Gdzieś wyjechać.
Boże, tyle czasu już nie miałem porządnego urlopu, całe lata.
A pamiętam łażenie po 20-30 kilometrów w zasadzie bez celu... drogami między polami, w gorącym słońcu, z myślami tak bezmyślnymi, jak tylko się da. Zapach ziemi, pól i spodziewanego popołudniowego deszczu... Czas stawał w miejscu, a nawet jeśli nie stawał - nikogo to specjalnie nie obchodziło. Nocami żar ogniska, szeptane rozmowy... zasypiałem wyczuwając jak łódka tańczy na kotwicy, budząc się na najmniejszą zmianę wiatru. Heh, ile razy po takiej pobudce czekałem w kokpicie na świt? Albo leżałem na kabinie oglądając niebo przez lornetkę

. No może golenie się w lodowatej wodzie nie należało do przyjemnych, ale pływając rano godzinę... mogłem dowolnie gapić się na wstające, koszmarnie zaspane i skacowane dziewczyny

.
Cel na przyszły rok: odpocząć.