svenja
01.05.04, 11:22
Czasem lepiej przelać coś na papier, wyrzucić z siebie, by pozbierac własne
myśli... a może jest tu ktoś kto jest lub był w podobnej sytuacji, pomorze
dobrym słowem , pocieszy lub zbeszta....
Jestem młoda mężatką, zaledwie rok po ślubie, mamy cudownego synka, obecnie
spodziewamy się drugiej dzidzi.
Kocham męża, wiem, że on kocha mnie, dziecko wie, że ma tatę i uwielbia z nim
spędzać czas, ktoryc z tatą ma dużo.
Ale jest to ale...
Od pewnego czasu zaczynam marudic, robić się upierdliwa, to prowadzi do
ciągłych konfliktów, są to drobiazgi: np, że ne zrobił czegoś a obiecał kilka
dni temu, że mimo zmęczenia woli iść z kolegą do pabu- a nie pomyśli o mnie,
że też bym chciała, że nie odkurzył a wie jak bardzo ważne jest dla mnie
codzienne odkurzanie( mamy małe dziecko, psa, ja jestem w ciąży- uwielbiam
porządek)...mogłabym sama to zrobić...tylko ,że znajduję się w ciąży
wysokiego ryzyka i powinnam plackiem leżeć. Zarzuca mi ,że robię wszystko
sama- ale jak mam nie robić skoro on po pracy jest taki zmęczony, że po
zabawie z dzieciem jest padnięty. Nie moge patrzeć jak nasz syn raczkuje po
zabłoconej podłodze, jak jego zabawki leżą na sierści psa...są to drobiazgi
ale dla mojego samopoczucia bardzo ważne i istotne. Może dlategogo ,że jestem
w ciaży tak reaguję. Boli mnie to,że muszę się o wszystko tyle razy prosić.
Za pierwszym razem jak byłam w ciąży sam mnie we wszystkim wyręczał, dbał o
to bym odpoczywała, bym chodziła na spacery...teraz jak proponuję mu wspólny
spacer- to twierdzi,że lepiej nie chodzmy razem na spacery z synkiem, bo po
przyjściu jesteśmy padnięci oboje, a tak będzie tylko jedno z nas.
Robię od pewnego czasu znowu wszystko w domu, po cichu ze łzami w oczach, nie
mając do nikogo pretensji, że tak jest-po to by mój maz przyszedł do domu i
nie musiał się brać za sprzątanie, bo chciałabym by poświęcił czas tylko
mnie,żeby dostrzegł ze ja też jestem...ale ona nadal jest zmęczony....
Ostatnio zarzucił mi ze jestem złą żoną, bo nie dbam o ciepło domowego ognika-
tylko kiedy jak on wraca o 17.00 do domu i z miejsca zajmuje się małym.
Pózniej po 19.00 musi przecież obejrzeć wiadomości, trzba coś zjeść wykąpac
się, sprawdzć pocztę,czasem jest zaległa praca...robi się godzina 24.00
Czy po tj godzinie, ja która jestem już wykończona mam dbać o ciepło domowego
ogniska/
od tegoczasu minęło kilka tygodni a ja jakoś nie mogę dojść po siebie. CZuję,
że się oddalam od niego,że po tych słowach stał mi się bardiej obcy....kocham
go bardzo i nie chcę by tak było....
Poprosiłam mamę by wzięła małego n cały dzisiejszy dzień, po to byśmy mogli
we dwoje być sami, cieszyć się nami.....Poszedł do pracy- bo ma spotkanie z
ważnym klientem- czy nie można było tego przełożyć? przecież dzisiejszy dzien
jest dniem wolnym od pracy- mógl przełożyć, ale po co? skoro już się
umówił...płakac mi się chce.
Czasem kłócimy się też o pieniądzę, bo nie zawsze jest tyle ile byśmy chcieli
mieć, zwłaszcza jak wypadną niespodziewane wydatki....Do tej pory pracowałam.
Miałam własną kasę, teraz zresztą też, bo jestem na zwolnieniu i ZUS płaci mi
100%. Wiecie co on mi powiedział?Ze przecież zawsze mogę dorobić
tłumaczeniami czy innymi zleceniami, któe mogę wykonac za pomocą kompa,
myślałam,że mnie trafi...to ja jestem osobą,która ma do dyspozycji więcej
pieniędzy każdego miesiąca, zajmuję się dzieckiem, prowadzę dom i wszystko co
z nim związane, na zawolanie tłumaczę mu czasempewne rzeczy, jestem w ciąży i
nie najlepiej się czuję z nią i mam jeszcze pracować?
Czuję ze jestem w jakimś fatalnym dołku z którego nie mam siłuy i ochoty
wyjść, chcialabym się wyprowadzić, ale dokąd?nie dam rady sama z dwójką
małych dzieci-musiałabym pójsc do pracy szybciej by wynająć meszkanie, ale
wtedy też mogło by nie starczyć , bo przeciez wynajęcie+opłaty ,
opiekunka...życie ...a dzieci rosną i też mają swoje potrzeby, nie wiem co
mam robić nie chce mi się tak żyć, czuę się odpychana przez męża każdego dnia
dalej i dalej...