furiatkanazawsze
05.06.08, 16:12
Zatem sprawa wygląda następująco: pokłóciliśmy się o absolutną
bzdurę, co się zdarza czasami. Doprawdy żadna poważna kwestia. Mąż
zawinił, ja się wydarłam ponad miarę, mąż się obraził ( w sensie
przestał się odzywać, a ja go nie zagaduje, bo jakby nie było to ja
sie powinnam obrazic, ale jakos nie umiem zbyt dlugo). I teraz ze
sobą nie gadamy. I teraz pytanie: co zrobic, zeby nie musiec
pierwsza (jak zawsze) wyciagać przepraszająco- zagadującej dłoni;
byłby to z mojego punktu widzenia wychowawczy błąd, no bo jakby nie
było wolałabym, żeby sobie zapamiętał i więcej błędu nie powtarzał.
Aon jakoś nie wydaje mi sie zeby sam mial z siebie mnie przepraszac.
Zatem jak go naprowadzic na jedyne wlasciwe rozwiazanie?
Jak bedzie jakas rada to wprowadze ja w zycie i napisze o reakcji ;-)