Dodaj do ulubionych

znów w ciąży? błagam, nieee! trzymajcie kciuki!!!

13.10.06, 13:52

Dziewczyny, jestem młodą mężatką (25 lat), mimo to już dwudzietną (Hania 6
lat, Lenka 11mc-y). Po porodzie przyjmowałam pigułki antykoncepcyjne
(Cerazette- dla matek karmiących), po kilku miesiącach doszłam do wniosku że
wolę spiralę (którą miałam zanim nie zaszłam w ciążę z Lenką). Kupiłam ją,
umowiłam się z lekarzem na jej założenie ale okazało się że w szpitalu jest
remont, odłożyliśmy więc wizytę na za tydzień (09.09) W ostatni ptk między mną
a mężem doszło do zbliżenia seksualnego (hehe- jak to
oficjalnie brzmi) i.....prezerwatywa pękła!!! aaa ratunku!! Był to ostatni
dzień okresu (albo już nawet dzień po). Poczekam teraz jeszcze kilka dni i
zrobię test ciążowy i dopiero wtedy udam się do ginekologa (bo przeciez jeżeli
jestem w ciązy to nie mogę spirali założyć)..jestem spanikowana. A ta spirala
leży sobie złośliwie na półce a miała być cholera we mnie!!
Mam 25 lat i na trzecie dziecko jest naprawdę za wcześnie!!
Obserwuj wątek
    • malgorzata_i_mistrz Re: znów w ciąży? błagam, nieee! trzymajcie kciuk 13.10.06, 13:55
      Z ciekawości - o Postinorze nie słyszałaś?

      ___________________________

      Pesymista twierdzi, że wszystkie kobiety to nierządnice. Optymista nie jest tego
      zdania, ale ma taką nadzieję.
      • nishka Re: znów w ciąży? błagam, nieee! trzymajcie kciuk 13.10.06, 14:05
        POSTINOR wywołuje we mnie odruch łapania się za głowę i wyrywania sobie włosów:
        bo gdy myślę że przecież mogłam go przyjąc a nie przyjęłam to właśnie takie
        odruchy mam. A dlaczego nie przyjęłam? Istnieją kobiety, na które postinor nie
        działa (znam jedną z nich).Doszłam więc do wniosku że skoro tak jest, poza tym
        skoro musiałabym przestac karmić piersią (bo to zbyt duża dawka hormonu co ma
        też inne skutki) i skoro był to ostatni dzień miesiączki oraz (zwykle niepłodny)
        nie przyjmę go (tymbardziej że to był weekend więc kontakt z lekarzami i
        receptami trudniejszy). Teraz, dziś, przed chwilą, gdy dopadło mnie jakieś
        poczucie beznadziei chyba żałuję że nie chwyciłam się ostatniej "deski ratunku".


        rodzinnedialogi.blox.pl/html
        • dr_kaczusia Re: znów w ciąży? błagam, nieee! trzymajcie kciuk 13.10.06, 16:09
          Nishka po co histeryzujesz na zapas ?!
          • nishka Re: znów w ciąży? błagam, nieee! trzymajcie kciuk 13.10.06, 16:17
            rzeczywiście..bez sensu moze panikuję..typem
            histeryczno-panikuąco-czarnowidzącym jestem po prostu ;)
            • annajustyna Re: znów w ciąży? błagam, nieee! trzymajcie kciuk 13.10.06, 16:20
              Coz...My z mezem z przyczyn swiatopogladowych staramy sie jechac na kalendarzyku
              i...jak do tej pory nie bylo niespodzianek w dzien po miesiaczce...Oczywisce ja
              moge miec inne cykle...Na razie nie panikuj, bedzie dobrze:)))).
        • iza30_1979 Re: znów w ciąży? błagam, nieee! trzymajcie kciuk 19.10.06, 18:57
          jesli chodzi o weekend to wystraczy podjechac na pogotowie ginekologiczne i
          powiedziec co sie stalo wypisze ci recepte i sunac do apteki calodobowej nie
          wiedze zadego problemu
          pozdr.
    • magdusinska Re: znów w ciąży? błagam, nieee! trzymajcie kciuk 13.10.06, 16:24
      Teraz to już nic nie poradzisz. Musisz poczekać i sama zobaczysz co wyszło.
      Jestem w Twoim wieku i nie mam jeszcze dzieciątka. Jakoś tak ciężko mi się
      zdecydować i doskonale rozumiem, że w tak młodym wieku myśl o 3 dziecku
      przeraża. Ale pomyśl, przecież jak dowiedziałaś się o Hani byłaś w gorszej
      sytuacji. I co, wszystko dobrze się poukładało. Ja tam Ci zazdroszczę trochę
      dwóch pociech:) Nie zadręczaj się, może będzie chłopiec:)
      • nishka Re: znów w ciąży? błagam, nieee! trzymajcie kciuk 14.10.06, 13:44
        znająć życie byłaby dziewczynka ..mąż takbardzo chciał mieć synów , że ja na
        złość cóki rodziłam ;)
    • jbasko Re: znów w ciąży? błagam, nieee! trzymajcie kciuk 13.10.06, 21:32
      a powiedz, jak długie masz cykle? i czy regularne?
      • nishka Re: znów w ciąży? błagam, nieee! trzymajcie kciuk 14.10.06, 13:47
        Mhmm jeżeli chodzi o moje cykle to tu się pojawia pewnien problem bo ta ostatnia
        miesiączka była pierwszą po półtora roku! (ciąża i laktacja , dodatkowo pigułki
        antykoncepcyjne które się bierze bez przerwy wiec zawzwyczaj miesiączki brak).
        Tak więc ja nie wiem ile trwają i jakie są moje aktualne cykle ;( Poprzednie,
        sprzed ciąży były regularne i trwały 28 dni.
    • titiritka Wzięłam Postinor, czy jestem w ciąży??? 14.10.06, 08:16
      Jestem mamą 7 mesięcznego bobaska, który urodził się przez cesarskie.
      Kolejne dziecko planowaliśmy tak za rok.. Seksu prawie nie było, a gdy już był mąż nie byl pewny.. więc poszłam do lekarza i dostałam Postinor. Wzięłam go zgodnie z instrukcją. NIe było żadnego plamienia. Okresu też nie ma. Dziś zrobiłam test ciążowy- wyszedł pozytywnie. Czy to możliwe???

      Boję się o życie i zdrowie swoje i tej ciąży..
      • annajustyna Re: Wzięłam Postinor, czy jestem w ciąży??? 14.10.06, 09:32
        Jezu, a skad my mamy wiedziec? Idz do lekarza i spokojnie - przede wszystkim nie
        wiadomo, czy w ogole moglo dojsc do zaplodnienia. Moze stad ten brak plamienia?
        A test pozytywny moze oznaczac po prostu zaburzenia hormonalne...
      • dzindzinka Re:Do titritka 14.10.06, 10:12
        Nie bój się. Pierwsze dziecko urodziłam przez cc, gin. nagadał mi, że już nie
        mogę mieć więcej dzieci, bo blizna wygląda źle, a ja wpadłam 5 miesięcy po
        pierwszej cc!
        I wszystko było w jak najlepszym porządku, ciąża w przeciwieństwie do pierwszej
        bez najmniejszych problemów. Znam kilka takich przypadków, więc na pewno
        wszystko będzie dobrze.
        Nie daj się tylko namówić na poród naturalny.
        Powwodzenia.
      • nishka Re: Wzięłam Postinor, czy jestem w ciąży??? 14.10.06, 12:33
        nie martw się- postinor nie wpłynie negatywnie na ciążę..czytałam o tym
        niedawno. Potem poszukam linków (albo sama poszukaj w sieci)i się odezwę. Teraz
        mam w domu sajgon.
      • nishka Re: Wzięłam Postinor, czy jestem w ciąży??? 14.10.06, 13:52
        Titiritka, po jakim czasie po stosunku przyjęłaś postinor? I ile dni minęło
        teraz od tamtego stosunku? (może dzisiaj wykonany test nie jest wiarygodny..? )
        • jbasko Re: Wzięłam Postinor, czy jestem w ciąży??? 14.10.06, 14:54
          małe jest prawdopodobieństwo, ze pierwszy dzień po miesiaczce zajdziesz w ciaze,
          o ile to rzeczywiście była miesiaczka a nie np. krwawienie śródcykliczne, no nic
          daj znać jaki wyjdzie test, a swoją drogą te dialogi Twojej córci sa świetne:)
        • titiritka Re: Wzięłam Postinor, czy jestem w ciąży??? 14.10.06, 21:10
          Nishka, pierwszą przyjęłam późno, bo w jakiejś 36 godzinie po stosunku (przerywanym..). Minęło 17 dni od stosunku. Czy to ma znaczenie? Napisz mi proszę co wiesz i czy test był wg Ciebie wiarygodny.
          • nishka Re: Wzięłam Postinor, czy jestem w ciąży??? 15.10.06, 11:23
            Titiritka, a czy już minął dzień, w którym spodziewałaś się miesiączki? Czyli
            czy spóźnia Ci się? na stronie np tej:
            www.dziecko-info.com/planowanie_ciazy/jak_sprawdzic.shtml
            jest napisane że:
            "Badania pokazują jednak, że aż 50 procent przypadków ciąży kończy się
            poronieniem podczas menstruacji, która może się pojawić w normalnym terminie
            mimo zapłodnienia jaja płodowego. Dlatego nawet jeśli nowoczesny test ciążowy da
            nam pewność, że nosimy w sobie kilkudniowy płód, warto powtórzyć pomiar HCG po
            wystąpieniu krwawienia i jeżeli jest on nadal pozytywny, niezwłocznie
            skontaktować się z lekarzem ginekologiem.
            Może więc fakt, iż test wykazał Ci ze jestes w ciąży, wcale nie oznacza że w
            niej nadaljesteś jakkolwiek dziwnie to brzmi. Pytanie jeszzce: w jakim monecie
            cyklu odbywaliście stosunek? Czy były to dni płodne (czyli w środku cyklu)?
            • anula36 Re: Wzięłam Postinor, czy jestem w ciąży??? 15.10.06, 13:32
              postinor nie jest 100% srodkiem anty.
              Mozna go wiziasc i byc w ciazy mimo tego. Testy rzadko sie myla w wersji " na
              plus"
            • titiritka Re: Wzięłam Postinor, czy jestem w ciąży??? 15.10.06, 19:48
              Nisha, dzięki, że ze mną o tym piszesz.
              Wiedziałam o tych 50% poczęciach, które nie kończą się ciążą. Test robiłam 3ego dnia po terminie spodziewanej miesiączki. Dodam, że po ciąży okres mam rozregulowany, więc trudno mi precyzyjnie wyliczyć, kiedy powinnam dostać okres.
              A stosunek (wg. poprzedniej miesiączki) był, niestety, w czasie płodnym, ale to policzyłam dopiero po. :(
              Jutro wybierm się do ginekologa. Chcę zrobić badanie krwii, usg i wiedzieć!
              • nishka ciąża nie ciąża? oto jest pytanie 15.10.06, 23:04
                Trzymam kciuki, jak będzie tak będzie. Odezwij się koniecznie.
                Ja z kolei chyba poczekam z testem jeszcze kilka dni: bo od tego pechowego
                stosunku po którym powinnam producenta prezerwatyw podać do sądu :) minęło
                dopiero 9 dni. Czytałam o testach które mogą wykazać ciążę już po 6 dniach od
                zapłodnienia: Quick View (Quidel) oraz Clearview hCG II (Unipath) ale dziś mi
                aptekarka powiedziała że to niemożliwe:gdyż stężenie poziomu hormonu HCG jest
                "dobre" dopiero po 2 tygodniach od zapłodnienia. I teraz już nie wiem czy
                rzeczywiście wstrzymac się i poczekać (bo ta farmaceutka jakaś chyba dziwna
                była- może ktoś coś o tym z Was wie?).
                • titiritka Re: ciąża nie ciąża? oto jest pytanie 16.10.06, 08:40
                  ech te testy, jak sama pisałaś, nawet jeśli by Ci wyszedł pozytywny przed terminem następnej miesiączki to szanse 50/50, że będzie z tego poczęcia ciąża. Jeśli test ma być wiarygodny to trzeba, tak mi się wydaje, poczekać.
                • marti_ka82 Re: ciąża nie ciąża? oto jest pytanie 16.10.06, 09:18
                  wiesz nie ma testow ktore w 100% wykryja ciaze w 6 dni po zapldnieniu, bo od
                  zaplodnienia wciagu 10 dni nastepuje zagniezdzenie i dopiero po tych 10 dniach
                  wyjdzie ci test z krwi czyli tzwa beta hcg, a po 14 dopiero testy sikane,
                  poniewaz stezenie hormonu hcg w moczu jest mniejsze niz we krwi, a dodatkowo,
                  moze sie okazac, ze w moczu ich nawet po tym czasie test nie wykryje a ciaze
                  jest... bywa poprstu tak,ze czyjes nerki nie pracuja w 100% poprawnie i czasami
                  zbytnio filtruja mocz... poza tym bywa, ze jakas partia testow jest zawodna,
                  wiele dizewczyn pisalo o tym na www.starania.webd.pl bywalo, ze tam gdzie byla
                  ciaza test jej nie wykryl a gdzie jej nie bylo, test pokazywal, ze jest...
                  nawet nie macie pojecia ile to nerwow niektore z nich to kosztowalo...
                  najpewniejsza jest ta beta hcg :) bo w krwi sie nic nie ukryje ;)
    • titiritka Re: znów w ciąży? błagam, nieee! trzymajcie kciuk 16.10.06, 08:37
      hmm.. hmm... hmm... nishka, mój pierworodny został poczęty ze stosunku w ostatni dzień miesiączki..
    • marzenka1000 Re: znów w ciąży? błagam, nieee! trzymajcie kciuk 16.10.06, 09:18
      spokojnie
      kobiety karmiące piersią do któregoś (nie jestem ewna dokładnie do którego)
      miesiąca są bezpłodne. poczytaj gdzieś o tym lub zapytaj gnekologa
      • marti_ka82 i tu ktos jest w bledzie... 16.10.06, 09:23
        bo to zalezy poprstu od organizmu kobiety, wiele kobiet karmiac piersia jeszcze
        nie zdarzyly dostac pierwsz\ej po poprzedniej ciazy miesiaczki a juz bylo
        drugie malenstwo pod sercem... przeciez zdarzaja sie roznice wieku miedzy
        dzieciaczkami mniejsze niz rok... wiec ja bym sie na tezie, ze kobieta karmiaca
        piersia przez jakis czas jest bezplodna nie opierala... bo fakty temu
        przecza... nie wiem moze sie myle, ale dla mnie to brzmi jak jakis mit... ja
        lubie miec wszystko potwierdzone naukowo ;) jesli chodzi o takie sprawy... bo
        jak sie rozgladnac wokol... to roznice wieku czasami sa bardzoooo male...
        miedzy rodzenstwem...
        • marzenka1000 Re: i tu ktos jest w bledzie... 16.10.06, 09:24
          tylko że nie zawsze kobiety mają pokarm i mogą karmić piersią. znam takie
          przypadki. a o tej bezpłodności usłyszałam od seksuologa
          • marti_ka82 Re: i tu ktos jest w bledzie... 16.10.06, 09:30
            to chyba zapomnial dodac, ze kobieta musiala by dokladnie co 4 godziny karmic
            dziecko piersia i nie podawac mu soczkow i innych herbatek... ->
            Kobieta karmiąca piersią jest w pewnym sensie zabezpieczona przed ciążą tylko
            wtedy, gdy karmi dziecko tylko i wyłącznie własnym pokarmem i do tego nie
            rzadziej niż co pięć godzin.
            Jeśli karmisz dziecko na każde żądanie (także w nocy), nie podajesz mu wody,
            soczków, odżywek czy choćby smoczka do ssania - wtedy prawdopodobieństwo
            zajścia w ciążę rzeczywiście jest niewielkie i wynosi około 1% (dzieje się tak
            za sprawą dużej ilości prolaktyny, czyli hormonu produkowanego przez przysadkę
            mózgową i odpowiedzialnego za produkowanie mleka, a zarazem hamującego
            jajeczkowanie).

            Jednak w naszych czasach taka sytuacja wydaje się utopią. Wystarczy przecież
            przerwa w karmieniu dłuższa niż cztery godziny lub wprowadzenie do diety innych
            pokarmów niż mleko matki - a drastycznie zwiększa się prawdopodobieństwo
            zajścia w ciążę.

            NATURALNIE - ZDECYDOWANIE NIE!

            Ciąża i połóg rozregulowują działanie układu hormonalnego - owulacja zazwyczaj
            jest wtedy nieregularna, a może się pojawić niespodziewanie, bez wcześniejszego
            wystąpienia krwawienia miesiączkowego. Jeśli do tego dochodzi rozregulowany
            tryb życia, jaki prowadzi matka karmiąca piersią - często zrywa się w nocy do
            dziecka, jest zmęczona i niewyspana, wtedy metody naturalne tracą jakikolwiek
            sens. W takiej sytuacji poranne mierzenie temperatury mija się z celem - wykres
            zrobiony na podstawie danych z termometra na pewno da zafałszowany wynik.
            Podobnie jest z obserwacją śluzu szyjkowego.

            POGOTOWIE ANTYKONCEPCYJNE

            Prezerwatywy i środki chemiczne mogą okazać się bardzo skuteczne w czasie, gdy
            karmisz piersią. Wtedy naturalna płodność kobiety jest obniżona i dlatego
            metody mechaniczne i chemiczne można stosować z dużo większym powodzeniem, niż
            to ma miejsce w czasie naturalnego cyklu hormonalnego. Do tego nie są one w
            żaden sposób szkodliwe dla dziecka i można po nie sięgnąć w czasie pierwszych
            zbliżeń porodzie (w pierwszych 4-6 tygodniach po porodzie bezwarunkowo trzeba
            się powstrzymać od współżycia). Do tego dużą zaletą prezerwatyw jest to, że
            chronią przed chorobami przenoszonymi drogą płciową, co jest bardzo ważne po
            porodzie, gdy drogi rodne kobiety są podatne na infekcje.
            • marzenka1000 Re: i tu ktos jest w bledzie... 16.10.06, 09:33
              nikt nie mówi o karmieniu raz na tydzień ;)
              • marti_ka82 marzenka ale te mamy ktore tu sa... 16.10.06, 09:42
                wiedza, ze ciezko jest karmic dziecko z dokladnoscia w zegarku co do 4 godzin i
                tlyko pokarmem naturalnym ;)
      • annajustyna Re: znów w ciąży? błagam, nieee! trzymajcie kciuk 16.10.06, 09:46
        Plodnosc jest nieco nizsza u matek karmiacych, ale ze chroni to przed ciaza to
        legenda, w ktora nie wierzyly juz nasze mamy (bo bacie to jeszcze jak
        najbardziej)...
        • nishka UNIMIL pozywam do sądu ;) 16.10.06, 10:32
          primo: prezerwatywy w moim przypadku okazały się najgorszym środkiem
          antykoncepcyjnym- wciąż nie mogę uwierzyć w pecha jaki mnie spotkał. Jezeli będę
          w ciąży, oskarżam Unimil producenta gumek-niespodzianek o zrujnowanie mi życia ;)
          secudno: zgadzam sięz Annąjustyną: to że karmienie piersią chroni przed zajściem
          w ciążę jest MITEM. Jestem zszokowana tym że seksuolog powiela ów mit.
          • dzindzinka Re: UNIMIL pozywam do sądu ;) 16.10.06, 11:13
            Oczywiście, że to mit. Mój syn jest tego dowodem.
          • twitti Re: UNIMIL pozywam do sądu ;) 17.10.06, 08:15
            co do tej firmy to raz kupilismy gumki tej firmy i to byl ostatni raz.. na trzy
            dwie pekly juz przy zakladaniu.. tak wiec na wszelki wypadek trzeciej juz nie
            uzylismy... tak wiec ja rozniez ostrzegam!
        • kaczkabig Re: znów w ciąży? błagam, nieee! trzymajcie kciuk 18.10.06, 17:57
          karmienie piersia i płodność jednak annojustyno ma ze sobą wiele wspólnego.
          Może nie jest tak, że karmiąca mama jest bezpłodna ale.... Karmiąc piersią
          wytwarzamy w organiźmie hormon (jakiś tam... nie pamiętam jaki:)), który
          blokuje pracę jajników. W związku z tym nie dochodzi do jajeczkowania tym samym
          nie mamy płodności i niepojawia się miesiączka. Ale ja wiadomo w cyklu najpierw
          pojawia się jajeczkowanie a potem dopiero miesiączka. Po porodzie trudno jest
          stwierdzić kiedy to pierwsze jajeczkowanie nastąpi bo jak wiadomo cyklów wtedy
          nie mamy i wpadka gotowa. Ja karmiłam swoje dziecko 3 lata piersią. Pierwszą
          miesiączkę dostałam po jakichś 9 miesiącach od porodu. Ale dostałam...więc
          nasilenie wytwarzania tego hormonu po jakimś czasie karmienia znacznie spada i
          może dojść do zapłodnienia. Aleprawda też jest, że karmienie piersią jakby w
          pewnym stopniu "ubezpładnia" kobietę.
          • annajustyna Re: znów w ciąży? błagam, nieee! trzymajcie kciuk 18.10.06, 18:39
            Jak juz pisalam laktacja nieco zmniejsza plodnosc. Ale tylko nieco. Moja ciocia
            majaca aktualnie 52 lata jest zywym tego dowodem...Gdyby karmienie mojego wujka
            przez babcia zadzialalo antykoncepcyjnie (czyli zgodnie z babci zyczeniem), to
            cioci by nie bylo;))))))). Jak mieszkalam w Danii, bylo mi dane rozmawiac z
            paniami z pokolenia mojej babci i nieco mlodszymi. One tez wierzyly w mlodosci w
            ten - jakby nie patrzec - mit...I tez podaly przypadki dzieci poczetych podczas
            karmienia...
      • trish_zarzecki Re: znów w ciąży? błagam, nieee! trzymajcie kciuk 23.10.06, 09:58
        ale bzdura
        marzenka1000 sama sobie poczytaj na ten temat
        nasze babki w to wierzyly i mialy po 12 dzieci (oczywiscie nie wszystkie)
    • mag333 Re: znów w ciąży? błagam, nieee! trzymajcie kciuk 16.10.06, 11:22
      nie za wcześnie, ja mam już 30 i jedno tylko , w dodatku chore i nigdy nie
      będzie zdrowe, kto się mną na starość zajmie? a ty będziesz miała 3
      potencjalnych opiekunów , no i w domu zawsze weselej jak się ma tyle dzieci,
      wszystkiego dobrego
    • titiritka Re: znów w ciąży? błagam, nieee! trzymajcie kciuk 16.10.06, 13:08
      DZIŚ BĘDZIE WYNIK BADANIA KRWII...
      • nishka w ciąży nie w ciąży, oto jest pytanie 16.10.06, 13:45
        Uff- daj znać gdy posiądziesz już to wiedzę.....
        Dziś dałaś krew i dziś już będą wyniki? Czy należy odczekać jakąś ilość dni od
        zapłodnienia?

        rodzinnedialogi.blox.pl/html
        • titiritka Re: w ciąży nie w ciąży, oto jest pytanie 16.10.06, 13:51
          Tak, wyniki po południu. Pani z labolatorium pytała ile czasu minęło od prawdopodobnego zapłodnienia, jak powiedziałam, że 2 tygodnie to nie było problemu. Nie wiem jakie jest to minimum.

          A po południu do gina..

          Tak więc u mnie wszystko będzie dziś jasne, a Ty nishka jak się czujesz?? Przypomniało mi się, że przy pierwszym dziecku od początku bolały mnie piersi i były nabrzmiałe (nawet jak jeszcze nie kojarzyłam tego z ciążą). Teraz nic, więc może jednak to nie ciąża. Jak było u Ciebie?
          • marti_ka82 Re: w ciąży nie w ciąży, oto jest pytanie 16.10.06, 18:47
            min od zaplodnienia to 10 dni... do bety hcg...
            • annajustyna Re: w ciąży nie w ciąży, oto jest pytanie 16.10.06, 18:57
              Qrde, dziewczyny, jak ktoras z Was bedzie w ciazy, to szkoda, ze sie nie moze ze
              mna zamienic:((((((...
              • marti_ka82 annajustyna 16.10.06, 19:01
                do ciebie tez zawita fasolka :) polecam forum dla starajacych sie o wogole ;)
                www.starania.webd.pl
                • annajustyna Re: annajustyna 16.10.06, 19:31
                  Tylko, ze ja sie nie staram. Nie moge, bo pracy niet:((((.
                  • kawka74 Re: annajustyna 16.10.06, 19:39
                    To świadczy o Twoim rozsądku - łatwo sprowadzić dziecko na świat, trudno je utrzymać i zapewnić mu porządne wychowanie (a, jak wiadomo, porządne wychowanie kosztuje i nie mam tu wcale na myśli niebotycznej sterty markowych ciuchów).
                    Jeśli nie masz 40 lat, to możesz jeszcze poczekać.
                  • nishka Re: annajustyna 16.10.06, 20:29
                    Jak zaszłam w ciążę z Hanią byłam ciut przed maturą. Jak zaszłam w ciążę z Leną
                    byłam ciut przed obroną pracy magisterskiej. Mąż również kończył akurat
                    studia.(Oczywiście dzieci były nieplanowane) Oboje nie mieliśmy pracy (tylko
                    dorywcze)- sytuacja unormowała się dopiero parę miesięcy temu. A tak żyliśmy z
                    tygodnia na tydzień ..ale jakoś wyszło. Dzieci nie są przeszkodą,kasa też nie
                    jest wcale aż taka duża gdy dzieci są małe. Problemy- wydatki finansowe
                    zaczynają się dopiero gdy dzieci podrastają. Czy jesteś, Annojustyno, z kimś
                    związana? Czy to przede wszystkim brak pracy powstrzymuje Cię przed
                    zdecydowaniem się na dziecko?
                    • annajustyna Re: annajustyna 16.10.06, 20:38
                      Jestem w stalym zwiazku od 4,5 roku, od ponad roku jestesmy malzenstwem...Maz ma
                      prace i to b. dobra. A ja szukam i 10. miesiac jestem na bezrobociu:((((. Byc
                      moze to tchorzostwo, ale boimy sie swiadomie poczac dziecko w tej sytuacji:((((.
                      Bo jak juz urodze i odchowam, to co? Dalej na bezrobociu, bo przerwa w zyciu
                      zawodowym jest zbyt dluga??? Ech...
                      • nishka chcesz dziecka? nie wahaj się i zachodż w ciążę 16.10.06, 23:54
                        SKORO PISZESZ żE CHCIAłABYś MIEć DZIECKO,to moja rada: ZACHODż W CIąZę. Spójrz
                        na fakt, że nie masz narazie pracy jako na mocną stronę całej tej
                        sytuacji(jakokolwiek głupio to nie brzmi.W momencie gdy ją znajdziesz będzie Ci
                        jeszcze trudniej zdecydować się na ciążę. A tak, urodzisz dziecko,trochę z nim
                        pobędziesz a sprawy zawodowe też się jakoś rozwiążą,na pewno w końcu znajdziesz
                        pracę. Jeden z dwóch ważnych dla Ciebie CELóW żYCIOWYCH (PRACA I DZIECKO) będzie
                        zrealizowany, zostanie już tylko praca ..no i mąz;)

                        Mam dopiero 25 lat i już dwoje dzieci, czyli znajduję się w nurcie zupelnie
                        przeciwnym do współczesnego: odkładania dzieci na późniejszy wiek. Około 30-ki
                        będę już miała duże dzieciaki,kiedy moje koleżanki będą dopiero na etapie
                        zmieniania pieluch. Nie mówię, że to jest lepsze: przecież ja wpadłam - te ciąże
                        nie były planowane, gdybym świadomie płodziła dzieci, zrobiłabym to właśnie
                        około 30-ki. Ale teraz nie żałuję że zdarzyło mi się to znacznie wcześniej, ba
                        cieszę się (tym niemniej trzeciego narazie nie chcę!!!).

                        Współcześny DYSKURS O TYM CO WAżNIEJSZE:KARIERA CZY RODZINA robi młodym kobietom
                        MęTLIK w głowie i dziecko zaczyna się im jawić jako przeszkoda w karierze
                        zawodowej. a to bzdura. Przeciez coraz więcej pracodawców umożliwia kobietom
                        ELASTYCZNE wykonywanie obowiązków zawodowych (np na pół etatu, co jest świetnym
                        rozwiązaniem- ja tak mam, wykonywanie części spraw zawodowych w domu itd)Poza
                        tym jest przecież instytucja niani, babci lub żlobka, przedszkola.

                        Nie dajmy sie zwariować i RODźMY DZIECI- O ILE OCZYWIśCIE TEGO CHCEMY (bo
                        jakkolwiek misjonarsko mój post zabrzmiał, nie jestem pieprznięta i rozumiem
                        kobiety, które świadomie rezygnują z macierzyństwa).
                      • marti_ka82 Re: annajustyna 17.10.06, 09:07
                        co do pocieszenia, ze jesli nie masz 40 to jeszcze masz czas, ja powiem tak
                        jestem na forum starania od paru miesiecy i wiesz co nawet bys nie pomyslala,
                        ze 30 letnie kobiety maja tak duze problemy z zajsciem w ciaze, zeby byla
                        jasnosc, wiele z nich ma juz starsze pociechy, a teraz nie moga zajsc w ciaze,
                        bo to jajowody niedrozne, bo mezowi spadla ilosc nasienia i tysiace innych
                        przyczyn sie znajduja... nie mowiac o fakcie, ze w dzisiejszych czasach wiele
                        kobiet przekwita juz w wieku 35 lat, przez intensynwe stresujace zycie, ja
                        nikogo nie namiawiam do wczesnego macierzynstwa, ani nikogo nie krytykuje za
                        czekanie... my z mezem podjelismy decyzje no i nasza decyzja jest w
                        drodze... :) ja mam 24 lata, moj maz 29 i uwazamy, ze to dobry czas... tyle, ze
                        u mnei jest inna sytuacja, nie mieszkam w kraju, a pojechalam za mezem, nie
                        znam jezyka na tyle by isc do pracy, wiec odchowal dziecko w tym czasie naucze
                        sie jezyka a potem wykorzystam swoje wyksztalcenie, w koncu nie po to
                        studiowalam i konczylam 2 szkoly by siedziec w domu :) i pichcic obiadki ;)
                        • annajustyna Re: annajustyna 17.10.06, 09:22
                          Wiesz, ja wzasadzie juz sie nastawilam, ze pewnie dziecka nigdy juz nie
                          bedzie...Po prostu nie wyobrazam sobie zajscia w ciaze, nie majac pracy...Z
                          drugiej strony przeraza mnie mysl, ze nigdy nawet nie sprobowalismy (nie
                          zaryzykowalismy;)))). 24 lata to przepiekny wiek na dzidziusia. Jak bylam w tym
                          wieku tez czulam sie bardzo gotowa na dziecko. Niestety tkwilam wtedy w
                          toksycznym zwiazku, wiec oczyiwscie dzidzia byla wykluczona...
          • nishka Re: w ciąży nie w ciąży, oto jest pytanie 16.10.06, 20:36
            Dziś czuję się dziwnie- bardzo intensywnie czuję zapachy i mdli mnie ale to
            dlatego, do diaska, że najadłam się mnóstwo..babki ziemniaczanej ;). Jeżeli
            chodzi o piersi to trudno mi cokolwiek wywnioskowac kontemplując je;) bo karmię
            piersią więc one generalnie są dziwne :). Nie dopuszczam do siebie myśli że
            jestem w ciąży. Nie,nie, nie. Stanowcze nie.
            Tirititka a Ty?
            • annajustyna Re: w ciąży nie w ciąży, oto jest pytanie 16.10.06, 20:43
              A co to jest babka ziemniaczana??? Nigdy nie jadlam...
              • anula36 Re: w ciąży nie w ciąży, oto jest pytanie 16.10.06, 22:03
                cos jak placki ale w wiekszym kawalku:) Pycha:)
                • annajustyna Re: w ciąży nie w ciąży, oto jest pytanie 17.10.06, 09:23
                  Jesli podobne w smaku do plackow, to faktycznie musi byc pycha...Chyba sobie
                  dzis zrobie:)))).
                  • caysee Re: w ciąży nie w ciąży, oto jest pytanie 17.10.06, 15:45
                    Chyba wiem o co chodzi z ta babka, to taka zapiekanka z tartych ziemniakow?

                    A tak w ogole to ja tez trzymam kciuki zebys nie zaszla, bo ja miesiac temu
                    przezywalam podobne stresy, wiec wiem co przezywasz...
    • nishka chcesz dziecka? nie wahaj się i zachodz w ciążę 16.10.06, 23:56
      SKORO PISZESZ żE CHCIAłABYś MIEć DZIECKO,to moja rada: ZACHODż W CIąZę. Spójrz
      na fakt, że nie masz narazie pracy jako na mocną stronę całej tej
      sytuacji(jakokolwiek głupio to nie brzmi.W momencie gdy ją znajdziesz będzie Ci
      jeszcze trudniej zdecydować się na ciążę. A tak, urodzisz dziecko,trochę z nim
      pobędziesz a sprawy zawodowe też się jakoś rozwiążą,na pewno w końcu znajdziesz
      pracę. Jeden z dwóch ważnych dla Ciebie CELóW żYCIOWYCH (PRACA I DZIECKO) będzie
      zrealizowany, zostanie już tylko praca ..no i mąz;)

      Mam dopiero 25 lat i już dwoje dzieci, czyli znajduję się w nurcie zupelnie
      przeciwnym do współczesnego: odkładania dzieci na późniejszy wiek. Około 30-ki
      będę już miała duże dzieciaki,kiedy moje koleżanki będą dopiero na etapie
      zmieniania pieluch. Nie mówię, że to jest lepsze: przecież ja wpadłam - te ciąże
      nie były planowane, gdybym świadomie płodziła dzieci, zrobiłabym to właśnie
      około 30-ki. Ale teraz nie żałuję że zdarzyło mi się to znacznie wcześniej, ba
      cieszę się (tym niemniej trzeciego narazie nie chcę!!!).

      Współcześny DYSKURS O TYM CO WAżNIEJSZE:KARIERA CZY RODZINA robi młodym kobietom
      MęTLIK w głowie i dziecko zaczyna się im jawić jako przeszkoda w karierze
      zawodowej. a to bzdura. Przeciez coraz więcej pracodawców umożliwia kobietom
      ELASTYCZNE wykonywanie obowiązków zawodowych (np na pół etatu, co jest świetnym
      rozwiązaniem- ja tak mam, wykonywanie części spraw zawodowych w domu itd)Poza
      tym jest przecież instytucja niani, babci lub żlobka, przedszkola.

      Nie dajmy sie zwariować i RODźMY DZIECI- O ILE OCZYWIśCIE TEGO CHCEMY (bo
      jakkolwiek misjonarsko mój post zabrzmiał, nie jestem pieprznięta i rozumiem
      kobiety, które świadomie rezygnują z macierzyństwa).
      • lenchen Re: chcesz dziecka? nie wahaj się i zachodz w cią 17.10.06, 07:33
        Annojustyno, życzę ci z całego serca, żebyś wkrótce znalazła pracę :-) Nie
        poddawaj się.
        • annajustyna Re: chcesz dziecka? nie wahaj się i zachodz w cią 17.10.06, 09:25
          Wiecie, ja wlasciwie prace znalazlam (projekt mialby ruszyc do konca roku),
          tylko ze 700 km od meza:((((((. Wiec chyba jej nie wezme...
          • nishka Annajustyna 17.10.06, 09:49
            projekt ma ruszyć do końca roku i ile czasu trwać? wiesz, w pewnym sensie takie
            pojęcia jak "czas" i "przestrzeń" nie istnieją albo mogą być na pewien czas
            zastąpione kontaktem wirtualnym ;) z mężem tez niekoniecznie trzeba ciągle "face
            to face" ..zastanów się może
            • annajustyna Re: Annajustyna 17.10.06, 09:54
              Tylko, ze mysmy juz prawie 4 lata zyli na odleglosc - tzn. widzielismy sie
              srednio raz w miesiacu. Chcialabym drugi raz tej "Przyjemnosci" uniknac. A
              projekt mialby trwac 2-3 lata...A potem co? Znow powrot na bezrobocie, ech...
              • nishka Re: Annajustyna 17.10.06, 10:20
                Ależ to są takie czasy gdzie wszystko jest chwilowe, tymczasowe! Czas się do
                tego przyzwyczaić, to już nie czasy naszych rodziców gdzie kazdy na start miał
                umowę o pracę. Ja tez mam umowę zlecenie i związana jestem z firmą od projektu
                do projektu. Nie wiem co bedzie za 1 a nawet 2 lata, wiem jednak że moja
                determinacja sprawi ze COS będzie. Nie dołuj się AnnoJustyno. A myślałaś żeby
                skorzystać np ze szkoleń organizowanych z funduszy ZPORR? teraz dużo tego jest i
                oprócz podniesienia kwalifikacji, może to też być dobre wypełnienie czasu w
                trakcie bezrobotnego okresu szukania pracy.
                No tak- tyle o kwestii trudności z zaplanowanie przyszłości w tzw "dziesiejszych
                czasach. A jeżeli chodzi o życie z partnerem na odległość na pewno musi być to
                trudne...nie znam tego więc trudno mi się wypowiedziec.

                rodzinnedialogi.blox.pl/html
                • annajustyna U mnie ejst troche inna sytuacja... 17.10.06, 10:24
                  Przede wszystkim mieszkamy w Niemczech. Jak na warunki niemieckie mam rzekomo
                  przerazajace nadkwalifikacje (tutaj w przeciwienstwie do Polski najlepiej miec
                  tylko jedna konkretna umiejetnosc i w niej sie obracac). Poniewaz mam wyzsze
                  studia do pracy biurowej mnie nie chca, a na kierownika mam za malo
                  doswiadczenia:(((((. Natomiast we wpomnianym projekcie bylabym
                  menedzerem-koordynatorem...Tylko te 700 km:((((. A ze umowy na czas nieokreslony
                  nikt mi nie da, to oczywistosc. zwlaszcza, ze wszyscy widza we mnie potencjalna
                  ciezarna...
                  • bacha1979 annajustyna 17.10.06, 10:42
                    A ja bym na Twoim miejscu zaryzkowała.
                    W miedzyczasie szukałabym czegoś blizej męża."Złapałbyś" trochę doswiadczenia
                    itp.
                    Nie sugeruje Ci niczego, ale ileż można siedzieć na bezrobociu.Pzdr!
                    • annajustyna Re: annajustyna 17.10.06, 10:47
                      Basiu, nie rozumiesz? Jesli nie masz dokaldnie tego wyksztalcenia, co w opisie
                      stanowiska, to niewazne, jakie masz umiejetnosci. Nikt cie tutaj nie zatrudni!
                      To nie chodzi o to, ze ja nie chce byle jakiej pracy...
                      • bacha1979 Re: annajustyna 17.10.06, 10:53
                        Ja akurat nawiązałam do tej propozycji pracy 700 km od Twojego męża, nie
                        myslałaś, żeby ją potraktować jako pracę przejściowa,może po drodze trafi się
                        lepszego...
                        • annajustyna Re: annajustyna 17.10.06, 11:10
                          Tak traktowalam juz poprzednia prace...Dzielilo nas 550 km:((((.
                          • bacha1979 Re: annajustyna 17.10.06, 11:12
                            Pamiętam, jak pisałas o tym. :)
                        • marti_ka82 Re: annajustyna 17.10.06, 14:13
                          dodatkowo w niemczech jest tak, ze jak juz uprzesz sie i pojdziesz do pracy o
                          nizszych kwalifikacjach to juz zostajesz zaszufladowana i trudno bedzie z tej
                          szufladki wyjsc....
                          • annajustyna Re: annajustyna 17.10.06, 15:24
                            W Polsce tez tak jest...Niestety jak do tej pory wszelkie moje proby dostania
                            sie do "nizszej" pracy konczyly sie stwierdzeniem, ze "najdalej za pare tygodni
                            bedzie pani u nas nieszczesliwa"...Taaa, siedzac na bezrobociu jestem szczesliwa
                            jak cholera:(((((. Marti, a gdzie mieszkasz?
                            • marti_ka82 ja mieszkam w rosenheim :) 17.10.06, 16:06
                              na bawarii 60 km od monachium :)
                              • annajustyna Re: ja mieszkam w rosenheim :) 17.10.06, 16:09
                                Czekaj, zaraz wsiade w pociag do Salzburga i bede u Ciebie za poltorej
                                godziny;)))). Ja mieszkam w karlsfeld pod Monachium (5 minut do Monachium i 10
                                do Dachau). Pzdr!
                  • nishka Re: U mnie ejst troche inna sytuacja... 17.10.06, 10:42

                    aha- rozumiem, nie wiedziałam że mieszkacie w Niemczech. Mhm.. jesteś chyba
                    trochę w błędnym kole: chcesz dziecka ale nie masz pracy więc narazie nie możesz
                    się na ciążę zdecydować. Z drugiej strony jak będziesz miała pracę to w ciążę
                    też nie zajdziesz bo będzie praca. Ja bym jednak teraz zdecydowała się na
                    dziecko i potem już nie była dla pracodawcy potencjalną ciężarną ;) Piszę tak
                    tylko dlatego że wiem że to się jakoś jednak zawsze układa: dziecko nie ejst
                    przeszkodą, tym bardziej że przecież Twój mąż jak pisałaś niezle zarabia.
                    A powiedz..czy przyszła Wam do głowy taka opcja żeby Twój maż rozejrzał się czy
                    tam w tej miejscowości odległej 700 km od Waszego aktualnego miejsca
                    zamieszkania, nie ma dla niego pracy?
                    rodzinnedialogi.blox.pl/html
                    • annajustyna Re: U mnie ejst troche inna sytuacja... 17.10.06, 10:50
                      Dla mojego meza praca jest tylko na poludniu Niemiec. Juz dawno zrobilismy
                      rozeznanie. Dlaczego praca mialaby mi przeszkadzac w decyzji co do dziecka? A
                      jesli teraz zajde i wroce na rynek pracy po 3 miesiacach od porodu np., to nikt
                      mnie juz nie zatrudni...Bo male dziecko, to jeszcze wieksza przeszkoda niz brak
                      dziecka:((((((.
                      • anula36 Re: U mnie ejst troche inna sytuacja... 17.10.06, 10:59
                        wszystko racja - tylko zakladajac ze nie wpadlas jako 20 latka to teraz
                        nastepna dobra pora na dziecko to emerytura:)
                        w wieku produkcyjnym nie ma na to dobrego momentu.
                        Ja mam z kolei prace idelana do przechowania sie z dzieckiem ( firma pro-
                        rodzinna), to z kolei kandydata na tatusia brak.
                        Tak zle i tak niedobrze;)
                        • annajustyna Re: U mnie ejst troche inna sytuacja... 17.10.06, 11:11
                          Czyli jakby nasze sytuacje polaczyc, to bylby ideal:))))). Pzdr!
                  • marti_ka82 Re: U mnie ejst troche inna sytuacja... 17.10.06, 14:11
                    uła to mie teraz dobilas ;) bo u mnie pewnie tak tez po urodzeniu dziecka
                    bedzie wygladac ;) jako menager do spraw komunikacji spolecznej bede miala za
                    malo doswiadczenia ;) a na inne stanowiska za duzo... uhh dziwnie to brzmi, bo
                    jak je zdobyc skoro tak do tego podchodza ;) no i milo poznac kolejna
                    dziewczyne kotra mieszka w niemczech :)
                    • annajustyna Re: U mnie ejst troche inna sytuacja... 17.10.06, 15:09
                      Ale przynajmniej masz konkretny zawod (zakladam, ze masz niemeicki Abschluss),
                      bo ja z moim prawem i dodatkowym BWL przerazam bidnych pracodawcow:(((((. A
                      dosw. mam 4 lata...
                      • marti_ka82 Re: U mnie ejst troche inna sytuacja... 17.10.06, 16:14
                        ja nie konczylam w niemczech studiow i jeszcze nie wysylalam dyplomu do
                        monachium aby zostal uznany w niemczech, no ale narazie mi to nie potrzebne...
                        za 2 lata dostane obywatelstwo bo mi sie nie chce wygrzebywac papierow
                        rodzinnych, wiec wole po mezu... ale wiem, ze po politechnice slaskiej nie ma
                        problemow... uznaja ta uczelnie i bardzo cenia w niemczech, moj dziadek, bez
                        problemu dostal prace, moj znajomy tez... zaczne sie martwic, jak bede szukac i
                        szukac i nic ;) ale na to tez mamy plany :) bo my chcemy z mezem pracowac na
                        swoim :)
                        • annajustyna Re: U mnie ejst troche inna sytuacja... 17.10.06, 16:20
                          Faktycznie kariera na swoim to najlepsze rozwiazanie. Ja niestety sie nie
                          odwazylam, bo i nie reprezentuje niszy, a moj maz ma zupelnie inny zawod (jest
                          programista i projektuje sterowniki silnikow odrzutowcow i helikopterow)...Ja
                          nie moge miec obywatelstwa po dziadku, bo musialby najpierw powricc do
                          obywatelstwa moj ojciec (jestem ur. po 01.01.75), a moj ojciec ma juz 2
                          obywatelstwa, wiec po co mu trzecie...Nieograniczone prawo pracy mam i tak (maz
                          zreszta tez)...Natomiast niekoniecznie chwale sie moim niemieckim dziadkiem, bo
                          wszyscy wtedy wychodza z zalozenia, ze od dziecka bylam dwujezyczna, a ja
                          jestem dumna, ze sama nauczylam sie niemieckiego...
                          • marti_ka82 Re: U mnie ejst troche inna sytuacja... 17.10.06, 16:37
                            no mi sie nie chce wyciagac papierow i latac po urzedach, maz ma obywatelstwo
                            podwojne.. od zawsze... a ja dostane po nim za 2 lata, tez mam nieograniczone
                            prawo pracy, jedyne czego nie moge to glosowac ;) ale to mi najmniej potrzebne
                            do szczescia... a co bedzie z moja praca, to zobaczymy, najpierw musze wyslac
                            do monachium to tlumaczenia moje papiery z obu szkol, a potem pni tlumacz je
                            odesle do specjalnego urzedu ktory sie zajmuje uznawaniem takiej
                            dokumentacji...
    • annajustyna Titiritka, jak tam wczorajsze wyniki krwi??? 17.10.06, 10:25
      Daj znac!!!
      • titiritka Re: Titiritka, jak tam wczorajsze wyniki krwi??? 17.10.06, 11:14
        Mały śpi, więc mam chwilkę, by napisać.

        Wiem, że nic nie wiem, a przynajmniej nie mam 100% pewności.
        Wynik beta-hcg ponad 1000 co wskazuje na ciążę co najmniej 4-ro tygodniową, co jest niemożliwe. Badało mnie dwóch ginekologów i żaden po badaniu nie stwierdził ciąży.
        Tak więc na + jest to, że seks był w dni płodne, wynik krwii pozytywny. A na -, że badanie dwóch lekarzy nie stwierdziło ciąży, a ja zupełnie sie na ciążę nie czuję. Lekarze mówią, żeby poczekać 7-10 dni i zrobić usg- wtedy będę wiedzieć.
        Od rana jednak nabieram przekonania, że to raczej JEST CIĄŻA. Piersi mnie nie bolą, ale kilka dni temu czułam "kłócie" w jajniku (tak było też przy pierwszym dziecku), no i mam lekko podwyższoną temperaturę (37).
        Mój mąż nie chce tego dziecka. Cały wczorajszy wieczór siedział w necie i już znalazł "sposób" ne tę ciążę. Ja jestem skołowana. Pewnie, że wolałabym nie być teraz w ciąży, ale skoro już jestem to uważam, że powinnam ponieść konsekwecje swoich czynów. Mąż mówi, że Polska jest w 20% krajów, w których aborcja jest nielegalna i że to tylko świadczy o naszym zacofaniu. Ja uważam, że taka "zabawa w Pana Boga" na pewno nie ujdzie bezkarnie. Boję się. Wiem, że mamy kilka dni na decyzję. Nie chciałam zajść w ciążę, ale jeśli to jest fakt, to nie ma innej możliwości jak urodzić, prawda??

        Pozostaje mi gorliwa modlitwa, że ten wynik jakiś pomylony, a miesiączka wkrótce się pojawi!
        • annajustyna Re: Titiritka, jak tam wczorajsze wyniki krwi??? 17.10.06, 11:24
          Ojej, jaka szkoda, ze maz Cie nie wspiera w tych dnaich...Moze moj maz jest
          "pomylony", ale on jest takim typem, ze jesliby miala wchodzic w gre aborcja, to
          po prostu rezygnuje sie z seksu...A jesli sie juz nie wytrzymalo i bedzie
          dzidzia, to trzeba poniesc tego konsekwencje...Ja na Twoim miejscu nie mialabym
          watpliwosci (jesli oczywiscie jestes w ciazy) - urodzilabym...Ale na razie
          odczekajmy, moze to faktycznie falszywe symptomy...Pozdrawiam!
        • ominika Re: Titiritka, jak tam wczorajsze wyniki krwi??? 17.10.06, 12:00
          Sorry, że się wtrącam, ale chyba jednak powinnaś przyjąćza fakt, ze jestes w
          ciąży. Bo - o ile testy sikane moga się mylić, o tyle badanie z krwi już nie.
          Poziom bety wskazuje jak piszesz na 4-tygodniowa ciążę. I jest to pewnie norma
          liczona od dnia ostatniej miesiączki, a nie od dnia zapłodnienia, bo tak z
          reguły lekarze liczą wiek ciąży. A poza tym - żaden lekarz nie stwierdzi w
          badaniu 4-tygodniowej ciąży, która de facto trwa dopiero ok. 2 tygodni (bo od
          owulacji. Jedyne co mozna to odczerkac jeszcz z półtora tygodnia i dopiero na
          usg dopochwowoym sprawdzić, czy w macicy jest pęcherzyk ciążowy.
          Chyba ze, ciąża jest pozamaciczna i wtedy robi się problem, no ale tego to
          akurat nie przeiwdzisz.
          I wcale nie musisz czuc się "na ciążę", bo każda jest inna, i naet kilka ciąż
          tej samej kobiety może mieć rózny przebieg i dawać rózne odczucia. Jedyne co
          jeszcze możesz sprawdzic to po 48 h od ostatniego badania beta-hcg powtórzyć je.
          jesli beta przyrasta o ok. 60% bodajże, wtedy ciąża jest napewno i się rozwija.
          Życze powodzenia - cokolwiek by to miało znaczyc dl Ciebie,
          Pozdrawiam,
          D.
          • annajustyna Re: Titiritka, jak tam wczorajsze wyniki krwi??? 17.10.06, 12:06
            Slyszalam od kilku pan wielodzietnych, ze kazda ciaza dawala inne objawy:////.
        • marti_ka82 Re: Titiritka, jak tam wczorajsze wyniki krwi??? 17.10.06, 14:17
          nie koniecznie ponad 4 tyg... duzy wynik bety moze tez oznaczac ciaze mnoga...
          a nie widac bo jest jeszcze za wczesnie... czasem tak bywa... no ale mozesz tez
          miec jakies hormonalne zaburzenia... wciagu 2 tyg sie wyjasni... zapewne
          • titiritka Re: Titiritka, jak tam wczorajsze wyniki krwi??? 17.10.06, 14:21
            bosh... ciąża mnoga?! ojoj.. ja wiem że to podwójna radość, ale nie wiem czy udźwignę tyle szczęścia.. Hmm.. Dziś bolały mnie dwa jajniki, więc byłyby bliźniaki dwu-jajowe. Ooj..
            • marti_ka82 Titiritka, 17.10.06, 14:30
              ja powiem tak mam na forum starania kolezanke, ktora ma teraz 21 lat, ciaza
              mnoga dwoch chlopcow, mieszkaja z rodzicami, maja zdezelowanego malucha i
              wierza, ze im sie uda... ze dadza sobie rade... i nie smuca sie z tego
              powodu... sa tez 2 kobiety na gazetowym watku lutowym spodziewajace sie
              trojaczkow :) i tez optymistycznie patrza na swiat... ktos mi kiedys
              powiedzial, ze z dzieciatkiem bog zsyla nam bochenek chleba... i wiesz czesto
              tak jest... dostajemy cos jeszcze oprocz malenstwa... my dostaniemy nowe
              mieszkanie, moja znajoma tez akurat jak zaszla w ciaze to przeprowadzka jej sie
              szykuje, tej mamie blizniakow z gory, tez zaswiecilo slonko... bo udalo im sie
              zalatwic kredyt na wykup mieszkanka, co prawda beda mieszkac z rodzicami
              jednego z nich, ale potem mieszkanie bedzie tlyko ich... itp itd :) ja powiem
              tak decyzja nalezy do was co zrobicie tylko musisz wiedziec, ze tobie z decyzja
              usuniecia bedzie ciezko zyc to bedzie wracac jak fatum... faceci tak do tego
              nie podchodza kobiety tak...
              warto przeczytac:
              nienarodzone-aniolki.blog.onet.pl/
              • annajustyna Re: Titiritka, 17.10.06, 15:11
                Martika, przestan, bo dojde do wniosku, ze jestem stuknieta://///.
                • marti_ka82 Re: Titiritka, 17.10.06, 16:18
                  ejj no nie bierz tego tak do siebie, kazdy ma swoje zycie swoje plany i swoje
                  priorytety.. ja nikogo nie neguje ani nikogo nie wychwalam... kazdy ma prawo do
                  takiego zycia jakie uwaza dla siebie za szczesliwe... jedni chca miec dzieci
                  inni nie... jedni potrafia zyc chwila inni nie... jedni ryzykuja i sie ryzyka
                  nie boja inni nie... itp itd :) mozna tak pisac w nieskonczonosc...
    • titiritka Re: znów w ciąży? błagam, nieee! trzymajcie kciuk 17.10.06, 11:16
      nishka, tutaj są opisane prawdopodobne i pewne symtomy ciąży m.in zmiany smaku i powonienia....
      www.forumginekologiczne.pl/txt/a,4206,0
      • marti_ka82 Re: znów w ciąży? błagam, nieee! trzymajcie kciuk 17.10.06, 14:19
        a z tymi symtomami jest orznie, ja nie mialam prakycznie rzadnych z tych
        opisanych ale za to dretwialy mi rece, miala sluzowke tak wyszuszona jakbym
        miala alergie i wszystko podciagalam pod zaburzenia powypadkowe... a tu
        ciaza... :)
        • marti_ka82 ania a do tej pracy po macierzynskim... 17.10.06, 14:25
          to powiem ci tak, ze to wcale az tak zle nie wyglada ja mam w otoczeniu w
          polskiej misji duzooo kobiet kotre maja nawet 3 brzdacow i dobra prace :) i
          jedno z drugim nie kolidowalo i wcale szefom nie przeszkadzalo by ich
          zatrudnic, a dodatkowo masz kindergeld do 25 roku zycia dziecka, eltern geld do
          12 miesiaca zycia malucha, na bawarii do 3 roku zycia muttergeld, a takze sa
          instytucje zajmujace sie kobietami w ciazy, gdzie mozna dostac dodatkowe
          becikowe takie okolo 1500 euro na wyprawke, wozek, fotelik itp... to tak apropo
          braku funduszy jakbys nie miala pracy zachodzac w ciaze, nawet posiadanie pracy
          nie gwarantuje ci, ze firma nie upadnie i nie zostnaiesz na lodzie, ze po ciazy
          przyjma cie tak spowrotem, itp itd ;) nigdy nie ma tak naprawde dobrego czasu
          na ciaze, zawsze bedzie jakas przeszkoda... a tak starzec sie samemu we dwojke
          ciezko, a zwierzak to nie to samo co dzieciak z krwi i kosci... :) nasz
          potomek...
          • nishka Re: ania a do tej pracy po macierzynskim... 17.10.06, 14:32
            No własnie chodzi mi o to o czym pisze Marti..Myślę Annojustyno że w "zbyt
            czarnych" barwach widzisz teraz to wszystko: widzisz pustą połowę szklanki pt
            "Praca" i pustą połowę szklanki pt: "Dziecko"..Trochę optymizmu, moja droga :)

            Hanka 30.11.2000
            Lenka 14.11.2005
            rodzinnedialogi.blox.pl/html
            • annajustyna Re: ania a do tej pracy po macierzynskim... 17.10.06, 15:15
              W 10. mieisacu bezrobocia nie mam juz sil na optymizm...
          • annajustyna Re: ania a do tej pracy po macierzynskim... 17.10.06, 15:14
            Niestety wszystkie dodatkowe fundusze dotycza ludzi z bardzo niskim dochodem. A
            Elterngeld to przeciez kpina...My mamy tzw. fundusze (oszczednosci etc), ale ja
            chce miec przyszlosc zawodowa...Nie po to studiowalam 7 lat, zeby "znienawidzic"
            wlasne dziecko i meza, ze rzekomo zabrali mi wszelkie perspektywy (a tak
            naprawde powinnam znienawidzic pracodawcow:(((((((.
            • marti_ka82 Re: ania a do tej pracy po macierzynskim... 17.10.06, 16:20
              ojj chyba, cie brak pracy bardzo dobija... bo widzisz wszystko w czarnych
              barwach... a nie myslalas o czyms swoim by cos samej rozkrecic? pracowac dla
              siebie i na swoj rachunek? albo pracowac za prowizje np dla tele comu?
              • annajustyna Re: ania a do tej pracy po macierzynskim... 17.10.06, 16:24
                Nie chce pracowac na prowizje. Tym bardziej, ze wydzwanianie po ludziach z
                propozycjami jest nielegalne...A na wlasny rachunek pracowac nie moge, bo nie
                reprezentuje niszy:(((((.
                • marti_ka82 Re: ania a do tej pracy po macierzynskim... 17.10.06, 16:32
                  akurat to dla tele comu jest 100% legalne i nie dzwoni sie tlyko chodzi do
                  ludzi... i szybko mozna awansowac... no ale sa osoby ktore wola pewny zarobek
                  na stala umowe, sa tkaie co lubia ryzyko i prace tak jakby na swoje konto
                  wiedza wtedy ile zarobia w danym miesiacu, no i sa takie co mimo, iz nie
                  rezprezentuja niszy, cos wykombinuja i zakladaja swoje firmy... ale tu wiele
                  zalezy od charakteru... :)
                  • annajustyna Re: ania a do tej pracy po macierzynskim... 17.10.06, 16:35
                    Umarlabym, gdybym miala ludzi nagabywac jako domokrazca:////. Agentem
                    ubezpieczeniowym i doradzca majatkowym tez nie chcialam byc:////.
                    • marti_ka82 Re: ania a do tej pracy po macierzynskim... 17.10.06, 16:42
                      moj maz nie umiera ;) wrecz przeciwnie ma coraz ciekawsze znajomosci dzieki
                      temu i wiele innych ofert pracy dostaje dzieki wlasnie tej pracy, ale narazie
                      nie korzysta... zaprzyjaznil sie np. z wnuczka nieslubnego syna augusta II
                      hausburga, ktorej pomogl znalezc rodzine jej meza w polsce... juz awanasowal
                      wciagu 2 miesiecy pracy... jutro jedzie do monachium do hiltona na zebranie...
                      no ale tak jak pisze, nie kazdy sie nadaje do takiej pracy... moj maz lubi
                      prace z ludzmi... dzieki temu podszlifowal strasznie jezyk i juz nie ma
                      polskiego akcentu...

                      ____
                      img205.imageshack.us/my.php?image=dsc03996zg9.jpg
                      www.snugglepie.com/ezb/546605.png
                      • annajustyna Re: ania a do tej pracy po macierzynskim... 17.10.06, 16:48
                        Do tego trzeba miec chcarakter, widac ja nie mam...A co do akcentu: jelsi nie ma
                        polskiego, to ma pewnie tzw. neutralny (tzn. NImecy i tak go slysza, ale nie
                        utozsamiaja z Europa Srodkowo-Wschodnia)...A kto to byl August II Habsburg?
      • nishka titiritka 17.10.06, 14:21
        Kilka dni temu gdy rozpoczęty został ten wątek pisałaś że planowaliście drugie
        dziecko za rok. (Razem planowaliście czy to raczej był tylko Twój plan?)
        Skoro tak, to moim zdaniem nie ma tak naprawde aż tak dużego znaczenia czy
        zajdziesz w ciążę teraz czy za rok- a moze nawet da się wyszukać jakieś
        pozytywne strony całej tej sytuacji: między dziećmi będzie mniejsza różnica
        wieku (mniej niż półtora roku) więc będą się chowac prawie jak bliźniaki- na
        pewno będziesz miała niezły sajgon przez pierwsze dwa lata ale potem będzie już
        tylko łatwiej.Plusem jest to że pozostaniesz w podobnej fazie macierzyństwa:
        dzieci będą w na podobnym etapie: raczkowania, pieluch, nauki mówienia itd. A
        jak jest większa różnica wieku (jak u mnie) to rodzic się gubi bo jedno pyta o
        sprawy natury metafizycznej a drugie płacze bo ma zasikaną pieluchę.

        Sprawą kluczową w Twoim przypadku jest moim zdaniem to czy chcecie drugioego
        dziecka. Jeżeli tak, to urodź te: po co robić zamieszanie skoro za jakiś czas i
        tak miałabys zajść w ciążę. No a jeżeli jednak nie chcecie drugiego dziecka to
        może posłuchaj co Ci radzi mąż.
        Trzymaj się ciepło, pozdrawiam gorąco.
        • titiritka Re: titiritka 17.10.06, 14:28
          Planowaliśmy razem, że chcemy mieć drugie dziecko. Co do tego czy za rok czy za dwa nie mieliśmy ustalonego zdania. Mąż wolał później, poczekać na większe mieszkanie, aż firma się rozkręci itd miał wiele planów przed następnym dzieckiem. Ale gdy pytałam (również wczoraj i dziś) czy wogóle CHCE mieć drugie dziecko, mówi, że tak, ale nie teraz...
          Masz rację nisha, trzeba przyjąć ten uparty cudzik tak, jak się nam teraz pojawił. Tylko oby był to JEDEN cud, a nie jak tu ktoś napisał.... uhh...

          Nie piszesz, jak się u Ciebie sprawy mają?
          • magdusinska Re: titiritka 17.10.06, 14:42
            titiritka napisała:
            Nie chciałam zajść w
            ciążę, ale jeśli to jest fakt, to nie ma innej możliwości jak urodzić, prawda??

            Nie gdybaj. Rób to co Ci serce dyktuje. Męża na razie odstaw na bok z jego
            pomysłami. Myśl o sobie. Z facetami to tak jest. Tylko weź pod uwagę, że to Ty
            jesteś w ciąży i w Tobie rozwija się nowe życie. I nie Tobie decydować o jego
            byciu lub nie byciu, a na pewno nie mężowi. Nie obraź się, ale ten Twój mąż
            zachował się jak cymbał. Wiem, po Twoim pytaniu, że nie chcesz pozbyć się tego
            dziecka. Kochaj je i proś o zdrowe maleństwo. A małżonowi powiedz, że palcem to
            Ty sobie bobaska nie zrobiłaś i jest to tak samo jego dziecko jak i Twoje. I
            odpowiedzialność za nie rozkłada się na dwoje rodziców. Dasz radę, powodzenia:)
          • nishka Re: titiritka 17.10.06, 14:42
            Nie piszę co u mnie dlatego, że jest za wcześnie: ten pechowy sex miał miejsce
            6.10. a przecież niekoniecznie tego samego dnia musiało dojść do zapłodnienia :
            więc postanowiłam że test zrobię 23.10 w poniedziałek (wtedy tez przyjmuje mój
            ginekolog). Wczoraj wieczorem czułam się dziwnie ale już dziś czuję się ok. Mam
            jednak olbrzymią awersję od sexu bo nie ufam jużprezerwatywom i pytam się
            dlaczego,stosunku mojego męża do ewentualności zosatnia przez niegoporaz kolejny
            ojcem straszy mnie, że się ze mną rozwiedzie jak będę w ciąży (próbuje wpłynąc
            na moją podswiadomość i zablokowac ewentualne procesy zachodzące aktualniew
            moimo organizmie).

            Titiritka a czy u Ciebie w rodzinie były bliźnięta? I czy przyjmowałas po
            porodzie pigułki antykoncepcyjne ? (bo te czynniki zwiększają prawdopodobieństwo
            ciąży mnogiej)
            • nishka Re: titiritka 17.10.06, 14:43
              coś mi tam ucięło w poprzednim wpisie: pytałam się dlaczego do diaska, sex tak
              trudno oddzielic od prokreacji!!! ;)
              • anula36 Re: titiritka 17.10.06, 14:46
                ja wiem czy tak trudno?
                • anula36 Re: titiritka 17.10.06, 14:48
                  ja wierze w psychosomatyke, tzn ze jesli sie wpada to znaczy ze gdzies tam w
                  ostaniej komorce mozgu chcialo sie tego dziecka;)
                  • nishka Anula! 17.10.06, 14:51
                    Anula- nie załamuj mnie: czy masz pojęcie że przed stosunkiem czytałam forum
                    matek wielodzietnych i pomyślałam - fajnie im- wesoła gromadka itd. Oczywiście
                    to poczucie trwało tylko chwilę, ale może wystarczyło..ale może jeżeli teraz tak
                    bardzo nie będę chciała być w ciąży to zadziało odwrtonie, co? ;)
                    • anula36 Re: Anula! 17.10.06, 15:12
                      ja po prostu wierze ze nasz umysl ma wplyw na cialo wiekszy niz nam sie wydaje.
                      Zreszta robiono kiedys w Stanach takie badania nt niepowodzen metod
                      hormonalnych ( tabletek) i znaleziono zaleznosc miedzy iloscia pominietych
                      tabletek ( nawet do 10 w listku) a checia posiadania dziecka;) Teoretycznie
                      wiadomo- pominiecie kilku tabletek moze sie skonzcyc ciaza ale te kobiety
                      racjonalizowaly sobie ze sie jednak zabezpieczaja:)
                      • marti_ka82 Re: Anula! 17.10.06, 16:28
                        moze i cos w tym jest anula :) my bardzo chcielismy, jechalam do meza (bo wtedy
                        jeszcze bylismy m... na odleglosc) z przkeonaniem uda sie... mialam wypadek
                        autokarowy... wiec nie mierzylam tempek, ale staralismy sie heh nawet nie
                        wstalam z lozka ;) by nic nie wylecialo... no a potem stwierdzilam ehh nic z
                        teog nie bedzie ostatni raz kochlaismy sie dla przyjemnosci dzien przed moim
                        powrotem do polski... wstalam po wykapalam sie... i tydzien pozniej mialam
                        termin miesiaczki, @ nie bylo test negatywny... ale cos mi szeptalo udalo sie,
                        maz to wogole mowil aaa napewno jestes w ciazy nie marudz... objawy mialam
                        bardziej powypadkowe niz ciazowe dretwienia konczyn, sucha sluzowka, dostalam
                        leki ale mowie nie wezme, poki sie nie dowiem poszlam na bete :) i sie
                        okazalo... ze w dzien kiedy wracalam do polski doszlo do zaplodnienia czyli
                        ostatni seks byl 100% udany :) i termin @ mial byc tydzien po wynikach...
                        naszczescie nie przyszla :) wiec cos w tym jest umysl ma duzy wplyw na
                        organizm :)
                • nishka Re: titiritka 17.10.06, 14:49
                  No wiesz mi ze w moim przypadku trudno: prezerwatywa pęka, spirala leży na pólce
                  czekając na włożenie..zresztą każda metoda antykoncepcyjna mnie wkurwia: pigułki
                  żle działają, spiralę mam wrazęnie że czuję, prezerwatywy się boję, żeli
                  nielubię, w metody naturalne nie wierzę..ech.. a sex lubię.
                  • annajustyna Re: titiritka 17.10.06, 15:21
                    Czyli jednym slowem idealna metoda dla Ciebie bylaby sterylizacja (w PL
                    nielegalna), oczywiscie jelsi juz na pewno nigdy nie zechcesz kolejnego
                    dziecka...A seks oralny zamiast tradycyjnego??? Tylko, ze tez trzeba b. uwazac...
              • nishka Re: titiritka 17.10.06, 14:47
                no a z tymi groźbami rozwodu to takie specyficzne poczucie humoru mojego męża ;)

                rodzinnedialogi.blox.pl/html
            • titiritka Jeszcze jedna ważna kwestia. 17.10.06, 22:03
              W rodzinie bliźniąt nie było i pigułek żadnych też nie przyjmowałam (nie chciałam "zaśmiecać" organizmu hormonami), bo w przyszłości chcemy mieć dziecko.

              Jest jeszcze JEDNA WAŻNA KWESTIA
              • titiritka Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 17.10.06, 22:10
                (za szybko mi się wysłało, więc kontynuując)

                WAŻNA KWESTIA, o której nawet ja czasem zapominam, a którą uświadomił mi dziś poważnie lekarz (trzeci u którego byłam!). A mianowicie to, że pierwsze dziecko urodziłam po długim porodzie zakończonym CESARSKIM CIĘCIEM. W naszym kraju nie jest to przeszkoda do kolejnej ciąży. Jednak faktem jest, że będzie to ciąża podwyższonego ryzyka. Istnieje zagrożenie "rozejścia się szwów", ja nic nie będę czuła, a krwotok wewnętrzny powoli zabije dziecko i mnie. I tu jest największy lęk. Również mojego męża.

                Co do dzisiejszej wizyty to nadal nie wiem, co się dzieje, kolejna porada sprowadzająca się do tego, że mam poczekać. No to teraz będę czekać.
                • nishka Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 18.10.06, 08:45
                  Mhm..czyli lekarz sugeruję że lepiej żebyś nie była w ciąży bo to niebezpieczne,
                  tak? Chodzi o to że upłynęło tak mało czasu do poprzedniego porodu czy z powodu
                  samego faktu że miałaś cesarskie cięcie?
                  ps: czekamy więc razem
                  • titiritka Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 18.10.06, 08:53
                    Lekarz nic nie sugerował. Powiedział mi tylko jak jest. Chodzi o to, że upłynęło zbyt mało czasu od cesarskiego cięcia.
                    Módlcie się za mnie, żebym nie była teraz w ciąży...
                    • annajustyna Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 18.10.06, 09:01
                      Modle sie za Was obie, zeby dzidzia przyszla pozniej...A o tej cesarce tez
                      slyszalam, ze trzeba odczekac, ale jakby co, to bez paniki. W koncu u kazdego
                      inaczej sie goi...
                    • nishka Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 18.10.06, 09:06
                      szczerze życzę Ci więc żebys nie była w ciązy. ile czasu masz jeszcze czekac na
                      ostateczny "werdykt"?
                      • titiritka Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 18.10.06, 09:31
                        tydzień. W przyszły czwartek powinno się wyjaśnić. Ech.. staram się o tym nie myśleć, ale to niemożliwe.
                        Wogóle pełno mam teraz w głowie różnych myśli. M.in. taka refleksja: Wg nauki kościoła życie zaczyna się już w łonie matki i trzeba je chronić ponad wszystko, prawda? A z drugiej strony ten sam kościół odmawia pochówku dzieci matkom, które poroniły. Czy to nie sprzeczność?
                        • annajustyna Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 18.10.06, 09:50
                          To absurd, nie tylko sprzecznosc. Faktycznie zycie zaczyna sie od momentu
                          poczecia, stad ekskomunika za aborcje i za spirale wlasciwie tez (mam na mysli
                          klasyczna spirale, nie mirene, aczkolwiek ktory ksiadz to rozroznia?)...Postinor
                          tez jest zakazany...Z drugiej strony dopuszczalne jest usuniecie ciazy
                          pozamacicznej, choc taki embrion tez ma niesmiertelna dusze...Wszystko to takie
                          skomplikowane:(((((.
                          • azanna Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 18.10.06, 10:05
                            Zauważyłam, że z tym pochówkiem to zależy od danej parafii, księdza. Moja
                            ciotka pochowała swojego synka normalnie na cmentarzu podczas pogrzebu. Nie
                            miała z tym żadnego problemu.

                            Co do ciąży pozamacicznej to takie ciąże nie mają praktycznie szans na
                            przetrwanie - może dlatego Kościół zgadza się na ich usunięcie - choć słyszałam
                            o przypadku gdy dotrwała do 8 miesiąca - niestety dziecko urodziło się martwe,
                            a matka jest bezpłodna, bo trzeba było jej usunąć macicę i jajniki.
                        • azanna Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 18.10.06, 10:01
                          Dziewczyny trzymam za Was kciuki.

                          Co do kolejnego porodu po cesarce to Titritka możesz sobie poczytać ten wątek
                          na CIP:
                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=50453349&v=2&s=0
                          Niektóre dziewczyny dostawały "pozwolenie" na zajście w ciążę od swojego
                          ginekologa już po 4 miesiącach po cesarce. Różnie więc to bywa. Jeśli więc
                          zdecydujesz się na urodzenie dziecka znajdź dobrego ginekologa i na pewno
                          wszystko przebiegnie dobrze.

                          Obawiam się jednak Titiritka, że jesteś w ciąży. Norma bety wynosi 5, a Ty masz
                          1000, więc dużo więcej. Co do ciąży mnogiej to nie bój się, bo widełki bety są
                          bardzo duże - u każdej kobiety beta przyrasta w inny sposób. Norma bety dla 4
                          tygodnia ciąży (czyli 2 tygodnie od zapłodnienia) to od 75 do 2600. Do górnej
                          granicy jest u Ciebie jeszcze daleko.
                          Życzę Ci dużo spokoju wewnętrznego, mądrości i mocno wierzę, że wszystko dobrze
                          się ułoży.

                          Jeśli chodzi o objawy ciążowe to mnie na początku bolały piersi, ale
                          samopoczucie się nie zmieniło. Objawy pojawiły się, ale dopiero w trzecim
                          miesiącu - nie można się więc nimi sugerować.

                          Annajustyna - przeczytałam cały wątek i w Twoich wypowiedziach uderza mnie
                          takie poczucie bezsilności. Pewnie nowa praca dała by Ci pozytywnego kopa, ale
                          w im gorszym stanie psychicznym jesteś tym trudniej tę pracę znaleźć. Może
                          dziewczyny mają rację i dziecko dałoby Ci trochę inne perspektywy w spojrzeniu
                          na życie i paradoksalnie - nawet z pracą byłoby łatwiej.
                          I nie mów, że dziecka nigdy nie będzie. Pamiętam jak kilka lat temu po kolejnym
                          nieudanym związku siedziałam i płakałam, że ja już nigdy dzieci mieć nie będę.
                          Przysłowiową chwilę później moje życie się diamentralnie zmieniło, teraz jestem
                          szczęśliwą mężatką i ciężarówką. Gdyby ktoś wtedy mi powiedział, że tak
                          niedługo będzie wyglądało moje życie pewnie bym nie uwierzyła. Więc głowa go
                          góry - sytuacja, w której teraz jesteś nie będzie trwała wiecznie, mimo, że tak
                          właśnie Ci się wydaje:)
                          • annajustyna Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 18.10.06, 10:04
                            Dzieki za piekne slowa:)))).
                          • titiritka Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 18.10.06, 10:54
                            tak, znam przedziały beta hcg. U mnie wartość wyniosła ponad 1000, a ciąża w tym czasie mogła być maks 2tygodniowa... :/
                        • nishka Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 18.10.06, 10:10
                          Oczywiście że sprzeczność i absurd. Będąc dwukrotnie w ciąży zaczynałam
                          traktować płód jako "dziecko" dopiero gdzies od 5,6 miesiąca ciązy- wcześniej
                          nie było mowy o żadnej "istocie ludzkiej".
                          Jeżeli teraz dowiem się że jestem w ciązy raczej nie usunę jej ale nie będą mną
                          kierowały względy światopoglądowe, religijne czy moralne. Absolutnie nie uważam
                          że to "dzieciobójstwo", "grzech", zabicie itp. Gdy moja koleżanka dowiedziała
                          się że jest w ciąży i informacja ta była dla niej tragedią i wywoływała jedynie
                          negatywne emocje, nie odwodziłam jej od podjętej przez nią decyzji usunięcia
                          ciąży a wspierałam ją bo wiedziałam że tego potrzebuje.
                          • annajustyna Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 18.10.06, 10:21
                            Ja akurat pisalam prace o prawie aborcyjnym i moge Cie zapewnic, ze po lekturze
                            ilus tam tysiecy tekstow medycznych nigdy nawet nie zwatpie w to, ze aborcja
                            jest zlem...Oczywiscie sa sytuacje wyjatkowe: tak samo jak zabojstwo jest zlem,
                            ale istnieje przeciez obrona konieczna...
                            • azanna Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 18.10.06, 10:27
                              A ja jak zobaczyłam moje dziecko w 12 tygodniu ciąży na USG jak się wierci na
                              ekranie - miało wszystkie paluszki, nosek, wypukłe czółko - to zrobiło na mnie
                              ogromne wrażenie. Nie mam wątpliwości, że jest to jeszcze malutki, ale żywy i
                              prawdziwy człowiek.
                              • annajustyna Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 18.10.06, 10:30
                                :))))). Moje na pewno tez by sie wiercilo, po takiej mamusi jak ja nie mogloby
                                byc inaczej;))))):
                              • nishka Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 18.10.06, 10:47
                                No w sumie tak- zagalopowałam się albo żle się wyraziłam. Ja moje dzieci
                                kochałam już od początku- ale za "początek człowieczeństwa" nie uważam 4 czy
                                nawet 8 tygodnia. A załóżmy 10,12 ;) Wiem to bezsensownie brzmi.
                                Wybacz Azanno- mam nadzieję że nie uraziłam Cię- jesteś w ciąży a ja wypisuję
                                takie rzeczy. Chodzi mi dziewczyny o to że nie zgadzam się z tym że ebrion to
                                już człowiek- on będzie człowiekiem ale jeszcze nim nie jest.
                                • annajustyna Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 18.10.06, 11:01
                                  Ale docelowo rozwinie sie w czlowieka, nieprawdaz??? Ma przeciez genotyp i caly
                                  "potencjal"...A taki plemniczek np. nie. Albo sama komorka jajowa. Czyli jednak
                                  jest roznica...Nikogo nie urazilas (tzn. pisze w moim imieniu;)))). To b. trudna
                                  i delikatna materia jak to jest z tym poczatkiem zycia, ciazy, swietoscia
                                  pewnych spraw etc.
                                  • marti_ka82 Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 18.10.06, 19:44
                                    ania do odp na pyt. to byl krol pruski :) a co do dzieciatka, ja uwazam, ze
                                    aborcja jest dopuszczalna ale tylko wowczas gdy ciaza grozi smiercia kobiety i
                                    to ona podejmie decyzje... no i przy gwalce... w innych sytuacjach uwazam, ze
                                    jest ot niedopuszczalne, dlaczego? poniewaz jestesmy doroslymi ludzmi,
                                    przynajmniej za takich sie uwazamy, podejmujac wspozycie robimy to z
                                    swiadomoscia ze moze dojsc do zaplodnienia nie ma 100% metody antykoncepcji
                                    (100% jest tylko wstrzemierzliwosc) uwazam wiec, ze jesli ktos uwaza sie na
                                    tyle odpowiedzielnego by kochac sie z kims (czy to z chlopakiem, mezem,
                                    narzeczonym) powinnien czuc sie odpowiedzialny za zycie tego malego czlowieka,
                                    bo to, ze np zwie sie zarodkiem... nie ma duzego znaczenia... my dostalismy
                                    szanse by zyc, dlaczego ono ma nie dostac? czym zawinilo? dlaczego skazuje sie
                                    je na smierc, mimo, ze ono sie nie pchalo na ten swiat? z powietrza sie ciaza
                                    nie bierze... gorzkie dla niektorych ale prawdziwe... takie jest moje zdanie,
                                    ktos moze miec inne, nie neguje, nie krytykuje... wolnosc slowa i przekonan...
                                    ale ja zobaczylam moja niunie pierwszy raz pod koniec 8 tyg, miala juz bijace
                                    serduszko, zarys glowy, tulowia, konczyny i dla mnie to nie byl zarodek...
                                    embrion... dla mnie to bylo nasze dziecko... i ciesze sie ze jest, a ze w 5
                                    miesiacu malenstwo daje o sobie znac kopiac i fikajac... :) dla mnie to
                                    dobrze... ale od poczaktu byla dla nas dzieckiem...
                                    • titiritka Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 18.10.06, 19:52
                                      marti-ka a kiedy "ciąża grozi śmiercią kobiety"?
                                      • marti_ka82 Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 18.10.06, 20:05
                                        bywaja takie przypadki, kiedy zagraza zdrowiu albo zyciu... pacjentki... ale po
                                        co wyciagac tu takie smutne sytuacje ...
                                    • annajustyna Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 18.10.06, 21:02
                                      A nie byl to czasem Albert II Hohenzollern??? Co do reszty, to podpisuje sie
                                      rekoma i nogami:))))). Pzdr!!!
                                      • marti_ka82 Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 18.10.06, 21:08
                                        nie :) hausburg... ;) i august moze tylko numerek zle zrozumialam, on sie jakos
                                        tam jeszcze nazywal :P ale czy to takie wazne, to byl tylko przyklad, ze mozna
                                        ciekawe osobki poznac :) pozdrawiam :) a ja dzis sama... bo moj maz jest na
                                        zebranu w hiltonie w monachium buu...
                                        • lenchen Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 18.10.06, 21:17
                                          marti_ka82, annajustyna - przeczytałam sobie z wielką ciekawością wasze posty
                                          dotyczące życia i pracy w Niemczech. Ja stoję przed decyzją wyjazdu do Niemiec
                                          do przyszłego męża. Niełatwa decyzja, przede wszystkim pod względem zawodowym.
                                          Annojustyno- upewniłaś mnie, że jednak chyba najlepiej by było wyuczyć się
                                          konkretnego fachu w Niemczech i zrezygnować w jakimś stopniu z ambicji i
                                          polskiego dyplomu (mój można właściwie o kant dupy rozbić, jestem po
                                          germanistyce)
                                          • marti_ka82 lenchen 19.10.06, 09:13
                                            ano ie łatwa decyzja cie czeka, znam ten ból, tylko ty juz masz jakies
                                            mozliwosci znasz jezyk, ja nie bardzo, a i tak zdecydowalam sie jechac... no
                                            ale ja konczylam studia i w polsce nic mnie juz nie trzymalo, a lukasz tu mial
                                            prace, mieszkanie, plany, chociaz jestem pewna, ze jedno moje slowo i wrocil by
                                            do Polski, no ale za tym idzie ryzyko, ze kiedys by mi to wpyomnial, gdyby w PL
                                            żyło mu sie gorzej, masz racje tu jest łatwiej mając konkretny, wyuczony zawod,
                                            bo moga cie zaszeregować i nie ma z tobą problemu, a jak masz za wysokie
                                            wyksztalcenie, zbyt male doswiadczenie, albo o zgrozo masz wiecej niz jeden
                                            fakultet to juz niewiadomo co z toba poczac... no ale, kobiety daja sobie jakos
                                            rade, pracuja wiec warto probowac... decyzja nie moze byc tlyko twoja, musicie
                                            ja podjac razem, bo ona zawazy na calym waszym wspolnym zyciu, musicie wyborac
                                            to co bedzie dla was dobre, jako dla pary, potencjalnej rodziny dwuosobowej ale
                                            zawsze :) i wierze, ze uda wam sie podjac sluszna decyzje :) trzymam kciuki...
                                            • annajustyna Re: lenchen 19.10.06, 09:17
                                              Martika, to wcale tak nie jest...Ja ukonczylam studia i w PL i w DE. jezyk znam
                                              b. dobrze. Angielski tez. Mam 4 lata dosw. w niemieckiej instytucji publicznej.
                                              I co? Mam nadkwalifikacje...A moje kolezanka z rocznym doswiadczeniem w PL i
                                              duzo gorszym niemieckim prace jako asystentka dostala bez problemu (fakt, ze nie
                                              jest z niej zadowolona)...
                                              • annajustyna Re: lenchen 19.10.06, 09:18
                                                Aha, gdybym miala tylko to nieszczesne kaufmännische Ausbildung prace mialabym
                                                od razu...A tak powinnam startowac na stanowiska menedzerskie, tylko, ze nie ma
                                                wakatow...
                                                • marti_ka82 Re: lenchen 19.10.06, 09:36
                                                  wyglada na to, ze z tym bywa bardzo roznie... wydaje mi sie, ze wiecej zalezy
                                                  od ich widzimisie, bo jak widze polonie tutaj to nie bylo problemu z
                                                  nadkwalifikacjami... czy brakiem doswiadczenia... poprstu chyba trzeba
                                                  trafic... wertowac ogloszenia w gazetach, w arbeitsamcie, dzownic, wysylac...
                                                  az do upadlego... wysylac podania do firm, ktore nikogo nie poszukuja bo moze
                                                  akurat... itp itd... no ale to pochlania mase czasu i pieniedzy tez... znaczki,
                                                  wydruki itp itd... no ale moze cos ruszy... w naszej polskiej misji duzo osob
                                                  wlasnie przez takie czynne poszukiwanie podostawalo potem kilka propozycji
                                                  naraz... trzymam kciuki aniu :)
                                    • nishka Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 18.10.06, 21:16
                                      Martika-primo: a jeżeli Titiritce grozi wewnętrzny krwotok (zbyt mało czasu
                                      upłynęło od cesarskiego cięcia) tojest tozagrożenie czy nie?
                                      secudno: nie zgadzam się z tezą że jeżeli ktoś decyduje się na stosunek
                                      seksualny musi tym samym nastawić się na zostanie rodzicem.
                                      Przesadzasz pisząc o odebraniu MU (zarodkowi) szansy na życie! kurczęe.to zbyt
                                      daleko idące uproszczenie.To loteria: zaistniał dzięki przypadkowi (pękła
                                      prezerwatywa) i nie będzie ujmy w kosmosie jeżli na tym, jakże wczesnym etapie
                                      rozwoju przestanie istnieć. Ja rozumiem że jesteś teraz w ciązy i kochasz tswoje
                                      maleństwo i utożsamiasz wszystkie zarodki ze swoim (nie ma tu żadnej ironii) ale
                                      spróbuj spojrzeć nao obiektywnie. Mogę np w takiej dyskusji jako argumentu użyć
                                      tego że używając prezerwatywy zabijam plemniki, z których przecież mogłoby
                                      powstać życie!!
                                      Hanka 30.11.2000
                                      Lenka 14.11.2005
                                      rodzinnedialogi.blox.pl/html
                                      • annajustyna Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 18.10.06, 21:48
                                        Idac dalej tym tropem trzeba by stwierdzic, ze osoby zyjace w czystosci to mali
                                        hitlerowcy, winni holokaustu (marnowanie gamet)...Oczywiscie napisalam to z
                                        przekasem...Ale mimo wszystko uwazam, ze jest ogromna roznica miedzy embrionem a
                                        plemnikiem...Natomiast nie mozna porownac drastycznosci poznej aborcji z
                                        zastosowaniem postinoru albo b. szybkim zabiegiem (tzn. do 10-12 tygodnia)...
                                        • lenchen Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 18.10.06, 21:55
                                          Ach, ja się wcięłam z moim postem i nie zauważyłam, że tu poważna dyskusja się
                                          toczy :-) A ja z innej beczki :-)
                                          • annajustyna Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 18.10.06, 21:57
                                            Powazna dyskusja dopuszctajaca dygresje:))). Pzdr!
                                            • lenchen Re: annajustyna 18.10.06, 22:07
                                              Również pozdrawiam. Na poruszony przez was temat nie wypowiadam się :-) głowa
                                              zbyt zawalona moimi problemami i ciężko zebrać myśli :-)
                                        • nishka Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 19.10.06, 08:38
                                          Oczywiście- jeżeli aborcja to tylko b. wczesna, zgadzam się z tym.

                                          rodzinnedialogi.blox.pl/html
                                      • marti_ka82 Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 19.10.06, 09:07
                                        nishka napisała:

                                        tojest tozagrożenie czy nie?

                                        o tym decyduje lekarz... nie kobieta, poza tym, to zalezy od tego jak jej rany
                                        sie goiły,

                                        > secudno: nie zgadzam się z tezą że jeżeli ktoś decyduje się na stosunek
                                        > seksualny musi tym samym nastawić się na zostanie rodzicem.

                                        ty sie z tym nie zgadzasz, a ja tak uwazam, bo w swiecie ssakow, seks zawsze
                                        sluzyl rozrodowi, a nie tylko przyjemności, zwierzeta nie bzykaja sie dla
                                        przyjemnosci, one robia to zeby zachowac swoj gatunek, tak samo pomyslane to
                                        jest w przypadku ludzi... a, ze czerpiemy z tego przyjemnosc to dodatkowy
                                        atut... ale to nie tłumaczy, faktu, że usune ciaze, bo tego nie planowalam... a
                                        jesli ktos uwaza ze podejmujac wspolzycie nie musi myslec o tego konsekwencjach
                                        to poprstu do pewnych spraw nie dorosl... bo powinnien byc swiadomy, do czego
                                        moze prowadzic ten krok...

                                        > Przesadzasz pisząc o odebraniu MU (zarodkowi) szansy na życie! kurczęe.to
                                        zbyt
                                        > daleko idące uproszczenie.

                                        dla mnie to nie jest uproszczenie, bo dwie laczace sie gamety tworza nowe
                                        zycie... zawsze tak bylo i zawsze bedzie...

                                        To loteria: zaistniał dzięki przypadkowi (pękła
                                        > prezerwatywa) i nie będzie ujmy w kosmosie jeżli na tym, jakże wczesnym etapie
                                        > rozwoju przestanie istnieć.

                                        nie powiesz mi, ze az tak zle ci z twoimi dziecmi, z twoim rodzenstwem itp
                                        itd... ze uwazasz iz nie bylo by ujmy w waszej rodzinie, jakby je ktos
                                        wysrobal... jak jakas narosl... nic nie znaczaca... przepraszam za porownianie,
                                        ale, czasami tlyko brutalne opisy trafiaja do wyobrazni..

                                        Ja rozumiem że jesteś teraz w ciązy i kochasz tswoj
                                        > e
                                        > maleństwo i utożsamiasz wszystkie zarodki ze swoim (nie ma tu żadnej ironii)
                                        al
                                        > e
                                        > spróbuj spojrzeć nao obiektywnie.


                                        akurat moja ciaza nie ma tu wiekszego znaczenia, bo jakbym chciala to znajde
                                        szereg powodow dla ktorych, moglby mi byc teraz nie na reke, ale ich nie
                                        szukam, bo moje poglady sa takie od zawsze, gdybym zaliczyla wpadke w wieku 18
                                        lat, tez mysalabym tak jak teraz... nawet przez mysl by mi nie przeszlo, zeby
                                        jakby co sie pozbyc tego nowego zycia, ktore sie we mnie mogloby rozwijac...
                                        chocbym miala zostac samotna mama, podjelam decyzje jestem dorosla i moge sie
                                        bzykac, to powinnam byc rowniez na tyle odpowiedzialna, by wychowac dziecko,
                                        ktore samo sie na swiat nie pchalo...


                                        plemnik a zarodek to jest subltelna, ale bardzo duza roznica, z samego jajeczka
                                        i z samego plemnika nie powstaje istota ludzka,

                                        ja nie neguje waszego podejscie, ale jak kazdy mam prawo wypowiedziec sie na
                                        temat poruszany na forum, po to one jest... ja mysle tak jak napisalam
                                        wczesniej i teraz... myslisz inaczej twoja sprawa... tylko wiesz, aborcja wiaze
                                        sie z wielkim ryzykiem, czesto po niej nie mozna juz miec wiecej dzieci,
                                        chocbys stawala na glowie i rwala z niej wlosy... psychika tez czyni swoje, to
                                        nie jest tak usune zapomne i bede zyc normalnie... moze nie znasz nikogo kto
                                        sie poddal takiemu zabiegowi... a moze az tak szczerze z nia nie rozmawiasz...
                                        ale czesto takiej osobie w glowie glebia sie mysli... a gdybym urodzila, mialo
                                        by tyle lat, jakby wygladalo? widzac kobiete z dzieckiem, mysla moje dziecko
                                        byloby teraz tak duze... itp itd... nie wiem, czy kiedykolwiek kobieta
                                        zapomni...
                                        • nishka aborcja 19.10.06, 09:44
                                          marti_ka82 napisała:


                                          > ty sie z tym nie zgadzasz, a ja tak uwazam, bo w swiecie ssakow, seks zawsze
                                          > sluzyl rozrodowi, a nie tylko przyjemności, zwierzeta nie bzykaja sie dla
                                          > przyjemnosci, one robia to zeby zachowac swoj gatunek, tak samo pomyslane to
                                          > jest w przypadku ludzi... a, ze czerpiemy z tego przyjemnosc to dodatkowy
                                          > atut... ale to nie tłumaczy, faktu, że usune ciaze, bo tego nie planowalam...

                                          no dobrze, jeżeli używasz perspektywy socjobiologicznej, to spytam Cię: a
                                          promiskuityzm wśród samców wynikajcy z potrzreby zapłodnienia jak największej
                                          ilości samic? rozumiem że np zdrada męża usprawiedliwa go skoro w świecie ssaków
                                          to jest normą?

                                          >
                                          > jesli ktos uwaza ze podejmujac wspolzycie nie musi myslec o tego konsekwencjach
                                          > to poprstu do pewnych spraw nie dorosl... bo powinnien byc swiadomy, do czego
                                          > moze prowadzic ten krok...
                                          >
                                          A JEZELI JA UŻYŁAM PREZERWATYWY, CZYLI CHCIAŁAM SIĘ ZABEZPIECZYĆ, I PECH CHCIAŁ
                                          ŻE MI PĘKŁA?? BYŁAM SWIADOMA KONSEKWNECJI UPRAWIANIA SEXU BEZ ZABEZPIECZENIA i
                                          SIE ZABEZPIECZYŁAM !


                                          >
                                          > nie powiesz mi, ze az tak zle ci z twoimi dziecmi, z twoim rodzenstwem itp
                                          > itd... ze uwazasz iz nie bylo by ujmy w waszej rodzinie, jakby je ktos
                                          > wysrobal... jak jakas narosl... nic nie znaczaca... przepraszam za porownianie,
                                          >
                                          Mi jest z moim dziećmi dobrze, Hanią urodziła się gdy miałam 19 lat i byłam
                                          przed maturą, mimo to zdecydowałam się na jej urodzenie i wszystko się ułozyło-
                                          w międzyczasie urodziłam drugie dziecko tuż przed obroną pracy ngr- czyli udało
                                          mi się połączyć różne sfery życia, dziecko nie było żadną przeszkodą. Teraz,
                                          jeżeli okaże się że jestem w ciązy też urodzę to dziecko ale zrobię to tylko z
                                          osobistych "poglądów" nie związanych z moralnymi czy religijnymi sprawami, wiem
                                          że sobie poradzę. Rozumiem jednak że są kobiety które to może przerastać. Uważam
                                          że każda kobieta ma prawo decydowania o sowim ciele. I ona jest wazniejsza.
                                          Mówiecie że tylko w przypadku gwałtu i zagrożenia życia aborcja jest
                                          usprawiedliwiona..a w przypadku biedy, ubóstwa?


                                          >
                                          moze nie znasz nikogo kto
                                          > sie poddal takiemu zabiegowi... a moze az tak szczerze z nia nie rozmawiasz...
                                          > ale czesto takiej osobie w glowie glebia sie mysli... a gdybym urodzila, mialo
                                          > by tyle lat, jakby wygladalo? widzac kobiete z dzieckiem, mysla moje dziecko
                                          > byloby teraz tak duze... itp itd... nie wiem, czy kiedykolwiek kobieta
                                          > zapomni...
                                          >
                                          znajoma mi osoba dokonała aborcji. Nie żałuje tego, choc na pewno kłębią się w
                                          jej głowie różne myśli. Właściwie jest to tematem tabu. Myślę jednak że gdyby
                                          miała cofnąc czas zrobiłaby to samo.Bo decyzja urodzenia tego dziecka wiązałaby
                                          się z bardzo dużym ładunkiem nieszcześć.
                                        • titiritka Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 19.10.06, 09:57
                                          marti_ka82 napisała:

                                          > tojest tozagrożenie czy nie?
                                          >
                                          > o tym decyduje lekarz... nie kobieta, poza tym, to zalezy od tego jak jej rany
                                          > sie goiły,

                                          martiko, w naszym kraju jest takie prawo, że lekarz nie może jednoznacznie tego stwierdzic. Aborcja jest dozwolona tylko w przypadku gdy isnieje bezpośrednie zagrożenie życia kobiety. Np. krótko po cesarce kobieta zachodzi w ciążę. Na początku wszystko jest w porządku, ale około 5 miesiąca zaczynają się rozchodzić szwy, następuje krwotok wewnętrzny. Dopiero w tym momencie lekarz może (?) zaproponować aborcję. Tylko czy kobieta wtedy przeżyje, a jeśli tak, to jak duży będzie uraz psychiczny po stracie tak zaawansowanej już ciąży?
                                          Osobiście nie mam zdania. Weryfikuję swoje opinie na ten temat. Tutaj chcę tylko przedstawić rzeczywistość, która nas otacza.
                                          > akurat moja ciaza nie ma tu wiekszego znaczenia, bo jakbym chciala to znajde
                                          > szereg powodow dla ktorych, moglby mi byc teraz nie na reke, ale ich nie
                                          > szukam, bo moje poglady sa takie od zawsze, gdybym zaliczyla wpadke w wieku 18
                                          > lat, tez mysalabym tak jak teraz... nawet przez mysl by mi nie przeszlo, zeby
                                          > jakby co sie pozbyc tego nowego zycia, ktore sie we mnie mogloby rozwijac...
                                          > chocbym miala zostac samotna mama, podjelam decyzje jestem dorosla i moge sie
                                          > bzykac, to powinnam byc rowniez na tyle odpowiedzialna, by wychowac dziecko,
                                          > ktore samo sie na swiat nie pchalo...

                                          Zgadzam się z Tobą w tej części. Pierwszego dzidziusia też nie planowałam. Ale, tak jak piszesz, decydyjąc się na współżycie trzeba się liczyć z konsekwencjami. Jestem bardzo szczęśliwa, że mam synka. Wniósł wiele szczęścia i uporządkował wiele moich spraw. Kiedy się o nim dowiedziałam byłam zdrową kobietą, bez szwów po operacji brzucha.

                                          >tylko wiesz, aborcja wiaze sie z wielkim ryzykiem, czesto po niej nie mozna juz miec wiecej dzieci,
                                          > chocbys stawala na glowie i rwala z niej wlosy... psychika tez czyni swoje, to
                                          > nie jest tak usune zapomne i bede zyc normalnie... moze nie znasz nikogo kto
                                          > sie poddal takiemu zabiegowi... a moze az tak szczerze z nia nie rozmawiasz...
                                          > ale czesto takiej osobie w glowie glebia sie mysli... a gdybym urodzila, mialo
                                          > by tyle lat, jakby wygladalo? widzac kobiete z dzieckiem, mysla moje dziecko
                                          > byloby teraz tak duze... itp itd... nie wiem, czy kiedykolwiek kobieta
                                          > zapomni...

                                          Myślę, że wiele zależy od powodu usunięcia i momentu kiedy to nastąpiło. Im później tym gorzej, również dla psychiki. Z tego co się orientuję, na świecie w pierwszych tygodniach stosuje się metody farmakologiczne, a nie mechaniczne, które faktycznie mogą się wiązać z uszkodzenie narządów rodnych kobiety, a tym samym pozbawić ją szans na kolejne dziecko.

                                          Zauważyłam też, rozmawiając z osobami z różnych krajów i środowisk, jak wielkie znaczenia ma to, w jakiej atmosferze się wychowaliśmy. Jeśli całe życie uczono nas, że aborcja jest zła, to nie umiemy usprawiedliwić jej nawet ratowaniem życia kobiety. Jeśli natomiast wychowaliśmy się w otoczeniu, w którym jest ona akceptowana to kobieta decydująca się na "zabieg" nie ma po nim problemów natury psychologicznej.
                                          • marti_ka82 Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 19.10.06, 12:37
                                            hmm no tak teraz mieszkam w niemczech ale do niedawna mieszkalam w polsce, a
                                            mam takie a nie inne zdanie, bo naleze do osob, ktore w chwili kiedy mialy by
                                            decydowac moje zycie czy dziecka, wybralabym zycie dziecka, ja juz troche
                                            przezylam... no i ocieralam sie w osrodku kuratorski i domach dziecka w
                                            ktorych pracowalam o biede, widzialam milosc tych dzieci do mam, ktore byly
                                            wrakami ludzi, te dzieci duzo nie potrzebowaly, tylko milosci... wybaczaly
                                            wiele... ktos moglby powiedziec, ze jakby te matki mogly przeprowadzic aborcje
                                            ich by nie bylo... ale te dzieci potrafia sie cieszyc... sa radosne, bo
                                            wystarczy im usmiech... i gdyby nie chore polskie prawo... to pewnie niejedno
                                            dawno by mialo nowa rodzine... i nigdy nikt mnie nie przkeonywal do tego czy
                                            aborcja jest zla, dobra... czy neutralna... poprostu mam takie a nie inne
                                            zdanie... ktore moze wynika z faktu, iz mam, mialam dobry kontakt z dziecmi...
                                            ja powiem tak, nie lubie stwierdzenia feministek "moje cialo moge z nim robic
                                            co chce" jako argument usuniecia ciazy, jesli ma jakies konretne powody to moje
                                            zdanie i tak nie ma znaczenia, przeciez to nie ja bede ponosic konsekwencje
                                            takiego czy innego kroku... ale forum jest takim miejscem, gdzie kazdy moze
                                            powiedziec co mysli, czuje, jakie sa jego poglady... i ja szanuje poglady
                                            innych... ale prosze oto samo :) a co do tych zwierzakow co sie przewijaly w
                                            argumentach, nie wszystkie zwierzeta zapladniaja cale stada samic ;) sa takie
                                            co sie trzymaja razem i tworza pary... :) o czym warto wiedziec... i
                                            poczytac... :)
                                            • titiritka Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 19.10.06, 14:48
                                              > naleze do osob, ktore w chwili kiedy mialy by
                                              > decydowac moje zycie czy dziecka, wybralabym zycie dziecka

                                              Również należę do tych osób. Mam dziecko i chciałabym zapewnić mu jak najszczęśliwsze dzieciństwo, dobre życie, z matką, do której może się zwrwócić z każdym problemem. A nie tylko póść zapalić znicz raz w roku.
                                              • annajustyna Re: Jeszcze jedna ważna kwestia. 19.10.06, 14:52
                                                Juz dajcie spokoj. Titiritka, a jesli bylabys faktycznie w ciazy, to czy
                                                naprawde nie mozna jakos monitorowac stanu blizny po cc??? Tak zeby odpowiednio
                                                wczesniej moc cos zrobic, zanim doszloby do krwotoku???
    • nishka TITIRITKA 19.10.06, 08:45
      sprawdż pocztę

      rodzinnedialogi.blox.pl/html
    • titiritka takie, a nie inne zdanie 19.10.06, 14:57
      Każdy ma prawo do swojego zdania i do dzielenia się nim na forum. Im więcej różnych opinii tym lepiej! Piszcie! Nikt nikogo tutaj przecież nie będzie osądzał.

      Przyznam się, że ja zawsze byłam straszny radykał jeśli chodzi o prawa dziecka. Tego narodzonego i tego nienarodzonego. Również mam z maluchamy świetne relacje. Jak wiecie, nie wiem jeszcze czy to ciąża, czy nie i ta niepewność skłania mnie do różnych przemyśleń. A co, jeśli okaże się, że jestem w ciąży? Ten mój radykalizm może mnie zabić.

      Pozdrawiam.
      • annajustyna Re: takie, a nie inne zdanie 19.10.06, 15:05
        Ale gdybys byla w ciazy, to czy naprawde nie ma wyjscia? Gdyby blizna po cc byla
        faktycznie za swieza???
        • titiritka Re: takie, a nie inne zdanie 19.10.06, 15:33
          aniu, obiecałam sobie, że póki nie będę niczego pewna, nie będę o tym dyskutować. Zbyt wiele niewiadomych jest.

          A ty masz jakieś TRZECIE rozwiązanie takiej sytuacji, póki co hipotetycznej?
          • annajustyna Re: takie, a nie inne zdanie 19.10.06, 15:47
            Na pewno konsultacja z paroma lekarzami...A jesli stwierdza, ze nie ma szans na
            pozytywne rokowania - to chyba tak jak z ciaza pozamaciczna??? Nie ma szans dla
            dziecka i matki, wiec sytuacja usprawiedliwiona...Ale na razie
            odczekajmy...Powodzenia!
        • titiritka Re: takie, a nie inne zdanie 19.10.06, 15:47
          annajustyna napisała:
          > Titiritka, a jesli bylabys faktycznie w ciazy, to czy
          > naprawde nie mozna jakos monitorowac stanu blizny po cc??? Tak zeby
          > odpowiednio wczesniej moc cos zrobic, zanim doszloby do krwotoku???

          Odpowiadając na Twoje pytania z pewnością nie będę kompetentna, ale napiszę Ci tyle, co sama wiem.
          Każdy przypadek wczesnej ciąży po cc jest indywidualny i tak trzeba go traktować. Wszystko zależy od przebiegu poprzedniego porodu, dlaczego zrobiono cc, jak goiła się macica i czy już się zagoiła tzn jaki jest stan rany, blizny, szwów. I o ile skóra dość szybko się goi z narządami wewnętrznymi tak łatwo nie jest. W Polsce jest tak, że jeżeli kobieta zajdzie w ciążę i w tej chwili nie zagraża to bezpośrednio jej życiu, ma ciążę donosić. Tak, robi się częstsze badania usg (czy maluszkom to nie szkodzi??), nie wiem jak często. I kiedy dzieje się coś niedobrego np szwy niebezpiecznie się rozchodzą, to w zależności od wieku ciąży, dokonuje się aborcji lub drugiej cc, gdy ciąża jest starsza. Oczywiście nikt nie wie czy "coś niedobrego" będzie się działo. Nie musi. Prawdopodobieństwo rozkłada się pomniędzy: zdrowy dzidziuś, dzidziuś chory bo urodził się dużo za wcześnie (a to może mieć dla niego drastyczne konsekwencje, śmierć), aborcja po 12 tygodniu w razie zagrożenia życia kobiety.

          Jeśli znasz jakieś INNE ROZWIĄZANIA, to baaaardzo proszę napisz o nich!
          • annajustyna Re: takie, a nie inne zdanie 19.10.06, 15:51
            Co do innych rowziazan, to kiedys czytalam, ze lekarze pracuja nad sztuczna
            macica...Moze przy okazji tych badan uda sie stworzyc jakas tkanke/material
            majacy zastosowanie w "uszczelnianiu" macicy??? Ale to oczywiscie przyszlosc
            medycyny:(((((. Chyba tylko modlitwa pozostaje...
            • titiritka Re: takie, a nie inne zdanie 19.10.06, 16:16
              Modle się. I Was o to proszę.
              • nishka W imię czego? 19.10.06, 20:12
                Czytam Waszą dyskusję i jestem WCIąż Tą ZłA STRONą, czyli tą która uważa że
                usunięcie ciąży może być usprawiedliwone.

                Dziewczyny: piszecie o tym , że wg Was wazniejsze jest dobro dziecka niż matki.
                Ależ przecież jest jeszcze "aktualny" synek Titiritki, który żyje tu w świecie
                rzeczywistym a nie na poziomie embrionalnym i myślę że jego dobro jest
                bezsprzecznie ważniejsze. A tu mamy do czynienia z zagrożeniem życia matki!

                Kilka dni temu sama przecież pocieszałam Titiritkę przekunując że skoro zamierza
                mieć jeszcze drugie dziecko to bardzo dobrze, że jest w ciązy- to że upłynęło
                tak mało czasu od ostatniej ciązy nie ma znaczenia itd. Ale wtedy nie znałam
                "kontekstu". Nie miałam pojęcia o tych komplikacjach. Poczytałam sobie teraz
                trochę i rzeczywiście- zaleca się żeby nie zachodzić w ciążę wcześniej niż 2,
                góra rok po ostatniej ciązy.

                Nie namawiam teraz Titiritki do usunięcia ciązy- bo wskazane jest żeby najpierw
                przeprowadziłą dogłębną analizę tematu, zasięgnęła rad lekarzy itd . Ale jeżeli
                dowie się, że urodzenie zdrowego dziecka ( przez zdrową matkę) jest mało
                prawdopodobne namawiałabym ją jednak na to. W imię czego ma ryzykować?????
                • dzindzinka Re: W imię czego? 20.10.06, 09:59
                  Jeżeli ciąża będzie zagrożeniem dla Titritki należy jej się legalna aborcja! Na
                  jej miejscu bym się jej domagała, gdyby miało być źle.

                  W każdym razie z doświadczenia radzę zasięgnąć opinii kilku lekarzy. W moim
                  przypadku jeden lekarz sugerował aborcję (oczywiście nielgalną, za duże pewnie
                  pieniądze i u niego w gabinecie zapewne), inna lekarka pytała się czy chcę tego
                  dziecka i była pewna, że większość ciąży spędzę w szpitalu, trzeci lekarz
                  powiedział tylko: "ja bym zostawił". Czwarty (wariatka jestem, ale byłam
                  naprawdę przerażona) zaczął się śmiać optymistycznie i powiedział coś stylu: "i
                  co z tego, że tak szybko, skoro pani zaszła w ciążę, to znaczy, że już wszystko
                  się wygoiło". Oczywiście było wszystko ok, nie leżałam ani minuty w szpitalu,
                  czułam się świetnie i teraz mam prawie bliźniaki. Synek jest przeuroczy.
                  • kiecha3 Re: W imię czego? 20.10.06, 10:16
                    troche to nieodpowiedzialne było z twojej strony.... ale najwazniejsze że
                    wszystko w pożądeczku....

                    mam wrażenie że gdyby ten 4 tez powiedział ze coś nie tak.. to bys poszła do 5 i
                    6.. az znalazłabys takiego co by powiedział ze jest ok.... powiedz ze sie myle..
                    • dzindzinka Re: W imię czego? 20.10.06, 12:37
                      Chyba bym nie poszła, właściwie nastraszył mnie tylko pierwszy. Zdecydowałam na
                      sto procent po tekście "ja bym zostawił", ale przy okazji szukałam kogoś kto by
                      poprowadził ciążę, bo do prowadzącego pierwszą ciążę straciłam zaufanie. Do
                      niego było mi za daleko i za drogo :)
                      Jestem wielką przeciwniczką aborcji z wyjątkiem sytuacji, gdy zagraża ona matce,
                      gdy i tak dziecko ma marne szanse przeżycia lub gdy jest bardzo chore, w moim
                      wypadku wiedziałam, że chodziło tylko o zbyt krótki odstęp między ciążami i
                      łożysko przodujące w pierwszej, które nie musi powtrórzyć się w drugiej.
                      Międzyczasie wyczytałam gdzieś o kilkunastu cc żony Roberta Kenedy'ego
                      kilkadziesiąt lat temu i już nie miałam wątpliwości.
                      • dzindzinka Re:A tak w ogóle 20.10.06, 12:43
                        to czy ktoś zna jakieś przypadki ciąż/cesarek następujących w krótkim po sobie
                        czasie, które źle się skończyły?
                        Jeśli chodzi o dobre zakończenia osobiście znam trzy wypadki: dwia trzy cc rok
                        po roku, jeden dwie cc.
                        • titiritka Re:A tak w ogóle 20.10.06, 12:47
                          dzindzinka napisała:

                          > to czy ktoś zna jakieś przypadki ciąż/cesarek następujących w krótkim po sobie
                          > czasie, które źle się skończyły?
                          > Jeśli chodzi o dobre zakończenia osobiście znam trzy wypadki: dwia trzy cc rok
                          > po roku, jeden dwie cc.

                          Szczerze wątpię czy ktoś się chwali i rozmawia o swoich tragediach.
                          • gato.domestico Re:A tak w ogóle 25.10.06, 13:52
                            moja mama miala 2 cesarki 1 dziecko mialo wade serca zylo tylko 3 mies i zaraz
                            potem "postarali" sie o mnie-wiec szybko . 2 lata pozniej -moj brat czyli w
                            sumie 3 cc
                      • titiritka Re: W imię czego? 20.10.06, 12:45
                        dzindzinka, napisz proszę coś więcej o sobie. Dlaczego miałaś tę pierwszą cc? Ile czasu minęło gdy po raz drugi zaszłaś w ciążę? Czy miałaś jakieś problemy z gojeniem się macicy, podejrzenie resztek łóżyska, zalegająca krew i problemy z oczyszczeniem? Jak wyglądała Twoja blizna na skórze?
                        Łożysko przodujące w pierwszej- to większą część ciązy musiałaś leżeć?
                        Mam mnóstwo pytań, ale najlepiej będzie, jak napiszesz sama co i jak było, ok?
                        Dzięki i pozdrawiam.
                        • dzindzinka Re: W imię czego? 20.10.06, 13:19
                          Już piszę.
                          Pierwsza ciąża (mimo że stara już byłam, bo po trzydzistce) przebiegała
                          rewelacyjnie do momentu, gdy zaczęłam plamić w czwartym tygodniu. Okazało się,
                          że mam łożysko przodujące centralnie. Leżałam w domu, mąż w pracy, nikogo do
                          pomocy, więc z konieczności chodziłam do toalety czy kuchni. Miałam pozwolenie
                          lekarza. Skończyło się to tak, że w sobotni wieczór (na szczęście, bo był mąż)
                          krew mnie zalała. Od tego momentu leżałam plackiem w szpitalu kolejne dwa
                          miesiące, ostatnie 2 tygodnie wyłącznie pod kroplówką. Pokroili mnie w 36 tyg,
                          po kolejnym krwotoku, bo nie chcieli ryzykować. Z córką na szczęście wszystko
                          ok, miała tylko problemy ze ssaniem. Wygląd mego brzucha się nie zmienił, bo
                          pocieli mnie na starej bliźnie po wyrostku, zagoiła się błyskawicznie i
                          bezboleśnie podobno włąśnie dlatego. Problemów z oczyszczeniem nie miałam, ale
                          gdy udałam się 3 miesiące po cc do lekarza Z. ten zapytał czy chcę mieć jeszcze
                          dzieci, bo blizna wygląda bardzo źle i nie mogę zachodzić w ciążę, bo nie
                          donoszę i nie daj Boże trzeba robić zabieg. Wyobraź sobie co czułam, gdy wpadłam
                          dokładnie 2 miesiące później... Pięć miesięcy po cc! Nie dziw się, że nie
                          chciałam już iść do niego (było mi min. wstyd) tylko szukałam innego. W końcu
                          jednak się przełamałam udałam się do Z. i to on powiedział: "ja bym zostawił".
                          Wtedy to naprawdę kamień spadł mi z serca. To straszne: o pierwsze dziecko
                          staraliśmy się latami, a drugie było niechciane i marzyłam o poronieniu. Ale
                          chciałam się jeszcze upewnić i może znaleźć kogoś innego do prowadzenia ciąży.
                          Ten co się śmiał był bardzo sympatyczny, ale bardzo daleko od miejsca mego
                          zamieszkania i wyczytałam trochę złych opinii, że zbytni olewus.
                          W końcu jednak zdecydowałam się na doktora Z, traciłam miesięcznie 140 zł,
                          problemów nie miałam absolutnie żadnych. Z. uważał, że mogę rodzić naturalnie,
                          bo dziecko ma 3 kg. I by mnie wykończył. Na szczęśćie robiąc ktg w 40 mc
                          trafiłam na ordynatora szpitala, który zadecydował o natychmiastowym pokrojeniu
                          mnie. Blizna na macicy była bardzo cienka i przy pierwszym porządnym skurczu
                          mogłaby się rozejść. W dodatku "maleństwo" nie ważyło 3 kg ale blisko 4,50!
                          Tak więc najlepiej ostatnie tygodnie takiej ciąży jednak być w szpitalu. Jeśli
                          chodzi o dojście do siebie po obu cc: w pierwszej błyskawicznie, właściwie
                          dokuczał mnie tylko ogromny ból kręgosłupa (4 miesiące w łóżku, więc nie
                          dziwota), ale po drugiej dochodziłam do siebie 2 tygodnie, były straszne upały i
                          rana paprała się.
                          Pozdrawiam i życzę, aby wszystko rozwiązało się najlepiej dla Ciebie.
                          Pozdrawiam i życzę powodzenia.


    • bakanka Minął tydzień 21.10.06, 22:42
      ..od pozytywnego testu. Przy pierwszej ciąży wszystko już było jasne. Badania, moje samopoczucie wskazywały ciążę jednoznacznie. Teraz dalej nic się nie dzieje. Żadnych powiększonych, czy obolałych piersi. Tylko te kłócia w jajnikach. Przy pierwszej ciąży bolał mnie lewy jajnik, ale tam było to ciałko żółte i stąd mogłam coś odczuwać. Teraz te kłócia są jakieś inne, czasem czuję w brzuchu taki ból jak w czasie miesiączki, ale nic się nie dzieje.
      Czekam dalej.

      A co u Ciebie nishka? Napisz, jak sie coś wyjaśni.
      • titiritka Re: Minął tydzień 21.10.06, 22:45
        to pisałam ja, titiritka, ale pod innym nickiem.

        Inny nick był mi potrzebny do sprawdzenia jak działa forum, które właśnie postanowiłam założyć, i na które Was serdecznie zapraszam.
        CIĄŻA PO CESARCE w Zdrowiu kobiety. Tylko że właśnie coś mi się ono wyświetlać nie chce.. :/
        • titiritka Re: Minął tydzień 21.10.06, 22:48
          Tu powinno być: forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=43873
          • nishka Re: Minął tydzień 22.10.06, 17:06
            Jestem w szoku. Zrobiła przed chwilą test i wyszło że ...nie jestem w ciązy.
            Odetchnęłam z ulgą ale termin miesiączki mam na 02.11. więc poczekam bo testy
            mogą przeceiż kłamać. Tym niemniej jest mi lżej- od 3 dni byłam w kanale
            emocjonalnym- non stop totalny dół- płacz, poczucie bezsensu życia. Poczucioe
            to było najprawdopodobniej związane ze stresem że jestem w ciązy a nie samą
            ciążą. Na trzecie dziecko naprawde za wcześnie..Mam nadzieję że test nie kłamał.
            • titiritka Re: Minął tydzień 22.10.06, 17:36
              nishka, gratuluje wyniku testu i cieszę się, że tak sie u Ciebie ułożyło!
              Na pewno wszystko będzie dobrze!
              Pozdrawiam.
            • azanna Re: Minął tydzień 22.10.06, 17:36
              Nishka - Ty naprawdę masz małe szanse na ciążę. Ale dla pewności zrób test za
              kilka dni najlepiej z porannego moczu. Bo trochę za wcześnie na całkowita
              pewność.

              I chciałam Ci jeszcze powiedzieć, że wcale nie jesteś czarną owcą:) Temat
              aborcji nie jest łatwy. Ja mogę siebie określić jako przeciwniczkę, ale...
              Sytuacje są różne i nie zawsze czarno-białe. W moim otoczeniu wiem o dwóch
              przypadkach, być może było więcej - w końcu to nie jest temat do chwalenia się
              publicznie. Te dwa przypadki akurat potępiam całkowicie. Pierwszy to para od
              lat, właśnie skończyli studia i planowali ślub gdy okazało się, że dziewczyna
              jest w ciąży. Stwierdzili, że to za wcześnie, choć według mnie obiektywnych
              przeciwskazań nie było żadnych. Według mnie aborcję potraktowali trochę jak
              bardziej kosztowną i inwazyjną formę antykoncepcji.
              Drugi przypadek to kilkumiesięczny romans i seks bez zabezpieczeń. A potem
              zdziwienie - ciąża?? No przepraszam, ale dwoje ludzi po 30 chyba powinno
              wiedzieć, że jest to całkiem powszechna konekwencja seksu bez zabezpieczenia.
              W jednym i drugim przypadku przeraża mnie lekkomyślność tych ludzi.

              Ale na tym forum rozważamy zupełnie inny przypadek. Gdy po pierwsze nie wiadomo
              czy ciążę w ogóle uda się donosić i czy matka przy okazji nie straci życia. A
              co jeśli dziecko zostanie uratowane, a matka umrze i osieroci dwójkę małych
              dzieci? Oczywiście wierzę, że to czarne scenariusze i się nie spełnią, ale
              bardzo współczuję Titiritce, że musi podejmować decyzję o takiej wadze. Jeśli
              Titiritka zdecyduje się urodzić dziecko (ku czemu mam wrażenie, że się skłania)
              to niewątpliwie okres ciąży będzie niezwykle stresujący.
              Titiritka - pozdrawiam Cię ciepło i modlę się za Ciebie (bo chyba tylko tyle
              mogę zrobić).
              • monika1109 Re: Minął tydzień 22.10.06, 21:10
                mam 25 lat i co miesiąc martwię się czy nie jestem w ciąży. Mam dwóch synów 2,5
                i 5,5. Uczę się i pracuję. Facetom łatwo powiedziec że nie chcą dziecka ale to
                my jesteśmy w ciąży i rodzimy wstajemy do płaczącego malucha. Buntuję się. Chcę
                decydowac o swoim życiu.




























                pozdrawiam i modlę się za was.
                • monika1109 Re: Minął tydzień 22.10.06, 21:11
                  Modlę się za was i łączę myślami
                • tadaam no nie bardzo chyba rozumiem 23.10.06, 10:18
                  ......
                • anusiaczek87 Re: Minął tydzień 24.10.06, 13:33
                  nareszcie jakas normalna rozmowa..
                  ja tez sie przejmuje niespodziewana ciaza, czekam na okres jak na zbawienie, a
                  jak juz przychodzi zastanawiam sie czasem czy kiedys bedzie mi to dane, moze ja
                  tak panikuje, a potem nie bede mogla zajsc w ciaze..
              • titiritka Re: Minął tydzień 23.10.06, 09:25
                Dziękuję za ciepłe słowa i modlitwę. Ja modlę sie o to, by to jednak nie była ciąża. W tym tygodniu wszystko powinno być już jasne.
                Nadal nie mam żadnych objawów, jak przy pierwszym dziecku, więc nadal łudzę się, że nie stanę przed wyborem, na temat którego tu dyskutujemy.
    • titiritka Jestem w ciąży. 23.10.06, 22:03
      Nie wytrzymałam i już dziś poszłam do lekarza. Jestem w ciąży. I nie wiem co dalej.
      • dzindzinka Re: Jestem w ciąży. 24.10.06, 12:32
        Co dalej? Będzie dobrze, jestem o tym przekonana. Od pierwszej cc minęło już
        wystarczająco dużo czasu. U mnie to było tylko 5 miesięcy i wszystko było w
        najlepszym porządku. Też miałam głupie myśli, których się strasznie wstydzę jak
        patrzę na synka: przeuroczego, ładnego i mądrego dzieciaka.
        • dzindzinka Re: Jestem w ciąży. 24.10.06, 12:35
          A co powiedział lekarz? Mówił coś jak wygląda blizna po cc? Miałaś usg?
          • anusiaczek87 Re: Jestem w ciąży. 24.10.06, 13:35
            wszystko sie ulozy, zobaczysz..
            • azanna Re: Jestem w ciąży. 24.10.06, 14:12
              Titiritka - a co lekarz powiedział o stanie blizny?
              Bardzo ciepło Cię pozdrawiam i wierzę, że wszystko się dobrze ułoży.
              • marti_ka82 Re: Jestem w ciąży. 25.10.06, 16:14
                bedzie dobrze zobaczysz...
                • annajustyna Trzymam kciuki za Ciebie i dzidziusia!!! 25.10.06, 17:28
                  Wlasnie, co lekarz powiedzial o rokowaniach???
                  • titiritka Re: Trzymam kciuki za Ciebie i dzidziusia!!! 26.10.06, 11:45
                    Na USG idę dzisiaj...

                    Dziękuję WAM ogrrromnie za wszystkie ciepłe słowa.
        • titiritka Dwoje maluszków. 26.10.06, 11:47
          Dzidzinka, a jak sobie radziłaś z dwójką małych dzieci?
          Jestem trochę przerażona, bo wiem, że będę musiała radzić sobie sama. Mąż w pracy, a rodzina daleko. Co z karmieniem, spacerami, pieluchami.. wszystko podwójnie a czasu i siły tyle samo. No i jak było w ciąży? Mój "maluszek" ma 8 miesiący a waży 10,6 kg, a w ciżący dźwigać nie można....
          Pozdrawiam.
          • dzindzinka Re: Dwoje maluszków. 26.10.06, 12:18
            Kochana, w ciąży było naprawdę super (w przeciwieństwie do pierwszej), czułam
            się wyśmienicie, biegałam do końca, dziecko jak musiałam, dźwigałam. Trochę
            pomogła mi teściowa, przyjeżdżała na tydzień - dwa pod koniec ciąży. Jestem w
            podobnej sytuacji jak Ty: mąż pracuje do późna (w domu jest czasem nawet o 22,
            zwykle o 19), rodzina setki kilometrów ode mnie. Wyobraź sobie, że za namową
            nawiedzonego pediatry córkę karmiłam do roku (czyli do 7 miesiąca ciąży) i nie
            żałuję. Nawet zęby mi nie poleciały, chociaż zawsze marne miałam. Ze spacerami
            nie było problemu, nawet nie kupowałam podwójnego wózka, no ale ja mieszkam w
            domku, dzieci gdy były małe, wychowywały się głównie w ogródku. Spacerowałam z
            nimi po najbliżsej okolicy - starsze szło, mniejsze w wózku.
            Naprawdę jakoś to bezboleśnie przeżyłam, nikt mi nie pomagał, teściowa znów
            zaczęła czasem przyjeżdżać jak młodsze miało ok. roku. Na pomoc rodziców nie
            liczyłam i się nie zawiodłam :) Dom, ogródek i zwierzaki też wymagają wiele
            uwagi i jakoś sobie poradziłam, nie uważałam się za przepracowaną, a synek był
            nieco rozdarty. Obecnie niekiedy mogę liczyć na miłe sąsiadki, gdy muszę gdzieś
            wyjechać bez dzieci. Z pieluchami kiepsko, używaliśmy jednorazowych dość długo
            przy jednym i drugim. Długo nie korzystały z nocnika do ok. 3 lat. Może z
            tetrowymi byłybo inaczej, ale miałabym więcej roboty.
            Osobiście chwalę sobie taką różnicę. Wiesz jak te Gagatki się ze sobą bawią? Są
            na jednym poziomie, nawet młodsze bystrzejsze. Czasem się kłócą, bo jedno coś
            powiedziało, a drugie się z tym nie zgadza, bić się raczej nie biją, czasem
            jedno drugie lekko klepnie. Jeżdżę z nimi (mają skończone 4 i 5 lat) od dwóch
            lat reguralnie autobusami. Nie zdarzyło mi się, aby stać, zawsze ktoś ustąpi
            miejsce. Przyznam, że dwa lata temu było mi ciężko (dosłownie), zwłaszcza, bo
            syn zawsze zasypiał w autobusie, więc musiałam go wynosić, trzymając za rękę
            drugiego malucha. Teraz jest o wiele lżej, choć są inne problemy. Wczoraj dużo z
            nimi jeździłam i robiły mi straszny wstyd. Na cały głos gadały do siebie głupoty
            i się z tego zaśmiewały. Córka zapytała" "mamo czy można posmażyć dupcię?" Potem
            rozwijały temat. Córka zrywała się jak oparzona, bo rzekomo siedzenie ją
            parzyło. Potem zaczęły się kłócić, bo braciszek powiedział, że siostrzyczka jest
            "buciu", następnie się przepraszały i wyznawały sobie miłość. Jest fajnie, czego
            i Tobie życzę. Pozdrawiam i polecam się gdybyś miała jakieś pytania.
            • nishka forum rok po roku 27.10.06, 10:16
              To forum- dla matek mających dzieci "rok po roku" moze się Ci przydać Titiritko ;)
              forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=28883
              • titiritka Re: forum rok po roku 27.10.06, 12:21
                ech, niska, Ty to na każdy temat coś masz. :)
                Dzięki.
            • titiritka Re: Dwoje maluszków. 27.10.06, 12:22
              Brzmi fajnie. Optymistycznie. Mężowi pokaże ten Twój wpis, bo biedak też przerażony ciężko, że to JUż. :)
              Pozdrawiam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka