Dodaj do ulubionych

Już nie zazdroszczę...

08.09.04, 23:35
Już nie zazdroszczę dzieci. A dawniej - owszem. Często oglądałam się za
mamami z wózeczkami lub szkrabami prowadzonymi za rączkę. Ciągle jednak
wahałam się, czy już się decydowac na dzieciaka, czy jeszcze. A teraz znów
jak najdalej w przyszłość odsuwam myśl o posiadaniu potomka.

Patrzę na babki z mojej firmy: ta nie może iść na imprezkę dla pracowników,
bo teściowa wyjechała i nie może zostać z dziećmi, inna musi wziąć wolne, bo
z małym do lekarza, tamta się skarży, że nie ma czasu od trzech tygodni
wyrwać się do fryzjera, a po powrocie do domu istny sajgon itd. Dopiero gdy
zaczęłam wysłuchiwać tych historii (wcześniej były mi obce problemy młodych
mam), uswiadomiłam sobie, że nie jest tak fajniutko i milutko z tym małym,
słodkim człowieczkiem i zaczęłam doceniać fakt, że jeszcze nie mam takich
problemów. A może to ja się robię z wiekiem coraz bardziej wygodna? Czasami
sobie myślę, ze bardziej byłam gotowa na dziecko w wieku 20 lat, niż teraz.

P.S. Jestem przed 30 :)
Obserwuj wątek
    • ilecka Re: Już nie zazdroszczę... 09.09.04, 02:39
      a ja mysle ze jak sie ma dziecko to nawet jak nie pojdzie sie z jego powodu na
      impreze firmowa to nie jest to tragedia. wrecz przeciwnie. wtedy jest
      najwazniejsze dziecko. nie widzi sie swiata poza nim... tak mysle i mam
      nadzieje ze tak bedzie w moim przypadku.

      ps. mam 22 lata i za 2,5 roku wychodze za maz:)
      • dr_tusia Re: Już nie zazdroszczę... 09.09.04, 06:46
        Mysle sobie, ze jak sie bardzo pragnie malenstwa, jak ono jest zaplanowane,
        wyczekane, ukochane, to zadne imprezy i fryzjerzy sie nie licza. Bo tak
        naprawde co to daje, co rozwija, w czym czyni czlowieka lepszym? W niczym. A
        to, co daje uczestniczenie w kazdej minutce zycia malenstwa na pewno nie da sie
        z niczym porownac. W szpitalach obcuje z dziecmi niemal codzienie, to przeciez
        cudze kruszynki, a nie umiem wyslowic emocji, ktore we mnie budza. Nie
        zamienilabym na nic tych chwil z nimi /nawet jesli robia smierdzace
        niespodzianki albo rozwalaja z upodobaniem moja fryzure ;-)/. A co to bedzie ,
        gdy juz dorobie sie wlasnego? Nie wyobrazam sobie:)))
        • margarettka Re: Już nie zazdroszczę... 09.09.04, 08:52
          oj nie przesadzajmy, ze dla mlodych mam juz nic sie nie liczy poza dzieckiem,
          zadne imprezy zaden fryzjer, bo dziecko wszystko rekompensuje. Ja tak nie
          uwazam, mloda mama tez czlowiek, tez potrzebuje wyjsc, zabawic sie, odetchnac.
          I rzeczywiscie zdarza sie, ze nie ma z kim dziecka zostawic, choroby itd. To
          jest fakt i zawsze osoba bezdzietna ma wiecej czasu, swobody itd. No ale to
          jest wlasnie macierzynstwo, dzieci daja mnostwo szczescia i radosci i dlatego
          warto je miec, ale sa tez pewne ograniczenia towarzyskie z tego tytulu.
          Grunt to radzic sobie w kazdej sytuacji, my z mezem jak tylko jestesmy u
          rodzicow (200 km) to zostawiamy malego i wyskakujemy gdzies "zaszalec". Jest
          nam to potrzebne i zalezy mi na tym zeby sie spotkac z przyjaciolmi, wyjsc do
          fryzjera, zadbac o siebie. Dziecko bynajmniej mi w tym nie przeszkadza. Kocham
          mojego syna ponad zycie i jestem bardzo szczesliwa mama, co nie oznacza
          zamkniecia sie w domu i patrzenia w jego oczka, ktore pozwola zapomniec o calym
          Bozym swiecie :)))
          • dr_tusia Re: Już nie zazdroszczę... 10.09.04, 06:53
            Nie mowie, ze nic nie potzrebuja- jasne, ze czasem jest to potzrebne kazdemu.
            Tyle ze popierwsze nie na samym poczatku, kiedy dzieciatko malenkie, a po
            drugie nie zaluje sie chyba tego, ze nas impreza omija, kiedy dzidzia sie
            przytula, prawda?
      • naturella Re: Już nie zazdroszczę... 09.09.04, 15:41
        Ja tylko jedną rzecz chcę napisać - dla mnie imprezy firmowe to zgroza po
        prostu... i bardzo żałuję, że nie mam pretekstu w postaci dziecka, żeby na nie
        nie chodzić. Myślę, że te dziewczyny, które nie mogą iść na imprezę firmową, bo
        mają dziecko, w ogóle tego nie żałują:) Ale mi szczęście - impreza firmowa:)
        Sto razy wolę spotkać się ze znajomymi u mnie w domu, czy u nich, czy choćby w
        knajpie za własne, a nie firmowe pieniądze. I wybrać sobie, z kim się spotykam,
        a nie mieć narzucone to z góry.
        • mingshu Re: Już nie zazdroszczę... 09.09.04, 16:05
          dla mnie imprezy firmowe to zgroza po
          > prostu... i bardzo żałuję, że nie mam pretekstu w postaci dziecka, żeby na
          nie
          > nie chodzić.

          No to u nas jest odwrotnie, wszyscy jesteśmy bardzo zzyci. Nie zdarzyło się by
          ktoś nie miał ochoty iść "bo nie". Myślę, że to kwestia przywiązania,
          wzajemnych relacji, oddania. Czasem firma organizuje przyjęcia wieczorem, w
          kanjpach, z osobami towarzyszącymi, z atrakcjami. Nie znam nikogo, kto by nie
          chciał iść.
        • dr_tusia Re: Już nie zazdroszczę... 10.09.04, 06:53
          Święte słowa... :)))
          • dr_tusia Re: Już nie zazdroszczę... 10.09.04, 06:55
            Cos mi, kurcze, nie wyszla ta odpowiedź;) Bardzo sie zgadzam z Naturellą.
            Chociaz to zalezy od atmosfery w firmie na pewno, ale i tak wolałabym sam sobie
            wybierac znajomych /co zreszta robie/.
    • anula_w Re: Już nie zazdroszczę... 09.09.04, 09:03
      Coż znaczy kino, fryzjer, impreza, jak w zamian ma się uśmiech kochanego
      Szkraba. Nawet jeżeli człowiek chodzi niedospany, niedojedzony (bo Maluch
      akurat w czasie mojego obiadu domaga się wziecia na rece) to jest to
      najwspanialszy niedosyt jaki mozna mieć. Ja mam takie małe 10-miesięczne
      Słonko: co to wyspać się nie da, bo oczywiście musi spać z mamusią i tatusiem,
      w nocy budzi sie kilka razy, w tym jeden raz na jedzenia, a że cyca nie ruszy
      to muszę butle szykować. Ale z pracy wracam szybko do Dzieciaczka i nie boli
      mnie, że nie mogę pójść na obchód sklepów, jak tam w domu mój Truteń już od
      drzwi łapki wyciąga i chce do mamy. Przy tej dziecięcej, ufnej, bezinteresownej
      miłości reszta (przyjemności: fryzjer, zakupy, imprezy, kino) jest takie
      puste). Ale o takich rzeczach może mówić ktoś, kto tego doświadczył.
    • kitana Re: Już nie zazdroszczę... 09.09.04, 09:37
      a ja Cię chyba dobrze rozumiem. Gdy poznałam mojego męża, to jakoś od razu
      chciałam mu gromadkę dzieci urodzić. Teraz jesteśmy 2,5 roku po ślubie i wiecie
      co, też mi "przeszło". Już nie zaglądam do wózeczków, nie myślę gdzie by tu
      łóżeczko postawić. Ostatnio moja sąsiadka urodziła śliczną dziewczynkę. Jak
      pójdę w odwiedziny, to owszem, jest fajnie, ale potem wracam do siebie i cieszę
      się, że to maleństwo nie jest nasze. Być może to wygoda, być może lenistwo, a
      może ja po prostu jestem egoistką, która chce mieć czas dla siebie i
      ukochanego. Czasem rozmawiamy o dzieciach, ale "widzimy" je dopiero w bardzo
      dalekiej odległości. Nie mam nic przeciwko młodym mamom i ich maluszkom, ale
      wiem, że to jeszcze nie dla mnie.
      Pozdrawiam wszystkie Młode Mamy oraz Te Jeszcze Niezdecydowane :)
    • abere8 Re: Już nie zazdroszczę... 09.09.04, 10:06
      Ja naleze do tych niezdecydowanych, co dopiero teraz przyznaje, chociaz do
      niedawna jeszcze bylam zdecydowana na nie :-) Czesto czytuje forum eMama, zeby
      zawczasu "poznac wroga" :-) i czuje sie juz troche, jakbym przechodzila pranie
      mozgu, bo wszystkie mamy jak jeden maz twierdza, ze dziecko to samo szczescie,
      najwspanialsza rzecz w zyciu, nadaje zyciu sens itp. itd. Najpierw sie
      usmiechalam z poblazaniem, ale po przeczytaniu chyba setek juz takich
      wypowiedzi zaczynam im wierzyc :-)

      Jednak przeraza i obrzydza mnie wizja ciazy i porodu, zwlaszcza, ze wlasnie z
      forum dowiaduje sie szczegolow tej calej fizjologii. Ze krwawi sie po porodzie,
      ze dochodzi sie do siebie tygodniami czy miesiacami nawet, uswiadomilam sobie,
      ze krocze to potem jedna wielka rana i inne rewelacje.

      Nie moge powiedziec, czy dzieci lubie, czy nie. Troche sie ich boje, takie
      paroletnie maluchy, ktore dopiero co nauczyly sie mowic mnie oniesmielaja.
      Wiem, ze to bez sensu, ale tak mam :-) Potrafia mnie rozczulic, ale tak samo
      mam, kiedy widze male pieski czy kotki, nie jest to zwiazane z zadnym
      instynktem macierzynskim - nie czuje go w ogole.

      Aha, nie przemawiaja do mnie argumenty, ze dziecko to bylaby czastka mnie i
      mojego meza, jakos to do mnie nie dociera, moze dlatego, ze z biologii zawsze
      bylam noga :-)

      I na koniec sie przyznam, ze mam prawie 25 lat, wiec jeszcze duzo czasu na
      zmienienie zdania czy podjecie decyzji :-)
      • marteczka77 Re: Już nie zazdroszczę... 09.09.04, 10:22
        Mi sie wydaje ze wy po prostu nie jestescie gotowe na dziecko nie czujecie
        instynktu macierzynskiego moze jeszcze na was nie czas moze z czasem on
        nadejdzie a moze nie .Radze wam byscie nie posiadaly dziecka na siłe bo tak
        trzeba po prostu ja zatesknicie za szkrabem i poczujecie ze to juz ten czas ze
        nudza was juz imprezy i wolalybyscie ten cas poswiecic na dzidzie to dopiero
        wtedy pomyslcie o dziecku nic na sile bo potem bedziecia załowac .Moze sie tez
        zdarzyc ze nie poczujecie tego nigdy ale za to bedziecie miały kupe czau dla
        siebie i na imprezki gorzej bedzie jak potem zatesknicie za macierzynstwem a
        bedzie juz za pozno.Pozdrawiam
    • karo_lina79 Re: Już nie zazdroszczę... 09.09.04, 10:53
      Wiesz co, mam to samo!!!
      Widzę przede wszystkim kłopoty. Zarwane noce, śmierdzące pieluchy, popaćkane
      szafki i ściany... Blech.
      Też za bardzo nie mam ochoty na takiego małego brudasa. Ale powiedzmy, że da
      się to jeszcze wytrzymać.

      Nurtuje mnie jednak inna kwestia - jak się czują te wszystkie zachwycone
      mamuśki, gdy ich dzidzia podrośnie i mówi o matce "ta stara" i "sama sobie
      wynieś śmieci", że o "nie nawidzę cię!!!".
      Najpierw jest kochana dzidzia, a potem wielkie rozczarowanie.
      Brrr!
      • karo_lina79 Re: Już nie zazdroszczę... 09.09.04, 10:59
        Ależ napisałam - tam miało być:
        że o "nienawidzę cię" nie wspomnę.
        Aha - mam od pewnego czasu bardzo silny instynkt macierzyński, ale na szczęście
        nie mam warunków na dziecko, więc dylematu nie ma.
        Zresztą jak już warunki będą, to pewnie i tak się nie zdecyduje. Mam zbyt
        wygodne życie, aby je sobie na własne życzenie zniszczyć.
        • katitka Re: Już nie zazdroszczę... 09.09.04, 12:34
          Ach, przykro czytać takie rzeczy.
          Jeżeli Wam się nie poodmienia - a urodzicie jednak dzieci - to ja tym dzieciom
          współczuję...
          Jeśli o mnie chodzi - a jestem najszczęśliwszą na świecie mamą ponad 2-letniej
          dziewczynki - cała ciąża, poród, połóg i przede wszystkim wspólne życie jest
          rewelacją! W ciąży czułam się i wyglądałam świetnie, Małą urodziłam w pół
          godziny, samopoczucie w połogu nie było dużo gorsze od takiego np. po złamaniu
          nogi. Teraz natomiast moje szczęście rośnie i daje mi ogrom radości.
          Ja sama czuję się dużo bardziej kobieco teraz niż wcześniej, nie żałuję
          opuszczonych popijawek ze znajomymi (którzy zresztą generalnie też pozakładali
          rodziny i mają ten sam klimat), braku czasu na ślęczenie przed telewizorem. Mam
          inne priorytety, pewne sprawy przestały być ważne.
          A poza tym nie przesadzajmy - do fryzjera chodzimy raz w miesiącu, do
          kosmetyczki też nie częściej, galop po sklepach również można zaplanować raz na
          jakiś czas (chyba, że ktoś jest nałogowcem), w TV sama szmira, wyjście do kina,
          teatru, na koncert można spokojnie zorganizować przy pomocy babć, opiekunek czy
          koleżanek. Teraz praktycznie wszędzie można zabrać dziecko ze sobą.
          Ktoś napisał o tym, że można tak czekać i zwlekać, a potem jest za późno - też
          tak sądzę, mam kilka takich znajomych par. Teraz ich życie jest puste, cisza i
          nienaganny porządek oraz nadmiar czasu bolą i męczą. Imprezki, zakupy i fryzjer
          już nie cieszą i już nie tłumią tęsknoty za rodzicielstwem. Żałują...

          Ale jeżeli czujecie tak jak piszecie, odpuście sobie na razie macierzyństwo.
          Dziecko potrzebuje miłości, czułości, ciepła, nie można go traktować jak kuli u
          nogi, bo to odciska się piętnem na jego psychice.
          Życzę wszystkiego dobrego.
          • abere8 Re: Już nie zazdroszczę... 09.09.04, 12:47
            katitka napisała:

            > Ach, przykro czytać takie rzeczy.
            > Jeżeli Wam się nie poodmienia - a urodzicie jednak dzieci - to ja tym
            dzieciom współczuję...

            To nie do konca tak, przynajmniej u mnie. Bo jesli urodzilabym juz dziecko, to
            pewnie bylabym tak samo oddana matka, jak Ty, zwlaszcza, ze jestem bardzo
            obowiazkowa. Na pewno nie byloby potrzeby mu wspolczuc. Zreszta ja i tak raczej
            domatorka jestem, jesli chodzi o imprezy, tyle, ze lubie podrozowac, a dzieci w
            tym moglyby byc przeszkoda. I mysle, ze na pewno bardzo bym kochala to dziecko,
            chcialabym mu nieba przychylic i takie tam, tylko ze na razie wlasnie nie chce
            chciec, nie chce tego czuc.
            • slowiczek2 Re: Już nie zazdroszczę... 09.09.04, 13:55

              >
              > ze lubie podrozowac, a dzieci w
              >
              > tym moglyby byc przeszkoda.


              Witam!!
              Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem, że dziecko jest przeszkodą w
              podróżowaniu. Zawsze nas z mężem "nosiło" w świat i baliśmy się, że jak dziecko
              się urodzi osiądziemy na długi czas na miejscu. Teraz nasza Gabi ma niecały
              roczek i jeździ z nami już od trzeciego miesiąca. Oczywiście wszystko jest
              dostosowane do jej trybu życia, ma czas na spanie, jedzenie i bieganie. Jest
              zdrowym, wesołym i ciekawym wszystkiego dzieckiem.
              Nie ma czego się obawiać, tylko trzeba wszystko zorganizować i dobrze się bawić.
              Pozdrawiam
              K
            • dr_tusia Re: Już nie zazdroszczę... 10.09.04, 07:01
              Ja tez kocham podroze- i na pewno bedziemy z dziecmi tez zwiedzac swiat, jak
              wielu naszych znajomych:)
        • maggie11 Re: Już nie zazdroszczę... 09.09.04, 14:42
          karo_lina79 napisała:

          > Mam zbyt
          > wygodne życie, aby je sobie na własne życzenie zniszczyć.


          Zniszczyc?!?! Dziwne podejscie. Pierwszy raz sie z takim spotykam. Mam 1,5
          roczna corke i nie uwazam, ze mam zniszczone zycie. Moje kolezanki - mlode
          matki tez tak nie uwazaja. Zniszyc komus zycie to moze czlowiek dorosly np. maz
          na pewno nie dziecko.
          • karo_lina79 Re: Już nie zazdroszczę... 09.09.04, 15:59
            A ja właśnie znam kobiety, które mają zniszczone życie przez dzieci.
            Ale te dzieci nie były planowane, więc mnie to nie dziwi.
            Obawiam się, że moje dziecko - nawet gdyby było planowane - też zniszczyłoby mi
            życie. Ja się bardzo szybko wszystkim nudzę, a obowiązkami szczególnie.
            Nie, jednak żadnym z moich psów się nie znudziłam ani moim chłopakiem, więc
            może jest dla mnie jakaś szansa (szczerze mówiąc mam nadzieję, że jestem
            bezpłodna, nie musiałabym wydawać fortuny na zabezpieczenie).
      • dr_tusia Re: Już nie zazdroszczę... 10.09.04, 06:59
        Ale to tylko i wyłącznie od rodzicow zalezy, czy tak będzie. Takie właśnie
        dzieci niechciane potem zmieniają sie w w/w "potwory". Szczerze ukochana
        dzidzia nigdy- mozesz byc pewna, widzac takiego czlowieka, ze jego rodzice
        popelnili gdzies koszmarny błąd. Przecież nikt nie rodzi sie zły!
    • weronikarb Re: Już nie zazdroszczę... 09.09.04, 12:27
      Witam
      Ja tez tak mialam okolo 20-stki uwielbialam dzieci chcialam ich miec cala
      gromadke. Pos lubie (25 lat) juz mi sie nei spieszylo, gdzies, kiedys tak ale
      nie teraz. Moj maz jednak nalegal, a jak sie balam glownie obowiazkow, straty
      wygodnego zycia. Jak Dominik sie urodzil maz mial 30 lat ja 26. Acha nie czulam
      instynktu macierzynskiego nic z tych rzeczy. Jednak jak skarb sie urodzil, to
      moj swiat sie wywrocil do gory nogami, wszystkie do tej pory priorytety sie
      pomieszaly. Ja ktora uwielbialam imprezy, kupa znajomych. Teraz z luboscia
      siedze w domku z synkiem (pracuje tez). Cierplowsc moja wzrosla o 1000%,
      porozumiewanie sie z dziecmi tez. Teraz widze sens mojego zycia. Pracuje i
      wszystko co osiagne w zyciu ma kto przekazac dalej. Nie budujemy sie tylko dla
      siebie ale tez dla synka. Trudno opisac uczucia, jednak mimo ze nieraz tesknie
      a cisza, spokojem i decydowaniem o sobie to w zyciu bym sie nie zamienila na
      tamte czasy :-)
      • mingshu Re: Już nie zazdroszczę... 09.09.04, 15:22
        Acha nie czulam
        >
        > instynktu macierzynskiego nic z tych rzeczy. Jednak jak skarb sie urodzil, to
        > moj swiat sie wywrocil do gory nogami, wszystkie do tej pory priorytety sie
        > pomieszaly.

        No, ale zdecydowaliście się na dziecko "świadomie", czy się urodził, bo tak
        sobie "Siła Wyższa" uwidziała nie bacząc na Wasze plany?

        Najzabawniejsze jest to, że jeszcze dwa, trzy lata temu bardzo chciałam miec
        dziecko. BARDZO! Ogladałam się za "brzuchatkami", wózkami itd. A teraz...
        wszystko minęło. Odechciało mi się zupełnie, choć teraz to mąż zaczął naciskać
        na zrobienie dzieciaka. A ja po prostu nie czuję chęci zostania mamą i już.
        • mazi27 Re: Już nie zazdroszczę... 09.09.04, 17:48
          Ja na poczatku nie chcialam, bo praca, bo trzeba urzadzic mieszkanie, wyszalec
          sie, bo mlodzi - itd. Nie lubilam dzieci. Potem zaczelam chciec pomimo
          tesciowej ktora mnie przesladowala i ciagle mowila jak mi wychowa dziecko. Ale
          moj maz wtedy uznal ze jeszcze nie, bo dziecko duzo kosztuje, bo on nie wie czy
          moze, bo to bo tamto. Teraz sie rozstajemy a ja tak strasznie zaluje ze nie mam
          malenstwa i sie martwie czy jeszcze bede miec w zyciu na nie szanse. A praca,
          kariera i imprezy schodza na plan dalszy a jak sie chce to jakos mozna to
          pogodzic.
          • merunka Re: do karolina_79 09.09.04, 18:11
            Karolina! zauwazylam, ze lubisz byc kontrowersyjna, ale chyba troche
            przesadzilas.. Dziecko jawi Ci sie jako smierdzacy brudas, po czym stwierdzasz,
            ze masz ostatnio silny instynkt macierzynski.. To sie troche kloci, nie mowiac
            o Twym zyczeniu bycia bezplodna.. To tez ma malo wspolnego z instynktem
            macierzynskim. pozdrawiam merunka
            • karo_lina79 Wszystko gra 09.09.04, 21:15
              Zapewniam Cię, że nic się nię kłoci.
              Instynkt swoją drogą, a poczucie estetyki - swoją.
              Wiesz jak to jest - czujesz, że chcesz mieć dziecko, że chcesz coś po sobie
              zostawić, że dziecko to jest to, że to będzie moje spełnienie i coś
              niepowtarzalnego, co będzie po cześci mną, a po cześci mężczyzną, którego
              kocham.
              Ale ciąża trwa 9 miesięcy, a potem, po tym kosmarnym porodzie - zaczyna się
              gehenna. Przynajmniej ja tak to widzę. Od dwóch lat obesrwuję siostrzeńca
              mojego chłopaka. I o ile na początku był słodki i byłam nich oczarowana, to
              teraz jestem sto kilometrów od zachwytu. Bo ryczy, bo choruje, bo pluje przy
              jedzeniu, bo śpi i trzeba być w miare cicho, bo nie śpi i nie można go spuścić
              z oka, bo jest nudny jak flaki z olejem, a do tego może się porzygać na Twoją
              najlepszą bluzkę...
              Na pewno własne dziecko traktuje się inaczej, ale z jego urodzeniem nie dadzą
              mi gwarancji, że je pokocham i zaakceptuję.
              Kiedys oglądałam taki program o matkach, które po porodzie znienawidziły swoje
              dziecko i żaden psycholog nie jest im w stanie pomóc.
              Dlatego, mimo instynktu - nie chcę. A przynajmniej nie przed trzydziestką. A
              najlepiej wcale.
              Aha - kwestia bezpłodności. Pewnie gdyby się okazało, że mnie naprawdę dotyczy,
              to baaaaardzo chciałabym dziecka, ale z drugiej strony niechcianą ciąże mam z
              głowy i nie muszę się zatruwać hormonami.

              I naprawdę nie chciałam być kontrowersyjna, przepraszam, jeśli tak to wyszło.
              • katitka Re: Wszystko gra 10.09.04, 07:54
                P przeczytaniu Twoich pstów na ten temat życzę Ci wszystkiego najlepszego z
                wyjątkiem dziecka. Nie każdy powinien je mieć... Nie każdy się nadaje, nie
                każdy zasługuje. Bo dziecko - zdrowe dziecko - to dar, cud. Nie powinien
                trafiać w przypadkowe miejsce. Za dużo jest dzieci niechcianych, niekochanych...
                Nie zmuszaj się myśleniem o tym czy należy czy nie. Załóż konkretnie, że w
                Twoim przypadku nie należy!
                Pozdrawiam.
    • pensjonarka Re: Już nie zazdroszczę... 10.09.04, 10:20
      Ja rozumiem Karolinę. Oczywiście głównie nie chcę dziecka powodu problemów w
      małżeństwie, braku miłości ze strony M i poczucia bezpieczeństwa, ale także
      dlatego że boję się takiej odpowiedzialności. Mam terminowe umowy o pracę i
      nawet nie chcę myśleć co by było gdbym zaszła w ciążę a kolejnej umowy bym nie
      dostała. Poza tym nie chcę utknąc w pieluchach kiedy mój M będzie się doskonale
      bawił i wyjeżdżał ze znajomymi na Mazury.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka