Dodaj do ulubionych

JAK TO JEST Z TĄ ZAZDROŚCIĄ?

23.01.07, 17:21
witam wszystkie forumowiczki i forumowiczów!

mam problem i chciałabym zasięgnąć waszej rady...

w związku z tym pytanie:
czy spotkałyście/spotkaliście się z przesadną zazdrością ze strony
partnera/partnerki? czy wg was podstawą takiej zaborczości
(powiedziałabym...) jest zawsze jakieś "podejrzane" zachowanie drugiej strony?

mój narzeczony jest o mnie strasznie zazdrosny! nie wiem co mam o tym
myśleć... wg mnie on nie ma podstaw do takiej szalonej zazdrości! a
jednak... :( już mnie to wszystko zaczyna męczyć... :( kocham go jednak i
chciałabym mu (i jednocześnie nam) pomóc...

macie jakieś sprawdzone sposoby czy bez wizyty u specjalisty się nie obędzie?

z góry dzięki za pomoc! buziaki :*
Obserwuj wątek
    • yariska83 Re: JAK TO JEST Z TĄ ZAZDROŚCIĄ? 23.01.07, 17:29
      Na początku znajomości mój chlopak był brdzo zazdrosny, ale z czasem mu
      przeszło. Teraz jesteśmy małżeństwem, zazdrość jest ale nie taka, która
      utrudniałaby nam zycie.
      • lenchen Re: JAK TO JEST Z TĄ ZAZDROŚCIĄ? 23.01.07, 17:42
        Na szczęśnie nigdy nie miałam tego problemu. Cierpiałabym bardzo z chłopem
        chorym z zazdrości. Być może tak bardzo, że wystawiłabym go za drzwi.
      • le.petit.chagrin kilka pytań do yariska83 23.01.07, 17:43
        mam kilka pytań (osobistych) do ciebie. odpowiedz jeśli możesz...

        czy on miał jakieś powody do zazdrości?
        ile byliście ze sobą przed ślubem?
        kiedy przestał być zazdrosny?
        czy ty mu w tym jakoś pomogłaś czy po prostu samo przeszło?

        odpowiedz, jeśli możesz...
        dzięki!
        • yariska83 Re: kilka pytań do yariska83 23.01.07, 18:47
          Nie miał powodów do zazdrości. Przed ślubem byliśmy ze sobą 3 lata. na początku
          były telefony ale ja też dzwoniłam ciągle. Z czasem minęło, może poprostu
          dorośliśmy.
          • le.petit.chagrin dzięki :) 23.01.07, 18:59
            mam nadzieję,że i u nas się to jakoś ułoży... jakoś tzn. dobrze :)

            pozdrawaim!
    • brak.polskich.liter Jak? Niefajnie. 23.01.07, 18:07
      Przerabialam kiedys zwiazek z zazdrosnikiem. To nawet nie byla jakas szalona
      zazdrosc na tle seksualnym, raczej uogolniona zaborczosc i chore jazdy z niej
      wynikajace - wszyscy moi znajomi byli fe, niezaleznie od plci, nawet umowienie
      sie z przyjaciolka na kawe bywalo powodem kasliwych uwag.
      Skonczylo sie to gigantycznymi wrecz rogami pana zaborczego. W koncu, ilez
      mozna znosic kwasy za friko? Po czym zalozylam glany i pan wraz z jego
      (uzasadniona juz) zazdroscia zostal wyemitowany daleko, daleko...
      Alergia na osobniki zaborcze pozostala mi do dzis.

      Ale, jesli zalezy Ci na facecie i chcesz walczyc, to bez specjalisty bedzie
      raczej cienko. Tyle, ze warunkiem powodzenia jest chec obu stron, nie tylko
      Twoja.
      Tak czy owak, powodzenia.
      • le.petit.chagrin np właśnie... :( 23.01.07, 18:23
        ostatnio umówiłam się z koleżanką na wypad na solarkę i małą kawkę.
        powiedziałam,że będę za ok.godzinkę. po godzinie i 5minutach zadzwonił z
        pytaniem gdzie jestem,a po powrocie do domu pytał czemu nie zabrałam go ze
        sobą...

        ja myślę,że to trochę też moja wina... jesteśmy ze sobą ponad półtora roku no i
        chyba od początku byliśmy ze sobą za bardzo związani... wszędzie chodziliśmy
        razem, żaden weekend nie spędzony oddzielnie, wspólni znajomi itp. ostatnio
        zamieszkaliśmy razem,więc już wogóle... no i chyba on przyzwyczaił się do
        tego,że wie o mnie wszystko i uczestniczy w moim życiu na 100%... a je się już
        tym trochę zmęczyłam...

        z drugiej strony rozumiem go. zamieszkał w zupełnie obcym mieście, przyjaciele
        daleko...

        to trochę inna kwestia,ale...
    • le.petit.chagrin KONIEC!!! 24.01.07, 21:56
      NO DZIŚ TO JUŻ PRZESADZIŁ!!! USŁYSZAŁAM TAK MOCNE SŁOWA,ŻE POWIEDZIAŁAM "DOŚYĆ!
      TO KONIEC!" I WYRZUCIŁAM GO ZA DRZWI!!!

      NAWYZYWAŁ MNIE OD DZIWEK I ZARZĄDAŁ DOWODU NA TO,ŻE NIC PRZED NIM NIE UKRYWAM,
      ŻE GO NIE ZDRADZIŁAM. A WSZYSTKO TO PRZEZ TO,ŻE KTOŚ PRZEZ PRZYPADEK WYSŁAŁ DO
      MNIE SMS-A, KTÓRY MIAŁ BYĆ DO KOGOŚ INNEGO!!! ZAŁAMKA!!! ON OD RAZU WYCIĄGNĄŁ
      WNIOSKI,ŻE SPOTYKAM SIĘ Z JAKIMŚ STARSZYM FACETEM, KTÓRY MNIE UTRZYMUJE, A
      PREZENT, KTÓRY OSTATNIO DOSTAŁAM NA IMIENINY WCALE NIE BYŁ OD PRZYJACIÓŁKI,
      TYLKO WŁAŚNIE OD TEGO FACETA!!! PRÓBOWAŁAM MU WSZYSTKO WYJAŚNIĆ TAK,JAK BYŁO
      NAPRAWDĘ, PROPONOWAŁAM,ŻEBY ZADZWONIŁ DO MOJEJ PRZYJACIÓŁKI I SPYTAŁ O PREZENT,
      ŻEBY ZADZWONIŁ DO TEGO KOGOŚ I SPYTAŁ O SMS-A, ALE WG NIEGO CI LUDZIE GO
      OKŁAMIĄ, BO "KRYJĄ" MNIE I MOJE KŁAMSTWA...

      NIE WYTRZYMAŁAM I ZAKOŃCZYŁAM TEN ZWIĄZEK. WIEM,ŻE BĘDĘ CIERPIEĆ, BO GO KOCHAM,
      ALE TO CO DZIŚ ZROBIŁ DO BYŁO PRZEKROCZENIE WSZELKICH GRANIC PRZYZWOITOŚCI!!!
      OGÓLNIE W STOSUNKU DO CZŁOWIEKA, A TYM BARDZIEJ DO UKOCHANEJ OSOBY!!!

      MAM NADZIEJĘ, ŻE PODJĘŁAM DOBRĄ DECYZJĘ... Z NIM BYŁOBY TYLKO GORZEJ...

      RACZEJ NIE POWINNAM TEGO TU PISAĆ, ALE MUSIAŁAM SIĘ KOMUŚ WYGADAĆ, A
      PRZYJACIÓŁKA JEST NA WYCIECZCE W GÓRACH, WIĘC NIE BĘDĘ PSUŁA JEJ WYJAZDU...
      • le.petit.chagrin ups... 24.01.07, 21:59
        sorki za literówki!
        • brak.polskich.liter Re: ups... 25.01.07, 12:30
          Dobrze zrobilas. Koles z zespolem Otella nadaje sie do leczenia, a nie do
          budowania zwiazku.
          Lepiej jakis czas poplakac, pocierpiec, a potem poszukac kogos sensownego, niz
          spieprzyc sobie zycie dlatego, ze aktualny wybranek serca ma urojenia.
          • mrowka_r Re: ups... 25.01.07, 12:41
            le.petit.chagrin -> Zgadzam się z brak.polskich.liter. Lepiej zakończyć taki
            toksyczny związek niż brnąć dalej, a potem żałować.
            Moja kumpela miała takiego zazdrosnego narzeczonego i całe szczęście, że się
            rozstali bo nie wiem jak wyglądało by to ich małżeństwo. Jak chciała iść do
            pracy do Tesco (taka dodatkowa bo ona była studentka wtedy)to on koniecznie
            chciał być z nią wszędzie do tego stopnia, że postanowił pracować razem z nią,
            żeby mieć ją na oku. Wychodzenie na kawę z koleżanką kończyło się tak samo jak u
            Ciebie.
            Teraz ma nowego faceta i jest szczęśliwa. A on tym poprzednim mówi, że dopiero
            teraz dostrzega jak ślepo zakochana w nim była i nie widziała jego obsesji.
    • bacha1979 Re: JAK TO JEST Z TĄ ZAZDROŚCIĄ? 25.01.07, 12:39
      Nie lekceważ chorobliwej zazdrości...
      Młodym dziewczynom taka zazdrość partnera często pochlebia, a prawda jest tak,
      że to bardzo niepokojacy objaw. I niestety często prowadzi do rozpadu związku,
      badź naprawdę go rujnuje...
      • wielorak Re: JAK TO JEST Z TĄ ZAZDROŚCIĄ? 25.01.07, 12:44
        ja miałam do niedawna podobną sytuację (narazie puk-puk, odpukać, jest ok) i
        nawet sobie nie wyobrażacie jakie miałam sytuacje, on był zazdrosny, ja się
        denerwowałam bo niczego nie zrobiłam i miałam czyste sumienie- a wszystkie
        sytuacje jakie się zdarzyły gdy je przemyślałam to rzeczywiście go zrozumiałam i
        sama bym się wkurzyła.
        Ktoś mi dał strzałe kiedy późno w nocy- M. poczuł zazdrość i obawy kto to może
        być itepe i wiesz co zrobiłam? od razu sama przy nim oddzwoniła na ten nr-
        oczywiście on wszystko słyszał- odezwała się jakaś kobieta, przeprosiła za
        pomyłkę i sprawa załatwiona.
        Najlepiej wszystko od razu wyjasniać
        • le.petit.chagrin Re: JAK TO JEST Z TĄ ZAZDROŚCIĄ? 25.01.07, 15:07
          ja też nieraz miłam takie sytuacje z moim T. rozumiem,można być zazdrosnym,ale
          przecież on nie może wymagać ode mnie tego,żebym tłumaczyła mu każdą
          sytuację,która jemu wydaje się "podejrzana"!!! to nienormalne!!! ja chce
          normalnie żyć,a nie zastanawiam się non stop nad argumentami,które powstrzymają
          jego wybujałą (=chorą) wyobraźnię!!!

          teraz non stop do mnie dzwoni,chce się spotkać i pogadać o terapii u
          psychologa/psychiatry. problem jest jednak taki,że już raz jakiś czas temu
          obiecał rozpocząć taką terapię,bo powiedziałam,że jak tego nie zrobi,to z nami
          koniec. no i na obietnicach się skończyło! po jakimś czasie zobaczył,że mnie
          udobruchał i powiedział,że poradzi sobie sam z tym problemem... NIE
          PORADZIŁ!!! :(

          nie wiem co robić :-/ nie chce się złamać i wrócić do tego toksycznego
          związku,ale boję się,że nie będę miała sił...

          pomocy!
    • metteny Re: JAK TO JEST Z TĄ ZAZDROŚCIĄ? 27.01.07, 20:42
      tak łatwo napisać "chory człowiek", trudniej byc taką osoba... ja taka własnie
      jestem. Nawet jeśli tego nie okazuję (głos rozsądku) to wszystko we mnie
      krzyczy, wiem, że mnie to niszczy, doprowadziło już do nerwicy, wrzodów żołądka
      i dwóch prób samobójczych. Nie umiem chyba żyć sama ze sobą. Zazdrosna byłam od
      dzieciństwa (o koleżanki, siostrę)...Psychiatra (a u niejednego byłam) nie
      pomógł. Nie zostałam w dzieciństwie opuszczona ani przez ojca ani przez mamę,
      nie byłam gorzej traktowana, więc tym trudniej mi zrozumieć własną
      sytuację...Wybaczcie, chwila szczerości:(
      • brak.polskich.liter Re: JAK TO JEST Z TĄ ZAZDROŚCIĄ? 27.01.07, 20:57
        metteny napisała:

        > Nie zostałam w dzieciństwie opuszczona ani przez ojca ani przez mamę,
        > nie byłam gorzej traktowana

        Wierze. Niektorzy tak po prostu maja.
        Pytanie, czego oczekujesz od otoczenia. Pol biedy, jesli zdajesz sobie sprawe,
        ze to Ty masz problem, a nie inni. Gorzej, jesli osoba chorobliwie zazdrosna
        wymaga od otoczenia dostosowania sie do chorych jazd, tolerowania zachowan,
        ktore sa nieakceptowalne, itd.
        • metteny Re: JAK TO JEST Z TĄ ZAZDROŚCIĄ? 27.01.07, 21:19
          zdaję sobię sprawę oj zdaję (czego świadectwem jest chociażby wizyta u
          psychiatry) i sama mam dość takiej sytuacji, ale mogę sobie mówić, że nie
          jestem zazdrosna a w środku się gotuje, pojawiaja się stany depresyjne,
          nienawiść do świata, próba samobojcza...uwierzcie ze zazdrosnemu moze byc tak
          samo ciezko jak komus kogo zadrecza:(
          • le.petit.chagrin pytanie do metteny 29.01.07, 17:48
            hej!
            mieszkam teraz z koleżanką, która ma ten sam problem, co mój były i ty...
            ostatnio rozmawiałam z nią często na ten temat i wydaje mi się, że sporo rzeczy
            zrozumiałam... wiem, że wam jest równie ciężko jak nam... zauważyłam też, że są
            różne oblicza takiej przesadnej zazdrości... moja koleżanka zabrania swojemu
            chłopakowi oglądania jakichkolwiek scen erotycznych (np.gdy w tv leci jakiś
            film i zaczyna się scena łóżkowa, S. musi natychmiast zmienić program na inny),
            nie pozwala mu spojrzeć na żadną inną dziewczynę (nawet wtedy, gdy np. mija się
            z nią na ulicy) i inne chore jazdy! teraz widzę, że mój T. nie był taki
            najgorszy... ale wiem, że przed nim jeszcze długa droga do tego, żebyśmy mogli
            być kiedykolwiek szczęśliwą parą...

            a do ciebie mam kilka pytań:
            => jak wyglądały twoje pierwsze wizyty u psychologa/psychiatry?
            => jak często odbywały się te spotkania?
            => jak cenowo to wszystko wyglądało?
            => długo trwała taka kuracja?
            => specjalistą była kobieta czy mężczyzna?
            => z kim lepiej wg ciebie się o tym rozmawia-z przedstawicielem/-elką swojej
            płci czy wręcz przeciwnie?

            dzieki z góry za odpowiedź! pozdrawiam i 3mam mocno kciuki z polepszenie twojej
            sytuacji!!! :)
            • metteny Re: pytanie do metteny 07.02.07, 20:49
              le.petit.chagrin napisała:

              >
              > a do ciebie mam kilka pytań:
              > => jak wyglądały twoje pierwsze wizyty u psychologa/psychiatry?
              trochę nie zrozumiałam pytania:)rozmawialiśmy o problemie
              > => jak często odbywały się te spotkania?
              różnie, średnio chyba co 10dni-dwa tygodnie
              > => jak cenowo to wszystko wyglądało?
              jedna wizyta kosztuje ok.120zł (prywatny psycholog),
              > => długo trwała taka kuracja?
              4 miesiące
              > => specjalistą była kobieta czy mężczyzna?
              kobieta
              > => z kim lepiej wg ciebie się o tym rozmawia-z przedstawicielem/-elką swoje
              > j
              > płci czy wręcz przeciwnie?
              na to pytanie trudno mi odpowiedzieć, zależy od sytuacji i od konkretnej osoby

              > dzieki z góry za odpowiedź! pozdrawiam i 3mam mocno kciuki z polepszenie
              twojej
              >
              > sytuacji!!! :)
              dziękuję:)
    • le.petit.chagrin NO I NIE WYTRZYMAŁAM!!! 17.02.07, 01:59
      NIE WYTRZYMAŁAM... WRÓCIŁAM DO NIEGO...
      JESTEM PEWNIE GŁUPIA JAK BUT,ALE CIĄGLE MAM NADZIEJĘ NA ZMIANĘ... JAK TO
      MÓWIĄ "NADZIEJA UMIERA OSTATNIA"...
      NA RAZIE JEST DOBRZE. WYDAJE MI SIĘ,ŻE TA ROZŁOKA TO BYŁ KUBEŁ ZIMNEJ WODY NA
      TE JEGO WYCZYNY... WIDZĘ,ŻE SĄ PEWNE ZMIANY. JESTEM "JĘZYKOWCEM" (nie wiem czy
      kiedyś o tym wspominałam...) i ZACZĘŁAM UDZIELAĆ KOREPETYCJI UCZNIOWI LICEUM.
      WIEM,ŻE KIEDYŚ TO BYŁOBY DLA T. NIE DO PRZYJĘCIA,A TERAZ JEST OK. STĄD
      WNIOSKUJĘ,ŻE MOŻE JEDNAK MAMY SZANSĘ NA BYCIE SZCZĘŚLIWĄ PARĄ... ZOBACZYMY!
      3MAJCIE KCIUKI!
    • miguella32 Re: JAK TO JEST Z TĄ ZAZDROŚCIĄ? 17.02.07, 10:01
      nie zmieni sie to napewno jedynie co to bedzie niszczyć wasz związek swoją
      zazdrością i ciebie meczyc psychicznie zastanów sie póki masz czas.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka