janusz2_
03.02.12, 13:29
"Sikorski naciskał na pilotów
Piloci podkreślają, że były też naciski ze strony sfer rządowych, by wykonywać loty poniżej minimów meteo. Przykładem był ubiegłoroczny lot ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego do Lwowa. 16 maja 2011 r. szef MSZ miał tam lecieć z Bydgoszczy. Okazało się jednak, że informacje meteo, jakie podawało lwowskie lotnisko, były bardzo niepokojące: niska podstawa chmur, ograniczona widzialność, mokry pas i silny boczny wiatr. Ponadto analiza depeszy NOTAM (z ang. NOtice To AirMen) wykazywała remont początku drogi startowej na dystansie około 900 metrów. W tej sytuacji w grę wchodziło jedynie podejście przy dostępnej drodze startowej o długości około 1,6 tys. m, według nieprecyzyjnego systemu, przy którym minimum lotniska nie było kompatybilne z podstawą chmur wskazywaną w depeszy meteorologicznej. A to - w opinii dowódcy załogi - dyskwalifikowało lotnisko do wykonania zadania. - O tym fakcie poinformowałem osobę, która koordynowała ten wylot, wskazując, że możliwy jest jedynie lot z Bydgoszczy do Rzeszowa. I że stamtąd pan minister będzie musiał udać się do Lwowa pojazdem kołowym - relacjonuje dowódca Jaka-40 por. Artur Wosztyl. Kłopoty pojawiły się również przy powrocie ministra Sikorskiego ze Lwowa. Załoga otrzymywała telefony od osób z delegacji szefa resortu, że piloci przesadzają, bo "warunki we Lwowie są dobre". - Nie uwierzy pani, ale mój rozmówca powoływał się na to, co zdołał dostrzec za oknem samochodu. Ciągła analiza warunków meteorologicznych na lotnisku w Rzeszowie utwierdzała mnie w tym, że decyzja o pozostaniu na tym lotnisku jest jedyną racjonalną. W międzyczasie był też telefon od płk. Mirosława Jemielniaka, dowódcy 36. SPLT, który przyznał, że odbiera telefony od Ministerstwa Obrony Narodowej, by samolot został przebazowany do Lwowa. Pamiętam, jak powiedziałem, że warunki meteorologiczne podawane przez służby ze Lwowa nie pozwalają na bezpieczne wykonanie zadania i w zaistniałej sytuacji czekamy na ministra w Rzeszowie. Ostatecznie minister Sikorski wrócił do Rzeszowa samochodem, skąd został przewieziony samolotem do Warszawy - tłumaczy Wosztyl.
Prognoza ministra
Tydzień później dowódca jaka znów miał lecieć z Sikorskim, tym razem do Brukseli. Warunki panujące na lotniskach startu, lądowania i zapasowych nie miały wpływu na wykonanie zadania lotniczego. Ale tego dnia za zachodnią granicą Polski, nad terytorium Niemiec, utrzymywały się silne fronty burzowe, których górna granica sięgała 10-12 kilometrów. - Pamiętam, jak przeprowadziłem telefoniczne rozmowy z osobą z Kancelarii MSZ, która koordynowała ten lot, i poinformowałem ją, że istnieje prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że startując z Warszawy do Brukseli, będziemy zmuszeni zawrócić z powodu intensywnych burz na trasie przelotu, ponieważ samolot Jak-40 ma maksymalny poziom przelotu 8000 metrów. I najprawdopodobniej nie będziemy w stanie ominąć tych burz ani tym samym próbować przelecieć nad nimi. Ostatecznie minister Sikorski, ponieważ spotkanie było bardzo ważne, poleciał tego samego dnia dzierżawionym embraerem, którego poziom przelotowy pozwalał bezpiecznie przelecieć nad tymi niebezpiecznymi zjawiskami - opowiada Wosztyl. Odmowa wykonania lotu z Sikorskim w warunkach poniżej minimum oznaczała dla naszego rozmówcy początek prawdziwych kłopotów.
Do dowódcy 36. SPLT wpłynęło pismo, w którym Ministerstwo Spraw Zagranicznych domagało się odpowiedzi, dlaczego dowódca załogi Jaka-40 odmówił wykonania lotu do Lwowa, skoro dostał informację od delegacji, że "pogoda jest dobra", oraz dlaczego nie poleciał z powodu warunków atmosferycznych do Brukseli, skoro pogoda na lotniskach w Warszawie i Brukseli była "bardzo dobra".
naszdziennik.pl