hopciap
04.10.05, 21:17
Jestem 2 lata po ślubie. Niby jest wspaniale, ale proza życia czasem mnie
dobija i zaczynam się zastanawiać jak bardzo ludzie się zmieniają w obliczu
dnia codziennego. Wiadomo, że nie jest tak jak przed ślubem. Nie ma
spontanicznych czerwonych róż bez okazji, wypadów za miasto bez celu itd. To
jasne, nawet się z tym pogodziłam (ale czy nie za szybko ??:-()Natomiast
ostatnio dopadł mnie kolejny problem. Nie wiem może to tylko kobiece
smutki,ale ciekawa jestem czy to tylko moja charakterystyka,czy też Wy może
też to przeżywacie. Mam wrażenie, że mój mąż zabiera mi chęć do życia. Jak
przyjdzie z pracy - wszystko musi być sprzątnięte, ugotowane, podane pod nos,
musze przy tym wyczuć idealnie nastrój,zeby nie zadawać niepotrzebnych pytań
itd. Standard. Nawet sprawia mi to przyjemność, ale ... Jak ja wracam z pracy
zmęczona jak pies po całym dniu, to mogę się przeliczyć jeżeli liczę na
cokolwiek. W ogóle potrzeby moje właściwie się nie liczą, bo naszymi
wspólnymi - są potrzeby mojego męża itd. Czuję się taka przytłoczona tym
wszystkim. Czasem chce mi się płakać i oczekuja jakiegoś gestu z jego strony,
a moge usłyszeć co najwyżej "Co siedzisz? Jest tyle do roboty!" AKurat mamy
mały remont, ale to żaden powód, zeby odrywać mnie od tego co robię i rzucać
się np w wir szorowania podłogi - AKURAT W TEJ CHWILI. Powiedzcie czy też
macie coś takiego?