Dodaj do ulubionych

Dzięciołologia stosowana

16.11.25, 19:27
Tydzień +/- temu - środkowa Europa początku listopada '2025, środek osiedla mieszkalnego miasta średniej wielkości, osiedla z niską zabudową, pełną w tym miejscu drzew ogrodowych, zieleni, krzewów, pnączy, smakołyków.

Piszący te słowa siedzi pod jednym z tych drzew i przy ogrodowym stole coś cicho dłubie w plonie pigw akuratnych do konsumpcji.
Nagle łomot, nagle furkot, dość niecodzienny.
Piszący te słowa - dłubiący w plonie pigw - rozpoznaje stukot. Przecież go pamięta - kilka dziesiątek [-ków?] lat odsłuchu w swej śródleśnej osadzie nie poszło na marne. Toż jakby znów wrócił w swą śródleśną osadę, pełną starodrzewia sosnowego prawie 170-letniego, gdzie i wiewiórka ma swą tam stołówkę szyszkodajną, tuż obok objawy ptasiej kuźni szyszkowej, a i ten stukot tam bywał taki sam, bo sosny miejscami pod korą już spore smakołyki miały, w jakie kuł zapamiętale a głośno na pół lasu słyszany mocnodzioby ptaszur - ten co zimą łomotał w ramę okna o świcie, na której Dar61 wieszał karmnik napełniony mielonką smalcowo-słoninową z nadzieniem ziaren, pyszną nie tylko dla cichutkich sikor, budząc Dara61 za wcześnie...

Więc Dar61 teraz z rękami pełnymi pigw sprawdza, szuka, zerka - a niewiele widać ponad drzewem - jeszcze ulistnionym - coś tam się na domu [!] dzieje.
Łomot trwa.
Odchodzi więc Dar61 kilka kroków - widać parę ptasząt panicznie zaniepokojonych, podfruwających z domowej rynny na... czyżby - tak, jednak na budkę lęgową, jaką tam u szczytu trójkondygnacyjnego domu Dar61 te 2 dekady temu uwiesił, bo łatwo je tam dozorować z drabiny, na stałe tam na te dwie-trzy kondygnacje wiszącej aż tam do rynien.
Jeszcze krok w bok - i już widać, co bębnione - ale dlaczego?

Widać ... dzięcioła, jaki łupie właśnie w jedną z budek lęgowych tuż obok otworu wlotowego, niepomny furkotu wokół owej pary ptasząt, niepomny pory roku - no i niepomny zdziwienia Dara61, nie reagujący na oburzenie i ptaków, i werbalnych - Dara61.
Stukot trwa, grozi demolką siedziby kilku[dziesięciu] pokoleń ptasząt, może i zrzuceniem samej budki, z trudem uczepionej na jednym jedynym haczyku, którego poprzednik onego czasu puścił był budkę, jak łupnęła z ok. 10 metrów na poziom zero, akurat poziom pusty, i sama była akurat, na szczęście pusta.

* * *

Pytania do rezydentów/-tek awi-Forum:
A) Czy sezon lęgowy w Rzeczpospolitej środkowoeuropejskiej sprzyja już ptasim lęgom aż ku listopadowi?
B) Czy ingerować w jw. spór ptasi, w demolowanie nieokutych blaszkami [jeszcze] otworów wlotowych budek?
C) Czy dzięcioły wyjadają lęgi drobnym ptakom [nawet?] tuż przed zimą?
D) Czy dzięcioły żywią się pasożytami ptasimi, czasem żerującymi w budkach aż do mrozów?
E) Czy zostawiać w miastach starodrzew do jego stanu sanitarnego sprzyjającego rozwojowi owadów akuratnych dla diety dzięciołów ... kanibali?
Obserwuj wątek
    • dar61 Budkologia stosowana 16.11.25, 19:49
      Z mego długiego pobytu w głuszy leśnej wspomnionko aproposowe:

      Nie pamiętam, a szkoda, w jakiej porze roku to było, ale było to na pewno tak:
      - wisiała radośnie na sośnie budka drzewnianna, spora i bez [jeszcze] okucia blaszką wlotu do wnętrza;
      - przyleciał był do niej dzięcioł, łomotal a łomotał - i rozkuł grubą tam na cal deskę wokół otworu wlotowego, powiększył wlot, acz [jeszcze] nie na swój gabaryt;
      - znalazł tę budkę szpak [taki typ szkodnika sadów owocowych pestkowych] i zasiedlił, acz nie na długo i tylko - ledwo tolerowany - na jeden sezon - i wybył.

