Dodaj do ulubionych

przywitac sie chcialam i wygadac...:)

03.08.07, 16:47
zareczylismy sie i jakos we wrzesniu chcemy isc do USC i ustalic date, ale ze
obiecalam to tak poczynilam wprowadzilam sie do niego jakos niedlugo po
zareczynach.. i co?!
i szok!
czasem mam takie mysli ze ja nie dam rady, on niby sie stara (ja nerwowa
jestem) ale jak mi przyhodzi godzine przed przyjsciem gosci i zaczyna
wiercici dziury w lazience zeyb zawiesic szafke bo bezdie ladnie jak przyjda,
a tu jeszcze wszystko w proszku to mi rece opadaja...
ile to ja musze sie nadenerwowac ze sam z siebie nic nie robi w domu... ech
chlopina co nie co kapuje i sie stara, widze ze sie zmienia..
ale czy wy tez mialyscie takie mysli na poczatku ze to za duzo, ze
prowadzenie domu i pewnie z ajakis czas bycie matka to za wiele?
Obserwuj wątek
    • conq Re: przywitac sie chcialam i wygadac...:) 04.08.07, 00:13
      ojej ... a co by było jakby ci jeszcze pracować przyszło ?

      pozdrawiam cieplutko
      • wielorak Re: przywitac sie chcialam i wygadac...:) 04.08.07, 00:23
        cześć, nie masz jeszcze tak źle skoro godzinę przed przyjściem gości ;-)
        moje kochanie np. 30 min. przed swoim wyjściem do pracy ( i moim 20min. później)
        ma zwyczaj przypominac sobie, że potrzebuje wyprasować służbową koszulę- jakby
        mi nie mógł tego powiedzieć dzień wcześniej wieczorem..
        • aleola1 Re: przywitac sie chcialam i wygadac...:) 04.08.07, 11:39
          :) no coz ja juz dawno zauwazylam ze palnowanie to nie jest mocna strona mojego
          mena :)
        • barabasia2 Re: przywitac sie chcialam i wygadac...:) 30.08.07, 09:24
          Nie wiem, kto jeszcze tak ma, ale to chyba normalne u facetów. Jak mają pod
          bokiem kobitkę to nagle robią sie nieporadni. Z tą koszulą chwilę przed pracą to
          standard :D na dodatek już nie dziwią mnie pytania w stylu:
          - gdzie ja mam skarpetki? itp.
          - co ja mam dziś ubrać?
          :))))
          • zosiaczek25 Re: przywitac sie chcialam i wygadac...:) 30.08.07, 12:27
            "> - gdzie ja mam skarpetki? itp.

            No jakbym slyszala mojego lisa. :) A ja mu wtedy standartowo: "no, ja ich nie
            zakladalam" albo "moj kochanek wczoraj w pospiechu musial je nalozyc"
      • aleola1 Re: przywitac sie chcialam i wygadac...:) 04.08.07, 11:38
        alez ja pracuje na pelny etat :)
        a ironizowanie to chyba nie tutaj ;p
        ogolnie jestem szczsliwa tylko czasem mi sie wydaje ze to ja nie daje rady i
        chciala sie dowiedziec czy moze nie tylko ja... i tyle
        • layla.l Re: przywitac sie chcialam i wygadac...:) 04.08.07, 12:17
          ja z perspektywy wspólnego mieszkania przed ślubem się może wypowiem.

          w każdym razie - u mnie było odwrotnie, to mój facet wprowadził się do mnie. i
          przez pierwsze pół roku musiałam palcem pokazać, że worek na śmieci trzeba
          zmienić, jak się z niego wysypuje, że pastę do zębów z lustra łatwiej się
          ściera 5 minut po napluciu a nie minutę przed tym, zanim przyjadą rodzice, że
          papier toaletowy jest w zasięgu ręki, tylko trzeba się po niego schylić.

          z tymże - ja się nie denerwuję. to moja złota zasada. sama nie jestem
          pedantyczna, raczej mam zadatki na bałaganiarę, więc siedzimy sobie w tym
          naszym burdelu aż nas (lub mnie) szlag trafi - i wtedy 5 godzin sprzątamy.
          chociaż chyba mam tyle szczęścia, że mój facet jest alergikiem i musi sobie
          odkurzać i kurze ścierać, bo inaczej bankrutujemy na chusteczkach. i przebierać
          4 razy dziennie też się lubi - więc robi sobie pranie często sam, bo ja jakoś
          się mniej brudzę :)

          ale! do czego zmierzam :) może dlatego, że nie muszę mieć sterylnie w
          mieszkaniu, a może dlatego, że ogólnie jakoś się mało w życiu irytuję, jak
          istnieją jakieś kłopoty z dziedziny sprzątania/prowadzenia domu, to się nie
          szczypię i mówię. dział! ale nigdy nie jest tak, że ja coś robię, a mój facet
          siedzi, o nie, nie, nie, tu mi się udało go naprostować. tylko zmywam wiecznie
          ja, bo gdyby robił to luby, to by nas pogrążyły rachunki za wodę - zmywanie 4
          kubkówi talerza przez 40 minut to jego specjalność.

          a Ty nie jesteś wół roboczy, jesteście partnerami, tak? my się dzielimy często -
          ja sprzątam swój bajzel, Ty swój, nasz bajzel sprzątamy wspólnie ( po czym po
          5 godzinach mieszkanie i tak wygląda jak po przejściu tornada). bardzo lubię
          rolę kobiet jako opiekunki domowego ogniska - dzięki temu jakoś się tam
          spełniam w roli przyszłej żony. ale należy ustalać granicę między opiekunką
          tegoż ogniska a sprzątaczką/pomywaczką/służącą i - im szybciej się to zrobi,
          moim zdaniem - tym lepiej.

          pozdrawiam :)

          • aleola1 Re: przywitac sie chcialam i wygadac...:) 04.08.07, 12:31
            dzieki ci bardzo za odpowiedz, no wlasnie, ogolnie wszystkim oczy wychodza z
            orbit jak slysza ze ja cos ugotowalam albo ze wysprzatalam dom do blsyku...
            dlugo mieszkalam sama i do pedantow nie naleze... ale jakos ta rola o ktorej
            piszesz kobiety w domu mnie nakrecila, polubilam to, ale boje sie ze rozpuszcze
            faceta. Z jednej strony lubie mu dogodzic ale z drugiej mnie irytuje gdy
            zapomina wywiesic mojego recznika a swoj owszem... takei tam drobiazgi.

            no wlasnie a ja latwo wpadam w zlosc i zaraz : ze mnie to przerasta... jak
            mysle o ilu rzeczach trzeba pamietac. i niecierpliwa jestem... ech.

            widze ze chlopina sie stara ze pozmywa przed wyjsciem do pracy, ze cos sie
            zmienia... a moze to ja jestem za wygodna ;)?

            moze faktycznie te moje rozmyslania czy ja sie nadaje do malzenstwa to
            przsesada... taki strach przed malzenstwem...?

            chyba nie ma zbyt wiele kobiet ktore tak przezywaja to wszystko? w sensie ze
            tez zadaja sobie to pytanie? bo wy tu wszystkie piszecie ze jest tak i tak a
            inaczej to sprzataczki z siebie nie rob.

            ogolnieja sama siebie zaskakuje ja zawsze bylam z mezczyznami zeby
            byloprzyjemnie, przychodzily probelmy to robilam baj baj. a przy tym jednymnie
            mam ochoty tego robic wrecz przeciwnie. no to chyba jest milosc ;)


            pozdrawiam
            • layla.l Re: przywitac sie chcialam i wygadac...:) 04.08.07, 12:47
              pewnie są różne związki i różne zasady. ja - tak jak pisałam - często robię
              takie 'babskie' rzeczy i mój facet to docenia, podziękuje, że obiad smaczny a
              mnie to - głupią - cieszy :)
              a jak przestaje doceniać, to ja przestaję sie starać :P

              z tym ręcznikiem.... Twój facet też pewnie żył sam, co? :) mój mieszkał z 3
              innymi facetami, tak to drzwi nie można było otworzyć jak się wchodziło, każdy
              w tym mieszkaniu się zajmował sobą i na początku to się dało odczuć. ja też
              mieszkałam wcześniej sama i ciężko mi przychodziły różne rzeczy - że nie zawsze
              mam dostęp do komputera, kiedy chcę, że włosy suszę w pokoju, żeby on mógł się
              wykąpać, ale z czasem to przeszło :)
              na pocieszenie powiem, że kiedyś spieszyliśmy się na egzamin, prasowałam mu w
              przypływie miłości koszulę a on w tym czasie podreptał do kuchni i zrobił SOBIE
              kanapkę. ale ponieważ ja nie umiem ukrywać emocji i zawsze mówię, co mi leży na
              wątrobie - to się nasłuchał. tylko ja się nie darłam, nie obrażałam, nie
              szajstałam, a powiedziałam, że jest mi przykro, że o mnie nie pomyślał. nie
              wiem, może nie do każdego faceta trafiają takie argumenty, ale do mojego tak ;)

              'zrobiłeś mi przykrość' bez awantury to najlepszy sposób, żeby do niego
              dotrzeć ;) jestem zwolenniczką traktowania faceta jak partnera, nie jak psa do
              tresury czy istotę na niższym stopniu ewolucji.

              pewnie o całej reszcie, o strachu przed małżeństwem lepiej opowiedzą już
              mężatki - bo my na razie jesteśmy na etapie planów, więc żadnego strachu i
              ciśnienia nie czuję ;)

              ps. ja też raczej byłam wydrą, co to swoje racje stawiała na pierwszym miejscu.
              a teraz z cierpliwością pokazuję, jak się wsypuje proszek ;) więc to pewnie
              jest ta miłość :)
              • aleola1 ano 04.08.07, 13:01
                no ja sie nigdy nei obrazam ale ucze sie na spokojnie mowic o co mi chodzi i
                to skutkuje wiec nad soba pracuje,
                a moj facet owszem sam mieszkal dlugo (no i jedynak z niego) ja sama mieszkalam
                tez kilka lat...
                w sumie rozbajaja mnie jego "meskie odruchy" albo jak dumnie przychodzi i mowi
                ze SAM Z SIEBIE wstawil pranie :)

                fajnie ze tyle piszesz czlowiek od razu widzi ze nie jest sam :) wiekszosc
                moich znajomych albo juz sa dlugo malzenstwem albo wirujacymi singlami...
                :)
    • brzoza316 Re: przywitac sie chcialam i wygadac...:) 06.08.07, 09:29
      Facet ma inaczej skonstruowany mózg. Gdy proszę mojego - uprzątnij garaż, wynieś
      śmieci to słyszę - przecież kubeł nie jest jeszcze do końca pełny. Najgorsze
      jest to, że zanim on coś zrobi ja bym zrobiła to 3 razy, zanim się okręci... Nie
      wiem czy jest na to jakieś lekarstwo. Próbowałam już zmuszać go do porządków w
      domu ale jakoś nic z tego nie wynika. Facet sie stara ale... Gdy nie przyniosę
      jego czystego prania, może się suszyc przez tydzień i on tego nie widzi.
    • magfab4 Re: przywitac sie chcialam i wygadac...:) 30.08.07, 08:50
      dzięki że Was znalazałam!
      od miesiąca mieszkam ze swoim (już) narzeczonym:-) tak czekałam na
      ten moment aż nadszedl. i co ... przerasta mnie to! mam identyczne
      odczucia jak Ty aleola1. ja tez jestem nerwowa i niecierpliwa.
      pierwszy obiad: roznany na cala kuchnie sos do sałatki i rozbita
      pokrywka od naczynia , efekt: przepłakane całe popołudnie, bo jaka
      ja to beznadziejna jestem. i tak jest caly zcas, gotowac sie dopieri
      ucze, on to rozumie jak mało kto, ale mi sie wydaje ze sciemnia ze
      mu smakuje zeby mi przykro nie bylo, kazda wpadke obiadowa traktuje
      jak wielka porazke, i najgorsdze ze nie umie sobie z tym poradzic.
      wydaje mi sie ze nie nadaje sie do prowadzenia domu itd.

      najgorsze jest ze moj narzeczony zna sie i umie naprawde dobrze
      gotowac, jest rozsadniejszy ode mnie w wielu sprawach dnia
      codziennego, ja nie zawsze pomysle :-) i co ... odrazu jak cos
      pojdzie nie tak, to mylsi prezychodza ze on facet umialby to lepiej
      zrobic niz ja, zwlaszcza jesli chodzi o gotowanie. jak mi powie :
      Kochanie moglas to zrobic tak a tak to odrazu czarna rozpacz.

      nie umie nad tym zapanowac. wspolne zycie nie spadlo na mnie nagle,
      bo pomieszkiwalismy razem u mnie , ale to nie to samo.

      ciagle jestem nerwowa, staram sie nie wyzywac na nim, wiec placze po
      katach, on nie wie co jest grane, jak mu mowie co mi lezy na
      watrobie , a zawsze to ode mnie wyciagnie, to mowi ze jestem
      gluptasek bo wszytsko jest ok. ja mu nie wierze , wiem swoje itd.

      masakra!!

      pomocy kolezanki :-)
      • lenchen Re: przywitac sie chcialam i wygadac...:) 30.08.07, 09:23
        Z chlopakiem zamieszkalam wspolnie 1,5 m-ca temu. Mamy duze
        mieszkanie, dwupoziomowe, 2 lazienki. Zeby utrzymac w nim czystosc,
        ustalilam pare regul - typu kazda rzecz wraca na swoje miejsce,
        jedno z nas jest odpowiedzialne za sprzatanie gory, drugi dolu,
        kuchenka jest myta po kazdym gotowaniu itp. - a to wszystko po to,
        zeby panowac nad tym co sie dzieje w domu i zebysmy nie spedzali
        calego weekendu na szorowaniu. Zasady zostaly wcielone w zycie i
        musze przyznac, ze wszystko funkcjonuje swietnie. Ale - obydwoje
        tego chcemy i mamy to samo podejscie do czystosci, porzadkow itp. To
        jest podstawa.
        Poza tym chlopak na szczescie gotuje, sprzata, majsterkuje, robi
        zakupy (spozywcze tylko on, bo ja nie lubie sklepow spozywczych ani
        nie i nie chce potrafie robic zakupow do domu). Nie musze go
        poganiac ani zachecac. Ja tez gotuje, poza tym prasuje i piore no i
        sprzatam. Zasady sa jasne i czytelne i trzymamy sie ich. I co
        najwazniejsze - obydwoje mamy takie samo podejscie do zycia,
        czystosci, porzadkow, prowadzenia domu itp. Dzieki temu dogadujemy
        sie.
        Mam zlota zasade - nie denerwowac sie z powodu pierdol. Szkoda zycia
        i nerwow. Wylana zupa, przypalony garnek nie wyprowadzaja mnie z
        rownowagi. Mowie sobie po prostu - trudno! Staram sie maxymalnie
        redukowac ilosc zmartwien w moim zyciu.
        Nie czuje sie specjalnie przeciazona z tytulu wspolnego
        zamieszkania. Fakt, mam nieco wiecej obowiazkow, ale coz - to
        normalne.
        Aha, wspolne zycie zaczelismy stosunkowo pozno, bo kolo 30 -stki...


        • magda8887 Re: u mnie nie jest za ciekawie 30.08.07, 11:13
          lenchen zazdroszczę CI :)

          my przed ślubem mieszkaliśmy z sobą rok czasu i też mieliśmy pewne zasady
          ustalone i jakoś to funkcjonowało.
          Po ślubie zamieszkaliśmy z jego rodzicami i te zasady szlag trafił. Teście
          zaczęli się mocno wtrącać. Częste spięcia.
          Mąż któregoś dnia stwierdził, że powinnam być taką żoną jaką jest jego mama w
          stosunku do swojego męża ... czyli taką od prawie wszystkiego ... pranie,
          sprzątnie, prasowanie, gotowanie, zakupy, dogadzanie na wszelkie sposoby mężowi
          np. przynoszenie obiadów mężowi do pracy, sprzątanie po nim jak zje, jak się
          wykąpie trzeba w łazience posprzątać bo wszystko zachlapane, w pokoju pozbierać
          porozrzucane ubrania, wychowywanie dzieci, być do jego dyspozycji na każde jego
          skinienie. Mąż założył "tajne" konto do którego nie mam prawa wglądu i nie wiem
          jaki jest jego stan, jeśli go o cokolwiek poproszę rzadko kiedy pomoże, częściej
          słyszę "zaraz" "nie mam siły", zdarza się że wychodzi z domu mówi że idzie do
          sklepu na 10 min i wraca po 5 godzinach jak się okazuje był u kolegów, gdy
          odezwę się że postąpił źle, że mógł mnie uprzedzić to robi awanturę, a jak ja
          kiedyś specjalnie zrobiłam tak jak on i wyszłam z domu nie mówiąć gdzie i
          wróciłam po 3 godzinach to było wielkie hallo, mąż zaczął używać wulgarnych słów
          w moją stronę, jak się opije i coś mu nie spasuje to każe mi spierdalać i mówi
          o rozwodzie o tym że jaka ja jestem nie dobra itd., teraz chcemy się wyprowadzić
          od jego rodziców i szukamy mieszkania albo domku do wynajęcia ale decyzja gdzie
          zamieszkamy należy tylko do niego, ponieważ uważa że nie mam prawa głosu gdyż ja
          nie pracuję więc on będzie płacił za wynajem i dlatego jemu wolno podjąć
          decyzję, jemu nie wolno się sprzeciwiać bo wtedy teksty "co z ciebie za żona".
          "nie mam z ciebie pożytku" itp. nie docenia tego co dla niego zrobię, ale za to
          potrafi wypomnieć to co jego zdaniem źle zrobiłam, nie ma czasu ze mną
          wychodzić, w tygodniu wiecznie zmęczony i siedzimy w domu, a jak wyjdziemy to od
          razu jedzie do kolegi, a jak przyjdzie weekend to jeździ na ryby, nawet nie
          zapyta mnie czy może jechać a czy chciałabym z nim spędzić ten weekend. Oj dużo
          mogłabym jeszcze pisać.
          jednym słowem KOSZMAR ... może trudno wam uwierzyć ale przed ślubem jak
          mieszkaliśmy razem był inny, dużo z siebie dawał, pomagał mi, nawet potrafił
          obiad ugotować, posprzątać, zrobić zakupy
          • zosiaczek25 Re: u mnie nie jest za ciekawie 30.08.07, 12:47
            o ja cie chrzanie, wspolczuje szczerze. Moj mezulo to zwyczajny gapa i przez te
            pare lat bycia razem jakos sie nauczylam, ze on specjalnie niczego nie robi.
            Chociaz mimo wszystko czasem mam wszystkiego powyzej uszu, jak mu musze
            tlumaczyc, zeby zrobil to albo tamto, bo on sam nie zauwaza. Jak mi sie lampka
            zapala, to tylko ide sobie sama na spacer, wracam i juz mi jest lepiej. Ale to
            sa glupie rzeczy, o ktore ja sie dasam i tak na prawde powaznych klotni nie
            mamy. Bo i nie ma o co. Nie ukrywamy niczego przed soba (chociaz kto to moze
            wiedziec), on mi nie robi wyrzutow, odnosi sie do mnie z szacunkiem, wiec i ja
            staram sie to odwzajemniac. O tym, ze mam byc taka jak tesciowa nigdy nie
            slyszalam. Przeciwnie, maz twierdzi, ze obie jestesmy jednakowo dobrymi
            gospodyniami, a w kwestii gotowania ja podobno nawet jestem lepsza. ;) A
            tesciowa, jaka jest taka jest, ale jak cos, to sama ustawia go do pionu, ze ma
            mi pomagac i przy nim przypomina mi, zebym go za bardzo nie rozpieszczala.
    • magda8887 Re: u mnie nie jest za ciekawie 30.08.07, 11:20
      zastanawiam się co dalej ... i nie widzę aby coś się zmieniło na lepsze ...
      często myślę o tym aby odejść ... ale nie mam sił ... chyba do tej ostatecznej
      decyzji muszę dojrzeć ... dziś jadę do domu rodzinnego ... ochłonąć i odpocząć
      ... bo momentami zaczynam wariować pod dachem teściów ... teście też potrafią
      dokuczyć
      • lenchen Re: u mnie nie jest za ciekawie 30.08.07, 11:53
        Hmm, rzeczywiscie nieciekawa sytuacja... Sprobujcie pomieszkac bez
        towarzystwa tesciow, wynajac mieszkanie. Na twoim miejscu nie
        rezygnowalabym od razu z malzenstwa, tylko dazyla do tego, zeby
        wyprowadzic sie od tesciow, sprobowac wspolnego zycia bez ich
        ingerencji. Wierze w to, ze daja ci w kosc. Sama nigdy, NIGDY nie
        chcialabym zamieszkac z "moimi".
        • magda8887 Re:lenchen 30.08.07, 12:56
          > Sprobujcie pomieszkac bez towarzystwa tesciow, wynajac mieszkanie.
          > Na twoim miejscu nie rezygnowalabym od razu z malzenstwa,
          > tylko dazyla do tego, zeby wyprowadzic sie od tesciow,
          > sprobowac wspolnego zycia bez ich ingerencji.

          Mimo iż się wyprowadzimy to ingerencja teściów nadal pozostanie, ponieważ mąż
          prowadzi własną działalność w lokalu który jest połączony z domem teściów i ten
          lokal od nich wynajmuje. Także mąż będzie miał z nimi kontakt codziennie od
          godz. 8.00 - 18.00
          Owszem mąż dał mi i to nieźle w kość, że przez niego czuję się
          niedowartościowana, niepotrzebna. Nie wiem czy osobne zamieszkanie pomoże,
          ponieważ te wszystkie jego wulgarne słowa, traktowanie mnie jest we mnie mocno
          zakorzenione. Nie potrafię o tym zapomnieć, wymazać z pamięci. Przez te
          niespełna dwa lata małżeństwa zrobiłam się strasznie nerwowa. Każdego dnia rano
          zastanawiam się czy dziś mąż będzie miły a czy znów coś mu strzeli do głowy,
          żyję w ciągłej niepewności. Totalna huśtawka nastrojów męża która udziela się
          również mi. Nie wiem co będzie dalej, ale nie widzę tego dobrze ... mi zależy na
          spokoju, na tym aby mieć rodzinę, dzieci a u boku szanującego mnie męża.

    • iminlove Re: przywitac sie chcialam i wygadac...:) 30.08.07, 12:01
      Ja ze swoim mieszkam już ponad rok.
      Na początku też momentami było ciężko, porozwalane rzeczy, ciągle coś mnie
      wkurzało. Ale dzisiaj myślę, że przede wszystkim winna była ciasnota -
      mieszkaliśmy w małym pokoju w akademiku, więc ciągle potykaliśmy się o własne
      rzeczy:) Dzisiaj wynajmujemy mieszkanie ze znajomymi, mamy duży pokój, każde
      swoje biurko i komputer:) Tak więc każdy trzyma bałagan na swoim podwórku i ani
      on nie ingeruje w infrastrukturę mojego biurka, ani ja w jego (a swoją drogą
      miałam kiedyś taką współlokatorkę, która twierdziła, że nieporządek na moim
      biurku przeszkadza jej w nauce - to nic, że gdy siedziałyśmy przy biurkach to
      byłyśmy odwrócone do siebie plecami;)).
      Czasami jeszcze się wkurzę, że wracam z pracy (on przychodzi wcześniej), a łóżko
      nie pościelone. Ale w zasadzie to ja wychodzę później, więc mogłabym sama
      pościelić, więc powiedzmy, że jest 1:1. Ale ogólnie rzecz biorąc - jeśli ja
      zaczynam sprzątać, on sprząta ze mną. Nie ma mowy, żeby poszedł i zrobił kawę
      tylko dla siebie - zawsze pyta. W zasadzie ciepłe napoje serwuje głównie on;)
      Czasami mnie dobija, że to ja muszę ciągle decydować... Ale w zasadzie to lubię
      (funkcja opiekunki ogniska). Tak więc jeśli chcę ugotować coś na obiad, wysyłam
      do niego smsem listę zakupów - i on wracając z pracy to kupuje. Nie mogę narzekać;)
      • magda8887 Re: iminlove 30.08.07, 13:07
        też bym tak chciała jak piszesz:
        > jeśli ja zaczynam sprzątać, on sprząta ze mną. Nie ma mowy, żeby > poszedł
        i zrobił kawę tylko dla siebie - zawsze pyta

        nigdy mi nie pomógł w sprzątaniu. Np. wczoraj posprzątałam pokój, kuchnię,
        łazienkę, przedpokój, podłogi zmyłam na mokro wtedy do mieszkania wpadł mąż w
        butach i prosto przez kuchnię do łazienki. Na odpijał pełno śladów a dopiero co
        podłogi zmyłam na klęcząco szmatą aby było dokładniej. Mąż widział że sprzątałam
        bo go o tym uprzedziłam. Prosiłam aby zdjął buty ale gdzie tam więc krzyknęłam a
        wtedy się na mnie obraził bo jakim prawem podniosłam głos. O i tak uszanował
        moją pracę.
        A co do kawy, każdego dnia rano jak wstaję kawę robię ZAWSZE ja - sobie parzoną
        a jemu rozpuszczalną. I często jest tak, że wypija swoją a jak ja odwrócę uwagę
        potrafi wypić i moją. A to nie jest miłe. Wtedy robię kolejną dla siebie bo on
        mi nie zrobi mimo iż mi wypił.
        A co do ścielenia łóżka. Mąż prowadzi swoją działalność w domu ja jak pracowałam
        wstawałam od niego o 2 godziny wcześniej, chodziłam cichutko aby go nie obudzić.
        Z pracy wracałam na 16tą i co prawie co dziennie zastawałam w pokoju bałagan i
        nie zaścielone łóżko i pretensje że jeszcze obiadu nie ma. Posprzątać mógł on
        ponieważ tak jak pisałam prace swoją wykonuje w domu.
        Zakupów w ogóle nie robi, a wszystkie decyzje które powinny być wspólne
        podejmuje sam i je wykonuje tak jak jemu pasuje - nie licząc się z moim zdaniem.
        • zosiaczek25 Re: iminlove 30.08.07, 13:09
          A jak bylo przed slubem?
          • magda8887 Re:zosiaczek25 30.08.07, 13:15
            > A jak bylo przed slubem?

            pewnie nie uwierzysz jak Ci napiszę że przed ślubem było zupełnie inaczej,
            pomagał mi, robił zakupy, odnosił sie z szacunkiem (nigdy wulgarnego słowa w
            moją stronę nie wypowiedział), sprzątał po sobie, nawet obiad potrafił ugotować
            - tak sam z siebie
            • iminlove Re:zosiaczek25 30.08.07, 13:24
              Zaczynasz mnie przerażać... bo my nie mamy jeszcze ślubu;)
              Czy oni zmieniają się w jakieś potwory?
              Ja się czasami obawiam, bo mój wychowany został w domu, w którym jego mama i
              babcia ciągle skaczą wokół jego i jego ojca. Nigdy na przykład nie pozwalały mu
              zrobić samemu herbaty czy przygotować coś do jedzenia. Tego nauczyłam go ja;)
              Ale ja jestem dosyć specyficzna (koledzy mówią o mnie 'feministka') - nie ma
              szans, żebym za niego robiła, jeśli on nie robi nic za mnie. Zapowiedziałam na
              przykład, że nie zmienię nazwiska po ślubie - co jest chyba przejawem dążenia do
              zbudowania iście partnerskiego związku (ostatnio na jakiejś imprezie rodzinnej
              zostałam - przy wszystkich - spytana przez przyszłego teścia, co z nazwiskiem. I
              mimo iż teścia bardzo lubię, to powiedziałam co o tym myślę. Mam nadzieję, że
              uszanuje).
              A co do męża - idealnym sposobem jest pozostawienie go sam na sam ze szmatą do
              podłogi. Mój na przykład jak mu uprasowałam koszulki wrzucał je byle jak do
              szafy, po czym sytuacja się zmieniła, jak kiedyś on prasował - 30-sto stopniowy
              upał na dworze, parujące żelażko, sterta t-shirtów - poukładał równiutko;)))
    • zosiaczek25 Re: przywitac sie chcialam i wygadac...:) 30.08.07, 12:25
      Hehe. Na poczatku? Regularnie takie mysli miewam. A mieszkamy ze soba trzeci
      rok. Z opisu wnioskuje, ze Twoj narzeczony podobny jest do mojego meza. Stara
      sie i pomaga, ale czasem jak cos odwali, to czlowiekowi rece opadaja. Podam
      tylko jeden przyklad. Kiedys mialam egzaminy i siedzialam przed kompem robiac
      jakies pomoce do nauki i kujac jednoczesnie. W tym samym czasie wstawilam
      jedzenie na kuchnie. Maz siedzial w kuchni i czytal. W pewnym momencie pociagam
      nosem (siedzac w zupelnie innym pomieszczeniu) i czuje swad czegos spalonego.
      Krzycze do meza, maz sie nie odzywa. Ide wiec do kuchni, podnosze dekiel a tam
      same wegliki. Mezowi zaczytanemu oczywiscie nie przyszlo do glowy, zeby spojrzec
      na garnek i zamieszac. Nie zauwazyl nawet, ze kuchnia byla pelna dymu...
      Myslalam, ze go udusze. Szczegolnie, ze bylo juz po 20.00 i wszystkie sklepy
      pozamykane a ja glodna cieszylam sie, ze zaraz cos przekasze. Ech. Taki juz
      widocznie jego urok.
      Tez jestem nerwowa i od razu mi sie lampeczka zapala, jak tylko cos. Ale on jest
      taki spokojny chlopek, ze sie na niego dlugo gniewac nie moge.
    • gold-fish Re: przywitac sie chcialam i wygadac...:) 30.08.07, 12:46
      My już mieszkamy od prawie roku. Jego mama i siostra wszystkow
      robiły w domu i go rozpieszczały. Ostatnio przeczytałam fajny
      artykuł : jeżeli chcesz zobaczyć jaki bedzie Twój ukochany za kilka
      lat- spójrz jaki jest jego ojciec. Ale jeżeli nie chcesz żeby był
      taki jak jego ojciec- to nie będź taka jak jego matka!

      Ja zawsze mu powtarzałam, że nie jestem jego mamą. Mamy podział
      obowiązków. Też się czasem denerwuje. Ale przywykniesz do niego- o
      to własnie w tym chodzi. Jego pewnie też irytuje czasem Twoje
      zachowanie. Może też myśli: ..boże ja chyba z nią nie wytrzymam do
      slubu, bo ona taka nerwowa...
      • magda8887 Re: gold-fish 30.08.07, 13:11
        napisałaś:
        > jeżeli chcesz zobaczyć jaki bedzie Twój ukochany za kilka lat
        > spójrz jaki jest jego ojciec.

        proszę nie strasz mnie :)
        bo na teścia to ja mam "uczulenie" okropnie działa mi na nerwy, jest strasznie
        upierdliwą osobą, nie wolno mu się sprzeciwiać, wszystko robi jak mu się podoba,
        a jakie wyzwiska potrafi wymawiać że szok NIE LUBIĘ TEŚCIA
    • g0sik Re: przywitac sie chcialam i wygadac...:) 30.08.07, 13:04
      wielorak napisała:

      >moje kochanie np. 30 min. przed swoim wyjściem do pracy ( i moim
      >20min. później)ma zwyczaj przypominac sobie, że potrzebuje
      >wyprasować służbową koszulę- jakby mi nie mógł tego powiedzieć
      >dzień wcześniej wieczorem..

      A mnie zawsze zastanawiało dlaczego kobiety gładziutko wchodzą w
      rolę mamusi, później narzekają, że muszą obsługiwać swoich facetów.
      Nigdy, przenigdy nie zrozumiem jak można prasować dorosłemu
      facetowi. No chyba, że partner jest kaleką i rąk nie ma - ale to na
      szczęście ogromnie rzadkie przypadki. Niektóre kobiety nawet z
      samodzielnego faceta zrobią niepełnosprawnego lenia....


      • iminlove Re: przywitac sie chcialam i wygadac...:) 30.08.07, 13:17
        No bez przesady, ja mu raz wyprasuję, a kiedy indziej on mnie. Albo ja mu będę
        prasować, a on będzie mi robił herbatkę jak będę miała na nią ochotę:) W końcu
        każda gospodarka opiera się na specjalizacji pracy...;)
      • zosiaczek25 Re: przywitac sie chcialam i wygadac...:) 30.08.07, 13:45
        Jezeli siedze w domu (bo mam akurat ferie) prawie 24 h/dobe, a maz w tym czasie
        zarabia na nasze utrzymanie- bedac 13 godzin poza domem, to chyba korona mi z
        glowy nie spadnie, gdy nie tylko ugotuje obiad, ale tez uprasuje mu te koszule
        do tej pracy, z ktorej on nas utrzymuje? I zeby Cie uspokoic- ostatnio nie
        chcialo mi sie prasowac (choc siedzialam caly dzien w domu) i zrobil to moj
        mezulo. Przy wlaczonym filmie on prasowal NASZE rzeczy, a ja ogladalam film i
        popijalam winko. Takze moj jakos nie zmienil sie w niepelnosprawnego...
        • wielorak Re: przywitac sie chcialam i wygadac...:) 30.08.07, 14:31
          koszule mozna prasować dorosłegu meżczyźnie i nie jest to "matkowanie" bo
          przecież można zrobić to z przyjemności i wyręczyć serduszko

          a co do talentów kulinarnych jak tu wcześniej któraś z was się przyznała- luzik,
          ja też kilka razu z zaciśniętymi zębami wyrzucałam obiad do kosza.
          teraz mam remont w kuchni więc mogę się usprawiedliwić brakiem obiadu ehm
        • alis123 Re: przywitac sie chcialam i wygadac...:) 30.08.07, 14:54
          Moj maz jakos nigdy na to nie wpadl, ze ktos moze cos za niego
          zrobic... Sam prasuje, sam kupuje, co mu potrzeba, gotuje dla nas
          obojga. Jak mu chce w czyms pomoc, cos zalatwic (bo mam wiecej
          czasu) to musze go przekonywac :). A po slubie jest u nas coraz
          lepiej. Na poczatku nie moglismy sie dogadac, a teraz coraz wiecej
          utartych sciezek i coraz latwiej sie zyje. Specjalizacja pracy taka,
          ze maz gotuje, a ja sprzatam. Chyba, ze chce cos ugotowac...
          • kaatrin Re: przywitac sie chcialam i wygadac...:) 30.08.07, 16:11
            Moj maz mi prasowac nie pozwalal... zawsze wszystko wysylal do
            pralni. Jakis czas temu mielismy malo pieniedzy, wiec zaczelam sama
            prac i prasowac. Strasznie sie wstydzil i sam moje rzeczy mi
            prasowal, jak mnie w domu nie bylo :-). Ale moj maz to straszny
            feminista...
            moze dlatego ze nie Polak.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka