20.11.04, 11:41
Wpadłem na genialny pomysł,aby udać się w miejsce ,gdzie San wpada do Wisły.
Pomyślałem ,że może to być wspaniała przygoda....Stanąć w rozwidleniu tych
rzek,wiecie,taki ogrom wody z jednej i drugiej strony ,a ja po środku.Niestety
okazało się to nie aż takie proste.Miejsce to jest tak zarośnięte różnymi
trzcinami,krzakami jerzyn i innymi chaszczami sterczącymi na cztery metry ,że
aby się tam dostać trzeba by kupicz maczete i przedzierać się jak przez
dżunglę.Meczety niestety nie miałem. Pomyślałem,że zima jest do tego
najodpowiedniejszą porą,bo niema lęgów ptactwa wodnego właśnie w tych
zaroślach....A...widziałem tam stado Kwiczołów... c.d.n.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka