Dodaj do ulubionych

II MAŁŻEŃSTWO

22.08.07, 16:56
czy wśród mężatek na tym forum są takie, które wyszły za mąż po raz drugi albo
planują II ślub? Czy teraz jesteście szczęśliwe w tym drugim związku. Pytam
dlatego, że moje małżeństwo ma się ku końcowi, jestem w taki dołku
psychicznym, że wydaje mi się że już nic dobrego mnie w życiu nie czeka, tylko
samotność. Totalna załamka. Pytam aby przekonać się czy dużo jest takich
kobiet, które mimo porażki małżeńskiej wreszcie odnalazły swoją drugą
"właściwa" połowę.
Obserwuj wątek
    • trusia29 Re: II MAŁŻEŃSTWO 22.08.07, 17:22
      Tak. Ja jestem mezatką po raz drugi, staramy się z męzem o dziecko.
      Jesli jesteś pewna, ze Twoje małżeństwo nie ma szans nie zwlekaj,
      podejmij ostateczna decyzję, zakończ ten etap i zacznij zyc od nowa.
      Bo warto.
      • kim5 Re: II MAŁŻEŃSTWO 22.08.07, 20:00
        Warto. Nie bój się, moje drugie małżeństwo jest dużo lepsze:-))
        Będzie dobrze.
        • magda8887 trusia29 i kim5 22.08.07, 21:52
          a co na to wasi obecni mężowie, nie przeszkadza im to, że jesteście rozwódkami i
          możecie im tylko ślubować przed kierownikiem USC? czy łatwo było wam wejść w
          nowy związek? Ile czasu czekałyście na nową miłość?
          Przepraszam, za takie pytania ale wiecie mam strasznie mieszane uczucia - pewnie
          same wiecie o czym mówię i co czuję
          • johnyp1973 Re: trusia29 i kim5 23.08.07, 09:45

            Pytasz o zdanie dziewczyny ale też się dopiszę

            Planujemy małżeństwo i w moim przypadku będzie to po raz drugi
            Partnerka ma za sobą z kolei kilka związków w których dobrnęła do
            ściany za każdym razem i mimo kilkuletnich staży nie wydarzyło się
            nic dalej. Poznaliśmy się w momencie kiedy u mnie od rozwodu minęły 3 lata a u
            niej od zakończenia ostatniego/poprzedniego związku rok. I wiemy oboje, że
            wcześniej nie byliśmy gotowi na jakiekolwiek znajomości bo musieliśmy
            uporządkować życie po poprzednich związkach. To tyle a`propo pytania ile
            czekaliśmy na nową miłość.

            Z oczywistych powodów bedzie tylko USC i nie do końca z tego powodu
            ucieszona jest mama mojej pani bo jest osobą bardzo zaangażowaną
            religijnie.

            Czy łatwo się wchodzi w nowy związek?
            Nie. Z wiekiem spada ochota na uczuciowe ryzyko i zaczynamy
            mocniej analizować, rozważać itd. W naszym przypadku sporo trwało zanim oboje
            zdołaliśmy siebie sami przekonać, że warto i ma to szansę przetrwać. Ale nowy
            związek to także wiele nowych odczuć i okazji aby przyjrzeć się samemu sobie na
            nowo. Często łapię się na tym, że wcześniej reagowałem na pewne rzeczy inaczej.
            Pewnie ma to związek z tym, że późno bo późno ale w końcu chyba wydoroślałem i
            dojrzałem - chyba w tym wieku dopiero facet widzi świat i siebie w pełnym
            świetle bez tępego samczego zapatrzenia w swoje ego.


            Dziękuje. I chętnie poczytam jak to wygląda z waszej strony.
            • magda8887 johnyp1973 23.08.07, 12:52
              > Dziękuje. I chętnie poczytam jak to wygląda z waszej strony.

              ja również dziękuję za twoją odpowiedź.
              Mile widziane również wypowiedzi mężczyzn
          • trusia29 Re: trusia29 i kim5 23.08.07, 19:24
            Mojemu męzowi nie pzreszkadz i nigdy nie przeszkadzało, że jestem
            rozwódką. Wiedzial o tym od samego początku znajomości. Poznalismy
            sie kilka miesięcy po moim rozwodzie. Pamiętam, że tez barzo się
            bałam rozwodu, wręcz popadłam w małą depresję. Lekarstwem okazała
            się wlasnie nowa miłość.
            A slub w USC i drugie wesele byly o wiele fajniejsze niż za
            pierwszym razem :)
          • burza4 Re: trusia29 i kim5 01.09.07, 12:48
            magda8887 napisała:

            > a co na to wasi obecni mężowie, nie przeszkadza im to, że
            jesteście rozwódkami i> możecie im tylko ślubować przed
            kierownikiem USC?

            mój obecny też jest po rozwodzie. Zresztą - nawet gdybym mogła - i
            tak ślubu kościelnego teraz bym nie brała - oboje nie praktykujemy i
            ślub kościelny do niczego nam nie jest potrzebny.


            czy łatwo było wam wejść w
            > nowy związek? Ile czasu czekałyście na nową miłość?

            no, na obecnego - ładnych parę lat, choć w międzyczasie też coś się
            działo. Po prostu człowiek po pierwszym rozwodzie nie podchodzi już
            tak idealistycznie do życia, poprzeczka idzie w górę.

            a tak w ogóle - nie jesteś odosobniona w takich odczuciach. Uszy do
            góry - to naprawdę jest jak w piosence - kocha się raz, potem drugi
            i trzeci... i zazwyczaj za każdym kolejnym razem trochę mądrzej
            lokuje się uczucia:)
            • magda8887 Re:burza4 02.09.07, 12:55
              > i zazwyczaj za każdym kolejnym razem trochę mądrzej lokuje się > uczucia:)

              z tym akurat się zgadzam w zupełności. Ja gdybym kiedyś na nowo miała się z kimś
              wiązać to na pewno byłabym bardziej "czujna", zwracałabym uwagę na każdy
              szczegół, analizowałabym dokładnej mój nowy "obiekt zainteresowań" jego
              charakter i zachowanie względem jego rodziny, mnie i innych. Byłabym o wiele
              ostrożniejsza.
    • mama007 Re: II MAŁŻEŃSTWO 31.08.07, 18:20
      jestem rozwiedziona, mam z małżeństwa 4-letnią córkę. od grudnia jestem w
      związku, jakiś tam ślub pewnie weźmiemy, jakkolwiek na razie mamy duuuuużo
      ważniejszych spraw, jak wszystko będzie już szło po naszej myśli to pomyślimy o
      ślubie (chociaż już o nim rozmawiamy). planuję unieważnić ślub kościelny - wiem
      że trwa to długo, ale nie spieszy mi się, więc może trwać ile chce...
      ten związek jest całkiem inny niż moje małżeństwo. dojrzały, stonowany, ale nie
      nudny, po prostu całkiem inny... może chodzi o wiek (mój, partnera), może o
      dojrzałość (przede wszystkim partnera...), nie wiem. wiem jedno - nie żałuję :)
      trudno jest wszystko pogodzić gdy już są dzieci. gdy ich nie ma - jest dużo
      łatwiej.
      nie traktuj tego jakbyś miała coś stracić (bo niby co? ciężar w postaci kłótni i
      męża, z którym się nie dogadujesz?), a raczej coś zyskasz (wolność,
      samodzielność, możliwość znalezienia sobie kogoś, kto Cię z wzajemnością pokocha).
      pozdrawiam
      :)
      • kim5 Re: II MAŁŻEŃSTWO 31.08.07, 19:44
        Mój mąż od początku wiedział i nie przeszkadzało mu to. Nie
        jest "kościołowy", więc ślub w USC był oczywistością. I był piękny:-)
        Nie bój się nowego związku, myślę, że człowiek po rozwodzie bardziej
        docenia to, co ma, bardziej się cieszy z rzeczy zwyczajnych. Z
        życia. Z codzienności.
        Nie patrz na siebie, że jesteś gorsza. Ludzie mają różne
        doświadczenia - rozwód to tylko jedno z nich. Będziesz mądrzejsza.
        Trzymam kciuki.
      • kasiulkkaa Re: II MAŁŻEŃSTWO 01.09.07, 00:04
        planuję unieważnić ślub kościelny - wiem
        > że trwa to długo,
        Wybacz, ale mając 4-letnią corkę, będziesz dązyć do unieważnienia slubu? Na
        jakiej podstawie? Własnej niedojrzałości? A córka co, nagle okaże się, że z
        nieprawego łoża jest (z punktu widzenia Kościoła), jakkolwiek głupio to brzmi w
        dzisiejszych czasach?
        • annajustyna Re: II MAŁŻEŃSTWO 01.09.07, 12:44
          Stwierdzenie niewaznosci mozna uzyskac i po 20 latach...Sama znam taki
          przypadek. Jest to troche absurdalne, bo to tak jakby pojawil sie obowiazek
          spowiadania sie do tylu z 20 lat konkubinatu (no bo skoro slub byl niewazny od
          poczatku)...Kiedys padlam, jak przeczytalam wywiad z p. Laura Lacz (uzyskala
          stwierdzenie niewaznosci pierwszego malzenstwa i wyszla za K. Chamca): Gdybym
          nie spotkala Krzysztofa, to pewnie wciaz bylabym zona mojego pierwszego meza.
          Swietnie, czyli po pojawieniu sie Krzysztofa slub byl niewazny, a tak bylby
          nagle wazny? Pomylenie pojec po prostu...
          • annajustyna Re: II MAŁŻEŃSTWO 01.09.07, 12:46
            Dodam ze m.in. z takich powodow jestem goraca zwolenniczka wprowadzenia
            "rozwodow" koscielnych...Kazdy ma prawo sie pomylic i dostac od losu druga
            szanse. KK w imieniu Boga nie moze byc tak okrutny...
            • trusia29 Re: II MAŁŻEŃSTWO 01.09.07, 12:57
              Zgadzam się z annajustyna. W obecnym stanie jest tak, że
              stwierdzenia niewazności sypia sie jak z rękawa, ludzie klamią przed
              sądami koscielnym byleby tylko uzyskac ten papierek i wziąc drugi
              slub "na pokaz". Ja nie rozumiem co to im daje, bo chyba we wlasnym
              sumieniu wiedzą, jaka jest prawda - tzn. po prostu sie pomylili, zle
              wybrali, czasami popełnini bledy, a czasem poznali kogos, kto wydaje
              im sie lepszym partnerem... Pomijam nieliczne pzrypadki, gdy
              małżenstwo rzeczywiście można uznac za niewazne (np.
              brak "konsumpcji", zatajenie powaznej choroby przed druga strona),
              jednak w większości to sa kłamliwe pokazówki!
              • mama007 Re: II MAŁŻEŃSTWO 01.09.07, 13:59
                trusia29 napisała:

                byleby tylko uzyskac ten papierek i wziąc drugi
                > slub "na pokaz".

                ale sa tez osoby, ktore wcale nie chca brac drugiego slubu, a mimo to chca
                uniewaznic slub koscielny. ja nie wiem czy wezme. kiedys moze tak, nie mowie ze
                bede sie zapierac rekami i nogami. ale poglady ulegaja przewartosciowaniu i to
                naprawde nie jest dla mnie najwazniejsze, a na pewno nie na pokaz.
                chce uniewaznic koscielny, bo zawarcie tego slubu bylo bledem. moim bledem i mam
                podstawy, by go uniewaznic. klamac nie zamierzam.

                nie wiem czy wezme kolejny slub, ale dla samej siebie chce uniewaznic slub
                koscielny.
                • annajustyna Re: II MAŁŻEŃSTWO 01.09.07, 16:51
                  Nie mozna uniewaznic koscielnego, mozna uzyskac stwierdzenie niewaznosci...Dosc
                  istotne, bo chodzi o powody sprzed zawarcia malzenstwa...
                • magda8887 Re: mama007 02.09.07, 13:20
                  > nie wiem czy wezme kolejny slub, ale dla samej siebie chce uniewaznic > slub
                  koscielny.

                  jestem tego samego zdania co Ty. Gdybym miała kiedyś tam w przyszłości starać
                  się o unieważnienie to zrobiłabym to tylko i wyłącznie dla siebie. Zwłaszcza, że
                  mąż kiedyś powiedział mi, że choćbym się z nim rozwiodła to i tak pozostanę jego
                  żoną czy tego chcę czy nie, bo rozwód będzie ślubu cywilnego a nie kościelnego
                  ... więc mąż powiedział, że według Boga i kościoła dalej pozostanę jego żoną ...
                  więc gdybym miała się z nim rozwodzić to pewnie też chciałabym unieważnić ślub
                  kościelny, aby całkowicie się od niego uwolnić aby nigdy od niego nie usłyszeć
                  "mimo iż jesteśmy rozwiedzeni to i tak jesteś moją żoną".
                  także gdybym miała unieważnić ślub kościelny to tylko dla siebie, aby poczuć że
                  "CAŁKOWICIE" (w pełnym znaczeniu tego słowa) uwolnić się od męża.
                  • annajustyna Re: mama007 02.09.07, 13:45
                    Tylko, ze jesli tak to przedstawilabys w sadzie biskupim, to od razu Twoj
                    wniosek zostalby oddalony (a nie ma odwolania)...
                    • magda8887 Re: annajustyna 02.09.07, 13:50
                      > Tylko, ze jesli tak to przedstawilabys w sadzie biskupim, to od razu > Twoj
                      wniosek zostalby oddalony (a nie ma odwolania)...

                      czemu tak uważasz?
                      • magda8887 Re: annajustyna 02.09.07, 13:51
                        > Tylko, ze jesli tak to przedstawilabys w sadzie biskupim, to od razu > Twoj
                        wniosek zostalby oddalony (a nie ma odwolania)...

                        do kogo to kierowałaś do mnie czy do mama007??
                        jeśli do mnie to dlaczego uważasz ze zostałby oddalony?
                        • mama007 Re: annajustyna 02.09.07, 13:54
                          magda8887 napisała:

                          > > Tylko, ze jesli tak to przedstawilabys w sadzie biskupim, to od razu >
                          > ; Twoj
                          > wniosek zostalby oddalony (a nie ma odwolania)...
                          >
                          > do kogo to kierowałaś do mnie czy do mama007??
                          > jeśli do mnie to dlaczego uważasz ze zostałby oddalony?

                          uniewaznienie koscielne to sprawa bardzo skomplikowana, pewnie dlatego
                          annajustyna tak napisala. trzeba miec solidna argumentacje, wiedziec jak
                          wszystko poprowadzic, bo to sliski grunt... rozwod cywilny przy tym to pikuś :/
                          gdyby to bylo proste pewnie bylabym juz w trakcie, ale wiem ze jest
                          czasochlonne, kosztowne i skomplikowane, dlatego tez z tym czekam na ulozenie
                          sobie innych spraw - jak twardo stane na nogi (studia, praca, kredyty...) to
                          wezme sie do roboty...
                          • annajustyna Re: annajustyna 02.09.07, 13:58
                            Dziewczyny, jeszcze raz: nie mozna uniewaznic slubu kosc, mozna uzyskac
                            stwierdzenie niewaznosci...Istotna roznica: to pierwsze dotyczy sytuacji PO, a
                            to drugie SPRZED slubu...
                        • annajustyna Re: annajustyna 02.09.07, 13:57
                          Jestem kanonistka-amatorka (amatorka, bo z powodu oddalenia od mojego miasta nie
                          mam mozliwosci zlozenia doktoratu z iur. can.). Czytalam mnostwo orzectnictwa w
                          sprawie stwierdzenia niewaznosci etc. W sadzie biskupim tylko czekaja na
                          argumentacje "rozwodowa", aby odrzucic wniosek...Nie mozesz absolutnie odwolac
                          sie do terazniejszosci, musisz argumentowac tylko i wylacznie w odniesieniu do
                          czasu sprzed zawarcia malzenstwa (nawet jak opisujez sytucje po slubie, to
                          musisz wskazac na poczatek tego poblemu lezacy w czasach przedmalzenskich)...NIe
                          raz zdarzala sie decyzja odwrotna w sytuacji - zdawaloby sie- oczywistej wlasnie
                          ze wzgledu na podobna argumetacje do Twojej...
                          • magda8887 Re: annajustyna 02.09.07, 14:11
                            > Nie mozesz absolutnie odwolac sie do terazniejszosci, musisz >
                            argumentowac tylko i wylacznie w odniesieniu do
                            > czasu sprzed zawarcia malzenstwa (nawet jak opisujez sytucje po > slubie,
                            to musisz wskazac na poczatek tego poblemu lezacy w czasach przedmalzenskich)

                            rzeczywiście to bardzo trudne ... bo np. przed ślubem mąż nigdy nie wyzywał
                            mnie, nigdy nie nazywał mnie "błędem", nigdy nie używał w stosunku do mnie
                            wulgaryzmów, nigdy nie stosował przemocy psychicznej dopiero teraz zaczął PO
                            ślubie więc jak ja mam wskazać początek tych problemów już za czasów
                            przedmałżeńskich skoro tych problemów wtedy nie było.
                            • annajustyna Re: annajustyna 02.09.07, 14:13
                              :(((
                              • annajustyna Re: annajustyna 02.09.07, 14:13
                                Aha, i Twoj wniosek sam w sobie nie wystraczy...Musisz miec swiadkow:((.
                                • magda8887 Re: annajustyna 02.09.07, 15:40
                                  > Aha, i Twoj wniosek sam w sobie nie wystraczy...Musisz miec swiadkow

                                  mam nadzieję, że osoby z mojej rodziny mogą być świadkami, choćby siostra i tato
                                  ponieważ oni na własne oczy widzieli jak mój mąż dostał ataku szału u nich w
                                  domu i co wyrabiał, zachowywał się jakby rozum postradał, np. chciał skakać z
                                  balkonu, używał wulgaryzmów w domu mojego taty, wściekał się, nawet podskakiwał
                                  do mojego taty, prowokując go (mojego tatę) aby go uderzył (to było pod wpływem
                                  alkoholu no ale to nie tłumaczy jego zachowania).
                                  • annajustyna Re: annajustyna 02.09.07, 15:47
                                    Ale to bylo juz PO slubie, a stwierdzenia choroby psychicznej (wtedy mozna by
                                    argumentowac, ze zaczela sie duzo wczesniej) chyba nie ma???
                                  • trusia29 Re: annajustyna 10.09.07, 22:02
                                    magda - ja ci bardzo wspólczuje, wiem co to mąż znecajacy sie
                                    psychicznie i fizycznie, ale to nie sa powody do STWIERDZENIA
                                    NIEWAŻNOŚCI... To, ze wam sie nie ułożyło, nawet jesli z winy
                                    twojego meża, to nie jest powód do stwierdzenia, że małżeństwo było
                                    od poczatku niewazne... To tylko powód do rozwodu cywilnego, nic
                                    więcej. No chyba, że jego zachowanie byłoby wynikiem choroby
                                    psychicznej, o której wspomniała annajustyna, istniejącej przed
                                    zawarciem małżeństwa i zatajonej przez męża.
                                    A teraz uwaga ogólna - widze, ze doktryne katolicka i prawo
                                    kanoniczne mniej znają sami katolicy, niż osoby postronne.
                                    • annajustyna Re: annajustyna 14.09.07, 19:17
                                      Ja jestem katoliczka...
                                      • trusia29 Re: annajustyna 20.09.07, 15:10
                                        uwaga nie była skierowana do ciebie:)
                                        tak uogólniłam :)
                                        • annajustyna Re: annajustyna 22.09.07, 08:26
                                          A tak w ogole to masz racje:))). Np. niemieccy katolicy, ktorych znam, twierdza,
                                          ze spowiedz zostala juz zniesiona. Ciekawe, a wystarczyloby raz pojsc na msze,
                                          zeby sie przekonac, ze nie (pomijam juz, ze w Katechizmie stoi jak byk)...
        • mama007 Re: II MAŁŻEŃSTWO 01.09.07, 13:53
          kasiulkkaa napisała:

          > Wybacz, ale mając 4-letnią corkę, będziesz dązyć do unieważnienia slubu?

          tak, będę

          Na
          > jakiej podstawie? Własnej niedojrzałości?

          jest bardzo wiele podstaw, aby unieważnić ślub kościelny. radzę się najpierw
          podszkolić, a potem rzucać hasłami typu 'własna niedojrzałość'
          odnośnie mojego byłego męża z powodzeniem mogę się powołać na przykład na
          Kan. 1095, który stanowi, że niezdolni do zawarcia małżeństwa są:
          a) pozbawieni wystarczającego używania rozumu
          b) mają poważny brak rozeznania oceniającego co do istotnych praw i obowiązków
          małżeńskich wzajemnie przekazywanych i przyjmowanych;
          c) z przyczyn natury psychicznej nie są zdolni podjąć istotnych obowiązków
          małżeńskich.

          Jakkolwiek to na co się powołam to wyłącznie moja sprawa...


          A córka co, nagle okaże się, że z
          > nieprawego łoża jest (z punktu widzenia Kościoła), jakkolwiek głupio to brzmi w
          > dzisiejszych czasach?

          ??????????
          • annajustyna Re: II MAŁŻEŃSTWO 01.09.07, 16:52
            Na dobra sprawe, to kazde malzenstwo jest niewazne w swietle kanonu 1095;)).
            • trusia29 Re: II MAŁŻEŃSTWO 01.09.07, 17:05
              Bo on jest bardzo ogólny i stwarza furtke dla kazdego. A w mojej
              ocenie stwierdzenie niewaznosci jest tak powszechne, że naprawdę KK
              powinien darowac sobie tę farse i pozwolic na rozwody.
            • mama007 Re: II MAŁŻEŃSTWO 01.09.07, 18:47
              annajustyna napisała:

              > Na dobra sprawe, to kazde malzenstwo jest niewazne w swietle kanonu 1095;)).

              no dobra, przyznaje ze zacytowalam to bardziej zartobliwie niz naprawde. ja bede
              sie powolywala na cos innego :)
              tak czy inaczej nie rozumiem wielkiego oburzenia gdy ktos chce sprawe zalatwic
              takze w kosciele. wyglada to jak wyglada, zgadzam sie z kim wyzej, kto napisal,
              ze KK powinien dac sobie spokoj z taka farsa...
              • annajustyna Re: II MAŁŻEŃSTWO 01.09.07, 18:51
                Ja Ciebie w zupelnosci rozumiem, ze nie chcesz byc obciazona zlamanym
                sakramentem, juz sama swiadomosc, ze wg KK wciaz jest sie zona obcego juz czesto
                faceta moze byc przykra:(((.
          • kasiulkkaa Re: II MAŁŻEŃSTWO 02.09.07, 07:21
            > A córka co, nagle okaże się, że z
            > > nieprawego łoża jest (z punktu widzenia Kościoła), jakkolwiek głupio to b
            > rzmi w
            > > dzisiejszych czasach?
            >
            > ??????????
            Naprawdę to zbyt trudne do zrozumienia dla ciebie? Spokojnie możesz się
            powoływać na Kan. 1095 podpunkt a) w swoim przypadku.

          • magda8887 Re: mama007 02.09.07, 13:12
            gdybym ja kiedyś starała się o unieważnienie ślubu kościelnego również mogłabym
            powołać się na:
            Kan. 1095, który stanowi, że niezdolni do zawarcia małżeństwa są:
            a) pozbawieni wystarczającego używania rozumu
            > mój mąż czasem zachowuję się jakby coś miał nie tak z psychiką. Raz jest miły,
            kochany, wtedy uważa że jestem jego szczęściem, skarbem, za jakiś czas ni z tego
            ni z owego wpada w "szał" wyzywa, używa wulgaryzmów, nazywa mnie swoim
            największym błędem itd. zdejmuje z palca obrączkę mało nią nie ciśnie i krzyczy
            "koniec małżeństwa, spierdalaj" itp. a za jakiś czas uspokaja się przeprasza a
            za jakiś czas znowu dostaje "szału".

            b) mają poważny brak rozeznania oceniającego co do istotnych praw i obowiązków
            małżeńskich wzajemnie przekazywanych i przyjmowanych;
            > mój mąż uważa że ma same prawa i tylko 1 obowiązek - zarabianie na życie, z
            tym że tajemnicą jest to ile zarabia, pieniądze chowa, zakłada "tajne" konta o
            których ja nie mam pojęcia. Zachowuje się jak egoista, jakby bał się że ukradnę mu.
            Według niego ja mam same obowiązki, praw praktycznie żadnych. Szukamy mieszkania
            bo obecnie mieszkamy z jego rodzicami, mąż oznajmił mi że ja nie mam prawa
            decydować gdzie będziemy mieszkać, decyzja należy tylko i wyłącznie do niego,
            powód: ano dlatego że ja jestem na chwilą obecną bezrobotna i wynajem będzie jak
            on to mówi za JEGO kasę, a że to JEGO kasa więc decyzja też jego. Nawet seks
            uważa za mój obowiązek, nie za przyjemność lecz za obowiązek. Jeśli go nie
            spełnię za każdym razem jest pewna kara za to, albo obraża się, albo odzywa się
            do mnie nie miło, a nawet po spożyciu alkoholu zdarzyło sie że spytał mnie czy
            ma mi płacić abym za każdym razem chciała a czy ma szukać na boku.

            c) z przyczyn natury psychicznej nie są zdolni podjąć istotnych obowiązków
            małżeńskich
            > on uważa że jego jedynym obowiązkiem małżeńskim jest tylko zarabianie na życie
            i tyle. Cała reszta należy do mnie.

            wiele mogłabym jeszcze podawać przykładów ale za dużo czasu by mi to zajęło
            • annajustyna Re: mama007 02.09.07, 13:44
              Tylko problematyczne byloby udowodnic, ze byl juz takie przed slubem:(((. Choc
              to oczyiwste, bo chyba ludzie sie az tak nie zmieniaja, tylko maskuja na
              poczytku lepiej...
              • magda8887 Re: annajustyna 02.09.07, 13:49
                > Tylko problematyczne byloby udowodnic, ze byl juz takie przed >
                slubem:(((. Choc to oczyiwste, bo chyba ludzie sie az tak nie >
                zmieniaja, tylko maskuja na poczytku lepiej...

                on kiedyś taki nie był.
                Ja przed ślubem byłam w nim szaleńczo zakochana i może to uniemożliwiło mi
                dostrzec jego "maskowania się" ... już sama nie wiem, za bardzo sie pogubiłam w
                tym wszystkim.
      • magda8887 Re:mama007 02.09.07, 12:44
        > nie traktuj tego jakbyś miała coś stracić (bo niby co? ciężar w > postaci
        kłótni i męża, z którym się nie dogadujesz?), a raczej coś > zyskasz(wolność,
        samodzielność, możliwość znalezienia sobie kogoś, > kto Cię z wzajemnością
        pokocha).

        ciężko mi jest, ponieważ sam fakt że te 9 lat ma pójść na marne przytacza mnie
        na maksa. Mojego męża poznałam w wieku 17 lat, zaczęliśmy z sobą chodzić,
        zakochałam się w nim do szaleństwa. Poznałam go w najtrudniejszym momencie
        mojego życie, gdy moja Mama zmarła, dzięki niemu jakoś to przetrwałam, wyszłam z
        depresji. Dzięki temu jestem bardziej związana z nim emocjonalnie. On jest moim
        pierwszym poważnym chłopakiem, z nim poznawałam co to znaczy "dorosły" związek,
        poznawałam co to "seks" itd. Ja z natury jestem bardzo czuła, mocno się angażuję
        i przywiązuje. Jeśli kocham to tylko jednego i jestem wierna, inni mnie nie
        interesują, nigdy męża nie zdradziłam. Zawsze byłam szczera i lojalna. Zawsze
        się dogadywaliśmy, dużo czasu wspólnie spędzaliśmy, czułam że jestem kochana i
        najważniejsza, teraz nie mogę tego przeboleć że to pomału się zaciera. Owszem są
        dni kiedy jest ok., ale jak przyjdą te dni kiedy mąż "szaleje" to aż się płakać
        chce i żyć się odechciewa. Wtedy nie mam bladego pojęcia co robić i czuję że
        tracę zdrowy rozsądek. Tak bardzo pragnęłam szczęśliwej i pełnej rodziny
        (dzieci) ... o dzieciach to mogę jedynie pomarzyć. Moje znajome i kuzynki
        zachodzą w ciąże a ja nie. Boli mnie widok Mam z wózeczkami. Dużo osób z rodziny
        pyta mnie "kiedy dzidzia"? albo spoglądają na mnie i komentują "coś nie tyjesz,
        nie poszerzasz się". Wtedy staram się jakoś to przetrzymać i odpowiadam że mamy
        jeszcze czas. Czuję żal do męża, za to że powoduje że nasz związek wygląda tak a
        nie inaczej ... że przez niego nie mogę myśleć o dziecku ... bo ma chwiejną
        psychikę, raz jest miły, kochany itd. a za chwilę wulkan złości i nastawiony
        negatywnie do mnie. Raz jest dobrze za chwilę już nie ... trudno go wyczuć.
        Próbuję się do niego zbliżyć ale on wolny czas woli poświęcić swojemu hobby.
        Odpycha mnie. A jak przyjdzie co do czego obarcza mnie za to że nie jest tak jak
        powinno, że to ja go odpycham.
        Ciężko mi, nie wiem co będzie dalej.
        Mój tato jest chory, nie mówię mu wszystkiego, chcę mu oszczędzić
        przykrości.Wiem, że jak moje małżeństwo się rozsypie tato mocno to przeżyje,
        boję się o jego zdrowie. Nigdy bym sobie nie wybaczyła gdyby mu się coś stało.
        Obecnie jestem bezrobotna, szukam pracy, wiem że dobrze by mi zrobiło nowe
        towarzystwo, zajęcie, oderwanie się od domu i zmartwień.
        Koleżanki się wykruszyły, duża część wyjechała. Czuję że zostałam sama, czuję
        się samotna
        • annajustyna Re:mama007 02.09.07, 12:56
          Magdo, przezywasz teraz pare tragedii na raz (tak, tak, bezrobocie tez moze byc
          tragedia)...Porozmawiaj z mezem tak szczerze. MOze jeszcze nie wszytsko
          stracone, w koncu znacie sie nie od dzis. Moze poradz sie jednak taty, mezczyzni
          widza pewne sprawy inaczej, a nuz da Ci bezcenna rade. A moze kuracja malzenska?
          I nie mysl calymi dniami o braku dziecka -w takim stresie to dziewczyna
          najbardziej plodna nie zaciazylaby...Powodzenia!
          • magda8887 Re:annajustyna 02.09.07, 13:45
            > Magdo, przezywasz teraz pare tragedii na raz (tak, tak, bezrobocie > tez
            moze byc tragedia)...
            zgadzam się z Tobą, bo w moim przypadku brak pracy w pewnym stopniu można nazwać
            "tragedią" ponieważ dla mnie to był szok, że straciłam pracę, pracowałam rok i
            okazało się że niestety ale muszę odejść bo nie ma wolnego etaty by mogli mi
            przedłużyć umowę. A co do tej pracy miałam nadzieję że się uda, praca umysłowa,
            lekka i przyjemna, lubiłam ją. Na domiar złego mąż przez ostatni czas czasem
            świadomie albo daje mi do zrozumienia że mu przeszkadza moje bezrobocie. Czasem
            ten fakt wykorzystuje na moją niekorzyść, np. pisałam już że staramy się o
            mieszkanie i mąż odsunął mnie od podejmowania decyzji gdzie zamieszkamy itp.
            powód: bo nie pracuję więc rzecz jasna że wynajem będzie za JEGO kasę więc skoro
            JEGO kasa to i JEGO decyzja.
            Owszem w życiu przeżyłam wystarczająco dużo tragedii:
            - śmierć Mamy, miałam wtedy 16 lat - wymagałam leczenia, ponieważ miałam
            depresję, brałam leki psychotropowe, byłam w takim szoku że nie potrafiłam
            odpowiedzieć na proste pytania
            - śmierć najlepszej przyjaciółki

            Dodatkowo przeżywam to że mój tato jest chory. Ja również mam problemy z sercem,
            mam niedomykalność zastawek - lekarz powiedział otwarcie że w przyszłości może
            mnie czekać operacja. Obecna sytuacja jaka panuje w moim małżeństwie jest dla
            mnie ogromnym stresem.

            > Porozmawiaj z mezem tak szczerze. MOze jeszcze nie wszytsko
            > stracone, w koncu znacie sie nie od dzis.
            rozmawiałam i to nie raz, mąż podczas rozmowy przepraszał, obiecywał że będzie
            się starał aby między nami było dobrze ... ale po jakimś czasie zapomina co
            obiecał i co ustaliliśmy i znów zaczyna swoje ... później znów "przepraszam" i
            obiecanki poprawy a za jakiś czas znowu robi swoje ...


            > I nie mysl calymi dniami o braku dziecka - w takim stresie to >
            dziewczyna najbardziej plodna nie zaciazylaby
            ale ja nie myślę codziennie o braku dziecka, najbardziej martwi mi relacje jakie
            są między mną a mężem.
            • mama007 Re:annajustyna 02.09.07, 13:52
              magdo,
              tak czytam to wszystko co piszesz, przypominam sobie swoje malzenstwo (mi maz
              powiedzial jak corka miala 6 tygodni, ze nic nie robie tylko W DOMU SIEDZE ;)
              ale to juz tak by the way) i napisze Ci jedno - jak odeszlam od niego (a nie
              bylo latwo, corka miala prawie 2 lata gdy sie wyprowadzilam) to poczulam ulge.
              balam sie, ale w koncu zobaczylam ze nie dosc, ze mi nie pomagal wczesniej, to w
              koncu przestal mi przeszkadzac.... nie wiem czy napisalam to w taki sposob, ze
              mozna zrozumiec o co mi chodzi (nie o zmywanie naczyn bynajmniej...), ale o
              spokoj, ukladanie zycia, komfort psychiczny. wiem ze w takich momentach wydaje
              sie, ze wszystko sie wali, ale czasami jest wrecz odwrotnie - tlyko widac to
              dopiero z perspektywy czasu...
              pozdrawiam
            • annajustyna Re:annajustyna 02.09.07, 13:53
              Maz jest nie fair. Sama bylam 11 miesiecy bez pracy, ale maz nigdy, przenigdy
              nie dla mi do zrozumienia, ze uwaza mnie za pasozyta albo niedojde. Siedzialam w
              domu, nie mialam sily psychicznej,a by sprzatac czy gotowac, a maz to rozumial i
              tolerowal. Prawie caly dzien siedzialam na forum i moze dzieki temu nie
              oszalalam w czterech scianach...B. wazne jest, aby miec u Bogu czlowieka, ktory
              stanie na wysokosci zadania. A to wymaga wielkiej dojrzalosci i
              cierpliwosci...Stres, ktory przezywasz, dodatkowo wplywa negatywnie na Twpje
              serce, to oczywiste:(((. Na pewno sie szybciej meczysz etc. A napiecie moze
              przeciez powodowac wrecz bol...Oj, szkoda, ze nie mieszkasz blisko mnie, to
              moglybysmy sie spotkac, porozmawiac, omowic strategie:(((.
              • magda8887 Re:annajustyna 02.09.07, 14:05
                czuję dosłownie to samo co TY czułaś:
                > Siedzialam w domu, nie mialam sily psychicznej,a by sprzatac czy > gotowac
                tylko że mój mąż tego nie rozumie. A ja mam już wszystkiego dosyć, owszem szybko
                się męczę, nie mam sił, najchętniej spałabym ciągle. Ciągle odczuwam zmęczenie,
                beznadziejność, nic dla mnie nie ma sensu. Stałam się nerwowa, czuję wewnętrzną
                agresję, chęć wyżycia się nawet na nim ale hamuję się i to wszystko nawarstwia
                sie we mnie. W chwilach gdy mąż jest niemiły wybucham płaczem, uciekam w swój
                kąt. Czuję ogromną złość i chęć powiedzenia mu co o nim myślę używając
                wulgaryzmów tak jak on to potrafi robić. Mam wtedy ochotę prosto w oczy mu
                wykrzyczeć wszystko co we mnie siedzi, wpadam w totalny szał że mogłabym zrobić
                demolkę całego pokoju a nawet rzucić się na niego z rękami. To jest nie do
                opisania co wtedy czuję w wewnątrz ciała, czasem mam ochotę nawet sobie zrobić
                krzywdę.

                • annajustyna Re:annajustyna 02.09.07, 14:12
                  "U boku", cos za duzo o Bogu mysle czasami...Nie masz sil z powodu
                  nieszsczescia, ktore Cie spotkalo (czasem moze pojawic sie depresja wymagajaca
                  leczenia farmakologicznego), a do tego jeszcze slabsze serce:(((. Mowilas mu
                  wprost, ze to normalne??? Bo moze sam na to nie wpadl?;)
                  • magda8887 Re:annajustyna 02.09.07, 14:23
                    > Nie masz sil z powodu nieszsczescia, ktore Cie spotkalo (czasem > moze
                    pojawic sie depresja wymagajaca leczenia farmakologicznego), > a do tego jeszcze
                    slabsze serce:(((. Mowilas mu wprost, ze to > normalne??? Bo moze sam na to
                    nie wpadl?;)

                    mówiłam mu, że ta cała "sytuacja" jaka panuje w naszym małżeństwie doprowadza do
                    tego, że ja nie mam sił, że to męczy mnie psychicznie, bo na prawdę chcę aby
                    było dobrze i jak widzę co się dzieje to mnie to po prostu osłabia, wykańcza, że
                    już sama nie wiem co mam robić, zadręczam się myślami "co dalej" "co robić" "jak
                    ratować" itp.
                    tak jak pisałam męża poznałam, w momencie kiedy zmarła moja Mama, miałam
                    depresję którą leczyłam farmakologicznego (leki psychotropowe) mąż widział jak
                    się zachowywałam, co się ze mną działo, do czego może mnie doprowadzić załamanie
                    nerwowe, więc powinien zrozumieć czemu teraz czuję bezsilność, moje załamanie ...
                    • annajustyna Re:annajustyna 02.09.07, 15:49
                      Jednym slowem potraktowlas meza jako opoke, zsylana przez Opatrznosc...A on
                      niestety na to nie zasluzyl:((((.
                      • annajustyna Re:annajustyna 02.09.07, 15:50
                        Przy wnioskowaniu o stwierdzenie niewaznosci powinnas bazowac na tzw. bledzie co
                        do osby i swoim stanie psychicznym wtedy.
                      • magda8887 Re:annajustyna 02.09.07, 15:51
                        nie no psychicznie chory to on (chyba) nie jest, choć czasem zachowuję się jakby był
        • trusia29 Re:mama007 10.09.07, 22:12
          Magda, wiem że łatwo mi mówic, ale musisz się wziąc w garść... Może
          powinnas udać się do lekarza? Może wpadłaś w depresję? Wiem co
          mówie, przeżylam nieudane małżeństwo, mialam męza, który zmieniał
          się jak kameleon - raz biegal i drzwi mi w aucie otwierał (zwłąszca
          jak mial widownie), smiał się gdy rozbiłam auto a wrzeszzcał pół
          godziny gdy wylałam krople herbaty na stół. Mimo, że jestem ładną,
          nieglupia kobieta uważałam, ze jestem beznadziejna, nic mi sie nie
          chciało. Aż mój lekarz internista, któremu powiedzialam że nie mogę
          spać wypytał mnie o wszysttko i stwierdził - depresja. Brałam leki
          przez kilka miesięcy, odżylam, uwierzyłam znów w siebie, rozwiodlam
          się, usamodzielnilam i uniezalezniłam od meza. Dzis mam normalny,
          spokojny dom i drugiego meża. Moge powiedzieć, ze jestem szczesliwa
          i prawie spełniona - brak nam dzidziusia, ale sie o niego stramy:)))
          Magda, jesli uważasz, że jest ci źle i jesteś nieszczęsliwa, to
          wyjdz z tego związku, bo oszalejesz. Nie daj soba pomiatać. Trzymam
          kciuki:)
          • magda8887 Re:trusia29 11.09.07, 13:51
            > Magda, wiem że łatwo mi mówic, ale musisz się wziąc w garść... Może
            > powinnas udać się do lekarza? Może wpadłaś w depresję?
            powiem szczerze, że mój stan psychiczny nie jest najlepszy. Kiedyś byłam pełną
            optymizmu, wesołą kobietą a dziś? ... raczej stronię od ludzi, a na mojej twarzy
            uśmiech nie gości tak często jak kiedyś, czuję że się wypalam, nie mam na nic
            ochoty, dosłownie na nic - nawet na to aby ugotować obiad, jechać do koleżanki
            bo i po co, co mam jej mówić, ukrywam się z tym co przeżywam ale to i tak
            wymalowane jest na mojej twarzy, a nie chce współczucia i pożałowania. Każdy się
            dziwi, że mój mąż stał się takim człowiekiem, niestabilnym emocjonalnie, raz
            jest kochany i milusi a za chwilę dostaje szału i rani słowem/czynem. Nie ma
            żadnych planów na przyszłość, bo jak tu planować jak ja sama nie wiem co będzie
            za godzinę, czy będzie ok a czy znowu coś będzie nie tak jak on by chciał. Moje
            myśli kręcą się wokół jednego "co dalej". Czuję sama w tym wszystkim, potrzebuję
            wsparcia ale nie mam w nikim. Czuję się samotna, beznadziejna, skończona, tak
            jakbym uwikłała się w ten "chory" związek i nie potrafię się wydostać. Nie
            potrafię podjąć ostatecznej decyzji, może łatwiej byłoby gdybym go nie kochała,
            ale ja go wciąż kocham i ciągle się łudzę, że będzie dobrze. Ciężko mi i to
            bardzo, koleżanki dookoła cieszą się własnym szczęściem, piszą że zaręczają się
            i jak jest im dobrze a ja? ... co ja mam pisać i mówić, jak moje wnętrze krzyczy
            "dosyć - kiedy wreszcie się i mi ułoży, przecież już i tak wiele wycierpiałam
            (śmierć mamy jak miałam 16lat)". Jak jest między mną a mężem spokój to i tak
            czuję niepokój i myślę kiedy ten spokój zostanie przerwany przez niego.
            Zmieniłam się. Jak on wpada w szał wtedy mi się to udziela, sama robię się
            agresywna, że z chęcią rzucałabym wszystkim, nawet czasem ma ochotę jego uderzyć
            za to wszystko co robi, za to że niszczy nasz związek. Czasem mam nawet ochotę
            zrobić sobie krzywdę, jakąkolwiek aby tylko to się skończyło, aby chociażby nim
            wstrząsnąć aby się obudzi i puknął się w tą "chorą" głowę. Czasem zastanawiam
            się co mnie tak w ogóle trzyma przy życiu, chyba nic - moje ostatnie 2 lata
            życia to tylko nerwy, łzy, gniew, agresja.

            > Magda, jesli uważasz, że jest ci źle i jesteś nieszczęsliwa, to
            > wyjdz z tego związku, bo oszalejesz.
            nie potrafię, jestem za słaba, mimo wszystko go kocham i jestem z nim silnie
            związana emocjonalnie, a jak sie zdecyduję odejść to i tak mi to nie wychodzi, w
            pewnym momencie wycofuję się z odejścia.
            Tak się zastanawiam i myślę, że gdyby los postawił mi na drodze innego faceta to
            wtedy dałabym radę, miałabym siłę i wsparcie którego mi brakuje. trusia masz
            rację ja chyba już oszalałam, bo czuję że z tego małżeństwa nic nie będzie a
            mimo wszystkim tkwię w nim i nie potrafię się zająć sama sobą, czuję że się
            zatracam, marnuję a mimo wszystko nie potrafię się wybić do góry. Pisząc to mam
            teraz łzy w oczach.
            • trusia29 Re:trusia29 11.09.07, 14:56
              magda, wszystko co piszesz, wskazuje na depresję, idz do lekarza...
              sama sobie nie poradzisz...
              piszesz, że jestes za słaba - ja myślę, ze boisz się samotności,
              wyobrażasz sobie, że jak z rezygnujesz z tego, który ci tak bardzo
              rani to już nic dobrego w zyciu się nie przytrafi MYLISZ SIE
              ja też tak myślałam, a teraz wiem, ze to byly blędne zalozenia
              idz do lekarza, wez jakieś antydepresanty, wspomóz to rozmową z
              psychologiem i zobaczysz, ze swiat nabierze barw:)
              • magda8887 Re:trusia29 11.09.07, 18:43
                > magda, wszystko co piszesz, wskazuje na depresję, idz do lekarza...
                > sama sobie nie poradzisz...
                kiedyś byłam u lekarza, po śmierci mojej mamy to jedyne co lekarz
                zrobił to przepisał mi silne tabletki psychotropowe, jak je wzięłam
                to dosłownie byłam otumaniona że szok.

                > piszesz, że jestes za słaba - ja myślę, ze boisz się samotności,
                > wyobrażasz sobie, że jak z rezygnujesz z tego, który ci tak bardzo
                > rani to już nic dobrego w zyciu się nie przytrafi
                masz rację, panicznie boję się samotności.
                • w_isienka Re:trusia29 11.09.07, 20:20
                  "A córka co, nagle okaże się, że z
                  nieprawego łoża jest (z punktu widzenia Kościoła), jakkolwiek głupio to brzmi w
                  dzisiejszych czasach?"

                  Dzieci urodzone w czasie trwania malzenstwa, ktore pozniej zostalo uniewaznione
                  sa uznawane w KRK jako slubne, ze wzgledu na to, ze podczas trwania zwiazku
                  malzenskiego nawet uznanego za niewazny, bo w czasie gdy te dzieci sie urodzily
                  malzonkowie byli przekonani iz ich malzenstwo jest wazne.
                  Wiem, ze to troche zawile, ale tak jest :)
                  Dziecko urodzone podczas malzenstwa jest uznawane za slubne.


                  • w_isienka Re:trusia29 11.09.07, 20:22
                    Napisze jeszcze raz, bo cos mi sie tu wyzej poplatalo :)

                    Dzieci urodzone w czasie trwania malzenstwa, ktore pozniej zostalo uniewaznione
                    sa uznawane w KRK jako slubne, ze wzgledu na to, ze urodzily sie podczas trwania
                    zwiazku
                    malzenskiego nawet uznanego za niewazny. W czasie gdy te dzieci sie urodzily
                    malzonkowie byli przekonani iz ich malzenstwo jest wazne.
                    Wiem, ze to troche zawile, ale tak jest :)
                    Dziecko urodzone podczas malzenstwa jest uznawane za slubne.
                • trusia29 Re:trusia29 12.09.07, 14:05
                  magda8887 napisała:

                  kiedyś byłam u lekarza, po śmierci mojej mamy to jedyne co lekarz
                  > zrobił to przepisał mi silne tabletki psychotropowe, jak je
                  wzięłam
                  > to dosłownie byłam otumaniona że szok.

                  Nikt nie mówi o psychotropach. Teraz są naprawdę dobre leki
                  antydepresyjne, nie otumaniają ale wywołują produkcję serotoniny
                  (tzw. hormonu szczęścia). Pomagają, naprawdę. Bralam je kilka
                  miesiecy i nie bylo problemu z odstawieniem. Odzyskalam radość
                  życia, rozwiodlam się, usamodzielnilam.
                  Nie bój się magda. Musisz walczyc o siebie i o swoje szczęście.
                  Naprawdę wiem co czujesz, przeżylam to. Musisz uwierzyć, że nie
                  musisz być do konca zycia nieszcześliwa. Wszystko zalezy od ciebie.
                  • magda8887 Re:trusia29 13.09.07, 12:41
                    do jakiego lekarza należy iść? ... bo czuję ze nie jestem w dobrym
                    stanie psychicznym ... mam niesamowitego doła ... nie radzę sobie z
                    emocjami ... raz jestem nadpobudliwa i agresywna a raz chce mi się
                    płakać ... najczęściej mam to drugie ... a jak wpadnę w czarną
                    rozpacz to mam najprzeróżniejsze myśli ... nawet samobójcze ... a
                    ostatnio zdarza mi się to coraz częściej ... bo nie potrafię
                    zrozumieć dlaczego on tak się zachowuje ... przecież staram się jak
                    mogę ... pochodzę z dobrej rodziny/domu, jestem grzeczna,
                    wykształcona, nie mam nałogów, nie szwędam się po nocach, nie zadaję
                    się z podejrzanym towarzystwem, robię co do mnie należy: sprzątam,
                    piorę, prasuję, gotuję, robię zakupy, jak dobra gospodyni robię
                    zapasy na zimę i wszystko to co jemu smakuje ... więc w czym tu
                    problem, że on teraz takim stał się człowiekiem, zawsze był za mną,
                    a teraz czuję że jest przeciwko mnie, robi mi wodę z mózgu ... tak
                    jakby bawił się moimi uczuciami, raz mówi że mnie kocha i snuje
                    plany na przyszłość, że może działeczkę pod budowę kupimy a za
                    chwilę mówi że on nie wie czy mnie kocha, nie wie czy chce być ze
                    mną ... wczoraj cały dzień był ok. razem byliśmy u okulisty,
                    wszystko było w porządku, normalnie rozmawialiśmy a po powrocie do
                    domu coś się z nim stało bo nagle wpadł w taki stan zrezygnowania i
                    beznadziejności ... zaczął wygadywać, że chciałby zostać sam, że nie
                    wie czy mnie kocha (a dopiero parę dni wcześniej mówił że kocha)
                    mówił ze nie chce nawet kumpli ... chciałam się do niego przytulić -
                    odepchnął mnie, mówiąc że go drażnię ... czuję że to odbija się na
                    moim zdrowiu ... od dawna mam problemy z sercem ... wczoraj wzięłam
                    krople na serce bo strasznie mnie bolało, nie pomogły mi, leżałam na
                    łóżku obok niego i co chwila przeszywały mnie kolki w okolicy serca,
                    czasem były tak silne że aż mnie spinało ... widział to ale tylko
                    spytał się "a czemu tak cie serce boli" i tyle – jakby nie wiedział
                    czemu - odwrócił się i zasnął a ja się dalej mordowałam, miałam
                    problemy z oddychaniem, dusiłam się - wzięłam po raz kolejny krople
                    i wreszcie ból znikł ok 1.30 w nocy ... nie mam apetytu, mało co
                    jem ... włosy zaczęły mi wypadać. Rano wstałam zrobiłam mu kawę i
                    śniadanie - wstał zjadł ale z daleka było widać że bije od niego
                    obojętność, ugotowałam zupę aby miał co zjeść na obiad bo mnie po
                    południu nie będzie. Spytałam go czy dziś ma lepszy humor niż
                    wczoraj odpowiedział "NIE" chciałam sie przytulić bo bardzo tego
                    potrzebuję ale odepchnął mnie, jedynie pocałowałam go w usta a on
                    nawet wargą nie ruszył czułam się tak jakbym całowała manekina ...
                    boję się że w życiu już nic dobrego mnie nie czeka ... wszystko
                    widzę w czarnych barwach ... nie wiem co ze mną będzie, za dużo mam
                    głupich myśli ... boję się że jak pójdę do lekarza to potraktuję
                    mnie jak wariatkę, że ja dalej tkwię w tym związku, w którym mąż
                    mnie niszczy a ja nic nie robię ... nie potrafię odejść to takie
                    trudne, mimo wszystko dalej go kocham i jestem z nim silnie związana
                    emocjonalnie ... czuję jakbym wpadła w jakąś ciemną otchłań z której
                    nie potrafię się wydostać ...
                    • trusia29 Re:trusia29 13.09.07, 22:10
                      Myslę, że powinnaś iśc do psychologa a jeżeli nie masz takiej
                      możliwości, idz chociaż do dobrego internisty. Mnie wlaśnie
                      internista pomógł, zupelnie przypadkiem bo wcale nie z tym do niego
                      poszlam.
                      Co do twojego małżeństwa - tak jakbym czytala o swoim pierwszym...
                      Mój mąz też mial takie wahania, zmieniał zdnaie, a potem okazało
                      się, ze stala za tym inna kobieta a on byl na poczatku niezdecysowany
                      (nie znaczy że u ciebie tak jest). Ja nie podejrzewalam zdrady
                      (wydawało mi sie to niemożliwe i ze nawet nie mialby kiedy - chodzil
                      tylko do pracy, popoludnia i weekendy zwykle razem spędzaliśmy). A
                      ja zamartwialam sie jak ty, byłam cieniem siebie. Z czasem doszly
                      awantury, podniósł na mnie rekę (to juz było po tym, jak
                      dowiedziałam się o innej). Magda, idz do lekarza prosze, powiedz
                      wszytsko, pomoże ci. Depresja to choroba, która bardzo skutecznie
                      można leczyc...
                      • magda8887 Re:trusia29 14.09.07, 16:17
                        > Mój mąz też mial takie wahania, zmieniał zdnaie, a potem okazało
                        > się, ze stala za tym inna kobieta a on byl na poczatku niezdecysowany
                        > (nie znaczy że u ciebie tak jest).

                        akurat jestem tego w 100% pewna że nie chodzi o inną kobietę.

                        dzięki trusia za troskę i rady ... muszę coś z tym zrobić ... rozejrzę się za
                        dobrym psychologiem
                    • belanna_torres Re:trusia29 17.09.07, 17:53
                      Leków na depresję jest wiele, należą do różnych grup i nie da się ogólnie
                      powiedzieć, że Cię otumanią albo nie. Wszystko zależy od tego, czy dostaniesz
                      lek odpowiedni dla Ciebie i w odpowiedniej dawce.
                      Najlepiej iść do psychiatry, ale jeśli nie masz takiej możliwości, to może być
                      też internista.
                      Ale z góry Ci mówię, że jeśli nadal nie zdecydujesz się na odejście od swojego
                      męża, to będzie to strata czasu, zdrowia i pieniędzy.
                      Czemu szukasz winy w sobie? Przecież to on zachowuje się jak wał, a nie Ty. A
                      przekonanie, że jak będziesz mu wszystko robić i gotować, to on będzie dla
                      Ciebie dobry, byłoby humorystyczne, gdyby nie było takie smutne.
                      • trusia29 Re:trusia29 17.09.07, 19:53
                        belanna_torres napisała:
                        Ale z góry Ci mówię, że jeśli nadal nie zdecydujesz się na odejście
                        od swojego
                        > męża, to będzie to strata czasu, zdrowia i pieniędzy.


                        Pozwolę się nie zgodzić na podstawie moich własnych doświadczeń.
                        Dopiero po tym, jak zaczełam zwalczac depresję zobaczylam, że jestem
                        fajna kobietą i nie musze męczyć się z moim eks. Dopiero w tedy
                        miałam siłę, bo od niego odejśc, w depresji nie mogłam podjąc takiej
                        decyzji, podobnie jak autorka watku nie mialam tyle siły.
                        • belanna_torres Re:trusia29 18.09.07, 15:35
                          trusia29 napisała:

                          > Dopiero po tym, jak zaczełam zwalczac depresję zobaczylam, że jestem
                          > fajna kobietą i nie musze męczyć się z moim eks. Dopiero w tedy
                          > miałam siłę, bo od niego odejśc, w depresji nie mogłam podjąc takiej
                          > decyzji, podobnie jak autorka watku nie mialam tyle siły.
                          Tak, tak. Chodziło mi o to, że jeżeli Magda poprzestanie na łykaniu tabletek i
                          zrobi nic ze swoim życiem, to depresja nie minie. Jeśli leki mogą jej pomóc w
                          podjęciu tej decyzji, to świetnie. Myślę też, że powinna odwiedzić psychologa,
                          udzieli jej pewnie bardziej fachowej porady niż forum.
                          • trusia29 Re:trusia29 18.09.07, 17:15
                            Zgadzam się :)
        • kasia2705 magda! Na co czekasz?? 11.10.07, 20:16
          Jakbym siebie kiedys czytala! No rozpacz czarna! Na co czekasz??? Az
          sie zmieni? Zmadrzeje? Przejdzie mu??

          Nie przejdzie, a bedzie tylko gorzej. Recze, bo sama przez to
          przechodzilam. I NIE POWINNO CI BYC ZAL 9 WSPOLNYCH LAT A TYCH
          WSZYSTKICH LAT, KTORE MASZ PRZED SOBA A KTORE ZMARNUJESZ U BOKU
          FACETA, KTORY CIE NIE SZANUJE I Z PEWNOSCIA NIE KOCHA.

          Reszte czyli moja historie w skrocie opisalam u dolu watku

          Glowa do gory :)
    • kasia2705 :) 11.10.07, 20:10
      Ja jestem w 2. malzenstwie, mam 29 lat. Pierwsze bylo porazka na
      calej linii. W dodatku wyszlam za obcokrajowca i wyjechalam "za nim"
      do Danii. Wspolne zycie to byla rownia pochyla i w dodatku bardzo
      stroma. Zdecydowalam, ze nie moge i nie chce w ten sposob zyc, ze
      nie wyobrazam sobie kolejnych lat w takim domowym piekielku.
      Wyprowadzilam sie, a jedyne co mialam to wersalke i psa. I prace, na
      szczescie.
      Postanowilam, ze wbrew wszystkim i wszystkiemu zostane w Danii i
      sprobuje ulozyc sobie zycie od nowa, bo wrocic zawsze bede mogla.
      Chcialam jednak sama byc pania swojego losu. Zostalam i wkrotce
      potem los sie do mnie usmiechnal. W moim zyciu pojawil sie
      mezczyzna, ktory umial sluchac ale i sam mial wiele do opowiedzenia,
      jako ze i jemu zycie nie ulozylo sie tak jakby chcial. Dlugie
      rozmowy zaowocowaly przyjaznia, ktora szybko przerodzila sie w cos
      wiecej. Tuz przed uzyskaniem prawomocnej decyzji o rozwodzie
      zamieszkalismy razem zdecydowani, ze chcemy wspolnie ukladac nasze
      zycie. Dziesiec miesiecy pozniej urodzilam naszego Synka. Kupilismy
      wspolny dom, a po kolejnym roku, w kwietniu br wzielismy slub, w
      prawdzie cywilny, ale to nie mialo znaczenia. Obecnie spodziewamy
      sie kolejnego malenstwa, ktore narodzi sie wiosna. Nigdy przedtem
      nie bylam taka szczesliwa i mysle sobie, ze jezeli pare lat lez
      musialo byc cena, to i tak nie byla ona wygorowana. Glowa do gory!
      Bedzie dobrze :)
      • magda8887 Re: kasia2705 12.10.07, 10:48
        Bardzo się cieszę że wreszcie Ci się w życiu poszczęściło. Życzę wszystkiego
        najlepszego :)
        • kasia2705 Re: kasia2705 12.10.07, 12:22
          Magda, prawda jest taka, ze oprocz szczescia jest w tym wiele mojej
          zaslugi, bo szczesciu trzeba pomagac. Nic z tego co dobre nie
          wydarzyloby sie w moim zyciu, gdybym nie zdecydowala sie na
          skonczenie mojego malzenstwa. Bylo ciezko, a jak sobie pomysle przez
          co musialam przejsc po wyprowadzeniu sie z domu to jeszcze teraz
          ciarki mnie przechodza (bo prawdziwe szydlo z worka wyszlo dopiero
          po i to juz byl szczyt, aczkolwiek tylko utwierdzil mnie w
          slusznosci mojej decyzji). Daj i sobie szanse na szczesliwe zycie u
          boku kogos kto Cie doceni, pokocha i bedzie szanowal. Badz zdrowa
          egoistka, bo przegrasz zycie. W razie czego moje gg 5195877
          buzka
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka