maggie11
27.08.04, 22:08
Dziewczyny,
Chcialam Was prosic o opinie.
Moj maz byl na bardzo dlugim szkoleniu (kilka tygodni). Mial wrocic jutro (w
sobote). W czwartek zadzwonil i sam z siebie, nijak przeze mnie nie naciskany
stwierdzil, ze wyjezdza w poludnie w piatek i bedzie w domu dzien wczesniej.
W piatek zadzwonil mocno po poludniu i powiedzial, ze wszystko sie przesunie
bo po rozmowie ze mna poszedl na impreze, spil sie oczywiscie i pozno sie
polozyl. Oczywiscie od razu sie wkurzylam ale on uwazal, ze nic sie nie stalo
i moje pretensje sa niesluszne. W rezultacie wyjechal o 18-stej i do domu nie
dotarl po zatrzymal sie u przyjaciol w miescie po drodze. Poinformowal mnie
sms-em, ze bedzie jutro rano. Wkurzylam sie strasznie, napisalam, ze moze
wcale nie wracac.
On nie rozumie, ze naprawde bardzo sie ucieszylam, ze wroci dzien wczeniej.
Ze jest dla mnie bardzo przykre, ze tak olal dana mi obietnice. Powiedzial
przepraszam i uwaza, ze sprawe zalatwil. Ja jestem wsciekla a na dodatek mamy
male dziecko i nie moge wyjsc z domu, zeby sie napic albo inaczej rozladowac
zlosc. I on za pewne sie dobrze bawi a ja siedze z koniecznosci w domu i
rycze z wscieklosci. Chyba naprawde nie chce go widziec! Mam dosyc braku
odpowiedzialnosci u mojego meza. Ja zawsze dotrzymuje danych obietnic, nie
trace rozumu po dwoch piwkach tak jak on. Co mam robic? Dodam, ze nie
pierwszy raz zachowal sie jak szczeniak a rozmowy i obietnice poprawy nic nie
daja. Zostawic go czy jezcze probowac reformowac?