      Rozumiem. Akurat to była chyba pierwsza dekada, góra druga, w jakiej zmuszono rozporządzeniem ministerialnym polskich leśników do niewycinania drzew dziuplastych, dzięciołokuśnych, przydatnych i innym dziuplakom.
      Dzięcioł, choć tępo- i mocarnoczoły, niegłupi jest - jak widzi lokum o ciasnym entrée, powiększa, zasiedla, udomawia.
      Ma jednak konkurentów do lokum.

      Szkoda że tam śródleśnie ówcześnie nie doczekałem/nie dostrzegłem, by dzięcioł wygonił nieproszoną konkurencję.
      A on nie doczekał, by w naszych tam na osadzie sosnach matuzalemach powstały martwice i dziuple.
      Bo je wraz z działką śródleśną - tak dekadę potem - wykupili moi sąsiedzi - i część z nich wycięli, aby [...].

      PS Szkoda, że w tym forum nie działa [!] podgląd wpisu przed jego wysłaniem...
    • dar61 Dziuplologia st[u]sowana 16.11.25, 20:30
      Droga śródleśna do wspomnianej jw. też śródleśnej osady Dara61 - w sośnie [!] tuż obok drogi kwilenie, świergolenie - na każdy niegłośny szurgot kroków lub brzęk rowerowy.
      Skąd? Ano z tejże sosny - na wysokości około 70 cm widać otwór, ale dyskretny, poboczny, widoczny dopiero od strony lasu, w nim gromadka wiecznie głodna, co roku nowa, co roku hałaśliwa.
      Postoi u tegoż drzewa człek niedaleko spokojnie, dyskretnie, cicho, a dojrzy, doczeka: za minut kilka dolatuje ... dzięcioł i wnika w ten niskołożny otwór. Ma coś w dziobie, a świergot się zmienia. Cudna scena, bliska, parterowa
      Warto wędrować po lesie nie samochodem - jak moi sąsiedzi (prócz może jednej mojej tam na osadzie sąsiadki i jej córki, rozumnie i dojrzale traktowanej), warto wokół zerkać nie tylko za rydzami, jakich tam ponoć przy tej drodze bywa sporo...
      * * *
      Rok temu. Leśne sąsiedzkie zaskoczenie - moi tam sąsiedzi młodociani są teraz, o dziwo, przez rodzicieli dowożeni do szkół, pod przystanki, skąd ich busiki szkolne zasysają.
      A mogliby te kilkaset metłrw podreptać same...
      Czy tacy wygodnie śródleśnie transportowani młodzianie i młódki mają szansę zdybać dzięcioła tuż nad ziemią, jego dzięciołki usłyszeć - zrozumieć to i owo...
      Oby.

      PS Nagłówek tu ustUsowany wzięto z kapelusza takiego. U-umyślne.
      • behemot17-13 Re: Dziuplologia st[u]sowana 25.11.25, 08:18
        Pięknie opisujesz spotkania z przyrodą, pięknie.
        • dar61 Fotografia [nie]stosowna 26.11.25, 13:56
          '...opisujesz spotkania z przyrodą...'

          Fotkim czynił tam, dawno, jeszcze czarno-białe, niezbyt nadające się dziś tu do okazania, zilustrowania - stąd lawina słów musi to nadgonić, dopowiedzieć.

          Zadane tam powyżej te kilka pytań nadal bez odzewu [!]...
          Zaborczy dzięcioł znów wczoraj nam w tę budkę, uparciuch, bębni!

          E) Okuć budce blaszką otwór wlotowy? Czy jednak /
          F) Sklecić chętnemu do lęgów samotnikowi osobne lokum - z większym wlotem?
          E+F) ?

          [pogląd wpisu nadal martwy]
          • dar61 Blaszka stosowna 26.11.25, 14:00
            '...Sklecić chętnemu do lęgów samotnikowi osobne lokum - z większym wlotem...'

            Opcja odpada, bo szpak wszak...
            Poszukam adekwatnej blaszki.
          • behemot17-13 Re: Fotografia [nie]stosowna 27.11.25, 09:07
            Czytanie Twoich postów jest jak czytanie dobrej książki. Nie ma fotek, nie szkodzi a wręcz przeciwnie, wyobraźnia czasami bywa lepsza niż najlepsze zdjęcia.
            PS. Nie kadzę bo ... Naprawdę świetnie umiesz ubrać w słowa swoje spotkania z przyrodą.
            • dar61 Stos wpisów, a tok skoro 06.12.25, 10:39
              behemot17-13:

              '...Czytanie Twoich postów jest jak ...'

              Zrobił się spory już stos wpisów [niepostnych], ale proszę mi wierzyć - główną i startową intencją moją było otrzymać Wasze, awi-Znawców [i Znawczyń], recenzje tych z 1. wpisu pytań, jakie zadałem też w imieniu tej zrozpaczonej pary ptasząt, jakie zostały bez swej sadyby, wysiudane, wypłoszone przez dzięcioła [chętnego do rozrodu, więc chyba mającego partnerkę na podorędziu ... podskrzydlu?].

              Klika dni temu, gdym jednak nadal zoczył wiórki drzewne tam poniżej domu, pod demolowaną przez dzięcioła budką (choć sprawcę zniechęcałem oralnie i z pomocą wyrzutni szyszek - obok ściółkujących gotowe do kiełkowania śnieżyce i przebiśniegi) - tom tę budkę zdjął z haczyka.
              Już czeka ułomek deski, wymieni ona starą nadkutą, a otwór wlotu wzmocni się blaszką.
              Oczywiście wykonam budkę dubeltową, z otworem już na wymiar dzięciołowy - ściana tam wschodnia jest spora, acz będzie kłopot z wieszaniem, bo przy drabinie tam na stałe na ścianie przy narożu zawieszonej już tłok.

              Dziecioł ma nadal wybór - o 3 metry niżej wisi budka druga - na razie jej chyba nie kuje. Pod nią wisiała i trzecia, ale nigdy żaden ptak jej nie zasiedlił. Bo półtorej dekady tam w dwóch górnych panoszyły się wróble, zwykle mało towarzyskie wobec innych gatunków, a same tłoczne. Nawet miło było oglądać ich potem gromadkj, gdy się na środku naszego warzywnika, na truskawkowym, podplandekowanym błoniu, kąpały w ... wielgachnych [eks-foto]kuwetach w czas upału w wodzie, a nawet w sypnietym tam suchym piachu, gdy okazało się, że bardziej go lubią.

              Właśnie te wróble zwabiały nam w ogród sąsiedzkie koty, jakie potem wskazały mi, że droga z korony ogrodowej jabłoni ku najniższej tam budce ptasiej jest na tyle krótka dla nich, że budka nr 3, najniższa, nie ma nigdy obsady.
              Przewiesiłem ją więc na drugą stronę tego domu - i natychmiast otrzymała corocznych tam lokatorów.
              Słowem, dzięcioł ten ma nadal do wyboru kilka opcji, a ja znów muszę szukać calowych desek.
              Ostatni ich zapas - na zeszłym przedwiośniu - zużyłem na zmontowanie 4 szt. budek dla trzmieli.

              A jeśli już się tak tłumaczę przed tu obecną gromadką awi-Znawców na temat pozbawiania dziuplaka opcji przyjęcia partnerki, to po drugiej stronie naszej osiedlowej uliczki wisi następna budka, na telesłupie z takim typowym kiedyś zestawem metalowych zaczepów do wchodznia na ten słup. Jest ona też dorocznie chętnie nawiedzana przez lokatorów.

              Na domu tym, pod balkonem, dowiesiłem [1,5 dekady temu] budkę t. półotwartego, nigdy nie zasiedlaną, a szkoda - z kolei nad tym balkonem kilka lat temu zaczepiłem budkę poziomą z przedsionkiem, by skusić jakąś gromadkę inną.
              Na domu, o czym Wam tu kilka razy w portalu wpisywałem, wyhodowałem kępę bluszczu już licznie kwitnącego od dekady, jaka wabi nasze koSy [nieco trzebione przez sąsiedzkie koTy*], a obecność tychże S, właśnie teraz, widać dzięki ...korze.
              Bo korą, szyszkami ościółkowałem od pn strony tegoż domu kolekcję ogrodową krzewów ozdobnych, a pod tą koroszyszkownią tyle smakołyków zimą, że kosy je - uparcie - odrzucają nam na ścieżki i podmurówki domu, co rejestruję z uwagą - już zimowe koSy są.
              Na tejże podmurówce jednak widuję nadal okazy ... defekatów, kładzionych tam na widoku przez rezydującą gdzieś niedaleko rodzinę kun miejskich. Oby kosy, nocą zwykle śpiące, się z tymi defekantami nie spotkały.

              A że te S są i latem, i zimą, słychać możemy. Zimą witam się z nimi na schodach [!].
              Sprawozdawałem Wam tu kiedyś, że na balusradzie tych schodów 2, 3 dekady lat temu posadziłem bluszcz. Wspiął się on kilka mtrów i dorósł do ściany domu [lewa balustrada], a drugą stroną rósł dalej.
              Goście się skarżyć nam zaczęli, że trudno tam w gąszczu bluszczu dojść do drzwi, tom wykarczował bluszcz lewy, a prawemu doczepiłem nad schody kratę, jaką mój Tatulo ongi tam zdemontował, bo się po niej kiedyś nam na balkon wspinał nieproszony gość i [...].
              Krata szybko obrosła bluszczem i już jej nie widać - powstał na niej bąbel odrośli już tak owocujących, że wabi to właśnie koSy. Państwo S wprowadzją tam swe młode i uczą niedolotki, by się karmiły.
              Spotkałem właśnie tam tę gromadkę S, wychodząc na schody, stał młodziak, kosica podawał mu w dziób owoc, pan S stał krok dalej na straży - no jak ich płoszyć...
              Schowałem się nazad w dom, co pp. S docenili i się potem na mnie nie boczyli, gdyśmy się spotykali na ogrodzie.
              Na przedwiośniu, koSowym przednówku, mam zwyczaj wspomagać pp.S., stawiając im michę z dżdżownicami, co skrzętnie wykorzystują. Stoją potem obok mnie niedaleko, ponaglają, gdy kopię grządkę, łakom i przednówkowe.
              Bywa, że w tym czasie wiosennym na grządki tarmoszę kompost, w jaki uparcie wnikają nam pędraki. No to trafiają one na tackę, tacka na widok, koSy na ząb - smacznego!
              Miło jest potem pogadać z koSem, - sadowi się on niedaleko, mówi, że teren jego, że wara konkurencji - na to ja gwiżdżę mu, że nie tak szybko, S-ąsiedzie, staram się go kopiować - podejmuje on oralny pojedynek terytorialny. Podlatuje bliżej znów kląska swój trel, ale przerywa - bo ja go nadśpiewuję znaną mi nieźle arią toreadora [𝄞 zabiłem byka, cóż to ♬ był za byk ♫...] i mamy konstans tak na dobę.
              A jesienią okazuje się, że znów - po opadnięciu liści z pergoli tuż obok domu - na pergoli pergoli się zużyte gniazdo kosa, jakie zostało przeoczone przez sąsiedzkie *koTy, o czym może dwa słowa potem.
              Że tam było, świadczyła znaleziona pod spodem skorupka jaja koSinego.
              Ergo - nie tylko o budce można opowieść snuć - bo jest i temat sadzenia u nas w pobliżu drzew i krzewów owocodajnych, ptakowabnych, ale poczeka, bo wpis spuchł...

              Opowieść o kosach z mej osady śródleśnej też już czeka.

              PS Pytania do Was wiszą też - bez odzewu, a szkoda... Np. to - w jakim terminie dzięcioły [miejskie] zaczynają toki + lęgi?
              Tam u mnie na polanie awizowały to, terkocąc w swe dalekonośne drzewne trąby - tu w mieście tego mi [i dzięciolicom?] brak...
              • dar61 LusTrując opłoTki 23.12.25, 04:49
                Męcząc się na przedświciu nocy chyba u nas najdłuższej, dostrzegam, com spartolił tu ongi.
                Z kilku mniej wstydliwych literówek najbardziej doskwiera ta:
                [jest] '...balusradzie...'
                [być powinno] >>> ...balusTradzie...

                A teraz nawrót do meandrujących po wodach Europy mandarynek i mandarynków, mądrze wykorzystująch zmienność pogody i klimatu - i do behemocenia o nich...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka