająca znaczenia w świecie współczesnej polityki. Wyrok
      niemieckiego Trybunału przypomina nam, że ci, którzy przy każdym
      proponowanym kolejnym kroku integracji europejskiej nawołują w
      Polsce, by podpisywać wszystko jak leci i nie zastanawiać się, czy
      narusza to naszą suwerenność, w większym stopniu kultywują postawę i
      tradycję typowo – niestety – polską niż zachodnioeuropejską.

      Polska tradycja bowiem to nie tylko powstania, opór przeciw
      zniewoleniu i walka o odzyskanie niepodległości, lecz również
      potulne zatwierdzanie i legalizacja zarządzeń zewnętrznych mocy
      zwierzchnich, bez oglądania się na naród i zasadę suwerenności. Nie
      może dziwić trwałość tej postawy nawet po 20 latach niepodległości,
      skoro polscy politycy, prawnicy, konstytucjonaliści w większości
      wyedukowani byli w czasach, kiedy Polska miała status semikolonialny.


      Bajka o złym prezydencie

      Suwerenem w PRL była lokalna partia komunistyczna podporządkowana
      zwierzchniej partii sowieckiej. To ona, a nie polski naród stanowiła
      prawo. Także dzisiaj część polskich elit politycznych uznaje się nie
      tyle za reprezentantów woli narodu, ile za przedstawicieli światłej
      ponadnarodowej awangardy i chce skwapliwie wcielać jej absolutnie
      dobre cele na powierzonym sobie obszarze.

      Traktaty europejskie rozumie nie jako określenie zasad warunkowego
      udziału Polski, suwerennego kraju wolnych Polaków, w dobrowolnym
      związku suwerennych państw, lecz w analogii do zadania postawionego
      naszym przodkom na sejmie grodzieńskim (potwierdził II rozbiór
      Polski i okazał się ostatnim sejmem I Rzeczypospolitej – red.).

      Jak się kończy bajka o bardzo złym prezydencie? Głuchym milczeniem,
      bo tak naprawdę jest to mało budująca opowieść o niezbyt
      rozgarniętych Polakach – a także nadzieją, że wkrótce ci Polacy
      wybiorą bardzo dobrego prezydenta, który zawsze podpisze to, co
      trzeba, i będzie przy tym ładnie wyglądał i jeszcze ładniej się
      uśmiechał.

      ------
      Autor jest socjologiem i filozofem społecznym, profesorem
      Uniwersytetu w Bremie i UKSW w Warszawie.

      Współpracuje z „Rzeczpospolitą”
      ------
      Rzeczpospolita
    • eliot Re: Orzeczenie FTK - wnioski 13.07.09, 11:20
      Nie widzę powodu dla którego Polska ma mieć gorsze zabezpieczenie
      swojej suwerenności niż Republika Federalna Niemiec. W tej sytuacji
      Prezydent RP powinien wystąpić z inicjatywą legislacyjną, która
      będzie zawierałą podobne zapisy do tych, których wymaga FTK od
      Bundestagu. Kierunek tych zapisów można znaleźć w artykule Hambury.
      Gdyby nasi (pożal się Panie) legislatorzy nie czuli się do końca
      pewni swoich intelektualnych i mentalnych możliwości, zawsze mogą
      swoje pomysły skonfrontować z inicjatywą niemiecką.
      Dopiero po przyjęciu stosownej ustawy Prezydent RP powinien złożyć
      swój podpis pod Traktatem Lizbońskim. Mógłby to zresztą skoordynować
      ze swoim niemieckim kolegą i zrobić i w Polsce i w Niemczech
      medialny show z tego podpisu, gdzie polityczna hołota będzie mogła
      składać swoje europejskie deklaracje,brylować w mediach i na
      salonach, choć Cohn-Bandyty na salony bym nie wpuszczał...
      wink
    • eliot Re: Orzeczenie FTK - jeszcze trochę... 14.07.09, 11:01
      Jeszcze trochę pomęczę biedne główki nie przyzwyczajone czytać,
      czegos dłuższego od przecietnego SMS-a czy e-mail-a...
      wink
      Ale to wbrew pozorom jedna z najwazniejszych spraw nas dotyczących...
      Tu cały tekst:
      www.rp.pl/artykul/9133,333684_Pawlowicz__Kto_obroni_nasza_suwerennosc.html

      A tu najwazniejsze fragmenty:

      1. Polska konstytucja jak uboga krewna

      Wyrok FTK stworzył dla wszystkich państw członkowskich nową sytuację
      prawną o niezwykłej doniosłości. Przedstawiona w jego uzasadnieniu
      argumentacja ustrojowo-prawna z oczywistych powodów powinna być
      uwzględniona w koniecznych, podobnych działaniach władz polskich,
      gdyż systemy ustrojowe państw europejskich są zasadniczo zbliżone.

      Trudno sobie wyobrazić, by po wyroku FTK władze polskie, ośrodki
      polityczne czy naukowe przeszły nad wytkniętym problemem zagrożenia
      przez traktat lizboński suwerenności narodów i parlamentów do
      porządku. By udały, że wyrok FTK to wewnętrzna sprawa Niemiec, by
      nie próbowały analogicznie zabezpieczać interesów Polski, Polaków i
      parlamentu czy TK w decyzyjnych procedurach unijnych. Do działania
      władze publiczne zobowiązuje Konstytucja RP i przysięga, którą
      członkowie wszystkich władz złożyli. Posłowie na przykład,
      iż „rzetelnie i sumiennie wykonywać będą obowiązki wobec Narodu,
      strzec suwerenności i interesów Polski, czyniąc wszystko dla
      pomyślności Ojczyzny”, a premier, iż „dobro Ojczyzny… będzie dla
      mnie zawsze najwyższym prawem”.

      Na razie zdumienie budzi brak jakiejkolwiek reakcji na niemiecki
      wyrok środowisk polskich eurosympatyków, konstytucjonalistów,
      parlamentu, marszałków, partii politycznych, władz, którzy często
      walczą o nieistotne drobiazgi. Gdy zaś otworzyła się konieczność
      dyskusji nad sprawami dla Polski fundamentalnymi, dotyczącymi jej
      podmiotowości w UE, potrzebą zwiększenia podmiotowości polskiego
      parlamentu w procedurach decyzyjnych w Unii – nikt nic nie mówi.

      2. Szansa dla naszego kraju

      Być może jednak posłowie zechcą zrealizować słowa swego ślubowania
      i „zechcą chcieć” wykonywać swe konstytucyjne i ustrojowe obowiązki
      także w dziedzinach oddanych do Brukseli. Potrzebna byłaby tu jednak
      pilna inicjatywa poselska dla odpowiedniej i analogicznej jak w
      Niemczech zmiany ustawy o współdziałaniu RM z Sejmem i Senatem w
      sprawach integracji z UE. Pozwoliłoby to przywrócić konstytucyjną
      rolę Sejmu, podobnie jak to zrobią Niemcy być może we wrześniu lub
      później.

      Inną drogą ochrony interesów i suwerenności Polski, zwłaszcza w
      sytuacji powstałej po wyroku FTK, byłoby zaskarżenie do TK ustawy
      zezwalającej prezydentowi na ratyfikację traktatu z Lizbony.

      Ustawa ta spełnia wymogi dla zaskarżenia, tzn. jest aktem prawnym
      uchwalonym i ogłoszonym. Z wnioskiem do TK mógłby wystąpić każdy z
      konstytucyjnie uprawnionych podmiotów (art. 191 K), np. grupa
      posłów, premier, marszałkowie Sejmu i Senatu, prezesi Sądu
      Najwyższego, NSA, RPO, prezes NIK, organy stanowiące jednostek
      samorządu terytorialnego, organy związków zawodowych itd. We wniosku
      do TK należałoby zarzucić ustawie „ratyfikacyjnej”, że upoważnia
      prezydenta RP do podpisania traktatu z Lizbony, chociaż nie ma w
      Polsce odpowiedniego ustawodawstwa, które (analogicznie jak w
      Niemczech) zabezpieczałoby konstytucyjne uprawnienia parlamentu
      polskiego, narodu jako suwerena w procesach decyzyjnych w obszarze
      ok. 80 proc. spraw gospodarczych i społecznych oddanych do
      kompetencji UE.

      Swego czasu PiS wystąpił z tego rodzaju projektem, jednak odrzucono
      go, zarzucając tej partii eurofobię. Wydaje się, iż dziś
      nieoprotestowany przez organy UE wyrok niemieckiego TK stworzył
      wyjątkowe, choć milczące przyzwolenie dla podobnych działań ochrony
      suwerenności i reguł demokracji w relacjach z UE w innych państwach.
      Należałoby tę szansę jak najszybciej wykorzystać. Czy jednak
      znajdzie się wola polityczna rządzących, by takiej obrony polskich
      interesów się podjąć? Ze swej strony wątpię.

      Do czasu zmiany ustawy o współdziałaniu Rady Ministrów z Sejmem i
      Senatem lub wyroku TK w sprawie ustawy „ratyfikacyjnej” prezydent
      nie powinien traktatu z Lizbony podpisywać, biorąc pod uwagę nie
      tylko elementy zewnętrzne (referendum w Irlandii), ale także
      niezwykle istotne okoliczności i szanse, które pojawiły się po
      wyroku niemieckiego trybunału. Choć moim zdaniem prezydent nie
      powinien podpisywać tego traktatu w ogóle.

      Autorka jest profesorem na Wydziale Prawa i Administracji
      Uniwersytetu Warszawskiego

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka