moni976
01.03.06, 08:48
Jestem w przeddzień decyzji o rozwodzie. Jesteśmy 7 mies. po ślubie, a ja już
tracę nadzieję, że potrafię żyć z tym człowiekiem, że coś się zmieni.
Opisywałam tutaj swoją historię. Doradzano mi, żebym się wzięła w garść i
zostawiła go, bo nie ma szans na jego zmianę. Wtedy, czyli w listopadzie
przez 2 tyg. mieszkałam u rodziców. Zaproponował spotkanie, żeby omówić
sprawę rowodu bez orzekania o winie. Byłam za, bo po co wywlekać jakieś
historię, a on ma do tego niesamowitą zdolność. Poza tym ma już jeden rozwód
za sobą. Wkońcu jednak do rozwodu nie doszło. Zaczęliśmy nawet przygotowania
do remontu. Nie obyło się bez konfliktów, bo chociaż niejednokrotnie dawał mi
możliwość wyboru, to potem podważał mój gust. Ach... Ale... powiedzmy, że
zaczynałam się przyzwyczajać, chociaż nie bardzo sobie wyobrażam żyć w takiej
atmosferze.
3 tyg. temu zmieszał mnie z błotem za to, że zadzwoniłam do rodziców z
pytaniem jak odliczyć internet od podatku. My robimy to pierwszy raz, a
rodzice odliczali internet rok temu. Pomijam, że siedział przy komputerze i
mógł sprawdzić. Ale pretensje skierował do mnie. Całej rozmowy nie powtórzę,
ale wkońcu mi nerwy puściły i powiedziałam, że nie podoba mi się, że mnie
obraża i podważa moją inteligencję. Powiedziałam, że jak taka jestem głupia,
to nie musimy ze sobą być. Oczywiście posłał kilka epitetów pod moim adresem,
pokazał drzwi. Nie skorzystałam, bo wiem, że zacząłby sie ze mną szarpać.
Zaczyna mi grozić, czego to on mi nie zrobi, dostałam po głowie i w twarz.
Napluł na mnie. Wstyd mi o tym pisać :( Nie wspomnę, że ok. 2 tyg. wcześniej
straciłam w restauracji przytomność i jestem w trakcie badań. Oczywiście mąż
jest niezadowolony, że sobie wyszukują choroby. Był przy tym, przestraszył
się, ale nie przekonuje go to. Utrata przytomności nie ma nic wspólnego z
tym, że coś mnie z jego strony spotkało, ale do cholery jasnej, ja sobie
robie eeg, rezonans, eeg wskazuje, że coś jest nie tak, a ten mnie zaczyna
bić po głowie... Na drugi dzień zaczyna "przepraszać", ale dzieli winę na
dwoje. Ok, ale jaj już nie potrafię. Mówię, że mam dosyć, że nie potrafie tak
żyć, że już go nawet kochać nie potrafię. Historia się powtarza. Bez bicia,
ale widziałam tę cheć w jego oczach. Zamknął mi drzwi, żebym nie wyszła do
pracy, bo bał się, że odejdę. Musiałam zadzwonić do pracy, że nie przyjdę.
Sam też wziął wolne. Od rana do 3 w nocy męczył mnie swoimi wywodami i
komentarzami pod moim adresem.
Nie wyprowadziłam się, ale wiem, że tym razem to koniec. Może zbyt pochopnie
zdecydowałam się na ślub. Nie twierdzę, że nie. Może były jakieś symptomy,
ale ten człowiek jest sam na świecie i powinno mu zależeć na normalnym życiu,
rodzinie. I wiem, że tak jest, ale widzę, że nie potrafi. Poniżanie to forma
ukrywania własnych słabości w jego przypadku.
Chce rozmawiać ze mną, jak zwykle mówi dużo i czasami ma rację, ale...
słyszę, że za ciepło rodzinne odpowiedzialna jest kobieta. Nie przeczę, ale
chyba nie sama. Że nic nie robię w domu ??? Jak zaczynam odkurzać, to mi
przeszkadza, bo po co sprzątam jak i tak niedługo będzie remont. Zawsze robię
nie to co jego zdaniem powinnam!
Powiecie, co ja tam jeszcze robię. Myślę, że ponieważ nadchodzi kolejny
weekend jutro lub w piątek urwę się z pracy i pojadę po rzeczy. Jeden z
forumowiczów podał mi namiary na adwokata. Ma kancelarię w mojej okolicy.
Powinnam złożyć sprawę z orzeczeniem o winie. On sam, mój mąż, powiedział tym
razem, że nie pójdzie na ugodę, bo chce, żeby mu wkońcu udowodniono, że to
jego wina. Może chce mnie przestraszyć, żebym się nie zdecydowała na rozwód.
Ale wiem, że nie mam innego wyjścia.
Wiem, że jak chce się psa uderzyć to kij się znajdzie i pewnie on mi też
zarzucie różne rzeczy, włącznie z tym, że zada pytanie po co brałam z nim
ślub....
Moje pytanie brzmi jednak, czy jest ewentualnie szansa na złożenie pozwu o
rozwód bez orzeczenia o winie, bez jego zgody? Żeby się nie procesować Bóg
wie ile czasu. Chyba, że ktos wie, że w przypadku braku dzieci nie powinno
trwać to długo.
Jeszcze jedno... z 1.5 mies. temu widziałam pozew, który złożyła albo miała
złożyć jego żona niedługo po ich ślubie. Zarzuty: obelgi, bicie, musiała w
zaawansowanej ciąży na podłodze. Oczy mi z orbit wyszły jak to przeczytałam.
Ale biorę pod uwagę, że ludzie różnych argumentów używają przeciwko sobie.
Słyszłam przed ślubem, że zarzucano mu bicie syna, ale świadkowie okazali się
podtswieni i nie udowodniono mu tego. Syn chciał z nim zostac, ale...
stiwerdzono, że dziecko powinno być z matką.