Dodaj do ulubionych

Wasza wypowiedź ...

02.02.08, 02:13
Żona dobrze wychowana, bez nałogów, spokojna, wykształcona, miła, oddana,
wierna, dbająca o dom, wykonująca własne obowiązki: sprzątanie, gotowanie,
pranie, prasowanie, zakupy, wynoszenie śmieci, znoszenie drewna do kominka aby
w domu było ciepło, pomagająca mężowi w jego pracy, pomaga mężowi w jego
edukacji ponieważ jeszcze się uczy itp. Męża jedyny domowy obowiązek (według
niego) praca i dawanie na utrzymanie. Żona od marca również będzie miała
pracę. Niby wszystko wydaje się w porządku ... ale jest te małe „ale”. Mąż
ostatnimi czasy ma tzw. „napady szału” z byle powodu. Po alkoholu zrobił się
agresywny. Z żoną niegdzie nie chce wychodzić, jeśli już to oddzielnie. Żonie
trudno pojąc czemu tak się dzieje, ponieważ trudno w to uwierzyć ale przed
ślubem było zupełnie inaczej, mieszkali z sobą i nie było żadnych oznak że
„czar” pryśnie. Są dni kiedy jest naprawdę dobrze, mąż okazuje czułość w
stosunku do żony. A są też dni kiedy mąż okazuje swoje negatywne nastawienie
do żony, tak jakby była jego wrogiem. Ubliża ... później przeprasza i znów
jest dobrze ale do czasu. Dziś np. żona rano zrobiła śniadanie, wspólna kawka,
mąż chciał kanapki-żona zrobiła, mąż zażyczył sobie kopytka na obiad-żona
zrobiła, razem oglądali film, podczas którego mąż się tulił a żona głaskała go
po głowie tak jak lubi. Wieczorem padła propozycja wyjścia męża na piwo, a gdy
żona odezwała się ze z chęcią by z nim poszła, to mąż z tekstem „masz siedzieć
w domu idę sam z kumplem”. Ok., żona nie dochodziła się-a niech idzie.
Wyszykował się, buty na nogach i nagle telefon – okazuje się że kolega nie
może z nim iść bo musi gdzieś jechać. Mąż wpada w złość, którą sobie wyżywa na
żonie, krzyczy, wyzywa od franc. Zabiera się i wychodzi, żona widząc że coś
się z mężem dzieje wychodzi za nim. Spotykają się przed domem i nagle
szokująca reakcja męża „przegięłaś, do domu! Teraz pożałujesz”. Obydwoje
wchodzą do domu, mąż idąc po schodach krzyczy i ubliża żonie która idzie po
schodach tuż za nim, wygraża jej że źle skończy. Żona spokojnie pyta co się
stało, bo przecież jeszcze nie dawno wspólnie się śmiali a tu nagle taka
zmiana jego zachowania. Nagle mąż odwraca się chwyta ją za kurtkę i mocno
przyciska o ścianę, mówiąc „nie sprzeciwiaj się”. Odchodzi. Żona mówi żeby się
uspokoił bo nie ma powodu aby tak się do niej odnosił, wtedy mąż znów łapie
żonę za kurtkę w okolicy gardła, przyciska do ściany i mówi „zamknij ryja”.
Siadł przed komputer i wyjął piwa (8 piw) zaczął pić i ubliżać, że to jest
jego życie i będzie robił sobie co mu się podoba. Zaczął wygrażać, że któregoś
dnia sypnie żonie w ryj-bo sama się o to prosi (tak on uważa). Mówi że żałuje
że się z nią ożenił. Żona odpuszcza, bo widzi że mąż już ma wypite więc uważa,
że skoro jest w takim stanie to nie warto z nim rozmawiać, bo jedynie może
sprawa się zaostrzyć. Mąż ewidentnie próbuję żonę sprowokować do kłótni mówiąc
przeróżne nie miłe rzeczy, że ma „spierdalać” że sra na nią i wali go to co
będzie z nimi ... aż wreszcie mówi że ma zamiar złożyć pozew o rozwód. Jako
przyczynę podał taki powód „żona się stawia” czyli jak ubliża żonie to ona na
to ostro reaguje a zdaniem męża powinna zachować milczenie i przyjmować słowa
pogardy z pokorą, czyli według męża żona powinna być uległa. SZOK! Przecież
nigdy taki nie był, przed ślubem brzydkiego słowa do niej nie powiedział.
Drugi powód dla którego chce złożyć pozew to fakt, że ostatnio zanikło
współżycie między nim a żoną. Tylko że ! .... współżycie nie zanikło dlatego,
że żona nie chce ale dlatego, że żona nie może przez jakiś czas z przyczyn
zdrowotnych – jest leczona ginekologicznie, bo ma powikłania po wymrażaniu
nadżerki, nawet 9 dni spędziła w szpitalu. Zaczął wygrażac że skoro żona mu
„nie daje” to będzie chodził na kurw.. Po wypiciu większej ilości piw zaczął
coraz to boleśniejsze słowa mówić, typu „dopiero od 2 lat sypiam TYLKO z
Tobą, zdradzałem Cię przed ślubem”
Dodam, że mąż tak nagle wyskoczył z hasłem "rozwód". Szok! dla żony bo ona
sama dobrze wie, że żadnych powodów mężowi nie dała do rozwodu. Są sobą tyle
lat i ona nigdy mu nie naubliżała, zawsze była wierna, szczera, dbająca o męża
i dom. Tyle cierpliwości w niej, tyle już zniosła a mimo to jest dalej z nim.
A przecież ostatnio jak widzieliśmy się ze znajomymi to chwalił się mną, że ma
taką dobrą żonę, że jest szczęśliwy, nawet klękał w barze i wyznawał jej miłość.
A dziś? wystrzelił z rozwodem. Paranoja!

Obserwuj wątek
    • miaau Re: Wasza wypowiedź ... 02.02.08, 08:32
      jeżeli to o sobie piszesz w trzeciej osobie, to nad czym ty myślisz kobieto? aż
      zacznie cię bić??? chyba że lubisz ten sport i z utęsknieniem na lanie czekasz...
    • triss_merigold6 Re: Wasza wypowiedź ... 02.02.08, 13:57
      Jesli to Twoja historia to radzę postąpić zgodnie z życzeniem męża i
      spierdalać z układu jak najszybciej. Chyba, że masz kasę aby później
      inwestować w protetyka jak Ci żeby powybija. Opisałaś jakąś potworną
      wersję kobiety praczki, sprzątaczki i spluwaczki dla prymitywa.
      • lenchen Re: Wasza wypowiedź ... 02.02.08, 14:08
        Dlaczego w osobie trzeciej??? Co najmniej dziwnie sie czyta...
        Chyba pora zwiewac gdzie pieprz rosnie. Chory uklad, tragedia.
      • magda8887 Re: triss_merigold6 03.02.08, 15:55
        > Opisałaś jakąś potworną wersję kobiety praczki, sprzątaczki i
        > spluwaczki dla prymitywa.
        A jego zdaniem jestem leniem, na którego musi pracować
    • chicarica Re: Wasza wypowiedź ... 02.02.08, 14:34
      Podsumowując: facet ma jakiś problem z psychiką, nie potrafi kontrolować gniewu,
      albo jest zwyczajnym sk*wysynem, tylko przed ślubem dobrze się kamuflował. To
      jest przemoc psychiczna.
      W ogóle cały układ wygląda mi na lekko chory, jak dla mnie to należy facetowi
      postawić ultimatum: terapia albo rozwód. Obstawiam, że skończy się na tym
      drugim, bo pewnie pan nie widzi problemu w sobie. Druga opcja: raz na jakiś czas
      żona będzie obrywać, ale sama sobie wytłumaczy, że przecież to tylko czasami, a
      na co dzień mąż jest dobrym człowiekiem.
      • magda8887 Re: chicarica 03.02.08, 16:03
        > Podsumowując: facet ma jakiś problem z psychiką, nie potrafi >
        kontrolować gniewu, albo jest zwyczajnym sk*wysynem, tylko przed > ślubem
        dobrze się kamuflował. To jest przemoc psychiczna.
        Przed ślubem mieszkaliśmy z sobą rok i było dobrze, nigdy nie sądziłam że może
        wszystko odmienić się o 180 stopni.
        Ostatnio powiedziałam mu, że to co ze mną wyprawia i w jaki sposób mi dogaduje
        to odbieram to jako przemoc psychiczną. A on stwierdził, że to ja go terroryzuję
        i wiezie - co według mnie jest bzdurą

        > Druga opcja: raz na jakiś czas żona będzie obrywać, ale sama sobie >
        wytłumaczy, że przecież to tylko czasami, a na co dzień mąż jest > dobrym
        człowiekiem.
        Bo tak właśnie jest, że mąż nie jest cały czas czyli dzień w dzień taki okropny,
        bo jest też wiele dni kiedy naprawdę jest dobrze i dogadujemy się wtedy
        bezproblemowo ... ale niestety co jakiś czas nastają takie dni, że szkoda słów.
        • chicarica Re: chicarica 03.02.08, 20:31
          O, już sobie zaczynasz sama go tłumaczyć. No pewnie, w końcu to tylko raz na
          jakiś czas...
          Terapia albo rozwód, powtarzam. Inaczej będziesz obrywać regularnie po garbie.
    • to-wlasnie-ja Re: Wasza wypowiedź ... 02.02.08, 14:37
      1. Psychiczny?
      2. Przeprowadza testy jak bardzo udalo mu sie wytresowac zone i nie
      jest JESZCZE do konca zadowolony z rezultatow.
      • magda8887 Re: to-wlasnie-ja 03.02.08, 16:06
        > 2. Przeprowadza testy jak bardzo udalo mu sie wytresowac zone i nie
        > jest JESZCZE do konca zadowolony z rezultatow.
        ja również wychodzę z tego założenia, że on próbuje sprawdzić na ile może sobie
        pozwolić ... a że zaczęłam stanowczo stawiać sprzeciw to jego do denerwuje,
        wręcz roznosi. Nawet powiedział, że powinnam być uległą i mu się nie
        sprzeciwiać. I teraz wygląda na to że mocujemy się z sobą kto silniejszy, kto
        pierwszy odpuści
    • horpyna4 Re: Wasza wypowiedź ... 02.02.08, 14:40
      Kobieto, zrób baranka o ścianę, i to z rozbiegu. Może coś Ci się
      naprostuje w łepetynie i zrozumiesz, na czym polega małżeństwo.
      Bo Ty masz jakieś chore podejście - usługujesz chamowi, który się
      na Tobie wyżywa.
      I jeszcze do tego nie chcesz rozwodu? Niechby pił i bił, byle tylko
      był?
      Kup dyktafon, nagraj jego występy i sama złóż pozew o rozwód z jego
      winy! Koniecznie! Niech przynajmniej płaci, to go zaboli.
      • magda8887 Re: horpyna4 03.02.08, 16:14
        > I jeszcze do tego nie chcesz rozwodu?
        Tak jak wcześniejszym poście napisałam, myślę że on sprawdza na ile może sobie
        pozwolić ... a ja w pewnym momencie zaczęłam stawiać opór/sprzeciw .. jego to
        strasznie wkurza i odczuwam, że próbuje mnie złamać i wymyśla kilka sposobów aby
        mnie sobie podporządkować ... dlatego też w piątek wyskoczył z hasłem "w
        poniedziałek idę do adwokata i składam pozew o rozwód" założę się że mówiąc to
        liczył na to, że ja odpuszczę, skulę uszy i wystraszę się tej groźby, że zacznę
        go prosić aby tego nie robił itd. ... ale się rozczarował bo ja prosto z mostu
        powiedziałam mu "zapierdalaj już jutro, co będziesz zwlekał do poniedziałku"
        Oczy zrobił takie wielkie, był zszokowany bo liczył na zupełnie odwrotną moją
        reakcję ... aż zamilkł ... a na drugi dzień cisza - grzeczny.

        > Niechby pił i bił, byle tylko był?
        On dobrze wie, że jeśli kiedykolwiek mnie uderzy to będzie to definitywny koniec.
        • lenchen Re: horpyna4 03.02.08, 17:50
          Najpierw piszesz:

          "Nagle mąż odwraca się chwyta ją za kurtkę i mocno
          przyciska o ścianę, mówiąc „nie sprzeciwiaj się”. ..., wtedy mąż
          znów łapie żonę za kurtkę w okolicy gardła, przyciska do ściany i
          mówi „zamknij ryja”."

          A potem:
          "> On dobrze wie, że jeśli kiedykolwiek mnie uderzy to będzie to
          definitywny konie
          > c."

          ??????
          Badz konsekwentna. On juz to robi - uzwa w stosunku do ciebie nie
          tylko pomocy psychicznej, ale tez fizycznej. W tym zwiazku jestes
          OFIARA.


    • marita_ie Re: Wasza wypowiedź ... 02.02.08, 15:06
      Jasne, poki, nie masz dzieci spierdzieleaj jak najdalej, a jesli to wasze
      wspolnie mieszkanie, to nagraj go,znajdz swiadkow, złóż pozew i niech sie
      wyprowadzi-gdzie pieprz rośnie.gdy nadejda dzieci, będzie juz po
      sprwie...............
    • annb rozwod -szok?? 02.02.08, 21:58
      raczej wybawienie
    • zoe-i-safran Re: Wasza wypowiedź ... 02.02.08, 22:24
      Witam po raz pierwszy na tym forum:)) Czytam je juz od dawna.
      W historii opisanej powyzej raza mnie okreslenia: zona, maz. Chyba
      powinno byc odpowiednio: "psychopata" oraz " ofiara"...
      • horpyna4 Re: Wasza wypowiedź ... 03.02.08, 11:56
        Niestety, z psychiką oboje mają coś nie tak. Przecież nie tylko
        sadyzm, ale i masochizm jest zboczeniem.
    • magda8887 pytanie? 04.02.08, 19:26
      Mąż w końcu zdecydował się na terapię, więc już dziś szukam psychologa, chcemy
      aby to była wspólna terapia, czyli idziemy razem. I mam takie pytanie czy
      psycholog-mediator rodzinny jest odpowiedni do naszego przypadku?
      • horpyna4 Re: pytanie? 04.02.08, 19:46
        Czy jest odpowiedni, to jest raczej związane z jego osobowością,
        inteligencją, rozumieniem problemu, niż z formalnie określonym
        stanowiskiem pracy.
      • estel7 Re: pytanie? 05.02.08, 12:01
        mediacja to jedno a terapia Twojego męża to drugie, nie wszyscy mediatorzy są na
        tyle kompetentni by prowadzić terapię.
        Mediacja i terapia to nie to samo.
        Lepsza będzie terapia małżeńska na początek a potem indywidualna dla męża.
        Dobrze ze sie zdecydował to jest Twoja jedyna szansa. jak sie rozmysli to UCIEKAJ!!
        ale jak tu radzą najpierw zbierz dowodu żeby rozwód był z orzeczeniem o jego winie.
    • aleola1 tak to jest jak sie 05.02.08, 10:10
      facetow rozpieszcza i wszystko pod nos podstawia, jest sie idealna
      zonka, ktora spokojnie slucha jak maz do niej mowi "zamknij ryj",
      on ciebie nie szanuje bo na to pozwlilas. No i ma problem ze soba
      ewidentnie. Szuka najmniejszego powodu zeby wyladowac agresje.

      Juz slyszalam takie historie od faceta "pojde na terapie", a potem a
      to termin nie ten, a to psycholog jest uprzedzony, jak nie urok to
      sraczka. Potem pol roku jest dobrze. Kolejnego dnia wywala twoje
      ciuchy przez balko. A potem przeprasza cala twoja rodzine. Kaja sie.
      Obiecuje nie wiadomo co. A kobieta wyrozumiala, cierpliwa. Wg mnie
      to tylko jedno wyjscie: niech pan sie leczy sam a pani zadba o
      siebie i sie wyniesie od niego.
    • kasia2705 Trzy sprawy 05.02.08, 13:06
      Po pierwsze - przestan funkcjonowac na zasadzie sluzacej. To, ze on
      pracuje nie znaczy, ze w domu nie ma kiwnac palcem. Jak raz na jakis
      czas bedzie sam musial wyprac/ugotowac to mu wlos z glowy nie
      spadnie. Taka usluzna postawa tylko poglebiasz problem, bo on widzi
      i czuje, ze jestes na jego zawolanie, a jak nie to ...

      Po drugie - dobrze, ze sie zdecydowal na terapie, ludzie zasluguja
      na szanse jesli chca nad soba pracowac, ale

      po trzecie - jesli zacznie robic NAJMNIEJSZE uniki w temacie
      leczenia odejdz od niego natychmiast nie czekajac na dalszy,
      niechybnie tragiczny dla Ciebie rozwoj sytuacji


      acha ... po czwarte nie tlumacz go, bo takie zachowanie nie
      zasluguje na ZADNE tlumaczenie
    • realistka2008 Re: Wasza wypowiedź ... 07.02.08, 21:58
      co do pisania w trzeciej osobie to ja akurat uważam to za ciekawe spojrzenie, trochę taka obiektywna relacja świadka, same suche zdarzenia, może przez to jeszcze bardziej poruszające.

      a do rzeczy to chciałam zwrócić uwagę na dwie sprawy:
      1. Z tego co napisałaś wynika, że jego zachowanie nagle zmieniło się o 180 stopni, przedtem taki nie był. Napisałaś też, że od marca zaczynasz pracę. Myślę, że to może być przyczyna. Jeśli do tej pory siedziałaś w domu posłusznie jak to określiłaś wykonując obowiązki żony (grrr!!!) to on może Twoje pójście do pracy postrzegać jako pewne zagrożenie. Bo przecież jak pójdziesz do pracy to może się zdarzyć, że już nie będziesz na niego czekać z obiadkiem, że może jeszcze nie daj boże zechcesz aby on zaczął pomagać Ci w sprzątaniu, wynoszeniu śmieci itp. Na to może się też nakładać jakaś chorobliwa zazdrość.
      Może się to wydać dziwne w dzisiejszych czasach, ale znam takiego faceta, któremu totalnie odpaliło jak żona poszła do pracy. Małżeństwo wcześniej było bardzo zgodne, bo żona posłuszna, usłużna i w ogóle. A jak poszła do pracy to już i obiady się zdarzały odgrzewane i malowała się jak wychodziła z domu. Co więcej, jak żona wyszła do ludzi to jakaś taka inna się zrobiła. Już nie siedziała zamknięta w czterech ścianach z pieluchami i garnkami. Nawet zaczęło do niej dzwonić i przychodzić jakieś koleżanki.
      A jego szlag trafiał bo tracił kontrolę nad tym gdzie żona jest, co robi, z kim rozmawia. Robił jakieś koszmarne sceny zazdrości gdy żona w dniu imienin przynosiła z pracy kwiaty. Wkrótce jego frustracja i złość znalazła ujście: zaczął żonę bić i gwałcić. A kolegom wykładał swoją teorię: jak ją dzieciakami objuczy to jej się odechce łażenia do pracy.

      Twój facet może więc właśnie w taki sposób okazywać swoją frustrację i strach, że jak pójdziesz do pracy to coś się zmieni.

      2. Druga bardzo ważna sprawa to coś, co napisałaś tutaj:

      > Druga opcja: raz na jakiś czas żona będzie obrywać, ale sama sobie >wytłumaczy, że przecież to tylko czasami, a na co dzień mąż jest
      > dobrym człowiekiem.
      Bo tak właśnie jest, że mąż nie jest cały czas czyli dzień w dzień taki okropny,
      bo jest też wiele dni kiedy naprawdę jest dobrze i dogadujemy się wtedy
      bezproblemowo ... ale niestety co jakiś czas nastają takie dni, że szkoda słów.

      To oczywiste, że mąż cały czas taki nie jest. Gdyby taki był codziennie pewnie już dawno byś odeszła. Ale to jest właśnie typowa pułapka przemocy domowej! Niemal książkowy przykład! Dni kiedy sprawca jest okropny przeplatają się z dniami kiedy jest naprawdę dobrze, jest kochany, przepraszający, jak skomlący pies.
      To zachowanie ma bardzo konkretne cele: abyś mu wybaczyła, bo on taki biedny, bo tak żałuje. Abyś go nie zostawiła, bo przecież nie jest taki zły, bo obiecał poprawę, bo będzie się starał, bo pójdzie na terapię. I aby Ci jeszcze bardziej nakręcić w głowie, bo tak sprzeczne zachowania będą utrudniały Ci decyzję o odejściu.
      Gdy groźba Twojego odejścia zostanie zażegnana, gdy już Cię przebłaga to znów poczuje się pewniej. Jego agresja znów zacznie narastać. Aż do kolejnego wyładowania.
      Takie cykle trwają latami, tyle że z czasem fazy "miodowego miesiąca" stają się coraz krótsze a fazy przemocy i agresji coraz dłuższe. A agresja będzie się coraz bardziej nasilać.
      Już teraz to widać, że granica Ci się przesuwa. Mąż łapie Cię za gardło, przyciska do ściany a Ty piszesz, że jeszcze Cię nie uderzył. Jeszcze nie. Jeszcze tylko Cię łapie za gardło. Niedługo Cię popchnie, a Ty dalej będziesz pisać, że jeszcze Cię nie uderzył.

      Zrozum, że właśnie na tym to polega! Gdyby facet pierwszego dnia po ślubie pobił Cię do nieprzytomności to pewnie uciekłabyś gdzie pieprz rośnie. Pułapa polega na tym, że przemoc domowa to małe kroki rozłożone w czasie, a granica przesuwana jest bardzo powoli. I wszystko właśnie przeplatane okresami miodowego miesiąca.

      Gdybyś wrzuciła żabę do wrzącej wody to natychmiast ona wyskoczy.
      Ale jeśli wrzucisz żabę do zimnej wody i zaczniesz wodę powoli podgrzewać to żaba w garnku zostanie i się ugotuje.
      • magda8887 Re: realistka2008 08.02.08, 14:54
        > Napisałaś też, że od marca zaczynasz pracę. Myślę, że to może być
        > przyczyna. Jeśli do tej pory siedziałaś w domu posłusznie jak to
        > określiłaś wykonując obowiązki żony (grrr!!!) to on może Twoje
        > pójście do pracy postrzegać jako pewne zagrożenie. Bo przecież jak
        > pójdziesz do pracy to może się zdarzyć, że już nie będziesz na
        > niego czekać z obiadkiem, że może jeszcze nie daj boże zechcesz aby
        > on zaczął pomagać Ci w sprzątaniu, wynoszeniu śmieci itp. Na to
        > może się też nakładać jakaś chorobliwa zazdrość.

        to że idę do pracy nie jest powodem jego takich zachowań, bo mąż sam od dawna
        mówił że fajnie byłoby gdybym znalazła sobie pracę, wtedy łatwiej byłoby nam
        odłożyć jakiś grosz. Także mój mąż jest jak najbardziej ZA moim pójściem do pracy.





Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka