Dodaj do ulubionych

Pogubiłam się:-(

01.11.05, 21:41
Witam.
Nie bardzo mam z kim porozmawiac, o tym co mnie trapi, wiec pozwolilam sobie
tutaj.
Rok temu wyszlam za maz. Bylam bardzo szczesliwa, i podczas 1,5 rocznego
narzeczenstwa i pozniej tez. Do czasu, gdy w nasze relacje wplatala sie moja
zazdrosc o meza. Zupelnie bezpodstawnie, wylacznie na emocjach oparte uczucie.
Jako, ze dosyc mocno przez zycie bylam doswiadczona, nekaly mnie tez stany
depresyjne, plus ta zazdrosc zdecydowalismy z mezem, ze pojde na terapie.
Terapie skonczylam, widze jak zmienil sie moj oglad rzeczywistosci, jak sie
zachowuje etc, ale...chyba ten caly rok walki o mnie sama koszowal mojego meza
duzo wiecej nerwow niz sytuacja na to wskazywala.
Oddalilismy sie od siebie. Czuje jak bardzo wypalilo Go oddawanie mi swojej
energii przez czas terapii.
Od czasu gdy udalo mi sie wyzwolic od wielu negatywnych zachowan zauwazylam
tez ze moj maz oczekuje, ze bede teraz osoba, ktora zadnych bledow nie popelnia.
On nawet nie daje mi teraz prawa do zwyklych codziennych potkniec.
Widze, jak coraz bardziej zamyka sie w sobie, jak sie oddala, ja coraz
czesciej zamiast "my" mowi ja. Czuje jak coraz bardziej potrzebuje samotnosci,
i mowi mi o tym.
Mnie z kolei takie odepchniecie doprowadza do frustracji : "Bo jak to?
Przeciez sie staralam, zmienilam sie dla nas, zeby zylo nam sie latwiej, a On
za to mnie karze?".
Nie wiem moze za duzo czasu spedzamy razem, moze trzeba wiecej swobody...
Tak strasznie schematycznie napisalam o tym wszystkim, ale naprawde nie wiem
jak postepowac.
Ile czasu jeszcze mam czekac, az uwierzy, ze sie zmienilam ?
Ile czasu az zateskni do dotyku?
Caly czas powtarza, ze tak Go krzywdzilam swoja nieufnoscia, podwazaniem slow
przysiegi malzenskiej...Ja to wiem, jestem swiadoma swoich bledow, swojej
glupoty, ale przeciez nie o to chyba chodzi bym cale zycie czula sie winna?
Nie wiem co mam robic.
Kazde takie mijanie w drzwiach pokoju mnie boli (tym bardziej, ze 90% czasu
spedzamy razem w domu)

Malgorzata
Obserwuj wątek
    • ewadorra Re: Pogubiłam się:-( 02.11.05, 09:38
      Jesli moge cos poradzic, to spedzajcie mniej czasu razem. U mnie to swego czasu
      dalo efekty. Musicie miec oprocz siebie tez innych znajomych, hobby, zajecia, bo
      ograniczanie sie tylko do siebie nawzajem nie robi dobrze. Niestety przekonalam
      sie o tym na wlasnej skorze. Przepraszam za dosadnosc, ale takie "kiszenie sie
      we wlasnym towarzystwie" (Ty i partner) nic dobrego nie przynosi. U mnie
      niestety skonczylo sie tym, ze nie moglam na niego patrzec, denerwowal mnie,
      draznil, itp., a kazda jego drobna do tej pory wada nagle stawala sie dla mnie
      nie do zniesienia.
      Wydaje mi sie tez, ze moze oboje, a nie tylko Ty potrzebowalibyscie jakiejs
      terapii, albo rozmowy w towarzystwie kogos, kto spojrzalby na Wasze problemy z
      boku i doradzil.
      I moze przestan sie czuc winna, to do niczego nie zaprowadzi. Sprobuj zaczac
      cieszyc sie zyciem, znalezc nowe zainteresowania, nowych ludzi.
      A poza tym, kazdy czlowiek ma prawo do bledow. Niezaleznie od tego ile terapii
      przejdziesz, mozesz miec gorszy dzien, masz prawo cos zrobic zle, nie jestes
      maszyna.
      Trzymaj sie Malgorzata, pozdrawiam.
      • karolina10000 Re: Pogubiłam się:-( 02.11.05, 10:15
        Zgadzam się z tym co napisała ewadorra. Choć to trudna to prawda do
        zaakceptowania. Zwłaszcza mężczyznom "kiszenie się" w końcu wychodzi bokiem i
        reagują podobnie jak Twój mąż. tzn. chęcią wyrwania się z domu, ochota na jakiś
        męski wypad itp.dotyczy to zwłaszcza młodych mężczyzn. My kobiety odbieramy to
        jako groźny sygnal, jak to kiedys taki wpatrzony we mnie, niczego i nikogo do
        szczęścia nie potrzebował,a teraz zamiast my, mówi ja i chcę sie spotykac z
        kolegami/kolegą.Taka męska natura i wydaje mi się, ze im szybciej to
        zaakceptujemy tym lepiej.
    • deepblueangel Re: Pogubiłam się:-( 02.11.05, 11:13
      Tak macie rację, tylko to dosyć trudne, tzn. w moim przypadku, bo nie dość, ze
      mieszkam w nowym mieście odległym o 500 km od rodzinnych stron to raczej do zbyt
      komunikatywnych osób też nie należę. Trochę ciężko tak "szukać" kogoś, z kim
      można wyskoczyć na kawę, czy po prostu pogadać.
      Ale staram się.

      Pozdrawiam
      Małgorzata
      • ewadorra Re: Pogubiłam się:-( 02.11.05, 13:25
        Doskonale Cie rozumiem, bo ja z moim lubym tez bylam daleko od domu, rodziny i
        przyjaciol, wsrod obcych mi ludzi, w obcym kraju. No i ja rowniez nie naleze do
        wylewnych osob, tez nie umiem tak "od zaraz" zawierac znajomosci. Ale moze
        zamiast na sile szukac ludzi, znajdz sobie jakies nowe zajecia niezwiazane z
        mezem, jakies nowe hobby. Mnie to bardzo pomoglo, bo moj luby zobaczyl, ze
        potrafie bez niego zyc, potrafie sobie sama zorganizowac czas i zajac sie sama
        soba. I dalo mu to do myslenia...
        Tyle tylko moge Ci poradzic z wlasnego doswiadczenia.
        Pozdrawiam, Ewa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka