rejka
11.07.07, 11:06
Cześć dziewczyny
Wkrótce idziemy na wesele i mam w związku z tym pytanie.
Żeni się kuzyn Ciastka.
W połowie maja mama Ciastka przekazała nam, że 28 lipca będzie wesele. Trochę
kolidowało to z naszymi planami, więc zadzwoniliśmy do ciotki, żeby się
dowiedzieć jak to wygląda. Potwierdziła, że wesele będzie, zrezygnowaliśmy z
wakacji, bo w dwa kolejne w-endy sierpnia także są śluby, o których
wiedzieliśmy już wcześniej i trudno to było pogodzić z jakimś sensownym wyjazdem.
Jeszcze w maju przyszedł SMS, żeby planów nie zmieniać, bo wesela chyba nie
będzie, a jak coś, to do nas zadzwonią. Niestety urlopu nie dało się już uratować.
Od tamtego czasu nie otrzymalismy żadnej wiadomości, aż tu 30.06 dostajemy
zaproszenie na ślub 28 lipca. Potwierdzić mamy w ciągu tygodnia do 07.07.
Oczywiście nikt do nas nie zadzwonił żeby poinformować, że impreza jednak się
odbędzie.
W tym samym dniu wieczorem, w czasie rozmowy telefonicznej z mamą Ciastka,
siostrą ciotki, dowiadujemy się, że ciotka prosiła wszystkim przekazać, żeby w
prezencie dawać pieniądze.
I tutaj pojawił się mój sprzeciw.
Na naszym ślubie od owej ciotki i jej męża, którzy są chrzestnymi Ciastka
(oboje) dostaliśmy pieniądze. W kopercie było ciut więcej niż dawały inne
ciotki z wujkami, sporo mniej niż dali moi chrzestni. Zaproszeni byli także
kuzyn i kuzynka z osobami towarzyszącymi. Od nich dostaliśmy szklany
kieliszek. Wysoki na 50 cm z 3 plastikowymi ptaszkami w środku. Ciastek
twierdzi, że koperta była od wszystkich a w takim razie wychodzi 100zł/osoba
plus kieliszek.
Nie chcę wyjść na materialistkę, ale oboje kuzynostwo pracują, z tego, co
opowiada ciotka, świetnie zarabiają (wakacyjne wyjazdy to potwierdzają) i
jeśli chcieli nam coś podarować zamiast pieniędzy, to mogli sobie zadać więcej
trudu z wyborem. Sama ciotka nie pracuje od lat, bo jak twierdzi, nie musi,
mąż zarabia.
Jakiś czas po ślubie taki sam kieliszek zobaczyłam u rzeczonej ciotki w domu i
okazało się, że to wujek przyniósł z firmy.
Ciastkowi powiedziałam, że na pieniądze nie zgadzam się w żadnym wypadku. Raz,
że narobili zamieszania z tym ślubem i nawet do nas nie zadzwonili jak
obiecali. Dwa, że zaproszenie ledwo do rąk dostaliśmy a tu już o pieniądze
wołają, gdzie my nawet nie pytaliśmy, czego młodzi sobie życzą. Trzy od tegoż
kuzyna i jego siostry dostaliśmy w prezencie kieliszek – to jest mój argument
koronny.
Od tego czasu jest to kwestia sporna między nami, a ślub coraz bliżej.
Nie żywię sympatii do tej ciotki, ale czułabym się niezręcznie zjawiając się z
pustymi rękoma lub jednym kieliszkiem. Starałam się wyszukać coś, co
spodobałoby się kuzynowi i jego żonie.
Znalazłam zestaw obiadowy i serwis do kawy. W komplecie cena jest
przystępniejsza, dlatego myślałam o kupnie obu. Poniżej dwa wzory, nad którymi
się zastanawiam.
www.endlichzuhause.de/out/oxbaseshop/html/0/dyn_images/1/4629.jpg
www.endlichzuhause.de/out/oxbaseshop/html/0/dyn_images/1/4436.jpg
Kolejnym pomysł to sztućce firmy Villeroy&Boch. Standardowy komplet na 6 osób
plus widelczyki do ciasta (nie pamiętam dokładnie nazw, dlatego nie ma
obrazków, klasyczne bez udziwnień)
Teraz sporo rzeczy jest przecenionych, a ja mam jeszcze dodatkowy rabat dla
stałych klientów. Ogólnie ceny prezentów zamykają się w kwocie 300(sztućce)-
350 zł (serwis i komplet obiadowy).
Nie toczymy wojny z Ciastkiem, ale nie możemy dojść do porozumienia. On uważa,
że skoro jego mama poinformowała nas o życzeniu ciotki, to powinniśmy dać
pieniądze.
Mnie się ta cała sytuacja nie podoba (trzy argumenty wyjaśniają dlaczego) i
uważam, że można oczywiście zasugerować formę prezentu, jednak to my
decydujemy czy dać prezent, czy pieniądze.
I tu pytanie, upierać się przy prezentach, czy pozwolić dać pieniądze?
Może z postronnej perspektywy wygląda to inaczej niż z mojej.
A jeśli pieniądze to ile? Myślałam o 300zł, Ciastek o 400zł.