Dodaj do ulubionych

Tak mi teskno na obczyznie...

30.09.04, 19:44
Witam Was wszystkie.Siedze i nie wiem co robic.Moze zaczne od tego,ze
mieszkam za granica od ponad 2 lat poniewaz wyszlam za maz za
obcokrajowca.Maz jest wspanialym czlowiekiem o wielkim sercu.Niestety problem
siedzi we mnie.Ja wciaz zyje Polska,a dokladniej baardzo tesknie za
rodzina,praca i przyjaciolmi.Nie pracuje,ale mam dni wypelnione nauka.Boje
sie pomyslec,ze bede musiala ograniczyc wyjazdy do Polski gdy tylko zaczne
prace.Jezdze tam dosc czesto i nie wyobrazam sobie inaczej.Calymi dniami zyje
sprawami rodziny,bardziej niz mojego meza.Nie czuje sie szczesliwa na
obczyznie.Mam ponad 30 lat czas na dziecko,ale boje sie,ze wtedy bede musiala
tu zostac na dobre.Warunki zycia sa bardzo dobre,maz stara sie jak moze,by
bylo dobrze, jego rodzina i przyjaciele sa bardzo zyczliwi a ja na ogol mam
mine cierpietnicy.On nie chce mieszkac w Polsce przynajmniej nie w ciagu
najblizszych lat.Rozumiem i szanuje jego decyzje.Juz dzis mialam na koncu
jezyka,ze wracam do kraju.Powiedzial mi,ze jesli sie zdecyduje to rowna sie
to z rozwodem.Kocham go,ale tesknota jest silniejsza,od zawsze twierdzilam,ze
obczyzna nie dla mnie.Jednak pokochalam i wyjechalam,ale nie jestem ta sama
osoba.Juz nie pamietam jak to jest smiac sie do lez,za to lzy towarzysza mi
czesto.Co robic?Wiem,ze tylko ja jestem kowalem swego losu,boje sie,ze maz
bedzie cierpial gdy odejde,co powie rodzina?Moze ktoras przeszla cos
podobnego.Wiem tylko,ze kazdego dnia moje mysli sa tam 1000km stad...
Obserwuj wątek
    • agatal70 Re: Tak mi teskno na obczyznie... 30.09.04, 21:31
      Ja podobnie jak ty wychodząc za mąż zmieniłam miejsce zamieszkania .Ztym ,że ja
      przeniosłam się w inną część Polski .Od rodzinnej miejscowości dzieli mnie 340
      km.Mieszkam tu już 5lat .Początki były też cięzkie ,ciągle czekałam kiedy
      pojade tam .Ale kiedy poznałam bliżej ludzi tu żyjących ,okazało się że sa
      naprawdę extra ,pomocni w kazdej sytuacji izauważyłam ,że w moich stronach (tak
      przezemnie wyidealizoeanych) nie spotkałam takich ludzi .Co dziwne kiedy
      zaczełam tam jeżdzic zaobserwowałam ,że nawet mnie denerwują ,a ich zachowania
      sa często złe poprostu .Nigdy tego nie zauważyłabym gdyby nie wyjazd .Owszem
      chetni byli do przyjmowania prezentów ,ale już z np. dawaniem ich dla mnie lub
      dzieci było gorzej ,uważali ,że dla mnie to już nie trzeba bo mnie jest
      dobrze ,jestem przeciez bogata .Zwróc uwagę czy przypadkiem u ciebie tak nie
      jest ,czy przypadkiem nie kochaja ciebie dla korzyści .Ja też tylko myslałam co
      by tu kupić kidy jechałam .Czasem nawet wysyłałam kasę bo np. siostra choroweła
      i chciałam żeby n. poszła prywatnie do lekarza .Ale kiedy mnie przytrafiło sie
      nieszczescie ,i zostałam okradziona (nota bene0 będąc u nich ) to nikomu znich
      nie przyszło do głowy żeby mi pomóc ,a nawet jdna z sióstr zatrzymała dla
      siebie pieniądze ,które dał mój tato .Tłumacząc że jej też są potrzebne ,a ja
      to chyba chcę sie dorobić na włamaniu .Aod drugij dostałam modlitwę do św
      Rity .Natomiast od ludzi tutaj obcych (ale przyjaciół) coś co bardzo mi pomogło
      w funkcjonowaniu , robot kuchenny .Ico ty na to ? Komentarz od nich był taki "
      oni są bogaci ,ich stać " .Myślę ,że oni nadal chetnie przyjeli by ode mnie
      prezenty ,ale ja już "wyleczyłam "sie z tęsknoty za nimi , i choć mam kłopoty
      to nie przeszkadza mi to i bardzo lubie to swoje nowe miasto .Życze tez tego
      itobie ,rozejrzyj sie na około chciej to wszystko poznać .Atak na marginesie w
      Polsce jest taka bieda ,ciesz się ,ze nie musiz sie martwic co masz do gara
      włozyc ,lepiej trochę potęsknic ,ale żyć godnie .Atęsknota mija za granica
      podobno po5 latach całkowicie .To nie tak długo ,powodzenia .
    • magdula330 Re: Tak mi teskno na obczyznie... 01.10.04, 00:04
      Nie wiem sama co napisac.Jestes w dobrej sytuacji bo zawsze mozesz pojechac do
      Polski w odwiedziny.Od osmiu lat mieszkam w stanach bez prawa pobytu.Z Polski
      wyjechalam jak mialam 20 lat.Przezywalam tu koszmar.Oprocz siostry nie mialam
      tu nikogo.Nie jedna noc przeplakalam w poduszke.Wyjechalam z Polski bo tu
      moglam poprawic swoj byt.Nie pochodze z bogatej rodziny wiec musialam podjac
      taka decyzje,na pomoc rodzicow nie moglam liczyc.Pierwszy rok ciagna sie jak
      flaki z olejem.Sama sobie wmawialam jeszcze rok i bede do tej tesknoty inaczej
      podchodzila.Mina nastepny rok i rzeczywiscie juz tak nie cierpialam ale po
      chyba trzech latach ta tesknota wrocila.Wrocila z jeszcze wieksza sila niz na
      poczatku.Moich rodzicow widzialam tylko raz przez ten czas.Jak moja mama
      wracala do Polski wylam jak pies i blagalam ja zeby zostala.Niestety musiala
      wracac.W czerwcu wyszlam za maz i tylko siostra byla na moim slubie.Nawet nie
      umiem opisac jak okropnie sie czulam.Pytalam sie sama siebie:gdzie mama,gdzie
      tata,gdzie te dwie najwazniejsze osoby,ludzie ktorzy dali mi zycie.Niestety nie
      bylo ich choc bardzo chcieli byc.I choc bardzo czesto dzwonie do Polski zawsze
      kiedy juz odloze sluchawke zastanawiam sie czy jeszcze kiedys ich
      zobacze.Dlatego rozumiem twoj smutek.Glowa do gory.Mam nadzieje ze twoj maz
      zrozumie co czujesz i pomoze ci w wewnetrznej bitwie.Nie zalamuj sie do
      konca.Jestem z toba.Magda z Chicago.
      • nineczkas Re: Tak mi teskno na obczyznie... 01.10.04, 00:25
        Ja od trzech lat mieszkam w Stanach.. i nie tesknie za krajem, tesknie za rodzina. W tym roku, na
        wakacjach byla u nas moja mama (nie widzialysmy sie trzy lata). Gdy jej nie bylo to nie tesknilam,
        rozmawialysmy przez telefon ale jak juz przyjechala i musiala wyjechac, to chyba z trzy tygodnie
        dochodzilam do siebie, bo pojawiala sie tesknota. Ale teraz juz jest dobrze. Musze dodac, ze moj
        maz jest Polakiem wiec to moze pomaga. Tez nie jezdzimy do Polski mimo, ze jestesmy tutaj
        legalnie..czekamy na zielona karte i wszyscy lacznie z prawnikami zalecaja nam abysmy stad nie
        wyjezdzali do czasu otrzymania karty, bo nigdy nie wiadomo.
        W Twojej sytuacji przykre jest to, ze Twoj maz Cie nie rozumie.
        • magdula330 Re: Tak mi teskno na obczyznie... 01.10.04, 00:57
          Wlasnie nie rozumiem tego ze maz wcale nie pomaga w takiej sytuacji a wrecz
          przeciwnie grozi rozwodem.Chyba przed slubem rozmawialiscie na temat gdzie
          bedziecie zyc.
          • anula36 Re: Tak mi teskno na obczyznie... 01.10.04, 01:04
            A ja sie wcale nei dziwie- ilu mezow chce miec zone cialem wciaz obok, ale
            myslami daleko? JA tez bym nei chciala ogladac partnera wciaz w dolku,lzach i
            teskniocie. Nie za bardzo wyobrazam sobie tego zwiazku dalej, bo jak -nastepne
            30 lat spedzac na ronieniu lez przy nieudanej aklimatyzacji w obcym kraju?
            • magdula330 Re: Tak mi teskno na obczyznie... 01.10.04, 01:07
              Nie wiemy dlaczego to on nie chce wrocic z nia do Polski a rzada zeby to ona
              zostala.
              • anula36 Re: Tak mi teskno na obczyznie... 01.10.04, 01:41
                problem w tym,ze on nei tyle nie chce "wrocic" do POlski bo nie jest Polakiem.
                Po prostu jest u siebie. I jesli mysli normalnie to ma swiadomosc ze tam gdzie
                sa jest obiektywnie lepeijniz w naszym kochanym kraju.
                • nineczkas a moze poszukalabys 01.10.04, 02:28
                  sobie polskich znajomych? Najlatwiej jest ich znalezc w polskich kosciolach. Nawet jak nie jestes
                  wierzaca, albo jestes i nie chodzisz do kosciola, to czasami warto jest taki polski kosciol znalezc
                  bo mozna tam spotkac mnostwo fajnych ludzi. My z mezem wlasnie tak nawiazalismy kontakty z
                  Polakami, chociaz tutaj gdzie jestem nie jest ich duzo. Choc jak potem sie okazalo dzieki
                  kociolowi malo tez ich nie jest. Bedziesz miala z kim pogadac, spotkac sie. A i rodak czy rodaczka
                  bardziej bedzie rozumiala Twoja tesknote.
                  musze powiedziec, ze nie masz tak zle jesli mozesz latac, czy tez jezdzic do Polski. Zawsze jak
                  tesknota bedzie juz nie do wytrzymania mozesz jechac.
      • islamorada Re: Tak mi teskno na obczyznie... 01.10.04, 08:17
        magda chetnie z toba porozmawiam daj znac jesli masz ochote na gg 5959148
        pozdrowki:)
    • ktopyta Re: Tak mi teskno na obczyznie... 01.10.04, 04:53
      Zawsze mnie intrygowalo dlaczego kobiety dobrowolnie pakuja sie w kanal. Czy to
      polskie poslannictwo dziejowe, matka-polka? Dramat. Jak sie ktos decyduje na
      zwiazek z cudzoziemcem to musi sie liczyc z niektorymi problemami. dlaczego
      tego typu kwestie nie sa uzgadniane przed zawarciem malzenstwa ?
      Dlaczego niektore panie siedza na obczyznie i cierpia zamiast wrocic do Polski.
      Na tym watku widac ze niektore z Was sa stworzzone do zycia w stadzie w Polsce.
      Po co sie umartwiac ? Nielegalnie 8 lat w stanach ? a po jasna cholere ? dla
      kasy ? a na cholere ci tyle tej kasy ?
      sam siedze na emigracji bo moge tu normalnie pracowac za normalne pieniadze.
      czy tesknie ? jasne ze tak, ale nikt na emigracje nie bierze z lapanki.
      kumpli mam na gg i skype, videokonferencja jak chce, listy telefon, tanie linie
      lotnicze. slub sie bierze z zona/mezem a nie z rodzina czy znajomymi.
      trzeba ruszac mozgiem przed slubem.
      • islamorada Re: Tak mi teskno na obczyznie... 01.10.04, 08:22
        jestes cyniczny.......
        • anula36 Re: Tak mi teskno na obczyznie... 01.10.04, 10:06
          a aj sie czesciowo z tym zgadzam. Slub bierze sie z mezem i to do neigo tzreba
          sie przystosowac.
        • ktopyta Re: Tak mi teskno na obczyznie... 02.10.04, 11:10
          no i co z tego? ale za to dobrze gotuje
    • carlam1 Re: Tak mi teskno na obczyznie... 01.10.04, 10:30
      Dziekuje za wasze przemyslenia i osobiste historie.Co niektorzy maja racje i
      zgadzam sie,ze slub sie bierze z mezem/zona a nie rodzina.Poza tym prawda jest
      tez to,ze nikt mnie sila z kraju nie wypchnal.Tyle,ze nie zdawalam sobie
      sprawy,ze bedzie mi tak ciezko przystosowac sie do zycia tutaj.Moze dlatego ze
      zawsze bylam bardzo rodzinna i dosc mocno zwiazana z rodzicami i
      dziadkami.Teraz Ci drudzy choruja,a ja chcialabym im pomoc chociazby swoja
      obecnoscia.Podziwiam ludzi mieszkajacych za oceanem,tam nigdy nie chcialabym
      mieszkac,nawet bym nie probowala.To nie jest tak,ze maz mnie nie wspiera wrecz
      przeciwnie.On po prostu patrzy realnie i wie,ze w tym momencie nie jest gotowy
      mieszkac i pracowac w Polsce za nieporownywalnie mniejsze pieniadze.Z drugiej
      strony mam znajomych,ktorzy wrocili do kraju,bo ona Polka tez nie mogla sie
      zaaklimatyzowac u niego i sa zadowoleni.W kazdym razie musialam to z siebie
      wyrzucic i teraz wiem,ze takich osob jak ja jest wiecej.Pozdrawiam wszystkich
      bardzo serdecznie.Jeszcze nie wiem co zrobie,ale raczej zmierzam ku decyzji o
      powrocie.
      • bombonierka Re: Tak mi teskno na obczyznie... 01.10.04, 12:49
        zaczne od przedstawienia sie. sledze wasze watki juz od jakiegos roku. jestem 3-
        tygodniowa mezatka mieszkajaca za granica juz od 4 lat. mam do domu 1982 km i
        bywam tam raz na rok. chcialabym sie ustosunkowac do wypowiedzi carlam, bo ja
        rozumiem doskonale. sama przed slubem przechodzilam przez trudny okres wachan,
        watpliwosci czy warto sie wiazac z wielkiej milosci zostawiajac daleko w polsce
        swoje 25-cio letnie zycie jak bardzo zwiazane z rodzina, z przyjaciolmi ze
        znajomymi. musialam podjac decyzje czy chce aby moje dzieci chodzily tu do
        szkoly, aby wychowywalay sie w tutejszej kulturze, aby widzialy dziadkow z
        polski raz na rok, aby nie znaly dalszych kuzynow polakow. wierzcie mi,
        przezywalam koszmary nocne z tym zwiazane, dzielilam sie moimi przezyciami
        jeszcze wtedy z moim narzeczonym ( ktory nota bene mial stracha gdyz znamy
        histoire malzenstwa mieszanego gdzie on tu, ona z dzieckiem w polsce, a rozwod
        w toku) i rozumial mnie jak mysle. stapalam realnie po ziemi bedac jednoczesnie
        w stanie szczeslowosci absolutnej. pytalam sie siebie, czy na pewno wytrzymam,
        bo jak nie to lepiej teraz niz po slubie i nie ma co marnowac sobie zycia i
        komus tez.
        podjelam decyzje, slubowalam jemu do konca naszych dni i bardzo chce wytrzymac
        w tym postanowieniu.nic nie zaluje. ustalilismy przed slubem - dzieci beda sie
        wychowywac w 2 kulturach, dostarcze im tyle ile bede mogla. jasne ze mi brakuje
        prawdziwych przyjaciol - nie mam z kim wyjsc na szarlotke i herbatke aby
        pogadac jak to kobiety potrafia. ale od czego sa listy ( te papierowe aby do
        nich czesto wracac), telefony ( raz na jakis czas mozna sobie pozwolic), aby
        byc w ciaglym kontakcie z przyjaciolmi z polski?
        jasne ze musze czynic wiecej wysilkow aby poznac ludzi tu na miejscu -
        podpowiem ci ,carlem - zapisz sie na kurs tanca ( ja np. chodze tam sama bo moj
        maz nie lubi), zapisz sie do biblioteki, do kolka dyskusyjnego, na aerobik, na
        plywalnie, naucz sie szydelkowac. trzeba zajac sie czyms aby za duzo nie
        myslec, nie rozwazac, nie przeanalizowywac. pisalas ze masz fajnych tesciow i
        rodzine meza - to juz duza czesc sukcesu. zadzwon czasem do tesciowej i pogadaj
        z nia, ot tak sobie.
        carlem, wiesz, zawsze jest dobrze tam gdzie nas nie ma. skad mozzesz wiedziec
        jak bedzie przebiegac twoja readaptacja do warunkow polskich? wiesz, 2 lata to
        duzo. ludzie sie zmieniaja, warunki tez.
        nie chce dawac rad , zrobisz to co bedzie ci nakazywalo sumienie i nikt nie ma
        prawa cie za to zlinczowac, ale moze jeszcze da sie uratowac wasze malzenstwo?
        daj sobie czas na jeszcze jedna probe adaptacji do warunkow w ktorych
        mieszkasz. ale daj tez cala siebie i niech to bedzie twoja dobra wola, bo
        przeciez nic na sile.przeciez kochasz meza......

        carlam, a skad w ogole jestes? masz ochote na znajomosc ciut blizsza?
        zycze odwagi, duzo wiary i dobrej decyzji.

        przepraszam za chaos w mojej wypowiedzi.
      • anula36 Re: Tak mi teskno na obczyznie... 01.10.04, 15:29
        miej tylko swiadomosc,ze dziadkowie odejda,rodzice tez, znajomi beda miec swoje
        rodziny i problemy, jesli maz nie wroci z toba- to jesli nie bedziesz chiala
        byc sama bedziesz musiala poukladac sobei zycie od nowa.
    • abi_gail Re: Tak mi teskno na obczyznie... 02.10.04, 13:56
      Carlam, ja tez jestem za granica od ponad dwoch lat. Na poczatku tego roku
      wyszlam za maz. Z tym ze mam dziecko z pierwszego zwiazku.
      Moje dziecko radzi sobie tutaj znacznie lepiej niz ja. Czasami mysl, ze
      podjelam decyzje o zostaniu za granica, przeraza mnie.
      Tesknie. Dzien za dniem. Choc czasami trudno mi ustalic za czym.
      Miewam przeblyski, ze to za krajem, za miejscem urodzenia, za ludzmi, polska
      mowa, swiadomoscia ze jestem u siebie. Oczywiscie za rodzina i przyjaciolmi.
      Nawet za nasza polska mentalnoscia.
      Za rozmowami, ktore maja znaczenie tylko z Polakami.
      Tak jakby zabraklo korzenia, odniesienia i czuje sie niepewnie.
      Staram sie budowac tutaj jakies zaplecze, zeby moglo sie nazywac moim miejscem
      na ziemi. To sa bardziej sposoby na odsuwanie mysli o tesknocie.

      Nie bylam w Polsce od dwoch lat. Mam nadzieje ze w przyszlym roku polece do
      kraju. Ale wiem, ze bede musiala znowu stamtad wrocic tutaj. Pocieszajacym
      jest , ze takie tesknoty czesto prowadza do ciekawych projektow artystycznych.
      "Litwo, ojczyzno moja..."

      W kazdym razie Carlam pozdrawiam cie serdecznie, nie jestes sama w swoich
      rozterkach.
      • onionka Re: Tak mi teskno na obczyznie... 02.10.04, 22:21
        Kiedy wracam do Anglii, wreszcie czuje sie normalnie.
        Banki dzialaja nornmalnie, mozna normalnie pobrac pieniadze, moje konto jest
        chronione, policje jest po to zeby mi pomoc.
        Spedzam w Polsce wakacje i Boze Narodzenie; czasami jestem bez okazji.
        Poki co nie wracam.
        Za £60 moge przyleciec w kazdej chwili. W Polsce nie bede miec tych £60 na
        kazde zadanie.
        Tutaj to jak dla mnie 2-tygodnie wyzywienia dla dwoch osob z niewielka iloscia
        alkoholu.
        Zawsze jestem pytana w Polsce; ile kosztuje cukier i benzyna. Nijak to sie
        miewa do wyzywienia.
        Dla 2 osob £200 na zarcie zupenie wystarcza,ale podatek od nieruchomosci to juz
        £ 117 miesiecznie, o kredycie za dom nie wspome, telefon, gaz, prad etc....
        Nie wracam.
        Kiedy tesknie dzwonie lub wysylam email. W Polsce tez maja telefony i mga juz
        sami dzwonic . Rzadko zdarza sie zeby ktos z Polski zadzwonil do Anglii.
        Dlaczego...?
    • onionka Re: Tak mi teskno na obczyznie... 02.10.04, 22:40
      Ja tez mieszkam za granica od jakiegos czasu. Moj maz ma tutaj prace za ktora
      calkiem niezle mu placa. Ja moge uczyc sie jezyka. Jest to dla nas obojga
      drugie malzenstwo. Zostawilam w Polsce corke, psice, rodzicow i cale
      dotychczasowe zycie. Najbardziej brakuje mi -psicy. Corka jest na etapie
      wchodzenia w doroslosc, rodzice jeszcze na "chodzie" i tylko psica spedza sen
      z moich powiek. Bardzo za nia tesknie..
      Mozecie uznac to za banalne. Mieszkam w Anglii, kraju ktory nie ma wscieklizny
      i kazde zwierze z teoretycznie zainfekowanego obszaru musi przejsc polroczna
      kwarantanne. Nie zrobie tego swjemu psu. Wiem jak teskni zostajac w domu, w
      ktorym sie wychowala i miszka cale zycie i nie wiem jak mogla by zniesc
      odosobnienie. Przyjezdzam do Polski 2-3 razy w roku. Spedzamy polskie swieta
      Bozonarodzeniowe i wakacje. Moj maz jest patriota i dla niego dobre jest tylko
      to co polskie.
      Ostanio rozczulila go metka na polce kuchennej bo bylo napisaene, ze wykoana w
      Polsce.
      Ktos wczesniej pisal o pracy; ja tez chcialabym juz pracowac, nie musze , to
      tylko kwestia priorytetow zyciowych.
      Zeby wykonywac swoj zawod musze zdac egzamin miedzynarodowy, niby nic takiego
      ale boje sie jezyka. Zdaje kolejne egzaminy jezykowe i staram sie nabrac
      odwagi co do jezyka biznesowego. Wszystko przede mna. ( 40 na karku)
      • carlam1 Re: Tak mi teskno na obczyznie... 03.10.04, 09:46
        Gratuluje zdanych egzaminow,wytrwalosci i zycze sukcesow!Mi tez brakuje
        pieska,ale u nas w bloku nie mozna trzymac zwierzat:(
    • kasienka80 carlam.... 04.10.04, 12:17
      Wiesz, jak przeczytalam twoja wypowiedz to zobaczylam siebie, swoja sytuacje,
      leki...
      Mam 24 lata, w styczniu biore slub cywilny, bede mieszkac 1300 km od domu.
      jak chcesz pogadac to moj numer GG 1657403,
      Calkowicie cie rozumiem....az za bardzo chyba ;-((
      • carlam1 Re: carlam.... 05.10.04, 23:18
        Kasiu,na razie jade do Polski na pare dni,dziadkowie nie najlepiej sie
        czuja.Jak wroce to postaram sie z Toba skontaktowac poprzez Gadu Gadu.Ja tez
        mialam rozterki co do zycia tutaj,ale myslalam,ze mina.Niestety w moim
        przypadku nie minely: (Tobie zycze duuuuzo pzytywnych mysli.
    • janurper Re: Tak mi teskno na obczyznie... 04.10.04, 20:27
      Oj dziewczyny wszystko przed Wami.
      Macie mezow ktorzy dobrze zarabiaja,znajomi sami sie znajda,macie gdzie
      mieszkac,mozecie uczyc sie jezykow oraz wiele inny mozliwosci ktorych
      nie ma w Polsce.Mozeci mi wierzy -facetowi ktory ma 23 lata na obczyznie.
      Zawsze tesknilem i bede tesknil,tego nie da sie zmienic.Najgorsze jest
      pierwsze 5 lat,jak w malzenstwie.Potem z usmiechem bedziecie wracaly do
      domow,do mezow do zajec codziennych.
      Glowy do gory dziewczyny
      Pozdrowienia z Florydy
      Janusz
      • minaha i tak trudno sie przyzwyczaic 24.11.04, 09:26
        Witam!
        Ja wprawdzie mieszkam obecnie za granica dopiero 3 miesiace ale za to 2000 km
        od domu. Mam juz doswiadczenie tesknoty za ojczyzna, bo zdarzylo mi sie
        wczesniej mieszkac przez 2 lata w Szwecji, dokladnie Sztokholm, wiec nie bylo
        tak zle(wiadomo, wieksze miasta , wiecej mozliwosci)...Dzieki internetowi
        poznalam innych Polakow tam mieszkajacych, Polskie ksiazki i telewizja
        satelitarna z polskimi kanalami bardzo ulatwialy radzenie sobie z tesknota, a
        Polski instytut dbal o to, by mozna bylo od czasu do czasu zobaczyc polska
        grupe teatralna czy film, organizowaly spotkania z polskimi tworcami, ogolnie
        rzecz ujmjac tam rowniez mozna bylo spotkac Polakow :)
        Po 2 latach postanowilam wrocic, kierowana raczej rozbudzonym patryiotyzmem( no
        bo gdzie jak gdzie ale we wlasnym kraju, na wlasnym podworku najlepiej) niz
        koniecznoscia czy nawet tesknota (mialam ciagly kontakt ze znajomymi i rodzina
        przez internet, rozmowy glosowe przez komunikatory nie kosztowaly wiec byly
        czestsze niz przez telefon).
        I nigdy nie sadzilam,ze z taka trudnoscia przyjdzie mi sie aklimatyzowac w
        mojej ojczyznie.Nie podejrzewalam, ze tylko 2 lata tam, tak bardzo duzo moga
        zmienic w moim postrzeganiu rzeczywistosci, w moim zyciu i zyciu moich bliskich
        i znajomych. Proces adaptacji byl niespodziewanie dlugi i bolesny.Wiadomo bylo,
        ze nic nie bedzie tak jak przedtem (zdawalam sobie z tego sprawe gdy
        opuszczalam kraj), ale niespodziewalam sie, ze az tak. Skutkiem tego byla
        decyzja o ponownym wyjezdzie.......
        I troche przykro bylo, gdy przypomnialam sobie slowa kolezanki tuz przed
        wyjazdem, gdy mowila,ze nie wroce, a na moje stanowcze "wroce" odpowiadala,
        tak, moze i wrocisz, ale na jak dlugo (poprostu prorok! ;))
        I chyba jest tak, ze rzeczywiscie niektorzy z emigracja daja sobie rade(i
        stworzyli Europe bez granic zanim wstapilismy do Unii), a niektorzy sie
        poprostu nie dostosowuja i juz.....

        Pozdrawiam wszystkich na obczyznie jak i w rodzinnych stronach :)
        Hania

        ps.a moze sa tu osoby mieszkajace obecnie we Francji i chcace pobiadolic
        troszke na temat Francuzow i ich podejscia do (a wlasciwie braku znajomosci)
        jezykow obcych :)
        • kinky5 Re: i tak trudno sie przyzwyczaic 24.11.04, 10:26
          hej Carlam-
          ja mieszkam w Kanadzie czyli jak sama wiesz......dosc daleko od Polski.
          Mieszkam tutaj od 10 miesiecy, 2 miesiace temu wyszlam za maz- tez nie jest mi latwo...
          W chwili obecnej jestem "zamknieta" w Kanadzie bo czekam na papiery- nie mam prawa nigdzie
          wyjechac bo po prostu moge juz nie wjechac z powrotem. I tak jeszcze 8-12 miesiecy bez prawa do
          pracy, bez ubezpieczenia spolecznego i nawet edukacji ( tak, tak- moge sie uczyc w szkolach
          prywatnych placac 2 do 3 razy tyle ile kanadyjczycy a w szkolach panstwowych- nie moge!)
          Ale zaciskam zeby i staram sie choc mozesz mi wierzyc nie jest latwo......
          A Ty- pomysl o ile jest Ci latwiej- 1000 km?
          To jest naprawde malo- studiowalam rok w Niemczech- bylo to ok 850 km od mojego rodzinnego
          miasta- ale bywalam raz na miesiac, raz na 2 miesiace. Z Frankfurtu do Polski bedzie okolo 1000 a to
          jest 1h 20 minut i juz jestes w Kraju ( a ja...8 h + przesiadka we Frankfurcie 1,20 )- jesli nie pracujesz a
          maz dobrze zarabia to nie widze przeszkod.......
          USZY DO GORY!!!!!!!!!i zajrzyj na forum kobieca polonia moze bedzie tam jakas dziewczyna z Twoich
          okolic- w ten wlasnie sposob ja poznalam 2 super dziewczyny- spotykami sie ok.1 na tydzien i to mi
          bardzo, bardzo pomaga!!!!
          nie wiem jak Cie pocieszyc....
    • nina78 Re: Tak mi teskno na obczyznie... 24.11.04, 10:18
      Ciesze sie, ze poruszylas ten watek. Ja mam wlasnie w perspektywie wyjazd - 700
      km od domu. Moge wyjechac z mezem, ale rozlaka z rodzicami tez bedzie ciezka
      (maz jest jedynakiem). Przyznam, ze nie sadzilam, ze moze to byc az tak trudne.
      Musze to teraz sobie wszystko przemyslec...
      • anett26 Re: Tak mi teskno na obczyznie... 24.11.04, 20:27
        czesc dziewczyny!
        ja rowniez przez ostatnie 2 lata mieszkalam na obczyznie, w kraju mojego meza,
        konkretnie w portugali, i niestety rowniez nie moglam sie zaaklimatyzowac. bylo
        to spowodowane tym, ze mieszkamy w malym miescie, wiec nie mialam mozliwosci
        poznania wielu polakow. wczesniej rok mieszkalam w hiszpani, zanim poznalam
        meza i bylo cudownie, mialam wielu przyjaciol, i czulam sie nawet lepiej , niz
        w kraju.niestety portugalia okazala sie przeciwienstwem hiszpani, ludzie mnmie
        otwarci, lecz bardziej zawistni.
        teraz czeka mnie nowa przeprowadzka, tym razem w strone afryki i mam nadzieje,
        ze nie bede tak cierpiec, jak w portugali.
        nie mozna tego uogolniac, z doswiadczenia wiem, ze licza sie i miejsce i ludzie
        i takze charakter wyjezdzajacego. ale niestety poczatki wszedzie sa
        najtrudniejsze. jestem jednak optymistka i uwazam, ze do odwaznych swiat
        nalezy, i zawsze warto sprobowac.
        pozdrawiam, mam nadzieje, ze wszystkie po jakims czesie powiemy, ze bylo warto:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka