Dodaj do ulubionych

MIŁOŚĆ!.. prosto z pieca!!!!

08.09.05, 15:26
Powiedzcie mi moje Panie,
bo przecież do kogo się zwracac jak nie do młodych mężatek i kto ma wieksza i
nie zakurzaoną wiedzę o szybszym biciu serca, spoconych dloniach i wszelkich
objawach tej straszliwej choroby...
a wiec: czy dla was jest miłość... jaka jest WASZA miłość... czy kochacie i
czy kochałyscie przed slubem???
czy moze milosc przychodzi po czasie?
a moze rozsadek wygrywa i wychodzi sie za zwyczajnie dobrego faceta???

ale przede wszystkij czym jest miłosc i jak wygląda dla was?
Obserwuj wątek
    • monia271 Re: MIŁOŚĆ!.. prosto z pieca!!!! 08.09.05, 15:49
      Oczywiście że kocham i kochałam przed slubem , nic sie nie zmieniło. Nie
      wyobrażam sobie zycia bez mojego meza jest dla mnie wszystkim. Jestesmy razem
      juz 7 lat w tym po ślubie 2 lata. Pewnie ze na początku naszej znajomości było
      gorąco , namiętnie, romantycznie ale nie mowie tez ze teraz tak nie jest.
      Jestesmy przede wszystkim juz dorosli oboje przed 30-stka mamy wiecej
      obowiazkow, zmartwien, stresow zwiazanych np praca ale to nie oznacza ze
      przestalismy sie kochac. Jest inaczej jak kiedys jak mielismy po 20 lat i
      mielismy beztroskie studenckie zycie. Czasami mu mowie ze mnie denerwuje bo np
      ciuchow nie chowa do szafy a jak juz schowa to jej nie zamknie, marudze mu gdy
      zje i talerza nie wlozy do zlewu tylko zostawi tam gdzie zjadl , ze gra sobie
      na kompie albo pije 3 piwo... i pewnie tak bym mogla wyliczac ale nikt nie
      idealem i ja tez nim nie jestem , czasami wrecz tak mu marudze ze chyba ma mnie
      momentami dosyc ale i tak sie bardzo kochamy . Co jak bym zrobila bez niego??
      bylo by mi strasznie smutno i tak pusto. To jest facet z ktorym chce miec
      dzieci, obok ktorego chce zasypiac i sie budzic, chce jemu gotowac obiady,
      prac, prasowac i za kazdym razem w nasza rocznice gdy przynosi mi kwiaty bije
      mi bardzo mocno serce jak wtedy gdy zobaczylam go pierwszy raz.
      pozdrawiam i kochajcie sie mocno
      • karolcia56 do ciebie madry facecie 08.09.05, 16:13
        u mnie tez tak bylo jak u przedmowczyni.Kochalismy sie przed slubem i kochamy
        nadal,slub niczego miedzy nami nie zmienil(wbrew panujacej opini ze slub
        zmienia ludzi)to byla tylko formalnosc.Tez sie czasami zloscimy na siebie ale
        tak samo bylo przed slubem-kazdy ma jakies nawyki.Ale poszlabym za moim mezem w
        ogien i oddalabym zycie za niego gdyby bylo trzeba.Szara codzienosc
        trocheprzytlacza i przygasza plomien,ale wiem ze bedziemy ze soba do konca.
        A czemu pytasz?
        • men_punkt_widzenia jakies zabawne zdarzenia z poczatków zauroczenia?? 08.09.05, 21:54
          bo z serca wierze w milosc a wciaz pojawiaja sie ludzi, ktorzy pragna wmowic mi
          i wszystkim dookoła ze milosc, owszem, istnieje, ale tylko na filmach i w
          nielicznych przypadkach.. w pozostałych to:
          1. albo pobrali sie bo byli ze soba tyle ze wstyd bylo tego nie zrobic/lub
          presja rodziców/przyzwyczajenie itp
          2. ona, wspaniala dziewczyna (lub on wspanialy facet) trafiaja na druga osobe o
          silnej osobowosci, ktora doprowadza swoja determinacja w koncu, ze w poczuciu
          obowiazku czy zauroczona(y) tym poswieceniem godzi sie na slub.. i przypadki w
          ktorych jedna ze stron mysli: milosc przyjdzie z czasem a teraz straczy
          sympatia..
          3. podobna sytuacja do powyzszej... nie pasuja do siebie ale jedna strona jest
          taka :dobra: ze zal ja skrzywdzic
          itp..

          celowo pomijam watek finansowy bo mnie on nie interesuje ani szczescie ludzi,
          ktorzy na jego bazie budowali zwiazki.

          wiec mam dosc!!!! słuchania, ze milosc to wymysly pisarzy i rezyserów
          romansidel;)

          a powiedzcie mi czy wasza milosc:
          1. byla od pierwszego wejrzenia
          2. wyszla z zauroczenia, rozkwitała w miarę jak sie poznawaliscie/dorastaliscie
          3. moze była trudna i przebyla najpierw ciernista droge (np najpierw
          nieodwzajemniona/nie zauwazana)
          4. a moze i wygladała wlasnie jak z tanich romansidel i brytyjskich komedii
          romantycznych??? ;)

          Macie jakies zabawne i miłe wspomnienia/zdarzenia/przezycia/sytuacje z
          poczatkow waszej milosci??

          karolcia56 napisała:

          > u mnie tez tak bylo jak u przedmowczyni.Kochalismy sie przed slubem i kochamy
          > nadal,slub niczego miedzy nami nie zmienil(wbrew panujacej opini ze slub
          > zmienia ludzi)to byla tylko formalnosc.Tez sie czasami zloscimy na siebie ale
          > tak samo bylo przed slubem-kazdy ma jakies nawyki.Ale poszlabym za moim mezem
          w
          >
          > ogien i oddalabym zycie za niego gdyby bylo trzeba.Szara codzienosc
          > trocheprzytlacza i przygasza plomien,ale wiem ze bedziemy ze soba do konca.
          > A czemu pytasz?
          • edysl Re: jakies zabawne zdarzenia z poczatków zaurocze 09.09.05, 10:12
            U mnie bylo wszystkiego po trochu...
            1.od pierwszego wejrzenia - maz gdy zobaczyl mnie po raz pierwszy
            pomyslal:"fajnie by bylo gdyby zostala moja zona"
            2.troche trudna - na poczatku moja rodzina troche sie sprzeciwiala temu
            zwiazkowi
            3.wyszla z zauroczenia i wciaz dojrzewa - im jestesmy dluzej ze soba,tym
            bardziej sie kochamy.Kiedy mialam nascie lat i bylam strasznie w nim zakochana
            myslalam,ze nie da sie juz mocniej kochac.Dzisiaj wiem,ze jest to mozliwe,bo
            jest to milosc inna - nie powierzchowna,ale gleboka i dojrzala.Moj maz calym
            soba okazuje mi milosc.Widze to w jego spojrzeniu,gescie,w tym co robi dla
            mnie,a najbardziej mnie rozczula,kiedy trzeciego dnia kazdego miesiaca przynosi
            mi kwiaty ( trzeciego pobralismy sie ).To jest cudowne,ze kiedy juz nie ma
            przyslowiowych "motylkow w brzuchu",kiedy minie to pierwsze zauroczenie,jest
            cos o wiele bardziej cennego.Jestem bardzo szczesliwa.A kiedy przychodza
            smutniejsze dni,natlok obowiazkow,stresy w pracy,kiedy proza zycia "
            rozposciera swoj plaszcz",jest ktos "kto mocniej weznie za reke,poprowadzi w
            ogiej",ktos kto zawsze czeka...
            Pozdrawiam wszystkich i zycze duuuuzo szczescia.
          • pepperann Re: jakies zabawne zdarzenia z poczatków zaurocze 09.09.05, 10:39
            Hej, nasza znajomość była bardzo nietypowa (to znaczy nietypowe jest to, że
            doprowdziła w końcu do wielkiej miłości i małżeństwa).

            Znaliśmy się kilka lat (byliśmy razem na studiach, ale on dwa lata wyżej i
            lubiliśmy się, ale nie była to przyjaźń. Owszem, podobał mi się, ale nie
            bardziej niż wielu innych facetów. Ja przeszłam przez bardzo trudny i toksyczny
            związek i w sumie nie chciałam się z nikim wiązać. Poza tym byłam w fazie
            "wszyscy faceci to świnie i teraz ja im pokażę; przez nikogo nigdy nie zamierzam
            więcej płakać". On z kolei z każdego związku zwiewał, rozstawał się z każdą
            dziewczyną po 2-3 miesiącach, nie potrafił się zaangażować. Słowem - fatalne
            warunki wyjściowe.

            Zaczęliśmy ze sobą się spotykać, chodzić na imprezy, w końcu poszliśy do łóżka
            (i też wcale nie było na początku super). Zero romantyzmu, uniesień. Ogólnie
            umówiliśmy się szczerze, że traktujemy to jako niezobowiązujący układ, który i
            tak się zaraz skończy. Bo wkrótce potem ja wyjechałam (po dwóch miesiącach
            takiego niezobowiązującego romansu). Za granicę, na rok. I wtedy okazało się, że
            chyba się w sobie zakochaliśmy. Jeździliśmy do siebie, pisaliśy, tęskniliśmy,
            ale bardzo długo nam zajęło dojście do tego, że to jest miłość.

            W sumie jesteśmy razem już 5 lat, mieszkamy razzem od 2, wzięliśmy 2 tygodnie
            temu ślub, a ja ciągle coraz bardziej się przeknuję, jak wspaniałego mam faceta
            i coraz go mocniej kocham. I nawet nie żałuję, że nie przeżyłam z nim tego
            okresu "Wielkiego Zakochania", bo nigdy go nie idealizowałam i nie przeżyłam w
            związku z tym zawodu, że mój wyśniony jedyny królewicz ma jakieś wady. I co wy
            na to?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka