asiek06
16.09.07, 22:54
jak to jedna z Was napisała. Właściwie to nie mam nic rewelacyjnego do
napisania po prostu chcę się gdzieś wyżalić. Niestety chyba nic nie będzie z
tego naszego małżeństwa..po powrocie męża do domu rozmawialiśmy o naszych
kłopotach i o wszystkim ale chyba niezbyt wystarczająco-w każdym razie nie na
tyle żeby mąż cokolwiek zrozumiał i starał się zmienić. Wczoraj przeczytałam
mój poprzedni wątek o imprezowaniu i w ogóle i doszłam do wniosku, że wiele z
Was miało w nim rację pisząc, że jestem cała złością przepełniona i że
histeryzuję nieco. Byliśmy w międzyczasie u teściów-teść ze mną nie
rozmawia-ale nieważne nie o tym chciałam pisać. Wiem, że zmian w życie nie
można wprowadzić w przeciągu 2 tygodni ale przynajmniej wiem, że ja chociaż
zaczęłam się starać żeby się inaczej zachowywać w stosunku do męża w
rozmowach, czynach itd., mąż niestety nie-jakoś w zeszłym tygodniu mieliśmy
kolejną wspaniałą akcję-zwróciłam mężowi uwagę podczas gdy jadł kolację, żeby
nie rozmawiał ze mną jak je-wiecie taka zwykła uwaga-nawet nie była
wypowiedziana w złości-a on na mnie wybuchł chyba jak nigdy-zarzucił mi, że
nic tylko mam pretensje do niego, zaczął na mnie krzyczeć-próbowałam jakoś
załagodzić sytuację ale nie dało się-wpadł w jakiś szał-krzyczał na
mnie-zrobił się jakiś taki sama nie wiem jak to opisać-poszedł potem do
kuchni-ja też akurat chciałam sobie zrobić herbatę więc poszłam-jeszcze raz
próbowałam go delikatnie podejść żeby się tak nie denerwował o byle co-bo
dochodzi do tego, że już nic nie mogę mu powiedzieć-najlepiej jakbym
milczała-ale niestety dalej wpadł w szał-strącił ze stolika doniczkę która się
rozbiła na podłodze i tak to wszystko zostawił-i poszedł spać. Ja chciałam to
zostawić ale mamy koty i akurat do ich misek wszystko powpadało więc
posprzątałam to co zrobił mąż i poszłam spać. Na drugi dzień mąż się
zachowywał jakby nic się nie stało-zaczynam się zastanawiać czy aby an pewno
wszystko jest z nim w porządku. I właściwie tak jest do dzisiaj-niby ze sobą
rozmawiamy i chodzimy np. po zakupy ale między nami jest taka odległość jeśli
chodzi o uczucie i w ogóle, że ja już powoli nie widzę sensu w tym wszystkim.
Naprawdę się starałam-on krzycząc na mnie znowu mi powiedział różne niemiłe
rzeczy, strasznie przeklinał (podczas gdy ja nic nie mówiłam)nie krzyczałam na
niego. Powiedział mi, że nie wie po co wrócił, że chyba sobie wynajmie
kawalarkę i inne takie...pogubiłam się-doszło do tego, że już nic nie mogę mu
powiedzieć-już kiedyś zauważyłam, że strasznie wszystko bierze do
siebie-wszelkie uwagi. W każdym razie ostatnie tygodnie były ciężki-moja
babcia akurat była w szpitalu i miała bardzo poważną operację, codziennie po
pracy do niej jeździłam, oprócz tego wciąż robię dodatkowe tłumaczenie dla
firmy-więc poświęcam cały swój wolny czas w domu na pracę tak naprawdę-w ogóle
nie czuję, żeby on to doceniał a przecież robię to dla nas (kasa), byłam też u
lekarza i niestety okazuje się, że będę musiała iść do szpitala na różne
badania-jak położyłam skierowanie do szpitala na stole w pokoju to nawet się
nie spytał co się stało (a wiedział, że byłam u lekarza. Myśli tylko o sobie,
prawie w ogóle nic nie robi w domu-ja już nawet przestałam prosić-dzisiaj
poszedł sobie na mecz podczas gdy ja cały dzień spędziłam tłumacząc przed
komputerem-nic go nie obchodzi.......jutro ma urodziny i jestem w kropce-bo
uważam, że kompletnie nie zasłużył na cokolwiek ode mnie. Naprawdę jest mi
przykro-mąż staje się dla mnie kompletnie obcą osobą, która wróciła do domu
nawet nie wiem po co. Chodzi do pracy, śpi, je i zajmuje się tylko i wyłącznie
sobą...nie wiem po co wrócił, naprawdę nie wiem...