kamfora 10.03.05, 21:32 Czy ludzie współcześni z naszego kręgu kulturowego mają wrażliwsze receptory (nie tylko bólowe) niż nasi pra-dziadkowie albo dzisiejsi afrykańscy kuzyni żyjący z dala od cywilizacji? (Feline proszę o nie rzucanie na mnie gromów Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
kamfora Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 21:40 glodn_y napisał: > ?????????????????????????? ***************************** Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 12:02 A wracajac do tematu, znowu wszystko prawda i nasza kultura wymagająca cierpienia i inne inicjacyjne okrucieństwa. Ale ja uparcie swoje. Sa techniki np. wywodzace się z filozofii i nauk wschodu i nie tylko, polegające na kontrolowaniu oddechu i za jego pomoca kontrolowaniu napięcia mięsni i tym podobnych. Piszę oczywiście bardzo ogólnie, ale nie jestem specjalistką. Natomiast wypróbowałam je na sobie i to ze sporym sukcesem. Dlatego nim zjem procha... Odpowiedz Link
jej_maz Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 21:38 Ze znieczuleniem! To na tej samej zasadzie ze jezeli w Afryce kuzyni nie maja samochodu, nie znaczy, ze ja mam tez chodzic pieszo Odpowiedz Link
jan.kran Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 21:38 Nie wiem jak z receptorami ale wiem ze anestezja robi wszystko , zeby bylo malo bolu , malo farmakologii i pacjent nie cierpial oraz szybko dochodzil do siebie Kran ( teoretyk))) Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 21:40 Ludzie wspolczesni nie potrafia sluchac swojego organizmu i z nim wspolpracowac, nie zdaja sobie sprawy ze bol jest alarmem a nie choroba sam w sobie (oczywiscie poza sytuacjami ekstremalnymi). Ja raczej bez, ale z wyboru, rozsadnie i nie fanatycznie. Wole metody naturalne walki z bolem niz ladowanie sie chemia. Odpowiedz Link
ewapf Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 21:41 Nie mają) Byłoby nieskromnością tak twierdzic Cała reszta, o czy piszesz jest tworem kulturowo-cywilizacyjnym... Wybacz Feline, jam tylko Znieczulica, czyli zona anestezjologa Odpowiedz Link
glodn_y Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 21:48 Nie kumam o co w tym wątku biega/ Wiem ,wiem ,tempota ze mnie ,i już. Odpowiedz Link
jej_maz Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 21:54 Jak Ci zemba boruja; wolisz na spiaco, po kielichu czy na zywca? Ja tam ja trzeba to sie pomecze ale po co? Wole kielicha ) Odpowiedz Link
glodn_y Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 21:58 Ja omijam z daleka) A kielich to i bez borowania może być. Odpowiedz Link
jej_maz Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 22:02 Widzisz; i juz wiesz o co chodzi w tym watku )) Odpowiedz Link
bodzio49 Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 22:09 Bardzo z tym jest różnie. Moja pierwsza to mówiła, że nie tylko borowanie jej nie boli ale nawet sprawia niejaką przyjemność. Mogłem już wtedy zorientować się, że coś z nią nie tak Odpowiedz Link
mammaja Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 22:10 A jak sie wlasnie zatrzasnelo drzwiczki od samochodu na palcu, to nikt nie proponowal znieczulenia Oj, nie lubisz ty tego, nie lubisz - jak mawiala pewna kucharka podrzynajac kogutowi gardlo.... Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 22:12 No i kto Ci kazal? A co potem zrobilas? Czym probowalas znieczulic. A moze Sie? Powaznie to wspolczuje serdecznie. Odpowiedz Link
jej_maz Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 22:13 ))))))) swietne a ten palec w drzwiach to fajny pretekst aby wlasnie strzelic sobie jednego... na znieczulenie Odpowiedz Link
mammaja Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 23:05 No wlasnie - ale najsmieszniej bylo jak zaczelam dzwonic do furtki, bo nie moglam przecie szukac kluczy tryskajac krwia z pod paznokcia. I mzonek mial pretensje, ze tak mocno dzwonie )))))) Odpowiedz Link
felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 23:12 Kamforko, dzieki! Temat - delicja, alisci (nie moge sie powstrzymac) dopisze sie jutro, bo dzis wieczor wlasnie jestem "autozanieczulona" starym, poczciwym, zawsze skutecznym C2H5OH )) Odpowiedz Link
marialudwika Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 23:15 Mm znam ten "bol",koszmar!!! ml Odpowiedz Link
felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 23:24 Jeszcze tylko moze dzis rozszerze ten Twoj temacik; niedawno w pewnej dyskusji ktos zapytal mnie czy osoby (kobiety) bardziej odporne na bol sa tym samym "trudniejsze" erotycznie (z oziebloscia wlacznie). Nie sadze, za bol i odczuwanie przyjemnosci seksualnej odpowiadaja 2 rozne, niezalezne rodzaje receptorow. Chyba wiekszy tu wplyw narzuconej normami spolecznymi i religijnymi wstrzemiezliwosci , ukrywania swoich doznan a nawet pruderii. Ewo - "Znieczulica" bardzo mi sie podoba, chetnie bym ja sobie przywlaszczyla ;- ))) Odpowiedz Link
kamfora Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 11:44 felinecaline napisała: > Jeszcze tylko moze dzis rozszerze ten Twoj temacik; niedawno w pewnej dyskusji > ktos zapytal mnie czy osoby (kobiety) bardziej odporne na bol sa tym > samym "trudniejsze" erotycznie (z oziebloscia wlacznie). Nie sadze, za bol i > odczuwanie przyjemnosci seksualnej odpowiadaja 2 rozne, niezalezne rodzaje > receptorow. > Chyba wiekszy tu wplyw narzuconej normami spolecznymi i religijnymi > wstrzemiezliwosci , ukrywania swoich doznan a nawet pruderii. "Rozszerzenie" wydaje mi się ciekawe. Ale chyba wymaga pewnego oddzielenia wrażliwości (stopnia odczuwania) od odporności (granicy, poza którą jest krzyk/sięgnięcie po tabletkę bądź omdlenie). Myślisz, że to to samo? Że wszyscy odczuwamy tak samo, a tylko wyrażamy/okazujemy swoje odczucia (bądź nie ) zależnie od norm (szeroko pojętych)? To ja idę to przemyśleć... Ale jeszcze spytam (z przekory prawdopodobnie) : jeśli różni lekarze mają różne zdania na ten sam temat (niejednokrotnie w stosunku do tego samego pacjenta) to czy dla pacjenta nie jest to właśmnie sygnał do wybrania "złotego środka" czyli pozostawienia choroby samej sobie i siłom natury (przy ewentualnym wsparciu środków przeciwbólowych)? Odpowiedz Link
felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 13:44 Wybranie przez pacjenta w takich okolicznosciach "pozostawienia choroby samej sobie i silom natury, przy ewentualnym wsparciu srodkow przeciwbolowych" jest wyborem zycia z odbezpieczonym granatem w kieszeni. Prowadzi do tego, o czym pisala wczesniej Verbena o smierci na wlasne zyczenie znajomej swojej Mamy. Wlasnie przymykanie oczu na obecnosc "skorupiaka i usilowanie zycia z nim w symbiozie wydatnie zwieksza smiertelnosc na choroby nowotworowe (w czym nie tylko z powyzszego powodu Polacy celuja). Jesli zdania "uczonych w pismie" sa podzielone (a zadko bywaja diametralnie) to jest szereg metod diagnostycznych o ktorych juz wczesniej wspominalysmy z Ewa a w ostatecznosci (niestety, ale tak juz byc musi) operacja exploracyjna. W czasie ktorej - zapewniam cie, zaden "nozownik" nie bedzie czekal, by ostrzec anestezjologa, ze pacjent mu sie budzi. To anestezjolog winien ZAWCZASU dobrac wlasciwe znieczulenie w zaleznosci od potrzeb konkretnego delikwenta, rodzaju zabiegu i ewentualnie modyfikowac je w jego trakcie w zaleznosci od okolicznosci. Zaden tez anestezjolog przy zdrowych zmyslach nie zastosuje dzis eteru - mogloby to doprowadzic do wysadzenia w powietrze chorego, ekipy operacyjnej i calego szpitala lacznie z przyleglposciami. Eter nie jest juz praktycznie stosowany, jako, ze wlasnie nazbyt zapalny a w sali operacyjnej uzywa sie zbyt wielu przyrzadow elektrycznych - jedna iskra np ze skalpela elektrycznego i LUBUDU gotowe ;-O !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Mnie rowniez "noz sie w kieszeni otwiera", kiedy widze wszelkie wszechobecne nachalne, by nie powiedziec bezczelne reklamy roznych "cudownych metod" lub srodkow przeciwbolowych, w dodatku jeszcze perfidnie poparte tymi niemal 80-90% pozytywnych opinii znawcow. Przeciez NIKT ich nie doczytuje do konca, wlacznie z drobniusienkim druczkiem na koncu zamieszczona uwaga: "w razie watpliwosci skonsultuj sie z lekarzzem lub farmaceuta" - bo i po co? przeciez Gozdzikowej pomoglo! A przeciez Gozdzikowa a Kamforka to 2 zupelnie rozne organizmy zatem i, 2 potencjalnie rozne patologie. Odpowiedz Link
monia.i Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 23:30 Też znam, niestety (( Najbardziej mnie w tamtej chwili denerwował Małżonek Osobisty - dopytując się :"Ale wszystko w porządku? Co sie stało? JAKŻEŚ TO ZROBIŁA???? Powiedz coś wreszcie!" - a ja, niestety, nie byłam w stanie powiedzieć czegoś konstruktywnego - tylko takie różne nieparlamentarne wyrazy cisnęły mi się na usta...I trzymałam łapę w śniegu - bo to zima na szczęście była - i - niestety - nie mogłam sobie słownie "ulżyć" bo pod kościołem staliśmy... A co do odporności..cóż..firmowy księgowy, krzepki, starszy pan, zawsze się dziwi mojej tremie przed wizytą u stomatologa - a jeszcze bardziej się dziwi, że ktoś może chcieć znieczulenie przed niewinnym "wierceniem". Wzrusza ramionami i mówi "Mnie tam mogą rwać na żywca" )) Odpowiedz Link
mammaja Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 23:37 Ja tez trzymalam lape w sniegu, Moniu - widocznie dobrze miec zaspe na takie okolicznosci! Odpowiedz Link
monia.i Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 23:41 Hmmm byłam jeszcze bardziej oryginalna - wsadziłam łapę w taką dużą, kamienną donicę - była bliżej, niż zaspa i na szczęście pełna śniegu a nie pelargonii... Odpowiedz Link
marialudwika Re: ze znieczuleniem czy bez? 10.03.05, 23:43 Gorzej w lecie,z pelargonia ml Odpowiedz Link
skiela1 Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 01:35 Jak czytam te opowiesci o przytrzasnietych palcach to sie zastanawiam dlaczego to sie przydaza zawsze osobnikom plci zeniskiej?facet nigdy sobie nic nie przytrzasnie-taki uwazny.Przytrzasniety paluch to sytuacja bolesno-smieszna.Mowia ze od bolu do przyjemnosci jest blisko.Moja kochana siostra tez sobie przytszasla i to co wy opisujecie to jest nic.Ona sobie przytrzasala ale tak na prawde przytrzasla,zostawila ten palec miedzy drzwiami samochodu i zaczela sie smiac(tzn.mnie sie wydawalo ze ona sie smieje a ona wyla z bolu),moj maz nie wiedzac co sie dzieje ruszyl w poszukiwaniu parkingu...a ona za nim z tym palcem w srodku samochodu a ja za nia ..no po kilku sekundach zatrzymal sie bo mysla ze cos zapomnialysmy i lecimy za nim..istna tragikomedia. Odpowiedz Link
monia.i Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 01:53 wiesz, skielo...z perspektywy czasu moja sytuacja też mi sie wydaje tragikomiczna. Bo pierwsza myśl (taka umiarkowanie przytomna, oczywiście) po tym, jak już sobie zamknęłam te drzwiczki na palcu, była taka "Żesz...znowy to cholerne pudło do warsztatu trzeba będzie oddać" I dodam, że nie siebie miałam na myśli. Dawno w warsztacie nie byłam. Odpowiedz Link
monia.i Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 02:06 ))Też mi sie śmiać chciało...później ))Ale pierwsze możliwe do wypowiedzenia słowa nie nadają się do publikacji...Nawet nie wiedziałam, że je znam. Odpowiedz Link
skiela1 Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 02:18 Ja pamietam ze musialam majtki zmieniac bo ze smiechu nie wytrzymalam a ta moja biedna siostra......szkoda slow.Dalismy jej koniaczku na ..znieczulenie tylko ze ona nie powiedziala przed wyjsciem ze ja boli glowa i wziela dosc mocna tabletke, jak lyknela tego koniaczku to zrobila sie szybko dziwnie pijana.Troszke sie wystraszylam bo nie wiedzialam o co chodzi,myslalam ze ja od tego palca tak zarzuca ....milo powspominac.. Odpowiedz Link
monia.i Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 02:27 Tak Wpomina się pięknie Mój Osobisty spytał - pełen dobrej woli - czy nie zechciałabym sie rozstać z trzymaną w objęciach donicą - i wsiąść do samochodu - celem zawiezienia na ostry dyżur. Ubrał chyba swoją prośbę w niewłaściwe słowa - bo moja odpowiedź nie nadaje się do powtórzenia. Dzisiaj na wzmiankę o tej historii osoby obecne przy niej pokładają się ze śmiechu - a wówczas byli jacys tacy...zieleni Odpowiedz Link
jej_maz Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 02:39 No ladnie, a mnie sie az zimno zrobilo... brrr... ) Odpowiedz Link
monia.i Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 02:53 Tobie zimno - a pomyśl o naszych biednych palcach...że o samochodzie nie wspomnę... Odpowiedz Link
felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 09:30 Po Waszych wczorajszych nader krotochwilnych postach niesmialo skierowuje watek na zamierzone przez Kamforke tory. Po to, zeby Wam powieziec (oczywiscie), ze "...ja lubie tuman narkozy"... i to tak scisle prywatnie, jako potencjalny "delikwent" jak i zawodowo a moi koledzy - chirurdzy juz w ogole nie wyobrazaja sobie pracy inaczej niz w moim - no i oczywiscie innych moich konfratrow w specjalnosci po fachu. Zatem napewno "Z", a bez i tuberozy - tez lubie, pasjami, ale w wazonie. Dalszy ciad dywagacji nastapi (co sobie bede zalowala jak raz na ruski rok taka gratka mi sie trafia ))...) po kawce, ktora ide sobie zaparzyc. Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 09:41 A mnie się jednak wydaje że nadużywamy dobrodziejstw otumaniaczy. Oczywiście nie wyobrażam sobie interwencji chirugicznej na żywca, ale my sięgamy po farmakologię przy każdej okazji. Całkiem już nie potrafimy radzić sobie z bólem, ani znosić go, ani zapobiegać mu w sposób naturalny. Nie mamy gradacji, na każdy objaw sięgamy po prochy, te wszystkie ibu..., niuro... etc. sprzedawane w sklepach jak cukierki. A czasem zimny okład wystarczy. Odpowiedz Link
verbena1 Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 10:13 Smiesza mnie reklamy srodkow przeciwbolowych: Wazny pan dyrektor ma za chwile narade a tu ten niepotrzebny,przeszkadzajacy bol glowy,lub plecow. Zjawia sie piekna sekretarka z najnowszym ,cudownie dzialajacym srodkiem usmierzajacym bol. Wszyscy sa szczesliwi,jak w bajce. Zawsze dopowiadam sobie ciag dalszy, za rok pan dyrektor dostaje wrzodow zaladka po tak duzej dawce tabletek i historia sie powtarza, nastepuje reklama slynnego Renni i tak dalej, w nieskonczonosc. Wkrotce zapomnimy ,ze bol to sygnal naszego ciala, z ktorym postepujemy czasem brutalnie i nie chcemy go sluchac. Juz teraz jestesmy spoleczenstwem lekomanow, co bedzie za pare lat? Odpowiedz Link
felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 10:18 Voilà (to taki ozdoopnik majacy mnie uchronic przed okrzykami "od wiec zdania sie nie zaczyna") Na wstepie odniose sie do wczorajszego postu Fedorczyk, ktora nota bene serdecznie pozdrawiam wraz z jej Francuska polowa a moim "konfratrem". Pisze Ona "wole metody naturalne walki z bolem niz ladowanie sie chemia". Ludzkosc metody naturalne stosowala przez kilkadziesiat wiekow swojego istnienia z dosc miernym sukcesem (nawiasem mowiac do czasow Kaszpirowskiego wybor byl niewielki: maczuga po czaszce, skok w zaspe sniezna, C2H5OH lub okadzanie narkotycznym zielskiem. Z wyjatkiem metody maczugowej i stosowania krioterapii zanim ono leczenie bolu sniegiem tak nazwane zostalo juz nawet ow dosc pierwotny Homo kierowal sie jednak ku chemii. Tak sie sklada, ze organizmy zywe a interesujacy nas Homo w szczegolnosci to dobrze funkcjonujacy, maly, choc dosc skomplikowany kombinat chemiczny dzialajacy na zasadzie przemian zachodzacych pomiedzy substratami takimi, jak porzrozne zwiazki C,H,O,N,S i P (uklony do Pana Mendelejewa) i jeszcze kilku innych pierwiastkow w znacznie mniejszej %owo ilosci. Przewodzenie bodzcow bolowych tez oparte jest na swoistych reakcjach chemicznych, ktorych opisu Wam tu milosiernie zaoszczedze .Bol zas sam w sobie jest TOKSYCZNY i to wprost proporcjonalnie do swojej intensywnosci. Dlatego nie bez kozery jedna z najwazniejszych czesci mojego oddzialu w CHUjku jest tzw "dechoquage", gdzie wraz z moimi przybocznymi "mroweczkami" w pocie czola wyprowadzamy delikwentow ze stanu szoku, spowodowanego m.in bolem, ktory to stan moze stac sie bezposrednim zagrozeniem zycia. Zauwazcie - im bardziej chory cierpi, tym bardziej staje sie apatyczny , nie protestuje, nie walczy ...odplywa (wyrazne zwlaszcza u dzieci, ktore dawniej mylnie uznawano za wyjatkowo grzeczne). Zgoda, bol jest alarmem i powinno sie bacznie zwracac uwage na takie sygnaly, na szczescie wspolczesna medycyna oprocz badania palpacyjnego zna inne mozliwosci prowadzace do postawienia wlasciwej a czasem wrecz WLASCIWSZEJ diagnozy niz opieranie sie wylacznie na obserwacji zachowania delikwenta w trakcie bolesnego badania (mowie oczywiscie o owej palpacji a nie o USG, TK, zwlaszcza PET-scanie i IRM). Bol sam w sobie potrafi niewprawnego diagnoste niezle "wpuscic w maliny" - wyobrazcie sobie np: na "moj" oddzial pelniacy nieustanny ostry dyzur trafia pacjentka skarzaca sie na bole w prawym podbrzuszu. Dla laika a nawet i poczatkujacego "toubibe'a" sprawa jest jasna: "gryzie" ja robak zwany wyrostkiem. Kladziemy pacjentke na stol, "otwieramy" i...oczom zgromadzonych ukazuje sie zdrowiutenki ow inkryminowany wyrostek a po dokladnej exploracji jamy brzusznej ...paskudnie zmieniony zapalnie i nie tylko LEWY jajnik. I tu mamy do wyboru caly szereg patologii od zmian zapalnych, poprzez endometrioze po peknieta cyste czy ciaze pozamaciczna az po "skorupiaka". Wystapil po prostu typowy "bol z odniesienia" - to byl jeden z bardziej spektakularnych przykladow, ale zapewniam jest wiele innych mozliwosci. Po drugiej kawce przeslizgne sie do wypowiedzi EwyPf (wyrazy szacunku i sympatii, droga Znieczulico" - nie nazwe cie consoeur bo mi sie to zle kojarzy, a szkoda ;-((....) Odpowiedz Link
felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 10:35 Te reklamy lekow w tivi czy na agresywnych planszach reklamowych to najlepszy dowod, ze "pecunia non olet". Oczywiscie, ze lekkomyslne NADuzywanie owych "cudownych remediow" jest szkodliwe i wprowadza delikwenta w bledne kolo rozlicznych patologii z jednoczesna eskalacja ich "ciezkosci". Jednak jesli jestem PRZECIW lapaniu sie na lep owych reklam to jednoczesnie ZA ROZSADNYM stosowaniem chemii (wylacznie na zalecenie i dokladnie wedlug zalecen lekarza). Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 10:42 Dziękuje za pozdro. i natychmiast przystępuję do "kontrataku". Nie jestem lekarzem, ale wiem że wszystko co napisałas jest św. prawdą. Bardzo się cieszę że od kilku lat zapanowała moda na walkę z bólem. A może nie tyle moda ile zdjęte zostało tabu z tematu bólu "niepotrzebnego". Np. ból i trauma post bólowa u noworodków i bardzo małych dzieci, ale nadal nie zmieniam zdania co do pokutującego w społeczeństwie błędnego odruchu walki z kazdym bólikiem i bólkiem przy pomocy prochów. Nie zgadzam się oczywiście na pojmowanie bólu jako dopustu Bożego, ale trochę obserwacji własnego organizmu i jego reakcji wydaje mi sie niezbędne nawet dla przyszłej diagnozy lekarza. Nie potrafimy w 8 przypadkach na 10 odpowiedziec na proste pytanie lekarza- w skali od 1 do 10, gdzie pani umiesci swoj ból. Pozdrawiam Odpowiedz Link
felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 11:47 W skali 1 do 10 okreslamy intensywnosc bolu a nie jego umiejscowienie; prawda jest, ze na pytanie "gdzie pania/pana boli odpowiedzia jest "gest siewcy" wybitnie nieprecyzyjny, ale tez uwaga na wspomniane juz "bole z odniesienia". Na inicjujace watek pytanie Kamforki "czy ludzie wspolczesni z naszego kregu kulturowego maja wrazliwsze receptory (...) niz nasi pradziadkowie albo dzisiejsi afrykanscy kuzyni zyjacy z dala od cywilizacji Kolezanka "Znieczulica" slusznie odpowiada: "nie maja), byloby nieskromnoscia tak twierdzic". Swieta prawda. Zyjemy po prostu w nieporownywalnych cywilizacjach. I rozne jest "tradycyjne", czerpane chocby z pryncypiow wyznawanej wiary podejscie do bolu. My, wyrosli na zasadach moralnosci judeo-chrzescijanskiej wciaz mamy zakonotowane w umyslach (na szczescie coraz slabiej) , ze "per aspera ad astra", ze "bol uszlachetnia", ze... ma wrecz wlasnosci redempcyjne (stad sredniowieczne tortury mialy nie tylko na celu wymuszenie zeznan od delikwenta, ale i "dawaly mu szanse" chocby czesciowego odkupienia swoich realnych czy domniemanych win). Skadinnad we wszystkich kulturach w tym i naszej znane sa swoiste "ryty inicjacyjne", ktorym poddaje sie potomstwo dla podkreslenia, ze osiagnelo ono z wiekiem wyzszy stopien rozwoju, przzszlo spod matczynej zapaski pod silne i zbrojne ramie ojca. U dawnych Slowian byly to postrzyzyny (na szczescie bylismy plemieniem stosunkowo malo krwiozerczym )), u wyznawcow Judaizmu (i nie tylko) jest to obrzezanie, w innych bardziej "pierwotnych kulturach rowniez obrzezanie dziewczat (excyzja czesto laczona z infibulacja - zapewniam - ZGROZA!!!!!) Ta ostatnia MYLNIE przypisywana jest zreszta wylacznie Islamowi. W istocie ow a religia NIE ZNA ZADNEGO ZAPISU nakazujacego owo barbarzynstwo. przeniknelo ono do ludow islamskich z innych plemion afrykanskich, zwlaszcza nomadzkich i tak sie zakorzenilo, ze jeszcze wspolczesnie w krajach NASZEJ cywilizacji spotykamy sie z nim w srodowiskach imigranckich ( u imigrantow z krajow arabskich, "czarnoafrykanskich" (Mali, Somalia, Togo), co nasze prawo sciga i dosc surowo karze (przynajmniej wtedy, kiedy uda sie zidentyfikowac "operatorke" (o dziwo - ZAWSZE sa to "matrony". W tychze krajach "czarnego ladu" i wielu innych pozostajacych z roznych powodow "w tyle" za nasza cywilizacja ludzie wykazuja zreszta ogrom wyobrazni w wymyslaniu roznych "prob inicjacyjnych" - czytalam kiedys na ten temat dosc powazna "rozprawke" naukowa pod koniec ktorej bylam literalnie scierpnieta ze zgrozy. ...Alisci (znowu) w odroznieniu od pradawnych Slowian w dwu minionych ostatnich stuleciach zwlaszcza w ...oswieconych", inteligenckich kregach polskiego i innych Europejskich, az i po obydwie Hameryki spoleczenstw uciekano sie do krwawego obrzadku inicjacyjnego pod swietlanym czesto pretekstem medycznym (mam na mysli rozpowszechnione jeszcze do niedawna poddawanie dzieci zabiegom "usuniecia migdalkow" czy "robaczywego wyrostka" niewspolmiernie czesciej niz wynikaloby to z istotnych medycznych potrzeb. Oczywiscie, bylo to zawsze robione "dla dobra dziecka" i jeszcze w czasach dziecinstwa nas, +40latkow "na zywca" (sama przezylam (;°°°°-((((((((!!!!!!!). Odpowiedz Link
marialudwika Re: ze znieczuleniem czy bez? Protescik 11.03.05, 14:08 Oczywiscie, bylo to zawsze robione "dla dobra dziecka" i jeszcze w czasach dziecinstwa nas, +40latkow "na zywca" Musze sie sprzeciwic,mnie usuwano pod narkoza!!!Wyrostek,a migdaly w znieczuleniu miejscowym. ml Odpowiedz Link
jutka1 Re: ze znieczuleniem czy bez? Protescik 11.03.05, 14:25 a dentysta maszyna wolnoobrotowa na zywca? dlugi czas minal zanim sie fobii dentysty pozbylam. teraz nawet do czyszczenia zadam znieczulenie. J. Odpowiedz Link
witekjs Re: ze znieczuleniem czy bez? Protescik 11.03.05, 14:33 I masz rację. Obecnie nie ma żadnego powodu by cierpieć. POzdrawiam. Witek PS. Co z Roselandem ? Odpowiedz Link
jutka1 Re: ze znieczuleniem czy bez? Protescik 11.03.05, 16:31 Witku, Roseland? pozdrawiam J. Odpowiedz Link
jutka1 Re: ze znieczuleniem czy bez? Witku 12.03.05, 05:44 Przepraszam, cierpialam wczoraj na pomrocznosc jasna ) Nie doszlam do Roseland - towarzystwo chcialo w inne okolice pojsc.. Ale popatrzylam na stronke. Nastepnym razem jak bede w NYC, wybiore sie. Odpowiedz Link
felinecaline wqurwienie na squrvienie 12.03.05, 12:09 ...mnie ogarnelo, kiedy tuz po porannym otwarciu oczat trafilam na nocny post Jutki (nawiasem mowiac milosniczki skrecania watkow i specjalistki w tej dziedzinie. To tak, jakby ktos o podobnej godzinie "stawil sie" na moim dyzurze z powodu np trwajacego od 3 dni bolu gardla (przyklad nie jest najlepszy, ale "wagowo" porownywalny). MadaM, przeciez moglas te nie cierpiaca zwloki i bolesna z pewnoscia wiesc o spelznieciu na niczym wyprawy do Roseland przekazac zainteresowanemu SMSem albo "malpia poczta" lubo tez stosowny watek ZALOZYC - jak juz raz taki osmiele sie stwierdzic wazny (a dla mnie dodatkowo nader "smakowity) watek trafil sie na forumie )) Mam nadzieje, ze szczerosc bedzie mi wybaczona. Wszystkich ewentualnie niecierpliwie oczekujacych zapewniam, ze ciag dalszy moich elukubracji nastapi niebawem - pierwszenstwo atoli ma obiad Kicura. Odpowiedz Link
jutka1 Re: wqurwienie na squrvienie 12.03.05, 13:02 bardzo przepraszam, witekjs zaczal. zapytal o Roseland to odpowiedzialam... )) pardonnez-moi. wiecej nie bede. J. Odpowiedz Link
witekjs Re: wqurwienie na squrvienie !!?? 12.03.05, 13:29 Chyba zapomniałaś, że nie jesteś w sali operacyjnej ani w Forum Aktualności. Odpowiedz Link
felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez? Protescik 11.03.05, 15:44 Przenosze to, co wpadlszy w karygodny poslizg zle umiescilam, kajam sie i meaculpuje: Migdaly czesto rznieto "na zywca", a wyrostki jednak w "narkozie", czasami, na szczescie tylko z rzadka w miejscowym.. Ale tak czy owak mialas, droga ML spore szczescie. Mnie zdecydowano sie usunac "3 migdal" chyba po potraktowaniu mnie "glupim Jasiem". Jasio zaiste okazal sie glupi i malo skuteczny, udalo mi sie wyzwolic reke z pet i malo nie zdemolowalam operatora. Mialam wtedy niecale 6 lat. Wkrotce potem nastapilo przyspieszenie rozwoju anestezjologii, ktora okazala sie dyscyplina "jak na mnie szyta" i na ktora bez wahania padl moj wybor. Doceniam ja jako uzytkownik (chociaz juz kilka dziesiatek lat pozniej po moim pierwszym srodoperacyjnym wyczynie znow powtorzylam rekoczyn w stosunku do anestezjologa, ktory mial watpliwa przyjemnosc opiekowac sie nad moim niemal zewlokiem na "rea". Dzis jest to Jego exkremencja moj Szef). Odpowiedz Link
ewapf Re: ze znieczuleniem czy bez? Protescik 11.03.05, 15:59 Dobrodziejstw wspolczesnej anestezjologii zaznałam 12 lat temu, kiedy postawiono mi Słodką Liryczną Diagnozę Kliniczną) Poezja) Zapewniam Was... Jedyną obawę, jaką miałam, to tę , żeby nie narobić jakiejś "biedy" pewnemu przystojnemu koledze) Zaintubował, "zafentanylował", wybudził, sprawił, ze mialam najprzyjemniejsze sny , jakie lubie: w kolorze, w pewnej euforii, w locie) Po zabiegu zadziałał narkotycznie i swoją obecnością) Cudo, mowie Wam...) Odpowiedz Link
ewapf Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 15:36 Mysle, że warto przypomnieć i zauważyc jeszcze jedna rzecz,. Rozwój chirurgii był i jest zwiazany sciśle z rozwojem anestezjologii. Dość powiedzieć, że zakres technik operacyjnych w czasach "kapanek eterowych" siłą rzeczy był bardzo ograniczony. Natomiast z chwilą wprowadzenie do uzycia na przykład środków zwiotczających (w 1942r. - popraw mnie Feline, bo nie mam kogo teraz zapytac) możliwość przeprowadzania zabiegów w obrębie jamy brzusznej znacznie się poszerzyła. Odpowiadając więc na pytanie Kamfory "jak to było z naszymi pradziadkami" trzeba by rzec, ze wiele rodzajów zabiegów było dla nich niedostępnych. O ile dozyli... Bowiem jeszcze na poczatku ubiegłego stulecia srednia wieku wynosiła niewiele ponad 40 lat i była dość zblizona do sredniej w starozytnym Rzymie.. Pozdrawiam, Feline) Odpowiedz Link
kamfora Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 19:28 felinecaline napisała: > Zauwazcie - im bardziej chory cierpi, tym bardziej staje sie apatyczny , nie > protestuje, nie walczy ...odplywa (wyrazne zwlaszcza u dzieci, ktore dawniej > mylnie uznawano za wyjatkowo grzeczne). Zdałam sobie właśnie sprawę, jak bardzo mylne wnioski można wyciągać na podstawie tych samych obserwacji, nie mając "zaplecza" w postaci studiów. Dzięki, Feline Z początku ogarnęły mnie wątpliwości (jak widzę innych Forumowiczów również), czy był sens zakładać taki wątek. Teraz widzę, że był Na razie muszę kończyć, bo mi oczy wysiadają Odpowiedz Link
mammaja Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 22:19 Feline, oczywiscie teraz do gastroskopii znieczula sie przelyk jakims pryskaniem i rurki sa cieniutkie, nie mniej to nie jest mily zabieg! Ale i tak trzeba to trzeba. Fedorczyk, ja blizniaki tez urodzilam naturalnie Ale w obec zagrozenia dla zycia dziecka lepiej sto razy zrobic cesarskie ! Odpowiedz Link
felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 22:32 Oprocz tego a wlasciwie zamiast mozna zastosowac krotka i lekka , niepelna "narkoze" (jestes oszolomiona, ale nie spisz) przz wlew kroplowy. Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 11:51 Wyraziłam się nieprecyzyjnie, chodzilo mi o to gdzie na skali intensywności bólu umiesci pan, pani... Odpowiedz Link
witekjs Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 13:51 Nieśmiało dodam, że ból w zaskakująco dużej części przypadków, jest wyrazem nie organicznego uszkodzenia, lecz objawem tzw. zespołów czynnościowych - lękowych, zaburzeń somatyzacyjnych - "histerii", czy wręcz różnego rodzaju zespołów depresyjnych. Wymaga to dokładnej diagnozy i z gruntu innego leczenia. Nie wystarczą/nie zadziwłają przeciwbólowe tabletki "Pani Gościkowej", reklamowane w TV. ) Pozdrawiam. Witek Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 15:30 Dziendobry Witku, nareszcie ktoś troszke skłania się w strone mojego rozumowania. Ja nie jestem za żywcem ani metodami z XVI wieku i poczatków chirurgii, ale nadal myślę że pozwalamy sobie na rodzaj lenistwa organicznego. Każdy ból jest ważny, nie każdy nie do zniesienia i nie każdy wrogi. Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 15:32 No przeciesz ból nie zawsze jest synonimem cierpienia. Bywa że jest tylko bólem. Odpowiedz Link
felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 16:16 Szanowna "Znieczulico"! Oczywiscie, rozwoj nowoczesnej chirurgii i anestezjologii szly niemal w parze. Chirurgia poza tym zawdziecza swoj rozwoj rowniez...wojnom a tych w ostatnich 2 stuleciach nie brakowalo. Polecam wszystkim doskonala ksiazeczke J. Thorwalda (o ile nie przekrecam) "Stulecie chirurgow" i jej "blizniaczke "Stulecie anestezjologow". Oczywiscie, w tych "zamierzchlych czasach" metody znieczulen byly nader rudymentarne ;-((w czasach Kampanii Wschodniej Napoleona siarczysty mroz, kiedy indziej po prostu prawy sierpowy ordynansa lub "litrowa" okowitej robily swoje. Dla dopelnienia kazano zazwyczaj delikwentowi - wojakowi sciskac w zebach fajke, tak mocno, jak mogl. Jesli przegrywal i z bolem i z losem fajka wypadala mu spomiedzy zebow,spadala i...tlukla sie, co dalo poczatek francuskiemu powiedzeniu "casser sa pipe" (umrzec). No i oczywiscie az praktycznie do batalii II WS zranienie w brzuch bylo rownoznaczne z wyrokiem smierci (era przedantybiotykowa, szok, bol, zakazenie do kupy wziete nie mialy litosci). Kiedy wreszcie anestezjologia omijajac rafy wczesnego okresu swojego rozwoju zaczela wreszcie "raczkowac" nastapil okres "przyduszania delikwenta oparami chloroformu lub eteru lanymi bezposrednio na tampon umieszczony na organie powonienia lub pozniej i bardziej wytwornie na maseczke Ombredanne'a. Jeszcze pozniej zaczeto stosowac respiratory w obiegu zamknietym lub polotwartym i intubacje i wlasnie "zwiotczac" delikwenta pochodnymi kurary. Dawniej do "usypiania" pacjenta wystarczala dosc sumarycznie przeszkolona "siostra", na codzien czesto zona, sekretarka lub metressa chirurga, powoli i zrazu i niechetnie ustepujac pola "bitwy" pierwszym specjalistom nowej dyscypliny. Dzis miejsce u wezglowia operowanego okupuje wysoko przeszkolony lekarz - anestezjolog i czesto 2 albo i 3 pielegniarki anestezjologiczne. Przygotowanie zas do zabiegu trwa rownie dlugo albo i dluzej niz sama operacja a przebudzeinie odbywa sie na specjalnej sali, pod okiem specjalistycznego personelu i "asysta" calego mnostwa czujnikow. Tu pozwole sobie znowu na "dygresje" z autopsji: mozecie mnie uznac za "zumazszedsza", ale uwielbiam byc usypiana - zdarzylo mi sie to "ladne" kilka razy i za kazdym z nich byla to mega-przyjemnosc. Inna, niespodziewana przyjemnosc przezylam zas po slawetnym przebudeniu na "rea", juz nie pomne, czy przed, czy tez po pobiciu Szefa...byl to mianowicie (wstydliwi nie czytajcie!) orgazm mojego zycia. Fedorczyk - niestety, nie pojmuje - jak to: "bol nie jestsynonimem cierpienia"...Chyba, ze dla mistykow lub ... o tym pozniej Odpowiedz Link
ewapf Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 16:23 felinecaline napisała: > Szanowna "Znieczulico"! > O swoje. > > D > > Tu pozwole sobie znowu na "dygresje" z autopsji: mozecie mnie uznac > z mi sie to "ladne" > kilka razy i za kazdym z nich byla to mega-przyjemnosc. > Inna, niespodziewana przyjemnosc przezylam zas po slawetnym przebudeniu > na "rea", juz nie pomne, czy przed, czy tez po pobiciu Szefa...byl to > mianowicie (wstydliwi nie czytajcie!) orgazm mojego zycia. ----------------- Nie da się zaprzeczyć, Feline ) Tez przyznaję, bez wstydu dodajmy) > Odpowiedz Link
felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 17:36 I wlasnie te "nieorganiczne" bole psychosomatyczne sa najtrudniejsze do leczenia. Czasem trudno chorego przekonac, ze podloze jego bolu jest w psychice, czesto traktuje on taka teze jako lekcewazenie lub obelge. Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 17:05 Czuję się dramatycznie osamotniona z moimi opiniami. Wybaczcie, ale zabieram moje doświadczenia i zmieniam piskownicę. Wasze prywatne opisy nie cierpienia, albo odlotów smucą mnie, bo ja takie miewałam bez pretekstu przypadkowości i dramaturgii problemów zdrowotnych. Takie też oczywiście miewałam, ale uważam je za marginalne. Wasza ze łzami w oczach Fedorczyk Odpowiedz Link
mammaja Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 17:36 Nie placz, Fed. Mozna nauczyc sie zyc z bolem. Czasem nie jest to rozsadne. Faktem jest ze znowu musze isc na gatroskopie, wiec sie nie wymadrzam. Chyba laki na zaziebienie dogodzily mi na zoladek. Bol mozna oswoic.Mozna sie w niego wsluchiwac. Pozwolic zeby mijal. Ale to nie jest rozsadne. Polozyc sie i myslec - witaj bolu. Ale do czego to prowadzi???? A teraz co mam zrobic z tym bolacym palcem? Nie mam sposobu, musi sie zagoic. Oczywiscie wszelkie zabiegi powinny byc w maksymalnym znieczuleniu. To takie fajne jak ci np. dlutuja zatoke, a slyszysz i nie czujeszA cesarka? Decyzja byla blyskawiczna i po paru minutach juz mnie usypiali. Obudzilam sie szczesliwa matka coreczki Odpowiedz Link
felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 17:56 Alez MM - gastroskopie przeciez mozna wykonac z zastosowaniem nowoczesnego "glupiego Jasia" tzw neuroleptoanalgezji -o ile wiem rowniez w Polsce sie to praktykuje. Fedo szanowna wielce! Czemu chcesz "osierocic" nasza piaskownice? czyzby bylo temu winne moje i Ewy bezwstydne wyznanie o postnarkotycznym "odlocie"? Nawiasem mowiac - ja rowniez nie potrzebuje do nich pretekstow i narkotycznych "alibi". Wspomnialam o tym ewenemencie niejako tytulem preludium przed poruszeniem drugiego "podwatku" mianowicie pokrewnosci doznan bolowych i orgastycznych (stad m.in takie "umilowanie bolu" u mistykow), ale obiecuje, musze sobie troche odswiezyc "baze danych" i wypociny o tym nie nastapia wczesniej niz jutro. Odpowiedz Link
jutka1 Fed !!! 11.03.05, 17:42 Nie pekaj, chodz do mnie na wodeczke. Wies odcieta od swiata. Aaaaa Nie dojedziesz ((( Odpowiedz Link
ewapf Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 18:02 Ja sobie myśle ), że jak zawsze - niby wszyscy mowimy o TYM samym, - ale niekoniecznie o TAKIM samym Kazdy z nas doswiadczył jakiegos bolu, o różnym natęzeniu. Najczęściej był to ból przejsciowy. My z Feline, z racji wykonywanego zawodu widzimy na codzień i ostry ból pooperacyjny, i ból nowotworowy... Inne pominę... Skazywanie pacjenta na takie cierpienie byłoby okrucieństwem. Dlatego za wszelką cenę dążymy do jego wyeliminowania... W tych przypadkach nie pomagaja ani medytacje, ani inne pobozne zyczenia... Trzeba dążyć do jak najszybszego zniesienia cierpienia ... I to się robi... Nie da się patrzeć na mękę chorego nowotworowo pacjenta.... Ja nie umiem powiedzieć, ze cierpienie uszlachetnia... Nie takie... Odpowiedz Link
kamfora Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 11:09 ewapf napisała: > Ja sobie myśle ), że jak zawsze - niby wszyscy mowimy o TYM samym, - ale > niekoniecznie o TAKIM samym O - właśnie! Ale zazwyczaj tak bywa w forumowych szczególnie dyskusjach, że dyskutanci omijają środek, powołując się w argumentacji na skrajności. (Pewnie po to, żeby jak najszybciej przekonać przeciwnika do swojej racji A ja bym chciała pogadać o takim bólu towarzyszącym na codzień. Bagatelizowanym najczęściej jako objaw czegośtam złego, a traktowanym sam w sobie jako coś złego, co trzeba usunąć (i co najważniejsze: da się usunąć) przy pomocy tabletek dostępnych bez recepty w każdym kiosku. Niedawno koleżanka z pracy miała wycinany woreczek żółciowy. Kamlotów w nim miała kilkanaście, a ważyło to wszystko razem ponad pół kilo ponoć. O tym, że musi iść na operację dowiedziała się 3 dni przed operacją, gdy bólu nie dało się usunąć ani "specyfikiem Goździkowej" ani mocniejszymi przeciwbólowymi pigułami i zdecydowała pójść do lekarza. (Musiała jeszcze zgodę na operację bez szczepienia przeciw żółtaczce podpisać, bo nie było czasu.) I tak sobie myślę: ona cały czas żyła "na znieczuleniu". Przecież te piguły są coraz doskonalsze ("inteligentne" jak głoszą reklamy, które zazwyczaj podpierają się zdaniem 80 albo 90 procent lekarzy specjalistów . Uciekając przed bólem wbiegamy w jakąś ślepą uliczkę (przy przyzwoleniu, a nawet przy aprobacie lekarzy - nie mówiąc o farmaceutach). A ponoć primum non nocere? Odpowiedz Link
verbena1 Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 11:32 Kamforo zdadzam sie z Toba, dlatego napisalam o szkodliwym dzialaniu reklam. Wolimy zazyc tabletke i nie zastanawiac sie dlaczego boli , lepiej nie wiedziec, a nuz jakies raczysko. Niedawno zmarla mama mojej znajomej. Cale lata miala guzka na piersi ale wolala udawac ,ze to nic groznego a o lekarzu nie chciala slyszec. Dopiero jak zaczelo bolec szukala ratunku. Zmarla na wlasne zyczenie. Odpowiedz Link
mammaja Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 11:38 Jeszcze o gastroskopii.Robilam w calkowitym znieczuleniu i wlasnie z jakims glupim jasiem.Trzech lekarzy,glaskali po rekach,byli cudowni.W prywatnej klinice za 700 zet. To ja juz wole mniej komfortowo, to w koncu nie trwa dlugo, a ile przyjemnosci mozna sobie zrobic za te kase )))) Odpowiedz Link
felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 12:12 istotnie, za te cene znam inne przyjemnosci ))). Tym bardziej, ze badanie jest jedynie malo przyjemne ale NIE bolesne. "U mnie" cena jest identyczna "z" i "bez" a wydatek takczyowakczy w 100% refundowany. Czego i wam - "krajowcom" w niedalekiej a swietlanej przyszlosci zycze serdecznie Odpowiedz Link
ewapf Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 12:11 k) > > A ja bym chciała pogadać o takim bólu towarzyszącym na codzień. Bagatelizowanym > najczęściej jako objaw czegośtam złego, a traktowanym sam w sobie jako > coś złego, co trzeba usunąć (i co najważniejsze: da się usunąć) przy pomocy > tabletek dostępnych bez recepty w każdym kiosku. > >------------- Skoro tak , to mylący jest tytuł wątku. Znieczulenie nie jest usmierzaniem bólu Napiszę nieco wiecej, jak tylko przestanie mnie boleć głowa) Na razie przyjełam ze skwapliwą wdzięcznością iniekcję dożylną z pyralginy)) Chociaż, nie przeczę, powinnam zrobic sobie najpierw CT, a może nawet MRI) Pozdrawiam > > Odpowiedz Link
no_no Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 12:24 ewapf napisała: > k) > > > > A ja bym chciała pogadać o takim bólu towarzyszącym na codzień. Bagateliz > owanym > > najczęściej jako objaw czegośtam złego, a traktowanym sam w sobie jako > > coś złego, co trzeba usunąć (i co najważniejsze: da się usunąć) przy pomo > cy > > tabletek dostępnych bez recepty w każdym kiosku. > > > >------------- > > Skoro tak , to mylący jest tytuł wątku. Znieczulenie nie jest usmierzaniem > bólu > Napiszę nieco wiecej, jak tylko przestanie mnie boleć głowa) > Na razie przyjełam ze skwapliwą wdzięcznością iniekcję dożylną z pyralginy)) > Chociaż, nie przeczę, powinnam zrobic sobie najpierw CT, a może nawet MRI) > Pozdrawiam ----- Ewo, po co Ci tyle litrów chemii? Ja takie śmieszne bóle głowy leczę "od ręki"... i to całkiem za darmochę No, może za uśmiech) no_no - dotykam tu, i tam), i po bólu) Odpowiedz Link
ewapf Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 12:28 no_no napisał: > ewapf napisała: > > > ----- > Ewo, po co Ci tyle litrów chemii? > Ja takie śmieszne bóle głowy leczę "od ręki"... > i to całkiem za darmochę No, może za uśmiech) > > no_no - dotykam tu, i tam), i po bólu) >--------------- W istocie, po.... )) Z wdzięcznością najpiękniej sie uśmiecham) > > Odpowiedz Link
no_no Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 12:39 ewapf napisała: > no_no napisał: > > >dr ewapf napisała: > Z wdzięcznością najpiękniej sie uśmiecham) ----- Bardzo ładnie Tak, proszę pozostać w tej pozycji)) no_no - ręce które leczą) Odpowiedz Link
kamfora Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 15:34 ewapf napisała: > Skoro tak , to mylący jest tytuł wątku. Znieczulenie nie jest usmierzaniem > bólu Kajam się najpokorniej - prawidłowa terminologia medyczna jest mi obca. Kieruję się jak w większości przypadków nosem - stąd moje skojarzenie znieczulenia ze spowodowaniem chwilowego zaniku odczucia bólu (wygląda, że równie dobrze mógłabym skojarzyć do czego służy być chlebak buuuu Odpowiedz Link
felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 16:12 Kamforko mila! Pogratuluj odemnie Twojej znajomej niewatpliwego talentu narracyjnego )) Natomiast NIE gratuluje jej jej "heroicznej postawy" wobec dlugotrwalego nieznosnego bolu spowodowanego kamica - w paroksyzmach chyba bliska byla conajmniej przebicia sie przez sufit do sasiada. W dodatku nawet ulzywszy sobie CHWILOWO przy pomocy jakiejs "cudownej piguly", co to ulzyla Gozdzikowej" narazala sie na stale pogarszanie sie sytuacji az do zapalenia otrzewnej wlacznie, co juz moze byc bezposrednim zagrozeniem ...zycia Pytanie: w imie czego?. No, ale zapewne zostala za to "ukarana" - nie watpie, ze nie wykonano u niej operacji w laparoskopii a zastosowano tradycyjna metode z "szerokiego ciecia" (konfratrzy, wybaczcie moje "odchylki" od przyjetej w Polsce nomenklatury). Co sie z tym wiaze dluzsze i wieksze cierpiala wiec bole pooperacyjne ( choc sadze, ze jej ich jednak przemyslnie i milosiernie oszczedzono, przynajmniej, dopoki pozostawala w szpitalu). Co do tych cudownych, wszechstronnie skutecznych krzykliwie i agresywnie reklamowanych srodkow przeciwbolowych jestem STANOWCZO PRZECIWNA ich dostepnosci bez recepty. W zaufaniu zreszta moge Wam powiedziec, ze "u mnie" bez recepty mozna sobie kupic chyba wylaczbnie "poczciwy paracetamol, kilka specyfikow w rodzanu rennie i pomady - marmelady rozgrzewajace na przeziebienia u dzieci("nie pomoze, nie zaszkodzi a chociaz kochajaca mama poczuje sie lepiej, bo przeciez cos dla dzieciecia zrobila). W Polsce z nastaniem gospodarki rynkowej ogromnie chlonny rynek sciagnal wszelkiego autoramentu pozbawionych skrupulow producentow dajacych sie dodatkowo "pozywic" specom od reklamy i marketingu. A jaki jest tego skutek dla chorego? Ano, m.in i taki, ze staje sie zupelnie wbrew wlasnej woli i wyobrazni "klientem" Oddzialu Ostrych Zatruc, bo oto wzial na wlasna reke specyfik "A", ktorego nazwe zapamietal z bilboarde'u, zanim ten jeszcze zdazyl zadzialac zazyl polecony przez Gozdzikowa niezawiodny specyfik "B" a niedlugo potem na prosbe wspolczujacego meza/zony (niepotrzebne skreslic) jeszcze "remedium C", ktorego reklama wlasnie przeleciala w tivi w przerwie meczu. W istocie ow nieszczesnik przyjal potrojna dozwolona dawke tego samego leku, tyle, ze komercjalizowanego pod 3 roznymi etykietkami Jestem calym swoim lekarsko-anestezjologicznym jestestwem za objeciem WSZYSTKICH lekow p/bolowych sprzedaza WYLACZNIE na recepty i wylacznie w aptekach I nie jest to absolutnie podyktowane obrona interesow jakiejkolwiek "bialej mafii". Jesli bowiem jakis lek jest arcyskuteczny to tez czasteczka czynna jest hiper skomplikowana a w zwiazku z tym ilosc mozliwych efektow ubocznych i ich ciezar gatunkowy wiekszy.Jak pisze Ewa z niektorymi chorobami przewleklymi, glownie degenerujacymi nierozerwalnie zwiazany jest bol. Smiem twierdzic, ze szczesliwie wspolczesna medycyna zna sposoby jesli nie na calkowite jego zniesssienie to w kazdym razie na zredukowanie do tego stopnia, ze staje sie "do wytrzymania" a jak slusznie wspomniala i Fedorczyk przed swoja rejterada sa tez i metody "oswojenia sie z nim/oswojenia swojego bolu" chocby wlasnie na drodze medytacji (doceniam i ja pierwiastek duchowy we wszelkiej terapii - to, co Ewa wspomina w przypadku parturientki iokresla jako "nagrode" ). Z niejakim wstydem ;-P wyznam Wam, ze i ja mam swoja "specjalna metode naturalna", ktora stosuje na wlasnym mdlym ciele tudziez Kicurowym i innych bliskich mi delikwentow. Kilka miesiecy temu z dyskretnym usmiechem asystowalam przy tym, jak pewna "dobra wspolczujaca dusza" zastosowala ja na osobie Kicura (ktorego ZAWSZE COS boli - o tym potem). Odpowiedz Link
kamfora Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 16:40 felinecaline napisała: > Pogratuluj odemnie Twojej znajomej niewatpliwego talentu narracyjnego )) Feline - gdybyś ją znała, wiedziałabyś, że to nie talent narracyjny ino szczera prawda Siedzi ta osoba trzy biurka ode mnie i wszyscy wiedzą, że jak boli głowa czy cóś - to do niej jak w dym: ona ma wszystkie p.bólowe w szufladzie biurka. Skądinąd rozsądna (chyba). Odpowiedz Link
felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 16:52 Mowiac o jej talencie narracyjnym mialam na mysli te 500g kamieni - nieszczesny woreczek musialby peknac grubo przed wypelnieniem sie taka masa. A teraz spiesze na scisle prywatna "konsultacje" chirurgiczna ;-D W zwiazku z czym macie ode mnie spokoj na okolo 2 godziny ;-8 Odpowiedz Link
marialudwika kogo nie boli,temu powoli :(((( 12.03.05, 16:58 Gdyby mnie,w tej chwili wpuszczono do jakiejs apteki-wylykalabym wszystko,tak mnie cholernie bola korzonki.Czy wypadniety dysk... Mam to i owo na skladzie i nie recze za siebie bo niedlugo wyc bede! ML Odpowiedz Link
kamfora Re: kogo nie boli,temu powoli :(((( 12.03.05, 17:26 Się trzymaj, ML. Kiedyś moja Mama "przykładała" sobie do bolących pleców kota (żywego, bo nie miała serca obedrzeć go ze skóry, żeby przykładać skórkę). Ponoć pomagało... Ale jeśli to dysk - to chyba nie Odpowiedz Link
marialudwika Re: kogo nie boli,temu powoli :(((( 12.03.05, 18:05 Nie mam kota,no chyba,ze w glowie.... Siegam po brufen 600 mg,trudno! Nieposiadanie kota to jst duzy blad Kamforo! Dzieki za wsparcie! ml Odpowiedz Link
kamfora Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 17:04 No i zapomniałam o najważniejszym, które powiedzieć miałam. Czytam, że według Ciebie leki p. bólowe powinny być na receptę. Też tak sądzę. Sama staram się nie łykać niczego (poza aspiryną) Jednak moje niezbyt miłe doświadczenia z 3 pobytów w szpitalu sprawiły, że do lekarzy odnoszę się z wielką rezerwą, przychylając się do jednego z praw Murphy-ego: Różnica między dobrym lekarzem a brakiem lekarza jest minimalna, natomiast między dobrym lekarzem a złym lekarzem - ogromna. I nie wiem sama dlaczego (intuicyjnie?) zaliczyłam Cię kiedyś na początku mojego 40+forumowania do tych "dobrych" (a Ty mnie do demagogów - nie zapomnę Ci Odpowiedz Link
ewapf Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 18:30 kamfora napisała: > > Jednak moje niezbyt miłe doświadczenia z 3 pobytów w szpitalu sprawiły, > że do lekarzy odnoszę się z wielką rezerwą, przychylając się do jednego > z praw Murphy-ego: Różnica między dobrym lekarzem a brakiem lekarza jest > minimalna, natomiast między dobrym lekarzem a złym lekarzem - ogromna. > --------------- Odpowiedz jest do Feline, co prawda...Wybacz Zacna Kolezanko) Ale - ja, nie mając zbędnej potrzeby atencji wobec swojej osoby... spadam... Znajdując sobie cichy i samotny kącik... Myślę, popijając... popijam.. mysląc... Kawą.... Jest nad czym... Odpowiedz Link
kamfora Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 19:27 ewapf napisała: > Ale - ja, nie mając zbędnej potrzeby atencji wobec swojej osoby... spadam... > Znajdując sobie cichy i samotny kącik... Myślę, popijając... popijam.. > mysląc... Kawą.... > Jest nad czym... Mam nadzieję tylko, że nie uraziłam Cię przypadkiem ??!?? Na wszelki wypadek przepraszam Odpowiedz Link
ewapf Re: ze znieczuleniem czy bez?- Kamforo? :)) 12.03.05, 19:50 kamfora napisała: > ewapf napisała: > > > Ale - ja, nie mając zbędnej potrzeby atencji wobec swojej osoby... spadam > ... > > Znajdując sobie cichy i samotny kącik... Myślę, popijając... popijam.. > > mysląc... Kawą.... > > Jest nad czym... > > Mam nadzieję tylko, że nie uraziłam Cię przypadkiem ??!?? > Na wszelki wypadek przepraszam > ------------------ Wiesz, Kamforo.... Jest tyle rozmów do przeprowadzenia, Tyle słów jak brylanciki, które padają teraz i może juz więcej nie padną... Tyle mądrych zdań do wysłuchania, Tyle mysli do odgadnienia i podzielenia się... Tyle muzyki do posłuchania... Para oczu do patrzenia i zachwytu... Wrażeń do... zmysłowej percepcji i zapamiętania, Rzeczy do dotknięcia opuszkami palców Zapachów do powąchania,... Książek do przeczytania - I miliony... "małpiliony"... INNYCH... Nawet, jeśli nazwiemy TO wszystko... "Herbatnikami Szkolnymi" , które gdzieś tam drzemią w zaułkach pamięci.... Ide... sobie.... Więc... Odpowiedz Link
felinecaline Re: ze znieczuleniem czy bez?- Kamforo? :)) 12.03.05, 20:02 Na pewno jest w zyciu wiele rzeczy innych - ciekawszych, madrzejszych przyjemniejszych niz dyskusje na forumie. Wszelkiej przyjemnosci zycze, tez majac nadzieje, ze Cie nie urazilam. A chociaz szkoda (ze znikasz), bo strrrrasznie jorcilo mnie, by zadac ci pewne bardzo niedyskretne pytanie )) Odpowiedz Link
ewelina10 Re: ze znieczuleniem czy bez?- Kamforo? :)) 12.03.05, 20:05 Ef - ładnie piszesz ... pozostaję w zachwycie ... czasami i ja "idę sobie" ... tylko nie wiem - po co zabieram te moje "zabawki" Odpowiedz Link
kamfora Ewapf 12.03.05, 20:29 Się załamię chyba Jeśli Twoją decyzję o odejściu wywołał mój post skierowany do Feline, to raczej ja powinnam sobie pójść. Odnoszę wrażenie (jak bumerang wraca, mimo że je odrzucać się staram) że wszyscy czują się ok dopóki się nie pojawię ze swoim głupim wywnętrzaniem. Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Ewapf 12.03.05, 20:39 Kamforo, kochana, nie bierz wszystkiego sobie tak do serca,w koncu gdybysmy wszyscy byli tacy ekstra doskonali, to nie byloby dyskusji. Wymiana identycznych pogladow po pewnym czasie robi sie nudna. Ja rozumiem i w duzej mierze podzielam Twoj punkt widzenia i watpliwosci. Odpowiedz Link
felinecaline Re: Cierpienia Malutencji 12.03.05, 20:40 Zmotywowana Kamforkowym watkiem tak, jak wczoraj przyobiecalam zaczelam odswiezac swoja baze danych w marerii bolowo- orgazmicznej (to tylkopozornie brzmi paradoksalnie). Odgrzebalam w czelusciach wlasnej zawodnej pamieci to, czego uczono nas, medykow na kursie fizjologii, zajrzalam do prawie juz muzealnego podrecznika i na niemal 1000 stron tej "cegly" zznalazlam ...moze 5 stron traktujacych o bolu i o polowe mniej o przyjemnosciach erotycznych. Potem siegnelam po wspolczesniejsze publikacje raczej z gatunku popularnonaukowego niz scisle naukowego (co nie znaczy bynajmniej, ze prymitywne badz glupie). Polecam 2 z nich - moze jakims cudem zostaly w Polsce przetlumaczone a jak nie to pewnie beda dostepne w wersji oryginalnej w bibliotekach Alliance Française albo w internecie: Autor: Guilleaume LELEU, tytuly: 1. Traktat o pieszczotach (Traité des caresses) 2. Traktat o pozadaniu ( Traité de désir) I ku wielkiej mojej radosci znalazlam tam doskonala porade dla Malutencji. Otoz wg doktora Leleu wiele nieznosnych bolow moze byc skutkiem nieuswiadomionego (sobie przez delikwenta) niedopieszczenia, jak autor pisze "braku kontaktu skory ze skora".Zayem ML zalecam metode lekka, latwa i przyjemna - 10 minutowy delikatny seans pieszczot (wylacznie glaskania obolalych korzonkow!!!!!!!!) Bedziesz dzis wieczor naszym "kroliczkiem doswiadczalnym" - jutro zdasz raport i przejdziesz do naukowo-forumowej potomnosci. Odpowiedz Link
felinecaline Re: Cierpienia Malutencji 12.03.05, 20:52 Kamforko, na Boga, nie przestawaj sie "wywnetrzac"!!!!!!!! Co prawda mam letkie wontpliwosci - uznalas mnie piszesz, na poczatku za dobrego lekarza (nie wiem dlaczego) - to znaczy, ze z czasem i moim gadaniem zweryfikowalas swoje poglady? Przypadkiem aby nie bierz sobie tej paplaniny do serca - po prostu mam ochote nieco "zdekompresowac", bo jakos siem atmosfera gensta stala byla. I wywnetrzaj sie prosze ile wlezie. Ja obiecuje (moe niektorzy z Was twierdza, ze raczej groze), ze jutro bedzie o aspekcie mistyczno-orgastycznym (czyli:" czy borowanie w zebach moze prowadzic do ekstazy"?) FC pozornie tylko krotochwilna A, jeszcze à propos kota: kiedys, po zlamaniu sobie 8 zeber przez miesiac spalam na kroliczej skorce (krolika usmiercila wieeeeeeeele wczesniej moja Tesciowa, ja juz zastalam tylko skorke). Po miesiacu bole ustapily, skorka wylysiala - to potwierdza teorie dra Leleu o tym, jak wazny jest kontakt skory ze skora (chocby i tylko krolicza) Odpowiedz Link
marialudwika Re: Cierpienia Malutencji 12.03.05, 20:53 A mialas napisac ,jak leczysz Kicura????? ml Odpowiedz Link
felinecaline Re: Cierpienia Malutencji 12.03.05, 20:54 Kicura leczyl kto inny, ja w tym tygodniu leczylam (skutecznie) Pigmaliona Odpowiedz Link
lablafox Re: Cierpienia Malutencji 12.03.05, 22:48 felinecaline napisała: > Zmotywowana Kamforkowym watkiem tak, jak wczoraj przyobiecalam zaczelam > odswiezac swoja baze danych w marerii bolowo- orgazmicznej (to tylkopozornie > brzmi paradoksalnie). Odgrzebalam w czelusciach wlasnej zawodnej pamieci to, > czego uczono nas, medykow na kursie fizjologii, zajrzalam do prawie juz > muzealnego podrecznika i na niemal 1000 stron tej "cegly" zznalazlam ...moze 5 > > stron traktujacych o bolu i o polowe mniej o przyjemnosciach erotycznych. > Potem siegnelam po wspolczesniejsze publikacje raczej z gatunku > popularnonaukowego niz scisle naukowego (co nie znaczy bynajmniej, ze > prymitywne badz glupie). > Polecam 2 z nich - moze jakims cudem zostaly w Polsce przetlumaczone a jak nie > to pewnie beda dostepne w wersji oryginalnej w bibliotekach Alliance Française > albo w internecie: > Autor: Guilleaume LELEU, tytuly: 1. Traktat o pieszczotach (Traité des > caresses) > 2. Traktat o > pozadaniu ( Traité de désir) > I ku wielkiej mojej radosci znalazlam tam doskonala porade dla Malutencji. > Otoz wg doktora Leleu wiele nieznosnych bolow moze byc skutkiem > nieuswiadomionego (sobie przez delikwenta) niedopieszczenia, jak autor > pisze "braku kontaktu skory ze skora".Zayem ML zalecam metode lekka, latwa i > przyjemna - 10 minutowy delikatny seans pieszczot (wylacznie glaskania > obolalych korzonkow!!!!!!!!) Bedziesz dzis wieczor naszym "kroliczkiem > doswiadczalnym" - jutro zdasz raport i przejdziesz do naukowo-forumowej > potomnosci. Masz racje FC, razem ze swoim dr Leleu pieszczota i delikatne głaskanie uśmierza ból , pozwala o nim zapominać , jest bardzo skutecznym środkiem łagodzenia , ale nie leczy przyczyny . Może i dobrze? Sami tez stosujemy , zupełnie podświadomie taką terapię , choć nie tak przyjemną jak stosowanie jej we dwoje, przeciez głaszczemy obolałe miejsca , nazywając to rozcieraniem. ML nie opieraj sie zaleceniom lekarzy. Odpowiedz Link
marialudwika Re: Cierpienia Malutencji 13.03.05, 01:01 Kontynuuj Feline,a mnie arazie pomagaja jedynie srodki przeciwbolowe... ml Odpowiedz Link
felinecaline Re: Cierpienia Malutencji 13.03.05, 09:40 Dobra, ludkowie roztomili, bede kontynu£owac, tylko bez litosc odpowiadajta bez cytowania, prosze. Odpowiedz Link
lablafox Re: Ewapf 12.03.05, 22:40 kamfora napisała: > Się załamię chyba > > Jeśli Twoją decyzję o odejściu wywołał mój post skierowany do Feline, > to raczej ja powinnam sobie pójść. Odnoszę wrażenie (jak bumerang wraca, > mimo że je odrzucać się staram) że wszyscy czują się ok dopóki się > nie pojawię ze swoim głupim wywnętrzaniem. > Przestań mi tu takie herezje , kamforo,na swój temat wypisywac. Nie zauważyłam w tym co napisałaś niczego zdrożnego. Przeciez mamy różne doświadczenia z lekarzami, czy dlatego ,ze są oni wśród nas , mamy lukrować ? Pisać , ach jak świetnie , nikt mi nic nie spieprzył , bo to fachowiec? Opanuj się , Kamforo , nie przepraszaj i nigdzie się nie wybieraj. Obie nigdzie sie nie wybierajcie. Odpowiedz Link
felinecaline Re: Ewapf 12.03.05, 22:45 Ja tez nie widze najmniejszego powodu, zeby robic z Twojej wypowiedzi melodrame i pewnie to wcale nie z tego powodu Ewa sie wylaczyla, akurat naszla ja Muza i tyle. Zreszta juz dawno chcialam Jej zasugerowac, zeby opublikowala swoje perelki na stronie +40.ca Tu za szybko przepadaja w odmetach cyberprzestrzeni a warte sa czegos wiecej. A co do lekarzy - usmiejecie sie moze, ja tez mialam z jednym doswiadczenia bardziej niz kiepskie. A teraz pytanie natury techniczno-organizacyjnej: Czy ciagniemy ten watek dalej czy zakladam nowy? Odpowiedz Link
ewapf Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 14:40 kamfora napisała: > ewapf napisała: > > > J > > Niedawno koleżanka z pracy miała wycinany woreczek żółciowy. Kamlotów > w nim miała kilkanaście, a ważyło to wszystko razem ponad pół kilo ponoć. > O tym, że musi iść na operację dowiedziała się 3 dni przed operacją, > gdy bólu nie dało się usunąć ani "specyfikiem Goździkowej" ani mocniejszymi > przeciwbólowymi pigułami i zdecydowała pójść do lekarza. > (Musiała jeszcze zgodę na operację bez szczepienia > przeciw żółtaczce podpisać, bo nie było czasu.) > > I tak sobie myślę: ona cały czas żyła "na znieczuleniu". Przecież te > piguły są coraz doskonalsze ("inteligentne" jak głoszą reklamy, które > zazwyczaj podpierają się zdaniem 80 albo 90 procent lekarzy specjalistów . > > Uciekając przed bólem wbiegamy w jakąś ślepą uliczkę (przy przyzwoleniu, a nawe > t > przy aprobacie lekarzy - nie mówiąc o farmaceutach). > A ponoć primum non nocere? >--------------------------------- Może zaproponuję,jeśli pozwolicie ) pewne usystematyzowanie problemu 1. Każdy ból powinien być potraktowany jako sygnał ostrzegawczy prawdopodobnej patologii. W tym kontekście, Kamforo (pisała już o tym zreszta Feline) przypadek Twojej koleżanki jest zarazem banalny - w sensie rozpoznania i nieracjonalny - w sensie jej postepowania. Przyczyną bolu pod prawym łukiem żebrowym zazwyczaj wyjasnia USG jamy brzusznej, ewentualnie - w różnicowaniu - gastrofiberoskopia. Postepowanie operacyjne likwiduje zarówno ból jak i jego przyczynę. 2. Istnieją schorzenia, takie jak np. choroba Burgera, z definicji których ból jest nieodlącznym ich elementem. Tu jest sytuacja nieco inna niż opisana powyżej - mamy zdiagnozowaną chorobę, ale wiadomo, ze "bedzie boleć" i to coraz bardziej, do granicy wytrzymałości. W takim przypadku podanie środkow usmierzających ból jest nieodzowne. Skądinąd i tak wiadomo, że z czasem staną się one nieskuteczne i trzeba bedzie wdrożyć postępowanie operacyjne (sympatektomia i w efekcie - amputacja kończyny) 3. Pozostaja wreszcie do przeanalizowania inne warianty, takie jak bolesne badania diagnostyczne czy stany fizjologiczne (poród). Zauważcie, proszę jedną rzecz... Dużo łatwiej znosi się ból wtedy, kiedy "czemuś" on służy. W przypadku porodu - rozwieraniu się szyjki i jego postępowi, "nagrodzonemu" urodzeniem dziecka. Tu bym pozostawiła wybór: są kobiety, ktore wolą urodzić ze znieczuleniem, inne wolą bez. W każdym innym przypadku bedę afirmowała ) anelgezję i anestezję, bo - tak, jak już pisałam - nie znajduję uzasadnienia dla pozostawienia człowieka w cierpieniu... Zwierzęcia również... )) > Odpowiedz Link
kamfora Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 16:20 ewapf napisała: > przypadek Twojej koleżanki jest zarazem banalny - w sensie rozpoznania i > nieracjonalny - w sensie jej postepowania. > Przyczyną bolu pod prawym łukiem żebrowym zazwyczaj wyjasnia USG jamy > brzusznej ewentualnie - w różnicowaniu - gastrofiberoskopia. > Postepowanie operacyjne likwiduje zarówno ból jak i jego przyczynę. Na pewno masz rację, "że wystarczy odpowiednie badanie" i już. Sęk w tym, że najpierw trzeba wiedzieć, że taki a taki ból jest objawem czegoś, na okoliczność czego warto pójść do lekarza bez obawy, że posądzi o hipochondrię (i nie mówcie mi, że to się nie zdarza, bo akurat w tym przypadku wiem, co mówię). Odpowiedz Link
kamfora Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 11:15 fedorczyk4 napisała: > Czuję się dramatycznie osamotniona z moimi opiniami. Aaaa - to ja tak mam prawie zawsze, jak dyskusja na jakiś kontrowersyjny temat Odpowiedz Link
no_no Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 11:38 kamfora napisała: > fedorczyk4 napisała: > > > Czuję się dramatycznie osamotniona z moimi opiniami. > > Aaaa - to ja tak mam prawie zawsze, jak dyskusja > na jakiś kontrowersyjny temat ---- Ja się nie chwalę, ale...też mam podobnie. Prawie zawsze uważam, że tylko JA mam rację! A reszta? Oczywiście, tkwi w błędzie... Cóż, mówi się trudno, tak to już jest, że nie każdy rodzi się pienkny i mondry Hmmm, niby ten sam gatunek, a ile różnych opinii, poglądów, osądów, postaw...zastanawiające....Niby patrzymy na świat podobnymi gałkami ocznymi...to gdzie jest ten "pies pogrzebany"? no_no - a tak w ogóle, to o co chodzi?)...Siostro! Eter proszę! Pacjent się wybudził)) Odpowiedz Link
kamfora Re: ze znieczuleniem czy bez? 12.03.05, 16:14 no_no napisał: > Ja się nie chwalę, ale...też mam podobnie. > Prawie zawsze uważam, że tylko JA mam rację! > A reszta? Oczywiście, tkwi w błędzie... > Cóż, mówi się trudno, tak to już jest, że nie każdy > rodzi się pienkny i mondry > Hmmm, niby ten sam gatunek, a ile różnych opinii, poglądów, osądów, > postaw...zastanawiające....Niby patrzymy na świat podobnymi gałkami > ocznymi...to gdzie jest ten "pies pogrzebany"? No i jeszcze do tych wszystkich różnic dochodzi różnica najważniejsza: różny sposób podejścia do tego faktu, że inni mogą być (i są) inni. Jedni są zachwyceni, bo różnorodność jest ciekawsza od identyczności,inni akceptują na zasadzie dopustu bożego, jeszcze inni pakują wiaderko i łopatki i zmieniają piaskownicę, a są niestety i tacy, którzy stosują argumenty siły. Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: ze znieczuleniem czy bez? 11.03.05, 17:54 Trójca bez znieczulenia. Ale to nie moja zasługa. Tak wyszlo. I to w sesie doslownym. Ostatek, czyli najmłodsza postarała się i urodziła w łazience. Różni mi w trakcie pomoc proponowali wieloraką. Zaparłam się zadnimi nogami i urodziła się calkiem sama. Cztery kilo sobie zfundowała, a wymagała ode mnie, w trakcie wyłacznie skupienia i posłuchy wobec natury, a nie znieczulenia. Ale to dotyczy mnie. Prosiłam operyduralkę przy jej bracie (4300) ale jakoś nigdy się nie załapałam i wiecie co, nie żałuję. Ale mi było łatwo Odpowiedz Link
ewapf Re: ze znieczuleniem - Wielce Szanowne Panie :)) 13.03.05, 10:06 Widzę, że nie zostałam zrozumiana w stopniu przez siebie oczekiwanym, więc pozwalam sobie jeszcze raz) Koleżanka Kamfory NIE udała się po porade do żadnego lekarza (o ile umiem czytać), woląc pojemną szufladę biurka i jej bogatą zawartość Dlatego też wszelkie dywagacje na temat - tu sobie wymienię najczęstsze opinie - głupoty, arogancji, pychy, nieuctwa, łapownictwa - lekarzy są w tym miejscu , jak dla mnie , bezzasadne. Moglibyśmy tak ciągnąc o: kominiarzach, hydraulikach, odlewnikach, nauczycielach - o, tu to bym mogła Tylko po co? Dojdziemy- tym samym - do sensownych wniosków? Fedorczyk 4 - z wielką radością powitałam Twoj powrót do piaskownicy, z łopatka nawet.. Z jeszcze większą - dołączenie do "palestry"... Solennie Ci obiecuję, że kolejnym razem, kiedy " mi sie wydarzy" - rżnąć (pardon) mnie będą na żywca, bo do znieczulenia siebie nie dopuszczę, choćby ogniem i mieczem, mając... W stan ponarkotyczny nie dam się również żadną drogą (pre os, iv, per..., per...) wprowadzić i na pewno o tym nie będę z zachwytem pisać publicznie. W końcu przecież - per aspera ad astra... Ewelino? ) - uśmiecham się, dziękując. Feline?) - okreslenie "znieczulica" jest już Twoje . Wymyśliłam je pijąc -jak kazała mi Jutka - drugi kieliszek wina. Tylko czy na takie szczere wyznanie i ekstrawagancję moge sobie - proszę niektórych Pań - pozwolić w tym miejscu ? Pisze o tym dość zuchwale... Ale... Kłaniam się uniżenie PS. Pisząc "ide sobie" miałam na myśli umknięcie w spokojny, kawiarniany kącik, gdzie i pomyśleć można, i popatrzeć przez rozgwieżdzone okno , i posłuchać muzyki, i nawet napić się wina ) Będzie mi miło być w towarzystwie... Odpowiedz Link