Dodaj do ulubionych

Po zmierzchu...

15.01.09, 01:55
Tak se czytam Was i...
- Niewielu jest ludzi, ktorzy interesuja sie tym, co kto inny mysli
albo ma do powiedzenia. W najlepszym razie sluchaja cie, zebys ty
potem musial ich wysluchac. I wszyscy nawzajem wciskaja sobie tony
kitu. Kazdy ma jakas swoja prywatna szajbe. Jak z nia wlazi w parade
zbyt wielu ludziom, mowia na niego wariat.
Wiec, olac to wszystko - proste?!

Mam takie uczucie, jakbysmy w ogole nie mieli nic do gadania o
wlasnym zyciu, jestesmy po prosu modelami tego, czym powinnismy byc.
Siedzimy w schemacie, a schemat byl gotowy, zanim mielismy cokolwiek
do gadania. Nikt nie jest wyjatkowy i nawet nie ma co sie ludzic, ze
jest inaczej. To okropne, jak sie latwo udaje przerobic czlowieka,
zeby byl taki sam jak inni durnie. Nie on jeden mysli, ze swiat to
jedno wielkie gowno.

Zycie wymyka sie czlowiekowi jak piskorz. Plec, wiek, rasa, wiara -
takie gowniane rzeczy dziela ludzi. Jedyne, co ich laczy, to walka o
to, kto lepszy.
Wybudowali dla siebie klatke - cywilizacje - gdyz byli zdolni do
myslenia, a teraz musza myslec, poniewaz sa zamknieci w klatce.
Wiedza, ze na zewnatrz jest swiat prawdziwy; musieliby tylko
wydostac sie z tej zasranej klatki - wiec ja - spierdalam!
- pograc z moim pupilem (synek sasiada) i jego mafia w hokeya.
Bylem znow... - nie wyjebal orla na lodzie.
Obserwuj wątek
    • vidmo76 Re: Po zmierzchu... 15.01.09, 10:18
      Intrygujące są twe przemyślenia,nawet dość ciekawe.
      Ale czy słuszne,nie wiem ale godne zastanowienia się.
    • lorelei74 Re: Po zmierzchu... 15.01.09, 11:07
      I znowu to poczucie wyższości ... jacy my malutcy i głupiutcy ...
      • wers-alik Re: Po zmierzchu... 15.01.09, 12:04
        Lorelei, chyba się rozpędziłaś! Nie przepadam za nim. Ale chyba nie
        wykluczył (tym razem) siebie ze zgrai, której portret namalował???
        • lorelei74 Re: Po zmierzchu... 15.01.09, 12:20
          Wers-aliku - może rzeczywiście za bardzo się skupiłam na formie przekazania
          treści, a nie jej znaczeniu (która zresztą jest godna przemyśleń). Stąd moja
          reakcja. Mam nadzieję, że harry_p_otem nie wykluczył się z tego obrazu ...
    • mariaeva Re: Po zmierzchu... 15.01.09, 12:34
      wiele niestety w tym racji
      chociaz ja staram sie zyc nie komputeem czy internetem
      tu uciekam czasem przed realnoscia - tak
      kiedy mnie irytuje albo boli

      i na pewno Ed wiekszosc z nas robi tak samo
      mam nadzieje smile

      bo to co namacalne jest wspaniale a to co wirtualne jest fajne ale
      zawsze rpzegra z realnym
      tak mysle...
      • harry_p_otem Re: Po zmierzchu... 15.01.09, 17:24
        Zagladam tu czasami i czytam niektore posty, ale sie nie odzywam... -
        dlaczego? - ano dlatego ze, gdy bylem maly i mieszkalem u dziadkow,
        chetnie przystawalem przed ich olbrzymim zegarem, dostrzegajac w nim
        przyjacielska dusze, bo zegar nigdy nie milczal i prawie zawsze
        dobiegaly z jego wnetrza jakies odglosy,
        spokojnie poswistywal, tykal, chrobotal trybami tajemniczych kol,
        sapal, jeczal i wzdychal, jakby jego wnetrznosci z trudem trawily
        mijajace godziny.
        Gdy zapadala ciemnosc, jego flegmatyczne ruchy stawaly sie dla mnie
        pociecha. Dopoki ten staruszek stal na strazy, nic zlego nie moglo
        sie zdarzyc.
        Ten zakatek tez prawie nigdy nie milknie calkowicie. Nawet w nocy
        slychac szmery i przytlumione halasy, nad ktore wyrywa sie czasami
        krzyk jakiegos potrzebujacego pomocy (niepokojace przypomnienie, ze
        zlo nie spi) lub glosne zawodzenie innej duszy. Spoczynek prawie
        nigdy nie jest calkowity, podobnie jak sen nocny w koszarowej
        sypialni, pelnej dzwiekow urywanego kaszlu, chrapania, mamrotanych
        przez sen przeklenstw, popierdywania i plucia. Jednym slowem trwa tu
        ciagly halas.
        Cisza sprawia przyjemnosc, jesli jest wynikiem swiadomego
        wyboru. "Spiewaj mi, ciszy wybrana", pisal Hopkins, swietujac
        rozkosze religijnego odosobnienia. Jednak klasztor moze byc miejscem
        dosc halasliwym: nieustanny trzask zamykanych drzwiami, tupot stop
        po drewnianych podlogach ciagnacych sie w nieskonczonosc korytarzy,
        brzek naczyn kuchennych w porach posilkow.
        Jako, ze slowo pisane tez jest swego rodzaju dzwiekiem, "zatruwanie
        halasem", choc jest ono bardziej niebezpieczne dla zdrowia
        fizycznego i psychicznego niz wiekszosc zanieczyszczen chemicznych.
        Kazdy potrafi wymienic wlasna litanie znienawidzonych halasow,
        warkot samochodu, jek mechanicznych tartacznych pil, wrzask kocurow
        i wron, bzyczenie komarow, ryk motocykli bez tlumikow oraz
        wszelkiego rodzaju mlodziezowej muzyki.
        Kiedy po raz pierwszy uslyszalem w Aksaraju spiew muezina,
        niewzmocniony jakakolwiek aparatura, dlugo pozostawalem pod jego
        urokiem. Gdy pozniej znalazlem sie w Zejdanie na palacu Urzedu
        Celnego, wsluchiwalem sie ze zdumieniem w dzwieki dobiegajace z
        pobliskiego minaretu: wezwanie na modlitwe, poprzedzone trzaskiem i
        zgrzytami, wywrzaskiwane bylo tym razem z ogluszajaca sila przez
        megafony.
        Bicie dzwonow koscielnych - chrzescijanski odpowiednik spiewu
        muezina - bywa przykra inwazja (zwlaszcza jesli przyjdzie mieszkac
        blisko koscielnej wiezy). Ale dzwony slyszane z oddali, grzeja
        serce. Nigdzie nie czulem tego rownie silnie, jak we Wloszech. Do
        dzis pamietam wieczorne bicie dzwonow w Como, niosace sie wzdluz
        brzegow jeziora Como - niezaklamany glos chrzescijanstwa, nasycony
        wiara, nadzieja i miloscia.
        Dla mnie do przyjemnych odglosow naleza: porykiwanie bydla
        wracajacego do zagrody o zachodzie slonca, krzyk mew, pozegnanie
        dnia przez kolonie gawronow, szepty z dziecinnej sypialni, w ktorej
        dziewczynka z niezwykla powaga opowiada na dobranoc bajki mlodszemu
        rodzenstwu, buczenie ostrzegawczych syren statkow przedzierajacych
        sie przez mgle. Sluchanie z dystansu przydaje im jeszcze slodyczy.
        Dzis, gdy jestem na przyjeciu, czesto wole usiasc z boku i zamiast
        wdawac sie w wymiane banalnych madrosci, slucham jak intensywny gwar
        glosow dobiegajacych z oddali przechodzi w lagodny szum zlewajacych
        sie dzwiekow. Moim idealem stalo sie obecnie dotrwanie do konca
        przyjecia bez odezwania sie jednym slowem, poza zwyczajowym
        przywitaniem i pozegnaniem, ktorych trudno uniknac. W ten sposob
        czlowiek wiecej sie uczy i nie obraza nikogo.
        W miare, jak staje sie coraz starszy, odzywam sie coraz mniej i
        mniej. Doszedlem juz do tego, ze zaczynam podziwiac feldmarszalka
        Moltkego, ktory potrafil milczec w siedmiu jezykach. Gdy juz poloze
        sie spac, zadaje sobie czesto pytanie: Czy powiedziales dzis cos, co
        naprawde warte bylo powiedzenia?
        Sprobujcie wyprobowac to na samych sobie, moze wowczas to miejsce
        bedzie naprawde najlepszym na INecie?
        slowa: Jonasz Kofta
        muzyka: Andrzej Zarycki
        wykonanie: Jonasz Kofta
        SONG O CISZY
        Wy mnie sluchacie, a ja
        Spiewam tekst z muzyka
        Taka konwencja, taki moment
        Wiec tak jest
        Zaufalismy obyczajom i nawykom
        Juz nie pytamy
        Czy w tym wszystkim jakis sens
        A ja spiewac dzisiaj chce w obronie ciszy
        Choc wiem nie pora, nie miejsce i nie czas
        Bo gdy sie milczy, milczy, milczy
        To apetyt rosnie wilczy
        Na poezje
        Co byc moze drzemie w nas
        Przeciez juz dosyc mamy
        Huku i jazgotu
        Ale gdy cicho to zle
        I glupio nam
        Jakby sie zepsul zycia niezawodny motor
        Cos nie w porzadku
        Jakbys byl juz nie ten sam
        Cisza zaglusza, sam juz nie wiesz jaki jestes
        Wiec szybko wlaczasz wszystko co pod reka masz
        A gdy sie milczy, milczy, milczy
        To apetyt rosnie wilczy
        Na poezje
        Co byc moze drzemie w nas
        Gdy kiedys lomot nagle umrze w dyskotekach
        Do siebie nam dalej bedzie niz do gwiazd
        Zanim cos powiesz tak jak czlowiek do czlowieka
        Cisza zgruchocze i wykrwawi wszystkich nas
        Dlatego uczmy sie ciszy i milczenia
        To siostry mysli, swiadomosci przednia straz
        Bo gdy sie milczy, milczy, milczy
        To apetyt rosnie wilczy
        Na poezje
        Co byc moze drzemie w nas
        • mariaeva Re: Po zmierzchu... 15.01.09, 18:25
          ktos madry kiedy spowiedizal ze milczenie jest zlotem a mowa srebrem
          przyslowia zazwyczaj maja swoj glebszy sens
          powiedzenia ludowe i przypowiesci
          ludowa madrosc niekoniecznie w sensie "wiejska"
          wieki doswiadczen wszak robia swoje

          co do zegara...tez taki stal w moim domu - we wczesnym dziecinstwie
          ale ktoregos dnia zniknal - taki los
          a wiesz co w nim lubilam ? ze byl tak wielki ze czulam sie jak
          alicja przed brama do zaczarowanego ogrodu

          cisza
          jak wszystko bywa uteskniona w halasie ale tak samo znienawidzona
          gdy brak dzwiekow i dzowni przerazliwie w uszach

          bo wszystko musi byc wywazone
          w osdpowiedniej dawce

          cisza i slowa tez smile
    • rumunska_ksiezniczka Re: Po zmierzchu... 15.01.09, 17:32
      <<Niewielu jest ludzi, ktorzy interesuja sie tym, co kto inny mysli
      albo ma do powiedzenia. W najlepszym razie sluchaja cie, zebys ty
      potem musial ich wysluchac. >>

      dokładnie autorze wątku możesz te słowa odnieść do samego siebie. może bys
      uprzejmie się ustosunkowała do wypowiedzi z wątku 'smarkanie w rękaw', który
      założyłeś.
      rzucasz sobie jakieś własne przemyślenia, dywagacje i znikasz, ot, co. czytasz
      to chociaż? czy tak se bloga prowadzisz i raczej pisanie odpowiedzi cie nie
      interesuje?
      • rumunska_ksiezniczka Re: Po zmierzchu... 15.01.09, 17:36
        ustosunkował wink
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka