lablafox
29.06.05, 09:01
Poznan 2 razy w roku obchodzi imieniny.
W listopadzie - imieniny ulicy św. Marcin -
W Piotra i Pawła czyli 29 czerwaca - imieniny miasta:
Wklejam relację:
Imieniny Poznania nad Wartą
Fot. Tomasz Kaminski / AG
Fot. Tomasz Kaminski / AG
Fot. Tomasz Kaminski / AG
Fot. Tomasz Kaminski / AG
Violetta Szostak 26-06-2005 , ostatnia aktualizacja 26-06-2005 21:20
Ilu gości było na imieninach miasta, dokładnie policzyć nie sposób. Ale
zjedli sześć tysięcy porcji "konkretnego", 100 kg gziku i stukilogramowy tort.
Imieniny zorganizowano w tym roku nad Wartą - pomiędzy mostami Rocha i
Królowej Jadwigi, na lewym brzegu rzeki. - Dobrze, że miasto wraca nad Wartę,
trzeba ożywić to miejsce - chwaliło wielu poznaniaków pomysł. Wrażenie robił
długi na kilkaset metrów stół, który ustawiono między mostami. Bo - jak to na
imieninach - rytm imprezy wyznaczały kolejne dania wjeżdżające na stół. Po
poznańsku: przegryzka, szneki, konkretne, deser i wreszcie imieninowy tort.
Goście dopisali. Choć w południe, kiedy odegrano hejnał, dając sygnał do
rozpoczęcia, nie było ich wielu. Ale już po południu, gdy przyszła pora
na "konkretne", rozdano - mimo potwornego upału - aż sześć tysięcy porcji
mięsa i kiełbas z grilla. A na wielki, 100-kilogramowy imieninowy tort, który
wjechał na imprezę wieczorem, czekał już tłum gości. Odśpiewano przy tym sto
lat. Impreza rozkręciła się na całego. Niektórzy tańczyli. Na scenie trwały
występy poznańskich artystów - swój osobny czas mieli ci, którzy noszą imiona
patronów miasta - Piotrowie i Pawłowie. Na koniec - tuż przed godz. 22 niebo
nad Wartą rozświetliły naprawdę piękne fajerwerki. Najpierw pojedyncze - i
gdy ludzie już myśleli, że będzie po poznańsku, czyli "oszczyndnie", wybuchła
feeria świateł i kolorów. Było pięknie: światła spadały z nieba i tonęły w
rzece.
Tort
- O!!! - tłum gości wita z uznaniem 100-kilogramowe ciasto z truskawkami,
wniesione przez kilkunastu kelnerów. Tortu oczekiwano z niecierpliwością.
Poznaniacy grupowali się wokół sceny, gdzie miał się pojawić, a ochroniarze
szykowali się, by nie dopuścić, aby ktoś do tortu wpadł. Tort upieczony w
firmie Kandulskiego kroił i rozdawał sam prezydent Ryszard Grobelny z
małżonką. - Dobry i pyszny. Z galaletką - oceniał ciasto 7-letni Grzesiu z
buzią całą w kremie. Natomiast 2-letni Szymon nie mówił nic, tylko - również
cały umorusany kremem - klepał się po brzuszku.
Goście dopisali
Wielu załapało się na gratisowy poczęstunek. - Zjadłam kiełbasę, kaszankę,
drożdżówkę, kawę... - wyliczała 73-letnia pani Marianna z Wildy. - Przyszłam,
żeby się trochę rozerwać, bo tak to człowiek tylko w domu siedzi, nie ma ani
gdzie wyjść - opowiadała. - Gdzie to jedzenie, o którym w radiu opowiadali? -
pytał zirytowany pan Marek. Kiedy kelnerzy postawili przed nim półmisek
wędlin, trochę się udobruchał. - Zawsze to lepiej niż w domu siedzieć -
oceniał imprezę.
- O całej imprezie muszę powiedzieć, że jest bardzo przyjemnie, wspaniała
integracja. Przyszliśmy z mężem o godz. 14 i zostaniemy do końca - opowiadała
z kolei inna z poznanianek, pani Lubomira. - Przyjechałam z rodziną z
Pobiedzisk i nie żałujemy, było bardzo pięknie, jedzenie za darmo, występy,
dużo atrakcji dla dzieci - opowiadała pani Anita.
Najlepiej bawiły się dzieci. 10-letnia Daria pierwszy raz próbowała chodzenia
na szczudłach. Adrian z Pobiedzisk cieszył się, bo wracał do domu z torbą
pełną nagród wygranych w niezliczonych konkursach, w których brał udział.
Wielkim powodzeniem cieszyła się ścianka wspinaczkowa.
Fajerwerki ogladaliśmy z naszego balkonu - miedzy chłodnią , a blokiem ,
dzieki temu mamy topograficznie rozpracowane miasto- punk b ( balkon) a
reszta miasta.
Ciekawa jestem czy tradycja imieninowa to tylko domena Poznania , czy inne
miasta tez jej hołdują.