smutna31
18.01.06, 12:16
Jestem mężatką prawie pół roku, studiuję. Przez ostatni semest miałam zajęcia
z super gosciem, młody, nie każdej by sie podobał ale jak dla mnie super. Z
tego co wiem to ożenił się jakieś 3 miesiące temu. Co tu duzo gadać spodobał
mi sie, zreszta pewnie to zauwazył bo często gdy ja patrzyłam na niego i on
spojrzał to ja odrazu odwróciłam głowe. Sama też zauwazyłam że przygląda mi
się coraz więcej.
Ostatnio jak były wpisy do indeksów to wchodzilismy na osobnosci, kazdy po
kolei. No i przyszła moja kolej, wprawdzie z tego przedmiotu wykłady ledwo
ledwo zaliczyłam, a ćwiczenia miałam poprawiac. Jeszcze nie weszłąm jak on do
mnie Pani....(wiedział jak sie nazywam, to było ciekawe, bo ma mnustwo
studentów), mówi potem, że tu z wykładów to widentnie naciągniete. Potem
bierze mój indeks przez chwile patrzy sie na zdjęcie, potem wypytuje mnie
gdzie mieszkam, jak dojechac itd a przy tym jest bardzo miły. Wystawia mi już
oceny i mówi że na tyle i tyle mogę naciągnąc, a jesli pani chce poprawiac to
proszę przyjśc wtedy kiedy inni będą odpowiadali, każdy bedzie osobno
odpowiadał i tak hmmm dziwnie sie usmiechał, nie wiem co to miało znaczyc, do
tego jescze tak głęboko patrzył mi w oczy. Ale ja odmówiłam i powiedziałam że
taka ocena mi wystarczy i nie będe poprawiała, normalnie się spłoszyłam. I
jeszcze raz spytał czy napewno nie przyjde, ja jednak odmówiłam. Kurcze jak
on mi sie strasznie podoba! Teraz żałuję że odmówiłam, chociaz może to i
lepiej. Mam normalnie motyle w brzuchu jak o nim pomysle. Islepa nie jestem
że on też cos do mnie ma... żeby to sie nie skonczyło wiecie jak.