Dodaj do ulubionych

prosze o rady, pocieszenie, cokolwiek...:(

07.01.07, 21:59
Jesteśmy 3,5 lata po ślubie, mamy 2,5 letnia córeczkę. Do tej pory było raz
lepiej raz gorzej – często się kłóciliśmy ale zaraz się gorąco godziliśmy i
jakoś wszystko w miarę szczęśliwie się toczylo…..od jakiegoś miesiąca zaczely
mi przeszkadzac roóżne rzeczy, nie chodzi tylko o męża ale ogólnie mam teraz
jakiś gorszy nastroj, czesciej się denerwuje (nie wiem może rodzaj jakiejś
zimowej depresji)…..2 stycznia się pokłóciliśmy (najśmieszniejsze jest to, ze
nawet nie pamiętam o co) w końcówce kłótni wykrzyczałam, żeby się spakowal i
wyprowadzil – zaczął żartować ze nawet nie ma się w co spakowac (nasze walizki
przed Świętami pożyczaliśmy znajomym bo się przeprowadzali)…..a ja niewiele
myśląc dalam mu jakąś sportowa torbę i powiedziałam, ze mam go dość, ze ma się
wyprowadzic na razie na miesiąc bo ja sobie musze wszystko w zyciu poukładać,
przemyśleć, odpocząć od niego - spakował się i pojechał do swoich
rodziców……następnego dnia zadzwoniłam, przeprosiłam, całą winę zwaliłam na
siebie – przyjechał do domu ale już w progu mi oświadczył, ze przyjechał tylko
dlatego, ze to nie rozmowa na telefon…..powiedział, ze w końcu coś w nim
pękło, że ma dość, ze tak naprawde to od 3 lat nic nie robimy tylko się
kłócimy, ze po każdej kłótni obiecujemy sobie wzajemną poprawę ale sytuacje
wciąż się powtarzają – myśli o rozwodzie, na razie nie chce wrócić do domu,
jest dla mnie zimny i obcy…….rozmawiam z nim bardzo spokojnie, nie nękam
telefonami – przeprosiłam po raz drugi, powiedziałam, ze nie wyobrażam sobie
budować zycia na nowo, ze chce naprawić to które mamy, że mam teraz po prostu
trudny okres w życiu, jestem przemęczona, że przecież każdy ma gorsze i lepsze
okresy w życiu – ale on jest twardy i stanowczy, mowi, ze przecież sama
kazałam mu się wyprowadzić na miesiąc i żebyśmy się tej wersji trzymali – ale
po tym miesiącu nie obiecuje mi, ze wróci…….czyli ja mam teraz życ jak w
próżni……..
Nie daje sobie rady z obowiązkami domowymi, nie mam siły zajmować się
córeczką, nie jem, nie śpie, nie wiem co mam ze sobą robić…..jeszcze 1
stycznia się namiętnie kochaliśmy a dziś totalny dól….
Po żadnej kłótni nie był taki niedostępny, taki zimny, taki stanowczy – mam
dziwne przeczucie, ze to koniec naszego małżeństwa…….

Jak nauczyć się żyć w pojedynkę, co mam robić, czy mam do niego dzwonić, prosić?
Dzwoni codziennie tylko po to by się spytać o córeczke i umawiać się o której
przyjedzie z pracy by z nią pobyć……..

Dziś mi powiedział, ze przyjał przeprosiny, ze rozumie ze mi żle ale wrocić na
razie nie wróci i nie wie czy kiedykolwiek to nastąpi…
Obserwuj wątek
    • gosiadzika Re: prosze o rady, pocieszenie, cokolwiek...:( 08.01.07, 08:04
      i dobrze zrobił że się wyprowadził. a ty się nie załamuj, usiądź na spokojnie i
      odpowiedz sobie na następujące pytania:
      co ja robiłam do tej pory dla związku, a co mąż?
      co robiłam źle?
      czemu czuję się nieszczęśłiwa?
      ludzie nie lubią samotności bo zostają sami ze swoimi myśłami, ale tylko wtedy
      możesz się czegoś o sobie dowiedzieć.
    • annb Re: prosze o rady, pocieszenie, cokolwiek...:( 08.01.07, 09:44
      paolinka, nei wiem czy zajmujesz sie dzieckiem, czy tez pracujesz
      ale
      jak pan mąż przyjedzie po pracy pobawic się z ciork,a ty wyjdz, umow sie z
      kolezankami na kawę i ciastko, albo do kina.
      złap dystans
      i o nic nie proś
      do tańca trzeba dwojga
    • agatelek2 Re: prosze o rady, pocieszenie, cokolwiek...:( 08.01.07, 10:59
      Mnie nigdy nic takiego nie spotkało,ale domyślam się jak się czujesz....Nieraz w
      kłótni mąż kazał mi się wynosić(mieszkanie jest na niego)Ale zawsze tego samego
      dnia się godziliśmy.Daj mu trochę czasu,a jeśli nie zmieni zdania,to znaczy,że
      myślał o takim rozwiązaniu od jakiegoś czasu a Ty mu tylko pomogłaś podjąć
      decyzję.Trzymaj się cieplutko.
      • paolinka2 Re: prosze o rady, pocieszenie, cokolwiek...:( 08.01.07, 11:22
        tez zawsze sie szybko godzilismy....a teraz jest kompletnie inaczej....juz go
        nie ma w domu od 6 dni:(
        mam jednak przeczucie, ze mimo calej mojej nadzieji i wiary, ze bedzie dobrze
        niedlugo oswiadczy mi, ze to koniec - i tak jak napisalas, ze swoim wywaleniem
        go tylko przypiesze jego decyzje...
        tylko jak go przestac kochac?
        • agatelek2 Re: prosze o rady, pocieszenie, cokolwiek...:( 08.01.07, 11:57
          Właśnie,jak go przestać kochać....A może wcale nie wart tego,jeśli tak
          postąpił?Jakby on kochał to nie wyprowadził by się mimo wszystko,nawet ze
          względu na Wasza dzidzię....Wygodnie mu było i tyle.
          • twitti Re: prosze o rady, pocieszenie, cokolwiek...:( 08.01.07, 12:05
            wiesz, ja bym mojemu mezowi w zyciu nie kazala sie z domu wynosic!to w koncu
            wasze wspolne mieszkanie, a taka wyprowadzka do niczego dobrego nie prowadzi..
            musisz poczekac az mu minie i wtedy wyciagnac reke..
    • gardenia_nowak Re: prosze o rady, pocieszenie, cokolwiek...:( 08.01.07, 12:39
      No to masz nauczkę na przyszłość, żeby uważać na słowa... Uważam, że to bardzo
      niebezpieczne igrać z cudzymi uczuciami. Myślę, że każdy powinien sie dwa razy
      zastanowić, zanim coś palnie, a złość kontrolować. Nie mówię, żeby wytłumiać i
      być "grzeczną żonką", ale się chwilę zastanowić, czy aby nie odreagowuję na
      mężu własnych stresów. Sama mówisz, że nie pamiętasz o co Wam poszło - ergo
      musiała być to pierdoła. Owszem takie duperele też potrafią zdenerwować, ale
      czasami może warto spróbować machnąć ręką i dać spokój. Albo powiedzieć o tym w
      spokojny sposób. Przekazać suchy komunikat, bez ładunku emocjonalnego.
      Ja osobiście nie lubię się kłócić, co nie oznacza, że nie ma między mężem a mną
      sporów. Są tylko staramy się rozwiazać je dyskutując, a nie wrzeszcząc, albo
      się na siebie obrażając. Brakuje nam jeszcze do 100% skuteczności, ale myślę,
      że osiągamy jakieś 80-90 %. A argument pod tytułem: "jak Ci się nie podoba, to
      się wynoś" nie powinien wg mnie być wysuwany np. przy okazji skarpetek
      rozrzuconych na podłodze. Taka groźba, podobnie jak zagrożenie rozwodem, to
      miecz obosieczny i szantaż emocjonalny. Nie warto.
      • paolinka2 Re: prosze o rady, pocieszenie, cokolwiek...:( 08.01.07, 13:36
        wiem, ze mam nauczke - przeprosilam go, wytlumaczylam dlaczego mam ostatnio
        gorsze momenty w zyciu (za chwile bronie mgr,smierc i pogrzeb bardzo bliskiej mi
        osoby, i kilka innych) - on wie, ze mam teraz te problemy ale prawde mowiac nie
        wspieral mnie tak jak bym tego potrzebowala (siedzi non stop w pracy a po pracy
        jest zmeczony - wiec pytal sie oczywiscie jak sie czuje, pocieszal ale mimo
        wszystko bardzo mi go brakowalo w niektorych trudnych dla mnie momentach).

        popelnilam blad i chcialabym go naprawic ale on nie daje mi szansy, nie
        mieszkajac ze mna i nie chcac (mam wciaz nadzieje, ze tylko na razie) tego
        naprawiac...
        • gardenia_nowak Re: prosze o rady, pocieszenie, cokolwiek...:( 08.01.07, 14:02
          no wiesz, genralnie nie znam ani Ciebie ani jego, więc trudno wyrokować, kto tu
          jest "bardziej winny" - a zresztą to nie o to chodzi. Generalnie ja bym na
          twoim miejscu odczekała w spokoju ten miesiąc, a potem zobaczysz. Nie załamuj
          się, tylko spokojnie pomyśl nad tym wszystkim. Chwilowa separacja wcale nie
          musi oznaczać ostatecznego rozstania, można wykorzystać ją dla przemyślenia
          pewnych kwestii.
          • gardenia_nowak i jeszcze 08.01.07, 14:04
            złapania dystansu i uświadomienia sobie, co jest ważne. Trzymam kciuki,
            żebyście się dogadali. :-)
            • szanania Re: i jeszcze 08.01.07, 21:36
              Jestes dorosła, a to zobowiązuje do panowania nad słowami. Jak ty bys
              postąpiła, gdyby mąż w dosłownym sensie wystawił ci walizkę?? Ja bym ją
              spakowała, wyszła i poczekała aż małżonek dorosnie. Troszkę cie nie rozumiem.
              Wyładowujesz na mężu stresy, nie potrafisz zakończyć dziecinnej kłotni o
              głupoty, zachowujesz się histerycznie i infantylnie, a potem zarzucasz mężowi,
              że jest obrażalski. Zachowałaś się nieobliczalnie, a więc mąż stwierdził, że z
              kimś kto nie odpowiada za swoje słowa i czyny (wszak wręczyłaś mu walizki) żył
              nie będzie. Rozumiem go. Przeprosiny nic tu nie zmienią, jeśli w sytuacji
              kryzysowej nie potafisz panować nad sobą.
              • yadrall Re: i jeszcze 09.01.07, 09:52
                Glupio wyszlo i tyle. Masz nauczke na przyszlosc,zeby nie plesc glupot w
                nerwach.
                Na dzis:
                -zajmij sie soba (kolezanka, fryzjer itp.)
                -przemysl wasz dotychczasowy zwiazek
                i zastanow sie czy do uratowania trgo malzenstwa nie potrzebujecie pomocy.
                Nie znam Was,ale Twoje zachowanie moze wskazywac,ze masz jakies zaczatki
                depresji,a to wbrew pozorom powazna choroba i potrzebujesz wsparcia (moze tez
                lekow???). Tak czy inaczej pomoc dobrego psychologa moglaby byc wskazana w
                budowaniu Waszego zwiazku od nowa. Powodzenia!!!
                Ps. jezeli maz nadal Cie kocha (a na to wyglada) to jestescie w stanie uratowac
                to malzenstwo.
                • paolinka2 Re: i jeszcze 09.01.07, 11:54
                  wiem, ze wyszlo beznadziejnie...
                  zwiazek analizuje od tygodnia - maz to naprawde fajny facet, rewelacyjny ojciec
                  - jest troche skryty, zadko okazuje uczucia ale pokazuje je w czynach - tzn dba
                  o nas, zarabia na nas, martwi sie...
                  wiem, ze czesto zaciskal zeby na moj wybuchowy charakterek - tym razem nie
                  wytrzymal....
                  wciaz nie wrocil....ale dzis dzwonil, w sobote zabiera na do parku na dlugi
                  spacer a potem chce corke zabrac na weekend do rodzicow gdzie teraz mieszka....

                  nie mam pojecia w ktora strone sie to wszystko potoczy, powiedzial ze pogadamy w
                  sobote bo jest w pracy i nie moze rozmawiac - nie wiem czy sobie wszystko w
                  sobote wytlumaczymy czy moze wrecz przeciwnie - bierze mnie do tego parku by mi
                  powiedziec, ze to koniec.....

                  a jesli chodzi o moje zachowanie - czesto sie czuje jakbym depreche miala -
                  mowilam o tym kiedys mezowi, ze mi zle, ze czuje sie nieszczesliwa mimo, ze mam
                  zdrowa, madra coreczke, dach nad glowa itp - ale zbyl mnie i stwierdzil, ze
                  napewno znowu cos sobie ubzduralam i ze to moj narzekajacy charakter a nie
                  depresja...
                  • annb Re: i jeszcze 09.01.07, 12:17
                    paolinka2 a moze przejdz sie z tym problemem do specuialisty?
                    bo maz pomimo tego ze jest "fajnym" mezem, nie musi sie znac na depresjach
                    i ja to widze uklad karzacy tatus-potulna corka
                    a nie partnerstwo
                    ale moze ja sie nie znam
                    • paolinka2 Re: i jeszcze 09.01.07, 13:32
                      wiesz, ze tego co tu napisalam rzeczywiscie wyglada na taki uklad - ale nigdy (z
                      reka na sercu) nie czulam sie w tym zwiazku na gorszych, mniejszych prawach niz
                      on. Prawde mowiac to raczej ja jestem osoba dominujaca, przebojowa, probujaca
                      narzucac swoje zdanie....nie raz w zyciu musialam sie hamowac bo przyznaje, ze
                      nie nawidze sie podporzadkowywac. ale z drugiej strony maz mial na mnie
                      pozytywny wplyw i zawsze jakos sie dogadywalismy - tzn na zasadzie (podam
                      najprostszy przyklad) - Ty wybierasz kafelki do kuchni ale ja wybiore wanne do
                      lazienki.
                      nie raz nie moglismy pojsc na kompromis bo oboje jestesmy uparciuchy ale ze tak
                      powiem naprzeminnie dominowalismy. wypracowalismy sobie taki uklad, ze w pewnych
                      dziedzinach zycia decydowal maz a w pewnych ja.

                      teraz czuje sie fatalnie i stad byc moze w moich postach wyszedl uklad karzacy
                      tatus - potulna corka...

                      ktos mi kiedys powiedzial, ze od depresji to sa przyjaciele a nie mezowie....
                      • annb Re: i jeszcze 09.01.07, 13:57
                        paolinka2 "maz nie jest terapeutą"
                        takei cos ktos powiedzial
                        mądry ktos
                        jesli się poukladacie i nastepnym razem bedziesz miec ochote znowu wybuchnac-
                        wyjdz na spacer
                        albo zapisz sie na silownie/aerobik cokolwiek
                  • gardenia_nowak Re: i jeszcze 09.01.07, 12:18
                    pracujesz, czy jesteś w domu z córką?
                    • magda_555 Re: i jeszcze 09.01.07, 13:22
                      Przykro mi to pisac, bo wiem, ze teraz zalujesz tego co zrobilas, ale nie
                      wyobrazam sobie zebym miala kazac mezowi wyprowadzic sie z naszego wspolnego
                      domu (nie wazne czy przed slubem byl moj czy jego, on jest teraz nasz bo
                      jestesmy malzenstwem). Pomysl jak on sie poczul - jak utrzymanek, ze jest na
                      Twojej łasce. Calkowicie go rozumiem i pewnie bym postapila tak jak on. On musi
                      to przemylec, daj mu czas i uszanuj jego decyzje. Na przyszlosc uwazaj na slowa.
                    • paolinka2 Re: i jeszcze 09.01.07, 13:24
                      nie pracuje na etat jesli o to chodzi....
                      od czasu do czasu mam zlecane rozne prace ktore robie w domu (z roznych firm) -
                      nie zarabiam kokosow ale jest miesiecznie jest to suma rownowarta mniej wiecej
                      czynsz + oplaty.
                      na cale zycie zarabia maz.
                      finansowo nie jest najgorzej.

                      na pelny etat nie moge pojsc do pracy poki cora nie pojdzie do przedszkola.
                      • winka25 Re: i jeszcze 09.01.07, 13:58
                        Polecam Ci deprim forte.Ja czułam się podobnie jak Ty. Wszystko i wszyszcy mnie
                        wkurzli i to łącznie z moją córką.Miałam wszystkiego dosyć.Miałam depresję
                        połączoną z nerwicą.Z natury jestem wybuchowym cholerykiem i czasem trudno ze
                        mną wytrzymać.Deprim pomógł mi zdystansować sie do świata i wyciszyć, z czego
                        bardzo cieszą się moi domownicy.Nie bagatelizuj problemu, porozmawiaj z
                        psychologiem, wyrzuć z siebie negatywne emocje, które zabijają Twój związek.Nie
                        warto w taki głupi sposób tracić i krzywdzić tych, których najbardziej
                        kochamy.I tak zupełnie na koniec - doskonale Cię rozumiem i trzymam kciuki,żeby
                        się udało.Pozdrawiam.
    • joy44 szczęście drugiego 09.01.07, 14:39
      Hi,
      Miłość zaczyna się wtedy, gdy szczęście drugiego
      jest ważniejsze od własnego.
      Wystarczy, że szczerze sobie powiecie co o tym myślicie.
      Dajcie sobie tydzień na odpowiedz.
      j
    • twitti Re: prosze o rady, pocieszenie, cokolwiek...:( 09.01.07, 15:11
      a ja trzymam kciuki zebyscie na tym spacerze sie pogodzili!przepros meza,
      powiedz ze pierwszy raz ci sie zdarzylo tak wybuchnac! Ze juz nigdy mu nic
      takiego nie powiesz, ze masz ciezki okres, ale kochasz go nad zycie. Na pewno
      Ci wybaczy!a ty sproboj rzeczywiscie znalezc sobie albo jakies zamilowanie,
      zapisz sie na jakis aerobik lub jesli nie pomoze to skocz do apteki po jakis
      lek:) powodzenia:) i napisz jak sie udalo spotkanie:)
      • paolinka2 Re: prosze o rady, pocieszenie, cokolwiek...:( 09.01.07, 17:09
        nie wiem czy mi wybaczy - trace nadzieje.
        ale dziekuje za kciuki, napewno sie przydadza:)
        gdybym tylko mogla cofnac czas - ludzie przeciez popelniaja bledy ale dlaczego
        inni nie chca dac im szansy by to naprawili?

        w zyciu nie czulam sie tak jak od kilku dni - deprim lykam ale to nic nie daje:(

        nie potrafie odpowiadac na pytania coreczki: "gdzie jest tatus?"
        a sama sobie nie potrafie odpowiedziec na pytanie - jak mam zyc bez niego...
    • pantarejka Re: prosze o rady, pocieszenie, cokolwiek...:( 09.01.07, 17:27
      Jesteśmy 4 miesiące po ślubie. Na co dzień jestem normalną, zrównoważoną osobą,
      ale niedawno przyszedł taki dzień, gdy wybuchłam niczym nieuzasadnionym gniewem
      na męża, zwyzywałam go od ostatnich i obarczyłam winą za rzeczy, na które nie
      miał wpływu. Nie odzywał się do mnie przez cały dzień, nie pomógł mi w drobnej
      naprawie, choć wiedział, co należy zrobić. Czułam złość do całego świata.
      Krzyczałam bezradna jak małe dziecko...

      Pogodziliśmy się rankiem następnego dnia... Na swoje usprawiedliwienie mogę
      tylko dodać to, że byłam tuż przed okresem. Teraz jestem zdolna do dystansu i
      zimnej oceny, ale wtedy czułam się jakby coś mnie wciągało, a ja nie mogłam
      przestać.

      Doskonale wiem, co czujesz. Mam nadzieję, że Twój mąż okaże miłosierdzie i
      zakończy okres separacji, której przecież w rzeczywistości wcale nie chciałaś.
      Trzymam za Ciebie mocno kciuki.

      P.S. Ja z tamtej sytuacji wyciągnęłam taką naukę, że następnym razem zanim
      zacznę krzyczeć, muszę siebie samej spytać, czy powodem mojej agresji nie są
      przypadkiem buzujące hormony.

      • paolinka2 Re: prosze o rady, pocieszenie, cokolwiek...:( 09.01.07, 19:55
        na swoje usprawiedliwienie dodam, ze wlasnie dostalam okres....a przed okresem
        laze jak zombie i sie wsciekam.

        u nas to juz 3,5 roku odkad jestesmy malzenstwem - i pewnie niestety wiecej
        pretensji niz u Was - boje sie, ze mezowi nie chodzi tylko o ten wybuch ale
        analizuje caly zwiazek - a ten raz byl lepszy a raz gorszy:(
        pierwsze dwa lata byly super - tzn okres ciazy, i pierwszy rok zycia coreczki -
        wszyscy wpatrzeni w siebie jak w obrazek, maz dumny ze urodzilam taka core na
        kazdym kroku to podkreslal....ale ostni rok- poltora nie byl juz taki fajny -
        ale czemu do jescze do konca nie wiem - cos w stylu zmeczenia materialu:(
        • sunflower_like Re: prosze o rady, pocieszenie, cokolwiek...:( 09.01.07, 20:17
          Paolinka,
          A ja uważam że dobrze się stało.
          Oboje macie czas wszystko przemysleć i popatrzeć z dystansem.
          Wierzę że wszystko po tym czasie dobrze się ułoży. A etraz jest szansa żeby
          zobaczyć co nie grało podczas ostatniego roku. Ty już zauwazyłaś że twój mąż
          jest fantastycznym mężem i ojcem, że go kochasz i że nie chcesz żeby odchodził.
          A taka wiedza jest cenna :-). Jestem przekonana, że on równie mocno was kocha i
          też dobrze to widzi...być może czeka z oddalena żebyś ty zauważyła jak wiele
          można stracić. Patrząć na to z boku...powiało optymizmem i wierzę głęboko że ta
          sytuacja dobrze się skończy i umocni wasz związek.
    • paolinka2 Re: prosze o rady, pocieszenie, cokolwiek...:( 21.01.07, 12:16
      minęło juz 20 dlugich dni....maz nadal mieszka u swojej mamusi...

      postep jest taki, ze udaje nam sie normalnie rozmawiac - tzn nie unika mnie,
      usmiecha sie czasem do mnie, pyta sie jak w pracy (od tygodnia pracuje juz na
      etat) itp, itd....ale nie wrocil wciaz:( mowi, ze jeszcze mysli no i ze miesiac
      jeszcze nie minal!!! normalnie juz mi rece opadaja!!!
      schudlam juz 5 kg (to jedyny plus sytuacji bo dobilam do swojej wagi
      przedciazowej - ale w sumie nie wiem po co bo suchotnica juz nie chcialam byc)

      3 dni temu przytulilam sie do niego (nie wytrzymalam) - odwzajemnil przytulanie
      i powiedzial: "bardzo to mile".....nastepnego dnia zapytalam sie czy wroci -
      odpowiedz: "daj mi jeszcze czas"....

      usycham bez niego...dobrze, ze chociaz w pracy nie mam czasu o nim myslec...

      corka szaleje, jest niegrzeczna- podejrzewam, ze teskni okrutnie....

      dupa:(
      • kleo1 Re: prosze o rady, pocieszenie, cokolwiek...:( 21.01.07, 12:58
        Może ajwyższy czas wyciągnąć jakieś wnioski? Nie może być tak, że jednego dnia
        go wywalasz, dajesz torbe a na drugi dzień wracaj. Jemu też jest ciężko, bo go
        wywaliłaś z własnego domu i nie dziwię się, że się boi, by się to nie
        powturzyło, to utrata gruntu pod nogami. Tym bardziej, że od 3 lat macie takie
        kłótnie. Powinniście oboje dokładnie to przemyśleć i omówić, ale nie tak
        przepraszam dla świetego spokoju, bo mam wrażenie, że dlatego się
        przepraszacie. Może po prostu do siebie nie pasujecie? Może najwyższa pora udać
        się do specjalisty skoro doszło aż do takiej sytuacji?



        Pozdrawiam i życzę powodzenia
        Zwolenniczka szczerych rozmów
        Kleo
        • kleo1 * powtÓrzyło, przepraszam za błąd! n/t 21.01.07, 13:00

        • paolinka2 Re: prosze o rady, pocieszenie, cokolwiek...:( 21.01.07, 16:45
          ja juz przemyslalam wszystko na 1200 sposobow - wiem, ze go kocham i chce z nim
          byc - ale on tego pewny nie jest skoro nie wraca....przeciez na sile go nie
          sciagne do domu:(

          moze rzeczywiscie do siebie nie pasujemy? - tyle, ze ja kocham bardzo....
          jeszcze nie tak dawno niedzielne popoludnia spedzalismy na wspolnej zabawie z
          coreczka....
          • palmalka Re: prosze o rady, pocieszenie, cokolwiek...:( 21.01.07, 17:17
            powiem Ci tylko ze Ci zazdrosze, tez bym chciala zeby moj maz`sie wyniosl i
            nigdy nie wracal ale zeby zostawil mi dom w ktorym mieszkamy, plusem w mojej
            sytuacji jest to ze nie mamy dziecka natomiast minusem ze dom jest wlasnoscia
            tesiowej i ze moj maz zachowuje sie tak jak ty,
            ukladaj sobie zycie na nowo, nie przejmuj sie
            • paolinka2 Re: prosze o rady, pocieszenie, cokolwiek...:( 26.01.07, 17:37
              tyle, ze ja nie chce sobie ukladac zycia bez niego...:(
              wciaz nie wrocil - miesiac mija za kilka dni....
              wiem, ze juz nie wroci, gdyby kochal to juz by wrocil:(
              kolejna samotna matka:(
              • plutoniczna "poskromienie złośnicy";) 26.01.07, 18:17
                daj czasowi czas.
                z twoich postów wynika nasepujący obraz:
                ON- spokojny zapracowany facet, skryty, oddany rodzinie, kocha córkę i zone też.
                ONA - temperamentna, rozkapryszona , zakochana, ale choleryczka, szybko sie
                kłóci, szybko sie kocha i szybko sie chce godzić.

                i wiesz co? w sumie ta wymuszona separacja wam obojgu dobrze zrobi.
                ponieważ ja tez jestem temperamentna a mój maz jest podobny ( i jestęsmy ze
                soba wiele lat), to w sumie dobrze ci wróżę:)

                • paolinka2 Re: "poskromienie złośnicy";) 26.01.07, 20:23
                  hmm...to bardzo trafna analiza;)
                  nerwus jestem i tyle....ale jak juz kocham to na zaboj - typowy Lew jednym slowem.
                  a meza zalety o ktorych chyba juz dawno zapomnialam zobaczylam teraz na nowo...

                  i mam tylko cicha nadzieje, ze ON da mi jeszcze raz udowodnic, ze go kocham, ze
                  przemyslalam, ze dwa razy sie zastanowie zanim cos palne i zrobie...

                  glupia baba ze mnie:(
                  • weisefrau Re: "poskromienie złośnicy";) 26.01.07, 22:27
                    A może mieszka u mamy, ale ma już jakąś inną, spokojniejszą panią?
                    • paolinka2 Re: "poskromienie złośnicy";) 26.01.07, 22:40
                      a ja bardziej wyrozumialego Pana?;)
                      • plutoniczna Re: "poskromienie złośnicy";) 26.01.07, 23:05
                        oczywiście że przegiełaś i on ma prawo mieć dosyć (na jakis czas;), ale

                        nie chodzi o to żeby całkiem spokornieć, tylko żeby do spraw odnaleść własciwy
                        punkt odniesienia i dystans.
                        nie czepiac sie pierdól, skupić sie na priorytetach.


                        i znacznie lepiej jak jesteście jak dwa jastrzębie niz jak dwa gołabki....moze
                        to słodka iddylla, ale po jakimś czasie wieje nuuuuudą.

                        • vocativa Z całego serca:powodzenia! 27.01.07, 17:01
                          Myślę,że skoro pozytywnie zareagował na to że go przytuliłaś to bardzo dobrze
                          wróży!Z zaczątkami depresji koniecznie idź do lekarza(najlepiej do psychiatry
                          to od razu wypisze Ci leki).Napisz koniecznie co u Was,nie trać nadzieji i
                          trzymaj się jakoś!:)
    • paola1981 Re: prosze o rady, pocieszenie, cokolwiek...:( 30.01.07, 14:13
      I wrocil juz do Ciebie?
      • paolinka2 Re: prosze o rady, pocieszenie, cokolwiek...:( 30.01.07, 15:58
        dzis mija ten cholerny miesiac...
        mam sie z nim widziec po jego pracy, poznym wieczorem. narazie nie wiem nic.
        ale mam zle przeczucia dzis:(
        • vocativa Re: prosze o rady, pocieszenie, cokolwiek...:( 31.01.07, 14:30
          Jak spotkanie z Mężem Paolinko?Pozdrawiam Cię serdecznie:)
          • paolinka2 Re: prosze o rady, pocieszenie, cokolwiek...:( 31.01.07, 20:26
            wrócil....
            ale powiedzial, ze narazie wraca ze wzgledu na córke bo do konca nie wierzy czy
            nam sie uda....nie wiem co to oznacza? chyba to, ze mnie juz nie kocha...:(

            Staram sie narazie nie panikowac - tlumacze sobie to tak:
            cel pierwszy czyli jego powrot - osiagniety.
            cel drugi to odbudowac malzenstwo - no i zamierzam jakos to zrobic, ale jesli
            tylko ja bede sie starac to nie wiem jak dlugo pociagne...

            no ale kocham go, chce byc z nim, tesknie za nim...wiec wyjscia innego niz
            probowanie nie mam.
            • vocativa Re: prosze o rady, pocieszenie, cokolwiek...:( 31.01.07, 22:57
              Myślę,że powinnaś być dobrej myśli i po prostu dać mu trochę czasu.Wydaje mi
              się że po pewnym czasie wszystko sie pozytywnie ułoży,a może po tym
              doświadczeniu nawet bardziej docenicie to że macie siebie na wzajem!:)Życzę Wam
              powodzenia!:)Napisz czasem jak Wam się układa!!!Pozrawiam:)
              • substantiv rady, pocieszenie, cokolwiek... 05.03.07, 11:43

                Kazdy ma swoje granice, wyglada na to, ze ty przekroczylas kredyt zaufania meza.
                Na takie przegiecia w zwiazku reaguje sie podobnie jak na zdrade: niechec,
                dystans, chec separacji.

                Ja na miejscu twojego faceta mialbym wrazenie ze mieszkam z wariatka (bez
                obrazy), a od wariata lepiej uciekac, jak pomyslal tak tez i zrobil. Z twoim
                temperamentem, ktory jest checia dominacji po mimo wszystko, trudno sobie
                wyobrazic by ktokolwiek z toba dluzej mogl wytrzymac, to tak a propos twoich
                przemyslen „tylko jak go przestac kochac?“ Nawet jesli sie rozejdziecie, nie
                bardzo widze chetnych, ktozy mogli by wytrzymac, wiec to chyba nie jest
                rozwiazanie dla tego problemu. Powaznie bym sie zastanowil nad wizyta u
                psychologa, bys mogla sama siebie zrozumiec skad u ciebie tyle apodyktycznosci i
                destrukcyjnej dominacji. Nie robiac z tym nic, wroci problem jak bumerang, a
                facet wisi na wlosku a moze juz odlecial.

                „Prawde mowiac to raczej ja jestem osoba dominujaca, przebojowa, probujaca
                narzucac swoje zdanie....nie raz w zyciu musialam sie hamowac bo przyznaje, ze
                nie nawidze sie podporzadkowywac.“ – pewnie cie wybral dla tego ze masz
                temperament na wierzchu, a on taki skryty introwertyczny, jak juz napisala
                plutoniczna to pewnie napedza wasz zwiazek.

                „schudlam juz 5 kg (to jedyny plus sytuacji bo dobilam do swojej wagi
                przedciazowej - ale w sumie nie wiem po co bo suchotnica juz nie chcialam byc) „
                nie pozostaje mi nic innego jak zyczyc schudniecia ze swojego egoizmu, zrobic
                troche miejsca dla meza bo go sama wypchnelas. Powodzenia.


                + + +
                Miałbym rozwiązanie, ale ono nie pasuje do tego poblemu.
            • plutoniczna ;) 31.01.07, 23:00
              paolinka2 napisała:

              > wrócil....
              daj czasowi czas....

              i wyszło a moje;)
    • olga9913 no i jak? 02.02.07, 21:13
      co się dzieje?
      • paolinka2 Re: no i jak? 02.02.07, 22:54
        zobacz kilka postow wyzej - napisalam co i jak.
        wrocil ale zaznaczyl,ze ze wzgledu na corke, co bedzie z nami nie jest pewnie -
        tzn nie wie czy na 100% sie ulozy...
        rozmawiamy normalnie, interesuje sie moja nowa praca, wypytuje co i jak, jemy
        wspolnie obiad, kolacje ale czuje jego obcosc:(
        no i nie wiem jak dlugo wytrzymam bez lez:(
        • eeewwa i jak wam się układa? 04.03.07, 14:08
          Minął misiąc, dużo się pewnie zmieniło. Napisz co tam u Ciebie?
        • mazur39 no sex??????????????????? 04.03.07, 16:09
    • mata811 Jeju tez jestem ciekawa 15.03.07, 09:59
      ale jeśli paolinka2 nie pisze, to chyba dobrze im się układa i nie ma czasu na
      forum klikać...oby tak było!:-)
      • paolinka2 Re: Jeju tez jestem ciekawa 15.04.07, 18:53
        narazie nie jest zle:)
        • vocativa Re: Jeju tez jestem ciekawa 15.04.07, 19:46
          To wspaniale Paolinko:)Oby tak dalej:)
        • olga85 Re: Jeju tez jestem ciekawa 16.04.07, 07:49
          wiesz co ja sądze- sądze ze on chce cię przetrzymać. Jeżeli jest typem
          spokojnego człowieka, to tacy ludzie zawyczaj są dość zaciekli i wytrwali w
          swych postanowieniach.
          Wiesz co ja ci proponuje?
          Proponuję załatwić opiekunkę na wieczór w piatek i zaaranżować randkę. Tak,
          żebyście się na nowo poznali, żebyście zaczeli od nowa. Zacznij z nim flirtować
          i go podrywać... Sądze, że wtedy przypomi sobie jak kiedyś było, jak być powinno
          i może dotrze do niego to że cię kocha.

          _______________________oOo________________________
          Co robią koty?
          -skakają.
    • merediith Re: prosze o rady, pocieszenie, cokolwiek...:( 14.05.07, 23:06
      cóż za głupotę trzeba płacić-stety lub niestety ale zawsze.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka