paolinka2
07.01.07, 21:59
Jesteśmy 3,5 lata po ślubie, mamy 2,5 letnia córeczkę. Do tej pory było raz
lepiej raz gorzej – często się kłóciliśmy ale zaraz się gorąco godziliśmy i
jakoś wszystko w miarę szczęśliwie się toczylo…..od jakiegoś miesiąca zaczely
mi przeszkadzac roóżne rzeczy, nie chodzi tylko o męża ale ogólnie mam teraz
jakiś gorszy nastroj, czesciej się denerwuje (nie wiem może rodzaj jakiejś
zimowej depresji)…..2 stycznia się pokłóciliśmy (najśmieszniejsze jest to, ze
nawet nie pamiętam o co) w końcówce kłótni wykrzyczałam, żeby się spakowal i
wyprowadzil – zaczął żartować ze nawet nie ma się w co spakowac (nasze walizki
przed Świętami pożyczaliśmy znajomym bo się przeprowadzali)…..a ja niewiele
myśląc dalam mu jakąś sportowa torbę i powiedziałam, ze mam go dość, ze ma się
wyprowadzic na razie na miesiąc bo ja sobie musze wszystko w zyciu poukładać,
przemyśleć, odpocząć od niego - spakował się i pojechał do swoich
rodziców……następnego dnia zadzwoniłam, przeprosiłam, całą winę zwaliłam na
siebie – przyjechał do domu ale już w progu mi oświadczył, ze przyjechał tylko
dlatego, ze to nie rozmowa na telefon…..powiedział, ze w końcu coś w nim
pękło, że ma dość, ze tak naprawde to od 3 lat nic nie robimy tylko się
kłócimy, ze po każdej kłótni obiecujemy sobie wzajemną poprawę ale sytuacje
wciąż się powtarzają – myśli o rozwodzie, na razie nie chce wrócić do domu,
jest dla mnie zimny i obcy…….rozmawiam z nim bardzo spokojnie, nie nękam
telefonami – przeprosiłam po raz drugi, powiedziałam, ze nie wyobrażam sobie
budować zycia na nowo, ze chce naprawić to które mamy, że mam teraz po prostu
trudny okres w życiu, jestem przemęczona, że przecież każdy ma gorsze i lepsze
okresy w życiu – ale on jest twardy i stanowczy, mowi, ze przecież sama
kazałam mu się wyprowadzić na miesiąc i żebyśmy się tej wersji trzymali – ale
po tym miesiącu nie obiecuje mi, ze wróci…….czyli ja mam teraz życ jak w
próżni……..
Nie daje sobie rady z obowiązkami domowymi, nie mam siły zajmować się
córeczką, nie jem, nie śpie, nie wiem co mam ze sobą robić…..jeszcze 1
stycznia się namiętnie kochaliśmy a dziś totalny dól….
Po żadnej kłótni nie był taki niedostępny, taki zimny, taki stanowczy – mam
dziwne przeczucie, ze to koniec naszego małżeństwa…….
Jak nauczyć się żyć w pojedynkę, co mam robić, czy mam do niego dzwonić, prosić?
Dzwoni codziennie tylko po to by się spytać o córeczke i umawiać się o której
przyjedzie z pracy by z nią pobyć……..
Dziś mi powiedział, ze przyjał przeprosiny, ze rozumie ze mi żle ale wrocić na
razie nie wróci i nie wie czy kiedykolwiek to nastąpi…