kase-nka 23.07.08, 00:35 Piszę do tych, którzy cierpią z powodu realnej samotności. znacznie gorsza jest samotność, choć obok siebie masz człowieka i widzisz, jak powoli się oddala. Wiem, bo wypróbowałam i jednej i drugiej. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
muress ja jestem od wielu lat tak samotna 24.07.08, 20:40 w rodzinie. Czy jest szansa, zeby to nie bolało? Odpowiedz Link
bianca36 Re: ja jestem od wielu lat tak samotna 24.07.08, 20:52 ja też byłam... Teraz jestem sama i to chyba mniej boli. Odpowiedz Link
kase-nka Re: ja jestem od wielu lat tak samotna 24.07.08, 23:39 Niestety, czasami nie ma się odwagi, żeby coś z tym zrobic. Szansy, zeby nie bolało moim zdaniem nie ma. Jeśli boli, to znaczy, ze jest uczucie, a jak jest uczucie to boli. I co dalej. Nie mam recepty. Takie stwierdzenie faktu. Odpowiedz Link
mik_ka Re: samotność z " bliskim" 26.07.08, 17:19 Masz rację kase-nka, "samotność we dwoje" jest gorsza, znam z autopsji. Teraz jest lepiej, jak jestem "samotna sama", co nie znaczy, że jest dobrze. Odpowiedz Link
muress Re: samotność z " bliskim" 31.07.08, 11:14 ale tak sobie myślę, ze jak się jest samym bez zobowiązań, to przynajmniej jest nadzieja. Jak się jest samym w rodzinie, to nie ma nadziei i to bardzo ciąży. Są za to pozory bycia z kimś. Odpowiedz Link
slw28 Re: samotność z " bliskim" 31.07.08, 14:53 Pozwolę się z Wami niezgodzić. Też wiem, jak boli jedna i druga samotność, ale zdecydowanie stwierdzam, że bycie samym jest gorsze. Jak jest się z kimś samotny, to przynajmniej się ma nadzieje i czasami się zdarza, że są promyki szczęścia. Odpowiedz Link
mik_ka Re: samotność z " bliskim" 31.07.08, 21:40 No ale ja nie po to chcę byc z kimś, żeby czekać na jakieś promyki!!! Nigdy zdania nie zmienię - samotność z kimś jest gorsza, przynajmniej dla mnie. Odpowiedz Link
medy-2008 Re: samotność z " bliskim" 01.08.08, 06:10 Kiedy życie mnie dobijało, kiedy nie miałam siły, by przeżyć następny dzień, zaciskałam zęby i myślałam, że wola boża. W zasadzie religia pomaga w trudnych chwilach. Za wszystko co dobre bogu dziękowałam. Myślę,że zapominamy o nim i swoim aniołku. Nigdy nie jesteśmy sami, bo jest ten aniołek Teraz bardziej mi poprawiła się sytuacja, ale nie zapominam o nim, bo dzięki niemu właśnie nie popełniłam samobujstwa.I wszystko na dobrej drodze, czego i Tobie życzę. Odpowiedz Link
slw28 Re: samotność z " bliskim" 01.08.08, 14:25 mik_ka napisała: > No ale ja nie po to chcę byc z kimś, żeby czekać na jakieś > promyki!!! > Nigdy zdania nie zmienię - samotność z kimś jest gorsza, > przynajmniej dla mnie. Skoro uważasz, że lepiej nic nie mieć niż mieć coś, to Twoja wola. Nie mam zamiaru do niczego Cię przekonywać. Oczywiście byłoby idealnie gdyby nie trzeba było mieć taki wybór. Odpowiedz Link
slw28 Re: samotność z " bliskim" 01.08.08, 14:27 A i jeszcze jedno skoro to Ci nie odpowiada (co oczywiście mnie nie dziwi), to zmień to. Odpowiedz Link
mik_ka Re: samotność z " bliskim" 02.08.08, 10:51 Co mam zmienić, bo nie rozumiem? Jestem teraz sama i jest lepiej niż wtedy, kiedy byłam z kimś i czekałam, aż się coś zmieni (a czekałam długo). Więc zmieniłam to, co mi bardzo nie odpowiadało na coś, co też nie jest fajne, ale mniej chyba boli. I ta zmiana wcale nie przyszła mi lekko. Ale... mniej się miotam, mniej denerwuję, nie płaczę, nie jestem wiecznie rozczarowana niespełnionymi nadziejami. Każdy jest inny, ja chyba kieruje się zasadą "wszystko albo nic", ale są tacy, którzy potrafią się cieszyć tylko namiastką tego, co przytrafia się innym. Odpowiedz Link
kase-nka Re: samotność z " bliskim" 09.08.08, 12:14 Prawdę mówiąc mik_ko zazdroszczę ci. Ja jestem w momencie, kiedy powinnam podjąć jakąś decyzję i nie potrafię tego zrobić. Z drugiej strony wiem, bo znam siebie, ze przyjdzie moment, bodziec, kiedy to nastąpi i zdecyduję się na coś. Jeśli teraz jeszcze nie jestem w stanie, to może to jeszcze nie czas? Podzielam pogląd, ze nic bardziej nie boli niż bycie samemu, będąc z kimś. Pozdrawiam. Odpowiedz Link
mik_ka Re: samotność z " bliskim" 09.08.08, 16:15 kase-nka, chyba Cię rozumiem Ja miałam o tyle łatwiej, ze taką decyzję podjęto za mnie - gdybym ja to miała zrobić to chyba nie odważyłabym się. I to byłby wielki błąd. Bolało, ale dobrze się stało. Odpowiedz Link
ktoj-akto Re: samotność z " bliskim" 09.08.08, 17:42 Okropnie to zawikłane. Jeśli bolą mnie stopy z powodu ciasnych butów, to rezygnuję z ich noszenia. Niezależnie od tego, czy przyszedł na to czas. Po cholerę mi odciski. Naprawdę musisz trwać w toksycznym związku? Zgłupiałem. Chyba żeś masochistka? Odpowiedz Link
ameska-2 Re: samotność z " bliskim" 09.08.08, 17:45 Ja też czekałam długo i miałam nadzieję że coś się zmieni ale ile można czekać,to chyba jeszcze większa beznadzieja.Odeszłam i teraz cieszę się życiem.Jestem sama ale zamieniłabym tego na poprzednią samotność w małżństwie. Odpowiedz Link
sokol75 Re: samotność z " bliskim" 09.08.08, 17:33 To znaczy lubisz sam siebie oszukiwać, że będzie lepiej, miewać od czasu do czasu to szczęście. Jesteś jej niewolnikiem, to Ona decyduje o Twoim szczęściu, nie Wy razem, Ty nie masz nic do powiedzenia, w tej kwestii. Chłopie czasy niewolnictwa juz dawno za nami, przestań być żebrakiem miłości i szczęscia. Jak można robić sobie nadzieję, czy w nablizszy weekend wyjde z dziewczyną na spacer, czy to bedzie wygladało jak dwoje kochających sie ludzi, czy zupełnie obcych sobie. Nie stawiaj na jednej szali samotności w związku i samotności kiedy jesteśmy sami, w wyniku własnych decyzji. Żyjemy nadzieją, to prawda ale nadzieją na poznanie kogoś, a nie nadzieją, łudzeniem się jak zachowa się "nasza" druga połówka, co powie, jak zareaguje na różne rzeczy. Odpowiedz Link
kase-nka Re: samotność z " bliskim" 09.08.08, 22:01 No i to właśnie nie jest takie proste. zawsze zaczyna się od tego, ze komuś miłość przechodzi, a tej drugiej osobie nie. I nie da się tego tak łatwo załatwić, jak zdjęcia przyciasnych butów, choć jest to oczywiście być może jedyne wyjście. Jeśli czujesz, ze kochasz, bo rozumiem, ze poważny związek na tym właśnie się opiera, to nie odchodzisz tak łatwo. Złudzenia, nadzieje,że może coś jeszcze się stanie, cud jakiś...Do takiego momentu jak rozstanie dojrzewa się długo. Tego nie da się załatwić raz, dwa. Odpowiedz Link
ktoj-akto Re: samotność z " bliskim" 10.08.08, 10:18 To "długie dojrzewanie" jest w czystej postaci uzależnieniem. Jak alkoholizm, pracoholizm, czasem hazard. Hazardzista uzależniony ciągle łudzi się, że przyjdzie wygrana. I topi się nadal. Wyzwolić się jest trudno - zgoda. Ale powiem delikatnie, że pomaga w tym racjonalne myślenie, trzeźwa ocena sytuacji. Wtedy da się załatwić raz - dwa. Odpowiedz Link
kase-nka Re: samotność z " bliskim" 14.08.08, 11:27 Zgoda, to pewnie uzależnienie, jak alkoholizm...etc, ale gdyby tak łatwo, raz dwa, dało się od tego uwolnić, to nie byłoby tylu terapeutów, poradni, itp.tylu tragedii. Zazdroszczę charakteru i umiejętności powiedzenia sobie "dość i wprowadzenia tego w czyn. Jednak chyba musi być impuls. Racjonalne tłumaczenia i oceny sytuacji nie są wiarygodne, jeśli dokonuje ich sama uzależniona/y, bo jak wiesz, nie myślą rozsądnie, takie są skutki uzależnienia. Więc..najpierw trzeba się uniezależnić, żeby rozsądnie pomyśleć i powiedzieć STOP. Trochę paradoksalne Cytat Kanta - jak ulał, inaczej się nie da. Odpowiedz Link
margo456 Re: samotność z " bliskim" 14.08.08, 14:27 Uzaleznienie to dobre określenie w takiej sytuacji. Jednak byc z kims zeby nie byc samemu to nie jest dobre tłumaczenie. Mozna długo bezowocnie tkwic w martwym punkcie tylko dlatego ze boimy sie tej decyzji, choć podswiadomie wiemy że jest ona raczej nieuchronna. Wiem tez z autopsji że lepiej podjac ja samemu niz czekac aż druga strona zadecyduje. Bo po takim rozstaniu u mnie przynajmniej pojawił sie jakby "kac" że niby dobrze się stało ale boli że zostawoł, że moze gdybym to ja odeszła to łatwiej bym to zniosła. Odpowiedz Link