Dodaj do ulubionych

Dalszy ciąg programu.........

16.09.07, 22:54
jak to jedna z Was napisała. Właściwie to nie mam nic rewelacyjnego do
napisania po prostu chcę się gdzieś wyżalić. Niestety chyba nic nie będzie z
tego naszego małżeństwa..po powrocie męża do domu rozmawialiśmy o naszych
kłopotach i o wszystkim ale chyba niezbyt wystarczająco-w każdym razie nie na
tyle żeby mąż cokolwiek zrozumiał i starał się zmienić. Wczoraj przeczytałam
mój poprzedni wątek o imprezowaniu i w ogóle i doszłam do wniosku, że wiele z
Was miało w nim rację pisząc, że jestem cała złością przepełniona i że
histeryzuję nieco. Byliśmy w międzyczasie u teściów-teść ze mną nie
rozmawia-ale nieważne nie o tym chciałam pisać. Wiem, że zmian w życie nie
można wprowadzić w przeciągu 2 tygodni ale przynajmniej wiem, że ja chociaż
zaczęłam się starać żeby się inaczej zachowywać w stosunku do męża w
rozmowach, czynach itd., mąż niestety nie-jakoś w zeszłym tygodniu mieliśmy
kolejną wspaniałą akcję-zwróciłam mężowi uwagę podczas gdy jadł kolację, żeby
nie rozmawiał ze mną jak je-wiecie taka zwykła uwaga-nawet nie była
wypowiedziana w złości-a on na mnie wybuchł chyba jak nigdy-zarzucił mi, że
nic tylko mam pretensje do niego, zaczął na mnie krzyczeć-próbowałam jakoś
załagodzić sytuację ale nie dało się-wpadł w jakiś szał-krzyczał na
mnie-zrobił się jakiś taki sama nie wiem jak to opisać-poszedł potem do
kuchni-ja też akurat chciałam sobie zrobić herbatę więc poszłam-jeszcze raz
próbowałam go delikatnie podejść żeby się tak nie denerwował o byle co-bo
dochodzi do tego, że już nic nie mogę mu powiedzieć-najlepiej jakbym
milczała-ale niestety dalej wpadł w szał-strącił ze stolika doniczkę która się
rozbiła na podłodze i tak to wszystko zostawił-i poszedł spać. Ja chciałam to
zostawić ale mamy koty i akurat do ich misek wszystko powpadało więc
posprzątałam to co zrobił mąż i poszłam spać. Na drugi dzień mąż się
zachowywał jakby nic się nie stało-zaczynam się zastanawiać czy aby an pewno
wszystko jest z nim w porządku. I właściwie tak jest do dzisiaj-niby ze sobą
rozmawiamy i chodzimy np. po zakupy ale między nami jest taka odległość jeśli
chodzi o uczucie i w ogóle, że ja już powoli nie widzę sensu w tym wszystkim.
Naprawdę się starałam-on krzycząc na mnie znowu mi powiedział różne niemiłe
rzeczy, strasznie przeklinał (podczas gdy ja nic nie mówiłam)nie krzyczałam na
niego. Powiedział mi, że nie wie po co wrócił, że chyba sobie wynajmie
kawalarkę i inne takie...pogubiłam się-doszło do tego, że już nic nie mogę mu
powiedzieć-już kiedyś zauważyłam, że strasznie wszystko bierze do
siebie-wszelkie uwagi. W każdym razie ostatnie tygodnie były ciężki-moja
babcia akurat była w szpitalu i miała bardzo poważną operację, codziennie po
pracy do niej jeździłam, oprócz tego wciąż robię dodatkowe tłumaczenie dla
firmy-więc poświęcam cały swój wolny czas w domu na pracę tak naprawdę-w ogóle
nie czuję, żeby on to doceniał a przecież robię to dla nas (kasa), byłam też u
lekarza i niestety okazuje się, że będę musiała iść do szpitala na różne
badania-jak położyłam skierowanie do szpitala na stole w pokoju to nawet się
nie spytał co się stało (a wiedział, że byłam u lekarza. Myśli tylko o sobie,
prawie w ogóle nic nie robi w domu-ja już nawet przestałam prosić-dzisiaj
poszedł sobie na mecz podczas gdy ja cały dzień spędziłam tłumacząc przed
komputerem-nic go nie obchodzi.......jutro ma urodziny i jestem w kropce-bo
uważam, że kompletnie nie zasłużył na cokolwiek ode mnie. Naprawdę jest mi
przykro-mąż staje się dla mnie kompletnie obcą osobą, która wróciła do domu
nawet nie wiem po co. Chodzi do pracy, śpi, je i zajmuje się tylko i wyłącznie
sobą...nie wiem po co wrócił, naprawdę nie wiem...
Obserwuj wątek
    • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 16.09.07, 23:00
      Jeszcze dopiszę, że próbowałam mu wytłumaczyć, że powinniśmy iść na jakąś
      terapię ale nakrzyczał na mnie, że co to niby da, że tylko pieniądze stracimy,
      że skoro rozmowa z moją mamą nic nie dała to żadna rozmowa nic nie da. W ogóle
      myślę, że jest z nim coś nie tak. Jednego dnia krzyczy mi, że wynajmie sobie
      kawalerkę a po dwóch dnia rozmawia ze mną o targach mieszkaniowych i budowaniu
      domu-e tam wiecie naprawdę mogłabym tak pisać i pisać podając przykłady jego
      dziwacznego zachowania ale oczy mnie już od kompa bolą i trzeba iść spać żeby
      się wyspać przed kolejnym ciężkim tygodniem. Pozdrawiam.
    • zosiaczek25 och, biedny asiek 17.09.07, 08:30
      Kolejny rozdzial Harlekina. Tagie to wasze malzenstwo tragiczne, ze juz az
      smieszne. Szkoda, ze twoj mezulo tu nie opisuje wszystkiego ze swojej strony. Bo
      ty zmieniasz zdanie na temat swojego zwiazku co drugi dzien. Raz wylewasz zale,
      ze maz i cala jego rodzina jest okropna, tylko ty i twoja mamusia jestescie w
      porzadku. Na drugi dzien bronisz mezusia. Dzis znow on jest ostatnim dupkiem.
      Istne romansidlo. Zamiast wypisywac wszystko z takimi szczegolami na forum,
      powinnas chyba pogadac o tym wszystkim ze swoim mezem albo jakims dobrym
      psychologiem.
      • asiek06 Re: och, biedny asiek 17.09.07, 08:41
        I co mi to da-z mężem naprawdę próbuję rozmawiać ale widzę, że to
        nic nie daje-on się zachowuje tak jakby nie chciał żeby było dobrze.
        Do psychologa mogę iść-nie ma sprawy-ale po co?skoro wrócę potem do
        domu, w którym będzie mąż dalej zachowujący się tak jak teraz??
        • zosiaczek25 Re: och, biedny asiek 17.09.07, 08:53
          To daj sobie spokoj kobieto i konsekwentnie kopnij go w trzy litery.
          Najwyrazniej nie zalezy mu na tym zwiazku. A nad zwiazkiem powinny pracowac
          obydwie osoby. Badz wreszcie konsekwentna.
          • asiek06 Re: och, biedny asiek 17.09.07, 09:14
            Łatwo powiedzieć bądź konsekwentna-co mam z nim zrobić-znowu mu
            powiedzieć żeby sobie poszedł i tym razem już nie wracał. Mieszkanie
            w którym mieszkamy jest wynajmowane i właściwie oboje mamy prawo w
            nim siedzieć-ja się z niego nie wyniosę bo nie mam gdzie-wszystkie
            mbele jakie w nim są-są moje (w takim sensie, że wzięłam je ze sobą
            podczas wyprowadzki od mamy)-zresztą nawet jakbym miała brać pod
            uwagę opcję wyprowadzki moją to nie mam teraz na to czasu-musze się
            opiekować Babcią po jej wyjściu ze szpitala i nie tylko. A nawet
            jeśli padnie decyzja o rozwodzie to tez trzeba się tym zająć-a mąż
            podczas klótni mi powiedział, że wynajmie kawalerkę ale papierów
            związanych z rozwodem to on nie zamierza załatwiać-i co znowu ja mam
            latać i wszystko załatwiać bo on nie umie i nie chce wziąźć na
            siebie odpowiedzialności za decyzje, które sam podejmuje?z jakiej
            racji ja??to raczej on powinien być konsekwentny w tym co mówi-bo
            niejak ma się to do tego co potem idzie i robi.
            • zosiaczek25 Re: och, biedny asiek 17.09.07, 11:44
              No i znowu sie zaczelo. Najpierw straszne zale. A potem usprawiedliwianie.
              • asiek06 Re: och, biedny asiek 17.09.07, 13:52
                Ale ja nikogo nie usprawiedliwiam-piszę jak jest-mylisz pojęcia.
    • memphis90 Re: Dalszy ciąg programu......... 17.09.07, 09:41
      A czy Ty jesteś jego matką, żeby mówić mu jak ma jeść? Czy jesteś sprzątaczką,
      zeby sprzatać jego bałagan? Dziewczyno, przystopuj troszkę i nie pouczaj go na
      każdym kroku. Znowu przewija się motyw, że Ty robisz wszystko, żeby ratować
      małżeństwo, a on nic. Nic nie robi, nie stara sie, nie pracuje nad sobą itd.
      Nawet jeśli nie mówisz tego mężowi, to takie przekonania po prostu WIDAĆ i on
      czuje Twoje nieustanne niezadowolenie. Też byłabym potwornie wkur..., gdybym
      starała się ze wszystkich sił, a druga strona tego nie zauważała i tylko
      krytykowała. I też pewnie w którymś momencie bym wybuchła.

      "Na drugi dzień mąż się
      > zachowywał jakby nic się nie stało-zaczynam się zastanawiać czy aby an pewno
      > wszystko jest z nim w porządku. "
      No to chyba dobrze, co? Moze właśnie stara się wrócic na dobre tory, nie ciągnąć
      kłótni, a Ty chciałabyś od razu kwiatów i przeprosin na kolanach. Zacznij
      przyjmować to, co robi, jako gest dobrej woli, bo na razie interpretujesz jego
      wyłacznie niekorzystnie. Cokolwiek zrobi- chce Cie skrzywdzić, obrazić, jak nic
      nie robi- to znaczy, ze nic go nie obchodzi itd. A już te przemyślenia, czy
      "wszystko z nim w porządku"... Brak mi słow. Chciałabyś, zeby Twój mąż żalił się
      kumplom "moja żona jest chyba nienormalna, cokolwiek zrobie i tak jest źle i za
      mało"? Byłoby Ci miło? Uznałabyc, ze robi to dla dobra Wszego małżenstwa?

      "jak położyłam skierowanie do szpitala na stole w pokoju to nawet się
      > nie spytał co się stało "
      A Tobie język odrąbało? Tak rozumiesz rozmowę? Moze uznał, ze skoro nie chcesz z
      nim o tym rozmawiać, to nie będzie Cię męczył pytaniami. Zresztą takie
      postępowanie kojarzy mi się z szantarzem- rzucasz bez słowa skierowaniem, a
      zachowanie mówi: patrz, jaki jesteś okropny, przez Ciebie jestem chora i muszę
      się leczyć. Gdybyś był inny, to....

      "Myśli tylko o sobie,
      > prawie w ogóle nic nie robi w domu-ja już nawet przestałam prosić-dzisiaj
      > poszedł sobie na mecz podczas gdy ja cały dzień spędziłam tłumacząc przed
      > komputerem-nic go nie obchodzi......."

      Skoro nie PROSISZ o pomoc, to jej nie dostaniesz, i tyle. Wiem, wiem, on
      powinien sam z siebie poczuć się do sprzątania itd, ale tak nie było. A Ty znów
      siedzisz naburmuszona, a on nie wie, o co znów chodzi. Pracujesz- więc on nie
      przeszkadza, ogląda sobie meczyk. Ty interpretujesz to od razu "bo nic go nie
      obchodzi". Znów pytam- na tym polega ta Twoja rozmowa?

      "jutro ma urodziny i jestem w kropce-bo
      > uważam, że kompletnie nie zasłużył na cokolwiek ode mnie"

      To na okazanie miłosci trzeba sobie zasłużyć? I to mówi ta, którs podobno kocha
      i stara się, a wstrętny mąż tego nie docenia???
      • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 17.09.07, 10:04
        Nie nie jestem jego matką-tylko żoną-i będę zwracać mu uwagę na
        pewne rzeczy-zreszta napisałam ta moja uwaga była wypowiedziana
        nawet z uśmiechem na twarzy-nie miałam nic złego na myśli-nie
        rozumiałam co do mnie mówi-więc delikatnie mu zwróciłam uwagę, żeby
        nie rozmawiał ze mną jak je i TO WSZYSTKO!!Faktycznie powinnam sie
        cieszyć, że po tym jak rozpiepszył doniczkę i ją zostawił na środku
        kuchni-wydarł się na mnie i powiedział znowu mnóstwo okropnych i
        niemiłych rzeczy- że na drugi dzień zachowywał się jakby nic się nie
        stało-zostawienie mnie w kuchni płaczącą i zepsucie tego co mamy w
        kuchni uważasz za powrót na dobre tory??dziewczyno-czy Ty
        przeczytałaś jak on się zachował w stosunku do mnie??nigdzie nie
        napisałam, że chciałabym kwiatow i przeprosin na kolanach-ale na
        pewno jego zachowanie po czyms takim nie jest normalne??!!Nie
        rzuciłam skierownaiem po prostu po powrocie od lekarza je położyłam
        na stole i tyle i zostawiłam-jakby go to interesowało to od razu by
        sie spytał-i co Ty w ogóle wypisujesz, że nuby przez niego jestem
        chora-nigdzie tak nie napisałam!!I ja wcale nie siedzę naburmuszona-
        ja żyję sobie swoim zyciem i robie swoję i zastanawiam się po prostu
        o co jemu chodzi??Nie oglądał meczu-tylko poszedł na mecz z kumplami
        i nie było go prawie cały dzień. Tak na okazanie miłości trzeba
        sobie zasłużyć-a co uważasz, że można rzucać przedmiotami w domu-
        wyzywać swoją żonę, nie interesować sie jej zdrowiem, wrzeszczeć na
        nia a ona powinna przejśc z tym do porządku dziennego i lecieć po
        dwóch dniach po prezent na urodzinki???dziewczyno albo ze mną jest
        coś nietak albo z Tobą-przykro mi to stwierdzać ale tak jest.
        • magda8887 Re: Dalszy ciąg programu......... 19.09.07, 15:01
          a co Ci tak przeszkadza w tym, że mąż odzywa się podczas waszego wspólnego
          posiłku ... a niech sobie mówi, nawet jak jest nie wyraźna mowa ... nie dziwię
          się że mąż nerwowo zareagował, bo czepiłaś się byle czego ... ja jak jem z mężem
          to rozmawiamy sobie i ani mi ani jemu to nie przeszkadza ... ja nie wiedzę w tym
          problemu ...
          • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 19.09.07, 15:17
            A to mi przeszkadzało, że go nie rozumiałam i go poprosiłam żeby nie
            mówił do mnie jak je bo go nie rozumiem-raczej normalne ludzkie
            zachowanie jeśli się kogoś nie rozumie prawda?Ja nigdzie nie
            napisałam, że mi przeszkadzało, że się odezwał tylko to że mówił do
            mnie z pełną buzią - i to nie jest czepianie się byle czego tylko
            grzeczne proszenie o coś-widzę, że nie widzisz różnicy-może Ty
            lubisz nie rozumieć co mówi do Ciebie Twój mąż-ja lubię wiedzieć co
            do mnie mój mówi.
            • magda8887 Re: Dalszy ciąg programu......... 19.09.07, 16:07
              > może Ty lubisz nie rozumieć co mówi do Ciebie Twój mąż-ja lubię >
              wiedzieć co do mnie mój mówi.

              wiesz ja doskonale rozumie co mąż do mnie mówi nawet gdy je.
      • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 17.09.07, 10:25
        "Zacznij przyjmować to, co robi, jako gest dobrej woli"

        No a to juz mnie najbardziej rozbawiło-pewnie niech mąż rzuca
        doniczkami, niech to zostawia do posprzatania zonie, niech ją olewa,
        niech na nią krzyczy i wyzywa-wiesz co życzę Tobie takich gestów
        dobej woli od Twojego męża, nzrzeczonego czy chłopaka-nie wiem
        którego z nich masz-jestem ciekawa jak długo byś wytrzymała te jego
        gesty??
        • kiecha3 iz nowu to samo..... 17.09.07, 10:50
          ktos wypowiada swoje zdanie... daje rady.. patrzy na waszą sytuacje z innej
          perspektywy.. a jezeli to nie Twoja persepktywa, to od razu się rzucasz jak
          pchła na grzebieniu.. czytasz czyjąs wypowiedz i od razu odbierasz ja jak atak
          na własną osobę.. bili cię w dzieciństwie czy co??
          zastanów się.. co robisz, mówisz.. jak działasz.. facet sie wku.rwił że go
          poprawiasz.. odszedł.. poszedł do kuchi.. a ty za nim i mu dulczysz nad uchem..
          zamiast dac mu troche przestrzeni, ty go molestowałaś.. faceci czasem musza
          przemysleć, przetrawić.. na to potrzeba czasu.. a Ty mu go nie dałaś.. to się
          nie dziw że wybuchnął.. za mocna była jego reakcja, to prawda.. i nie popieram
          tłuczenia czegokolwiek.. ale Ty nie musiałas leciec ze scierą od razu sprzątać..
          koty to nie takie głupie stworzenia i piachu by nie zeżarły..

          moja rada.. postaraj się spojrzec czasem z innej strony na sama siebie.. oczami
          innej osoby... oczami meża... bo, wydaje mi sie, to Ty jestes punktem zapalnym...

          powodzenia
          • asiek06 Re: iz nowu to samo..... 17.09.07, 11:10
            Zaczynam dochodzic do wniosku ze nie ma sensu pisać tutaj o swoich
            kłoptach i wcale nie dlatego, że macie odmienne zdanie i opinie niż
            ja-ale dochodzę do wniosku, że albo wszystkie macie idealnych mężów
            i nawet nie wiecie jak to jest być w sytuacji, w której ja jestem
            albo sama nie wiem co myśleć o tym jak Wy byście się zachowały lub
            zareagowały w podobnych sytuacjach do tych, które mnie spotykają. Po
            raz kolejny napisze to co napisałam w poprzednim moim poście-
            facetowi wszystko wolno a kobieta musi to znosić!!-nie wolno jej
            narzekać, nie wolno jej zwracać jemu uwagi żadnej-bo biedny jeszcze
            wpadnie w szał i zacznie rzucać różnymi przedmiotami-trzeba być
            wszystko przewidującym byle by czegoś źle meżowi nie powiedzieć-ale
            jemu wszystko wolno. A koty miały w swoim jedzeniu i piciu kawałki
            doniczki i ziemi-pewnie że by nie zjadły ale biegałyby po tym i
            rozniosłyby mi to po całej chacie-mysliesz, że mój mąż by rano
            cokolwiek z tym zrobił???zapomnij..
            • kiecha3 Re: iz nowu to samo..... 17.09.07, 11:48
              nie wiem jak zachowałby sie twój mąż... ale Ty tez nie wiesz.. bo założyłas z
              góry jego postepowanie..
              mam wrażenie że masz bardzo wysokie mniemanie o sobie.. cos w stylu "pani
              wszechwiedząca" .. i nie pisze tego złosliwie..
              obserwuje twoje wypowiedzi i widze że jezeli czyjas wypowiedz ci się nie
              podoba.. to ją tak przerobisz.. żeby wyszlo na Twoje..
              wiec dobrze.. żal się na forum.. i rób z siebie męczennicę , zresztą po to m.
              in. powstało to forum.. ale nie licz na rady, bo zadne ci nie odpowiadają.. Ty
              wiesz lepiej..

              sama męza nie mam, ale mam partnera - kwestia nazwy.. juz ładnych kilka lat.. i
              owszem żadne z nas nie jest ideałem.. ja jestem diabłem wcielonym, podłym,
              złosliwym i upartym jak osioł.. a on.. spokojnym, łagodnym facetem.. i jakos
              staramy sie wytworzyc wspólnotę.. sa zgrzyty.. oj są.. i nie zawsze tej drugiej
              stronie odpowiada zachowanie tej pierwszej.. ale, myslę, trzeba komunikowac
              swoje potrzeby.. a u was tego nie ma.. ty oczekujesz że mężulo sie sam
              wszystkiego domysli.. a jak nie to się obrazasz.. potęgujesz w sobie zlość...
              nakrecasz się i dławisz własnym jadem.. mnie tez sie to niestety zdaża..
              tu na forum nauczyłam się jednego.. ilu ludzi tyle, zdań i rad.. choc nasze
              dziewczyny zwykle dobrze prawią!!
              miłego dnia!
            • ashton Re: iz nowu to samo..... 17.09.07, 11:52
              Asiek, ja akurat bardzo dobrze sytuację Waszą rozumiem, bo sama mam
              podobne przeboje - i tym bardziej uważam niestety że to Ty więcej
              błędów niż mąż popełniasz. Serio.
              Zachowywał się jakby nic się nie stało? I bardzo dobrze. A co, miał
              przepraszać na klęczkach z bukietem kwiatów i brylantową kolią? Na
              sto osiemdziesiąt procent by Ci to nie pasowało, stwierdziłabyś że
              ma coś jeszcze więcej na sumieniu i dlatego się kala. Że mielibyście
              rozmawiać po raz enty na ten temat? Facet wie że nie mają sensu
              rozmowy, bo donikąd nie prowadzą - z winy Was obojga zresztą. I
              zamiast cenić ten spokój, jaki u Was jest rzadkością, Ty mu zwracasz
              uwagę o w jego mniemaniu bzdety - czasem naprawdę lepiej przemilczeć
              pewne sprawy, sama jestem taka że czepiam się tramwaja ;-) znaczy
              drobnostek, co mój Mąż kwituje słowami "ty masz do mnie tylko
              pretensje, nie da się tak wytrzymać". Bo słowo daję, nie da się.
              Przypomniałam sobie, jak przez całe dzieciństwo byłam strofowana
              przez rodziców i jakie to było dla mnie frustrujące, że nawet jak
              się raz na ruski miesiąc pochwały doczekałam to uchodziła ona uwagi -
              a teraz sama się tak zachowuję w stosunku do Męża.
              Nie przeczę, że starasz się uratować Wasze małżeństwo, ale
              zachowując się w taki sposób skutek odwrotny uzyskujesz. Moim
              zdaniem daj teraz mężowi się w jakikolwiek sposób "wykazać" -
              pochwal za najdrobniejszy nawet dobry uczynek, tak samo jak teraz
              ganisz za to co robi źle. Po swoim Mężu widzę, że ma serdecznie dość
              wiecznie naburmuszonej baby i naprawdę przestałam się dziwić, że
              mnie traktował tak jak traktował, skoro miałam nastawienie że i tak
              wszystko będzie źle cokolwiek by zrobił.
              Chcąc zmienić świat, zacznijmy od zmian siebie...
    • female01 Re: Dalszy ciąg programu......... 17.09.07, 11:56
      Z tego wynika ze ty straznie upierdliwa jestes ... dlaczego mu caly czas TŁUMACZYSZ? przeciez za glupka chyba nie wychodzilas? mam troche podobny problem, wszystko musi byc po mojemu i ciezko mi trzymac gebe na klodke ale sie staram. Nikt nie lubi, zeby go pouczac, poprawiac i upominac, skoro sie klucicie to chyba dobrze ze chlop z toba rozmawia... ach, faktycznie,nie wtedy kiedy Ty uznalas za stosowne(posilek). Zastanow sie dziewczyno co czynisz, bo szkoda by bylo zebys dopiero w 2 malzenstwie zaskoczyla o co chodzi. A maz juz jest pewnie przewrazliwiony i tez reaguje zbyt nerwowo. ja tak mialam, facet juz we wszystkim wietrzyl krytyke :( ciezko bylo to cofnac ale dalismy rade.
    • pronovia Re: Dalszy ciąg programu......... 17.09.07, 12:07
      Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Twój mąż nie może po prostu już
      z Tobą wytrzymać. Nerwy mu puszczają, albo się rozstaniecie, albo ci
      fiknie na zawał. Albo zabije Cię w afekcie i wtedy ja będę zeznawać
      na jego korzyść.
    • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 17.09.07, 12:12
      No a co w takim razie powiecie na to, że mąż nie chce iść do
      psychologa??i co ja mam zrobić-przecież siłą go tam nie zaciągnę a
      my już naprawdę nie umiemy rozmawiać ze sobą normalnie-może jakby
      ktoś obcy wysłuchał mojego męża-albo on posluchałby opinii obcej
      osoby na nasz i swój temat co może by coś ruszyło w dobrym kierunku.
      Piszecie, że mam dać spokój-nie zwracać mu uwagi-pozwolić jemu sie
      wykazać-myślicie, że nigdy tego nie próbowałam-powiedzcie same-ile
      można czekać-licząc na to, że facet dostrzeże, że sam cos robi i
      nietak i z własnej nieprzymuszonej woli postara sie to coś w sobie
      zmienić???j naprawdę jestem zmęczona zyciem, które wygląda w
      nastepujący sposób: spokój, kłótnia o bzdurę która przeradza się w
      wielką klótnię, udawanie, że nic sie nie stało, spokój, kłótnia,
      spokój, kłótnia, udawanie...przecież to nie jest życie i nie na tym
      ono polega.
      • ashton Re: Dalszy ciąg programu......... 17.09.07, 12:23
        "naprawdę jestem zmęczona zyciem, które wygląda w
        > nastepujący sposób: spokój, kłótnia o bzdurę która przeradza się w
        > wielką klótnię, udawanie, że nic sie nie stało, spokój, kłótnia,
        > spokój, kłótnia, udawanie...przecież to nie jest życie i nie na
        tym
        > ono polega."
        Asiek, ale takie właśnie życie jest, nie ma co się oszukiwać.
        Sztuką jest tylko nie dopuszczenie do wielkich kłótni.
        Poza tym Twój mąż - tak mi się wydaje - nie udaje, że nic się nie
        stało, to z naszej babskiej perspektywy wygląda tak że on milczy
        więc ma wszystko w dupie. A on może milczeć, bo już sam nie wie co
        ma powiedzieć żeby się na kontrę z Twojej strony nie nadziać. Może
        milczeć, bo go boli ta sytuacja i w spokoju chce sobie poukładać. A
        jeśli Ty ciągle go zaczepiasz na takie tematy, to w końcu wybucha.
        Nie chce iść do psychologa? racja, wołami nie zaciągniesz. Idź sama.
        Zajmiesz się wtedy tym co ważniejsze niż związek - Tobą...
        • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 17.09.07, 12:32
          Nie zgodzę się z Tobą-życie nie polega na tym, żeby w kłótniach
          wypowiadać tak niemiłe i przykre rzeczy jakie my wypowiadamy, żeby
          obrzucać się wszystkimi złymi rzeczami-a na drugi dzień przechodzić
          z tym do porządku dziennego, potem udawać że wszystko jest dobrze-
          nie przepraszać za to co sie stało-niby ze soba rozmawiać ale tylko
          o tym co trzeba i tak do nastepnej kłótni-nie życie na pewno nie na
          tym polega-tak to można się psychicznie wykończyć (ja już odczuwam
          tego skutki) a nie mieć szczęśliwe małżeństwo-nie twierdze
          oczywiście, że życie ma nam upłynąć bez jakichkolwiek nieporozumień -
          ale na pewno nie takich jakie mamy teraz-które potem leżą i czekają
          bo my ich nawet nie umiemy sami rozwiązać.
          • trusia29 Re: Dalszy ciąg programu......... 18.09.07, 17:22
            asiek06 napisała:

            > Nie zgodzę się z Tobą-życie nie polega na tym, żeby w kłótniach
            > wypowiadać tak niemiłe i przykre rzeczy jakie my wypowiadamy, żeby
            > obrzucać się wszystkimi złymi rzeczami-a na drugi dzień
            przechodzić
            > z tym do porządku dziennego, potem udawać że wszystko jest dobrze-
            > nie przepraszać za to co sie stało-niby ze soba rozmawiać ale
            tylko
            > o tym co trzeba i tak do nastepnej kłótni-nie życie na pewno nie
            na
            > tym polega-tak to można się psychicznie wykończyć (ja już odczuwam
            > tego skutki) a nie mieć szczęśliwe małżeństwo-nie twierdze
            > oczywiście, że życie ma nam upłynąć bez jakichkolwiek
            nieporozumień -
            > ale na pewno nie takich jakie mamy teraz-które potem leżą i
            czekają
            > bo my ich nawet nie umiemy sami rozwiązać.


            I tym razem asiek wpełni się z toba zgadzam. Zycie nigdy nie jest
            usłane różami, ludzie sie kłóca, ale nie moze być to norma, podobnie
            jak nie wyjasnianie problemów i nie przepraszanie za nic.

            A co do waszego małżeństwa - czytam twoje posty od dawna i nasuwa mi
            się tylko jedna myśl - nie jesteście dla siebie, zbyt sie od siebie
            róznicie, nie rozumiecie się, często zachowujecie się niedojrzale...
      • pronovia Re: Dalszy ciąg programu......... 17.09.07, 12:29
        A co jeśli psycholog powie Wam coś podobnego, do tego co piszą Ci
        tutaj dziewczyny na forum? A co jeśli uzna, że to Ty powinnaś pójść
        na terapię, a Twój mąż jest święty, że w ogóle z Tobą wytrzynmuje?
        Sama zaczynam się skłaniać ku tej opcji...
        • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 17.09.07, 12:37
          Nie ważne co powie-ważne żeby mąż w ogóle chciał zasięgnąć jego
          porady-zresztą na pewno nic takiego by nie powiedział-nikt nie jest
          święty-wina zawsze leży po dwóch stronach, które przyczyniają się do
          zaistniałej sytuacji. Nie gdybajmy zresztą nad tym co powie
          psycholog mnie i mojemu mężowi-nie o to prosiłam tylko o Wasza
          opinię na temat tego co mam zrobić, żeby go do tego jakos skłonić.
          • ashton Re: Dalszy ciąg programu......... 17.09.07, 12:42
            Powtórzę się - idź najpierw sama. Ewentualna zmiana w Twoim
            zachowaniu, jaka by nastąpiła pod wpływem spotkań z psychologiem
            byłaby dla niego najlepszym bodźcem żeby sam skorzystał z pomocy.
            Takie jest moje skromne zdanie ;-)
    • magdusinska Re: Dalszy ciąg programu......... 17.09.07, 12:49
      Wiesz co Asiek dom to nie tylko Twoje miejsce, ale także Twojego
      męża.Mój dom jest również MOIM domem i mam prawo robić w nim co
      chcę, jak chcę i kiedy chcę. I nie wyobrażam sobie aby ktokolwiek w
      MOIM domu kazał mi mówić albo milczeć, sprzątać albo nie sprzątać
      itd.. W moim domu mam prawo bekać, gadać, pierdzieć i śpiewać na
      sedesie kiedy mi się podoba. Nawet latać z gołym tyłkiem cały dzień,
      bo to jest mój dom. A gdyby ktokolwiek zakazał mi robić tych
      wszystkich rzeczy to pier... bym nie tylko doniczką w podłogę, ale w
      owego delikwenta.
      • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 17.09.07, 12:54
        Zadam Tobie tylko jdno pytanie-czy kiedykolwiek zwróciłaś uwagę
        swojemu mężowi na cokolwiek?w normalny nie złośliwy sposób???????
        jestem w stanie założyć się o wszystko, że na pewno tak-więc to co
        tu napisałaś nijak ma sie do tego co stało się w moim domu-zgadzam
        się z Tobą, że Ty masz prawo robić co tylko chcesz w SWOIM domu-i
        pragnę zwrócić uwagę, że ja nic mojemu mężowi nie KAZAŁAM robić!!!ja
        go grzecznie poprosiłam, żeby nie mówił do mnie jak je bo nie
        rozumiem go i to tyle!!!!!!!!!!czy to jest jakaś zbrodnia????????
        • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 17.09.07, 12:59
          Nigdy mojemu mężowi tak długo jak go znam i z nim jestem nie kazałam
          ani nie zakazywałam robienia czegokolwiek!!wszelkie moje zwracanie
          uwagi lub rozmawianie z nim odbywa się zawsze poprzez prośbę-takich
          zasad mnie w domu nauczono-ludziom się nie każe albo zakazuje
          robienia czegoś tam -ludzi się PROSI!!i ja właśnie tak robię-
          widocznie źle mnie wychowano w takim razie-może powinnam była zostać
          wychowana tak żeby rzucać doniczkami z byle powodu bo nie umiem
          zapanować nad tym, że ktos mnie poprosił o to, żebym czegos tam nie
          robiła!!PARANOJA!
          • reignman22 Re: Dalszy ciąg programu......... 17.09.07, 14:46
            nie chcę nikogo ani chwalić ani ganić....powiem tylko to, co
            myślę....ja kiedy słyszę ciągłe pouczanie "rób to", "rób
            tamto", "robisz to nie tak", to aż się we mnie gotuje. Nawet jakby
            to były najuprzejmiej wyrażone prośby, to ich częstotliwość może być
            nie do zniesienia. Tak osobiście ja to osbieram...
            • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 17.09.07, 14:58
              Ale powiedzenie komuś "kochanie czy mógłbyś nie mówić do mnie z
              pełną buzią bo Cię nie rozumiem"-nie jest żadnym "rób to", "rób
              tamto"-jedno z drugim nie ma nic wspólnego-nic a nic!!
              • reignman22 Re: Dalszy ciąg programu......... 17.09.07, 15:07
                No Asiek, teraz mówisz jaśniej, o co chodzi. Na początku
                powiedziałaś to tak, że zrozumiałem co innego. Jeżeli powiedziałś w
                ten sposób, to mnie osobiście nawet by się chyba miło zrobiło :)
                end of story
            • magda8887 Re: reignmsn22 20.09.07, 12:00
              > nie chcę nikogo ani chwalić ani ganić....powiem tylko to, co
              > myślę....ja kiedy słyszę ciągłe pouczanie "rób to", "rób
              > tamto", "robisz to nie tak", to aż się we mnie gotuje. Nawet jakby
              > to były najuprzejmiej wyrażone prośby, to ich częstotliwość może
              > być nie do zniesienia. Tak osobiście ja to osbieram...

              zgadzam się z Tobą, też by mnie to wkurzało niemiłosiernie jakby mój mąż za dnia
              mnie pouczał "rób to, tamto" "nie tak" itd.
              a wieczorem w łóżku odmawiał seksu (bo asiek napisała że od jakiegoś czasu nie
              ma ochoty na seks). Gdyby tak mój mąż się zachowywał to stałabym się jednym
              kłębkiem nerwów i wszystko by mnie drażniło nawet on, bo ileż można być
              pouczanym i odpychanym w łóżku - a przecież nie po to ludzie się pobierają.
              • asiek06 Re: reignmsn22 20.09.07, 12:37
                > a wieczorem w łóżku odmawiał seksu

                Ja nie napisałam, że odmawiam seksu-tylko, że nie mam na niego
                ochoty- a to jet różnica i mój mąż nie jest przeze mnie odpychany w
                łóżku - a nie mam ne niego ochoty przez to jak sie u nas dzieje-po
                prostu.
      • trusia29 Re: Dalszy ciąg programu......... 18.09.07, 17:30
        magdusinska napisała:
        I nie wyobrażam sobie aby ktokolwiek w
        > MOIM domu kazał mi mówić albo milczeć, sprzątać albo nie sprzątać
        > itd.. W moim domu mam prawo bekać, gadać, pierdzieć i śpiewać na
        > sedesie kiedy mi się podoba. Nawet latać z gołym tyłkiem cały
        dzień,
        > bo to jest mój dom. A gdyby ktokolwiek zakazał mi robić tych
        > wszystkich rzeczy to pier... bym nie tylko doniczką w podłogę, ale
        w
        > owego delikwenta.

        No a ja akurat wyobrażam sobie pewne ograniczenie, zwłaszcza w
        zakresie bekania i pierdzenia - w NASZYM domu robi sie to z szacunku
        dla drugiej osoby wyłacznie włazience lub w wc. doniczka raczej
        rzuciłabym (o ile słowne metody byłyby nieskuteczne)w kogoś, kto nie
        szanując moich uczuc zacząłby chamsko bekac przy stole (i nie mówie
        tu o przypadku tylko o celowym działaniu).
    • ania_1609 Re: Dalszy ciąg programu......... 17.09.07, 13:06
      To ja się jeszcze dopiszę: my też mamy za sobą okres rozbijania
      naczyń, strasznych awantur i raniących słów (nie byliśmy jeszcze
      wtedy małżeństwem). Doszło do tego, że zastanawiałam się, czy się
      nie pomyliłam. Cały czas były wojny.
      Po czasie doszłam do kilku wniosków: Jak jest jakaś awantura i mąż
      wychodził do innego pokoju, to czasem naprawdę warto go zostawić w
      spokoju, choć na kwadrans. On przeżywał wszystko inaczej ode mnie,
      inaczej się uspokajał. Czasem potem mówił: wyszedłem, żeby ci nie
      powiedzieć za dużo. I druga sprawa: nieraz były takie kłótnie, że
      oboje mieliśmy trochę racji, ale żadne nie chciało zgodzić się z
      drugim. Jedno drugiemu tłumaczyło, coraz głośniej i głośniej. W
      końcu dochodziliśmy do wniosku, że warto sprawę zostawić. Czasem
      wracaliśmy do niej, ale po paru dniach, jak opadły emocje. A kiedy
      znów dochodziło do nieporozumień, mówiłam: wiesz co, może lepiej jak
      o tym zapomnimy i będziemy się zachowywać jak dawniej. Mąż się
      zgadzał - do niczego to nie prowadzi. Można powiedzieć o swoich
      uczuciach ("przykro mi, jak tak mówisz"), ale już z atakiem
      staraliśmy się przystopować. Poza tym zaczęliśmy stosować (to było
      cholernie trudne)metodę nieprzerywania. Ja mówię, jak powiem, że
      skończyłam, to on ma prawo głosu, a ja się gryzę w język z całych
      sił. Jak on powie, że skończył, to znów ja mam głos. Inni się z nas
      śmieją, ale to bardzo dobra metoda.
      A do tych wszystkich wniosków doszliśmy po tym, jak się pobiliśmy
      (poważnie!). Stwierdziliśmy, że awantury do niczego nie prowadzą, że
      musimy znaleźć inny sposób.
      Zatem jak on wychodzi do kuchni, to daj mu czas, może on nie chce
      źle. A jak jest jakaś sprawa, z której nie da się wybrnąć, to
      naprawdę lepiej ją zostawić. To są doświadczenia z mojego związku,
      teraz już małżeństwa (wczoraj rocznica, Ashton, najlepsze życzenia,
      też wczoraj miałaś rocznicę :-) ).
      Pozdrawiam, Ania
    • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 17.09.07, 13:13
      I jeszczo coś napiszę-nie do Magdusinskiej tylko ogólnie-zupełnie
      nie rozumiem skąd bierze się w Was jakieś dziwaczne przekonanie, że
      ja nic innego nie robię tylko łażę za mężem, zwracam mu uwagę,
      pouczam, kążę, zakazuję i niewiadomo co jeszczmyslicie że nie mma
      nic lepszego do roboty. Nic bardziej błędnego-i naprawdę szkoda, że
      nie możecie poobserwować jak naprawdę u nas jest-jest zupełnie na
      odwrót-jest spokój i wystarczy, że powiem mężowi cokolwiek co nie
      jest po jego myśli, coś co jemu nie pasuje bo dotyczy jego osoby i
      jego zachowania i kłótnia gotowa-to on nie umie przyjąć na swój
      temat żadnych uwag. I dziewczyny tylko mi nie piszcie, że nigdy
      mężów swoich o nic nie prosicie albo nie zwracacie im uwagi -W MIŁY
      SPOSÓB-jak robią coś nietak-a jak to robicie to co-rzucają
      doniczkami po kuchni czy raczej zachowują się z miarę normalnie??
      • magdusinska Re: Dalszy ciąg programu......... 17.09.07, 13:27
        A może zamiast tyle gadac i rozmawiać w koło macieju zacznijcie się
        bzykać:)
        • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 17.09.07, 13:51
          Ja od jakiegoś czasu zupełnie nie mam na to ochoty....
          • magda8887 Re: Dalszy ciąg programu......... 20.09.07, 11:53
            > Ja od jakiegoś czasu zupełnie nie mam na to ochoty....

            no to skoro TY nie masz ochoty na seks to nic dziwnego, że mąż zrobił sie
            nerwowy i bardziej drażliwy, żona nie chce się kochać a na dodatek ciągle zwraca
            uwagi "nie mów do mnie z pełną buzią" itd. Teraz rozumie zachowanie Twojego męża.
            Znam to z własnego doświadczenia, ja też miałam tak, ze przez pewien okres czasu
            nie bardzo byłam za seksem (coś mi się poprzestawiało :) ) i zauważyłam że to
            miało negatywny wpływ na moje małżeństwo. Dało mi to dużo do myślenia i zaczęłam
            mężowi w miły sposób :) wynagradzać to że potrafiłam być czasem dla niego
            chłodna, porozmawialiśmy szczerze ... a teraz jest super ... dogadujemy się ...
            seks codziennie ... nie narzekam :)))
            seks jest bardzo ważny w związku
            • ashton Re: Dalszy ciąg programu......... 20.09.07, 12:10
              magda8887 napisała:

              > seks jest bardzo ważny w związku

              Niestety taka jest prawda, szkoda że doszłam do tego dopiero po roku
              małżeństwa ;-) Zawsze byłam zdania że znaczenie seksu jest
              przereklamowane i że można sobie fajnie razem żyć mimo nieporozumień
              w tej dziedzinie...
              W sumie trudno dziwić się Aśkowi że w obecnej sytuacji nie w głowie
              jej amory, nie wiadomo jak zachowuje się pod tym względem jej mąż.
              Jeśli mimo tego że między nimi się nie układa jego potrzeby
              seksualne pozostały bez zmian, no to mamy problem Houston, z którym
              ja się borykam od dłuższego czasu i nic mądrego nie wymyśliłam ;-)
              I jeszcze a propos tego, że idealizujemy męża Aśka - nie, nikt tu
              nie neguje że facet raz czy drugi przegiął pałę (mówiąc brzydko),
              ale z niczego się to przegięcie nie wzięło, wina jest obustronna.
              Zresztą obawiam się że problem nie zniknie nawet jeśli by się
              rozstali - bez zmiany swojego zachowania będą nieszczęśliwi zarówno
              sami, jak i w kolejnych związkach... Ratowanie małżeństwa za wszelką
              cenę - nie, zastanowienie się nad swoim zachowaniem - tak.
            • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 20.09.07, 12:42
              Czyli mam szukać winy w sobie tak-nie mam ochoty na seks-razdko się
              kocham z mężem-więc to usprawiedliwia jego zachowanie-jego rzucanie
              doniczką-jego brak szacunku do mnie, jego denerowowanie się i
              krzyczenie na mnie, jego brak zaintersowania naszym zyciem i
              planami???Zgodze się z Tobą-seks jest bardzo ważny w związku-ale to
              chyba nie polega na tym, że coś za coś-pójdziemy wieczorem do łóżka-
              będzie miło-i w zamian za to Ty będziesz dla mnie dobry-nie będziemy
              się kochać przez parę dni-rozumiem Cię kochanie-masz prawo rzucać
              doniczką z tego powodu...!!chyba nie o to w tym chodzi!!
              • ashton Re: Dalszy ciąg programu......... 20.09.07, 12:49
                Asiek, ja już miałam w związku etap "coś za coś" - seks wtedy gdy na
                to zasłużyłam, tzn. byłam grzeczna, tzn. nie czepiałam się ;-) teraz
                się mogę z tego śmiać, ale wtedy przeżywałam strasznie.
                Dobra, zejdźmy z seksu samego w sobie - ale jak to jest u Was z
                okazywaniem uczuć, tych pozytywnych? Przecież nie jest tak, że cały
                czas tylko na siebie warczycie. Potraficie ot tak powiedzieć sobie
                coś miłego, przytulić, buzi dać?
                • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 20.09.07, 14:27
                  Z okazywaniem uczuć coraz gorzej niestety-nie warczymy na siebie
                  cały czas ale coraz bardziej odnoszę wrażenie, że zyjemy obok siebie-
                  każdy sobie dla siebie-miłe rzeczy potrafimy sobie mówić ale niezbyt
                  często-z przytulaniem i dawaniem buzi też niestety jest źle-
                  powiedziałabym, że jest różnie-raz lepiej, raz gorzej-ale juz dawno
                  przestaliśmy się żegnać i witać dając sobie buzi-rzadko się
                  przytulamy takl od po prostu-tak sobie obok siebie zyjemy-i to jest
                  okropne-i niestety często to ja w pewnym sensie odtrącam męża i np.
                  nie chcę do niego przytulić-bo akurat jestem na niego zła albo
                  zdenerwowana albo po prostu zajęta czyms innym-wiec wiem, ze
                  niestety mam jakis problemn z tym....ale wiesz skoro my nie
                  rozmawiamy o waznych sprawach to nawet tego sobie nie
                  wyjasniamy...bledne kolo-maz nie wie co siedzi w mojej glowie, a ja
                  nie wiem co u niego sie dzieje-dlatego tak bardzo bym chciala isc do
                  psychologa przed ktorym oboje bysmy w pewnym sensie musieli mowic o
                  swoich uczuciach -bo w domu na pewno tego nie robimy..
                  • magda8887 Re: asiek06 20.09.07, 16:23
                    na to wygląda, że wy po prostu oddalacie się od siebie, wiem że jest Ci przykro
                    i ciężko z tego powodu, bo Ty próbujesz go jakoś zachęcić do wspólnie spędzonego
                    czasu w sposób miły np. spacer itd. a on odmawia woli posiedzieć w domu.
                    > dlatego tak bardzo bym chciala isc do psychologa przed ktorym
                    > oboje bysmy w pewnym sensie musieli mowic o swoich uczuciach
                    > bo w domu na pewno tego nie robimy..
                    i to jest dobry pomysł, może spróbuj zaproponować mężowi taką wizytę, ale
                    przypuszczam że pewnie odmówi, twierdząc że on żadnego problemu nie widzi i że
                    nie ma takiej potrzeby bo wedle niego z nim jest wszystko ok. Skoro on nie
                    zechce iść to może idź sama - porozmawiaj z psychologiem może on/ona coś
                    poradzi, wysłucha i fachowo oceni sytuację i da pewne wskazówki jak postępować
                    ... no i może Ty zaczniesz patrzeć na tą całą sytuację trochę inaczej ... a z
                    czasem może i mąż zacznie uczestniczyć razem z Tobą w takich wizytach
              • matylda_n Re: Dalszy ciąg programu......... 20.09.07, 16:45
                Wasze problemy mają szerszy aspekt niz tylko łóżkowy, ale zerkinij tu i poczytaj jak może sie czuc niedobzykany facet:
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=67772108&a=67839568
                i tu
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=63660031&a=63660031
                W archiwum tamtego forum znajdziesz wiecej podobnych histori
      • pronovia Re: Dalszy ciąg programu......... 17.09.07, 13:30
        Pytasz skąd wnioskujemy, że jesteś upierdliwa?
        Ja osobiście ze sposobu w jaki formułujesz swoje mysli w postach
        wnoszę, że jesteś osobą gadatliwą i generalnie ciężko ci dopuścić
        kogoś do głosu i zawsze musisz mieć ostatnie słowo, TO JEST
        UPIERDLIWE!!! Nawet jeśli "w miły sposób" upominasz męża, żeby nie
        mówił do ciebie z pełnymi ustami, to może on "w równie miły sposób"
        odpowiedział, że to nie Twój interes.
        I taka ogólna uwaga: jak chcesz, żeby z Tobą rozmawiał, to nie
        czepiaj się tego, czy w trakcie je, czy nie je, czy co robi, bo to
        strasznie rozprasza
        • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 17.09.07, 13:50
          Nawet jeśli "w miły sposób" upominasz męża, żeby nie
          > mówił do ciebie z pełnymi ustami, to może on "w równie miły
          sposób"
          > odpowiedział, że to nie Twój interes.

          Jest to jak najbardziej mój interes bo to ze mną rozmawia.

          > I taka ogólna uwaga: jak chcesz, żeby z Tobą rozmawiał, to nie
          > czepiaj się tego, czy w trakcie je, czy nie je, czy co robi, bo to
          > strasznie rozprasza

          Czyli gdyby Twój mąż miał kurczaka w buzi i mówiłby coś do Ciebie a
          Ty byś nie rozumiała co takiego do Ciebie mówi, to byleby go nie
          zdenerować i nie rozpraszać siedziałabyś cicho i udawałabyś, że
          rozumiesz co mówi-tak?

          • pronovia Re: Dalszy ciąg programu......... 17.09.07, 14:07
            Och nie! Napisałabym o tym wątek na forum na 3000 znaków i
            udowadniałabym wszystkim wokoło, że nie przesadzam :)

            Jak już napisałam powyżej: TWÓJ FACET JEST NA SKRAJU WYTRZYMAŁOŚCI
            NERWOWEJ sądząc po jego reakcji na kolejny błachy problem w Waszym
            związku, który urasta do rangi kryzysu małżeńskiego (śledziłam Twój
            poprzedni wątek). A jest na skraju wytrzymałości bo jesteś
            upierdliwa (co argumentowałam kilka postów wyżej) i przebywanie
            razem nie służy wam na zdrowie, aczkolwiek głównie jemu nie służy,
            bo Ty to chyba lubisz...
          • ashton Re: Dalszy ciąg programu......... 17.09.07, 14:07
            Znów mówię z własnego doświadczenia, bo nie raz tak Mężowi
            przerywałam wypowiedź, najczęściej z uwagi na błędy językowe - tak,
            teraz siedziałabym cicho aż skończy mówić, po czym poprosiłabym go
            żeby powtórzył bo nie wszystko zrozumiałam z racji że mówił z pełną
            buzią. Tego nie powinien odebrać jako ataku na siebie.
          • magda8887 Re: Dalszy ciąg programu......... 20.09.07, 11:48
            > Czyli gdyby Twój mąż miał kurczaka w buzi i mówiłby coś do Ciebie a
            > Ty byś nie rozumiała co takiego do Ciebie mówi, to byleby go nie
            > zdenerować i nie rozpraszać siedziałabyś cicho i udawałabyś, że
            > rozumiesz co mówi-tak?
            Nie! A niech sobie mówi nawet z pełnymi ustami - a jakby przełknął to delikatnie
            i w miły sposób spytałabym go "kochanie możesz powtórzyć co mówiłeś bo nie
            zrozumiałam do końca bo miałeś pełne usta" Boże w czym problem?!
            • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 20.09.07, 12:45
              "Boże w czym problem?!"

              Jak to w czym-wlasnie w tym, ze z moim mezem powoli nie idzie juz
              rozmawiac-problem nie lezy w tym, ze ja mu cos powiedzialam-problem
              jest w tym jak on zareagował na to.Jakbys dokładnie preczytał to co
              napisałam-to słowa jakich użyłam mówiąc do niego były bardzo podobne
              do tego co samam tutaj napisałaś.
              • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 20.09.07, 12:46
                Przeczytala-przepraszam.
      • magda8887 Re: Dalszy ciąg programu......... 20.09.07, 11:45
        > nie możecie poobserwować jak naprawdę u nas jest-jest zupełnie na
        > odwrót-jest spokój i wystarczy, że powiem mężowi cokolwiek co nie
        > jest po jego myśli, coś co jemu nie pasuje bo dotyczy jego osoby i
        > jego zachowania i kłótnia gotowa-to on nie umie przyjąć na swój
        > temat żadnych uwag.
        zapewne przed ślubem też tak sie zachowywał??

        > I dziewczyny tylko mi nie piszcie, że nigdy mężów swoich o nic nie > prosicie
        albo nie zwracacie im uwagi -W MIŁY SPOSÓB-jak robią coś > nietak-a jak to
        robicie to co-rzucają doniczkami po kuchni czy > raczej zachowują się z miarę
        normalnie??
        jak zauważę, że mąż zachowuje się nie tak to zwracam mu uwagę w delikatny
        sposób, ale on nie reaguje tak jak Twój maż, że czymś rzuca itp. Czasem zdarzy
        się, że obrazi się ale zaraz mu to mija.
        Na początku małżeństwa jak pokłóciliśmy się o coś to jedno podnosiło głos na
        drugie i każde stawiało na swoim. Jedno za drugim chodziło i wierciło drugiemu
        dziurę w brzuchu domagając się natychmiastowych wytłumaczeń. Po dłuższym czasie
        doszliśmy do wniosku, że taka kłótnia nie ma sensu, do niczego dobrego nie
        prowadzi, wręcz przeciwnie, zaostrza sprawę. Teraz jak zdarzy się między nami
        sprzeczka to staramy się ją ukrócić i przemilczeć, mąż albo ja wyjdę do drugiego
        pokoju albo do kuchni i jedno za drugim nie idzie tak jak dawniej aby drążyć
        temat, sytuacja ucichnie, obydwoje ochłoniemy i wtedy zaczynamy na spokojnie
        rozmowę. Więc asiek jak zauważysz, że Twój mąż zareaguje nerwowo to odpuść, nie
        idź za nim, niech ochłonie, przemyśli, uspokoi się i dopiero wtedy można rozmawiać
    • umber82 Re: Dalszy ciąg programu......... 17.09.07, 15:40
      podobno najgorszy jest pierwszy rok...

      Asiek nie wierzę że przez cały okres narzeczeństwa nie zauważyłaś
      tych wszystkich jego wad które raptem ma teraz... czyżbyś mniej go
      kochała ze teraz to zauważasz a wtedy Ci to nie przeszkadzało???

      Wczoraj też się pokłóciłam z mężem o pierdołkę rzuciłam papierami
      które walały się po całej kuchni... nie podniosłam ich... puściły mi
      nerwy jak wyszedł i powiedział że ze mną nie da się na żaden temat
      spokojnie porozmawiać...

      po godzinie mój m. zszedł na dół zapytał czemu to zrobiłam, nie
      odpowiedziałam, zebrał papiery i zawołał mnie do łóżka, rano
      wstaliśmy i nikt do tego nie wracał bo po co, poprosiłam tylko
      abyśmy jeszcze raz dzisiaj na spokojnie przejrzeli te papiery,
      pocałował mnie w ryjek :) przytaknął i poszedł do pracki.. mozna się
      pogodzić i puścić taki incydent w zapomnienie jeśli się tylko tego
      chce... a tego typu uwagę można zwrócić oczywiście ale obracając to
      w żart a nie będąc panią guwrenantką wychowującą 5 letniego chłopca..

      Asiek jest tak ze nerwy puszczają, osiąga się już taki stan że nie
      można wytrzymać... ma się ochotę cisnąc przykre słowa, rozwalić
      coś... lepiej tak niż się wyżywać na kimś kogo się kocha... Twój mąż
      miał taki spadek.. tak samo jak ja go miałam wczoraj... tacy już
      jesteśmy my ludzie..

      Może faktycznie za wiele wymagacie od siebie na wzajem...
    • matylda_n Re: Dalszy ciąg programu......... 17.09.07, 19:00
      Asiek06 a próbowałas juz na spokojnie po kilku dniach dowiedziec sie od męża co spowodowało w nim taki wybuch, dlaczego tak zareagował ? Jak on wytłumaczył swoje zachowanie ?
      • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 18.09.07, 08:32
        Nie nie próbowałam-tak jak pisałam wcześnij mąż o tym wydarzeniu nic
        nie mówi i ja też nie-bo szczerze powiedziawszy to ja już zaczynam
        się bać rozmawiania z nim. On bardzo rzadko tłumaczy swoje
        zachowanie-często odnoszę wrażenie, że on zupełnie nie umie
        przeanalizować tego co zrobił i powodu, dla którego to coś zrobił.
        Bardzo często mi mówi np., że te wszystkie niemiłe rzeczy
        wypowiedziane przez niego podczas kłótni naszych (te naprawdę
        naprawdę niemiłe-których według mnie w ogóle nie powinien wypowiadać)
        są mówione w złości i że mam nie brać ich do siebie-co dla mnie jest
        jak argument małego dziecka-jak mogę nie brać do siebie tak
        przykrych i raniących słów-co z tego, że on mi powie na drugi dzień,
        że nie miał czegoś tam na myśli i powiedział to, bo był akurat zły-
        tak się po prostu nie robi-on wychodzi z założenia, że może
        powiedzieć mi wszystko a ja to zrozumiem bo on był akurat zły w
        danym momencie-przyjmę jego tłumaczenie -a za tydzień uslysze to
        samo-dla mnie taka sytacja nie jest normalna-zupełny brak
        przeanalizowania swojego własnego zachowania i tego co się mówi
        drugiej osobie-prawda jest taka, że za to wszystko co ja od niego
        usłyszałam już jako jego żona mogłabym już dawno od niego odejść-ale
        ja przyjmuję jego kolejne tłumaczenia, że powiedział coś tam bo był
        zły-on się do tego przyzwyczaił i wie, że skoro powiedział już pare
        razy coś i ja nic z tym nie zrobiłam to będzie zawsze juz mógł tak
        mówić-ale ja dobrze wiem, że miarka się kiedyś przebierze. Wiele
        razy go prosiłam i tłumaczyłam, że są rzeczy których nie powinien mi
        mówić i dobrze by było jakby wreszcie zrozumiał, że te słowa mnie
        ranią-ale to chyba nie ma dla niego znaczenia. Kolejnym strasznym
        problemem, z którym ja sobie nie radzę jesli o niego chodzi jest
        jego argumentowanie się-ma argument na wszystko-kompletnie nie daje
        sobie nic powiedzieć na swój temat i tego co zrobił-zawsze znajdzie
        kontargument-i ja juz sobie z tym nie radzę, podam przykład-
        błahostka ale jednak-zbił ostatnio talerz, który ja dostałam od
        Babci i go tak zostawił-ani nie przeprosił-nic-po paru dniach sie go
        spytałam czy zamierza z nim cos zrobić, a on na to-że chciał go
        wyrzucić-więc ja go poprosiłam, żeby tego nie robił bo ma on dla
        mnie wartość sentymentalną i że miłoby było jakby go po prostu
        skleił-na co on juz zaczął sie sie burzyc i denerwować-i usłyszałam
        od niego-"a jak Ty zbiłaś moją miskę (może jakieś pół roku temu!!)
        to jej nie skleiłaś"-tylko że miska sie rozsypała w drobny mak a
        talerz na dwie części. Możecie się śmiać z tego przykładu ale akurat
        to mi przyszło do głowy teraz-on po prostu nie daje sobie nic
        powiedzieć i za nic nie chce wziążć odpowiedzialności-ani za głupi
        talerz ani za swoje małżeńswto-i to nie on jest na skraju
        wyczerpania nerwowego tylko raczej ja-bo juz nie wiem jak z nim
        rozmawiać o ile w ogóle jest sens rozmawiania....
        • matylda_n Re: Dalszy ciąg programu......... 18.09.07, 10:33
          Asiek06 a napisz proszę jeszcze jak wygladała ta wasza rozmowa po tym jak on wrócił do domu. To był twój wywód a on tylko słuchał ? A może stawiał jakies, hm warunki, mówił co musi się zmienić w twoim zachowaniu, walnął się w pierś i przyznał sie do swoich błędów ?
          Poruszasz wiele istotnych spraw, postaram sie do nich odnieść ale dopiero pod koniec dnia będę miała więcej czasu...
          Pozdrawiam
          • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 18.09.07, 10:55
            Nasza rozmowa nie wyglądała niestety zbyt poważnie. Jak wrócił do
            domu-to wpadliśmy w jakąś taką euforię-okazało sie, że sie za sobą
            bardzo stęskniliśmy przez te dwa tygodnie. Ja powiedziałam mu, że
            nie może być tak, że jak zawsze przechodzimy ze wszystkim do
            porządku dziennego-bo to co sie stało było zbyt poważne żeby tak po
            prostu iść przed siebie i cieszyć sie sobą nie rozmawiając o
            problemie-on przyznał mi rację-ale do jako takiej powaznej i
            szczegółowej rozmowy do dzisiaj nie doszło-powiedzieliśmy sobie, że
            się kochamy i że nie możemy tak się traktować-ale wiesz to sa
            rzeczy, ktroe sobie juz mówiliśmy nieraz a i tak potem dochodziło do
            chorych sytuacji. Moja Babcia wylądowała w szpitalu-codziennie do
            niej jeżdże od dwóch tygodni-mąż chodzi na zmiany do pracy-zaczał
            jeszcze uczelnie znowu-ja w domu robię dodatkowe tłumaczenie (mam
            termin na oddanie) i jakoś to znowu zostawiliśmy z czego jestem
            zupełnie niezadowolona i uważam, że to bardzo źle ale jakos nie
            widzę, żeby mąż wykazywał chęci do rozmowy na temat tego co sie
            stało-i sama juz nie wiem-stare sprawy nie są rozwiazane a na
            horyzoncie pojawiają sie już nowe kłopoty...

            "walnął się w pierś i przyznał sie do swoich błędów ?"

            Nic z tych rzeczy-nie liczę na to nawet-on nie umie przyznać się do
            swoich błędów nie wytykając mi czegoś przy okazji...
            • matylda_n Re: Dalszy ciąg programu......... 18.09.07, 21:17
              Bardzo się cieszę, że nie dałaś się sprowokować do kłótni. Oby tak dalej, staraj się jak najbardziej trzymać nerwy na wodzy. Krzyk i awantura uniemożliwiają jakakolwiek komunikacje, są tylko sposobem na rozładowanie nagromadzonego napięcia. A Wy musicie zacząć rozmawiać o swoich oczekiwaniach, emocjach, a furie zacznijcie rozładować na milion innych sposobów. Nie spodziewaj się efektów od razu ale mąż powinien nieco spasować jak okaże się, że nie ma z kim się kłócić.
              Mam nieodparte wrażenie, że mocno pogubiliście się w swoich rolach i oprócz tego, że walczycie jedno z drugim to każde z was walczy samo ze sobą. On synek opiekuńczej mamusi szukał kobiety silnej, zorganizowanej (i taką znalazł), teraz mota się, bo z jednej strony wygodnie jak kobitka się wszystkim zajmie, z drugiej zaczął zdawać sobie sprawę, że nie ma w domu nic do powiedzenia. Ty, ta przedsiębiorcza, samodzielna nie możesz oprzeć się aby nie dominować, organizować wszystkiego, wskazywać co ma robić, napominać, ustawiać. Niby ci z tym źle, że on nie przejawia inicjatywy, ale jednocześnie nie możesz przestać traktować go nieco z góry, narzucać swojej wizji życia, trudno cię przegadać (stąd pewnie ta jego głupia argumentacja )

              Asiek06 napisała: i to nie on jest na skraju wyczerpania nerwowego tylko raczej ja

              A ja przypuszczam, że twój mąż jest podobnie jak ty sfrustrowany wasza sytuacją. Stąd te jego wybuchy agresji, prawdopodobnie dusi w sobie wszystkie nagromadzone przez dłuższy czas negatywne emocje i w sytuacji (czasami najmniej spodziewanej) kiedy nie jest już w stanie więcej pomieścić wyrzuca z siebie wszystkie nagromadzone żale i złość. Ty pewnie trochę pogadasz z mamą o kłopotach, trochę pożalisz się na forum napięcie nieco rozładujesz. A on ? Na dodatek piszesz, że nie rozmawiacie o sposobie rozwiązania waszych problemów a to może wskazywać na to, że facet nie ma pojęcia jak wybrnąć z trudnej sytuacji co tylko dodatkowo pogłębia jego frustrację.

              Asiek06 napisała: on zupełnie nie umie przeanalizować tego co zrobił i powodu, dla którego to coś zrobił. Bardzo często mi mówi np., że te wszystkie niemiłe rzeczy wypowiedziane przez niego podczas kłótni naszych (te naprawdę naprawdę niemiłe-których według mnie w ogóle nie powinien wypowiadać) są mówione w złości i że mam nie brać ich do siebie-co dla mnie jest jak argument małego dziecka

              Masz rację argument jest dzieciny i to właśnie świadczy o tym, że on sam nie potrafi sobie uporządkować własnych emocji, pogubił się, sytuacja go przerosła. Poza tym najłatwiej nabrać dystansu do sytuacji, zanalizować ją podczas rozmowy z kimś, komu możemy się zwierzyć, porozmawiać o dręczących problemach. Niezdolność do analizy jest konsekwencją duszenia w sobie tych wszystkich emocji.
              Oczywiście nie możesz godzić się na te wszystkie przykre słowa i granice trzeba wyznaczyć.

              Asiek06 napisała: zarzucił mi, że nic tylko mam pretensje do niego

              A jak ty oceniasz ten jego zarzut ? Jest w tym trochę racji ? Co możesz zrobić, żeby on nie odbierał w ten sposób twoich wypowiedzi ? Facet wygląda na totalnie niedowartościowanego przez ciebie...


              Asiek06 napisała: próbowałam go delikatnie podejść żeby się tak nie denerwował o byle co-bo dochodzi do tego, że już nic nie mogę mu powiedzieć-najlepiej jakbym milczała

              Widzisz kochana, jak się ktoś wkurzy porządnie to często lepiej odpuścić sobie jakiekolwiek próby porozumienia się do czasu aż osobnik się uspokoi, w przeciwnym razie twoje próby nawiązania rozmowy mogą tylko jeszcze bardziej nakręcać spirale wrogości i agresji, nad którą wkurzony delikwent nijak nie może zapanować. Twoje próby porozumienia się pogłębiły tylko i tak trudna sytuację bo poddałaś wątpliwości jego uczucia, zanegowałaś, to, że może czuć się wkurzony, w chwili, kiedy on wkurzony był (i nie chodzi mi tu o przyczynę ale o stan emocjonalny) A to daje poczucie braku zrozumienia jednej osoby przez drugą. W takich sytuacjach lepiej jest powiedzieć np. Przykro mi, że tak się zdenerwowałeś, nie chciałam cię niczym urazić. I dajesz mu czas na uspokojenie się i przetrawienie sytuacji.
              Jeśli faktycznie powiedziałaś mu, że nie możesz już mu nic powiedzieć itd., to w momencie, kiedy on nie mógł sobie poradzić ze swoimi emocjami, czuł się urażony twoją uwagą (nie ważne czy w twojej ocenie słusznie czy nie – tak się po prostu poczuł), ty dodatkowo obarczasz go całkowitym poczuciem winy za zaistniałą sytuację i nieco kreujesz się na pokrzywdzoną. On zaczął spontanicznie się bronić przed jego zdaniem kolejnym atakiem. Nie pisze tego po to aby usprawiedliwiać zachowanie twojego męża, chcę ci pokazać po prostu pewne mechanizmy zachowań.

              Asiek06 napisała: więc poświęcam cały swój wolny czas w domu na pracę tak naprawdę-w ogóle nie czuję, żeby on to doceniał a przecież robię to dla nas (kasa)

              Nie da rady zbudować dobrego związku na poświeceniu. Spytaj męża czy czuje się przez ciebie doceniony – to jedno. Druga sprawa, że takiego poświęcenia się nie dostrzega, jeśli nie wynika ono z jakiś waszych wcześniejszych ustaleń. A jeśli ustaleń nie było to możesz liczyć się jeszcze z zarzutami, że za dużo pracujesz, za rzadko razem gdzieś wychodzicie itp. Przemyśl więc, czy mąż aby na pewno chciał żebyś się w ten sposób poświęcała. Czy to aby na pewno z twojej strony jest poświęcenie (czasami praca daje sporo satysfakcji ) i czy aby nie lepiej czasami odpuścić sobie to tłumaczenie – poświęcenie i zrobić cos dla własnej przyjemności:)

              Na twoim miejscu mnie interesowałaby w chwili obecnej odpowiedź męża na dwa pytania: dlaczego ta uwaga o rozmowie podczas jedzenia tak go wzburzyła ? co jego zadaniem można było zrobić aby uniknąć takiego rozwoju sytuacji ? Moim zdaniem rozmowa o tym zdarzeniu jest konieczna.
              • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 19.09.07, 13:41
                Dziekuję się za tą obszerną Twoją wypowiedź i powiem Tobie, że
                zgadzam się ze wszystkim, ale apropo tego co napisałaś na końcu:

                > Asiek06 napisała: więc poświęcam cały swój wolny czas w domu na
                pracę tak napra
                > wdę-w ogóle nie czuję, żeby on to doceniał a przecież robię to dla
                nas (kasa)
                >
                > Nie da rady zbudować dobrego związku na poświeceniu. Spytaj męża
                czy czuje się
                > przez ciebie doceniony – to jedno. Druga sprawa, że takiego
                poświęcenia
                > się nie dostrzega, jeśli nie wynika ono z jakiś waszych
                wcześniejszych ustaleń.
                > A jeśli ustaleń nie było to możesz liczyć się jeszcze z zarzutami,
                że za dużo
                > pracujesz, za rzadko razem gdzieś wychodzicie itp. Przemyśl więc,
                czy mąż aby
                > na pewno chciał żebyś się w ten sposób poświęcała. Czy to aby na
                pewno z twojej
                > strony jest poświęcenie (czasami praca daje sporo satysfakcji ) i
                czy aby nie
                > lepiej czasami odpuścić sobie to tłumaczenie – poświęcenie i
                zrobić cos d
                > la własnej przyjemności:)

                Mam kilka uwag. Mój mąż pracuje na 3 zmiany i studiuje-przed
                wakacjami jeszcze ja udzielałam korepetycji-więc prawie w ogóle się
                nie widywaliśmy-mnie nie było w tygodniu-jego nigdy nie było w
                weekendy-prawie nic nie robiliśmy wspólnie i w pewnym sensie tak
                jest do teraz niestety. W wakacje może trochę nadrobiliśmy te braki,
                ale uwierz mi, że to zawsze ja wykazuje większą chęć to robienia
                czegoś innego niż tylko siedzenia w domu-i to prawie tylko ja jestem
                organizatorka naszego wolnego czasu-którego i tak mamy mało. Nawiążę
                w tym miejscu do domu rodzinnego mojego męża, w którym jak to
                przebywamy z wizytą u teściów to nic innego nie robimy jak tylko
                siedzimy przez TV jedząc-a uwierz mi, miejscowość, z której mąż
                pochodzi jest piękna-lasy, jeziora-to nawet na rodzinny spacer nie
                chodzimy. Tłumaczenie, które robię jest dodatkową zleconą pracą
                przez firmę, w której pracuję i niedługo je skończę i oddam-więc nie
                będę w domu tylko siedziała przed komputerem-zresztą staram się
                tłumaczyć jak męża nie ma w domu bo wtedy mam największy spokój-to
                nie jest tak, ze on siedzi bezczynnie i się nudzi a ja w tym czasie
                poświęcam się zarabianiu pieniędzy. Ja w ogóle odnoszę wrażenie, że
                mój mąż ma bardzo ograniczone zainteresowania od jakiegoś czasu-
                niestety jest mi przykro z tego powodu i mam czasami wrażenie, ze to
                jemu właśnie nie zależy na wspólnym spędzaniu czasu ze mną-do dziś
                pamiętam jak mieliśmy urlop w sierpniu-parę dni zanim się
                wyprowadził i zaproponowałam mu wyjście na festyn z okazji otwarcia
                nowej trasy tramwajowej w Poznaniu (tylko się nie śmiejcie-niby nic
                takiego ale zawsze coś innego)-a poźniej byliśmy umówieni na piwo ze
                znajomymi-jak doszło co do czego-to stwierdził, ze on nie będzie
                łaził ze mną i patrzył na jakieś tam tramwaje-i w ogóle był
                strasznie niemiły-powiedział to siedząc przed komputerem nie robiąc
                nic szczególnego-podczas gdy za oknem świeciło słońce i zamiast
                wykorzystać ten wolny dzień to on wolał siedzieć w domu i grzebać w
                internecie-ja się wtedy wkurzyłam na niego i po prostu poszłam sama
                żeby mu pokazać, że nie zamierzam swojego czasu marnować na
                siedzenie w domu podczas urlopu. Podobnych sytuacji było już wiele-
                więc uwierz mi ale to nie jest tak, że ja się poświęcam pracy
                podczas gdybym mogła spędzać ten czas z mężem-to raczej mąż ma
                skłonność do planowania sobie czasu nie uwzględniając w tym swojej
                żony-czyli mnie. Byliśmy ostatnio n a festynie z okazji 100-lecia
                istnienia firmy, w której mąż pracuje (wreszcie cos innego)-
                skończyło się na tym, że się upił z kolegami z pracy i potem szybko
                wołaliśmy taksówkę żeby zdążyć do domu na mecz, który chciał
                obejrzeć. I takich przykładów mam o wiele więcej-chociażby ta
                niedziela-był na uczelni-zwolnił się wcześniej i poszedł sobie na
                mecz-nie było go cały dzień a ja siedziałam i tłumaczyłam-uwierz mi
                gdyby powiedział, że po uczelni przyjedzie do domu i zrobimy cos
                fajnego to rzuciłabym tłumaczenie w kąt byleby coś z nim zrobić-ale
                on wolał mecz….i tak to wygląda
                • tan-aka Re: Dalszy ciąg programu......... 19.09.07, 15:25
                  A mi sie wydaje, ze skoro on pracuje na trzy zmiany + w weekendy
                  chodzi do szkoly to moze byc po prostu zbyt zmeczony na prowadzenie
                  zycia towarzyskiego. Moze nadmiar zajec obojga jest jednym z
                  problemow w waszym zwiazku?
                  Odnosze wrazenie, ze wystepuje tez u was calkowita rozbieznosc w
                  kwestii sposobu na zycie: ty starasz sie stworzyc idealna rodzine wg
                  swojego wlasnego modelu a on po slubie sobie po prostu odpuscil
                  jakiekolwiek staranie sie. W rezultacie oboje jestescie
                  niezadowoleni i sfrustrowani: ty bo on nie spelnia pokladanych w nim
                  nadzieji, a on bo zamiast odpoczac po pracy wysluchuje pretensji, ze
                  nie jest idealnym mezem
                  Mysle, ze ze swojej strony powinnas sobie przynajmniej na jakis czas
                  troche odpuscic, tzn. przestac dazyc do tego idealnego modelu a
                  nastepnym razem jak cos w jego zachowaniu nie bedzie Ci odpowiadac
                  sprobuj po prostu to przemilczec - w ten sposob jest szansa na
                  unikniecie kolejnej wielkiej awantury.
                  Szkoda, ze nie mozemy poznac ogladu sytuacji z jego strony, znajac
                  tylko twoja opinie ciezko cos poradzic.
                  Oczywiscie najwazniejsze jest to zeby obie strony sie staraly bo jak
                  tylko jedna probuje cos zmienic w swoim postepowaniu to raczej nie
                  bedzie pozytywnych efektow. Rzucanie doniczkami tez jest jak
                  najbardziej nie na miejscu!
                  Tak wiec chyba jedyna rada, ktorej moge Ci udzielic majac oglad
                  sytuacji tylko jednej ze stron jest wyluzowanie sie - chyba lepiej
                  machnac reka na jakies jego przewinienie i przemilczec niz wdawac
                  sie w kolejna klotnie.
                  Zostaje jeszcze jedna mozliwosc - moze wy po prostu do siebie nie
                  pasujecie? Mieszkalam kiedys przez kilka miesiecy z kolezanka, ktora
                  dzialala na mnie po prostu jak plachta na byka - i vice versa. I
                  mimo tego, ze bardzo sie lubimy i jestesmy ze soba blisko nasze
                  wspolne zamieszkiwanie bylo katastrofa. Od mniej wiecej pol roku
                  mieszkam z chlopakiem i ciagle panuje sielanka - tylko ze on jest
                  bardzo spokojny i ugodowy i ciezko sie z nim poklocic. Tak wiec moze
                  po prostu wasze charaktery do siebie nie przystaja a wtedy proby
                  naprawiania sytuacji po prostu niewiele pomoga


                • matylda_n Re: Dalszy ciąg programu......... 19.09.07, 17:53
                  Wiesz, mi bardziej chodziło o samo POŚWIĘCANIE SIĘ - takiego sformułowania uzyłaś. To bardzo niebezpieczne określenie relacji w związku. Poświęcanie sie to narzędzie do wzbudzania poczucia winy w partnerze, daje władzę, bo w każdej chwili można wytknąć partnerowi "patrz ja tyle dla nas robie a ty nic, niewdzięczny jesteś". A taki układ jest daleki od relacji partnerskich, na ktorych o ile dobrze pamietam chciałas oprzec swoje małżenstwo.
                  Oj Asiek, asiek, sporo sobie tych kamieni nawrzucaliście do waszego ogródka. Ciężka praca was czeka aby to wszystko uporzadkować. Szkoda, że mąż nie chce iśc po poradę do psychologa, bo to bardzo ułatwiłoby wam zapanowanie nad tym co sie między wami dzieje.
    • madziaq Re: Dalszy ciąg programu......... 17.09.07, 19:57
      Osobiście pozwolę sobie się nie zgodzić z większością z was, że facet ma prawo
      do takich reakcji, bo się zdenerwował, bo żona upierdliwa, blablabla... Czasem z
      mężem się kłócimy (nie mylić z urządzaniem dzikich awantur!), ale nie wyobrażam
      sobie, żeby dorosły człowiek przy zdrowych zmysłach rozbijał naczynia czy
      doniczki albo podnosił na drugą osobę rękę. Żadne zdenerwowanie czegoś takiego
      nie usprawiedliwia. Dzisiaj rzuca doniczką, jutro rzuci o scianę kotem a
      pojutrze żoną. I co? też powiecie, że się biedak sfrustrował, bo weszła za nim
      do kuchni a powinna mu dać trochę przestrzeni?
      Nie będę nic doradzać, bo nie byłam nigdy nawet w zbliżonej sytuacji. Ale jak
      dla mnie gość nie zachowuje się normalnie
      • trusia29 Re: Dalszy ciąg programu......... 18.09.07, 18:21
        madziaq napisała:
        ale nie wyobrażam
        > sobie, żeby dorosły człowiek przy zdrowych zmysłach rozbijał
        naczynia czy
        > doniczki albo podnosił na drugą osobę rękę. Żadne zdenerwowanie
        czegoś takiego
        > nie usprawiedliwia

        A ja nie zgodze się z toba. Czasami takie rzucenie czyms jest
        wyrazem zupełnej desperacji, czesto następuje wtedy, gdy druga
        strona jest głucha na argumenty, osoba rzucająca zwykle nie ma juz
        sposobów na przerwanie jekiegos zachowania drugiej osoby. Nie znaczy
        to, ze usprawiedliwiam męza asiek - absolutnie nie, zwłaszcza, że po
        tym jak złośc przejdzie wypadałoby porozmawiać, przeprosić, wyjaśnic.
        Sama pamiętam taką sytuacje w swoim zyciu, kiedy rzuciłam gliniana
        miseczką, w ktorej mama trzymała mnóstwo guzików, miseczka rozsypała
        się a guziki rozleciały po kuchni. Stalo się to w sytuacji, gdy moja
        mama i mój brat krzyczeli na mnie, nie dali mi dojśc do słowa (nawet
        nie pamiętam o co chodziło bo rzecz miała miejsce z 10 lat temu),
        czulam się zaszczuta przez nich, chcialam coś wyjaśnic i nie
        pozwalali mi... Wzięłam wtedy te miske z guzikami i rzuciłam, razem
        z nią wyrzuciłam wszystkie swoje emocje wtedy i juz uspokojona
        wróciłam do swojego pokoju, zamknęłam dzwi, za to oni oboje siw
        wkurzyli, pytali po co to zrobilam itd a ja wtedy zupełnie ich nie
        słuchalam. Na drugi dzien wyjasnilismy sobie wszystko. Kilka lat
        później rzucilam w podobnej sytuacju szklanka o ściane w trakcie
        kotni z pierwszym mężem. Od tego czasu wydoroslalam, dojrzalam,
        wiele w życiu przeszlam i takie sytucje se nie powtarzają, ale
        potrafię zrozumieć to nagromadzenie emocji, które prowadzi do takiej
        reakcji. Poza tym znam jedno małżeństwo, bardzo kochajace się, gdzie
        oboje sa bardzo "temperamentni" i czasem awantura kończy się u nich
        rzucaniem talerzami. Równie szybko godzą się i wyjasniaja sobie
        wszystko... Problem nie lezy w tym, że on rzucil doniczka, tylko w
        tym, ze oni tego nie potrafią sobie wyjaśnic, oni w ogóle nie
        potrafią ze soba gadać....
        • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 18.09.07, 19:09
          Problem nie lezy w tym, że on rzucil doniczka, tylko w
          > tym, ze oni tego nie potrafią sobie wyjaśnic, oni w ogóle nie
          > potrafią ze soba gadać....

          Ano właśnie-wedle mnie niech sobie rzuci jeszcze czymś jeśli ma to mu ulżyć-ale
          niech też usiądzie ze mną po paru dniach-przeprosi, wytłumaczy, wyjaśni, pogada,
          abyśmy mogli wspólnie szukać jakiegoś rozwiązania-trusiu masz rację-my nie
          umiemy ze sobą gadać-i zastanawiam się kiedy to się stało tzn. od kiedy trwa-bo
          aż tak ślepa to ja nie byłam żeby wyjść za faceta, w którym kompletnie nie umiem
          się porozumieć-kiedyś się dogadywaliśmy rozumieliśmy......
    • janka19 Re: Dalszy ciąg programu......... 18.09.07, 23:04
      Asiu, sledzę Twoje losy od jakiegoś czasu i naprawdę nie rozumiem
      jak nadal możesz tkwić w tym związku.
      Przeczytałam częśc odpowiedzi w tym wątku i jestem w niemałym szoku.
      Cóż, częśc kobiet potrafi rozgrzeszyc faceta dosłownie ze
      wswzystkiego i nawet rękoczyny (pisałeś jakis czas temu o tym ) były
      przez nie usprawiedliwione.
      Cóż,jeżeli kobieta akceptuje takie zachowania męża ma do prawo, lubi
      byc poniżana i lekceważona-jej sprawa, ja nie jestem masochistką

      Asiu, może trafiłam na super-męża, nie wiem,ale nie do pomyslenia
      jest dla mnie aby wkurzony facet wyzywałam, rzucałam
      rzeczami,obrażał się na cholera wie co, lekceważył każdy gest dobrej
      woli.
      "Święta krowa" której nie można zwrócić jakiej kolwiek uwagi?
      A gdzie tu parnterstwo, chęc pomocu współmałżonkowi,
      zaintersesowanie, pomoc w prowadzeniu domu ???
      Asiu, czy Ty wyobrażasz sobie w Waszym układzie dziecko?
      Czy naprawdę z takim mężczyzną chcesz spedzic reszte życia ? Takiego
      chcesz ojca dla swojego dziecka ?

      A co jeżeli zaczną się problemy typu-jakas powazna choroba, poda Ci
      szklanke wody a co gdybys straciła pracę-bedzie Cię wspierał? Pomoże
      Ci ?

      Jestem z mężem 13 lat, NIGDY nie było żadnego "rzucania mięsem".To
      na prawdę nie musi byc tak jak u Ciebie !
      Preszlismy naprawdę dużo ( w tym śmierć dziecka) i mogę powiedziec
      że mąż sprawdził mi się w 100%.
      Jestes mądra babką, weż sprawy w swoje ręce i uwolniej sie od
      takiego faceta.
      Czy tylko dla tytułu "mężatka" chcesz tkwić w tym bagnie ??


      • pronovia Re: Dalszy ciąg programu......... 19.09.07, 16:12
        Wydaje mi się, że wszystkie te "nieobiektywne" wypowiedzi na tym
        forum to tylko próba zobiektywizowania postawy asiek06. Przynajmniej
        w moim przypadku była to próba wprowadzenia krztyny równowagi, próba
        uświadomienia asiek06, że NIE CAŁA RACJA JEST PO JEJ STRONIE.
        Niestety efekt jest odwrotny...
        Ja widzę dużą różnicę między pirzgnięciem doniczką w podłogę, a
        uderzeniem osoby. Jest wiele osób porywczych, które potrafią czymś
        rzucić w ferworze dyskusji, znam też takie kobiety. Oczywiście
        przemocy nic nie usprawiedliwia, ale ja osobiście, gdyby mój mąż w
        odpowiedzi na uwagę nie mów do mnie jak masz mięsko w ustach walnął
        talerzem o podłogę i wyszedł nie lazłabym za nim domagając się
        wyjaśnień, tylko zostawiłabym go samego, żeby mi nie kopnął na
        zawał. Jechałam kiedyś samochodem z wrzeszczącą na siebie parką
        (dziewczyna wcielała w życie Twoją zasadę nieświętych krów i
        domagała się wyjaśnień oraz szacunku rykiem) i zastanawiałam się
        kiedy pierdzielniemy w drzewo, bo koleś straci panowanie nad sobą i
        samochodem. SĄ TAKIE MOMENTY KIEDY KAŻDE Z NAS POTRZEBUJE CHWILI
        SPOKOJU i gdybym w takim momencie usłyszała taki wykład jaki serwuje
        nam tutaj asiek06 tekstem ciągłym też miałabym ochotę pirzgnąć czymś.

        A co do rozwiązania problemu to chyba tylko zostało rozstanie, skoro
        mąż nie chce się zgodzić na żadną terapię (co jest niewłaściwe z
        jego strony)... Smutne, ale jeśli za dwa tygodnie asiek06 ma opisać
        kolejne sceny na tym forum...
    • kanaviosta Re: Dalszy ciąg programu......... 19.09.07, 11:22
      piszesz:
      -jak JA mogę to wytrzymać, JA przestałam prosić, JA się źle czuję,itp.
      ciągle używasz sformułowań ja, ja ja...
      przeczytaj raz jeszcze swoje wypowiedzi.

      w stosunku do męża używasz sformułowań:
      -powinien przeprosić, przyznać się do błędu, zmienić, wykazać inicjatywę żeby naprawić sytuację.

      może wszystkie odpowiedzi przeanalizuj w nieco inny sposób. tylko w jednej wypowiedzi zwróciłaś uwagę na to, że tak naprawdę wina leży tak samo po jego jak i po Twojej stronie. krytyczne uwagi nie muszą oznaczać, że forumowiczki krytykują Ciebie a bronią Twojego męża. może po prostu patrzą na sprawę nieco bardziej obiektywnie?
      problemy w Waszym małżeństwie biorą się również z tego, że nie potraficie znaleźć kompromisu. jesteście bardzo do siebie podobni: oboje wrażliwi na krytykę, oboje nie znosicie, gdy ktoś Wam mówi, że jest Wami rozczarowany.
      piszesz, że są między Wami chwile spokoju i szczęścia. może więc warto żebyście szukali między sobą podobieństw a nie różnic?

      może warto pomyśleć o tych dobrych chwilach w momentach gdy się kłócicie i trzymać się przede wszystkim tych pozytywnych uczuć?
      kompromis nie polega na tym, że on przeprosi a Ty mu wybaczysz. kompromis to również sytuacja, w której Ty wyciągasz rękę i mówisz, że się nie gniewasz, i że również przepraszasz, bo może sprawiłaś czymś przykrość.
      może czasem trzeba zaryzykować odrzucenie i zdusić w sobie strach przed nim. i przyjść po prostu się przytulić. jak się kocha to się myśli o drugiej osobie przede wszystkim pozytywnie.
    • maruda78 Boszzz.... 21.09.07, 05:09
      Asiek06, sledze Twoje watki i przepychanki ze slubnym i coraz bardziej wydaje mi
      sie, ze problem jest nie w Tobie a w nim.

      Ty chyba poprostu lubisz takie klimaty, uwielbiasz robic z siebie meczennice,
      jaka to Ty bidula, serce Cie boli, nerwica, no globus poprostu jak u Pani
      Emilki, a maz zimny dran, podly.

      Owszem Twojemu mezowi daleko do idealu, ale Twoje zachowanie bynajmniej wcale
      nie jest takie idealne. No zesz, zeby do doroslego faceta puscic tekst w stylu
      'prosze do mnie nie mowic z pelnymi ustami'??? Jak zrobicie sobie dzieciaka to
      do niego tak sobie mozesz mowic. Mnie osobiscie szlag by trafil. A nie mozna
      normalnie 'kochanie, nic nie rozumiem co powiedziales, mozesz powtorzyc?'. Albo
      "wiesz, to zabrzmialo zupelnie jak ta scena z 'Misia' gdzie kobita mowila po
      'angielsku' zapychajac sobie twarz kluchami" przy czym zapchac sobie usta i
      uraczyc wlasna interpretacja.

      Przestan robic za meczennice - masz to na wlasne zyczenie. Zacznij traktowac
      faceta jak doroslego czlowieka - on najwyrazniej juz nie wyrabia nerwowo i
      popuszcza ;-).
      Jesli chcesz prawdziwych zmian - zacznij je od siebie. Nie mozna zmienic
      drugiego czlowieka jesli on tego nie chce, mozna tylko dac drugiej osobie dobry
      przyklad i dac jej/jemu szanse CHECI do zmiany.
      Mysle, ze powinnas sie zastanowic, czy chesz zyc z nim takim jakim jest. Jesli
      nie - to chyba oczywiste, dajcie sobie spokoj. Jesli tak, to sproboj go
      zaakceptowac z jego glupimi wadami, takim jaki jest. Byc moze Cie zaskoczy.

      No i wyluzuj, koniec 'poswiecania sie' (zadne poswiecanie, bo tak NAPRAWDE
      robisz to dla siebie) zrob cos dla siebie, dla wlasnej przyjemnosci, maz chyba
      wolalby zobaczyc Cie usmiechnieta i zrelaksowana niz wiecznie niezadowolona i z
      pretensjami.

      m.
      • asiek06 Re: Boszzz.... 21.09.07, 08:10
        Wklejam to co napisałam tutaj gdzieś tam wcześniej:

        asiek06 17.09.07, 14:58 Odpowiedz

        Ale powiedzenie komuś "kochanie czy mógłbyś nie mówić do mnie z
        pełną buzią bo Cię nie rozumiem"-nie jest żadnym "rób to", "rób
        tamto"-jedno z drugim nie ma nic wspólnego-nic a nic!!

        I to jest dokładnie to co jemu powiedziałam.

        > No i wyluzuj, koniec 'poswiecania sie' (zadne poswiecanie, bo tak
        NAPRAWDE
        > robisz to dla siebie) zrob cos dla siebie, dla wlasnej
        przyjemnosci, maz chyba
        > wolalby zobaczyc Cie usmiechnieta i zrelaksowana niz wiecznie
        niezadowolona i z
        > pretensjami

        No na pewno wolałby mnie taką...nie zaprzeczę


        • asiek06 Re: Boszzz.... 21.09.07, 08:13
          Ale ja tez wolałabym go innego....
          • alis123 Re: Boszzz.... 21.09.07, 10:33
            Asiu, jesli cos moge Ci doradzic - zapomnij na jakies 2-3 tygodnie o
            tym co bys wolala i co on powinien a czego nie powienien. Jesli dasz
            rade nie mysl o tym, nie zastanawiaj sie jak byc powinno i nie
            zwracaj mu uwagi. Nie rob tego ani w mily sposob z usmiechem na
            ustach, ani w niemily. Nie proponuj tez co powinniscie razem zrobic
            ani co on moglby zrobi...
            On jest duzym chlopcem z jakims wlasnym rozumkiem... Juz sie zdazyl
            zorientowac co lubisz i czego oczekujesz. Jesli sam nie zechce ci
            tego dac, to w zaden sposb tego nie wyegzekwujesz. Presja tylko
            budzi reakcje obronne ( 'jesli mnie zmuszasz to wlasnie zrobie na
            odwrot').
            wiem, ze to trudne, ale sprobuj sie nsatawic na uklad, jaki bardziej
            jemu pasuje - chce siedziec w weekend przed komputerem niech siedzi.
            Wazniejsze, ze cie przywita z usmiechem, gdy wrocisz zadowolona ze
            spaceru niz, ze pojdzie z toba naburmuszony itd... Odpusc sobie. Na
            razie tez nie probuj z nim rozmawiac o niczym waznym. W takiej
            atmosferze to nic nie da. Poczekaj az miedzy wami bedzie ciut wiecej
            zyczliwosc. A w chwili gdy on tez odpusci i atmosfere nieco zelzeje
            porozmawiaj o tym co dla ciebie naprawde wazne. Ze 100 punktow
            niezadowolenia wybiez 2-3, ktore naprawde ci zatruwaja zycie, a
            reszte po prostu zapomnij.
            • asiek06 Re: Boszzz.... 03.10.07, 08:58
              Witajcie dziewczyny. Niestety u nas sytuacja jest bez zmian-można by
              chyba nawet powiedzieć, że się pogarsza. Od paru tygodni trwamy w
              jakims takim-sama nie wiem jak to nazwać..ogólnie jestem traktowana
              jak powietrze przez męża-niby żyjemy razem pod jednym dachem ale
              każdy zajmuje się sobą i robi swoje. Chodzimy razem na zakupy i to
              co trzeba robić we dwójkę robimy we dwójkę ale cała reszta, szkoda
              gadać..najgorsze jest to-a może właśnie i dobrze-chociaż sama nie
              wiem, że powoli przestaje mi zależeć na porozumieniu. Przez cały
              nasz związek ja pierwsz wyciągałam rękę, ja romawiałam, tłumaczyłam,
              kombinowałam, starałam się a teraz tego nie robię-zupełnie
              odpuściłam-chodze do pracy, robię zakupy, sprzątam jak trzeba,
              tłumaczę zlecone prace i tak sobie żyję, a maż zycje swoim życiem-
              chodzi na mecze-bierze nadgodziny w pracy żeby mnie nie widzieć-
              chodzi na uczelnię itd. tylko zastanawiam się jak długo takie coś
              może trwać. Na zewnątrz jesteśmy oczywiście szcześliwym małżeństwem
              (chore to jakieś!!)-znajomi sie pytają jak poszukiwania mieszkania i
              w ogoel jak tam nasze plany (wynajmujemy mieszkanie) a ja tylko
              głupio odpodiwadam, że szukamy mieszkania, że do końca roku pewnie
              cos znajdziemy, tak tak szukamy....mój mąż nic kompletnie nie robi
              żeby to wszystko jakos naprawić, nie wiem co nas czeka-ale jeśli
              czegoś z tym nie zrobimy to oddalimy się od siebie tak bardzo, że
              pewnie sie rozstaniemy bo jaki jest sens bycia w takim związku??..
              • hanka_m Re: Boszzz.... 03.10.07, 10:22
                No własnie sensu chyba nie ma. Co tu naprawiać owszem może wina jest
                po obu stronach, ale ja tez nie pozwoliłabym sobie, zeby bliska
                osoba mnie wyzywała nawet w najgorszych nerwach rzucała przy mnie
                przedmiotami i gdyby cos takiego się wydarzyło to powiedziałabym, że
                tego nie toleruje a już powtórka na pewno skłoniłaby mnie do
                pożegnania z taką osobą na zawsze. Dziwie się, że to tolerujesz i
                tylko utwierdzasz mężulka w przekonaniu, że może sobie na to
                wszystko pozwalać. Wy do siebie nie pasujecie, może są osoby, które
                nie czułyby się zranione takim zachowaniem partnera i nie
                przeszkadzaja im wyzwiska rękoczyny itp. ja bym takiego czegoś nie
                wytrzymała.
    • kati_t Re: Dalszy ciąg programu......... 03.10.07, 10:32
      może to jest osobiste pytanie ale czy wy sypiacie ze sobą?
      • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 03.10.07, 10:52
        Nie nie sypiamy ze sobą-od prawie miesiąca. Nie odczuwam chęci i
        potrzeby - między nami jest teraz taki chłód i obojętność, że to
        jest akurat ostatnia rzecz o jakiej myślę, mąż pare razy probował
        coś tam kombinować - ale w sytuacji kiedy na co dzień prawie nie
        rozmawiamy ze sobą i właściwie sami nie wiemy do czego dążymy to po
        co mamy to robić....??
        • lenchen Re: Dalszy ciąg programu......... 03.10.07, 11:46
          Tez nie mialabym na twoim miejscu ochoty na lozko i igraszki.
          Wszystko wskazuje na to, ze to zmierza do rozstania. Kwestia czasu i
          tego, kto pierwszy je zaproponuje. Medal za zdolnosc wytrwania i
          tkwienia w takiej sytuacji, ja bym nie wytrzymala juz dawno...
    • kati_t Re: Dalszy ciąg programu......... 03.10.07, 12:34
      Nikt by chyba nie miał :(

      Jednak jeżeli sprawy łóxkowe też nawalają to pozostaje się rozstać i
      pozwolić sobie na wzajem żyć, ŻYĆ, żyć, normalnie.

      My się w dzień kłócimy a w nocy godzimy:P nie wyobrażam sobie
      sytuacji w której mój mąż sasypia obok mnie nafuczony i odwrócony do
      mnie tylkiem - NIGDY

      Rozstańcie się i bedzie spokoj.
      • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 03.10.07, 12:51
        My juz nawet obrażeni na siebie nie jesteśmt ani nafuczeni:)jak to
        napisałaś-my po prostu od chwili kiedy mąż wrócił do domu-po
        sierpniowej wyprowadzce żyjemy obok siebie-a nie razem-odwracamy się
        do siebi plecami codziennie w łóżku i zasypiamy....po prostu
        • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 03.10.07, 13:19
          Najgorsze jest to, że w tym miesiącu czeka nas ślub brata męża, na
          którym mąż jest świadkiem-i znowu będziemy udawać przed całą
          rodzinką jacy to my szczęśliwi jesteśmy a oprócz tego idę do
          szpitala na parę dni na ważne badania, ale skoro mamy się rozstać to
          i tak nie będziemy mysleli o powiekszaniu rodziny-bo tego właśnie
          dotyczą owe badania...:(
          • kati_t Re: Dalszy ciąg programu......... 03.10.07, 13:28
            Współczuję Ci.

            Jakie macie plany na przyszłość, macie jakieś wogóle? czy jesteście
            tak zawieszenie w prózni?



            • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 03.10.07, 13:39
              Mamy plany, a właściwie nie wiem czy nie powinnam napisać, ja mam
              plany.... szukamy, albo właściwie ja szukam mieszkania dla nas-przed
              Ślubem wynajelismy mieszkanie i do dzisiaj w nim jesteśmy-nic sie
              nie rozwijamy nic nie idziemy do przodu, tylko ja ciągne ten
              cholerny wózek zwany małżeńswtem, od początku tak było. Co prawda
              dopiero od czerwca mamy taka sutyację, że możemy spokojnie iść po
              kredyt do banku i kupić wreszcie cos swojego-ale widzisz jest już
              październik a nic sie w tym kierunku nie dzieje-jeśli ja nie porusze
              tematu to mój mąż nic sam z siebie nie zrobi-ani nie przegląda ofert
              biur nieruchomości-ja codziennie przeglądam ogłoszenia w internecie,
              gazetach, szukam-pokazuję mu, nawet byliśmy raz obejrzec jedno
              mieszkanie-ale wróciliśmy do domu i temat ucichł-a ja naprawdę
              jestem już zmęczona poruszaniem tematu jako pierwsza-on naprawde nie
              wykazuje żadnej inicjatywy- a jak już rozmawiamy to okazuje się, że
              myślimy inaczej-każdy po swojemu, szkoda gadać...i w sumie po co mam
              szukać tego mieszkanie, pójdziemy po kredyt na 30 lat a za chwile
              się okaże, że sie rozwodzimy nie wiem naprawdę. A inna kwestia to
              dzieci-też już powoli zaczęliśmy o tym myśleć no i okazało się, że
              mogę być kłopoty z zajściem w ciążę przeze mnie-dlatego idę do
              szpitala-marwi mnie to ale widzę, że mąż jak do wszystkiego ma byle
              jaki stosunek-zresztą powiekszanie rodziny w naszej sytuacji to
              chyba niezbyt dobry pomysł no ale muszę sie dowiedzieć co jest,
              jeśli w ogóle cos jest, ale niestety coraz cześciej w róznych
              sytuacjach i przy różnych sprawach tych malutkich i malo wąznych i
              tych wielkich i bardzo istotnych dochodzę do wniosku i widzę, że to
              chyba są tylko plany i marzenia, a nie nasze wspólne............
              • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 03.10.07, 13:41
                na końcu miało być: że to są chyba tylko moje plany i marzenia, a
                nie nasze wspólne.....
              • kati_t Re: Dalszy ciąg programu......... 03.10.07, 14:31
                Wybacz że to powiem ale z twoich opowiadań wnoszę to twój mąż
                to „ciota” a nie mężczyzna - ups.. jeśli cię uraziłam to wybacz!

                Ale kolejna rzecz jakiej sobie nie wyobrażam w swoim małżeństwie to
                że "ja" załatwiam wszystko sama - zaczynam sama rozmowy na bardzo
                ważne jak by nie było fundamentalne tematy jak DOM, RODZINA !!! a
                mąż albo przytakuje głową albo się wscieka że do czegoś daże! Co to
                to nie, ON jest facetem i on powinien dążyć do tego aby jego żona
                (czyt. TY) miała zapewniony dach nad głową, abyście mieli dziecko,
                abyście mieli co jeść.

                Mam wrażenie że tobie bardziej zależy na tym związku i dlatego tak
                się miotasz walczysz a przez to męczysz! On uważa że to co ma mu
                wystarczy, a czego nie ma to TY mu to dasz, zapewnisz.

                Powinnaś podejrzeć swoich teściów gdyż takie zachowania wynosi się z
                domu, zwróć uwagę na role w ich małżeństwie a znajdziesz odpowiedź
                dlaczego twój maż jest taki.

                A co z poradnią, ??? zastanawialiście się nad takim rozwiązaniem?
                • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 03.10.07, 15:04
                  Nie przejmuj się-sama się czasami zastanawiam nad tym jaki on jest i
                  co soba reprezentuje...

                  ON jest facetem i on powinien dążyć do tego aby jego żona
                  > (czyt. TY) miała zapewniony dach nad głową, abyście mieli dziecko,
                  > abyście mieli co jeść

                  Nie wiem co mam Tobie odpowiedzieć-wiesz on pracuje, przynosi kase
                  do domu, mamy co jeść ale o przyszłości, rozwoju, domu to on nie
                  myśll, niby chce mieć ale najlepiej niech ktos inny sie tym zajmie
                  (czyli ja)-on tego nie mówi ale z tego taki wniosek


                  On uważa że to co ma mu
                  > wystarczy, a czego nie ma to TY mu to dasz, zapewnisz

                  tez tak myślę, jemu chyba wystarcza to co ma w tej chwili, nie wiem
                  czy wychodzi z założenia, że ja powinnam mu cokolwiek zapewnić,
                  chociaz nie ukrwaym że rozwijam się zawodowo, zaczynam przynosić
                  więcej pieniędzy do domu niz on, nieraz od niego slyszałam, że on
                  nie zamierza mnie utrzymywać!!i mam nawet nie myśleć, że on będzie
                  zapiepszał podczas gdy ja będę siedzieć w domu z nogami do góry
                  (najlepszy tekst jaki słyszałam!!)-ja która pracuje od 17 roku
                  zycia!!i chwytam sie czego tylko mogę, żeby było więcej kasy i żeby
                  nam się lepiej żyło.

                  > Powinnaś podejrzeć swoich teściów gdyż takie zachowania wynosi się
                  z
                  > domu, zwróć uwagę na role w ich małżeństwie a znajdziesz odpowiedź
                  > dlaczego twój maż jest taki.

                  Nie wiem czy gdzieś tu na forum nie czytałaś już o moich teściach.
                  Teściowa-matka polka, całe zycie poświęćiła rodzinie, wychowała 3
                  synów, obiadki, sniadanka, przynieś, wynieś itd.
                  Teść-człowiek, który pracuje na dom ale rodzina go mało obchodzi,
                  przyzwyczajony do tego, że wszystko pod nos mu się podkłada, jego
                  zdanie sie najbardziej liczy, kobieta nie ma zbyt dużo do
                  powiedzenia, zamiast w niedzielę siedzieć z żoną w domu woli iść na
                  piwko z kolegami z sąsiedztwa pod sklep.

                  Wiem, że mąż szanuje bardzo swoja matkę, z ojcem nigdy sie nie
                  dogadywał, ale niestety od kogos się nauczył tego braku szacunku dla
                  kobiet....

                  > A co z poradnią, ??? zastanawialiście się nad takim rozwiązaniem?

                  Ja się zastanawiałam, ale usłyszłam od męża, że to strata czasu, że
                  nie mamy na to kasy i że co to niby da skoro sami nie możemy dojść
                  do porozumienia to na pewno nam 3 osoba nie pomoże-czyli jak zwykle
                  z jego strony całkoity brak chęci żeby nad czymkolwiek pracować.
                  Sama mam chodzić? i co to da-on i tak się nie zmieni-jedynie może ja
                  zrozumiem, że marnuję sobie życie-chociaż ja wiem to już teraz...

                  > A co z poradnią, ??? zastanawialiście się nad takim rozwiązaniem?

                  • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 03.10.07, 15:05
                    sorry dwa razy sie mi wkleiło:)
                    • kati_t Re: Dalszy ciąg programu......... 03.10.07, 15:44
                      Aśku, ja nie wątpię że twój mąż pracuje i że przynosi pieniądze do
                      domu, ale on łaski nie robi nikomu że pracuje i zarabia, ludzie
                      stworzeni są do tego żeby pracować! I to jest jego „obowiązkiem” a
                      nie dobrą wolą.

                      Natomiast tekst, że nie będzie na Ciebie pracował powalił mnie i
                      jest kolejnym dowodem że twój mąż "błądzi" nie wiem co oznacza śłowo
                      rodzina, mąż żona dziecko, szkoda że nie zapytałaś to na kogo ma
                      zamiar w takim razie pracować?

                      Jak będziesz zajmowała się dzieckiem to on Ci będzie po 20 zł
                      dziennie wyliczał ? i codziennie będziesz słyszeć – do roboty!
                      Jeżeli mąż Ci tak powiedział to tym bardziej powinnaś teraz się
                      zastanowić co będzie jak ty zostaniesz matką? Nie będziesz pracować,
                      jaka będzie twoja i dziecka przyszłość?

                      Ja mam staromodne podejście do życia rodzinnego wyznaję zasadę, że
                      to mąż jest głową rodziny, że mąż pracuje na rodzinę, że mąż ma
                      obowiązek zapewnić pełna lodówkę, dać kobiecie dziecko, poczucie
                      bezpieczeństwa, w miarę stabilną przyszłość, szacunek, miłosć i
                      wierność wiem, wiem zaraz posypią się na mnie gromy!
                      Że mamy równouprawnienie, trele morele... ale ja taką zasadę wyznaję
                      szukałam mężczyzny który jest mi to w stanie zapewnić.

                      Ja nie mówię że twój mąż jest zły, niedobry itp., on ma takie nawyki
                      on został tak nauczony i nei jest jego winą że tak się zachowuje, on
                      nie zna innych zachowań i już, jego wzorcem był jego własny ojciec –
                      rodzice, sama napisałaś że on ma szacunek dla matki, ale widział
                      przez całe dzieciństwo i młodość jaki jest stosunek jego ojca do
                      jego matki, i zapewne uważa że tak ma być, że tak jest poprawnie,
                      zapewne on tego nie chce i wierzy że tak nie powinno być ale nie
                      potrafi tego zmienić, bo nie wie jak!

                      Uważam że na „siłę- podstępem- prośbą-groźbą - płaczem-złością itp”
                      powinnaś go do tej poradni zaciągnąć, to nie jest strata pieniędzy,
                      tym bardziej że tego typu poradnie w większości działają jako
                      wolontariat lub za symboliczną opłatą. Spotkania mogą dobywać się w
                      domu klienta lub innym umówionym neutralnym miejscu.

                      Jeżeli go kochasz i wierzysz w ten związek to idźcie do tej poradni,
                      wtedy będziecie mogli sobie z czystym sumieniem powiedzieć że
                      wszystko co można było zrobić to zrobiliście, jeżeli się nie uda. ty
                      też się nie poddawaj ten ostatni raz, postaw na swoim.

                      No i uważam że powinniście zacząć na nowo sypiać ze sobą - ja wiem
                      że to jest trudne, ale to bardzo was na nowo zbliży do siebie.. bo
                      teraz się oddalacie coraz bardziej, można zdziałać cuda do miłym
                      przytulanku ;)
                  • aniesia26 Re: Dalszy ciąg programu......... 03.10.07, 17:23
                    asiek06 napisała:

                    > Teściowa-matka polka, całe zycie poświęćiła rodzinie, wychowała 3
                    > synów, obiadki, sniadanka, przynieś, wynieś itd.
                    > Teść-człowiek, który pracuje na dom ale rodzina go mało obchodzi,
                    > przyzwyczajony do tego, że wszystko pod nos mu się podkłada, jego
                    > zdanie sie najbardziej liczy, kobieta nie ma zbyt dużo do
                    > powiedzenia, zamiast w niedzielę siedzieć z żoną w domu woli iść > na piwko
                    z kolegami z sąsiedztwa pod sklep.

                    No i mamy rozwiązanie - skąd bierze się takie zachowanie Twojego męża

                    • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 03.10.07, 17:29
                      Ale on nigdy taki nie był wcześniej-przed ślubem-gdybym widziała
                      takie zachowanie to na pewno bym za niego nie wyszła-owszem
                      klóciliśmy się przed ślubem ale nie w taki sposób jak teraz-nie bez
                      szacunku dla siebie. Jak sie poznaliśmy to n arękach by mnie nosił,
                      szanował mnie i w ogóle było cudownie, miał plany, ciągle o nich
                      mówił, że chciałby żebym była jego żoną, że będziemy wspaniałą
                      rodziną, o dzieciach też dużo mówił, o tym, że będziemy mieli
                      wspaniały dom itd......gardził zawsze swoim ojcem, zawsze mi
                      powtarzał, że się czuje jakby ojca nie miał, że ojciec nie jest dla
                      niego przykładem dobrego ojca i męża, a po ślubie.... szkoda gadać,
                      stał sie zupełnym zaprzeczeniem tego człowieka którego poznałam 4
                      lata temu, dokładnie tak jakby wiedział, że skoro teraz jesteśmy po
                      ślubie to on już nic nie musi...
    • luizam1 Re: Dalszy ciąg programu......... 03.10.07, 13:58
      czesć asiu,
      bardzo ci współczuje, że przechodzisz przez takie piekło,
      ja miałam podobnie, ale to juz przeszłość - niedługo 1 sprawa
      rozwodowa.... po prawie 3 latach małżeństwa,
      mam nadzieję, że wszystko uda mi sie ułozyć na nowochociaz tak
      bardzo się biję....
      ciesze się tylko,że wreszcie mam spokój i nikt mi nie pokazuje swych
      HUMORKÓW I NIE ROBI WYRZUTÓWW
      ale za to czuję się bardzo samotna opuszczona (rozdzina za bardzo
      nie podziela mojej decyzji o rozwodzie), siedzę godzinami w pracy
      przychodzę do pustęgo domu ale cichego i spokjnego....
      życze ci duzo wytrwałości.

      Ps. po ile macie lat?
      • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 03.10.07, 14:28
        Mamy po 27 lat. Wiesz ja do świętych nie należę, też nieraz
        krzwydziłam męża mojego słownie, jestem nerwowa czasami i wybuchowa-
        ale teraz odpuściłam, specjalnie nic nie robię, żeby zobaczyć czy
        chociaż raz w życiu on wyjdzie z jakąkolwiek inicjatywą ale chyba
        się niestety nie doczekam-chociaż sa czasami jakieś przebłyski i
        miłe chwile ale jak dochodzi do poważnych spraw i rozmów to znowu
        się wszystko psuje-ja naprawde czasami myślę, że mój mąż wziął ślub
        dla samego ślubu nie biorąc pod uwagę tego co będzie później-a
        małżeństwo powinno się wzajemnie wspierać, razem dażyć do marzeń,
        mieć wspóne plany-czerpać radość z ich spełniania nawet jeśli
        niektóre rzeczy sie spełniają dopiero po jakimś czasie...a jaka jest
        wizja mojego męża jesli o małżeńswto chodzi-nie wiem naprawdę nie
        wiem i chyba sie nigdy nie dowiem...

        a z tym cichym i spokojnym domem-wiem o co chodzi, jak mąż się
        wyprowadził to po jakimś czasie stwierdziłam, że jest mi chyba
        dobrze tak bez niego - byl spokój, nie było nerwów-ale za to byłam
        sama, wiesz ja też się boję jak to będzie jeśli dojdzie do rozwodu,
        ale z drugiej strony jak mam sie tak męczyć jeszcze niewiadomo ile??
        jaki jest sens tego, jestem jeszcze młoda, pełna zycia, mam mnóstwo
        planów i marzeń i chcę je zrealizować-jesli trzeba będzie to sama to
        zrobię bo z moim mężem to sie chyba nie da.....
        • matylda_n Re: Dalszy ciąg programu......... 04.10.07, 11:10
          asiek06 napisała:
          i w sumie po co mam
          szukać tego mieszkanie, pójdziemy po kredyt na 30 lat a za chwile
          się okaże, że sie rozwodzimy nie wiem naprawdę. A inna kwestia to
          dzieci-też już powoli zaczęliśmy o tym myśleć no i okazało się, że
          mogę być kłopoty z zajściem w ciążę przeze mnie-dlatego idę do
          szpitala-marwi mnie to ale widzę, że mąż jak do wszystkiego ma byle
          jaki stosunek-zresztą powiekszanie rodziny w naszej sytuacji to
          chyba niezbyt dobry pomysł no ale muszę sie dowiedzieć co jest,
          jeśli w ogóle cos jest, ale niestety coraz cześciej w róznych
          sytuacjach i przy różnych sprawach tych malutkich i malo wąznych i
          tych wielkich i bardzo istotnych dochodzę do wniosku i widzę, że to
          chyba są tylko plany i marzenia, a nie nasze wspólne.


          Masz sporo mądrych przemyśleń, wyciągasz mądre wnioski i bądź w tym konsekwentna. Ja rozumiem twoje rozterki, ale nic się nie stanie jak o mieszkaniu i dziecku pomyślicie za rok czy dwa. Teraz najwazniejsze jest abyście uporządkowali to wszystko co jest miedzy wami. Nie szukaj na siłę rozwiązań problemów, których rozwiązanie nie jest teraz konieczne. Pomyśl, że twój mąż może mieć podobne rozterki do twoich, też nie jest pewien czy wasze małżeństwo przetrwa, nie chce dodatkowo komplikowac sytuacji pojawiniem się dziecka czy kredytu mieszkaniowego. Naprawde tak koniecznie chcesz przeprowadzić z nim przykra dla was obojga rozmowę o niespełnionych oczekiwaniach i rozgoryczeniu po przebytych kłotniach, braku nadziei na lepsze jutro........ rozmowę, która nic nowego nie wniesie do waszej sytuacji, a będzie jedynie sposobem na wyrzucenie z siebie wielu nagromadzonych żali.....

          Asiek06 napisała:
          Od paru tygodni trwamy w
          jakims takim-sama nie wiem jak to nazwać..ogólnie jestem traktowana
          jak powietrze przez męża-niby żyjemy razem pod jednym dachem ale
          każdy zajmuje się sobą i robi swoje. Chodzimy razem na zakupy i to
          co trzeba robić we dwójkę robimy we dwójkę ale cała reszta, szkoda
          gadać..najgorsze jest to-a może właśnie i dobrze-chociaż sama nie
          wiem, że powoli przestaje mi zależeć na porozumieniu. Przez cały
          nasz związek ja pierwsz wyciągałam rękę, ja romawiałam, tłumaczyłam,
          kombinowałam, starałam się a teraz tego nie robię-zupełnie
          odpuściłam-chodze do pracy, robię zakupy, sprzątam jak trzeba,
          tłumaczę zlecone prace i tak sobie żyję, a maż zycje swoim życiem-
          chodzi na mecze-bierze nadgodziny w pracy żeby mnie nie widzieć-
          chodzi na uczelnię itd. tylko zastanawiam się jak długo takie coś
          może trwać.

          No ja rozumiem z tego tyle, ze ty również traktujesz go jak powietrze, a skoro tak, to oboje jesteście ofiarami swoich własnych humorów. A trwac to będzie tak długo jak długo ty lub twój mąż będziecie się godzic na taki stan rzeczy. Ty przeciez też uczestniczysz w tworzeniu takiej a nie innej atmosfery w domu. Nie chowaj się za bzdurnym wytłumaczeniem, że czekasz na jego inicjatywę, bo to głupie. Tu nie o inicjatywę chodzi tylko o to aby on zrobił coś co ty sobie prędzej wymysliłaś, zaplanowałaś, co według ciebie jest akurat stosowne w danej sytuacji. A jak facet próbuje się do ciebie zblizyc na swój sposób (choćby w łóżku) to go odpychasz tłumacząc - w takich warunkach nie mam na to ochoty. Nie twierdzę, że masz się zmuszac do seksu z mężem. Ale zastanawiam się co on musiałby zrobić (bo domyslam się że słowa już nie wystarczą) dla ciebie, czego ty od niego oczekujesz.

          Asiek06 napisała:
          a jak już rozmawiamy to okazuje się, że myślimy inaczej-każdy po swojemu, szkoda gadać...

          A co chciałabyś aby myślał tak jak ty ?
          A co w tym dziwnego, że każde z was myśli inaczej ? Cała sztuka polega na tym aby szukać kompromisu, aby rozmawiać, szukać różnych wariantów aby w końcu obie strony były zadowolone. No chyba że wasze oczekiwania faktycznie różnią się tak bardzo, ze nie sposób osiągnąc kompromisu, ale to co wówczas było podstawą do brania ślubu....

          Taki stan w jakim się znaleźliście obecnie, dystans, unikanie kontaktu aby za wszelką cenę zachować spokój jest całkiem typowa po tym co przeszliście.
          • kotrabina Zwrócilaś mężowi uwagę, żeby 04.10.07, 11:57
            nie rozmawiał z Tobą jak je?????????????????????!!!!!!
            W życiu by mi to nie przyszło do głowy....
          • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 04.10.07, 15:58
            No ja rozumiem z tego tyle, ze ty również traktujesz go jak
            powietrze, a skoro
            > tak, to oboje jesteście ofiarami swoich własnych humorów. A trwac
            to będzie tak
            > długo jak długo ty lub twój mąż będziecie się godzic na taki stan
            rzeczy. Ty p
            > rzeciez też uczestniczysz w tworzeniu takiej a nie innej atmosfery
            w domu. Nie
            > chowaj się za bzdurnym wytłumaczeniem, że czekasz na jego
            inicjatywę, bo to głu
            > pie. Tu nie o inicjatywę chodzi tylko o to aby on zrobił coś co ty
            sobie prędze
            > j wymysliłaś, zaplanowałaś, co według ciebie jest akurat stosowne
            w danej sytua
            > cji. A jak facet próbuje się do ciebie zblizyc na swój sposób
            (choćby w łóżku)
            > to go odpychasz tłumacząc - w takich warunkach nie mam na to
            ochoty. Nie twier
            > dzę, że masz się zmuszac do seksu z mężem. Ale zastanawiam się co
            on musiałby z
            > robić (bo domyslam się że słowa już nie wystarczą) dla ciebie,
            czego ty od nieg
            > o oczekujesz.

            Zgadza się, ja również tworzę teraz tą atmosferę-po raz pierwszy w
            życiu zachowuję sie dokładnie tak samo jak mój mąż sie zachowywał po
            każdej naszej kłótni lub jakimkolwiek nieporozumieniu-zawsze było
            parę dni milczenia- i zawsze ja pierwsza zaczynałam rozmowę z nim-
            tym razem nie zamierzam tego robić,jak dla mnie to miarka się
            przebrała-nie zamierzam ciągnąć tego sama w pojedynkę-jeśli on nic
            nie zrobi ze swojej strony i wyobraź sobie, że chodzi mi właśnie o
            słowa a niekoniecznie czyny bo żeby czyny weszły w zycie to wpierw
            muszą być słowa ale chociażby po tym jak mnie wczoraj potraktował po
            moim powrocie do domu to niezbyt wiele po nim oczekuje. Owszem
            odtrącam go bo jakoś nie uśmiecha mi się kochać z człowiekiem, który
            traktuje mnie kompletnie bez jakiegokolwiek szacunku-chyba sie
            wypaliłam wiesz i niestety chyba coraz mniej mi zależy na tym, żeby
            sie starać o to wszystko...
            • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 04.10.07, 16:07
              Wczoraj siedziałam w pracy do 18, po drodze zrobiłam jeszcze zakupy,
              w domu byłam grubo po 19, mąż był w domu. Jak weszłam to zaczął
              szykować coś do jedzenia na kolację (to co ja akurat po drodze do
              domu kupiłam). Ledwo co zdążyłam się przebrać, rozpakować itd. itp.,
              ledwo co na chwilke usiadłam na kanapie a on wszedł do pokoju i mówi
              do mnie : "mogłabyś się ruszyć a nie wróciłaś i siedzisz", na co ja
              mu spokojnie odpowiedziałam, że chyba widzi, że dopiero co weszłam
              i, że nie dość, że siedziałam w pracy do 18, poleciałam potem
              jeszcze po zakupy, przytachałam jedzenie do domu na kolację to
              odzywa sie do mnie w taki sposób, na to dostałam odpowiedź "ja Ci
              nie kazałem siedzieć w pracy do 18 i robic zakupy".

              Napisałam to bo chcę żebyście widziały jak on mnie traktuje zupełnie
              bez powodu, bez szacunku jakbym była nie wiem kim. A jak się go
              spytałam grzecznie i spokojnie dlaczego taki jest, dlaczego mnie
              krzywdzi i czy nie może się do mnie inaczej odnosić, to nic mi już
              nie odpowiedział, zamilkł jak zawsze i tylko od niego potem "cześć"
              usłyszałam wieczorem jak wyszedł na nockę i to samo rano jak się
              mijaliśmy w drzwiach-on wrócił, ja wyszłam do pracy-i tak wygląda
              nasze życie..... więc szczerze powiedziawszy to mi się już naprawdę
              po prostu nie chce.........
              • matylda_n Re: Dalszy ciąg programu......... 04.10.07, 17:17
                a gdyby twój mąż powiedział tobie to co ty napisalas tu w któryms swoim poście: Ona zostaje w pracy po godzinach żeby sie ze mna nie widywać, żeby ze mną nie być...... Myslisz, że on nie czuje się odtrącony przez ciebie, nie czuje tego, że traktujesz go jak powietrze ?

                > A jak się go spytałam grzecznie i spokojnie dlaczego mnie
                > krzywdzi
                > to nic mi już nie odpowiedział, zamilkł
                Ostrożnie z takimi sformułowaniami, bo wzbudzasz takim tekstem o krzywdzeniu poczucie winy, a nikt nie lubi czuc sie ciągle winny, nikt nie lubi byc manipulowany. Sama widzisz, że nie chciał się z tobą kłócić, zamilkł. Sama swoim stwierdzeniem przyczyniłaś sie do tego, że oboje nie mieliście ochoty na dalsze rozmowy. Stawiając się cały czas w roli ofiary (jak to on mnie źle traktuje)nie wzbudzisz w nim szacunku do siebie, o którym tak wiele piszesz. Wręcz przeciwnie on bedzie reagował agresją na permanentne wzbudzanie w nim poczucie winy przez ciebie. Bedzie sie bronił przed tym poczuciem winy i swoją złość skieruje na ciebie, osobę która tą winą go obciąża.



                • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 04.10.07, 20:18
                  I bardzo dobrze-niech poczuje jak to jest być traktowanym jak powietrze-niech
                  poczuje dokładnie to co ja czuję jak on zamiast ze mną porozmawiać to chodzi na
                  mecze z kolegami albo robi inne rzeczy-mam dosyć bycia słodką, kochaną żoną,
                  która wiecznie wychodzi z inicjatywą, wyciąga do niego rękę, stara się
                  porozmawiać, wyjaśniać i nie wiadomo co jeszcze-a co do zostawania po godzinach
                  w pracy to nie był to mój wybór tylko akurat tak się wczoraj zdarzyło-a zdarza
                  się to u mnie akurat raz na jakiś czas.

                  A co do wzbudzania poczucia winy to przecież właśnie o to chodzi-a co może mam
                  siedzieć cicho i dać się przez niego traktować jak byle kto? I nie pisz proszę,
                  że ja moim stwierdzeniem przyczyniłam się do tego, że nie mieliśmy ochoty na
                  dalsze rozmowy-czy Ty miałabyś ochotę na dalszą rozmowę z kimś kto by Cię
                  traktował w taki sposób? no proszę Ciebie-zastanów się bo z tego co napisałaś
                  znowu wynika, że mój mąż nic złego nie zrobił a ja powinnam siedzieć cicho i
                  broń Boże nie dać mu do zrozumienia, że rani mnie swoim sposobem odzywania się
                  do mnie. Z tego co napisałaś naprawdę wynika, że wręcz nie wolno mi mówić mężowi
                  o tym, że mnie krzywdzi bo wzbudzam w nim poczucie winy i on się wtedy na mnie
                  złości. Wiesz w tym wszystkim to nie ja mam problem-bo to nie ja odnoszę się do
                  niego jak do byle kogo tylko jest dokładnie na odwrót i przykro mi na pewno nie
                  będę milczeć w momencie kiedy ciężko zarabiam na nasz dom, na nasze życie, robię
                  zakupy, przychodzę do domu, jestem miła i spokojna, ledwo co siadam na kanapie i
                  słyszę taki tekst od niego-jakbym była jakąś służącą albo nie wiem kim
                  jeszcze??Czy według Ciebie wzbudzę w nim szacunek siedząc i nic mu nie mówiąc
                  przy następnej okazji??napisałam to żeby Wam podać przykład ale takie
                  traktowanie mnie przez niego jest na porządku dziennym-a potem przychodzi do
                  mnie i się głupio uśmiecha na drugi dzień, albo próbuje mnie do łóżka zaciągnąć
                  bo akurat ma ochotę na....wiadomo co, dziękuję ale to nie dla mnie, mam jeszcze
                  trochę szacunku dla własnej osoby pomimo, że on go już nie ma i to od dawna...
                  • matylda_n Re: Dalszy ciąg programu......... 05.10.07, 11:40
                    Sądziłam, że szukasz sposobów (innych niż rozwód) na wyjście z kryzysu. Najwyraźniej sie pomyliłam. Cała ta sytuacja, w której się znaleźliście wynika po częci z nieumiejętności komunikowania się. Próbowałam ci wskazac twoje błędy, ukazać pewne zdarzenia z innej perspektywy. Ale ty nic nie zrozumialaś. Tobie chyba pasuje taka postawa męczennicy. Takie ciągle poświecanie sie może być w końcu sposobem na życie, prawda ? Współczuję
                    • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 05.10.07, 12:06
                      Ale jaka postawa męczennicy???pisze teraz niekoniecznie do Ciebie
                      ale ogólnie-jak pisałam, że sie poświęcam, że próbuje rozmawiać,
                      szukać rozwiązania, staram się, pracuję, dbam o dom, probuje nam
                      planować czas i życie to pisałyście (nie wiem czy akurat Ty też), że
                      źle robię, że powinnam go olać, zająć się sobą wreszcie-nie mysleć o
                      nim tylko o sobie. Jak Wam napisałam, że wreszcie zaczęłam się
                      zachowywać inaczej żeby on zobaczył, że potrafie inaczej, że tez
                      potrafię zapomnieć o nim na jakiś czas i umiem zająć się sobą nie
                      zwracając uwagi w pewnym sensie na niego to sie okazuje, że też
                      robię źle-co ja według Ciebie w takim razie powinnam zrobić? facet
                      mnie szanuje, a ja popoełniam błąd bo mówię mu o tym i tym samym
                      wywołuję w nim poczucie winy-a co mam w nim wywołać-przecież własnie
                      o to chodzi, żeby on-mój mąż wreszcie zrozumiał, że mnie krzywdzi
                      swoim brakiem szacunku i żeby wreszcie coś z tym zrobił-jak z nim
                      rozmawiam to jest źle, jak milczę to jest źle to co ja mam według
                      Ciebie zrobić????
                      • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 05.10.07, 12:07
                        "facet
                        mnie szanuje, a ja popoełniam błąd bo mówię mu o tym i tym samym"

                        miało być nie szanuje
                      • matylda_n Re: Dalszy ciąg programu......... 08.10.07, 21:06
                        > Jak Wam napisałam, że wreszcie zaczęłam się
                        > zachowywać inaczej żeby on zobaczył, że potrafie inaczej, że tez
                        > potrafię zapomnieć o nim na jakiś czas i umiem zająć się sobą nie
                        > zwracając uwagi w pewnym sensie na niego to sie okazuje, że też
                        > robię źle

                        Wiesz, ale o wiele lepszy efekt byłby gdybyś to robiła z pozycji zadowolonej z siebie kobietki. Wykorzystuj swój wolny czas na robienie rzeczy ktore sprawiaja ci przyjemność, postaraj sie czerpać pozytywną energię z drobnych przyjemności, które sama sobie dla siebie (!) zorganizujesz. Nie przyjmuj postawy (bo dotychczas taka przyjmujesz) " zobacz jak ja sie umęczyłam zrobilam zakupy na kolacje dla ciebie, żebyś miał co do pracy zabrać, powinienes docenic mój wysiłek a ty jeszcze dokuczasz mi swoimi przytykami, jaka ja biedna jestem" - bo tym odpychasz od siebie ludzi i sama siebie dodatkowo dołujesz. Poszukaj radości sama, przynieś ją do domu i poobserwuj jak twój mąż na to zareaguje...
              • pronovia Re: Dalszy ciąg programu......... 04.10.07, 17:20
                No strasznie cię ten Twój facet butuje, trochę jakby sprawdzał ile
                wytrzymasz. Ja miałam taki moment w związku, kiedy na każde pytanie
                mojego faceta odwarkiwałam coś w tym stylu, u mnie to wiązało się ze
                sprawdzaniem na ile mogę sobie w związku pozwolić i w końcu nam
                przeszło. Tylko, że u Was nie widzę specjalnie możliwości poprawy,
                najwyraźniej Twój mąż jest zadowlony z obecnej sytuacji, ciszę ma,
                spokój, o nic go nie pytasz, nie zawracasz głowy, nie każesz
                rozmawiać ze sobą...
                Z Twoich postów wynika, że on nie chce z Tobą rozmawiać, a jeśli nie
                chce to nie za bardzo widzę inne sposoby rozwiązania tej sytuacji.
                Zastanów się nad rozstaniem, tak jak ktoś już tutaj napisał.
                • kiecha3 Re: Dalszy ciąg programu......... 05.10.07, 06:44
                  jeżeli dojdzie między wami do poważnej rozmowy.. podkreślam.. jeżeli.. to się go
                  zapytaj, czy przy całej swojej nienawiści do ojca wie że stał się dokładnie
                  takim samym człowiekiem.. może to mu otworzy oczy..
                  oboje nie jesteście bez winy.. on do ciebie na dzieńdobry z pretensja, a ty do
                  niego ze ty taka biedna.. błędne koło..
                  a może jak będzie spokojniejszy dzień, to znaczy kiedy nie będziecie się do
                  siebie w ogóle odzywać, zapytaj się czy ma chwilkę.. i zapytaj co on na rozwód..
                  bo ty juz o tym na powaznie myślisz.. szkoda czasu na takie przepychanki.. Ty
                  sobie w życiu poradzisz... masz dużo siły..
    • kamelia04.08.2007 ale z ciebie upierdliwy przypadek 08.10.07, 22:31
      jestes osobnikiem "zaczepno-obronnym".

      bardzo cie przepraszam, ale gdyby mnie maż strofował na kazdym kroku
      jak jakaś gówniarę, to tez bym wyszła z siebie i tyż bym trzepnęła
      ta doniczka o podłoge. Ile mozna wytrzymać?

      jestes skrzyżowaniem moich rodziców (wszystko wiedzacych) i mojej
      koleżanki (męczennicy, która poswięca sie dla męża-niewdzięcznika).
      Rodzice mi zwrcacali uwagę, jak odbierałam telefon, że nie mówi sie
      HALO, tylko SŁUCHAM. I "tłumaczyli mi", i "mówili mi" jak powinno
      sie zachowywac, a ja "nie rozumiałam", albo "nie chciałam słuchać",
      albo byłam "niereformowalna". Nawet świety by sie wkurwił od takich
      tekstów. Nadal to tak trwa (ale mniejsze nateżenie), pomimo że mam
      30 lat.
      Koleżanka z kolei była przypadkiem, który poswięcił sie dla tego
      typa, a ten typ nie docenia tego, boi sie, lub nie chce (wybrac
      własciwe), a ona przeciez tak sie poświęciła, a on łobuz nie
      dostrzega tego itd, itp, tak mi nadawała przez telefon przez 2
      godziny. Myslałam, że wykituję od słuchania tego.

      Współczuje mężowi, że ma żonę heterę i jędzę.
      Jak myslisz, że mąż sie nagle poprawi i bedzie chodził jak w
      zegarku, to sie mylisz. Albo oboje wyluzujecie, albo sie rozwodzicie.

      Stwierdzenie, że mąż pracuje po godzinach, żeby nie byc z toba
      pogrąża cię na maxa, z drugiej strony tez bym nie chciała wracac do
      domu, gdzie siedzi taka natretna i męczaca baba.
      • asiek06 Re: ale z ciebie upierdliwy przypadek 09.10.07, 08:16
        Nie jestem jędzą i heterą i wcale nie chcę żeby mąż chodził jak w
        zegarku. Zwyczajnie chcę żeby wreszcie dorósł i wziął na siebie
        odpowiedzialność za swoje małżeństwo-pokazał mi, że jemu zależy a
        nie że odpuścił jak tylko stał się moim mężem. A co do rzucania
        doniczką-jesli uważasz, że to jest normalne zachowanie, no
        cóż......tak się zachowują małe dzieci, które się buntują przeciwko
        mamie swojej i nie chcą jej słuchać bo wiedzą lepiej a nie dorosły
        człowiek....

        > Stwierdzenie, że mąż pracuje po godzinach, żeby nie byc z toba
        > pogrąża cię na maxa, z drugiej strony tez bym nie chciała wracac
        do
        > domu, gdzie siedzi taka natretna i męczaca baba.

        Wiesz mi też sie coraz mniej chce wracać do domu do człowieka, który
        siedzi i nic nie robi ani ze swoim ani z naszym życiem żeby żyło nam
        się lepiej.....i żeby w ogóle było inaczej, ale ja sie prosić nie
        będę, jak trzeba będzie to ułożę sobie życie inaczej.....


        • alis123 Re: ale z ciebie upierdliwy przypadek 10.10.07, 18:07
          Asiu, wydaje mi sie, ze jestes teraz na dobrej drodze... Dobrze, ze
          udalo ci sie troche zdystansowac i zajac soba. Tak trzymaj. Poszukaj
          tez drobnych radosci - tak jak radzi Matylda jakies 4 posty wyzej -
          i poczekaj na rezultaty. Daj mezowi jakies 2 -3 miesiace na
          przemylsenie sytacji i podjecie jakichs krokow. Wtedy bedziesz mogla
          ocenic czego on chce, czy wyciagnal do ciebie reke itd...
          A na razie unikaj konfrontacji. Gdy bedzie chcial rozmawiac -
          swietnie, ale jezeli bedzie szukla zaczepki, robil ci wyrzuty itd.,
          nie sluchaj. Powiedz, ze musisz teraz wziac prysznic albo zadzwonic
          do kolezanki albo, ze nie chcesz o tym dyskutowac - cokolwiek. Wiem,
          ze ta sytuacja wymaga od ciebie duzo cierpliwosci, samodyscypliny i
          ze na pewno masz juz wszystkiego serdecznie dosc. Trzymam kciuki.
        • aleola1 a moze? 11.10.07, 11:13
          asiek06 napisała:

          > Nie jestem jędzą i heterą i wcale nie chcę żeby mąż chodził jak w
          > zegarku. Zwyczajnie chcę żeby wreszcie dorósł i wziął na siebie
          > odpowiedzialność za swoje małżeństwo-pokazał mi, że jemu zależy a
          > nie że odpuścił jak tylko stał się moim mężem.

          a moze mu po prostu juz nie zalezy i nie chce byc twoim mezem?
          • asiek06 Re: a moze? 11.10.07, 11:44
            To mógł się nad tym zastanowić nad tym zanim wziął ze mną ślub, a
            jeśli mu nie zależy i nie chce być moim mężem to niech mi to powie
            wprost, ja sobie jeszcze życie ułożę....
            • aleola1 Re: a moze? 12.10.07, 13:35
              to tak na prawde uzalezniasz swoje zycie od jego moze
              nawet "widzimisie"? czekasz az on stwierdzi czy mu sie chce z toba
              byc czy nie i wtedy albo przyklasniesz i zaczniesz ciezko pracowac
              nad waszym zwiazkiem (no bo przepraszam ale nie wyglada zeby on mial
              zaciecie do pracy nad relacjami) albo westchniesz i zaczniesz
              ukladac sobie zycie. Ja tu czegos nie rozumiem.
              • alis123 Re: a moze? 12.10.07, 14:43
                aleola - nie atakuj tak bardzo... Autorka i jej partner wzieli slub -
                oboje swiadomie przysiegali, ze chca byc razem. Decyzje o slubie
                podejmuje sie po pewnym czasie spotykanie, rozwazeniu za i
                przeciw... Dlaczego zakladasz, ze maz autorki nie chce z nia byc?
                To, ze nie bardzo im wychodzi wspolne zycie, nie oznacza wcale, ze
                nie chca byc razem. Nauczenie sie bycia mezem i zona wymaga czasu.
                Nietkorym latwiej to przychodzi innym trudniej, co nie oznacza, ze
                nie maja szansy. Mi sie wydaje, ze to bylo raczej tak, ze maz
                autorki nie wiedzial jakie ona ma wobec niego oczekiwania i czesc z
                nich uznal za wygorowane, a ona byla z dnia na dzien coraz bardziej
                sfrustrowana... atmosfera w domu stala sie w pewnym momencie
                niezonosna, on sie zacial w sobie (cos w rodzaju - skoro ciagle jest
                niezadowolona to nie ma po co sie starac, a potem nawet stal sie
                czepialski i zlosliwy i w koncu oboje nie wiedzieli jak z tego
                wybrnac... Jednak zanim stwierdzisz, ze nie dorosli (oboje czy jedno
                z nich) do malzenstwa to zauwaz, ze ludzie dorastaja przewaznie
                razem, gdy pojawiaja sie przed nimi wyzwania... nie nauczysz sie
                bycia w zwiazku w pojedynke.
                Wydaje mi sie, ze teraz dobrze by bylo, gdyby Asiek zrezygnowal z
                czesci swoich wyobrazan o tym, jak malzenstwo powinno wygladac, a
                jej maz znow sie zaczal starac...
              • asiek06 Re: a moze? 12.10.07, 15:30
                Uważam, że nad naszym związkiem dotychczas to ja cały czas
                próbowałam pracować bez skutku więc po prostu teraz w pewnym sensie
                odpuściłam, jeśli można to tak nazwać. Myślę, że mąż chce ze mną być
                ale niestety tak jak napisałaś nie ma on żadnego zacięcia do pracy
                nad relacjami pomiędzy nami co nie jest niestety dobre ale ja
                właśnie po tu nieco odpuściłam, żeby on być może zauważył, że ja też
                potrafię przestać się starać o nas no bo w końcu ile można??owszem w
                pewnym sensie uzalezniam swoje dalsze bycie lub nie bycie z nim od
                tego jak co będzie sie u nas działo w najbliższym czasie i czy w
                ogóle pojawi się szansa na to żeby wreszcie było lepiej, inaczej.
                Może to okrutne ale nie chcę sobie marnować życia z człowiekiem,
                który jest taki jaki jest w tej chwili i nie wykazuje żadnej chęci
                robienia czegokolwiek w kierunku polepszenia naszego życia i naszych
                relacji, kocham go bardzo ale nie chcę obudzić się za 30 lat i
                stwierdzić, że mogłam jednak żyć inaczej......
                • aleola1 Re: a moze? 13.10.07, 15:31

                  > Może to okrutne ale nie chcę sobie marnować życia z człowiekiem,
                  > który jest taki jaki jest w tej chwili i nie wykazuje żadnej chęci
                  > robienia czegokolwiek w kierunku polepszenia naszego życia i naszych
                  > relacji, kocham go bardzo ale nie chcę obudzić się za 30 lat i
                  > stwierdzić, że mogłam jednak żyć inaczej......

                  To nie jest okrotne. Odwagi potrzeba zeby tak stwierdzic a nastepnie byc
                  konsekwentnym. Tzn ja tak uwazam.

                • matylda_n Re: a moze? 18.10.07, 15:28
                  Asiek06 dość obszernie w swoich wątkach opisujesz sytuacje konfliktowe w twoim związku. Nie znalazłam natomiast zadnej wzmianki o tym jak w jaki sposób próbowalaś pracować nad poprawą waszych relacji. Ostatnio wspomniałas tylko o wizycie u psychoterapeuty. W jaki sposób próbowałaś wybrnąć z tego kryzysu ?
                  • asiek06 Re: a moze? 19.10.07, 08:10
                    Z tego kryzysu odechciało mi się już wybrnąć wiesz-myślę, że jedyne
                    co nam może pomóc to psycholog-żyjemy obok siebie jak obcy sobie
                    ludzie-każdy robi swoje, sytuacja robi się coraz bardziej
                    nienormalna i nie ma ona nic wspólnego z małżeństwem. Widzę i
                    dochodzę po prostu do wniosku, że mojemu mężowi zwyczajnie nie
                    zależy i pewnie tak długo jak ja będę milczeć/trwać w tym co jest
                    teraz tak długo on będzie robił dokładnie to samo-jak chciałam
                    rozmawiać to było źle-jak nie chcę rozmawiać-chociaż to nie jest
                    tak, że ja nie chcę-ja po prostu czekam, aż on wreszcie zrobi jakiś
                    krok-to też jest źle. Pytasz się w jaki sposób próbowałam pracować
                    nad poprawą naszych relacji-ostatnio-w żaden, ale wcześniej-na wiele
                    sposobów. Po wielu naszych kłótniach, nieporozumieniach staralam się
                    z mężem rozmawiać, wyjaśniać to co się stało, wyciagałam go czasami
                    na spacery albo gdziekolwiek indziej żeby się oderwać od domu i
                    inaczej spędzić czas, zorganizowałam nasz wakacyjny wyjazd, wiesz
                    myślę, że w porównaniu z moim mężem to zrobiłam naprawdę sporo-on
                    natomiast kompletnie nic-dlatego teraz tak się strasznie uparlam-
                    może źle robię, zl gdzieś w głebi serca mam wciąż nadzieję, że on
                    się w końcu przebudzi i wykażę jakąś chęć, wyciągnie do mnie rękę,
                    będzie chciał porozmawiać, sama już nie wiem pogubiłam się-tyle razy
                    to ja byłam tą stroną starającą się i to po prostu kompletnie nic
                    nie dało, po co mam robić to po raz kolejny?żeby znowu za parę
                    miesięcy Wam tu pisać, że ja się staram i próbuję a on nie....
                    • aleola1 a ja cie rozumiem 19.10.07, 10:38
                      w tym upartym nicnierobieniu,
                      i uwazam ze to dobre, bo przypuscmy ze znou podejmujesz proby, i
                      przypuscmy ze twoj maz zaczyna zachowywac sie tak jak kiedys to co
                      to dla niego oznacza - ze on nie musi nic robic, nie musi sie
                      starac, nie musi kiwnac palcem,
                      przeciez to takie wygodne!
                      a zwiazek malzenski wogole zwiazek to praca obojga ludzi czasem
                      latwiej czasem trudniej ale to obydwoje musza wykazac chec.
                      Jemu teraz jest wygodnie, nie musi przechodzic przez rozwod, nie
                      musi nikomu nic wyjasniac, nie musi nikogo sluchac, zyje sobei jak
                      kawaler tyle tylko ze ma spokoj bo nikt mu nie powie "synku moze bys
                      sie ozenil" czy cos takiego. I to nie jest tak ze on jest tu
                      postacia tylko negatywna, on po prostu tak ma. Dla niego ta sytuacja
                      jest wygodna. A pytanie czy ty chcesz tak zyc?
                      • asiek06 Re: a ja cie rozumiem 19.10.07, 11:50
                        Nie ja nie chcę tak żyć:(
                    • matylda_n Re: a moze? 19.10.07, 16:56
                      Po wielu naszych kłótniach, nieporozumieniach staralam się
                      > z mężem rozmawiać, wyjaśniać to co się stało, wyciagałam go czasami
                      > na spacery albo gdziekolwiek indziej żeby się oderwać od domu i
                      > inaczej spędzić czas, zorganizowałam nasz wakacyjny wyjazd, wiesz
                      > myślę, że w porównaniu z moim mężem to zrobiłam naprawdę sporo-on
                      > natomiast kompletnie nic

                      To , że nie potraficie rozmawiac ze sobą, macie problemy z komunikacją juz wyszło kiedyś, przy okazji innej sprawy, zatem czy ta rozmowa nie była raczej twoim monologiem, tyradą, pouczeniami, wyrzutami w stosunku do męża. Pisałaś, że nie wiesz co mężowi nie pasuje w waszym związku - a to podstawowa informacja, bo jak coś zmianiac skoro nie wiadomo co jest nie tak. Czy jestes więc pewna, że mąż również traktował te rozmowy jako próbę uzdrowienia waszych relacji ????
                      Ja wakacje organizuje co roku i nie wpisuje sobie tego w wielkie zasługi, podobnie z innymi sposobami organizacji czasu....
                      Nie wątpie w twoje dobre chęci, w to, że chciałaś naprawiać wasze relacje ale nie uważasz, że z ta jednostronnościa oceny "zrobiłam naprawdę sporo-on natomiast kompletnie nic" jednak przesadzasz ?
                      Od dawna wasze zycie polega na przeczekiwaniu, skoro to ty zawsze byłas stroną aktywną, możesz dłuuugo jeszcz czekać aż mąż zorientuje sie, że ty czekasz teraz na jego ruch.
                      Na takim etapie na jakim teraz jestecie najbardziej doceniane sa działania (starania), które bezpośrednio pozwalaja uniknąc konfliktu, przykrości, np twój mąż nie lubi kiedy ubierasz sie na czerwono, więc doceni fakt, że pozbędziesz sie całej swojej czerwonej garderoby natomias niezauważalny będzie dla niego twój wysiłek włożony w przygotowanie specjalnie dla niego pieciodaniowego posiłku z jego ulubionymi pierożkami samodzielnie lepionymi przez ciebie jesli podasz mu to w czerwonej sukience (irytacja sukienką przysłoni wszystkie inne sprawy). Rozumiesz o co mi chodzi ?
                      Asiek a zastanawiałas sie nad tym abys ty sama poszła do psychoterapeuty. Wiesz taka sytuacja jaką masz w domu to może w depresję wpędzic, zwłaszcza jesli oboje z męzem bierzecie sie na przetrzymanie. Kilka sesji powinno pomóc w uporzadkowaniu tych wszystkich emocjii mysli,z którymi sie zmagasz...
                      • alis123 Re: a moze? 19.10.07, 18:06
                        Tez tak mysle - ten zwiazek jest jak stluczone kolano i najlepsze co
                        mozna zrobic to unikac poirytowania... Czekanie jest tu o tyle
                        dobre, ze Asiek se wycofala i nie tlumaczy mezowi co on powinien
                        zrobic, wiec troche presja powinna opasc... Szkoda tylko, ze on sie
                        czuje w tym wszystkim wygodnie. Mialam nadzieje, ze jak napiecie
                        opadnie to za nia zateskni i bedzie sie probowal zblizyc i wtedy
                        bedzie z nim mogla wreszcie pogadac... A tutaj kazdy sobie rzepke
                        skrobie.
                        • pronovia Re: a moze? 19.10.07, 21:11
                          No właśnie to jest coś co mnie ogromnie dziwi, dziewczyna cały czas była aktywna
                          i (jak przypuszczam) gadatliwa, a tu nagle milknie, nic ją nie obchodzi i to już
                          trwa kilka tygodni a mąż nic! Czyżby się nawet nie zdziwił, co się stało, że tak
                          nagle ucichła? Zaczynam przypuszczać, że napawa się ciszą i spokojem...
                          • asiek06 Re: a moze? 20.10.07, 13:37
                            Nie wiem co Wam dziewczyny odpowiedzieć bo ja po prostu nie wiem co mam już
                            robić..a mąż stał się właściwie okropny wiecie-bo to nie jest tak, że cały czas
                            milczymy-jak trzeba to rozmawiamy, ale ja to robię normalnym tonem, mąż w swoich
                            wypowiedziach do mnie jest złośliwy, niemiły, czasami mam wrażenie wręcz, że
                            cieszy go nasza obecna "chora" sytuacja. W łóżku oczywiście zastój kompletny.
                            Wczoraj mąż mi powiedział, że nie ma ochoty być dla mnie miły, że jemu dobrze
                            tak jest jest, że on nie wie kiedy mu to przejdzie i że pozbył się wszelkich
                            nadziei co do naszego życia seksualnego, przytulania i w ogóle-no i zrobiło mi
                            się przykro, bo ewidentnie dał mi do zrozumienia, że jemu tak dobrze i
                            niewiadomo kiedy zmieni nastawienie-więc mój plan/pomysł dotyczący tego, że może
                            on wreszcie zrobi jakiś krok albo cokolwiek w kierunku tego, żeby było lepiej
                            raczej się nie uda-i teraz powstaje pytanie co robić?bo ja nie wiem co robić, po
                            prostu nie wiem....za tydzień czeka nas wesele brata męża, na które wcale nie
                            mam ochoty iść, dowiedziałam się jeszcze w dość niefajny sposób, że mąż
                            prawdopodobnie pojedzie już dzień wcześniej do domu rodzinnego, a ja mam sobie
                            podjechać w sobotę taksówką pod Kościół i tyle. A prawda jest taka, że ja wcale
                            nie mam ochoty w ogóle iść na to wesela, wszyscy dookoła będą się pytać, a kiedy
                            dzidziuś? a co z mieszkaniem? a dlaczego wynajmujecie? mój mąż jak zawsze w
                            towarzystwie nie będzie miał niczego do powiedzenia a ja jak taka idiotka będę
                            się, głupio się uśmiechać i udawać, że wszystko jest dobrze!!??.......
                            • aleola1 Re: a moze? 20.10.07, 18:51
                              aska, widzisz jednak sytuacja tak na prawde sie rozwinela tzn bardzo
                              nie po twojej mysli ale jednak dowiedzialas sie co mysli o tym
                              wszystkim twoj maz. to strasznie smutne co sie czyta.
                              Ja na twoim miejscu poszlabym na slub koscielny - jezeli bylas
                              blisko z panstwem mlodym, a na wesele nie. Skoro on mysli tylko o
                              sobie ty tez masz pelne prawo do tego.
                              • asiek06 Re: a moze? 20.10.07, 21:06
                                Ja nie BYłAM z nimi blisko, ja JESTEM z nimi blisko, w końcu póki co jestem żoną
                                mojego męża, jego rodzina nie ma zielonego pojęcia o kryzysie jaki u nas ma
                                miejsce, jeśli pojawię się w Kościele-to wszyscy mnie zobaczą-teściowie,
                                rodzina-jak nie pojadę na wesele to się dość mocno wszyscy zdziwią-przecież u
                                nas wszystko gra-haha!!jeśli nie pójdę ani do Kościoła ani na wesele też swoje
                                pomyślą-w sierpniu wyrzuciła męża z domu, odwołała imprezę z okazji rocznicy
                                ślubu a teraz nie przychodzi na wesele szwagra bo ma widzimisie-prawda jest
                                taka, że nie powinnam się tym przejmować-ale jest mi przykro-bo nikt z jego
                                rodziny nie zdaje sobie sprawy z tego jak ja jestem przez niego traktowana, że
                                on pozbył się już do końca jakiegokolwiek szacunku do mojej osoby, że traktuje
                                mnie jak powietrze.Jedyne zdanie jakie dzisiaj ze sobą wymieniliśmy to ja się go
                                spytałam czy ma jeszcze coś do włożenia do pralki a on mi odpowiedział, że ma i
                                na tym koniec. Ani mi cześć nie powiedział jak się obudził po nocce (bo dzisiaj
                                odsypiał) ani mi cześć nie powiedział, jak z domu wychodził, jak w zlewie były
                                naczynia zużyte przeze mnie i przez męża to umył tylko swoje a moje
                                zostawił-szkoda, że nie pomyślał o tym, że obiad zrobiłam dla nas a nie tylko
                                dla siebie, do pralki włożyłam nasze rzeczy do wyprania a nie tylko swoje. Może
                                to śmieszny przykład ale zazwyczaj jak zdarzało mu się bekać (każdemu z nas się
                                zdarza-prawda) to mówił przepraszam a teraz milczy-wiecie jak trudno żyje się w
                                kawalerce z kimś takim. Nie wiem co dalej robić, jestem w kropce, myślałam, że
                                moje zachowanie coś da ale nic nie dało-sytuacja się pogorszyła-ale czy ja mam
                                czuć się winna? przecież to on nie chce nic zrobić ze sobą, z nami, z naszym
                                życiem...
                                • aleola1 Re: a moze? 22.10.07, 19:00
                                  Ja nie rozumiem kilku spraw ale pozwolilas sie nam wtracac w swoje
                                  zycie wiec pisze:
                                  1. jezeli jest sie z kims blisko to sie zna, widzi jego/jej problemy
                                  2. co cie obchodzi co sobie pomysli jego rodzina skoro i tak wasze
                                  malzenstwo to farsa?
                                  3.zona jak widac jestes tylko na papierze
                                  4.dlaczego boisz sie tak pokazac ze u was jest kryzys? co sie stanie?
                                  5.dlazego sie nie rozwiedziesz?

                                  przepraszam ale po tych wszystkich postach na tym forum wasze
                                  malzensto jawi mi sie jak jakas koszmarna sytuacja gdzie jemu sie
                                  odechcialo wszystkiego a ty caly czas uparcie twierdzisz ze
                                  bedziecie szczesliwi? mam wrazenie ze nie jestes slabiutka kobietko
                                  wiec kompletnie nei rozumiem czemu przejmujesz sie tak zdaniem
                                  innych i dlaczego po prostu sie z nim nie rozwiedziesz. Jezeli sa
                                  sytuacje ktore juz dlugo nas frustruja ktore unieszczesliwiaja, ta
                                  druga osoba mowi wprost i otwarcie o tym ze juz jej nie zalezy
                                  dlaczego to na siłe ciągnąc. Ja kompletnie nie rozumiem po co tkwic
                                  w takim malzenstwie? na jednym facecie swiat sie nie konczy. Nie
                                  zbawisz innych, twoja wyrozumialosc, szczerosc, cierpliwosc, twoj
                                  upor i walka moga nic nie zmienic? czy nie umiesz sobie powiedziec:
                                  kurde nie wyszlo mi to malzenstwo, musze zaczac zyc tak by byc
                                  szczesliwa.

                                  ja ciebie kompletnie nie rozumiem.
                                  • asiek06 Re: a moze? 23.10.07, 08:31
                                    Ja wcale nie twierdzę, że bedziemy szczęśliwi, daleko nam do tego i
                                    wiem, że wcale może się nie udać. Pytasz się mnie dlaczego sie nie
                                    rozwiodę-caly czas o tym myślę i to bardzo poważnie i kto wie czy
                                    wkrótce nie podejmę tej decyzji. Wczoraj z mojej inicjatywy
                                    porozmawialiśmy z mężem ale tylko troszeczkę-powiedział mi, że mnie
                                    kocha, że jemu zależy na naszym małżeństwie i że chce je ratować, ja
                                    też bym bardzo chciała, tylko że my już nieraz sobie mówiliśmy takie
                                    rzeczy, więc trudno jest mi wierzyć w jego słowa..
                                    • matylda_n Re: a moze? 24.10.07, 21:01
                                      Kiedys napisałam:
                                      Ale zastanawiam się co on musiałby zrobić (bo domyslam się że słowa już nie wystarczą) dla ciebie, czego ty od niego oczekujesz.

                                      Ty odpowiedziałaś:
                                      i wyobraź sobie, że chodzi mi właśnie o słowa a niekoniecznie czyny bo żeby czyny weszły w zycie to wpierw muszą być słowa (...)

                                      A teraz znów wpadasz w pułapkę swojego niezdecydowania. Jeszcze kilka dni temu jego słowa były dla ciebie wystarczające, a gdy je wypowiedział ty podważasz wiarygodność męża. Zrozum dziewczyno, że taką swoją postawą to TY uniemozliwisz wyjście z tego impasu, uniemozliwiasz wogóle podjęcie jakichkolwiek prób.
                                      Zróbcie sobie oboje prezent (na dobry początek) i zabawcie sie RAZEM (!) porządnie na tym weselu u rodzinki. A potem usiądźcie i na spokojnie wyjasnijcie sobie co komu nie pasuje w dotychczasowych układach i jak to naprawic aby obie strony były zadowolone. Ustalcie wspólnie zasady, które będą was obowiązywać, zacznij od tych spraw elementarnych typu: nie krzyczymy na siebie, nie robimy sobie przytyków w czasie sprzeczki itp
                                      Jak wam rozmowa nie wychodzi to spiszcie sobie każde z osobna na kartce najwieksze bolączki a potem przeczytajcie wspólnie...

                                      • alis123 Re: a moze? 24.10.07, 22:23
                                        Asiu, gdyby cie nie kochal i nie chcial ratowac tego zwiazku to by
                                        go juz dawno przy tobie nie bylo (tak samo jak ciebie przy nim).
                                        Przeciez ani nie jest milo ani wesolo ani przyjemnie. Uwierz mu w to
                                        co mowi (bo wcale tego mowic nie musial) i ratujcie
                                      • aniesia26 Re: a moze? 25.10.07, 02:08
                                        może jednak idź na to wesele, będziesz miała okazję przekonać się jak tam będzie
                                        się zachowywał w stosunku do ciebie na oczach rodziny. Czy będzie miły i będzie
                                        okazywał Ci zainteresowanie w sposób szczery a nie udawany a czy po prostu
                                        będzie miał Cię w nosie, zero interesu z Twojej obecności. Sprawdź, może na tym
                                        weselu stanie się jakiś przełom w waszym związku i wiele spraw sie rozstrzygnie.
                                        Warto spróbować. Może w tym dniu ślubu gdzie zgromadzi się jego rodzina będzie w
                                        dobrym humorze i nadarzy się okazja do szczerej rozmowy, otworzy się przed Tobą.
                                        Kto wie ale jest jakiś promyk nadziei, skoro napisałaś że ostatnio powiedział Ci
                                        że cię kocha i mu zależy. Obawiasz się pytań jego rodzinki w stylu "co tam u
                                        was, jak sie układa" "kiedy dzidziuś będzie" itp. bądź silna i odpowiadaj
                                        wymijająco, albo poczekaj na to co w tej sytuacji odpowie Twój mąż, ale póki co
                                        to nie musisz opowiadać się jego rodzinie z waszych problemów. Tak myśląc sobie
                                        "iść" "nie iść" to moim zdaniem lepiej "iść" bo może być tak jak wcześniej
                                        pisałaś, że jak nie pójdziesz to jego rodzinka różnie o Tobie może pomyśleć,
                                        więc lepiej "idź" bo w tym przypadku mniej masz do stracenia.
                                        • magdusinska Re: a moze? 25.10.07, 08:46
                                          Aśka a może zamiast zakładać wątki na 5 mln postów to Ty lepiej
                                          zastanów się nad dalszym zyciem. O rany dawno mnie nie było, a tu
                                          ciagle c.d. programu pt:"Księżna Asiek i jej nieobyty małżonek".
                                          dziewczyny ja to chyba kupię jej historię, książkę dla Harleckina
                                          napiszę. Ciekawe ile płacą?
                                      • asiek06 Re: a moze? 25.10.07, 08:43
                                        Nie wpadam w pułapkę-po prostu te słowa nie zostały wypowiedziane
                                        przez niego pełnymi zdaniami-chodzi mi o to, że i tak ja byłam
                                        inicjatorką rozmowy-i to ja zadawałam mu pytanie: "Kochanie czy
                                        Tobie w ogóle zależy na ratowaniu naszego małżeństwa"-Odpowiedź:
                                        "tak", "Kochanie czy cos tam...", "Tak". Boję sie trochę, że to
                                        zostało powiedziane na odczepne i zastanawiam się dlaczego mąż
                                        dopiero jak mu zadałam te pytania to miał cos do powiedzenia,
                                        dlaczego sam z siebie ani razu mi tego po prostu nie powiedział-
                                        byłoby fajniej gdyby to on sam z siebie coś miał do powiedzenia, a
                                        on jest trochę jak takie małe dziecko, które trzeba za rączkę
                                        poprowadzić-a ja nie wiem czy mam siłę go tak prowadzić przez całe
                                        życie, wyciagając z niego różne rzeczy. Boję się, że mąż uznał, że
                                        skoro odpowiedział twierdząco na pare moich pytań to sprawa jest
                                        załatwiona-bo on niestety tak do tego podchodzi-ja cudów nie
                                        oczekuję, ale chcę żeby on rozumiał, że nie wystarczy powiedzieć-
                                        kocham Cię, zależy nam na naszym związku, chcę o nas walczyć-a potem
                                        usiąść i dalej być tą samą osobą, która niewiele robi-może źle
                                        wcześniej napisałam, że wystarczyłyby jego słowa-czyny też się liczą-
                                        a ja się po prostu boję, że tych czynów nie będzie...wiem, że w
                                        pewnym sensie sama się nakręcam ale po prostu naprawdę chciałabym
                                        żeby nasze życie wyglądało normalnie jak u innych małżeństw, chcę
                                        żebyśmy byli szczęśliwi, żebyśmy kupili mieszkanie, żebyśmy o
                                        dziecku pomyśleli....zobaczymy co będzie. W sobotę idziemy na
                                        wesele, mam nadzieję, że będziemy się dobrze bawić chociaż od
                                        poniedziałku jestem strasznie przeziębiona i może się to skończyć
                                        moją chorobą w przyszłym tygodniu. No a po weselu usiądziemy i
                                        zaczniemy ustalać wspólne zasady tak jak napisałaś-musimy to zrobić
                                        bo jeśli nie zrobimy tego to znowu będzie się źle działo w naszym
                                        związku-no i może mąż da się w końcu namówić na parę wizyt u
                                        psychologa, zobaczymy...pozdrawiam
                                        • kotrabina tak źle i tak niedobrze.... 30.10.07, 08:41
                                          Po przeczytaniu kolejnego Twojego postu, doszłam do wniosku, że chyba jesteś tzw
                                          "cierpiętnicą". Nie może być dobrze, bo poprostu tego nie chcesz (ale może
                                          wydaje Ci się, że chcesz), bo upajasz się swoim nieszczęściem i jest Ci ono
                                          potrzebne jak powietrze... Nie można w życiu zawsze wszystkiego negować i
                                          narzekać - z jednej strony ok, bo powiedział, że kocha, ale za to "te słowa nie
                                          zostały wypowiedziane
                                          przez niego pełnymi zdaniami" - przecież to jakiś koszmar! Co by nie zrobił
                                          jesteś wiecznie niezadowolona (a przynajmniej taki obraz sytuacji dają Twoje
                                          wypowiedzi na forum). Nie chciałam Cię urazić tym postem, ale może czas zacząć
                                          myśleć POZYTYWNIE - wg mnie to minimum ćwierć sukcesu.
                                          Pozdrawiam i życzę rozwiązania wszystkich problemów
                            • atopik Re: a moze? 22.10.07, 17:28
                              Mężulek odgrywa sie na tobie za to, że go ignorujesz, odstawiasz na bok. Asiek bez urazy ale sama jestes sobie winna. Pisałam juz, że nic dobrego tym nie osiągniesz i nie pomyliłam się, niestety...
                              Naprawdę Asiek uważasz, że komus jest dobrze kiedy traci nadzieje na bliskość z ukochaną osobą ? Dlaczego ty w tej całej sytuacji kobieto nie widzisz, że ten facet jest tak samo pogubiony jak ty, że podobnie jak ty cierpi, bo nie potrafi znaleźć wyjścia z sytuacji, którą sobie stworzyliście ? Mężczyźni rzadko kiedy potrafia mówić o własnych emocjach - a ten twój musi byc już porządnie sfrustrowany, skoro ujmuje rzeczy w taki sposób.
    • olga85 Re: Dalszy ciąg programu......... 12.10.07, 23:41
      bo w gruncie rzeczy to on nie wie jak sie zachowac. daj mu troche
      luzu to raz, a dwa- wiem, ze jak pies je to nie szczeka, ale on nie
      jest psem i pomimo tego ze bon ton nakazuje nie mówić z pełnymi
      ustami, to on był w domu, czyli w swojej twierdzy, w miejscu w
      którym mozna łazic z ropiętym paskiem i spokojnie beknąc, po drugie-
      własnie podczas posilku mam czas porozmawiac z mezem, a tak poza-
      osoba na prawde kulturalna nie zwraca uwagi otwracie, na tym polega
      dobre wychowanie. i nie ma takiego znaku interpunkcyjnego jak
      dziesięciokropek. jest kropka, dwukropek i trzykropek o innych nie
      slyszałam.
      • asiek06 Re: Dalszy ciąg programu......... 13.10.07, 16:18
        W tym wszystkim nie chodzi o to, że mu zwróciłam uwagę-poczytaj sobie moje inne
        posty-my mamy o wiele poważniejsze problemy,przy których zwrócenie mężowi uwagi,
        żeby nie gadał do mnie jak je bo go nie rozumiem jest niczym.

        i nie ma takiego znaku interpunkcyjnego jak
        > dziesięciokropek. jest kropka, dwukropek i trzykropek o innych nie
        > slyszałam.

        nie masz się czego czepiać??????
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka