behemot17-13
14.08.18, 22:24
Godzinę temu. Wychodzę z klatki i kieruję się ku bramie, celem udania się do spożywczaka. Brama oświetlona więc widzę kobietę próbującą złapać ptaka. Kobieta sympatycznym głosem - to jaskółka, ja już z kilku metrów wiem, że to jerzyk, niestety pełzający, niezdolny nawet do próby ucieczki. Kobieta chwyta ptaka i z żalem mówi - trzeba mu pomóc, by nie zginął pod kołami i wrzuca go w chaszcze. Tu nie ma nic złego w zachowaniu, wręcz przeciwnie. A ja, ornitolog k... m... wyjeżdżam z tekstem - miliony ptaków ...
To nie koniec tej przykrej opowieści. Wracam ze spożywczaka, a ten biedny jerzyk zagoniony przez kundelka podwórkowego w malutki zakamarek bramy. Kundelek bardziej z ciekawości niż z chęci pożarcia przypatruje się niebodze. Bez przeszkód łapię jerzyka i deportuję na dach komórek. Coś mogłem więcej? No może pogotowie ornitologiczne w pobliżu działające. Przejrzałem stronę o jerzykach, tabela, a tam w prawym rogu tabeli przeważnie - eutanazja, bez szans.
Bezsilność, bezsilność, bo nie umiałem, nie umiem pomagać a mogłem podjąć chociaż próbę.
Ornitolog całą gębą, k ...