03.12.09, 13:44
dwa lata temu podczas ubierania choinki wieszaliśmy także cukierki. pies był
baaaaardzo zainteresowany ozdobami:) mój mądry mąż powiesił jednego na
najniższej gałęzi i oświadczył psu że ten jest dla niego, ale na razie nie
wolno go ruszać. się zdenerwowałam: jak tak można, pies na pewno będzie chciał
go ściągnąć, przewróci choinkę i tak się skończą mądrości męża. tymczasem...
kundel przez tydzień "pilnował" swojego cukierasa, siadywał obok, przyglądał
się, czasem polizał papierek.na inne cukierki wiszące na dostępnej dla niego
wysokości uwagi nie zwracał. co dziwne, chcąc otrzymać ciacho za jakąś
wyjątkową "grzeczność" (tzn. mycie łap, powrót ze spaceru albo za to... że
taaaki grzeczny) prowadził nas do lodówki gdzie jego ciacha stoją, cukierka
omijał. po tygodniu usiedli razem na dywanie, pan i pies , pan ściągnął
cukierka dla siebie oraz dla psa i dumnie się posilili. w zeszłym roku
ubieramy choinkę, oczywiście inną (mamy żywe drzewka) pies już na początku
zajął miejsce pod najniższą gałęzią i czekał. pan cukierka powiesił, pies się
oblizał, oblizał papierek i z głębokim westchnieniem rozwalił się pod choinką.
widok był przekomiczny.taaaaak, ciężki los psi, cały rok musiał czekać:)
jesteśmy ciekawi czy i w tym roku będzie pamiętał o "jego" cukierku:)
a Wasze psy? znacie jakieś historie typu pies + święta?
Obserwuj wątek
    • majkelowna Re: choinka 07.12.09, 16:34
      Jaka urocza historia :D
      Mądrego macie psa. Nie każdy posłuchałby i poczekał tydzień na swojego cukierka :)
      Mój psiak jest w gorącej wodzie kąpany, więc nie zdałby takiego testu
      cierpliwości :) w pierwsze nasze wspólne święta objadł wszystkie najniższe
      gałązki choinki a bombki rozniósł w drobny mak. Za to w kolejnych latach był
      grzeczny jak aniołek :P
      • karple Re: choinka 08.12.09, 08:47
        Ja mam historyjkę z choinką i kotem.......
        Nasza kociczka miała 9 miesięcy jak nadszedł czas Świąt i jej
        pierwsza w kocim życiu choinka. W obawie, że wskoczy na drzewko i
        potłucze wszystkie bombki- zakupiliśmy słomiane ozdoby i duuuużo
        pierniczków!!! No i szybko się okazało, że kicia ma w nosie ozdoby a
        przypodobała sobie...... pierniczki!!!! Podczas naszej nieobecności
        zjadła ich sporą część co niestety skończyło się dla niej bólem
        brzucha...... nie wiem czy to była nauczka, czy tylko chwilowa chęć
        na słodkie bo w następnym roku już na pierniczki nawet nie
        spojrzała! Jestem ciekawa jak bedzie w tym roku, ponieważ dołączyła
        do nas druga kicia, która choinkę zobaczy pierwszy raz!!!!
        pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt, a dla mądrego psiaka wytrwałości
        w oczekiwanie na cukierka ;)
    • default Re: choinka 08.12.09, 11:58
      Fajna historia.
      Moje psice nie zwracają uwagi na choinkę, koty zresztą też nie -
      pewnie dlatego, że są wychodzące i drzewko im nie dziwne :) Tylko
      pierwsza nasza kocina, jeszcze malutka i nie wychodząca na dwór tak
      oniemiała na widok drzewka, że przez bite pół godziny siedziała i
      wpatrywała się wytrzeszczonymi oczami i z otwartą buzią - zwłaszcza
      ta opadnięta szczęka mnie zachwyciła :) Potem oczywiście były próby
      wspinania się i zdejmowania bombek, ale ten pierwszy totalny zachwyt
      pozostanie mi w pamięci na zawsze :)
    • dar61 Ad oczekiwanie na cukierek 08.12.09, 12:53
      Dla wyrównania nastrojów, opowieść nieco smutniejsza:

      Dzieckiem będąc próbowałem nauczyć swą suczkę proszenia o pokarm, w
      typowej postawie typu "słupek", na siedząco.
      Niezbyt mi się to wtedy udawało, może i dlatego, że piesek miał,
      modą ówczesną, przycięty ogon i niezbyt miał się czym w pionie
      podeprzeć?

      Po latach wielu, przyjeżdżam do mych rodziców, gdzie ta moja
      towarzyszka dzieciństwa dożywała swych dni - miała już coś ze 14.
      rok ludzkiego kalendarza - i posilam się.
      Na ten widok przychodzi do mnie nasza psinka-starowinka,
      staje "słupka" i prosi o jedzonko pachnące, kuszące - w jakże wtedy,
      dawno, oj, jak dawno, niezapamiętywalnej postawie, nad którą długo,
      acz nieskuteczne, pracowałem z nią ongi.

      Poczęstowałem, co nasza sunia chciała - poszedłem i sprawdziłem -
      rzeczywiście, miała w swych miseczkach pusto...
      Ne wytrzymałem i uroniłem łezkę - to ty moja kochana, wiekowa
      starowinko, po latach niedomagania się przez nikogo tej
      wiernopoddańczej postawy w czas karmienia, poniżasz się na stare
      lata, łasisz do wędlinki? Echchchch...
      A był to czas wtedy, kiedy nasza suczka wiekowa, wytrwale domagała
      się prawa do wyjścia na zewnątrz domu za porzebą, ledwo zeskakując z
      14 schodków na trawnik koło domu, artretycznymi swymi nóżkami
      męczona, acz nawykiem wpojonym pędzona - nosiłem ją w on czas na
      powrót na jej posłanie, już na rękach, tuląc czule i szepcząc
      podzięki, czując przyspieszone klekotanie jej serduszka.

      Ach, Cziko nasza!
      Nie żałowałbym wtedy nawet, żeś parkiety zrosiła, miałaś prawo za 14
      lat nam towarzyszenia, miałaś!

      To wynoszenie/ wnoszenie suczki za potrzebą to me ostatnie jej
      wspomnienie.
      Za następną u rodziców wizytą już jej nie było, zgasła była Tacie
      memu na rękach, w kolejce w poczekalni u weterynarza...

      ---

      Habent sua fata animalis...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka