malla1
24.07.05, 21:53
Mam problem, a wlasciwie to On ma ploblem, który niestety jednak dla Niego problemem nie jest.
On nie lubi się myć. Lubi za to markowe ubrania, dobry szwajcarski zegarek, dobrą, drogą żywność...Lubi ładne, zadbane kobiety.
Nie mieszkamy razem ale zdarza się, że spędzam u niego weekend. Te dni nie są dla niego specjalnie wyjątkowe, bo nie zużywa więcej wody niż w ciągu tygodnia. Nie czuje potrzeby ogolenia się, nawet wtedy gdy go o to wyraźnie poproszę. Obraca wszystko w żart i obiecuje, że zrobi to potem. Kiedy? Kiedyś. Trzy dni nosi ten sam wyciągnięty podkoszulek, w którym nawet okazyjnie potrafi spać. Nie chowa go wcale do szafy tylko leży zwinięty w kłębek gdzieś w kącie bo w każdej chwili może się przecież przydać.
Pewnego wieczoru chciałam żebyśmy poszli do teatru - tak zupełnie spontanicznie. Ok, zadzwonił, zarezerwował bilety i...na podkoszulek, w którym przechodził cały dzień włożył wyjętą z szafy czystą koszulę...
Idziesz? Nie, nie idę, przeszła mi ochota.
Kiedy przyjechał w odwiedziny do moich rodziców, nawet oni zwrócili uwagę, że wystarcza mu jeden prysznic dziennie, a mój ojciec proponował mu swoją szczotkę do butów, której zresztą nie uzył bo stwierdził, że nie ma takiej potrzeby.
Przykładów podobnych sytuacji mogłabym mnożyć w nieskonczoność. Trzydziestoletni,przystojny, superwykształcony facet.
Dziewczyny, powiedzcie, czy to moje wymysły, moje fanaberie czy ja rzeczywiście mam powody do tego, żeby zacząć się martwić?
A może ktoś ma podobny problem?
Olga