Dodaj do ulubionych

Rozstaliśmy się....

13.05.06, 02:42
Zrobiłam to... Już od kilku dni się zbierałam... W niedzielę wyrzuciłam z
siebie wszystko, co mi leży na sercu, Połówek obiecał, że postara się to
częściowo zmienić, ale we mnie coś umarło. W środę wróciłam do tematu, a dziś
ponownie. Pozwoliłam mu wyjść z domu i poczułam ulgę, że wytrwałam, że go nie
zatrzymałam. Po 10 minutach zadzwonił, że chciał mnie jeszcze raz usłyszeć i
coś we mnie wtedy pękło. Siedzę i ryczę. Żałuję i nie żałuję. Był dla mnie
dobry, ale nie pasowaliśmy do siebie. Prędzej czy później tak musiało się
stać. Czuję się jednak winna, bo wiem, że on nigdy by mnie nie rzucił. Kocha
mnie bardzo, a ja jestem podła. Czy to jednak moja wina, że przestałam być
szczęśliwa?? Moja, bo nie powinnam wierzyć, że odmienne charaktery się dotrą.
Mogłam nie przeprowadzać się do niego... Wciąż jest dla mnie ważny i zawsze
będzie w moim sercu, ale chyba już go nie kocham...
Obserwuj wątek
      • myszmagda Re: Rozstaliśmy się.... 15.05.06, 14:04
        Jednak wciąż jesteśmy razem, choć było gorąco... Właściwie sama nie wiem, czego
        chcę, ale mam głęboką nadzieję, że się poukłada. Nie żałuję tych ostatnich
        awantur. Mam wrażenie, że znaleźliśmy się na granicy i dzięki temu oboje trochę
        otrzeźwieliśmy. Chyba to jest właśnie ten moment, kiedy nadchodzi kryzys. Moje
        rówieśnice, które są ze swoimi partnerami mniej-więcej tak samo długo jak ja z
        Połówkiem, też właśnie walczą z poważnymi problemami sercowymi albo zrywają
        związki. Chyba to jest taki etap, że albo się go przetrwa razem, albo wszystko
        się rozlatuje...
            • myszmagda Re: Rozstaliśmy się.... 16.05.06, 11:33
              Przede wszystkim dzięki Wam za słowa otuchy...
              Razem jesteśmy 3,5 roku, a mieszkamy wspólnie od 2 lat. Moja przyjaciółka
              natomiast parę miesięcy temu rozstała się z facetem, z którym była ok. 5 lat.
              Związki dwóch innych koleżanek, trwające nieco dłużej niż mój i Połówka, też są
              w poważnym kryzysie. Jak zauważyłam, żaden z wymienionych przeze mnie sercowych
              dołków nie pojawił się z powodu jakiegoś konkretnego, dramatycznego wydarzenia
              (nikt nikogo nie zdradził, nie zawiódł w szczególnie ważnej sprawie). Po prostu
              komuś zaczęły przeszkadzać bagatelizowane dotychczas wady partnera, w kimś
              wypaliły się uczucia, ktoś nie chciał się zgodzić na oferowany mu przez
              drugiego model życia. To chyba charakterystyczne dla kryzysu... Kiedy patrzy
              się na to z zewnątrz wydaje się zwykłą fanaberią - ludzie się kłócą i rozstają,
              a nikt nie wie, dlaczego. Kiedy jednak samemu się w tym tkwi - odczuwa się to
              zupełnie inaczej.
              Cóż, mam nadzieję, że każdy kryzys kiedyś minie. Damy sobie radę, Lisek! W
              końcu tyle przeżyłyśmy z tymi naszymi Połówkami, że chyba coś w tym musi być.
              Powtarzam to sobie codziennie...
              • lisek78 Re: Rozstaliśmy się.... 17.05.06, 19:11
                I OCZYWIŚCIE MASZ RACJĘ!!!!
                Trzymam kciuki!Ja ze swoim jestem prawie 3 i pół roku,razem mieszkamy prawie dwa
                lata.I też ostatnio jest (delikatnie mówiąc) różnie...ale się nie
                poddajemy.Przecież (wiem,że to banał) kocham go,a on kocha mnie.Wiem to na pewno!
                pozdrawiam ciepło!
                • arieletka4 Re: Rozstaliśmy się.... 18.05.06, 20:41
                  Cześć, Myszo, zobaczyłam tytuł wątku i aż mnie ścięło :( Ale chyba już jest
                  nieco lepiej, o ile zrozumiałam , przeczytawszy resztę. Tak czy inaczej, 3maj
                  sięmocno, kryzysy dzieją sIę w KAŻDYM, NAWET NAJLPSZYM ZWIĄZKU. a, i pamiętaj-
                  CO CIĘ NIE ZABIIJE, TO CIĘ WZMOCNI :) Pozdrawiam

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka