Dodaj do ulubionych

ze znieczuleniem czy bez?

10.03.05, 21:32
Czy ludzie współcześni z naszego kręgu kulturowego mają wrażliwsze
receptory (nie tylko bólowe) niż nasi pra-dziadkowie albo dzisiejsi afrykańscy
kuzyni żyjący z dala od cywilizacji?

(Feline proszę o nie rzucanie na mnie gromów wink
Obserwuj wątek
    • glodn_y Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 21:36
      ??????????????????????????
      • kamfora Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 21:40
        glodn_y napisał:

        > ??????????????????????????

        *****************************
      • fedorczyk4 Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 12:02
        A wracajac do tematu, znowu wszystko prawda i nasza kultura wymagająca
        cierpienia i inne inicjacyjne okrucieństwa. Ale ja uparcie swoje. Sa techniki
        np. wywodzace się z filozofii i nauk wschodu i nie tylko, polegające na
        kontrolowaniu oddechu i za jego pomoca kontrolowaniu napięcia mięsni i tym
        podobnych. Piszę oczywiście bardzo ogólnie, ale nie jestem specjalistką.
        Natomiast wypróbowałam je na sobie i to ze sporym sukcesem. Dlatego nim zjem
        procha...
    • jej_maz Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 21:38
      Ze znieczuleniem! To na tej samej zasadzie ze jezeli w Afryce kuzyni nie maja
      samochodu, nie znaczy, ze ja mam tez chodzic pieszo wink
    • jan.kran Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 21:38
      Nie wiem jak z receptorami ale wiem ze anestezja robi wszystko , zeby bylo malo
      bolu , malo farmakologii i pacjent nie cierpial oraz szybko dochodzil do siebie
      Kran ( teoretyksmile)))
    • fedorczyk4 Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 21:40
      Ludzie wspolczesni nie potrafia sluchac swojego organizmu i z nim
      wspolpracowac, nie zdaja sobie sprawy ze bol jest alarmem a nie choroba sam w
      sobie (oczywiscie poza sytuacjami ekstremalnymi). Ja raczej bez, ale z wyboru,
      rozsadnie i nie fanatycznie. Wole metody naturalne walki z bolem niz ladowanie
      sie chemia.
    • ewapf Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 21:41


      Nie mająsmile) Byłoby nieskromnością tak twierdzicsmile

      Cała reszta, o czy piszesz jest tworem kulturowo-cywilizacyjnym...

      Wybacz Feline, jam tylko Znieczulica, czyli zona anestezjologasmile
      • glodn_y Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 21:48
        Nie kumam o co w tym wątku biega/
        Wiem ,wiem ,tempota ze mnie ,i już.
        • jej_maz Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 21:54
          Jak Ci zemba boruja; wolisz na spiaco, po kielichu czy na zywca? Ja tam ja
          trzeba to sie pomecze ale po co? Wole kielicha wink)
          • glodn_y Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 21:58
            Ja omijam z dalekasmile)
            A kielich to i bez borowania może być.
            • jej_maz Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 22:02
              Widzisz; i juz wiesz o co chodzi w tym watku wink))
              • glodn_y Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 22:05
                Całkiem sympatyczny wąteksmile)
                • bodzio49 Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 22:09
                  Bardzo z tym jest różnie. Moja pierwsza to mówiła, że nie tylko borowanie jej
                  nie boli ale nawet sprawia niejaką przyjemność. Mogłem już wtedy zorientować
                  się, że coś z nią nie tak smile
                • mammaja Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 22:10
                  A jak sie wlasnie zatrzasnelo drzwiczki od samochodu na palcu, to nikt nie
                  proponowal znieczulenia sad Oj, nie lubisz ty tego, nie lubisz - jak mawiala
                  pewna kucharka podrzynajac kogutowi gardlo....
                  • fedorczyk4 Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 22:12
                    No i kto Ci kazal? A co potem zrobilas? Czym probowalas znieczulic. A moze Sie?
                    Powaznie to wspolczuje serdecznie.
                  • jej_maz Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 22:13
                    smile))))))) swietne smile a ten palec w drzwiach to fajny pretekst aby wlasnie
                    strzelic sobie jednego... na znieczulenie wink
                    • mammaja Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 23:05
                      No wlasnie - ale najsmieszniej bylo jak zaczelam dzwonic do furtki, bo nie
                      moglam przecie szukac kluczy tryskajac krwia z pod paznokcia. I mzonek mial
                      pretensje, ze tak mocno dzwonie smile))))))
                      • felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 23:12
                        Kamforko, dzieki! Temat - delicja, alisci (nie moge sie powstrzymac) dopisze
                        sie jutro, bo dzis wieczor wlasnie jestem "autozanieczulona" starym, poczciwym,
                        zawsze skutecznym C2H5OH wink))
                      • marialudwika Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 23:15
                        Mm znam ten "bol",koszmar!!!
                        ml
                        • felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 23:24
                          Jeszcze tylko moze dzis rozszerze ten Twoj temacik; niedawno w pewnej dyskusji
                          ktos zapytal mnie czy osoby (kobiety) bardziej odporne na bol sa tym
                          samym "trudniejsze" erotycznie (z oziebloscia wlacznie). Nie sadze, za bol i
                          odczuwanie przyjemnosci seksualnej odpowiadaja 2 rozne, niezalezne rodzaje
                          receptorow.
                          Chyba wiekszy tu wplyw narzuconej normami spolecznymi i religijnymi
                          wstrzemiezliwosci , ukrywania swoich doznan a nawet pruderii.
                          Ewo - "Znieczulica" bardzo mi sie podoba, chetnie bym ja sobie przywlaszczyla ;-
                          )))
                          • kamfora Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 11:44
                            felinecaline napisała:

                            > Jeszcze tylko moze dzis rozszerze ten Twoj temacik; niedawno w pewnej dyskusji
                            > ktos zapytal mnie czy osoby (kobiety) bardziej odporne na bol sa tym
                            > samym "trudniejsze" erotycznie (z oziebloscia wlacznie). Nie sadze, za bol i
                            > odczuwanie przyjemnosci seksualnej odpowiadaja 2 rozne, niezalezne rodzaje
                            > receptorow.
                            > Chyba wiekszy tu wplyw narzuconej normami spolecznymi i religijnymi
                            > wstrzemiezliwosci , ukrywania swoich doznan a nawet pruderii.

                            "Rozszerzenie" wydaje mi się ciekawe. Ale chyba wymaga pewnego oddzielenia
                            wrażliwości (stopnia odczuwania) od odporności (granicy, poza którą
                            jest krzyk/sięgnięcie po tabletkę bądź omdlenie).
                            Myślisz, że to to samo? Że wszyscy odczuwamy tak samo, a tylko
                            wyrażamy/okazujemy swoje odczucia (bądź nie ) zależnie od norm (szeroko
                            pojętych)? To ja idę to przemyśleć...


                            Ale jeszcze spytam (z przekory prawdopodobnie) : jeśli różni lekarze mają różne
                            zdania na ten sam temat (niejednokrotnie w stosunku do tego samego pacjenta)
                            to czy dla pacjenta nie jest to właśmnie sygnał do wybrania "złotego środka"
                            czyli pozostawienia choroby samej sobie i siłom natury (przy ewentualnym
                            wsparciu środków przeciwbólowych)?
                            • felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 13:44
                              Wybranie przez pacjenta w takich okolicznosciach "pozostawienia choroby samej
                              sobie i silom natury, przy ewentualnym wsparciu srodkow przeciwbolowych" jest
                              wyborem zycia z odbezpieczonym granatem w kieszeni. Prowadzi do tego, o czym
                              pisala wczesniej Verbena o smierci na wlasne zyczenie znajomej swojej Mamy.
                              Wlasnie przymykanie oczu na obecnosc "skorupiaka i usilowanie zycia z nim w
                              symbiozie wydatnie zwieksza smiertelnosc na choroby nowotworowe (w czym nie
                              tylko z powyzszego powodu Polacy celuja).
                              Jesli zdania "uczonych w pismie" sa podzielone (a zadko bywaja diametralnie) to
                              jest szereg metod diagnostycznych o ktorych juz wczesniej wspominalysmy z Ewa a
                              w ostatecznosci (niestety, ale tak juz byc musi) operacja exploracyjna.
                              W czasie ktorej - zapewniam cie, zaden "nozownik" nie bedzie czekal, by ostrzec
                              anestezjologa, ze pacjent mu sie budzi. To anestezjolog winien ZAWCZASU dobrac
                              wlasciwe znieczulenie w zaleznosci od potrzeb konkretnego delikwenta, rodzaju
                              zabiegu i ewentualnie modyfikowac je w jego trakcie w zaleznosci od
                              okolicznosci. Zaden tez anestezjolog przy zdrowych zmyslach nie zastosuje dzis
                              eteru - mogloby to doprowadzic do wysadzenia w powietrze chorego, ekipy
                              operacyjnej i calego szpitala lacznie z przyleglposciami. Eter nie jest juz
                              praktycznie stosowany, jako, ze wlasnie nazbyt zapalny a w sali operacyjnej
                              uzywa sie zbyt wielu przyrzadow elektrycznych - jedna iskra np ze skalpela
                              elektrycznego i LUBUDU gotowe ;-O !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                              Mnie rowniez "noz sie w kieszeni otwiera", kiedy widze wszelkie wszechobecne
                              nachalne, by nie powiedziec bezczelne reklamy roznych "cudownych metod" lub
                              srodkow przeciwbolowych, w dodatku jeszcze perfidnie poparte tymi niemal 80-90%
                              pozytywnych opinii znawcow. Przeciez NIKT ich nie doczytuje do konca, wlacznie
                              z drobniusienkim druczkiem na koncu zamieszczona uwaga: "w razie watpliwosci
                              skonsultuj sie z lekarzzem lub farmaceuta" - bo i po co? przeciez Gozdzikowej
                              pomoglo! A przeciez Gozdzikowa a Kamforka to 2 zupelnie rozne organizmy zatem
                              i, 2 potencjalnie rozne patologie.
                        • monia.i Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 23:30
                          Też znam, niestety sad(( Najbardziej mnie w tamtej chwili denerwował Małżonek
                          Osobisty - dopytując się :"Ale wszystko w porządku? Co sie stało? JAKŻEŚ TO
                          ZROBIŁA???? Powiedz coś wreszcie!" - a ja, niestety, nie byłam w stanie
                          powiedzieć czegoś konstruktywnego - tylko takie różne nieparlamentarne wyrazy
                          cisnęły mi się na usta...I trzymałam łapę w śniegu - bo to zima na szczęście
                          była - i - niestety - nie mogłam sobie słownie "ulżyć" bo pod kościołem
                          staliśmy...
                          A co do odporności..cóż..firmowy księgowy, krzepki, starszy pan, zawsze się
                          dziwi mojej tremie przed wizytą u stomatologa - a jeszcze bardziej się dziwi,
                          że ktoś może chcieć znieczulenie przed niewinnym "wierceniem". Wzrusza
                          ramionami i mówi "Mnie tam mogą rwać na żywca" smile))
                          • mammaja Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 23:37
                            Ja tez trzymalam lape w sniegu, Moniu - widocznie dobrze miec zaspe na takie
                            okolicznosci!
                            • monia.i Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 23:41
                              Hmmm byłam jeszcze bardziej oryginalna - wsadziłam łapę w taką dużą, kamienną
                              donicę - była bliżej, niż zaspa smile i na szczęście pełna śniegu a nie
                              pelargonii...smile
                              • marialudwika Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 23:43
                                Gorzej w lecie,z pelargoniasad
                                ml
    • skiela1 Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 01:35
      Jak czytam te opowiesci o przytrzasnietych palcach to sie zastanawiam dlaczego
      to sie przydaza zawsze osobnikom plci zeniskiej?facet nigdy sobie nic nie
      przytrzasnie-taki uwazny.Przytrzasniety paluch to sytuacja
      bolesno-smieszna.Mowia ze od bolu do przyjemnosci jest blisko.Moja kochana
      siostra tez sobie przytszasla i to co wy opisujecie to jest nic.Ona sobie
      przytrzasala ale tak na prawde przytrzasla,zostawila ten palec miedzy drzwiami
      samochodu i zaczela sie smiac(tzn.mnie sie wydawalo ze ona sie smieje a ona wyla
      z bolu),moj maz nie wiedzac co sie dzieje ruszyl w poszukiwaniu parkingu...a ona
      za nim z tym palcem w srodku samochodu a ja za nia ..no po kilku sekundach
      zatrzymal sie bo mysla ze cos zapomnialysmy i lecimy za nim..istna tragikomedia.
      • monia.i Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 01:53
        wiesz, skielo...z perspektywy czasu moja sytuacja też mi sie wydaje
        tragikomiczna. Bo pierwsza myśl (taka umiarkowanie przytomna, oczywiście) po
        tym, jak już sobie zamknęłam te drzwiczki na palcu, była taka "Żesz...znowy to
        cholerne pudło do warsztatu trzeba będzie oddać"
        I dodam, że nie siebie miałam na myśli.
        Dawno w warsztacie nie byłam.
        • skiela1 Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 02:00
          surprised)))))))))))
          • monia.i Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 02:06
            smile))Też mi sie śmiać chciało...później smile))Ale pierwsze możliwe do
            wypowiedzenia słowa nie nadają się do publikacji...Nawet nie wiedziałam, że je
            znam.
            • skiela1 Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 02:18
              Ja pamietam ze musialam majtki zmieniac bo ze smiechu nie wytrzymalam a ta moja
              biedna siostra......szkoda slow.Dalismy jej koniaczku na ..znieczulenie tylko ze
              ona nie powiedziala przed wyjsciem ze ja boli glowa i wziela dosc mocna
              tabletke, jak lyknela tego koniaczku to zrobila sie szybko dziwnie
              pijana.Troszke sie wystraszylam bo nie wiedzialam o co chodzi,myslalam ze ja od
              tego palca tak zarzuca ....milo powspominac..
              • monia.i Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 02:27
                Tak smile Wpomina się pięknie smile Mój Osobisty spytał - pełen dobrej woli - czy
                nie zechciałabym sie rozstać z trzymaną w objęciach donicą - i wsiąść do
                samochodu - celem zawiezienia na ostry dyżur. Ubrał chyba swoją prośbę w
                niewłaściwe słowa - bo moja odpowiedź nie nadaje się do powtórzenia.
                Dzisiaj na wzmiankę o tej historii osoby obecne przy niej pokładają się ze
                śmiechu - a wówczas byli jacys tacy...zieleni smile
                • jej_maz Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 02:39
                  No ladnie, a mnie sie az zimno zrobilo... brrr... wink)
                  • monia.i Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 02:53
                    Tobie zimno - a pomyśl o naszych biednych palcach...że o samochodzie nie
                    wspomnę...smile
                    • felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 09:30
                      Po Waszych wczorajszych nader krotochwilnych postach niesmialo skierowuje watek
                      na zamierzone przez Kamforke tory.
                      Po to, zeby Wam powieziec (oczywiscie), ze "...ja lubie tuman narkozy"...
                      i to tak scisle prywatnie, jako potencjalny "delikwent" jak i zawodowo a moi
                      koledzy - chirurdzy juz w ogole nie wyobrazaja sobie pracy inaczej niz w moim -
                      no i oczywiscie innych moich konfratrow w specjalnosci po fachu.
                      Zatem napewno "Z", a bez i tuberozy - tez lubie, pasjami, ale w wazonie.
                      Dalszy ciad dywagacji nastapi (co sobie bede zalowala jak raz na ruski rok taka
                      gratka mi sie trafia wink))...) po kawce, ktora ide sobie zaparzyc.
                      • fedorczyk4 Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 09:41
                        A mnie się jednak wydaje że nadużywamy dobrodziejstw otumaniaczy. Oczywiście
                        nie wyobrażam sobie interwencji chirugicznej na żywca, ale my sięgamy po
                        farmakologię przy każdej okazji. Całkiem już nie potrafimy radzić sobie z
                        bólem, ani znosić go, ani zapobiegać mu w sposób naturalny. Nie mamy gradacji,
                        na każdy objaw sięgamy po prochy, te wszystkie ibu..., niuro... etc.
                        sprzedawane w sklepach jak cukierki. A czasem zimny okład wystarczy.
                        • verbena1 Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 10:13
                          Smiesza mnie reklamy srodkow przeciwbolowych:
                          Wazny pan dyrektor ma za chwile narade a tu ten niepotrzebny,przeszkadzajacy
                          bol glowy,lub plecow. Zjawia sie piekna sekretarka z najnowszym ,cudownie
                          dzialajacym srodkiem usmierzajacym bol. Wszyscy sa szczesliwi,jak w bajce.
                          Zawsze dopowiadam sobie ciag dalszy, za rok pan dyrektor dostaje wrzodow
                          zaladka po tak duzej dawce tabletek i historia sie powtarza, nastepuje reklama
                          slynnego Renni i tak dalej, w nieskonczonosc.

                          Wkrotce zapomnimy ,ze bol to sygnal naszego ciala, z ktorym postepujemy czasem
                          brutalnie i nie chcemy go sluchac.
                          Juz teraz jestesmy spoleczenstwem lekomanow, co bedzie za pare lat?
                      • felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 10:18
                        Voilà (to taki ozdoopnik majacy mnie uchronic przed okrzykami "od wiec zdania
                        sie nie zaczyna")
                        Na wstepie odniose sie do wczorajszego postu Fedorczyk, ktora nota bene
                        serdecznie pozdrawiam wraz z jej Francuska polowa a moim "konfratrem".
                        Pisze Ona "wole metody naturalne walki z bolem niz ladowanie sie chemia".
                        Ludzkosc metody naturalne stosowala przez kilkadziesiat wiekow swojego
                        istnienia z dosc miernym sukcesem (nawiasem mowiac do czasow Kaszpirowskiego
                        wybor byl niewielki: maczuga po czaszce, skok w zaspe sniezna, C2H5OH lub
                        okadzanie narkotycznym zielskiem. Z wyjatkiem metody maczugowej i stosowania
                        krioterapii zanim ono leczenie bolu sniegiem tak nazwane zostalo juz nawet ow
                        dosc pierwotny Homo kierowal sie jednak ku chemii. Tak sie sklada, ze organizmy
                        zywe a interesujacy nas Homo w szczegolnosci to dobrze funkcjonujacy, maly,
                        choc dosc skomplikowany kombinat chemiczny dzialajacy na zasadzie przemian
                        zachodzacych pomiedzy substratami takimi, jak porzrozne zwiazki C,H,O,N,S i P
                        (uklony do Pana Mendelejewa) i jeszcze kilku innych pierwiastkow w znacznie
                        mniejszej %owo ilosci.
                        Przewodzenie bodzcow bolowych tez oparte jest na swoistych reakcjach
                        chemicznych, ktorych opisu Wam tu milosiernie zaoszczedze .Bol zas sam w sobie
                        jest TOKSYCZNY i to wprost proporcjonalnie do swojej intensywnosci. Dlatego nie
                        bez kozery jedna z najwazniejszych czesci mojego oddzialu w CHUjku jest
                        tzw "dechoquage", gdzie wraz z moimi przybocznymi "mroweczkami" w pocie czola
                        wyprowadzamy delikwentow ze stanu szoku, spowodowanego m.in bolem, ktory to
                        stan moze stac sie bezposrednim zagrozeniem zycia.
                        Zauwazcie - im bardziej chory cierpi, tym bardziej staje sie apatyczny , nie
                        protestuje, nie walczy ...odplywa (wyrazne zwlaszcza u dzieci, ktore dawniej
                        mylnie uznawano za wyjatkowo grzeczne).
                        Zgoda, bol jest alarmem i powinno sie bacznie zwracac uwage na takie sygnaly,
                        na szczescie wspolczesna medycyna oprocz badania palpacyjnego zna inne
                        mozliwosci prowadzace do postawienia wlasciwej a czasem wrecz WLASCIWSZEJ
                        diagnozy niz opieranie sie wylacznie na obserwacji zachowania delikwenta w
                        trakcie bolesnego badania (mowie oczywiscie o owej palpacji a nie o USG, TK,
                        zwlaszcza PET-scanie i IRM). Bol sam w sobie potrafi niewprawnego diagnoste
                        niezle "wpuscic w maliny" - wyobrazcie sobie np: na "moj" oddzial pelniacy
                        nieustanny ostry dyzur trafia pacjentka skarzaca sie na bole w prawym
                        podbrzuszu. Dla laika a nawet i poczatkujacego "toubibe'a" sprawa jest
                        jasna: "gryzie" ja robak zwany wyrostkiem. Kladziemy pacjentke na
                        stol, "otwieramy" i...oczom zgromadzonych ukazuje sie zdrowiutenki ow
                        inkryminowany wyrostek a po dokladnej exploracji jamy brzusznej ...paskudnie
                        zmieniony zapalnie i nie tylko LEWY jajnik. I tu mamy do wyboru caly szereg
                        patologii od zmian zapalnych, poprzez endometrioze po peknieta cyste czy ciaze
                        pozamaciczna az po "skorupiaka". Wystapil po prostu typowy "bol z odniesienia" -
                        to byl jeden z bardziej spektakularnych przykladow, ale zapewniam jest wiele
                        innych mozliwosci.
                        Po drugiej kawce przeslizgne sie do wypowiedzi EwyPf (wyrazy szacunku i
                        sympatii, droga Znieczulico" - nie nazwe cie consoeur bo mi sie to zle kojarzy,
                        a szkoda ;-((....)
                        • felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 10:35
                          Te reklamy lekow w tivi czy na agresywnych planszach reklamowych to najlepszy
                          dowod, ze "pecunia non olet". Oczywiscie, ze lekkomyslne NADuzywanie
                          owych "cudownych remediow" jest szkodliwe i wprowadza delikwenta w bledne kolo
                          rozlicznych patologii z jednoczesna eskalacja ich "ciezkosci".
                          Jednak jesli jestem PRZECIW lapaniu sie na lep owych reklam to jednoczesnie ZA
                          ROZSADNYM stosowaniem chemii (wylacznie na zalecenie i dokladnie wedlug zalecen
                          lekarza).

                        • fedorczyk4 Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 10:42
                          Dziękuje za pozdro. i natychmiast przystępuję do "kontrataku". Nie jestem
                          lekarzem, ale wiem że wszystko co napisałas jest św. prawdą. Bardzo się cieszę
                          że od kilku lat zapanowała moda na walkę z bólem. A może nie tyle moda ile
                          zdjęte zostało tabu z tematu bólu "niepotrzebnego". Np. ból i trauma post
                          bólowa u noworodków i bardzo małych dzieci, ale nadal nie zmieniam zdania co do
                          pokutującego w społeczeństwie błędnego odruchu walki z kazdym bólikiem i
                          bólkiem przy pomocy prochów. Nie zgadzam się oczywiście na pojmowanie bólu jako
                          dopustu Bożego, ale trochę obserwacji własnego organizmu i jego reakcji wydaje
                          mi sie niezbędne nawet dla przyszłej diagnozy lekarza. Nie potrafimy w 8
                          przypadkach na 10 odpowiedziec na proste pytanie lekarza- w skali od 1 do 10,
                          gdzie pani umiesci swoj ból. Pozdrawiam
                          • felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 11:47
                            W skali 1 do 10 okreslamy intensywnosc bolu a nie jego umiejscowienie; prawda
                            jest, ze na pytanie "gdzie pania/pana boli odpowiedzia jest "gest siewcy"
                            wybitnie nieprecyzyjny, ale tez uwaga na wspomniane juz "bole z odniesienia".

                            Na inicjujace watek pytanie Kamforki "czy ludzie wspolczesni z naszego kregu
                            kulturowego maja wrazliwsze receptory (...) niz nasi pradziadkowie albo
                            dzisiejsi afrykanscy kuzyni zyjacy z dala od cywilizacji
                            Kolezanka "Znieczulica" slusznie odpowiada: "nie majasmile), byloby nieskromnoscia
                            tak twierdzic".
                            Swieta prawda. Zyjemy po prostu w nieporownywalnych cywilizacjach.
                            I rozne jest "tradycyjne", czerpane chocby z pryncypiow wyznawanej wiary
                            podejscie do bolu.
                            My, wyrosli na zasadach moralnosci judeo-chrzescijanskiej wciaz mamy
                            zakonotowane w umyslach (na szczescie coraz slabiej) , ze "per aspera ad
                            astra", ze "bol uszlachetnia", ze... ma wrecz wlasnosci redempcyjne (stad
                            sredniowieczne tortury mialy nie tylko na celu wymuszenie zeznan od delikwenta,
                            ale i "dawaly mu szanse" chocby czesciowego odkupienia swoich realnych czy
                            domniemanych win).
                            Skadinnad we wszystkich kulturach w tym i naszej znane sa swoiste "ryty
                            inicjacyjne", ktorym poddaje sie potomstwo dla podkreslenia, ze osiagnelo ono z
                            wiekiem wyzszy stopien rozwoju, przzszlo spod matczynej zapaski pod silne i
                            zbrojne ramie ojca. U dawnych Slowian byly to postrzyzyny (na szczescie bylismy
                            plemieniem stosunkowo malo krwiozerczym wink)), u wyznawcow Judaizmu (i nie
                            tylko) jest to obrzezanie, w innych bardziej "pierwotnych kulturach rowniez
                            obrzezanie dziewczat (excyzja czesto laczona z infibulacja - zapewniam -
                            ZGROZA!!!!!) Ta ostatnia MYLNIE przypisywana jest zreszta wylacznie Islamowi. W
                            istocie
                            ow a religia NIE ZNA ZADNEGO ZAPISU nakazujacego owo barbarzynstwo. przeniknelo
                            ono do ludow islamskich z innych plemion afrykanskich, zwlaszcza nomadzkich i
                            tak sie zakorzenilo, ze jeszcze wspolczesnie w krajach NASZEJ cywilizacji
                            spotykamy sie z nim w srodowiskach imigranckich
                            ( u imigrantow z krajow arabskich, "czarnoafrykanskich" (Mali, Somalia,
                            Togo), co nasze prawo sciga i dosc surowo karze (przynajmniej wtedy, kiedy uda
                            sie zidentyfikowac "operatorke" (o dziwo - ZAWSZE sa to "matrony".
                            W tychze krajach "czarnego ladu" i wielu innych pozostajacych z roznych
                            powodow "w tyle" za nasza cywilizacja ludzie wykazuja zreszta ogrom wyobrazni w
                            wymyslaniu roznych "prob inicjacyjnych" - czytalam kiedys na ten temat dosc
                            powazna "rozprawke" naukowa pod koniec ktorej bylam literalnie scierpnieta ze
                            zgrozy.
                            ...Alisci (znowu) w odroznieniu od pradawnych Slowian w dwu minionych ostatnich
                            stuleciach zwlaszcza w ...oswieconych", inteligenckich kregach polskiego i
                            innych Europejskich, az i po obydwie Hameryki spoleczenstw uciekano sie do
                            krwawego obrzadku inicjacyjnego pod swietlanym czesto pretekstem medycznym (mam
                            na mysli rozpowszechnione jeszcze do niedawna poddawanie dzieci
                            zabiegom "usuniecia migdalkow" czy "robaczywego wyrostka" niewspolmiernie
                            czesciej niz wynikaloby to z istotnych medycznych potrzeb. Oczywiscie, bylo to
                            zawsze robione "dla dobra dziecka" i jeszcze w czasach dziecinstwa nas,
                            +40latkow "na zywca"
                            (sama przezylam (;°°°°-((((((((!!!!!!!).
                            • marialudwika Re: ze znieczuleniem czy bez? Protescik 11.03.05, 14:08
                              Oczywiscie, bylo to
                              zawsze robione "dla dobra dziecka" i jeszcze w czasach dziecinstwa nas,
                              +40latkow "na zywca"

                              Musze sie sprzeciwic,mnie usuwano pod narkoza!!!Wyrostek,a migdaly w
                              znieczuleniu miejscowym.
                              ml
                              • jutka1 Re: ze znieczuleniem czy bez? Protescik 11.03.05, 14:25
                                a dentysta maszyna wolnoobrotowa na zywca?

                                dlugi czas minal zanim sie fobii dentysty pozbylam.
                                teraz nawet do czyszczenia zadam znieczulenie.

                                J.
                                • witekjs Re: ze znieczuleniem czy bez? Protescik 11.03.05, 14:33
                                  I masz rację.
                                  Obecnie nie ma żadnego powodu by cierpieć.

                                  POzdrawiam. Witek

                                  PS. Co z Roselandem ?
                                  • jutka1 Re: ze znieczuleniem czy bez? Protescik 11.03.05, 16:31
                                    Witku,
                                    Roseland?

                                    pozdrawiam
                                    J. smile
                                    • jutka1 Re: ze znieczuleniem czy bez? Witku 12.03.05, 05:44
                                      Przepraszam, cierpialam wczoraj na pomrocznosc jasna wink)

                                      Nie doszlam do Roseland - towarzystwo chcialo w inne okolice pojsc..
                                      Ale popatrzylam na stronke. Nastepnym razem jak bede w NYC, wybiore sie.
                                      smile
                                      • felinecaline wqurwienie na squrvienie 12.03.05, 12:09
                                        ...mnie ogarnelo, kiedy tuz po porannym otwarciu oczat trafilam na nocny post
                                        Jutki (nawiasem mowiac milosniczki skrecania watkow i specjalistki w tej
                                        dziedzinie. To tak, jakby ktos o podobnej godzinie "stawil sie" na moim dyzurze
                                        z powodu np trwajacego od 3 dni bolu gardla (przyklad nie jest najlepszy,
                                        ale "wagowo" porownywalny). MadaM, przeciez moglas te nie cierpiaca zwloki i
                                        bolesna z pewnoscia wiesc o spelznieciu na niczym wyprawy do Roseland przekazac
                                        zainteresowanemu SMSem albo "malpia poczta" lubo tez stosowny watek ZALOZYC -
                                        jak juz raz taki osmiele sie stwierdzic wazny (a dla mnie dodatkowo
                                        nader "smakowity) watek trafil sie na forumie wink))
                                        Mam nadzieje, ze szczerosc bedzie mi wybaczona.
                                        Wszystkich ewentualnie niecierpliwie oczekujacych zapewniam, ze ciag dalszy
                                        moich elukubracji nastapi niebawem - pierwszenstwo atoli ma obiad Kicura.
                                        • jutka1 Re: wqurwienie na squrvienie 12.03.05, 13:02
                                          bardzo przepraszam, witekjs zaczal.
                                          zapytal o Roseland to odpowiedzialam... wink))

                                          pardonnez-moi.
                                          wiecej nie bede.

                                          J. smile
                                        • witekjs Re: wqurwienie na squrvienie !!?? 12.03.05, 13:29
                                          Chyba zapomniałaś, że nie jesteś w sali operacyjnej ani w Forum Aktualności.
                              • felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez? Protescik 11.03.05, 15:44
                                Przenosze to, co wpadlszy w karygodny poslizg zle umiescilam, kajam sie i
                                meaculpuje:
                                Migdaly czesto rznieto "na zywca", a wyrostki jednak w "narkozie", czasami, na
                                szczescie tylko z rzadka w miejscowym..
                                Ale tak czy owak mialas, droga ML spore szczescie. Mnie zdecydowano sie
                                usunac "3 migdal" chyba po potraktowaniu mnie "glupim Jasiem". Jasio zaiste
                                okazal sie glupi i malo skuteczny, udalo mi sie wyzwolic reke z pet i malo nie
                                zdemolowalam operatora.
                                Mialam wtedy niecale 6 lat. Wkrotce potem nastapilo przyspieszenie rozwoju
                                anestezjologii, ktora okazala sie dyscyplina "jak na mnie szyta" i na ktora bez
                                wahania padl moj wybor. Doceniam ja jako uzytkownik (chociaz juz kilka
                                dziesiatek lat pozniej po moim pierwszym srodoperacyjnym wyczynie znow
                                powtorzylam rekoczyn w stosunku do anestezjologa, ktory mial watpliwa
                                przyjemnosc opiekowac sie nad moim niemal zewlokiem na "rea". Dzis jest to Jego
                                exkremencja moj Szef).
                                • ewapf Re: ze znieczuleniem czy bez? Protescik 11.03.05, 15:59


                                  Dobrodziejstw wspolczesnej anestezjologii zaznałam 12 lat temu, kiedy postawiono
                                  mi Słodką Liryczną Diagnozę Klinicznąsmile)
                                  Poezjasmile) Zapewniam Was...

                                  Jedyną obawę, jaką miałam, to tę , żeby nie narobić jakiejś "biedy" pewnemu
                                  przystojnemu koledzesmile)
                                  Zaintubował, "zafentanylował", wybudził, sprawił, ze mialam najprzyjemniejsze
                                  sny , jakie lubie: w kolorze, w pewnej euforii, w lociesmile)

                                  Po zabiegu zadziałał narkotycznie i swoją obecnościąsmile)

                                  Cudo, mowie Wam...smile)


                            • ewapf Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 15:36


                              Mysle, że warto przypomnieć i zauważyc jeszcze jedna rzecz,. Rozwój chirurgii
                              był i jest zwiazany sciśle z rozwojem anestezjologii. Dość powiedzieć, że zakres
                              technik operacyjnych w czasach "kapanek eterowych" siłą rzeczy był bardzo
                              ograniczony. Natomiast z chwilą wprowadzenie do uzycia na przykład środków
                              zwiotczających (w 1942r. - popraw mnie Feline, bo nie mam kogo teraz zapytacsmile)
                              możliwość przeprowadzania zabiegów w obrębie jamy brzusznej znacznie się
                              poszerzyła.

                              Odpowiadając więc na pytanie Kamfory "jak to było z naszymi pradziadkami"smile
                              trzeba by rzec, ze wiele rodzajów zabiegów było dla nich niedostępnych.
                              O ile dozyli... Bowiem jeszcze na poczatku ubiegłego stulecia srednia wieku
                              wynosiła niewiele ponad 40 lat i była dość zblizona do sredniej w starozytnym
                              Rzymie..

                              Pozdrawiam, Felinesmile)
                        • kamfora Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 19:28
                          felinecaline napisała:

                          > Zauwazcie - im bardziej chory cierpi, tym bardziej staje sie apatyczny , nie
                          > protestuje, nie walczy ...odplywa (wyrazne zwlaszcza u dzieci, ktore dawniej
                          > mylnie uznawano za wyjatkowo grzeczne).

                          Zdałam sobie właśnie sprawę, jak bardzo mylne wnioski można wyciągać
                          na podstawie tych samych obserwacji, nie mając "zaplecza" w postaci
                          studiów. Dzięki, Feline smile Z początku ogarnęły mnie wątpliwości
                          (jak widzę innych Forumowiczów również), czy był sens zakładać taki wątek.
                          Teraz widzę, że był smile

                          Na razie muszę kończyć, bo mi oczy wysiadają sad
                          • mammaja Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 22:19
                            Feline, oczywiscie teraz do gastroskopii znieczula sie przelyk jakims
                            pryskaniem i rurki sa cieniutkie, nie mniej to nie jest mily zabieg! Ale i tak
                            trzeba to trzeba.
                            Fedorczyk, ja blizniaki tez urodzilam naturalnie smile Ale w obec zagrozenia dla
                            zycia dziecka lepiej sto razy zrobic cesarskie !
                            • felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 22:32
                              Oprocz tego a wlasciwie zamiast mozna zastosowac krotka i lekka ,
                              niepelna "narkoze" (jestes oszolomiona, ale nie spisz) przz wlew kroplowy.
    • fedorczyk4 Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 11:51
      Wyraziłam się nieprecyzyjnie, chodzilo mi o to gdzie na skali intensywności
      bólu umiesci pan, pani...
      • witekjs Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 13:51
        Nieśmiało dodam, że ból w zaskakująco dużej części przypadków, jest wyrazem nie
        organicznego uszkodzenia, lecz objawem tzw. zespołów czynnościowych - lękowych,
        zaburzeń somatyzacyjnych - "histerii", czy wręcz różnego rodzaju zespołów
        depresyjnych.
        Wymaga to dokładnej diagnozy i z gruntu innego leczenia.
        Nie wystarczą/nie zadziwłają przeciwbólowe tabletki "Pani Gościkowej",
        reklamowane w TV. wink smile)

        Pozdrawiam. Witek smile
        • fedorczyk4 Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 15:30
          Dziendobry Witku, nareszcie ktoś troszke skłania się w strone mojego
          rozumowania. Ja nie jestem za żywcem ani metodami z XVI wieku i poczatków
          chirurgii, ale nadal myślę że pozwalamy sobie na rodzaj lenistwa organicznego.
          Każdy ból jest ważny, nie każdy nie do zniesienia i nie każdy wrogi.
          • fedorczyk4 Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 15:32
            No przeciesz ból nie zawsze jest synonimem cierpienia. Bywa że jest tylko bólem.
            • felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 16:16
              Szanowna "Znieczulico"!
              Oczywiscie, rozwoj nowoczesnej chirurgii i anestezjologii szly niemal w parze.
              Chirurgia poza tym zawdziecza swoj rozwoj rowniez...wojnom a tych w ostatnich 2
              stuleciach nie brakowalo. Polecam wszystkim doskonala ksiazeczke J. Thorwalda
              (o ile nie przekrecam) "Stulecie chirurgow" i jej "blizniaczke "Stulecie
              anestezjologow".
              Oczywiscie, w tych "zamierzchlych czasach" metody znieczulen byly nader
              rudymentarne ;-((w czasach Kampanii Wschodniej Napoleona siarczysty mroz, kiedy
              indziej po prostu prawy sierpowy ordynansa lub "litrowa" okowitej robily swoje.
              Dla dopelnienia kazano zazwyczaj delikwentowi - wojakowi sciskac w zebach
              fajke, tak mocno, jak mogl. Jesli przegrywal i z bolem i z losem fajka wypadala
              mu spomiedzy zebow,spadala i...tlukla sie, co dalo poczatek francuskiemu
              powiedzeniu "casser sa pipe" (umrzec).
              No i oczywiscie az praktycznie do batalii II WS zranienie w brzuch bylo
              rownoznaczne z wyrokiem smierci (era przedantybiotykowa, szok, bol, zakazenie
              do kupy wziete nie mialy litosci).
              Kiedy wreszcie anestezjologia omijajac rafy wczesnego okresu swojego rozwoju
              zaczela wreszcie "raczkowac" nastapil okres "przyduszania delikwenta oparami
              chloroformu lub eteru lanymi bezposrednio na tampon umieszczony na organie
              powonienia lub pozniej i bardziej wytwornie na maseczke Ombredanne'a. Jeszcze
              pozniej zaczeto stosowac respiratory w obiegu zamknietym lub polotwartym i
              intubacje i wlasnie "zwiotczac" delikwenta pochodnymi kurary.
              Dawniej do "usypiania" pacjenta wystarczala dosc sumarycznie
              przeszkolona "siostra", na codzien czesto zona, sekretarka lub metressa
              chirurga, powoli i zrazu i niechetnie ustepujac pola "bitwy" pierwszym
              specjalistom nowej dyscypliny. Dzis miejsce u wezglowia operowanego okupuje
              wysoko przeszkolony lekarz - anestezjolog i czesto 2 albo i 3 pielegniarki
              anestezjologiczne. Przygotowanie zas do zabiegu trwa rownie dlugo albo i dluzej
              niz sama operacja a przebudzeinie odbywa sie na specjalnej sali, pod okiem
              specjalistycznego personelu i "asysta" calego mnostwa czujnikow.
              Tu pozwole sobie znowu na "dygresje" z autopsji: mozecie mnie uznac
              za "zumazszedsza", ale uwielbiam byc usypiana - zdarzylo mi sie to "ladne"
              kilka razy i za kazdym z nich byla to mega-przyjemnosc.
              Inna, niespodziewana przyjemnosc przezylam zas po slawetnym przebudeniu
              na "rea", juz nie pomne, czy przed, czy tez po pobiciu Szefa...byl to
              mianowicie (wstydliwi nie czytajcie!) orgazm mojego zycia.
              Fedorczyk - niestety, nie pojmuje - jak to: "bol nie jestsynonimem
              cierpienia"...Chyba, ze dla mistykow lub ... o tym pozniej

              • ewapf Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 16:23
                felinecaline napisała:

                > Szanowna "Znieczulico"!
                > O
                swoje.
                >
                > D
                >
                > Tu pozwole sobie znowu na "dygresje" z autopsji: mozecie mnie uznac
                > z mi sie to "ladne"
                > kilka razy i za kazdym z nich byla to mega-przyjemnosc.
                > Inna, niespodziewana przyjemnosc przezylam zas po slawetnym przebudeniu
                > na "rea", juz nie pomne, czy przed, czy tez po pobiciu Szefa...byl to
                > mianowicie (wstydliwi nie czytajcie!) orgazm mojego zycia.
                -----------------

                Nie da się zaprzeczyć, Feline smile)

                Tez przyznaję, bez wstydu dodajmysmile)
                >
        • felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 17:36
          I wlasnie te "nieorganiczne" bole psychosomatyczne sa najtrudniejsze do
          leczenia. Czasem trudno chorego przekonac, ze podloze jego bolu jest w
          psychice, czesto traktuje on taka teze jako lekcewazenie lub obelge.
    • fedorczyk4 Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 17:05
      Czuję się dramatycznie osamotniona z moimi opiniami. Wybaczcie, ale zabieram
      moje doświadczenia i zmieniam piskownicę. Wasze prywatne opisy nie cierpienia,
      albo odlotów smucą mnie, bo ja takie miewałam bez pretekstu przypadkowości i
      dramaturgii problemów zdrowotnych. Takie też oczywiście miewałam, ale uważam je
      za marginalne. Wasza ze łzami w oczach Fedorczyk
      • mammaja Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 17:36
        Nie placz, Fed. Mozna nauczyc sie zyc z bolem. Czasem nie jest to rozsadne.
        Faktem jest ze znowu musze isc na gatroskopie, wiec sie nie wymadrzam. Chyba
        laki na zaziebienie dogodzily mi na zoladek. Bol mozna oswoic.Mozna sie w niego
        wsluchiwac. Pozwolic zeby mijal. Ale to nie jest rozsadne. Polozyc sie i
        myslec - witaj bolu. Ale do czego to prowadzi???? A teraz co mam zrobic z tym
        bolacym palcem? Nie mam sposobu, musi sie zagoic.
        Oczywiscie wszelkie zabiegi powinny byc w maksymalnym znieczuleniu. To takie
        fajne jak ci np. dlutuja zatoke, a slyszysz i nie czujeszsmileA cesarka? Decyzja
        byla blyskawiczna i po paru minutach juz mnie usypiali. Obudzilam sie
        szczesliwa matka coreczki smile
        • felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 17:56
          Alez MM - gastroskopie przeciez mozna wykonac z zastosowaniem
          nowoczesnego "glupiego Jasia" tzw neuroleptoanalgezji -o ile wiem rowniez w
          Polsce sie to praktykuje.
          Fedo szanowna wielce! Czemu chcesz "osierocic" nasza piaskownice? czyzby bylo
          temu winne moje i Ewy bezwstydne wyznanie o postnarkotycznym "odlocie"?
          Nawiasem mowiac - ja rowniez nie potrzebuje do nich pretekstow i
          narkotycznych "alibi". Wspomnialam o tym ewenemencie niejako tytulem preludium
          przed poruszeniem drugiego "podwatku" mianowicie pokrewnosci doznan bolowych i
          orgastycznych (stad m.in takie "umilowanie bolu" u mistykow), ale obiecuje,
          musze sobie troche odswiezyc "baze danych" i wypociny o tym nie nastapia
          wczesniej niz jutro.
      • jutka1 Fed !!! 11.03.05, 17:42
        Nie pekaj, chodz do mnie na wodeczke. Wies odcieta od swiata.
        Aaaaa
        Nie dojedziesz sad(((
        • fedorczyk4 Re: Fed !!! 11.03.05, 17:44
          Dojadę!!!!
          • jutka1 Re: Fed !!! 11.03.05, 17:46
            no to chodz!
            jedz znaczysie !

            smile
      • ewapf Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 18:02


        Ja sobie myśle smile), że jak zawsze - niby wszyscy mowimy o TYM samym, - ale
        niekoniecznie o TAKIM samymsmile

        Kazdy z nas doswiadczył jakiegos bolu, o różnym natęzeniu. Najczęściej był to
        ból przejsciowy.
        My z Feline, z racji wykonywanego zawodu widzimy na codzień i ostry ból
        pooperacyjny, i ból nowotworowy... Inne pominę...

        Skazywanie pacjenta na takie cierpienie byłoby okrucieństwem. Dlatego za wszelką
        cenę dążymy do jego wyeliminowania... W tych przypadkach nie pomagaja ani
        medytacje, ani inne pobozne zyczenia...
        Trzeba dążyć do jak najszybszego zniesienia cierpienia ... I to się robi... Nie
        da się patrzeć na mękę chorego nowotworowo pacjenta....
        Ja nie umiem powiedzieć, ze cierpienie uszlachetnia...
        Nie takie...



        • kamfora Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 11:09
          ewapf napisała:

          > Ja sobie myśle smile), że jak zawsze - niby wszyscy mowimy o TYM samym, - ale
          > niekoniecznie o TAKIM samymsmile

          O - właśnie! smile
          Ale zazwyczaj tak bywa w forumowych szczególnie dyskusjach, że
          dyskutanci omijają środek, powołując się w argumentacji na skrajności.
          (Pewnie po to, żeby jak najszybciej przekonać przeciwnika do swojej racji wink

          A ja bym chciała pogadać o takim bólu towarzyszącym na codzień. Bagatelizowanym
          najczęściej jako objaw czegośtam złego, a traktowanym sam w sobie jako
          coś złego, co trzeba usunąć (i co najważniejsze: da się usunąć) przy pomocy
          tabletek dostępnych bez recepty w każdym kiosku.

          Niedawno koleżanka z pracy miała wycinany woreczek żółciowy. Kamlotów
          w nim miała kilkanaście, a ważyło to wszystko razem ponad pół kilo ponoć.
          O tym, że musi iść na operację dowiedziała się 3 dni przed operacją,
          gdy bólu nie dało się usunąć ani "specyfikiem Goździkowej" ani mocniejszymi
          przeciwbólowymi pigułami i zdecydowała pójść do lekarza.
          (Musiała jeszcze zgodę na operację bez szczepienia
          przeciw żółtaczce podpisać, bo nie było czasu.)

          I tak sobie myślę: ona cały czas żyła "na znieczuleniu". Przecież te
          piguły są coraz doskonalsze ("inteligentne" jak głoszą reklamy, które
          zazwyczaj podpierają się zdaniem 80 albo 90 procent lekarzy specjalistów wink.

          Uciekając przed bólem wbiegamy w jakąś ślepą uliczkę (przy przyzwoleniu, a nawet
          przy aprobacie lekarzy - nie mówiąc o farmaceutach).
          A ponoć primum non nocere?
          • verbena1 Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 11:32
            Kamforo zdadzam sie z Toba, dlatego napisalam o szkodliwym dzialaniu reklam.
            Wolimy zazyc tabletke i nie zastanawiac sie dlaczego boli , lepiej nie
            wiedziec, a nuz jakies raczysko.
            Niedawno zmarla mama mojej znajomej. Cale lata miala guzka na piersi ale wolala
            udawac ,ze to nic groznego a o lekarzu nie chciala slyszec. Dopiero jak zaczelo
            bolec szukala ratunku. Zmarla na wlasne zyczenie.
            • mammaja Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 11:38
              Jeszcze o gastroskopii.Robilam w calkowitym znieczuleniu i wlasnie z jakims
              glupim jasiem.Trzech lekarzy,glaskali po rekach,byli cudowni.W prywatnej
              klinice za 700 zet. To ja juz wole mniej komfortowo, to w koncu nie trwa dlugo,
              a ile przyjemnosci mozna sobie zrobic za te kase smile))))
              • felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 12:12
                istotnie, za te cene znam inne przyjemnosci wink))). Tym bardziej, ze badanie
                jest jedynie malo przyjemne ale NIE bolesne. "U mnie" cena jest identyczna "z"
                i "bez" a wydatek takczyowakczy w 100% refundowany. Czego i wam - "krajowcom" w
                niedalekiej a swietlanej przyszlosci zycze serdecznie
          • ewapf Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 12:11
            k)
            >
            > A ja bym chciała pogadać o takim bólu towarzyszącym na codzień. Bagatelizowanym
            > najczęściej jako objaw czegośtam złego, a traktowanym sam w sobie jako
            > coś złego, co trzeba usunąć (i co najważniejsze: da się usunąć) przy pomocy
            > tabletek dostępnych bez recepty w każdym kiosku.
            >
            >-------------

            Skoro tak smile, to mylący jest tytuł wątku. Znieczulenie nie jest usmierzaniem bólusmile
            Napiszę nieco wiecej, jak tylko przestanie mnie boleć głowasmile)
            Na razie przyjełam ze skwapliwą wdzięcznością iniekcję dożylną z pyralginysmile))
            Chociaż, nie przeczę, powinnam zrobic sobie najpierw CT, a może nawet MRIsmile)
            Pozdrawiamsmile

            >
            >
            • no_no Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 12:24
              ewapf napisała:

              > k)
              > >
              > > A ja bym chciała pogadać o takim bólu towarzyszącym na codzień. Bagateliz
              > owanym
              > > najczęściej jako objaw czegośtam złego, a traktowanym sam w sobie jako
              > > coś złego, co trzeba usunąć (i co najważniejsze: da się usunąć) przy pomo
              > cy
              > > tabletek dostępnych bez recepty w każdym kiosku.
              > >
              > >-------------
              >
              > Skoro tak smile, to mylący jest tytuł wątku. Znieczulenie nie jest usmierzaniem
              > bólusmile
              > Napiszę nieco wiecej, jak tylko przestanie mnie boleć głowasmile)
              > Na razie przyjełam ze skwapliwą wdzięcznością iniekcję dożylną z pyralginysmile))
              > Chociaż, nie przeczę, powinnam zrobic sobie najpierw CT, a może nawet MRIsmile)
              > Pozdrawiamsmile
              -----
              Ewo, po co Ci tyle litrów chemii?
              Ja takie śmiesznesmile bóle głowy leczę "od ręki"smile...
              i to całkiem za darmochęsmile No, może za uśmiechsmile)

              no_no - dotykam tu, i tamsmile), i po bóluwink)
              • ewapf Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 12:28
                no_no napisał:

                > ewapf napisała:
                >
                >
                > -----
                > Ewo, po co Ci tyle litrów chemii?
                > Ja takie śmiesznesmile bóle głowy leczę "od ręki"smile...
                > i to całkiem za darmochęsmile No, może za uśmiechsmile)
                >
                > no_no - dotykam tu, i tamsmile), i po bóluwink)
                >---------------

                W istocie, po.... smile))

                Z wdzięcznością najpiękniej sie uśmiechamsmile)
                >
                >
                • no_no Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 12:39
                  ewapf napisała:

                  > no_no napisał:
                  >
                  > >dr ewapf napisała:
                  > Z wdzięcznością najpiękniej sie uśmiechamsmile)
                  -----
                  Bardzo ładniesmile Tak, proszę pozostać w tej pozycjismile))

                  no_no - ręce które lecząsmile)
            • kamfora Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 15:34
              ewapf napisała:

              > Skoro tak smile, to mylący jest tytuł wątku. Znieczulenie nie jest usmierzaniem
              > bólusmile

              Kajam się najpokorniej - prawidłowa terminologia medyczna jest mi obca.
              Kieruję się jak w większości przypadków nosem - stąd moje skojarzenie
              znieczulenia ze spowodowaniem chwilowego zaniku odczucia bólu (wygląda,
              że równie dobrze mógłabym skojarzyć do czego służy być chlebak wink

              buuuu sad
              • felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 16:12
                Kamforko mila!
                Pogratuluj odemnie Twojej znajomej niewatpliwego talentu narracyjnego wink))
                Natomiast NIE gratuluje jej jej "heroicznej postawy" wobec dlugotrwalego
                nieznosnego bolu spowodowanego kamica - w paroksyzmach chyba bliska byla
                conajmniej przebicia sie przez sufit do sasiada. W dodatku nawet ulzywszy sobie
                CHWILOWO przy pomocy jakiejs "cudownej piguly", co to ulzyla Gozdzikowej"
                narazala sie na stale pogarszanie sie sytuacji az do zapalenia otrzewnej
                wlacznie, co juz moze byc bezposrednim zagrozeniem ...zycia Pytanie: w imie
                czego?. No, ale zapewne zostala za to "ukarana" - nie watpie, ze nie wykonano u
                niej operacji w laparoskopii a zastosowano tradycyjna metode z "szerokiego
                ciecia" (konfratrzy, wybaczcie moje "odchylki" od przyjetej w Polsce
                nomenklatury). Co sie z tym wiaze dluzsze i wieksze cierpiala wiec bole
                pooperacyjne ( choc sadze, ze jej ich jednak przemyslnie i milosiernie
                oszczedzono, przynajmniej, dopoki pozostawala w szpitalu).
                Co do tych cudownych, wszechstronnie skutecznych krzykliwie i agresywnie
                reklamowanych srodkow przeciwbolowych jestem STANOWCZO PRZECIWNA ich
                dostepnosci bez recepty. W zaufaniu zreszta moge Wam powiedziec, ze "u mnie"
                bez recepty mozna sobie kupic chyba wylaczbnie "poczciwy paracetamol, kilka
                specyfikow w rodzanu rennie i pomady - marmelady rozgrzewajace na przeziebienia
                u dzieci("nie pomoze, nie zaszkodzi a chociaz kochajaca mama poczuje sie
                lepiej, bo przeciez cos dla dzieciecia zrobila).
                W Polsce z nastaniem gospodarki rynkowej ogromnie chlonny rynek sciagnal
                wszelkiego autoramentu pozbawionych skrupulow producentow dajacych sie
                dodatkowo "pozywic" specom od reklamy i marketingu. A jaki jest tego skutek dla
                chorego? Ano, m.in i taki, ze staje sie zupelnie wbrew wlasnej woli i
                wyobrazni "klientem" Oddzialu Ostrych Zatruc, bo oto wzial na wlasna reke
                specyfik "A", ktorego nazwe zapamietal z bilboarde'u, zanim ten jeszcze zdazyl
                zadzialac zazyl polecony przez Gozdzikowa niezawiodny specyfik "B" a niedlugo
                potem na prosbe wspolczujacego meza/zony (niepotrzebne skreslic)
                jeszcze "remedium C", ktorego reklama wlasnie przeleciala w tivi w przerwie
                meczu. W istocie ow nieszczesnik przyjal potrojna dozwolona dawke tego samego
                leku, tyle, ze komercjalizowanego pod 3 roznymi etykietkami
                Jestem calym swoim lekarsko-anestezjologicznym jestestwem za objeciem
                WSZYSTKICH lekow p/bolowych sprzedaza WYLACZNIE na recepty i wylacznie w
                aptekach I nie jest to absolutnie podyktowane obrona interesow
                jakiejkolwiek "bialej mafii". Jesli bowiem jakis lek jest arcyskuteczny to tez
                czasteczka czynna jest hiper skomplikowana a w zwiazku z tym ilosc mozliwych
                efektow ubocznych i ich ciezar gatunkowy wiekszy.Jak pisze Ewa z niektorymi
                chorobami przewleklymi, glownie degenerujacymi nierozerwalnie zwiazany jest
                bol. Smiem twierdzic, ze szczesliwie wspolczesna medycyna zna sposoby jesli
                nie na calkowite jego zniesssienie to w kazdym razie na zredukowanie do tego
                stopnia, ze staje sie "do wytrzymania" a jak slusznie wspomniala i Fedorczyk
                przed swoja rejterada sa tez i metody "oswojenia sie z nim/oswojenia swojego
                bolu" chocby wlasnie na drodze medytacji (doceniam i ja pierwiastek duchowy we
                wszelkiej terapii - to, co Ewa wspomina w przypadku parturientki iokresla
                jako "nagrode" ).
                Z niejakim wstydem ;-P wyznam Wam, ze i ja mam swoja "specjalna metode
                naturalna", ktora stosuje na wlasnym mdlym ciele tudziez Kicurowym i innych
                bliskich mi delikwentow. Kilka miesiecy temu z dyskretnym usmiechem asystowalam
                przy tym, jak pewna "dobra wspolczujaca dusza" zastosowala ja na osobie Kicura
                (ktorego ZAWSZE COS boli - o tym potem).


                • kamfora Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 16:40
                  felinecaline napisała:

                  > Pogratuluj odemnie Twojej znajomej niewatpliwego talentu narracyjnego wink))

                  Feline - gdybyś ją znała, wiedziałabyś, że to nie talent narracyjny ino szczera
                  prawda wink Siedzi ta osoba trzy biurka ode mnie i wszyscy wiedzą, że jak
                  boli głowa czy cóś - to do niej jak w dym: ona ma wszystkie p.bólowe
                  w szufladzie biurka. Skądinąd rozsądna (chyba).
                  • felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 16:52
                    Mowiac o jej talencie narracyjnym mialam na mysli te 500g kamieni - nieszczesny
                    woreczek musialby peknac grubo przed wypelnieniem sie taka masa.
                    A teraz spiesze na scisle prywatna "konsultacje" chirurgiczna ;-D
                    W zwiazku z czym macie ode mnie spokoj na okolo 2 godziny ;-8
                    • marialudwika kogo nie boli,temu powoli :(((( 12.03.05, 16:58
                      Gdyby mnie,w tej chwili wpuszczono do jakiejs apteki-wylykalabym wszystko,tak
                      mnie cholernie bola korzonki.Czy wypadniety dysk...
                      Mam to i owo na skladzie i nie recze za siebie bo niedlugo wyc bede!
                      ML
                      • kamfora Re: kogo nie boli,temu powoli :(((( 12.03.05, 17:26
                        Się trzymaj, ML.

                        Kiedyś moja Mama "przykładała" sobie do bolących pleców kota
                        (żywego, bo nie miała serca obedrzeć go ze skóry, żeby przykładać skórkę).
                        Ponoć pomagało...
                        Ale jeśli to dysk - to chyba nie sad
                        • marialudwika Re: kogo nie boli,temu powoli :(((( 12.03.05, 18:05
                          Nie mam kota,no chyba,ze w glowie....
                          Siegam po brufen 600 mg,trudno!
                          Nieposiadanie kota to jst duzy blad Kamforo!
                          Dzieki za wsparcie!
                          ml
                • kamfora Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 17:04
                  No i zapomniałam o najważniejszym, które powiedzieć miałam.
                  Czytam, że według Ciebie leki p. bólowe powinny być na receptę.
                  Też tak sądzę. Sama staram się nie łykać niczego (poza aspiryną)

                  Jednak moje niezbyt miłe doświadczenia z 3 pobytów w szpitalu sprawiły,
                  że do lekarzy odnoszę się z wielką rezerwą, przychylając się do jednego
                  z praw Murphy-ego: Różnica między dobrym lekarzem a brakiem lekarza jest
                  minimalna, natomiast między dobrym lekarzem a złym lekarzem - ogromna.

                  I nie wiem sama dlaczego (intuicyjnie?) zaliczyłam Cię kiedyś
                  na początku mojego 40+forumowania do tych "dobrych"
                  (a Ty mnie do demagogów - nie zapomnę Ci wink
                  • ewapf Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 18:30
                    kamfora napisała:

                    >
                    > Jednak moje niezbyt miłe doświadczenia z 3 pobytów w szpitalu sprawiły,
                    > że do lekarzy odnoszę się z wielką rezerwą, przychylając się do jednego
                    > z praw Murphy-ego: Różnica między dobrym lekarzem a brakiem lekarza jest
                    > minimalna, natomiast między dobrym lekarzem a złym lekarzem - ogromna.
                    > ---------------

                    Odpowiedz jest do Feline, co prawda...Wybacz Zacna Kolezankosmile)
                    Ale - ja, nie mając zbędnej potrzeby atencji wobec swojej osoby... spadam...
                    Znajdując sobie cichy i samotny smile kącik... Myślę, popijając... popijam..
                    mysląc... Kawą....
                    Jest nad czym...
                    • kamfora Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 19:27
                      ewapf napisała:

                      > Ale - ja, nie mając zbędnej potrzeby atencji wobec swojej osoby... spadam...
                      > Znajdując sobie cichy i samotny smile kącik... Myślę, popijając... popijam..
                      > mysląc... Kawą....
                      > Jest nad czym...

                      Mam nadzieję tylko, że nie uraziłam Cię przypadkiem ??!??
                      Na wszelki wypadek przepraszam smile
                      • ewapf Re: ze znieczuleniem czy bez?- Kamforo? :)) 12.03.05, 19:50
                        kamfora napisała:

                        > ewapf napisała:
                        >
                        > > Ale - ja, nie mając zbędnej potrzeby atencji wobec swojej osoby... spadam
                        > ...
                        > > Znajdując sobie cichy i samotny smile kącik... Myślę, popijając... popijam..
                        > > mysląc... Kawą....
                        > > Jest nad czym...
                        >
                        > Mam nadzieję tylko, że nie uraziłam Cię przypadkiem ??!??
                        > Na wszelki wypadek przepraszam smile
                        >
                        ------------------


                        Wiesz, Kamforo.... smile

                        Jest tyle rozmów do przeprowadzenia,
                        Tyle słów jak brylanciki, które padają teraz i może juz więcej nie padną...
                        Tyle mądrych zdań do wysłuchania,
                        Tyle mysli do odgadnienia i podzielenia się...
                        Tyle muzyki do posłuchania...
                        Para oczu do patrzenia i zachwytu...
                        Wrażeń do... zmysłowej smile percepcji i zapamiętania,
                        Rzeczy do dotknięcia opuszkami palców smile
                        Zapachów do powąchania,...
                        Książek do przeczytania -
                        I miliony... "małpiliony"...
                        INNYCH...

                        Nawet, jeśli nazwiemy TO wszystko...
                        "Herbatnikami Szkolnymi" smile,
                        które gdzieś tam drzemią w zaułkach pamięci....

                        Ide...
                        sobie....
                        Więc...smile

                        • felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez?- Kamforo? :)) 12.03.05, 20:02
                          Na pewno jest w zyciu wiele rzeczy innych - ciekawszych, madrzejszych
                          przyjemniejszych niz dyskusje na forumie. Wszelkiej przyjemnosci zycze, tez
                          majac nadzieje, ze Cie nie urazilam. A chociaz szkoda (ze znikasz), bo
                          strrrrasznie jorcilo mnie, by zadac ci pewne bardzo niedyskretne pytanie wink))
                        • ewelina10 Re: ze znieczuleniem czy bez?- Kamforo? :)) 12.03.05, 20:05
                          Ef - ładnie piszesz ... pozostaję w zachwycie ... smile
                          czasami i ja "idę sobie" ... tylko nie wiem - po co zabieram te
                          moje "zabawki" crying
                        • kamfora Ewapf 12.03.05, 20:29
                          Się załamię chyba sad

                          Jeśli Twoją decyzję o odejściu wywołał mój post skierowany do Feline,
                          to raczej ja powinnam sobie pójść. Odnoszę wrażenie (jak bumerang wraca,
                          mimo że je odrzucać się staram) że wszyscy czują się ok dopóki się
                          nie pojawię ze swoim głupim wywnętrzaniem.
                          • fedorczyk4 Re: Ewapf 12.03.05, 20:39
                            Kamforo, kochana, nie bierz wszystkiego sobie tak do serca,w koncu gdybysmy
                            wszyscy byli tacy ekstra doskonali, to nie byloby dyskusji. Wymiana
                            identycznych pogladow po pewnym czasie robi sie nudna. Ja rozumiem i w duzej
                            mierze podzielam Twoj punkt widzenia i watpliwosci.
                            • felinecaline Re: Cierpienia Malutencji 12.03.05, 20:40
                              Zmotywowana Kamforkowym watkiem tak, jak wczoraj przyobiecalam zaczelam
                              odswiezac swoja baze danych w marerii bolowo- orgazmicznej (to tylkopozornie
                              brzmi paradoksalnie). Odgrzebalam w czelusciach wlasnej zawodnej pamieci to,
                              czego uczono nas, medykow na kursie fizjologii, zajrzalam do prawie juz
                              muzealnego podrecznika i na niemal 1000 stron tej "cegly" zznalazlam ...moze 5
                              stron traktujacych o bolu i o polowe mniej o przyjemnosciach erotycznych.
                              Potem siegnelam po wspolczesniejsze publikacje raczej z gatunku
                              popularnonaukowego niz scisle naukowego (co nie znaczy bynajmniej, ze
                              prymitywne badz glupie).
                              Polecam 2 z nich - moze jakims cudem zostaly w Polsce przetlumaczone a jak nie
                              to pewnie beda dostepne w wersji oryginalnej w bibliotekach Alliance Française
                              albo w internecie:
                              Autor: Guilleaume LELEU, tytuly: 1. Traktat o pieszczotach (Traité des
                              caresses)
                              2. Traktat o
                              pozadaniu ( Traité de désir)
                              I ku wielkiej mojej radosci znalazlam tam doskonala porade dla Malutencji.
                              Otoz wg doktora Leleu wiele nieznosnych bolow moze byc skutkiem
                              nieuswiadomionego (sobie przez delikwenta) niedopieszczenia, jak autor
                              pisze "braku kontaktu skory ze skora".Zayem ML zalecam metode lekka, latwa i
                              przyjemna - 10 minutowy delikatny seans pieszczot (wylacznie glaskania
                              obolalych korzonkow!!!!!!!!) Bedziesz dzis wieczor naszym "kroliczkiem
                              doswiadczalnym" - jutro zdasz raport i przejdziesz do naukowo-forumowej
                              potomnosci.
                              • felinecaline Re: Cierpienia Malutencji 12.03.05, 20:52
                                Kamforko, na Boga, nie przestawaj sie "wywnetrzac"!!!!!!!!
                                Co prawda mam letkie wontpliwosci - uznalas mnie piszesz, na poczatku za
                                dobrego lekarza (nie wiem dlaczego) - to znaczy, ze z czasem i moim gadaniem
                                zweryfikowalas swoje poglady?
                                Przypadkiem aby nie bierz sobie tej paplaniny do serca - po prostu mam ochote
                                nieco "zdekompresowac", bo jakos siem atmosfera gensta stala byla. I
                                wywnetrzaj sie prosze ile wlezie.
                                Ja obiecuje (moe niektorzy z Was twierdza, ze raczej groze), ze jutro bedzie o
                                aspekcie mistyczno-orgastycznym (czyli:" czy borowanie w zebach moze prowadzic
                                do ekstazy"?)
                                FC pozornie tylko krotochwilna
                                A, jeszcze à propos kota: kiedys, po zlamaniu sobie 8 zeber przez miesiac
                                spalam na kroliczej skorce (krolika usmiercila wieeeeeeeele wczesniej moja
                                Tesciowa, ja juz zastalam tylko skorke). Po miesiacu bole ustapily, skorka
                                wylysiala - to potwierdza teorie dra Leleu o tym, jak wazny jest kontakt skory
                                ze skora (chocby i tylko krolicza)
                              • marialudwika Re: Cierpienia Malutencji 12.03.05, 20:53
                                A mialas napisac ,jak leczysz Kicura?????
                                ml
                                • felinecaline Re: Cierpienia Malutencji 12.03.05, 20:54
                                  Kicura leczyl kto inny, ja w tym tygodniu leczylam (skutecznie) Pigmaliona
                              • lablafox Re: Cierpienia Malutencji 12.03.05, 22:48
                                felinecaline napisała:

                                > Zmotywowana Kamforkowym watkiem tak, jak wczoraj przyobiecalam zaczelam
                                > odswiezac swoja baze danych w marerii bolowo- orgazmicznej (to tylkopozornie
                                > brzmi paradoksalnie). Odgrzebalam w czelusciach wlasnej zawodnej pamieci to,
                                > czego uczono nas, medykow na kursie fizjologii, zajrzalam do prawie juz
                                > muzealnego podrecznika i na niemal 1000 stron tej "cegly" zznalazlam ...moze
                                5
                                >
                                > stron traktujacych o bolu i o polowe mniej o przyjemnosciach erotycznych.
                                > Potem siegnelam po wspolczesniejsze publikacje raczej z gatunku
                                > popularnonaukowego niz scisle naukowego (co nie znaczy bynajmniej, ze
                                > prymitywne badz glupie).
                                > Polecam 2 z nich - moze jakims cudem zostaly w Polsce przetlumaczone a jak
                                nie
                                > to pewnie beda dostepne w wersji oryginalnej w bibliotekach Alliance
                                Française
                                > albo w internecie:
                                > Autor: Guilleaume LELEU, tytuly: 1. Traktat o pieszczotach (Traité des
                                > caresses)
                                > 2. Traktat o
                                > pozadaniu ( Traité de désir)
                                > I ku wielkiej mojej radosci znalazlam tam doskonala porade dla Malutencji.
                                > Otoz wg doktora Leleu wiele nieznosnych bolow moze byc skutkiem
                                > nieuswiadomionego (sobie przez delikwenta) niedopieszczenia, jak autor
                                > pisze "braku kontaktu skory ze skora".Zayem ML zalecam metode lekka, latwa i
                                > przyjemna - 10 minutowy delikatny seans pieszczot (wylacznie glaskania
                                > obolalych korzonkow!!!!!!!!) Bedziesz dzis wieczor naszym "kroliczkiem
                                > doswiadczalnym" - jutro zdasz raport i przejdziesz do naukowo-forumowej
                                > potomnosci.


                                Masz racje FC, razem ze swoim dr Leleu pieszczota i delikatne głaskanie
                                uśmierza ból , pozwala o nim zapominać , jest bardzo skutecznym środkiem
                                łagodzenia , ale nie leczy przyczyny .
                                Może i dobrze?
                                Sami tez stosujemy , zupełnie podświadomie taką terapię , choć nie tak
                                przyjemną jak stosowanie jej we dwoje, przeciez głaszczemy obolałe miejsca ,
                                nazywając to rozcieraniem.
                                ML nie opieraj sie zaleceniom lekarzy.
                                • marialudwika Re: Cierpienia Malutencji 13.03.05, 01:01
                                  Kontynuuj Feline,a mnie arazie pomagaja jedynie srodki przeciwbolowe...
                                  ml
                                  • felinecaline Re: Cierpienia Malutencji 13.03.05, 09:40
                                    Dobra, ludkowie roztomili, bede kontynu£owac, tylko bez litosc odpowiadajta bez
                                    cytowania, prosze.
                          • lablafox Re: Ewapf 12.03.05, 22:40
                            kamfora napisała:

                            > Się załamię chyba sad
                            >
                            > Jeśli Twoją decyzję o odejściu wywołał mój post skierowany do Feline,
                            > to raczej ja powinnam sobie pójść. Odnoszę wrażenie (jak bumerang wraca,
                            > mimo że je odrzucać się staram) że wszyscy czują się ok dopóki się
                            > nie pojawię ze swoim głupim wywnętrzaniem.
                            >

                            Przestań mi tu takie herezje , kamforo,na swój temat wypisywac.
                            Nie zauważyłam w tym co napisałaś niczego zdrożnego.
                            Przeciez mamy różne doświadczenia z lekarzami, czy dlatego ,ze są oni wśród
                            nas , mamy lukrować ?
                            Pisać , ach jak świetnie , nikt mi nic nie spieprzył , bo to fachowiec?
                            Opanuj się , Kamforo , nie przepraszaj i nigdzie się nie wybieraj.
                            Obie nigdzie sie nie wybierajcie.
                            • felinecaline Re: Ewapf 12.03.05, 22:45
                              Ja tez nie widze najmniejszego powodu, zeby robic z Twojej wypowiedzi melodrame
                              i pewnie to wcale nie z tego powodu Ewa sie wylaczyla, akurat naszla ja Muza i
                              tyle. Zreszta juz dawno chcialam Jej zasugerowac, zeby opublikowala swoje
                              perelki na stronie +40.ca Tu za szybko przepadaja w odmetach cyberprzestrzeni a
                              warte sa czegos wiecej.
                              A co do lekarzy - usmiejecie sie moze, ja tez mialam z jednym doswiadczenia
                              bardziej niz kiepskie.
                              A teraz pytanie natury techniczno-organizacyjnej:
                              Czy ciagniemy ten watek dalej czy zakladam nowy?
          • ewapf Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 14:40
            kamfora napisała:

            > ewapf napisała:
            >
            > > J
            >
            > Niedawno koleżanka z pracy miała wycinany woreczek żółciowy. Kamlotów
            > w nim miała kilkanaście, a ważyło to wszystko razem ponad pół kilo ponoć.
            > O tym, że musi iść na operację dowiedziała się 3 dni przed operacją,
            > gdy bólu nie dało się usunąć ani "specyfikiem Goździkowej" ani mocniejszymi
            > przeciwbólowymi pigułami i zdecydowała pójść do lekarza.
            > (Musiała jeszcze zgodę na operację bez szczepienia
            > przeciw żółtaczce podpisać, bo nie było czasu.)
            >
            > I tak sobie myślę: ona cały czas żyła "na znieczuleniu". Przecież te
            > piguły są coraz doskonalsze ("inteligentne" jak głoszą reklamy, które
            > zazwyczaj podpierają się zdaniem 80 albo 90 procent lekarzy specjalistów wink.
            >
            > Uciekając przed bólem wbiegamy w jakąś ślepą uliczkę (przy przyzwoleniu, a nawe
            > t
            > przy aprobacie lekarzy - nie mówiąc o farmaceutach).
            > A ponoć primum non nocere?
            >---------------------------------

            Może zaproponuję,jeśli pozwolicie smile) pewne usystematyzowanie problemusmile

            1. Każdy ból powinien być potraktowany jako sygnał ostrzegawczy prawdopodobnej
            patologii. W tym kontekście, Kamforo smile (pisała już o tym zreszta Feline)
            przypadek Twojej koleżanki jest zarazem banalny - w sensie rozpoznania i
            nieracjonalny - w sensie jej postepowania.
            Przyczyną bolu pod prawym łukiem żebrowym zazwyczaj wyjasnia USG jamy brzusznej,
            ewentualnie - w różnicowaniu - gastrofiberoskopia.
            Postepowanie operacyjne likwiduje zarówno ból jak i jego przyczynę.

            2. Istnieją schorzenia, takie jak np. choroba Burgera, z definicji których ból
            jest nieodlącznym ich elementem. Tu jest sytuacja nieco inna niż opisana powyżej
            - mamy zdiagnozowaną chorobę, ale wiadomo, ze "bedzie boleć" i to coraz
            bardziej, do granicy wytrzymałości.
            W takim przypadku podanie środkow usmierzających ból jest nieodzowne. Skądinąd i
            tak wiadomo, że z czasem staną się one nieskuteczne i trzeba bedzie wdrożyć
            postępowanie operacyjne (sympatektomia i w efekcie - amputacja kończyny)

            3. Pozostaja wreszcie do przeanalizowania inne warianty, takie jak bolesne
            badania diagnostyczne czy stany fizjologiczne (poród).

            Zauważcie, proszę jedną rzecz... Dużo łatwiej znosi się ból wtedy, kiedy
            "czemuś" on służy. W przypadku porodu - rozwieraniu się szyjki i jego postępowi,
            "nagrodzonemu" urodzeniem dziecka.
            Tu bym pozostawiła wybór: są kobiety, ktore wolą urodzić ze znieczuleniem, inne
            wolą bez.

            W każdym innym przypadku bedę afirmowała smile) anelgezję i anestezję, bo - tak,
            jak już pisałam - nie znajduję uzasadnienia dla pozostawienia człowieka w
            cierpieniu...
            Zwierzęcia również...

            smile))
            >
            • kamfora Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 16:20
              ewapf napisała:

              > przypadek Twojej koleżanki jest zarazem banalny - w sensie rozpoznania i
              > nieracjonalny - w sensie jej postepowania.
              > Przyczyną bolu pod prawym łukiem żebrowym zazwyczaj wyjasnia USG jamy
              > brzusznej ewentualnie - w różnicowaniu - gastrofiberoskopia.
              > Postepowanie operacyjne likwiduje zarówno ból jak i jego przyczynę.

              Na pewno masz rację, "że wystarczy odpowiednie badanie" i już.
              Sęk w tym, że najpierw trzeba wiedzieć, że taki a taki ból jest objawem
              czegoś, na okoliczność czego warto pójść do lekarza bez obawy, że
              posądzi o hipochondrię (i nie mówcie mi, że to się nie zdarza, bo
              akurat w tym przypadku wiem, co mówię).
      • kamfora Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 11:15
        fedorczyk4 napisała:

        > Czuję się dramatycznie osamotniona z moimi opiniami.

        Aaaa - to ja tak mam prawie zawsze, jak dyskusja
        na jakiś kontrowersyjny temat wink
        • no_no Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 11:38
          kamfora napisała:

          > fedorczyk4 napisała:
          >
          > > Czuję się dramatycznie osamotniona z moimi opiniami.
          >
          > Aaaa - to ja tak mam prawie zawsze, jak dyskusja
          > na jakiś kontrowersyjny temat wink

          ----
          Ja się nie chwalę, ale...też mam podobnie.
          Prawie zawsze uważam, że tylkosmile JA mam rację!smile
          A reszta? Oczywiście, tkwi w błędziesmile...
          Cóż, mówi się trudno, tak to już jest, że nie każdy
          rodzi się pienkny i mondrysmile
          Hmmm, niby ten sam gatunek, a ile różnych opinii, poglądów, osądów,
          postaw...zastanawiające....Niby patrzymy na świat podobnymi gałkamismile
          ocznymi...to gdzie jest ten "pies pogrzebany"?smile


          no_no - a tak w ogóle, to o co chodzi?wink)...Siostro! Eter proszę!
          Pacjent się wybudziłsmile))
          • kamfora Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 16:14
            no_no napisał:

            > Ja się nie chwalę, ale...też mam podobnie.
            > Prawie zawsze uważam, że tylkosmile JA mam rację!smile
            > A reszta? Oczywiście, tkwi w błędziesmile...
            > Cóż, mówi się trudno, tak to już jest, że nie każdy
            > rodzi się pienkny i mondrysmile
            > Hmmm, niby ten sam gatunek, a ile różnych opinii, poglądów, osądów,
            > postaw...zastanawiające....Niby patrzymy na świat podobnymi gałkamismile
            > ocznymi...to gdzie jest ten "pies pogrzebany"?smile

            No i jeszcze do tych wszystkich różnic dochodzi różnica najważniejsza:
            różny sposób podejścia do tego faktu, że inni mogą być (i są) inni.
            Jedni są zachwyceni, bo różnorodność jest ciekawsza od identyczności,inni
            akceptują na zasadzie dopustu bożego, jeszcze inni pakują
            wiaderko i łopatki i zmieniają piaskownicę, a są niestety i tacy,
            którzy stosują argumenty siły.
    • fedorczyk4 Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 17:54
      Trójca bez znieczulenia. Ale to nie moja zasługa. Tak wyszlo. I to w sesie
      doslownym. Ostatek, czyli najmłodsza postarała się i urodziła w łazience.
      Różni mi w trakcie pomoc proponowali wieloraką. Zaparłam się zadnimi nogami i
      urodziła się calkiem sama. Cztery kilo sobie zfundowała, a wymagała ode mnie, w
      trakcie wyłacznie skupienia i posłuchy wobec natury, a nie znieczulenia. Ale to
      dotyczy mnie. Prosiłam operyduralkę przy jej bracie (4300) ale jakoś nigdy się
      nie załapałam i wiecie co, nie żałuję. Ale mi było łatwo
    • ewapf Re: ze znieczuleniem - Wielce Szanowne Panie :)) 13.03.05, 10:06


      Widzę, że nie zostałam zrozumiana w stopniu przez siebie oczekiwanym, więc
      pozwalam sobie jeszcze razsmile)

      Koleżanka Kamfory smile NIE udała się po porade do żadnego lekarza (o ile umiem
      czytać), woląc pojemną szufladę biurka i jej bogatą zawartość smile
      Dlatego też wszelkie dywagacje na temat - tu sobie wymienię najczęstsze opinie -
      głupoty, arogancji, pychy, nieuctwa, łapownictwa - lekarzy są w tym miejscu ,
      jak dla mnie , bezzasadne.

      Moglibyśmy tak ciągnąc o: kominiarzach, hydraulikach, odlewnikach, nauczycielach
      - o, tu to bym mogła smile
      Tylko po co?
      Dojdziemy- tym samym - do sensownych wniosków?

      Fedorczyk 4 - z wielką radością powitałam Twoj powrót do piaskownicy, z łopatka
      nawet.. Z jeszcze większą - dołączenie do "palestry"...
      Solennie Ci obiecuję, że kolejnym razem, kiedy " mi sie wydarzy" - rżnąć
      (pardon) mnie będą na żywca, bo do znieczulenia siebie nie dopuszczę, choćby
      ogniem i mieczem, mając...
      W stan ponarkotyczny nie dam się również żadną drogą (pre os, iv, per...,
      per...) wprowadzić i na pewno o tym nie będę z zachwytem pisać publicznie. W
      końcu przecież - per aspera ad astra...

      Ewelino? smile) - uśmiecham się, dziękując.

      Feline?smile) - okreslenie "znieczulica" jest już Twoje smile. Wymyśliłam je pijąc
      -jak kazała mi Jutkasmile - drugi kieliszek wina. Tylko czy na takie szczere
      wyznanie i ekstrawagancję moge sobie - proszę niektórych Pań - pozwolić w tym
      miejscu ?

      Pisze o tym dość zuchwale...
      Ale...

      Kłaniam się uniżeniesmile

      PS. Pisząc "ide sobie" miałam na myśli umknięcie w spokojny, kawiarniany kącik,
      gdzie i pomyśleć można, i popatrzeć przez rozgwieżdzone okno
      , i posłuchać muzyki, i nawet napić się wina smile)
      Będzie mi miło być w towarzystwie...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka