Oni wszyscy zasługują, aby mieć oddzielny wątek
Odkąd pamiętam, zawsze był u mnie jakiś zwierzyniec. Teraz mam dwie sunie -
dużą i małą /o nich przy okazji/ i stawik ze złotymi rybkami

)): karpie,
karaśki, orfy a dawniej były jesiotry.
Nigdy nie byłam tak blisko z rybami, jak obecnie.
Chodząc wokół stawiku - za mną płynie gromadka kolorowych rybek. Wkładając
rękę do wody ... jedna przez drugą ocierają się o nią, czasami któraś łapie
mnie za palec. A już niesamowity jest dla mnie sam fakt, że one potrafią
figlować przesuwając się wzdłuż dłoni - bokiem, brzuszkiem, nawet
grzbietem.... żartuję sobie mówiąc, że łaskoczę je pod bródką... skórę mają
taką delkatną i śliską, część z karpi ma łuski, inne zaś są zupełnie
gładkie... Podczas karmienia - nad powierzchnią wody wystają szeroko
rozdziawione i cmokające mordki przepychające się nawzajem

))
Kiedyś myślałam, że ot co - ryba to ryba.