fedorczyk4
19.11.07, 21:29
Cigle powracający temat. Zwłaszcza w odniesieniu do służby zdrowia.
Ale również w stosunku do urzędników. I ciągle słyszy sie że "w
zasadzie to ja nie, ale znajomy musiał dać".Pamiętam że ktoś z forum
stanął przed taką niemiłą decyzją, chyba Verbena, ale jeśli nie to
przepraszam za sklerozę. Ja też, ale mogłam spokojnie odmówić bo
chodziło o zapisanie Dziecinki do jednej z bqrdziej znanych szkół
państwowych. Po takiej sugestii było dla mnie jasne, że ani dla
niej, ani dla mnie nie ma miejsca w takim przybytku wychowawczym. A
i jeden prywatny lekarz chciał za operowanie w publicznym szpitalu,
ale tu mi pomogli inni całkiem publiczni lekarze i obyło się bez
operacji. Czy macie osobiście takie poczucie że w Polsce jak sie
nie posmaruje to się nie pojedzie?
Zgadzam się że pomagają znajomości, ale też znajomość zasad na
których opiera sie administracja. Nie chodzi mi o ludzi którzy są
bezradni generalnie, faktem jest że są oni skazani na przypadek i
dobrą wolę funkcjonariusza, nad czym szczerze boleję. Nota bene we
Francji tak mialam obcykaną administrację że kilkanaście osób dzięki
mnie uzyskało różne (należne, ale opornie przyznawane)świadczenia,
których ja sama nie uzyskałam, bo jak wreszcie rozgryzłam zasady to
przestało mi na nich zależeć.