kimoss
14.05.07, 22:20
Jestesmy ze soba od 3 lat niecale 2 po slubie, a moje zycie przypomina
labirynt z ktorego trudno sie wyplatac. Mam prace do ktorej musze wstawac o 3
lub 4 rano, pracuje 58 godzin tygodniowo, zjmuje sie domem i dzieckiem jak
kazda kobieta. Oprocz tego zajmuje sie kljentami mojego meza, umawiam go
naspotkania, wyjasniam wszystko co jest niejasne(mini sekretarka), oprocz
tego zajmuje sie znajdowaniem kljentow naokna, ktore moj maz wstawia, robie
wyceny, zamownienia, wszystko ustalam. Powiem jeszcze ze mieszkamy za
granica, moj maz nie mowi w jezyku fr i dlatego za niego wszytsko robie. Mimo
tego wszystkiego moj maz nadal twierdzi ze nic nie robie i ze wieczorem o 11
klade sie spac, akurat wtedy jak on jest w najwiekszej formie. Doszlo do tego
ze postanowilam zmienic prace i za dwa dni dostalam nowa prace w biurze(do
tej pory pracuje w kawiarni jako kelnerka), oczywiscie moj maz nie jest
zadowaolony,do tego stopnia ze wyzywa mnie od roznych, mowi ze sie puszczam,
w domu dochodzi do roznych niepszyjemnych sytuacji. Jeszcze tydzien temu
mowil nie badz taka materialistka nie chowaj wszystkich pieniedzy, idz sobie
cos kup, a jak kuopilam to krzyczy ze pieniadze wywalam w bloto, i tak w
kolko prawie w kazdej sytuacji. Nie bylo by jeszcze tragedii gdyby nie to ze
opowiada naszej 2.5 letniej coreczce je jestem suk..., szm...., ze jej nie
kocham, mam tego dosyc brakuje mi sil na walke z nim z jego brakiem wiary w
siebie, mam dosc, chcem go zostawic